Zajazd „Pod Knurem”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 292
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Ivan » 31 mar 2018, 0:10

Obrazek

Przyjęty w zgodzie z prawem obyczaj, by po zmroku zamykać wszystkie bramy miejskie jest jednym z powodów, dla którego ulokowany centralnie naprzeciw Bramy Wielkiej zajazd „Pod Knurem” nie może narzekać na brak klientów. Kolejną przyczyną tego stanu rzeczy jest najzwyczajniej w świecie fakt, że gospoda cieszy zasłużoną renomą. Minęło równe trzysta lat od czasu zbudowania jej przez pierwszego właściciela a tym samym zapoczątkowania rodzinnego interesu, dzierżonego przez kolejne pokolenia krasnoludzkiego klanu Craggsów. Całość została urządzona na wzór podobny wioskowym karczmom, jako małe i samowystarczalne gospodarstwo w skład którego, prócz właściwego budynku, wchodzą dwie stajnie, chlew oraz kurnik, otoczone płotkami i znajdujące się w ścisłym sąsiedztwie. Sama gospoda mieści sobie jedną, przestronną izbę gościnną, zwaną wielką salą, gdzie pospołu urzędują wszyscy podróżni, przeważnie wędrowni kupcy, waganci oraz wszyscy wyczekujący otwarcia głównej bramy. Około jedna trzecia stołów i mebli znajdujących się w pomieszczeniu jest połowę niższa od standardowych, służąc regularnie tu obecnej klienteli krasnoludzkiej, gnomiej czy niziołkowej. Szynkwas oraz znajdujące się na jego tyłach kuchnia i spiżarnia znajdują się przy ścianie, nieopodal schodów prowadzących na piętro z pokojami gościnnymi, połączonymi z kolei z bliźniaczą przybudówką, w której mieszczą się kwatery służby oraz mieszkanie gospodarza. Pokoje, zarówno te na wynajem, jak i na użytek czeladzi, są niewielkimi izdebkami z małymi okienkami, wyposażonymi w dwa łóżka, cebrzyk, zydel oraz świecę. Ryglowane od wewnątrz drewnianym skoblem, gwarantujące minimum prywatności płacącym za nie klientom (choć lza też przespać się na ławie we wspólnej sali za dziesięciokrotnie niższą cenę). Scena dla muzykantów (a czasem i zaprzyjaźnionych bardów, udzielających się tu niekiedy gościnnie) ustawiona jest na przeciwległym rogu sali na niewielkim podium, na rogu którego ustawiono również niewielki, wyściełany fotel – na pamiątkę po dawnym właścicielu, za życia lubiącego w nim przesiadywać. Na krańcach izby znajdują się też duże paleniska wyposażone kolejno w po dwa obracane rożny oraz żelazny kocioł. Dla spragnionych odpoczynku od gwaru głównej izby przeznaczono skryte za kotarami mniejsze sale gościnne, wyposażone w kominek, stolik oraz kilka krzeseł.

Obecnym właścicielem zajazdu jest usynowiony przez poprzedniego właściciela, nieodżałowanej pamięci Gunthera Craggsa, młody krasnolud imieniem Wilhelm. Osierocony po pogromie, w którym sam Gunther stracił własną rodzinę, został wychowany przezeń jako własny wnuk i spadkobierca. Od maleńkości sposobiony do przejęcia interesu po przyszywanym dziadku, zaczynał jako biegający pod stołami szkrab, psocący co niemiara i przyglądający się życiu gospody i sam w nim uczestnicząc. Dziedzicząc „Knura” oraz wszystkie związane z nim miejskie przywileje opłacane latami sowitych łapówek, stanął na wysokości zadania, pozwalając wielopokoleniowemu biznesowi trwać nadal. Obecnie, będąc już krasnoludzkim mężem, który niedawno przekroczył próg dorosłości, czuje się w tym miejscu jak ryba w wodzie. Podobnie jak swój przybrany dziad, prócz zmysłu do gospodarzenia posiada nadzwyczajną ciekawość względem wieści ze świata, których spragniony jest równie mocno co jego właśni klienci piwa. Częstokroć przysiada się do swych gości wymieniając aktualne miastowe plotki na informacje ze wszystkich stron Kontynentu. Chociaż prowadzenie zajazdu ulokowanego na przedsionku Stolicy Świata pozwala mu być na bieżąco, w jego oczach i zachowaniu można dostrzec chęć wyrwania się poza Novigrad, by samemu zakosztować włóczęgi oraz przygody na trakcie. W swym przybytku zatrudnia niemałą, jak na obejście liczbę luda i nieluda. Pięcioro osób od oporządzania stajni oraz małego gospodarstwa wokół karczmy, tyleż samo stajennych, cztery dziewki służebne oraz trójkę pracujących w kuchni, z czego dwoje z niej to rodzeństwo niziołków, które sam Wilhelm zna od małego. Słowem jedna wielka rodzina, chociaż z różnych matek i ojców.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 27
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 11 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Aishele » 02 kwie 2018, 16:25

Przedtem byliśmy tu.

Burza troszkę się zachmurzyła i zastanowiła chwilkę. Nie żeby była jakoś ogromnie zachwycona tą umiarkowanie hojną ofertą, ale lepsza taka niż żadna.

— Dobra, Wili — rzuciła wreszcie, wzorem krasnoluda przyjmując bardziej poufały ton. — Dzisiaj dołączę i poakompaniuję w zamian za posiłek i spanie. Polubiłam cię, więc zgoda. Tylko pamiętaj... — ostrzegła, patrząc mu w oczy z powagą — jakby kto pytał, to za nic nie mów, że ja z tych, co grają za talerz zupy, bo mi to może trochę zrujnować reputację. A reputacja dla artystki jest wszystkim. Mów, żeś zapłacił przynajmniej dwie dychy! Dzięki. To póki co zmykam, dobrego dnia!

Pożegnawszy szefuńcia serdecznym uśmiechem, dziewczyna poszła za jego radą i zostawiła swoje ogłoszenie przypięte na podporze. A potem jeszcze drugie na tablicy ogłoszeń, którą chłopaki w istocie wkrótce zamontowały, skoro chwilowo nie zanosiło się raczej na deszcz. Przy okazji nie omieszkała obrzucić jej dokładnie wzrokiem, bo nigdy nie wiadomo, co ciekawego się w takim miejscu wyczyta, a inspiracja dla poetki może kryć się wszędzie!

Resztę zapisanych świstków wzięła ze sobą i porozwieszała po mieście, tam gdzie jej się zdawało, że będzie to w miarę sensowne. Rozpytując czasem przechodniów o drogę, zmierzała do banku Cianfanellich. Zgubiła się tylko trzy razy, ale wcale jej to nie zezłościło. Dzień był taki piękny, że pobłądzić troszkę po nieznanych uliczkach Novigradu było samą przyjemnością. Tu stragan z kwiatami, tu wygrzewające się kociątko, tu znowu sklep jakiegoś zacnego krawca... Lotta patrzyła na to wszystko i wystawiała twarz do słońca, a wszystkie ciemne myśli spały na razie głębokim snem, poupychane gdzieś po kątach jej duszy.
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dym
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 11 maja 2018, 21:40
Miano: Silvia
Rasa: Człowiek
Wiek: 41
Złoto: 110 denarów
Stan zdrowia: Zdrowa
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=602#p602

Re: Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Dym » 23 maja 2018, 21:03

Bo noc jest ciemna i pełna strachów.(c) "Świat mój umarł".
Ta myśl nie dawała pokoju. Tu, dałeko od domu, wśród nieludzi, Silvia mogła tylko modlić się - a jak nie mała żadnej świątyni, to modliła się szeptem do świecy - świeca, myśliała, to też ogień. Ale czy poczuje Bóstwo jej słowa? Czy nie powinna była nocować w lesie? Przyszła do tej gospody, dlatego że zapóźniła się do bramy i nie utrafiła do miasta, ale czy nie powinna była odejść, gdy tylko zobaczyła niski stoliki i gospodarza zajazdu? Za związek z nieludźmi była ona kiedyś ukarana, a teraz, zamiast tego, żeby pójść stąd, zlękła się ciemności i niedobrych ludzi.
Wieczny ogień uratował ją. Ale zwykły ogień zabrał wszystko co znała. Może, było to wybawienie. Może, powinna była uratować męża. Ale czy mogła tak naprawdę to zrobić?
"Gdzie moja droga?'
Pragneła tylko jednego - wiedzy. I pokuty.
Modliła się ścicha w zakątku sali. Była blada i zmęczona, ręki chowała pod szal.
"Bolą mnie nogi", - pomyślała jeszcze. I nie było w tym nic dziwnego.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Dziki Gon » 28 maja 2018, 1:21

O tej porze w izbie siedziało po stolikach kilku stałych gości wynajmujących łóżko na czas pobytu w mieście i tylko paru przyjezdnych. Większość gęb gryzła w zębach chleb do cienkiej i całkiem smacznej zupy rybnej, reszta pochylała się nad kuflem i własnymi zmartwieniami. Pomieszczenie było wypełnione przytłumionym gwarem rozmów i zmęczonych westchnięć. W "Knurze" nigdy nie brakowało klienteli. Jedni wychodzili a drudzy po lub przed podróżą wstępowali za progi karczmy. Tak jak zawsze, tego wieczora nie było inaczej.
— Co podać? — ponad modlitwą zabrzmiał głos. Do Silvy podeszła miałkiej urody dziewka. Zdążyła zebrać po stolikach kilka innych zamówień. Nie zastanawiała się nad tym z kim może mieć do czynienia. Wiele się tu ludzi i nieludzi przewinęło. — Jeśli potrzeba miejsca do spania, można pokój wynająć. Nawet i na noc. — reklamowała dziewczyna. Założyła sobie kosmyk włosów za ucho. — Choćby i noc, to człek od razu inaczej się wyspany czuje. — zachwalała ofertę zajazdu.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 27
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 11 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Aishele » 12 lip 2018, 16:13

Burza przez ostatnią część drogi do zajazdu niemalże już biegła, choć do nocy było daleko, ledwo złociło się wiosenne popołudnie. Gdyby ją kto zapytał, co to ją tak straszliwie goni, to nie znalazłaby żadnej mądrej odpowiedzi. W każdym razie poczuła ulgę, przekraczając znajomy próg. Lęk ją opuścił, kiedy znalazła się pod dachem. Odetchnęła.

Najpierw spróbowała się zorientować, czy nie znaleźli się aby jacyś chętni skuszeni przez porozwieszane przez nią parę godzin temu ogłoszenia. Popytała wśród obsługi, czy ktoś się interesował, mając gorącą nadzieję na jakiś grosz. Czarodziej wprawdzie obiecał jej upust, ale miała obawę, że i po tym upuście cena za przebadanie zagadkowej pieczęci Jakerta może ją trochę przerosnąć. A byłoby głupio. Zresztą, cholera, tak czy siak z czegoś było trzeba żyć, o spłacaniu długów nie wspominając!

W drugiej kolejności odszukała członków zespołu, z którymi miała dzisiaj występować. Wzięła swoją lutnię, przedstawiła się, wyjaśniła, że sam Wili skierował ją tu dzisiaj na zastępstwo zamiast ich kolegi. Uśmiechała się, grała na próbę różne kawałki, próbowała się dopasować do ich stylu i wskazówek. I przyglądała im się bacznie, ciekawa, czy z kimś tu znajdzie wspólny język. Artystycznie, lecz przede wszystkim też tak prywatnie, zwyczajnie, po ludzku. Taką wielką miała ochotę z kimś zwyczajnie pogadać. Z kimś miłym.
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zajazd „Pod Knurem”

Post autor: Dziki Gon » 01 paź 2018, 22:37

Burza dobiegła do zajazdu nim złote popołudnie ustąpiło nocy, a żadna mądra odpowiedź nie zdążyła być jej potrzebna. Znajomy próg udało jej się przekroczyć nie będąc niepokojoną przez nikogo, a odprowadzaną wyłącznie przez ciepły wiatr i hałas miasta stopniowo ustępujący nawoływaniom majowych chrabąszczy i narastającemu gwarowi gospody.
Towarzystwo dopisało bardziej niż ostatniego wieczora, ale nie na tyle, by mówić tu o tłumach. Kupcy i podróżni będący w lwiej części głównymi klientami gospody wciąż załatwiali swoje interesy w mieście i należałoby spodziewać się ich bliżej zmroku, przynajmniej tych z nich, którzy przed udaniem się na spoczynek zechcą spożyć wieczerzę. Zagajona w środku przenoszenia garnków i półmisków z jednego końca sali na drugą obsługa udzieliła jej informacji, wskazując dwie osoby, które pono przyszły tu w sprawie ogłoszenia — nerwowo majtającego nogami dzieciaka, siedzącego na zydelku przy szynkwasie oraz zakutaną w szarą i postrzępioną opończę postać, siedzącą samotnie gdzieś w rogu sali, dokładając wszelkich starań, by nie rzucać się w oczy. Uzyskując przy tym zresztą efekt zupełnie odwrotny — żeby nie rzucać się w oczy w Wolnym Mieście, należało poruszać się po nim w skrzącej się od srebra skórze, obwieszonym błyskotkami jak choinka na Yule.
Jeżeli czteroosobową zbieraninę, śmierdzącą wczorajszym alkoholem, a pochyloną nad dzisiejszym, nie wstyd było jej nazwać „zespołem” to była w domu. Trzech chłopaczków i jedna dziewczyna. Troje z nich raczej małomównych, a czwarty mowny aż za bardzo. Długowłosy blondas, którego z całego towarzystwa słychać było najwięcej i najlepiej. Nim zdążyła się przedstawić, wyjaśnić, zagrać, spróbować i przyjrzeć się lepiej, jej muzykalne ucho wyłapało toczoną przez nich prywatną rozmowę. Pozostawiając jej do oceny, w jakiej części dane jej będzie zaspokoić swoją ochotę pogadania z kimś miłym.
To twój znajomek? — Pytanie zadała jedyna dziewczyna w towarzystwie, drobna i kędzierzawa o smagłym typie urody, w dopasowanej pistacjowej sukni. Odpowiadał jej gadatliwy blondyn w wymiętolonym żabocie, a rozmowa tyczyła się najwyraźniej trzeciego z towarzystwa, to jest ogorzałego od słońca dryblasa z włosami plecionymi w misterne warkoczyki. Tęgawy i brodaty brunet z kilkudniowym zarostem także zdawał się w niej uczestniczyć, choć niewerbalnie, okazjonalnie dając znaki życia naprzemiennym kiwaniem głową i odstawianiem kufla. To czy głowa kiwała mu się z aprobaty, czy z powodu zawartości wspomnianego naczynia trudno było stwierdzić na pierwszy rzut oka.
Tak, do tego z Wysp.
Z której części?
Skąd mam, kurwa, wiedzieć? Wyglądam jakbym mu pisał biografię? Rolf, z której części Skellig jesteś?
Ard — odparł nazwany Rolfem, po krótkiej chwili zastanowienia.
Mówi we Wspólnym?
Trochę, ale nie tak jak my.
Zostaje tutaj?
Jakiś czas, przypłynął do miasta, bo chce zostać śpiewakiem.
Groet Skault. Shante aes nueme.
Co on powiedział?
Nie wiem, ale gość jest niezły. Podobno udzielał się już w jednej grupie artystycznej. Nazywała się „Pierdolić nilfgaardzkie pludry” czy coś takiego.
Nie brzmi zbyt artystycznie.
Może, nie znam się, jestem muzykiem. Musisz go kiedyś usłyszeć na wokalu, odpadniesz ze śmiechu.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław