Tawerna „Kelpie”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 390
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Tawerna „Kelpie”

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 17:42

Obrazek

Portowa speluna, jakich w świecie niemało. Ni duża, ni ciasna, żadną miarą nie zadbana, ale trzymająca się w podstawach z rzecznego kamienia oraz pokrywającej dach, dziurawej dranicy. Popularne miejsce schadzek antałków rumu z zawijającymi regularnie do przystani marynarzami i robotnikami z doków. Z jego wnętrza równie często słychać ryczący, okraszony gorzałą śpiew, co odgłosy mordobicia na śmierć i życie, i stołowe nogi. Prócz żeglarzy oraz stoczniowców z osmalonymi gębami, pod dachem Kelpie gromadzi się pokaźny przegląd wszelkiej maści marginalnego elementu społeczeństwa. Lza cieszyć się tam wszystkimi rozrywkami ciemniejszych zakamarków miasta, od kart, przez kości, po ustawiane mecze zapaśnicze w nakrytej klapą piwnicy. Za garść grosza można we własnej osobie klepać się po gębach z lokalnymi waligórami lub obstawić zwycięstwo wybranej przy siebie bestii — czy to zwierzęcia, czy to człowieka…

Tawerna prowadzona jest przez panią Matyldę, trzecią z pokolenia właścicielkę i nietykalną mieszkankę portu. Nie jest powszechnie wiadomym, kto, kiedy i dlaczego otoczył protekcją ją, a wcześniej jej dziadka oraz ojca — niestety żadnego z czterech braci, którym kolejno zebrało się na umieranie lub ginięcie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pewne jest zaś to, że krzywym spojrzeniem skierowanym na miejscową gospodynię można zasłużyć sobie na solidne cięgi na sławetnych zapleczach tawerny. Czymkolwiek więcej, niż spojrzenie — na nieopuszczenie ich nigdy więcej.


Opis na podstawie opracowania Saliny.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 14 kwie 2018, 1:49

Matylda Blaumm i jej przybytek często gościły Cichego, a przez co także i Froyta. Obaj lubili to miejsce (zwłaszcza blondasek) – za napitek nie wołano dużo, a nawet jeśli dusza zapragnęłaby opróżnić trochę więcej kufli, to bez przeszkód można było orżnąć paru przygłupów w karty lub kości, by z wygranych opłacić rachunek. Poza tym, gospodyni nie była Roelowi obca. To właśnie właścicielka Kelpie załatwiła pierwszą, dorywczą pracę w porcie dwójce przybłęd spoza miasta. Jakkolwiek jej wsparcie było w zasadzie pewnym rodzajem pośrednictwa, a ponadto wiązało się z zaciągnięciem kredytu zaufania, to ich współpraca zaowocowała ociepleniem znajomości. Obecnie w kwestii zawodowej nie łączy ich już zbyt wiele, ale sentyment pozostał, stąd też ciemnowłosy może czasem liczyć na darmową miskę strawy, a i nie musi obawiać się utraty zębów po obdarzeniu Kwiatuszka szczerym uśmiechem.

Gwar dochodzący z zewnątrz zwiastował nadejście poranka. Dzielnica portowa w zasadzie nie spała nigdy, ale wraz ze wschodem słońca przeżywała swoistą pobudkę, zapełniała się marynarzami, kupcami oraz mniej lub bardziej szemranymi indywiduami. Dziurawe okiennice wpuszczały do skromnego alkierza ze śpiącym Roelem harmider i zgiełk towarzyszący rozładunkowi towarów, przekrzykiwaniu się miejscowej ludności, a także kakofonii donośnych odgłosów wydawanych przez okoliczne, bezdomne zwierzęta, które zawsze ujadają i piszczą albo jakgdyby je ktoś zarzynał, albo jakby właśnie odbywały rytuał mający zwiększyć ich populację, przez bywalców Kelpie nazywany potocznie jebańskiem. Nie sposób było dalej drzemać przy takich warunkach, toteż Cichy z wielkim bólem zwlekł się z siennika, szybko oporządził i zorientował, że jego towarzysza nie ma nigdzie w pobliżu. Nie obawiał się jednak o niego, bo niejednokrotnie zdarzało się tak, że napruty jak szpadel Froyt odpływał do lepszego świata we wspólnej izbie.

W poszukiwaniu przyjaciela, Roel nie musiał wędrować daleko. Znalazł go chrapiącego przy ławie, z głową wspartą na przedramionach. Wszędzie rozpoznałby te zakręcone kołtuny na głowie, a ponadto nie znał nikogo, kto po gorzałce gwizdał we śnie. Usiadł więc naprzeciwko śpiocha i mając w nosie savoir-vivre, rąbnął pięścią w stół, zmuszając ochlapusa do natychmiastowego zmartwychpowstania. Ten ostatni zapadł jednakże w potężny letarg, dlatego Cichy zaciągnął go, ignorując wszelkie protesty i pijackie mamrotanie, do bocznego pokoiku, w którym sam spędził noc. Zaczekał, aż kompan dojdzie do siebie i będzie w stanie krótko zreferować ich plan działania na dzisiaj. Pamiętał tylko, że Arnold Florent kazał im zająć się czymś szczególnie istotnym. Czym dokładnie? Tego z odmętów pamięci przywołać nie potrafił.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 15 kwie 2018, 0:34

— Co jest, kurw… — stęknął Froyd, próbując się nieudolnie uwolnić ze stalowego uchwytu Roela. Nie wiedząc jeszcze z kim ma do czynienia, zaczął się obawiać, że być może trafił w niełaskę któregoś z marynarzy, jednego spośród wielu, którzy padli ofiarą jego zręcznych palców i dobrze rzuconych kości. Kiedy obca siła cisnęła nim na podłogę, czym prędzej obejrzał się na domniemanego oprawcę gotów wołać… Osobę przed nim stojącą.
— Ah, to ty — mruknął, nieco zdenerwowany, bowiem niczym nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Froyd zerknął na swojego towarzysza i przez chwilę chciał pozgrywać obrażonego, ale nie wytrzymał nawet kilku uderzeń serca. Śmiejąc się i poprawiając kołnierz, opadł zaraz na siennik. — Alem się wczoraj schlał, o słodka Melitele… — jęknął, przecierając oczy. — Prędzej jednak byłoby grzechem, gdybym przespał całą noc. Tylu frajerów, ha! Przycumowali jacyś marynarze, co dopiero wrócili z rejsu towarowym dwumasztowcem ze Skellige i zdążyli ledwie zajść do urzędu napchać kabzy. Ograłem osłów, byś tylko to widział! Kocham to miejsce. Słyszysz, Roel? Kocham to miejsce! Tu, właśnie tu, ktoś taki jak ja, może uczciwie zarabiać. Nikt się nie sprzeciwi jak przegram, matula Matylda czuwa, a te pokrzywniki boją się jej jak cerbera. Ah…
Froyd rozmarzył się, leżąc z dłońmi splecionymi pod głową i wyprostowanymi nogami, jedna na drugiej. Dopiero po chwili zerknął na Roela, gdy panująca w pomieszczeniu cisza dobitnie przypomniała mu o defekcie przyjaciela. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić, że ten jest niemową i przysiągłby, że jeszcze wczoraj ze sobą rozmawiali.
— Tak, tak. Mamy robotę — powiedział rzeczowo, na powrót wbijając wzrok w sufit, pod którym latało kilka much. — Grubsza sprawa się szykuję, Roel, powiadam ci. Słyszałeś o tym wybuchu w Vyzimborze? Kilka trupów. Porachunki Florenta. Kraviec miał zdjąć Hioba, zwanego Muszką, co się zaszył na wsi, bo szuler nie płacił należnej części Arnoldowi za możliwość prowadzenia działalności na bazarze. Skończyło się wszystko wybuchem, jak rzekłem, a to do Kravca nie podobne, bo jak na prawą rękę Florenta przystało, jest profesjonalistą i żywą legendą Novigradu, co swoją robotę wykonuje po cichutku. A chodzą słuchy, że Muszkę zarżniętego w popiołach znaleźli, jak i jakiegoś dziwaka w szatach, takoż zarżniętego, jednego bez ręki, co się wykrwawił… A reszta towarzystwa porozrywana dokoła, rozumiesz? Spopieleni, gadają, i, za przeproszeniem, rozjebani jak całą ta chałupa — Froyda przeszyły dreszcze na samą myśl. Podsunął się po ścianę i podciągnął do przysiadu. — Po Bogdanie Kravcu z kolei zero śladu, przepadł jak kamień w wodę. Ale gadają też, że jeden przeżył. Człowiek Florenta, chłopak, na pewno kojarzysz, to jego pupil, mieszka w Jedwabnym przecież. Physalis. Mamy go odnaleźć i… nie wybacz, nic z tego nie rozumiem. Florent kazał go znaleźć i… zlikwidować. Tylko dlaczego?

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 15 kwie 2018, 19:11

Nie pierwszy raz Roel doprowadzał do porządku towarzysza, odsypiającego w najlepsze noc spędzoną na hulance. Po jego naburmuszonej minie wywnioskował jednak, że tym razem trochę przesadził, więc przeprosił w ułomny sposób, drapiąc się zakłopotany po głowie i obdarzając go psim spojrzeniem. Jeżeli jest rzecz, której blondasek nie potrafi, to na pewno będzie to dąsanie się (przynajmniej, gdy w grę wchodził Cichy). Wgramolił się na siennik już z uśmiechem i rozmarzony zaczął opowiadać o swojej passie oraz wzmagającym się problemie alkoholowym, kończąc na wyznawaniu miłości Kelpie. Matylda zapewne z kurtuazją przyjęłaby ten komplement, ale milczący interlokutor Froyta stał teraz przed nim z założonymi rękoma, kręcąc przecząco głową z dezaprobatą. Rzecz jasna musiał udawać, że nie bawią go te dykteryjki, bo czuł się w obowiązku zapanować nad rozbisurmanioną duszą wylegującego się teraz gałgana, chociaż po prawdzie niezmiernie się cieszył z faktu, iż mimo wciągnięcia kompana w takie bagno, nadal potrafił odnaleźć w życiu tyle pozytywów.

Zapadła niezręczna cisza. Froyt przypomniał sobie, że Roel prawdopodobnie nigdy nie wymówi do niego ani jednego słowa. Nastrój trochę podupadł, na szczęście uratowała go zmiana tematu na pracę. Poza tym, to nie tak, że ciemnowłosy do niedawna gadał, jak najęty. Za czasów posiadania sprawnego aparatu mowy chętnie pozwalał sobie na nieużywanie go, kiedy tylko było mu wolno. To bez dwóch zdań jego przyjaciel trajkotał bez opamiętania, zaschnięte gardło reanimując kilkoma łykami grzańca, by prędko wróciła mu energia. W tym układzie niewiele się zmieniło.

Rewelacje w kontekście pracy na dziś odrobinę zaskoczyły Cichego. Cała historia nie trzymała się kupy. Przysiadłszy obok współpracownika, skupił się na faktach i starał mentalnie zanotować te istotne. Wybuch w Vyzimborze – każdy o nim słyszał, duża część Novigradu mogła go też podziwiać na własne oczy. To, że Florent był w całe zdarzenie zamieszany, nie było niczym zadziwiającym, ale dalsze okoliczności przestały się dodawać. Skoro zadanie wykonać miał Bogdan Kraviec, ten olbrzym od czarnej roboty wujka Arnolda, to skąd cała eksplozja? Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, acz fachowiec pokroju Kravca zwyczajowo miał robotę pod kontrolą, nie wspominając o rozważeniu przed akcją paru dodatkowych koncepcji i awaryjnych scenariuszy. Następnie, czemu zaangażowany był w to także faworyt właściciela Jedwabnego Szlaku? Mężczyźni znali go z widzenia, ale ku wymianie uprzejmości nie nadarzyła się jeszcze ani stosowna potrzeba, ani nawet okazja. Jaki był jego udział w tym wszystkim? O czaszkę Roela rozbijało się mnóstwo podobnych pytań, a z zadumy wyrwało go wreszcie te, które zadał Froyt. Dlaczego? Bo przeżył, odpowiedział w myślach Cichy. Czasem najprostsze rozwiązania okazywały się prawidłowe, lecz blondyn nie miał w zwyczaju rzucania w eter retorycznych zagwozdek, jeżeli sam ich wcześniej nie przeanalizował, nie uzyskując przy tym zadowalającego rozstrzygnięcia.

Nazairczyk rozłożył bezradnie ręce, wgapiając się w buzię zamyślonego towarzysza, a potem westchnął. Zanim zaczęli pracować dla Florenta, obiecali sobie, że nie będą mieszać się w jego gierki, politykę, którą prowadzi, czy wyścig szczurów wśród podwładnych. Im mniej wiedzieli, tym byli bezpieczniejsi. Od czasu do czasu zżerała ich ciekawość odnośnie tego na przykład, jak daleko idące przedsięwzięcia realizuje swoimi knowaniami, kto dokładnie jest uwikłany w intrygę danego dnia, itd. Jednakowoż, koniec końców szli po rozum do głowy, nie angażując się personalnie w sprawy zawodowe. Czy właśnie nastała chwila, w której złamią tę niepisaną zasadę?

Tak czy siak, dostali dyspozycję, a Arnold Florent nie znosił, gdy podważa się jego autorytet choćbym delikatną opieszałością, więc musieli podjąć decyzję. Niemniej, nie posiadali żadnego punktu zaczepienia. W jakim stanie był i jest Physalis? Czy udało mu się samodzielnie opuścić Vyzimborę? Jeśli nie, to kto pierwszy go odnalazł? Ludzie von Kimmela, a może przeciwnicy Florenta? W pierwszym przypadku sytuacja ulegała uproszczeniu, bo poza chramem Wszechmatki oraz lokalizacjami związanymi z miejskimi gwardzistami można było wykluczyć pozostałe miejsca. W drugim zaś, mógł być dosłownie wszędzie.

Roel przeciągnął się, bezgłośnie ziewając, a następnie wstał i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Wierzył, że niezmiennie łebski Froyt ma już parę pomysłów na rozpoczęcie operacji. O ile kac pozwoli mu normalnie funkcjonować, ma się rozumieć...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 20 kwie 2018, 4:12

Wydawać się mogło, że Froyt czyta w myślach swojego towarzysza. Choć Roel nie wyrzekł żadnego słowa nawet w języku migowym, doskonale wiedział co snuje się w jego głowie. Tak jak i on sam, Roel miał wątpliwości co do całej tej śmierdzącej sprawy, jak i też miał na uwadze fakt, że Novigrad tak naprawdę nie był ich domem. Przez kawał dobrego czasu nieustannie podróżowali, zwiedzali kolejne wioski, gdzie zdażyło się zagrzać miejsce na dłużej, ale było to jak romans z kochanką, gdzie obaj zgadzali się co do tego, że przed nimi cały jeszcze świat i pełno nowych krain do zobaczenia. Arnolda Florenta znali, a jakże, trudno bowiem nie kojarzyć tej sylwetki poruszając się w półświatku tego ogromnego miasta. Pracując dla niego, udostępniali mu swoje usługi, nie znaczyło to jednak że łączy ich z tym człowiekiem jakikolwiek kontrakt, czy inne, bardziej stanowcze zobowiązanie.
— Cóż — powiedział Froyt, drapiąc się po głowie. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, za chwile jednak je zamknął, jakby nie znalazł odpowiednich słów, aby sformułować owoc swoich rozważań. — Cóż — powtórzył raz jeszcze, bębniąc palcami po zgrzybiałej podłodze. Obserwował niemo przygotowującego się do wyjścia Roela, którego szybki chód po małym pomieszczeniu kumulował się w postaci rześkich podmuchów powietrza. Froyt był niezadowolony, to na pewno. Zarobione w nocy pieniądze wciąż miło ciążyły mu przy pasie i z przyjemnością pobyłby jeszcze u Matyldy czas jakiś, mogąc sobie poswawolić i zaznać wczasów, których mu bądź co bądź brakowało na trakcie. Uważał, że nie ma wcale powodu aby się spieszyć, a rozsadzający mu głowę ból polibacyjny jeszcze bardziej go do tego stanowiska przekonywał.
— Florent nie zając — powiedział w końcu, otrzepując się i wstając na nogi. — Zanim gdziekolwiek pójdziemy, chodźmy na dół wrzucić coś na ząb. Głodnym, jakem wilk — chcąc jednakowoż udobruchać Roela, który jak jednak przypuszczał, wolałby od razu rzucić się w wir akcji, dodał: — potem pomyślimy, co i jak.

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 22 kwie 2018, 22:33

Novigrad był w mniemaniu Roela bardziej interesujący, niż wszystkie odwiedzone przezeń wioski razem wzięte. Rzecz jasna, podróżowanie miało w sobie wiele uroków, zwłaszcza kiedy próbuje się doszukać czegoś niezwykłego w kolejnej zabitej dechami wsi. Cichy poznał dzięki temu masę ciekawych ludzi, ale i tych pod dostatkiem jest w Wolnym Mieście. Początkowo wraz z towarzyszem myślał, że udało im się znaleźć nowy dom, jednak upływ czasu prędko zweryfikował ten odważny pogląd. Novigrad nigdy prawdziwie nie będzie ich miejscem.

Beztroskie podejście Froyta do problemu to kwintesencja jego osoby. Młodszy z mężczyzn zawsze uważał, że śpieszyć należy się powoli, a ponadto wierzył w nieskończoną cierpliwość każdego, z kim miał do czynienia. Wielokrotnie pakował się przez to w kłopoty, jednak nie potrafił się zmienić. Pantagrueliczne podejście do świata i jego mieszkańców zapewne zgubiłoby go, gdyby nie Roel, często utożsamiający się z głosem rozsądku, ostrzegającym przyjaciela przed pochopnymi uczynkami oraz decyzjami, za które prawdopodobnie przyszłoby mu słono zapłacić. Dopóki czuwał nad blondaskiem ktoś taki, był relatywnie bezpieczny.

Cichy nie był głodny i zapewne dlatego sam nie wyszedł z inicjatywą spożycia jakiegoś posiłku. Skrzyżowawszy ręce na piersi, przechylił przekornie głowę i z niewinnym uśmieszkiem kiwnął nią, spoglądając wcześniej na własną sakiewkę. Skoro Froyt cierpiał na nadmiar pieniędzy, niech ufunduje im dzisiaj coś na ząb. Nocleg mieli na szczęście opłacony, więc nie trzeba było się o niego martwić. Nim samozwańczy król hazardu zaprotestował, Roel dreptał już w kierunku kontuaru we wspólnej izbie, gdzie zaczekał na swojego tłumacza. Mimo, iż był względnie syty (pewnie dlatego, bo wczorajszego wieczoru solidnie się obżarł), kilku pajdom chleba ze specjałem Matyldy w postaci smalcu z cebulą i jabłkami nie dało się odmówić. Wyposażony w aprowizację, usiadł przy ławie i wyciągnął szkicownik. Rzadko w nim bazgrał, bo uważał, że nie posiada żadnego talentu artystycznego, lecz z drugiej strony rysowanie odprężało go i pozwalało uporządkować myśli. Dziś inspiracją stał się Froyt, który akurat wdał się w jakąś dyskusję z nieznajomym przy szynkwasie. Złościł się, kiedy Cichy poświęcał mu strony w kajecie (ukradkiem przeglądając je przy pierwszej lepszej okazji), ale dla tego ostatniego był naturalnym uzupełnieniem miejskich scenerii i idealnie wpisywał się w niejeden krajobraz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 26 kwie 2018, 2:05

— I on wtedy mówi: mam dwie pary, wyskakuj z kasy mały pryszczu. A ja, rozumiesz, pełen spokój, uśmiechem zdradzam tylko to, co ma nadejść i bach, kosteczki się toczą. A tam, uważasz, poker. Szczęka łajzie opadła do samych kolan.
— Nie może być — pokręcił głową, wcale wsłuchany w opowieść, rozmówca Froyta, zagryzając z przejęciem korniszonem. — Ja to wcale do kości szczęścia nie mam, ah… Nie pamiętam, kiedy żem ostatnio wygrał. A głupim jest, bo jak passy nie mam to i zrezygnować nie potrafię, tylko stawki mi w głowie podbijać, bo łudzi się człek, że sobie straty odegra. Nie dla mnie hazard, oj nie dla mnie.
Oczy Froyta zaiskrzyły się w jednym momencie. Machnął dłonią w stronę Matyldy, a tuż obok wąsatego, ostrzyżonego na grzyba mężczyzny pojawił się napitek z gorzałą.
— Na mój koszt, a co. Od razu poznałem, że wyście mądry człowiek. Ale powiem wam jedno, tu trza praktyki i niczego więcej. Szczęście przychodzi z czasem. Ja sam, przyznam wam się, ogrywany byłem niczym byle głuptak, ale z czasem nabrałem obycia i jest się czym cieszyć. — Tu Froyt poklepał się po nabrzmiałej kabzie.
— Gadacie tak tylko, bo pewno i mnie chcecie namówić, a potem ograć. No, no.
— Co wyście, za jakiego szulera mnie macie? Owszem, namówić chce, ale nie musicie grać ze mną, ba, odmawiam wam nawet tego, bo nie będę ukrywał, że przegralibyście nawet i te onuce co na nogach macie.
— Tu blondyn ściszył konspiracyjnie głos i nachylił się do mężczyzny. — Ten obok mnie, widzicie? Długie włosy, milczek. No, nie patrzcie się na niego, bo pomiarkuje zaraz. Powiem wam w sekrecie, bo bywam tu często, że to przygłup. Mówić nawet nie umie, ograłem go chyba z razy tuzin, ale ze mną już nie chce w pokera, bo się połapał, że szans nie ma. Ale co żem się na nim obłowił…
Wąsaty obejrzał się na Roela z zaciekawieniem i potarł ogolony podbródek.
— Myślicie, że mną zagra?
— Zapytajcie tylko. Ale wam nie odpowie, bo jak mówiłem, to przygłup. Weźcie to, tu są kości. Pokażcie mu je i będzie wiedział o co chodzi.

Tak też się stało. Jegomość stuknął zajętego pochłanianiem pajd chleba Cichego w ramię i zaklekotał trzymanymi w kułaku kostkami.

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 28 kwie 2018, 23:44

Arcyciekawa rozmowa Froyta została całkowicie zignorowana przez jego kompana. Pochłaniały go właśnie bazgroły, ale starał się też nie zaniedbywać chleba ze smalcem Matyldy. Nie przysłuchiwał się zbyt specjalnie, w skupieniu zastanawiając się nad nowym zadaniem od Florenta. Był prawdopodobnie jedną z najbardziej przewrotnych osób, jakie Cichy poznał w całym swoim życiu, więc tak podejrzane polecenie nie powinno ciemnowłosego w ogóle zdziwić, ale przeczucie kazało mu dokładnie rozważyć następne posunięcia. Razem z towarzyszem nie pracował na wyłączność u Arnolda, toteż nie potrafił wpaść na żaden powód, dla którego ich mocodawca miałby testować ich lojalność, bądź zlecać niemożliwą do załatwienia sprawę. Daleki był od popadania w paranoję, jednak posiadanie odpowiednich kwalifikacji i przydatnych zdolności predysponujących do odbierania życia nie oznaczało, że Roel pasjonował się owym zajęciem.

Z bezpłodnych deliberacji wyrwał go pytającym szturchnięciem w ramię właściciel potężnego wąsa. Kości. Cichy nie znosił tej gry. Raz, że grając uczciwie nie miało się żadnych wpływów na wygraną (bez zastosowania jakichś algorytmów przemądrzałych, oxenfurckich profesorków), a dwa: kości wymuszały pewną interakcję pomiędzy uczestnikami. Łatwo domyślić się, że niewielu amatorów hazardu miało ochotę na rozgrywkę z niemową, która zresztą na czas zabawy przybiera tak zblazowaną minę, jakby umierała w środku. Roel spojrzał na konesera marynowanych ogórków, a potem na Froyta, mrużąc przy tym gniewnie oczy. A więc to był jego plan? Tak chciał się odegrać za poranną pobudkę? W porządku. Niepozornie kiwając głową w kierunku wąsacza, zdecydował się później porachować kości frantowi.

Nie interesowała go wygrana. Jednakowoż, blondasek prawie dusił się powstrzymując chichot, toteż Nazairczyk łypnął na niego srogo, kreśląc kciukiem poziomą linię na swojej szyi, podczas gdy współzawodnik walczył z napadem kaszlu, krztusząc się od zachłannego łyku gorzały. Początkowo chciał celowo przegwizdać tyle partii, ile zdoła, a potem wymusić na złośliwym druhu rozliczenie się z jego nowym kolegą, lecz Froyt prędko połapał się w swoim despekcie i lekko trącił czubkiem buta nogę Roela pod stołem, dając mu znak, że nie zostawi go bez pomocy. Ten ostatni zaś wiedział, że posiada do wykorzystania dwa własne atuty: ponadprzeciętną spostrzegawczość oraz niezdradzającą niczego, wyćwiczoną mimikę twarzy na poziomie antycznego eratyku w połączeniu z żelaznymi nerwami.
Ostatnio zmieniony 04 maja 2018, 14:05 przez Roel, łącznie zmieniany 1 raz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 04 maja 2018, 3:00

► Pokaż Spoiler
Kości były bardzo popularną grą w Novigradzie. Nie tylko pośród pospólstwa czy biedoty, albowiem w kości zagrywali się kupcy, wszelacy oligarchowie, czy nawet kapłani. Działo się tak, ponieważ dokonanie oszustwa było tu niemal niemożliwe, jeśli tylko nie odrywało się oczu od planszy, a proste zasady i możliwość szybkiego zarobku kusiły i sprawiały, że próbowali tu swego szczęścia nawet ci, którzy od hazardu zazwyczaj stronią. W kościanym pokerze trudno było szukać jakichkolwiek sensacji, czy skomplikowanych strategii, no chyba, że uważało się za zawodowca w tej dziedzinie.
Gra się, dopóki jeden z graczy nie wygra dwóch rund. Na rundę, każdemu z nich przypadają po dwa rzuty, tj. pierwszy rzut pięcioma kośćmi, a potem drugi jako możliwość wymienienia poszczególnych kości właśnie. Co ważne i najbardziej interesujące, pomiędzy pierwszym, a drugim rzutem w rundzie przysługuje możliwość podniesienia stawki. Jeśli po rzucie pierwszym jeden z graczy zdecyduje się podnieść stawkę, a drugi spasuje, to właśnie ten ostatni automatycznie przegrywa rundę.
Roel znał zasady gry w kości, lecz nigdy nie miał w nich wybitnego szczęścia. Tu, jak to Froyt miał w zwyczaju mu często przypominać, puszczając przy tym oko, szczęście jest niezbędne, a za szulera ma się osobę, która temu szczęściu dopomaga. Próżno Cichy oczekiwał pomocy od swojego partnera, bo jak słusznie się domyślał, tamten chciał mu dać małą nauczkę za niezbyt uroczą pobudkę.
— Będę sekundantem — powiedział Froyt, siadając przy stoliku, akuratnie między dwójką mężczyzn.
— Kim?
— Sędzią. Patrzył, czy któryś nie oszukuje. No, będę też tłumaczył trochę za niego.
— Ale chyba nie po to, aby mu pomóc?
— W życiu! Rzucajcie pierwsi.
Wąsaty strzelił palcami, zebrał w nie kostki do gry i zacisnął je w kułaku, aż pobielały mu knykcie, po czym, nim jeszcze rzut się dokonał, chuchnął do środka, co by w ten sposób przysporzyć sobie więcej fortuny.
— Zaraz, zaraz! — przerwał Froyt, łapiąc go za nadgarstek. — Najpierw stawka.
— No przecież. Zapomniałem doszczętnie. Cóż, proponuję, na dobry początek, hmm… Dziesięć denarów! Tak, dziesięć denarów jako żywo. — Tu wyjął na stół odliczone monety, ułożywszy je w słupek. Kiedy Roel zrobił to samo i pomiędzy nimi stało łącznie dwadzieścia denarów do zgarnięcia, Wąsaty w końcu rzucił. Zaraz po nim rzucił też i Roel.
RUNDA PIERWSZA
Obrazek
Rzut Wąsatego:
Dziki Gon rzucił 5d6:
5, 2, 6, 2, 4



Obrazek
Rzut Roela:
Dziki Gon rzucił 5d6:
5, 2, 6, 5, 3
Czy Cichy zamierzał któreś kości wymienić?

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 19 maja 2018, 13:55

Dziesięć denarów nie było szczególnym majątkiem, ale skąpiradło w postaci Roela nie znosiło marnowania pieniędzy. Cichy więc z nieukontentowanym wyrazem twarzy dołożył się do kupki monet leżących na stole, a następnie przez chwilę podziwiał rytualne zwyczaje wąsacza. Mimo zabawnej ceremonii udało mu się wyrzucić jedynie jedną parę, w dodatku dość niską. Nadeszła kolej Nazairczyka, który z tejże okazji niedbale złapał za pożyczone kości i z teatralnym westchnięciem potoczył je po blacie, niespecjalnie zdradzając zainteresowanie wynikiem rzutu. Kolejna para, wyższa jednak, niż u przeciwnika. Obaj byli blisko strita, jednak żadnemu ostatecznie nie udało się go uzyskać. Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie nadejdzie po powtórnym przerzuceniu kostek.

Roel nieśpiesznie capnął trzy z nich, a dokładniej te, których ścianki wskazywały cyfrę dwa, trzy oraz sześć. Dla pewności gestem pokazał, że planuje uzyskać na nich nieco bardziej satysfakcjonującą go liczbę oczek. Nie chciał podbijać stawki, jednak jeśli byłby do tego zmuszony, dorzuciłby do puli maksymalnie kolejną koronę.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 08 cze 2018, 1:18

Wąsaty zaklął paskudnie pod nosem, ale nie stracił rezonu. Jeszcze. Szczęście znowu mu nie dopisało i, po prawdzie, przywykł do tego, lecz w tym momencie nie czuł się przegranym. Różnica w kościach była niewielka i rundy nie należało uznawać za rozstrzygniętą. Widząc, że niemy przygłup też będzie wymieniał kości, Wąsaty miał świadomość tego, że obaj z nich są w zasadzie w tej samej sytuacji.
Na jego miejscu podbiłbym stawkę, pomyślał Froyt, obserwując całe widowisko w skupieniu. Frajer cały czas kalkuluje, a gdyby Roel podbił pulę, zrazu wprowadziłby chaos w jego myśleniu. Szybko się gorączkuje, powinieneś to przyjacielu wykorzystać…
Cichy nie mógł słyszeć tej rady, więc jedyne co zrobił to po prostu rzucił kostki. Wymienił trzy z poprzedniego rzutu, a Wąsaty wykonał bliźniaczy i chyba jedyny rozsądny ruch.
Plansza zagrzechotała i obaj panowie otrzymali następujące wyniki:
RUNDA PIERWSZA - wymiana kości
Obrazek
Rzut Wąsatego:
Dziki Gon rzucił 3d6:
4, 4, 3

OSTATECZNY WYNIK: 2, 2, 4, 4, 3

Obrazek
Rzut Roela:
Dziki Gon rzucił 3d6:
2, 2, 1

OSTATECZNY WYNIK: 5, 5, 2, 2, 1
Roel 1:0 Wąsaty
Przeciwnik Roela zaklął siarczyście pod nosem i łupnął w stół tak mocno, że plansza o mało nie spadła na podłogę. Nie potrafiąc pohamować złości, łypnął złowrogo na Froyta.
— Mówiłeś, że to przygłup!
— Spokojnie, fortuna mu dopisała. W następnej partii na pewno polegnie.
— Oby, oby. Dobra, małpo. Co powiesz na to?
— Wąsaty sięgnął do sakiewki i do puli dorzucił trzydzieści denarów. Oznaczało to, że Roel musi zrobić to samo, inaczej przegra z góry drugą partię. Jeżeli jednak zdecydował się również wyłożyć trzydzieści monet, w puli było już łącznie osiemdziesiąt sztuk złota! Jeżeli Roelowi znowu się poszczęści, wyjdzie z karczmy bogatszy o czterdzieści denarów.

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 17 cze 2018, 3:42

Roel, nawet jeśli jakoś dotykały go nagłe wybuchy wąsacza, pozostawał niewzruszony. Z apatycznym wyrazem twarzy, odpowiednim dla łatki niemego przygłupa, którą mu przylepiono, spoglądał raz na stół, raz na współgrającego. Wujek dobra rada w postaci Froyta miał dla Nazairczyka kilka podpowiedzi, ale oczywiście zachował je dla siebie, bo przecież od paru minut jest najuczciwszym człowiekiem świata, brzydzącym się wszelkim oszustwem i kanciarstwem. Cichy w duchu dziękował opatrzności, że jego przyjaciel nie mści się na nim zbyt często, bo odpłacał się zawsze w cholernie uciążliwy sposób, jak choćby zmuszając milczka do gry z jakimś karczemnym pajacem.

Trzy pary kości poturlały się po zmurszałej, drewnianej płycie. Jak się prędko okazało, pierwszą rundę wygrał Roel. Wąsacz zbulwersował się po raz kolejny, postanawiając zapoznać swój kułak z blatem, obwieszczając przy tym wszem i wobec, jak bardzo ogarnia go frustracja. Po czarnowłosym niewybredne epitety spływały, jak po kaczce, bowiem pod względem inteligencji jego przeciwnik znalazłby sobie miejsce gdzieś obok tępego muła jucznego. Kurażu mu jednak nie brakowało, co martwiło nieodzywającego się jegomościa. Wewnętrzny chytrusek Roela kazał mu zdzielić oponenta w glacę, wziąć swoje pieniądze i wrócić do konsumpcji chleba ze smalcem, ale usłuchał tym razem Cichego-cwaniury i dorzucił tyle monet, ile musiał. Jeżeli przegra, to odbije to sobie potem subtelnie, z zachowaniem zasad kindersztuby wyzłośliwiając się na kompanie i kontynuując niekończący się cykl uroczych, braterskich docinek oraz szeroko pojętych podśmiechujków.

Tymczasem zaś, należało rozpocząć drugą rundę, co z obojętną miną był gotowy uczynić.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 08 lip 2018, 3:19

RUNDA DRUGA
Obrazek
Rzut Wąsatego:
Dziki Gon rzucił 5d6:
4, 6, 3, 3, 2



Obrazek
Rzut Roela:
Dziki Gon rzucił 5d6:
4, 5, 5, 6, 6

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 245
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 08 lip 2018, 3:36

► Pokaż Spoiler
Kości potoczyły się wesoło po planszy, a przejęty rozgrywką Wąsaty gryzł z podenerwowania wargę i strzelał palcami. W tej fazie nie dbał już o żadne pozory i dawał jawnie upust emocjom, wyglądając przy tym, jak gdyby grał o ostatnie miedziaki. Tymczasem Froyt czuwał nad wszystkim, święcie przekonany, że ta partia nie zakończy się przyjaznym uściskiem dłoni i tak czy owak, ktoś dostanie po mordzie. Froyt na swoje szczęście znał prawdziwą tożsamość Cichego i w duchu żałował jego oponenta. Doskonale wiedział, że Wąsaty jest z góry skazany na porażkę, a zastanawiać się było warto tylko nad tym, czy wyjdzie bez kiesy, czy z obitą mordą. Cherubinkowaty szabrownik nie urodził się natomiast wczoraj i bogate doświadczenie podpowiadało mu ostrożność. Znajdowali się bowiem w karczmie i bez znaczenia czy mieli tu plecy w postaci gospodarza, zawsze ktoś obcy, kto w koneksje wierzyć nie chciał, bądź nie miał na to czasu, mógłby stanąć w obronie przegranego i wymierzyć im kułakiem w pysk. Póki jednak kości w grze…
— No żesz kurwa! — ryknął Wąsaty, jeszcze mocniej niż uprzednio uderzywszy pięścią w stół. — Nie może być! Zaklął te kości pokrzywnik, czy ki diabeł…
Sytuacja Roela w rzeczy samej prezentowała się w bardzo kolorowych barwach. Wypadły mu dwie solidne pary, podczas gdy purpurowy ze złości przeciwnik miał tylko jedną i bardzo przeciętną.
— Będę wymieniał, będę!
— Hola, hola — wtrącił się Froyt, obserwujący dotąd wszystko ze spokojem. — On ma możliwość podbicia stawki.
— Czego mu podpowiadasz? Ah, szlag by to!

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25 (?)
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 20 lip 2018, 1:18

Pospolita partyjka w kości zamieniała się powoli w widowiskowy spektakl, za co wyłączną odpowiedzialność ponosił wąsaty jegomość. Wybuchów złości, swobodnie rzucanych w eter bluzgów i żywej gestykulacji mógłby mu pozazdrościć niejeden teatralny aktorzyna. Gdyby zaś ich gra była w rzeczywistości prawdziwą inscenizacją, Roel nazwałby ją Ogień i Woda. Im bardziej wąsacz się pieklił, tym większym opanowaniem odpowiadał mu Cichy. Próbował z początku zaprowadzić przy stole sztumfę, mając nadzieję, że chłodne podejście udzieli się współgraczowi, lecz prędko się poddał, diagnozując tego ostatniego jako przypadek nieuleczalny. Nawet najmniejsza przeszkoda była dla niego powodem do oddania się w objęcia kolejnego napadu furii. Froyt tymczasem miał wątpliwości i nie wiedział już komu tak naprawdę kibicuje. Owszem, chciał dopiec kompanowi, ale zdawał sobie sprawę, że jeżeli nie uda mu się wygrać, mężczyzna, którego wplątał w swoją intrygę, będzie wkrótce narzekać na poważne braki w uzębieniu. Wspomnienia z incydentu, którego tak bardzo nie znosił sobie przypominać, uderzyły w niego niespodziewanie, lecz prędko je odegnał.

Roel tymczasem, wciąż z emocjonalnym paraliżem twarzy, zrobił coś wbrew sobie. Odliczył z sakiewki dziesięć denarów i dorzucił je do puli, pieszcząc przez chwilę ostatnią monetę i zręcznie lawirując nią pomiędzy knykciami prawej dłoni, kilkukrotnie podbijając ją kciukiem do góry, nim ostatecznie pozwolił jej dołączyć do reszty. Tym zuchwałym zachowaniem, kontrastującym z bezustannie uskutecznianym indyferentyzmem wobec otoczenia, pragnął sprowokować przeciwnika. Niech popełni jakiś błąd, gra skończy się szybciej.

Froyt powstrzymał parsknięcie, maskując je kaszlem, uświadomiwszy sobie, że jego kompan instynktownie dostosował się do niewypowiedzianej przezeń rady.
— Musicie wyrównać o koronę, inaczej z góry przegracie — mruknął pod nosem blondyn, kierując słowa do wąsacza. Gdzieś pomiędzy cyklicznym, gniewnym pomrukiem dochodzącym spod bujnego wąsa, a charakterystycznym dźwiękiem wydawanym przez kufle, które ktoś wykorzystał do wzniesienia toastu, Cichy capnął za kości, a konkretnie za "czwórkę" i dwie "piątki", przygotowując się do ich wymiany. Dwie najwyższe pary nie zapewnią mu wygranej, jeśli oponent wyrzuci choćby trójkę.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław