Urząd Portowy

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 394
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Urząd Portowy

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 17:53

Obrazek
„Człowiek, podobnie jak inne rasy, jest istotą złożoną. Złożoność ta polega na mocy podejmowania decyzji w skonkretyzowanym odłamku czasu. W zależności od procesów zachodzących w umyśle, fazy księżyca i stosunku płynów ustrojowych organizmu wyróżniamy kilka odmienności w cechach jednostek. Ściślej rzecz ujmując, wśród pewnej wielości społecznej wyróżnić grupę osobników o danych właściwościach percepcyjno-decyzyjnych. (...) Skupiając się na czynnościach czysto naturalistycznych wyróżniamy chociażby urzędników, morderców. Należy mieć na ostrożności własne życie w konfrontacji z tymi osobnikami, bowiem kontakt grozić może fatalnymi, wręcz tragicznymi skutkami. Natomiast mordercy — być może z litości — tylko odbierają życie.”
Edmund Plaverick, „O czynnikach determinancji naturalnej”


Każdy ma swoje własne piekło. Pech chciał, że Wodni Panowie niespecjalnie przepadali za marynarzami, toteż zesłali na nich najgorszą plagę — urzędników i ich dokumenty. Legendarni urzędnicy osiedli w czarnym punkcie wszechświata, zwanym Urzędem Portowym.

Wszystek spraw morskich załatwiany jest właśnie tu — w lśniącym, trzypiętrowym gmachu z białej cegły z marmurową podbudówką. Na parterze, utrzymanym w kolorach bieli, trzymane są setki woluminów skrywające rejestry przepływających jednostek. Dokonuje się tutaj wstępnej rejestracji petentów, których następnie odsyła się na kolejne piętra — do Komory Celnej oraz Komory Handlowej. Tam z kolei dokonuje się oględzin towarów, podpisuje umowy handlowe, płaci dziesięcinę od zysku transakcji czy wypisuje kwity. Nikt o zdrowych zmysłach nie ominie tego przybytku, bowiem astronomiczne kary siłą przyciągają każdego morskiego kupca.

Nie ma takiego momentu, gdy w biurze nie panowałby gwar. Rozwścieczeni klienci biegają od jednego okienka do drugiego, wypełniając setki niepotrzebnych papierów, urzędnicy natomiast biegają od drzwi do drzwi, przepychając się jedynie między ludźmi. Z perspektywy wygląda to jak niskobudżetowa komedia, której najczęstszym końcem jest dramat, złość i przeklinanie obsługi.
Pomimo wydętego chaosu sprawy wydają się być nadzwyczaj zorganizowane. Każdy wie, gdzie powinien biec, na kogo nakrzyczeć, a kto komu — nie wypisać kwitu czy dać w mordę.


Opis autorstwa Ejiry.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 12 lis 2018, 0:01

Urzędniczka, nawet jeżeli (czego Albertyna była pewna) słyszała słowa jej przydługiego monologu, przy którym każdy zdekoncentrowałby się po pierwszych dwóch, trzech zdaniach, nie dawała tego po sobie poznać. Co prawda haczykowaty nos raz po raz drgał, to rozszerzając, to znów zwężając nozdrza, niczym rozjuszony byk, jednak nikomu z obecnych, pozostawionych teraz za jej plecami interesantów, nie mógł tego dostrzec. Maszerowała jedynie przed siebie, a stukot obcasów o posadzkę stopniowo się wygłuszał, odbijając się już echem nie od ścian długiego korytarza, ale maleńkiego pokoiku, przy którego końcu znajdowały się drzwi z wyciętych weń zakratowanym oknem. Okręciwszy się wokół nich, zniknęła w drewnianej "trumnie", teraz wyraźnie mrucząc coś pod nosem.
W tym czasie młoda buntowniczka nie próżnowała. Próbując zarazić swoją energią zebranych wokół kolejkowiczów, wykrzykiwała w ich stronę kolejne hasła, które miały ich zmusić do walki z systemem. Ci jednak, jeszcze przed chwilą wyraźnie rozsmakowani wizją bezproblemowych wizyt w urzędzie, w tamtej chwili nie podzielali już jej entuzjazmu. Może w obawie, że taki strajk zakończy się jeszcze odmową przyjęcia ich podania, a może najzwyczajniej w świecie chcąc ruszyć kolejkę naprzód. Nim jeszcze blondynka z Koviru skończy swą przemowę, koło niej przemknęła całkiem ładnie ubrana kobieta, która siedziała najbliżej właśnie otworzonych po przerwie drzwi.
Na próżno szukała sobie popleczników. Albertyna bezskutecznie łowiła ich spojrzenia, obserwując całą gamę oczu wbitych w podłogę, przyniesione dokumenty, czy choćby w siedzącego naprzeciw towarzysza niedoli, kiedy już nie było, gdzie indziej. Podobny zawód spotkał ją, kiedy zerknęła na Molingera, który właśnie przypomniał sobie, że musi znaleźć coś niezwykle ważnego w stercie przyniesionych pergaminów.
Bo, jak to mówią: "Jak ci na pierwsze wybierają lider, często na drugie ci dają samotność".

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 16 lis 2018, 21:14

Albertyna, gotując się ze wściekłości, stłumiła chęć wyrzucenia z siebie całej gamy bluzg dedykowanych pracowniczce urzędu. Cała szopka poszła na nic, urzędniczka nie dała się ani sprowokować, ani zastraszyć. Kovirka czuła, że to zdecydowanie nie jej dzień. Pogrążyła się tylko, a sprawa soli nadal stała w tym samym miejscu, jeśli nie gorszym, z niezbyt optymistycznymi widokami na przyszłość. Albertynie zdwało się, że znów trafiła do punktu wyjścia. Ogarnęło ją zwątpienie, ale tylko chwilowe. Jestem córą Skellige, psia jucha! Znajdę tego parszywego Nordlinga i karze mu jeszcze dopłacić za tę sól! Stary dziad nie będzie ze mną pogrywał.
Na szczęście chociaż brat tego przeklętego Molingera nie zniknął. Choć w gwoli ścisłości Albertya nie wiedziała czy cokolwiek wskóra po swoim przedstawieniu, zresztą nawet i uprzednio Eugeniusz nie był skory do dysput o swoim bardzo bliskim krewnym. Ponownie się zmartwiła, mimo to układając nowy plan działania. Czuła, że to jeszcze nie wszystko co może zdziałać w tym przybytku. Przybytku, który już zdołał zdobyć jej szczerą niechęć.
W lot pojęła, że każdą informację będzie łatwiej pozyskać od towarzyszki Molingera, Aleny. Zdawała się być ona duszą towarzystwa. Swoją drogą wspomniana dama ewidentnie domagała się uwagi i lubiła być w centrum zainteresowania. Tak się składało, że Celleno z przyjemnością poświęciłaby jej czas. Zreflektowała się jednak, iż należałoby wpierw poprawić swoje dobre, choć zmyślone, imię.
W tym celu młoda kobieta udała, że po raz kolejny przygląda się otoczeniu. Starała się przy tym wyglądać stopniowo coraz to bardziej zdziwioną. Finalnie owe zaskoczenie przeszło w przestrach. Na nogach jak z waty podeszła wolno do ściany i przytrzymała się jej ręką. Stanęła rzecz jasna dość blisko Aleny, aby głownie ona przejęła się losem odgrywanej przezeń panny Alterbruck. Oddychając ciężko z wbitym wzrokiem w podłogę milczała dobrą minutę. Podnosząc w końcu głowę jeszcze raz niby rozpaczliwie się rozejrzała zatrzymując na końcu wzrok na kobiecie, której uwagę chciała przyciągnąć.
To...to nie jest Cukiernicza Kasa Pożyczkowa, prawda?– zadała pytanie głosem zupełnie innym niż ten, który oczekujący słyszeli jeszcze parę mi ut wcześniej. Ten był ciszysz i niepewny. Bezbronny i słaby. Albertyna znów grała, znów starała się zawrócić w głowie tłumowi. Chwilę temu była przywódcą watahy, a teraz wnet zmieniła się w bezsilną i spłoszoną owieczkę. Żałując, że nie potrafi zblednąć na zawołanie niemal załkała – Och bogowie, co ja zrobiłam?
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 25 lis 2018, 10:41

Kolejkowicze z początku jeszcze obdarzali dziewczę ukradkowymi spojrzeniami, jednak z każdą dłuższą chwilą zerknięć tych było coraz mniej. Wszystko za sprawą pierwszej wymiany interesantów w progu drzwi, która zdążyła nastąpić wraz z zakończeniem pierwszej przemowy blondynki. Chłodna kalkulacja, nawet tych nieobytych w działaniach matematycznych, a nawet w logicznym myśleniu, czy choćby planowaniu własnego czasu, nakazywała kolejkowiczom uznać, że kolejka posuwała się naprzód w nienaganny tempie. Tylko ci siedzący w dalszej strefie korytarza rozumieli, że nie ma się z czego cieszyć, skoro wewnątrz może na raz być obsłużona tylko jedna osoba. Toteż oni tylko, kręcąc nosem i pomrukując, z braku lepszej rozrywki, przyglądali się jeszcze Albertynie i małemu teatrzykowi, który miała im zgotować.
Wśród nich był nie tylko cel prowokacji Celleno, Alena, ale również siedzący obok Molinger. Ci należeli do tej nielicznej grupy, która z uwagą śledziła mentalne rozterki, które z właściwą sobie dramaturgią przeżywała rzeczona panienka od Zwalczania Patologii Kolejek. Kiedy opadła na ścianę, Molinger zerwał się z ławy i w żwawym podskoku, o który ciężko byłoby go podejrzewać, znalazł się przy niej. Wyglądało jednak na to, że wiedziony odruchem starzec w porę się zreflektował i zanim położył swą dłoń na jej ramieniu w geście pocieszenia, zawahał się, zawieszając ją w powietrzu.
Panienka nie płacze, to zwykła pomyłka — zdecydował się pocieszyć ją jedynie dobrym słowem.
Tak, tak — przyłączyła się Alena, siedząca obok z twarzą bledszą niż sama Kovirka, która najwyraźniej dopiero co odzyskała głos. Ten był ciepły i delikatny. — Takie sytuacje się zdarzają.
Pani! Toż Cukiernicza Kasa Pożyczkowa to zupełnie nie w tę stronę! Na Nowe Miasto pani trzeba! — zakrzyknął kto inny.
Też coś. Urzędniczka, która nie wie, gdzie ma pracować — prychnął znów kto inny.
Pan Eugeniusz zdecydował się wreszcie opuścić dłoń na jej ramię.
Proszę ich nie słuchać, panienko — starał się ją pocieszyć. Mówił szybko, zapewne by zagłuszyć pomruk, który przetaczał się właśnie przez kolejkę. — Jeżeli panienka chce, może na mnie zaczekać, a jak tylko załatwię swoje sprawy, to panienkę zaprowadzę, gdzie trzeba.
Onieśmielony uśmiech zagościł na jego twarzy, kiedy ściągał z niej dłoń.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław