Dzika plaża

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 292
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Dzika plaża

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 17:12

Obrazek

Kochająca morze, czerpiąca wiele inspiracji z motywów marynistycznych w swoich balladach, słynna przedwojenna poetka Essi Daven śpiewała kiedyś: „już nie ma dzikich plaż”. Wychodząc z Novigradu przez Bramę Główną, mijając przedmieścia i podróżując kawałek na północ, z morzem po swojej lewej dojdzie się w końcu do takiego miejsca, w którym odetchnąwszy rześką i przesyconą solą bryzą, będzie można odpowiedzieć jej na to: „a jednak”.

Tak się bowiem składa, że położony tuż nad wodą piaszczysty kawałek wybrzeża pozostaje wciąż wolny i niezagospodarowany. Próżno szukać tutaj rybackich chat, drewnianych zabudowań, całego mnóstwa pomostów, żyjących z morza ludzi i ich rodzin, gdyż to wszystko znajduje się i urzęduje bliżej miejskich murów, w sąsiedztwie delty Pontaru. W tym urokliwym zakątku jest na tyle spokojnie, że nawet trupy wrzucane do rzeki przez miastowe gangi, wypływają tutaj tylko od święta. Porośnięte trawą wydmy łagodnymi pagórkami przechodzą w jasny piasek plaży, upstrzony drobnymi muszelkami wszystkich kolorów i kształtów. Bliżej brzegu, gdzie morze spotyka się z lądem, zalegają girlandy wodorostów, pętają się kraby oraz cała rozmaitość innego morskiego śmiecia, z którego każdy szanujący się mistrz kuchni potrafiłby zrobić zupę.

Z nieznanego nikomu powodu fale zachowują się w tym miejscu ciszej niż gdziekolwiek indziej, a noce rzadko kiedy okazują pochmurne.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Kris
Awatar użytkownika
Posty: 52
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:40
Medale: 6
Miano: Ziggrund Farkas
Rasa: Krasnolud
Wiek: 65
Złoto: 1 korona novigradzka
Stan zdrowia: Złamany nos
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=120

Re: Dzika plaża

Post autor: Kris » 19 kwie 2018, 10:16

Janosie, ja mam nadzieję tylko, że tych Twoich chłopów tam nie za dużo, bo nie będziemy bogaci. Widzimy się na plaży jako rzekłeś, przyjacielu — westchnął, po czym wstał od stołu. — Z tą propozycją wręcz mi z nieba spadasz, ale zyski dzielimy pół na pół, bez pośredników — odrzekł hardo krasnolud w stronę kupca, zanim udał się na górę. Na piętrze z szafy wyciągnął jakieś starsze, lniane szaty, za pas zatknął nóż do patroszenia ryb. Na swój ubiór narzucił płaszcz z kapturem, póki co wolał jednak się nie pokazywać innym mieszkańcom. Jeszcze by zaczęli coś gadać na temat nosa, albo tej feralnej gospody. Psia jego mać, kurwica mnie chwyta na samą myśl. Zareagował tak na wspomnienie tamtego wydarzenia, bardziej i tak mierziła go utrata dobytku niż śmierć jakiegoś podrzędnego grajka. Ruszył żwawym krokiem w kierunku plaży ze swojej przytulnej kuźni, wyobrażał już sobie szum morza, spokojny zew wędkowania. Szczupak jest królem Pontaru! Z takim okrzykiem w myślach wesoło maszerował w kierunku horyzontu, z którego zawiewała lekka bryza. Z odległości kilku kroków dostrzec mógł kilku chłopa, a pośród nich kupca bławatnego, Janosa. Tego kolosa nikt by nie mógł przegapić, po prostu było wręcz niemożliwością go nie zauważyć. Ściągnął kaptur, poczuł się troszkę pewniej w otoczeniu, które nie chciało go zabić a podzielić się górą złota.
Znajdzie się jakaś wędka dla mnie, mości Janosie? Moja własna zbyt pokiereszowana — zagrzmiał tubalnie Ziggrund.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dzika plaża

Post autor: Dziki Gon » 26 kwie 2018, 1:17

— Dużo? Wcale niedużo — odpowiedział kupiec, drapiąc się po nosie. — W sam raz. Tyle ile potrzeba. Nie mniej, nie więcej. I to wcale nie z chęci dania możliwości zarobienia grosza innym, a z przezorności. Tęga to operacja będzie, panie Ziggurd, to i ludzi potrzeba przy tym zebrać.
Tymi słowy Janos wstał od stołu, golnął sobie jeszcze strzemiennego i nasunął na łeb chaperon.
— Będę na was czekał przy zatoczce. Tylko ostrożnie idźcie, nie zwracajcie na siebie uwagi. I na łeb załóżcie coś aby, bo, bez obrazy, panie Ziggurd, nie dość że zdrowi w oko się rzucacie, to z tą twarzą ubabraną w jusze to już całkiem.
Zigg usłyszał jak drzwi wejściowe jego przybytku otwierają się, a potem zamykają z charakterystycznym brzdąknięciem stalowych elementów zamka.
Krasnolud był wkrótce gotowy do wyjścia. Ubrany w strój lekki, tak jak zalecał mu Janos, będzie mógł czuć się na łajbie znacznie bezpieczniejszy, gdyby przypadkiem przyszło mu nurkować w morzu. Cóż jednak z odpowiedniego odzienia, skoro i tak nie umie się pływać? Żadna z takich myśli nie zaprzątnęła wszelako głowy krasnoluda.

Na opustoszałej plaży wysoka postać Janosa była rzeczywiście łatwo dostrzegalna. Kupiec wszak nie był sam i tak jak wspominał w kuźni, zebrał ze sobą kilku ziomków, którzy teraz ruszali się przed nim w pośpiechu, ślęcząc i dłubiąc nad czymś tu przy brzegu. Kiedy Zigg podszedł bliżej, zrazu mógł rozpoznać twarze zebranych.
— Wędka? Co wyście? Niepoważni? Będziem zarzucać sieć! Tu właśnie moi chłopcy zajmują się jej rozplątaniem, bo strasznie się nam to dziadostwo zasupłało. Pozwólcie zatem, że przedstawię. Ten oto rosły i krzepki młodzieniec to Radek. Głuchy jest, nie trudźcie się zatem mówieniem do niego, bo i tak niczego nie pomiarkuje, za to silny jak tur. Tu, w tym skórzanym czepku, to Słomiasty, stryjeczny brat mojego szwagra. Też się-li przyda, bo to rybak zawodowy i po prawdzie to też od niego cały ten pomysł z wyprawą zaczął się.
— Bry.
— No. A, i ten ostatni to dziatek mój, Tristan, osiem wiosen liczący. Bystry chłopak, uczynny, na wodzie się przyda chociażby i bukłaczek poda. A i też przyznam się, że z nim co i zrobić w domu nie miałem, bo stara, znaczy się małżonka, pilnie wyjechać gdzieś musiała.
— Kupiec zrobił sobie przerwę, żeby smarknąć, a potem zarechotał klepiąc trzymaną przez cały ten czas ogromną kuszę. — Widzicie to? Ha! Jakem już mówił nie raz, przezorny ze mnie człek. Będę dozorował całą pracę z tym oto cymesem. Mówią, że potwór jaki się we wodzie zaległ, nie wierzę w to, dobrze wiecie, panie krasnolud, ale gdyby nawet i taki kraken, albo inny pingwin wyskoczył, to przecieć jak ja go z tego w czerep pierdolnę, to go będą kovirczycy wyławiać, ha, ha!
Janos świszczał ze śmiechu, rozbawiony własnym żartem, zaraz jednak spoważniał i zaczął nawoływać.
— Dawać, dawać, prędzej, na łajbę, pakować to wszystko. Radek. Radek! Psia mać, zapomniałem-li, że on wcale głuchy. Szturchnij go ktoś. E, ty. Na łajbę. NA. ŁAJBĘ. No, wolniej się powie to i głuchy zmiarkuje.
Wkrótce jednomasztowa łajba, zwana też potocznie kutrem tudzież małą barką, zaczęła odbijać od brzegu, niosąc ze sobą pięcioosobową załogę. Janos nie ukrywał swojego świetnego humoru.
— Panie Ziggurd, jak się panu widzi ta wyprawa? Maszt rozwinięty, troszku wiatru złapiemy, podpłynie się na strzał z łuku i będziem wyrzucać sieć. Pomóżcie tylko, bo to ciężkie skurwysyństwo i pewności nie mam, czy chłopcy sobie dadzą radę.

Kris
Awatar użytkownika
Posty: 52
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:40
Medale: 6
Miano: Ziggrund Farkas
Rasa: Krasnolud
Wiek: 65
Złoto: 1 korona novigradzka
Stan zdrowia: Złamany nos
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=120

Re: Dzika plaża

Post autor: Kris » 26 kwie 2018, 9:30

Krasnolud podchodząc bliżej, uśmiechnął się pod nosem, widział, że mimo wszystko Janos nie przesadził z ilością dodatkowych osób. A to wróżyło całkiem dobre połowy, podział złota z korzyścią dla nich wszystkich.
Chciałem chociaż jedną złapać na linkę, ale skoro tak stawiacie sprawę. Jednak to musi być szybka akcja, duży połów i znikamy z łupem na targ. Zgadza się mości Janosie — dostrzegł, że kupcowi jednak trochę się spieszy. Przywitał się z przedstawionymi rybakami, krótkim skinieniem głowy. Do głuchego wiedział, że nie ma co rozmawiać, bardziej trzeba pokazywać mu gesty, które na pewno jest w stanie zrozumieć.
Bry, bry.
Bardzo dobrze, trzeba zachęcać młodego do uczenia się, jak zarabia się pieniądz. Będziesz miał pewnie z niego wiele pożytku, a tak to by w chacie go matka układała, na zbyt porządnego. A tak, od razu nabierze krzepy i ogłady dla tutejszych wód — klepnął Janos po przyjacielsku w ramię. Na widok kuszy, Zigrundowi aż błysnęły iskry zazdrości w jego oczach, taki cud inżynieryjny. Całkiem porządne drewno, cięciwa grubsza niż w łuku, ale jej napięcie. Krasnolud nie mógł się nadziwić broni kupca. Wracając do rzeczy. — Wiem, żeś w potwora żadnego nie wierzysz, ale dobrze czynisz. Mimo wszystko i tak bym chyba bardziej obawiał się, że nam ktoś łup będzie próbował podpierdolić, że tak się kolokwialnie wyrażę. Wszak jak sam zauważyłeś, ceny ryb morskich windują wysoko w górę — przerwał na chwilę, bo gdy usłyszał, że kovirczycy będą wyławiać, niechybnie parsknął śmiechem, zbyt głośno. Z drzew zerwało się kilka ptaków do lotu.
Krasnolud wlazł na łajbę, sam uśmiechnąwszy się do siebie. Pomyślał, że z chęcią by zapalił trochę tytoniu, ale może jednak nie teraz, trzeba skupić się na rybołówstwie.
Całkiem obiecująco się widzi. Dobrze prawisz, żeby jednak zachować odpowiednio odległość, a co do sieci, to oczywiście, że pomogę — pogadali tak sobie przez chwilę jeszcze o dupie maryni i pogodzie, która najwyraźniej całkiem im sprzyja.
Gdy już znaleźli się na wspomnianej odległości, Ziggrund zaczął pomagać w odpowiednim rzuceniu ciężkim skurwysyństwem, tak ochrzcił sieć Janos. Zigg wkurwiony na niemrawości chłopaków, zaczął wydawać im rozkazy. Co zabawne jedyną osobą, która nie dostała od niego opierdolu słownego, ani gestykulacyjnego był głuchy Radek. Gdy zauważył, że dziatek kupca cały czas stoi po stronie Słomiastego, nie wytrzymał i zaczął wydawać rozkazy.
Jeden z jednej, drugi z drugiej, kurwa, mam was uczyć jak to się robi, psia jego mać. No i teraz na trzy, dwa, jeden i hop — udało się zarzucić pierwszą sieć, ale co krasnolud się nawyklinał to jego. Rzecz prosta z pozoru, a jednak dla niektórych przekracza możliwości większe niż zawiązanie rzemyka.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dzika plaża

Post autor: Dziki Gon » 27 kwie 2018, 2:33

— Zamknijże ten ryj, nieludziu! — wycedził przez zęby Słomiasty, przecierając pospiesznie czoło. Siatka zapadła się właśnie pod lekko pofalowaną powierzchnie morza, a rybak trzymał sznur do zebrania połowu. — Wszystkie ryby popłoszy, tak kłapie tym dziobem. Kogoś ty Janos zabrał? Mówiłeś, że facet zna się na rzeczy.
— Zna się, zna się — kupiec podszedł kilka kroków, wyraźnie zaalarmowany całą sytuacją. — Pan Ziggurd po prostu… łatwo się ekscytuje. Ale teraz już ochłonął i będzie spokojniejszy, prawda? No. Dobra, szwagier, ciągnij tę linę, ciekaw jestem co wyciągniem. Może jaki łosoś? Łosoś stoi wysoko. Ale turbot albo inny dorsz też nie byłby zły.
Słomiasty, który uspokoił się pod wpływem słów Janosa, zacisnął wargi i z całych sił pociągnął za linę. Radek natychmiast rzucił mu się do pomocy, podczas gdy Tristan biegał dokoła nie bardzo wiedząc jakby mógł się przydać. Po chwili dostał przypadkowo łokciem od Radka, aż zawinął się do tyłu i przewrócił o leżący za nim zwój sznura. Janos nawet go nie zauważył i tak samo niespecjalnie nadepnął mu na rękę. Chłopak wrzasnął.
— Cicho tam — warknął niecierpliwie doń ojciec, którego wzrok już skupił się na wciąganej przez burtę sieci. — I co, i co? — pytał. — Powiedzcie, że jest dobrze!
Radek i Słomiasty spojrzeli po sobie i naraz spuścili głowy. Nie doczekawszy się odpowiedzi, kupiec sam podszedł do poplątanej sieci. Jego twarz nabrała niezdrowych kolorów.
— Trzy szproty. Trzy, kurwa, szproty!? Nie może być, nie może być! Do stu diabłów! Czego tak mało?
— Cholera wie — odparł szwagier. — Winniśmy pierwszym rzutem schwytać najmniej z tuzin. To dobra woda, tu się łapie nawet dwakroć więcej niż to co rzekłem.
— Panie krasnolud, co pan na to? Rozumiesz pan coś z tego? Teraz zanim to rozplączemy i znowu skręcimy do rzutów miną dobre dwa kwadranse. Może trza podpłynąć jeszcze do gardzieli zatoczki i tam spróbować?
— Tatko, a ja słyszałem, jak Jasiek gadał, że krasnolud na pokładzie przynosi pecha!
— Ot, młody może dobrze gadać
— przyznał rację Tristanowi Słomiasty, kiwając głową. — Nigdy żem z nieludziem nie łowił, a zawsze połów miałem niezgorszy niż niepoczesny.
— Jaki? Nieważne. Nie gadajcie głupot, Słomiasty. A i ty tam synek utkaj dziób, bo każemy cię Radkowi za burtę rzucić. Tu trza cierpliwości, następny raz będzie lepszy, powiadam wam. No. A teraz weźcie te złapane serdelki i rzućcie, gdzie na kupę. A ty Tristan pilnuj coby ich mewy nie podkradły.

Kris
Awatar użytkownika
Posty: 52
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:40
Medale: 6
Miano: Ziggrund Farkas
Rasa: Krasnolud
Wiek: 65
Złoto: 1 korona novigradzka
Stan zdrowia: Złamany nos
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=120

Re: Dzika plaża

Post autor: Kris » 01 maja 2018, 2:06

Krasnolud trochę z obrażoną miną, ale usłuchał Słomiastego. No krzyk niezbyt sprzyja połowowi, zwłaszcza, że głos Zigga jest dość donośny.
Prawda, wybacz drogi Janosie— zwrócił się szeptem do niego.
Spojrzał na to, co aktualnie złapali i zaklął pod nosem. Trzeba było siedzieć w kuźni, pieniądz pewniejszy, a teraz kurwa z trzema szprotkami, gorzej chyba być nie mogło. Kupiec wspominał coś o potworze, że się na tych wodach jakiś zalęgł, to wiedział. Pytanie pozostawało takie czy możliwe, że jednak Janos miał błędne informację, albo ktoś szybciej wpadł na jego pomysł.
Właśnie nic z tego nie rozumiem, to aż niepojęte, że taki słaby połów. Chyba, że jednak coś tu się zalęgło i plotki mogłyby okazać się prawdziwe. Innych wniosków z tego nie wyciągnę. Podpłynąć jak najbardziej możemy, ale zalecałbym ostrożność — odpowiadał dość rzeczowo, gdyż na dłuższe dyskusje nie było czasu. Uwagę apropo nieszczęścia przynoszącego przez ich rasę puścił mimo uszu, jednak doskonale ją sobie zapamiętał i tego, kto ją wyrzucił z siebie. Cieszyło go to, że Janos stanął za nim, co na pewno kupcowi nie przysporzy wielu nowych znajomych, pewnie kilku z nich mu ubędzie. Spokojnie i cicho rozglądał się w około.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dzika plaża

Post autor: Dziki Gon » 20 maja 2018, 18:53

— Co? Potwór? Doprawdy, nie wiem, po co takie głupoty gadacie. Zważywszy, że nikogo tu poza nami nie było od dłuższego czasu, gdyby potwór rzeczywiście istniał, już by nas z dawna zeżarł, jakeśmy tylko wypłynąć zdążyli, bo mu pewnie się kiszki z głodu po supłały. A z resztą — twarz Janosa zabarwiła purpura — niechaj i wyjdzie ten potwór, to mu z przyjemnością łeb odstrzelę a do hierarchy pójdę po trzos za ubicie bestii. Dobra, płyniem!
Wciągnięto na pokład kotwicę, rozpostarto żagle, które za chwilę wydęły się pod sprzyjającym wiatrem i łajba ruszyła. Powoli, tocząc się po pomarszczonej tafli morza, parła do przodu, aż w końcu znalazła się w odpowiednim miejscu.
Słomiasty usiadł wraz z Radkiem i chłopcem nad siecią, w której grzebali czas jakiś, podczas gdy krasnolud miał szansę spocząć i odetchnąć. Janos wprawdzie nie zrobił tego samego, ale również nie spieszył z pomocą reszcie załogi, a dumnie przechadzał się w poprzek pokładu, głaszcząc trzymaną w dłoniach kuszę. Mamrotał przy tym do siebie, jednak Zigg, pośród powarkiwań chłopaków i szumu fal, nie był w stanie zrozumieć ani słowa.
Za niedługo sieć była gotowa.
— Dobra, rzucamy! — zakomenderował Janos, z całej piątki najbardziej niecierpliwy. — Tylko ciii, ani słowa.
Sieć, przy pomocy Zigga, została sprawnie wrzucona do wody prze lewą burtę, a kiedy zapadła się na dobre, Słomiasty natychmiast pociągnął za sznur, wciągając ją z powrotem na łajbę. Pierwszym co rzuciło się wszystkim w oczy, był fakt, że ta była pełna. Napęczniała, jak sakwa, sieć ściskała pośród swoich oczek płetwy, rozedrgane i naprężone, rybie boki, oślepiając wszystkich mieniącymi się i odbijającymi słońce łuskami.
— To makrele?
— Nie, makrele na pewno nie — orzekł Słomiasty. — Nie mają pręgów. Niechaj się no tylko przyjrzę… Tak, jakem myślał, to są śledzie, szwagier!
— Ile ich tam?
— Jak nic ze dwadzieścia nawet. Ot, poszczęściło się.
— Pod pokład z tym. Panie Zigg, weźcie je z Radkiem. Młody, daj coś ojcu do picia, bo nie mam czym przełknąć.

Kris
Awatar użytkownika
Posty: 52
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:40
Medale: 6
Miano: Ziggrund Farkas
Rasa: Krasnolud
Wiek: 65
Złoto: 1 korona novigradzka
Stan zdrowia: Złamany nos
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=120

Re: Dzika plaża

Post autor: Kris » 08 lip 2018, 20:20

W sumie, za łeb potwora też by nam dobrze zapłacili, wszystko jeno co się w nam teraz w sieci złapie, to i tak będziem pławić się w złocie — uśmiechnął się, w końcu na twarzy krasnoluda towarzysze zobaczyli rubaszny uśmiech, od ucha do ucha. Nastrój mimo nieudanego pierwszego połowu poprawił się u Zigga. W zupełnej ciszy słychać było jedynie plusk zarzuconej sieci. Po chwili wyciągnęli ją pełną, aż niesamowite jak bardzo była napełniona. Dwadzieścia śledzi, jeszcze jeden podobny połów i cała drużyna rybaków będzie ustawiona na kilka najbliższych miesięcy. Przez twarz krasnoluda przeskoczył błysk w obu czarnych oczach.
Ta jest, panie Janosie, już zabieramy — szybko odpowiedział kupcowi i pomógł Radkowi zaciągnąć sieć pełną ryb pod pokład, stamtąd już nam nie uciekną. Gdy znaleźli się z jeszcze żywym inwentarzem na niższym poziomie łodzie, Zigg wziął kawałek sztycha i tłukł ryby po łbie, aby te, które jeszcze walczyły o ostatnie chwile życia zostały skutecznie ogłuszone. Oczywiście miał już trochę doświadczenia w dobijaniu ryb i zrobił to całkiem dokładnie, tak aby nie uszkodzić śledzi do stanu nienadającego się w sprzedaży. W głowie zaczął sobie przeliczać ile mogą za to dostać, na pewno po aktualnych cenach rynkowych, jak wspomniał Janos całkiem sporo. Jednak warto byłoby złowić coś jeszcze, żeby każdy mógł być bardziej zadowolony. Gdy uporał się z połowem, wyszedł na górę odetchnąć świeższym powietrzem niż rybne, którym zapewne już przesiąkł podpokład.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dzika plaża

Post autor: Dziki Gon » 06 sie 2018, 13:05

Będąc na pokładzie, Zigg zrazu usłyszał pospieszanie Janosa:
— Nie ma co czasu mitrężyć, mości panowie. Poszczęściło się raz to i poszczęści się drugi, hehe. No, to ta sama procedura, zarzucamy sieć tam gdzie wcześniej i liczymy na podobny rezultat.
Wszyscy zebrani ruszyli do swoich zadań. Zrobił to i krasnoludzki kowal, rozochocony dotychczasowym obrotem spraw. Wszyscy po udanym rzucie zapomnieli już o domniemanej klątwie, jaką miałby podobno nieludź wraz ze sobą sprowadzić.
Sieć opadła z pluskiem na powierzchnie morza i zapadła się w jej toni, niby kamień, aż gwałtowny ruch Słomiastego wywołał ją na nowo na wierzch, zaciśniętą niczym kułak. W środku, pomiędzy oczkami tłoczyło się z dwa tuziny ryb.
— Niebywałe — stęknął słomiasty, przecierając czoło. — A to ci fortuna.
— Chce się żyć, co kamraty? — zarechotał Janos, zatykając jedną dłoń za pas, podczas gdy druga opierała kuszę o obojczyk. — Jak zwyklem, przechytrzyłem pół miasta. Rybackie plemię zawinęło swoje popróchniałe łajby, zostawiając babom łajno w gaciach do przepierki. Synek, skocz no po gorzałkę, trza wznieść toast.
Mały zniknął pod pokładem, a kiedy wrócił niósł cztery butelki; dwie w dłoniach i dwie pod pachami.
— Przedni samogon, powiadam wam — zarekomendował kupiec, głaszcząc zroszoną butelkę. — Kazałem młodemu wcześniej do ceberka morskiej wody wlać i tamój się chłodziły na dole. — Wzniósłszy butelkę do toastu, Janos pociągnął ze swojej zdrowo, momentalnie kraśniejąc. Słomiasty i Radek również nie próżnowali, a że wcześniej nie mieli okazji się napić, przystąpili do konsumpcji ze zdwojonym wigorem. Rozpaleni, zabrali się do rozplątywania sieci i do zbierania ryb. Od Zigga znowu oczekiwano pomocy we zniesieniu ryb pod pokład, a kiedy krasnolud wykonał to zadanie, mógł poczuć, że noszenie zdobyczy na dół po wąskich i stromych schodkach wcale do najprzyjemniejszych nie należy. I z jakiegoś, niezrozumianego powodu, zaczęło go to strasznie złościć. Krasnolud czuł rosnący w nim gniew, który zamanifestował kopnięciem pustego cebra na wierzchu pokładu. Toczący się głośno przedmiot, o dziwo, nie zwrócił niczyjej uwagi.
Radek odepchnął Tristana, nawołując coś po małpiemu. Nikt go nie potrafił zrozumieć. Prócz Słomiastego zdaje się, który rąbnął nagle młodego w twarz z otwartej dłoni, aż ten zatoczył się i upadł. Janos naraz podskoczył i przywarł do stryjecznego szwagra.
— Co, na syna mi napadasz?
— Się plącze gnój, widział żem jak Radka nadepnął.
— Nie nadepnąłem
— pisnął oskarżony, łkając i ściskając twarz.
— Nie łżyj, bo strzelę ci jeszcze raz!
— A rusz go tylko, to Ci ten bełt zapakuje w samą rzyć..
Gniew w Ziggu również narastał i nie potrafił nad tym zapanować...

Kris
Awatar użytkownika
Posty: 52
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:40
Medale: 6
Miano: Ziggrund Farkas
Rasa: Krasnolud
Wiek: 65
Złoto: 1 korona novigradzka
Stan zdrowia: Złamany nos
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=120

Re: Dzika plaża

Post autor: Kris » 05 paź 2018, 23:50

Gdy już sieci z rybami znalazły się pod pokładem, zaczęli pić wspólnie wódeczkę.
Na Melitele, taki połów, panowie, jesteśmy bogaci! Wracajmy, z połowem — zakomerendował Zigg zwracając się do swoich towarzyszy tego rybackiego ranka, tudzież południa.
Atmosfera robiła się na prawdę świetna, wszak wszyscy zadowoleni z połowu, brak potwora, normalnie świetny dzień. Jednak powietrze i cała otoczka stawała się gęsta, coś wisiało w powietrzu. Ni z tego, ni z owego Ziggrund miał ochotę tym wszystkim pierdolnąć, bo co on kurwa jest, parobek jakiś. Kopnął w jakiś przedmiot, który dość głośno zaczął turlać się po pokładzie. Słychać było też kłótnie, pomiędzy Janosem a jego kompanem, na ten jego syna. Gdy zobaczył, że na młodego rzucił się Słomiasty, zagotowało się w nim już do granic. Wziął lekki rozbieg, zamachnął się i spróbował uderzyć pięścią w twarz Słomy. Gdyby mu się nie udało, ugiął lekko kolana, przyjmując pozycję bokserską.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dzika plaża

Post autor: Dziki Gon » 08 paź 2018, 3:54

Pięść Zigga z głuchym łupnięciem wylądowała na twarzy Słomiastego. Widać, ten absolutnie zapomniał o obecności krasnoluda i zupełnie nie wziął pod uwagę jego możliwego uczestnictwa w zwadzie, w efekcie dając się uderzyć z zaskoczenia. Cios był na tyle silny, że zwalił rybaka z nóg i cisnął jego ciałem bezwładnie wzdłuż pokładu, aż te zatrzymało się na progu wejścia na dziób. Słomiasty zastygł tam w bezruchu i choćby najmniejszego jąknięcia, lecz na dobrą sprawę Ziggowi nie pozostawiono dużo czasu do obserwacji. Jemu samemu coś błysło w prawym oku, a potem tępy ból eksplodował w skroni po tejże samej stronie, poprzedzając tylko kolejny promień bólu, po drugiej stronie czaszki, która zderzyła się z deskami pokładu, kiedy krasnolud zwalił się na nią z hukiem. To, równie niespodziewane jak kułak Zigga, kopnięcie Radka zaowocowało takim obrotem spraw.
Krasnolud był jednak zbyt zaprawiony w boju, aby dać się pokonać w tak powszedni sposób. Szybko więc odzyskał rezon i zdołał bez właściwie żadnych problemów stanąć z powrotem na nogi.
— Spokój, bo zaraz zastrzelę wszystkich! — krzyknął Janos, lecz, o ironio, w ogóle nie docierając do głuchego Radka. Ten, stojąc w pozycji bojowej, mierzył krasnoluda wściekłym spojrzeniem, sprawiając, że prymitywne rysy tego człowieka prezentowały upiorność w pełnej krasie. Ledwie Zigg wstał, ten ruszył na niego bez gracji i techniki, którą słynie pierwszy lepszy obijmorda.
Wpadł w kowala niczym byk. W momencie zderzenia, Ziggowi uciekł grunt spod nóg i przez chwilę niósł go sam pęd Radka. Zaraz jednak obaj opadli, turlając się z łomotem po pokładzie, nim wreszcie wyhamowali; Radej w głębie lin, Zigg, nieco gorzej, w beczkach z narzędziami. Tym razem powrót do pionu był bardziej wymagający. Wydawało się, że Radek był nieco szybszy…

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław