Karczma „Ostatnia Przystań”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 281
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Karczma „Ostatnia Przystań”

Post autor: Ivan » 20 kwie 2018, 13:41

Obrazek

Miejsce powstałe pewnego pięknego dnia przed wieloma laty, gdy pracujący w okolicy Drzewnego Targu tartacznicy i stolarze mieli dosyć latania po piwo do knajp na Przedmieściu podczas każdej przerwy i po zakończeniu pracy. Zakasując rękawy brali co dziesiątą, nadającą się rozmiarem deskę lub balę i rzucali ją podle północnego brzegu wpływającej do miasta rzeki. A wraz z zakończeniem dnia roboczego, w kolektywnym czynie społecznym zbudowali sobie knajpę, dokładnie taką jaką chcieli, która stoi tu po dzień dzisiejszy. Ochrzczona „Ostatnią Przystanią” (z powodu położenia tuż przy nadbrzeżu, przy którym flisacy rozładowują swoje dostawy) jest ulubioną gospodą wszystkich urzędujących tutaj pracowników w drewnie, a odwiedzaną także przez zjeżdżających tu kupców i transportowców. Wykonana prawie w całości z drewnianych bali, z dachem skleconym z desek cieszy oko prostotą i solidnością wykonania, podobnie jak tutejszy jadłospis, prosty i smaczny, choć nieszczególnie wyszukany. Leje się tu przede wszystkim piwo i słabsze miody, rzadziej gorzałkę, którą nauczony doświadczeniem szynkarz wyciąga spod lady tylko na fajrant bądź święta, „dla dobra waszego i waszych paluchów” jak zwykł odpowiadać strofującym go o to chłopakom z tartaków. Pogadać tu można o wszystkim, nie tylko o drzewach i stolarce, jako że bywają tutaj handlarze z okolic dalszych niż spod Novigradu, a niektórzy flisacy spławiają tu towar aż z Rinde. Większość bywalców, zwłaszcza tych pamiętających stawianie karczmy (nawet jeśli tylko z opowieści ojców) samodzielnie dba tutaj o porządek, nie dając przyzwolenia młodzikom i ludziom „z zewnątrz” na zostawianie po sobie syfu i wszczynanie awantur. A jeśli zdarzy się, że sami zostawią i wszczną, to przynajmniej poczuwają się do posprzątania kiedy już jest po wszystkim.

Gospodarzem tego miejsca, ustanowionym za wspólną decyzją starszyzny cechów oraz reszty towarzystwa jest jednoręki Bohdan, były majster stolarski dla którego praca ta, od czasu kalectwa, stała się jedyną alternatywą dzielącą go od zostania proszalnym dziadem, jako że przychodzi mu być również bezdzietnym wdowcem. Z ogarnianiem wszystkiego tutaj radzi sobie więcej niż dobrze, zwłaszcza że brakujących rąk do pracy regularnie dostarczają mu koledzy po dawnym fachu, szczególnie chętnie gdy trzeba coś naprawić.
— Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 5
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Medale: 1
Miano: Aco
Rasa: Człowiek
Wiek: Około 30
Złoto: 15 koron
Stan zdrowia: Zdrowy

Re: Karczma „Ostatnia Przystań”

Post autor: Hagan » 07 sie 2018, 23:55

Miał nie pakować się w kłopoty. Te właśnie słowa szczególnie zapadły mu w pamięć. Oczywiście, jak to zwykle bywa, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Kłopoty były o tyle problematyczne, że nie czekały biernie aż ktoś łaskawie raczy je odnaleźć. Buszowały aktywnie po świecie, nawiedzając coraz to kolejne ofiary. Zdawałoby się jednak, że mniej kłopotów będzie miał ten, który stara się ich unikać. I chociaż nie zawsze się to sprawdzało, czasem warto było próbować.
Do przeżycia w mieście, Aco potrzebował pieniędzy, a dokładniej jakiejś formy przychodu. Monety spoczywające bezpiecznie w jego sakiewce w końcu musiały się skończyć. Wraz z brakiem pieniędzy zacząłby się głód, pragnienie i choroby. Potrzebował zatem pracy. Najlepiej takiej, w której uniknąłby machania mieczem. W końcu z tym wiązały się kłopoty. Tylko jak znaleźć w tak ogromnym mieście pracę?
W tej kwestii należało rozmawiać z ludźmi. Mężczyzna nie wyobrażał sobie jednak chodzenia od warsztatu do warsztatu, pytając o posadę. Nie przywykł do tego, a słowa na samą myśl grzęzły mu w gardle. A trzeba takiego pracodawcę do siebie jakoś przekonać. Przełamać pierwsze lody, uśmiechnąć się miło, nie wyglądać jak jakiś podejrzany bandzior uciekający przed ręką sprawiedliwości. W takich kwestiach raczej nie szło mu najlepiej. Alkohol stanowił pewnego rodzaju rozwiązanie, ale proszenie o pracę wydychając przy tym ostry zapach gorzałki — zakrawało to o idiotyzm.
Aco zupełnie przypadkowo odkrył alternatywę. Kręcąc się bezmyślnie po Targu Drzewnym i bijąc się z myślami, kilkukrotnie zasłyszał nazwę karczmy, do której najwidoczniej chadzali wszyscy lokalni rzemieślnicy. Nie czekając długo, sam wyruszył w tamtym kierunku. Lewą ręką pchnął drzwi, przekraczając próg. Na tym kroku jego plan się kończył, pozostało mu więc improwizować. Dość tradycyjnie ruszył do barku, aby zamówić piwo. Skrycie liczył, że cudownym sposobem zainteresuje się nim przyszły pracodawca.
I że nie wpakuje się bezmyślnie w kłopoty.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 102
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Karczma „Ostatnia Przystań”

Post autor: Dziki Gon » 11 sie 2018, 10:37

Nie mogły dziwić zapachy wypełniające Ostatnią Przystań. Zatrzymały się w niej schnący pot osiadły na karkach kilku stałych bywalców, alkoholowe chmury o epicentrach wokół stolików, baru i ciepłych plam słońca wpadających do środka przez brudne okna, a także zapamiętała woń pracy. Nie zabrakło zapachów lasu, żywicy, wiórki, ściętych drzew różnego rodzaju — od jodeł, sosen i świerków po egzotyczne bierwiona, gałązki, kłody i inny rzemieślniczy zadatek. Mieszały się one z typowo karczemnym zapachem fermentacji.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, ludzi w szynku miało przybywać z kolejnym kuflem tych, którzy zajęli dla nich kilka wolnych jeszcze zydelków. Nadejście nieznajomego nie dziwiło nikogo. Barman stojąc tyłem do szynkwasu pociągnął nosem i odwrócił się z symultanicznym uderzeniem drewnianego dzbanka o drewniany blat baru. Ciemny napój zakołysał się w brzegach naczynia popchnięty w stronę brodatego mężczyzny.
Dla ciebie? — odezwał się barman, wlepiając beznamiętny wzrok prosto w oczy przybysza. Był stary, ale nie tak stary jak mogłoby się zdawać. Wiek jego wskazywał na zdatność do pracy, którą — jak słusznie lub niesłusznie sądzili niektórzy — ograniczało jego kalectwo. Bohdan nie miał jednej ręki.

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 5
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Medale: 1
Miano: Aco
Rasa: Człowiek
Wiek: Około 30
Złoto: 15 koron
Stan zdrowia: Zdrowy

Re: Karczma „Ostatnia Przystań”

Post autor: Hagan » 11 sie 2018, 12:28

Aco nie zdołał przykuć, tak pożądanej przez niego, uwagi. Tak naprawdę nie było powodu, aby stało się inaczej. Nie zrobił niczego wyjątkowego, po prostu wszedł do karczmy, ot — kolejny klient. Na wiosce każda nowa twarz budziła emocje, podczas gdy przez Novigrad każdego miesiąca przewijały się dziesiątki ludzi takich jak on. Mężczyzna rozczarował się, chociaż wcześniej nie robił sobie żadnej nadziei. W takim wypadku, aby rozpocząć z kimś rozmowę, musiał narzucić komuś swoją obecność.
Zdał sobie sobie sprawę, że po pytaniu barmana zapadła cisza. Trwająca na tyle długo, że stała się niezręczna, a dla karczmarza najpewniej również irytująca. Aco odsunął na bok swoje przemyślenia, przynajmniej na chwilę. Nie chcąc dalej denerwować jednorękiego Bohdana, zamówił pierwszą rzecz, która przyszła mu na myśl.
Piwo – rzucił. Głos miał ochrypły, szorstki. Dopiero wypowiadając te słowa poczuł, jak bardzo chce mu się pić. Odchrząknął, próbując naprawić w ten sposób swój zdeformowany głos.
Poproszę – dodał po krótkiej chwili. Tak chyba wypadało. Stosować się do tych chociaż najprostszych zasad grzeczności. W końcu nie chciał wyjść na gbura. Od gbura nie biła życzliwość i uczciwość, lecz tajemnica i kłamstwo. Takiego człowieka nikt nie chciał zatrudniać. Uśmiechnięci pracownicy nie przynosili kłopotów.
Mańkut położył na ladzie odliczoną kwotą za kufel piwa. Zasiadł przy ladzie. Nie było sensu zajmować całego stolika tylko dla siebie, o ile w ogóle któryś pozostał wolny. Ludzie do karczmy przychodzili całymi grupami. Zawsze raźniej było pić z kimś niż samemu. Aco nie miał z kim się napić, wystarczał mu więc niewielki skrawek lady oraz drewniany stołek bez oparcia. Obrócił się w nim, czekając na zamówienie. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie szukał ani niczego, ani nikogo. Jego wzrok szybko skakał od krzesła do krzesła, od stolika do stolika. Chyba nie wypadało przerywać im tej chwili odpoczynku, jedynej rozrywki której zaznawali po ciężkim dniu pracy. Nie chciał się narzucać swoim smutnym biadoleniem, wypytywaniem o pracę. Większość z nich z pewnością nie poszukiwała pracownika. Najpewniej nie mieli nawet takich możliwości. Od zatrudniania był właściciel warsztatu, nie podrzędny pracownik. A jak odróżnić ich od siebie? Z kuflem w ręku, pachnący drewnem i potem, jedni brodaci, inni łysi – nie różnili się zbytnio od siebie. Nikt nie miał wyrysowanego na czole napisu "SZUKAM PRACOWNIKA".
Jedyną osobą, jaka znajdowała się akurat w pracy był Bohdan. Aco ponownie obrócił się na stołku. Karczmarze z reguły znali każdego. Każdy im wszystko mówił i każdy o wszystko pytał. Mężczyzna postanowił sprawdzić, czy jego postrzeganie zawodu barmana jest chociaż w małym procencie prawdziwe. Upił łyk piwa.
Przepraszam – zwrócił na siebie uwagę Bohdana. Nie chciał przerywać mu pracy, poczekał. Nie śpieszyło mu się. Tak naprawdę nie wiedział jak zadać pytanie, aby nie wypaść niezręcznie. Co jeżeli nikt nigdy karczmarzowi takich informacji nie przekazywał? Aco wypadłby na głupca. Na takie przemyślenia było jednak za późno. Gdy mężczyzna zbliżył się do niego, w końcu wykrztusił z siebie kolejne słowa.
– Nie szuka ktoś przypadkiem rąk do pracy? Dobrze robię w drewnie. Meble, i różne takie

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław