Pracownia alchemiczna al-Khuffashiego

Obrazek
Konstantin
Awatar użytkownika
Posty: 31
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:50
Medale: 1
Miano: Konstantin al-Khuffashi
Rasa: Człowiek
Wiek: 40
Złoto: 18 koron
Stan zdrowia: Zdrów jak, kurwa, tabun koni.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=130

Pracownia alchemiczna al-Khuffashiego

Post autor: Konstantin » 05 kwie 2018, 1:32

Obrazek
Alchemik, jak na prawdziwego szlachcica przystało, za wywiezione z ojczystego Quurh-al-Chaq pieniądze zakupił był lokal na górnym piętrze jednej z kamienic w Nowym Mieście, tuż nieopodal banku Vivaldiego, w pobliżu wznosi się chram Melitele, a do zwierzyńca tylko kilkadziesiąt kroków. Lokal na tle innych nie wyróżnia się za bardzo — wiadomo, kryzys powojenny zrobił swoje i nikt nie marnuje funduszy na zbędne ozdobniki.
Nad solidnymi mahoniowymi drzwiami, wzmocnionymi blachą, widnieje herb rodu al-Khuffashich — Tigri , a przedstawia on łeb potężnego tygrysa. Z pomarańczowo-rdzawego tła, na którym tu i ówdzie rozłożyły się pasy koloru wypłowiałego węgla, na potencjalnego gościa spoglądają dwa zawistne ślepia barwy lasu. Ot, syntetyczne szkło do złudzenia imitujące szmaragd. Złodziei nie brak nawet w potencjalnie strzeżonej dzielnicy, a prawdziwy fachowiec i ze strażą sobie poradzi. Po obu stronach herbu niczym pnie daktylowców sterczą dwie kamienne kolumny — niby uzupełniające konstrukcję framugi. Nie jest to nic, na co potencjalny amator cudów zwróciłby swoją uwagę, ot zwyczajny granit. Jednak Ofirczyk powlókł go naturalnym szkłem, w którym zatopione lśnią drobiny pustynnego piachu, przypominającego mu rodzinne krajobrazy.

Po przekroczeniu solidnych niczym słoniowa kość drzwi, gościom ukazuje się niewielki korytarz, który prowadzi do czterech pomieszczeń. Ozdób tam niewiele — ot, parę wieszaków, kosz na szpargały z ofriskiego rattanu i gliniana donica z rozrośniętym wawrzynem — nie ma to jak przyprawy z własnego krzaka!

Powiadają, iż najlepiej świadczy o człowieku jego miejsce pracy. Być może jest w tym porzekadle krztyna prawdy — alchemik urządził sobie w mieszkanku laboratorium z prawdziwego zdarzenia, oczywiście obrał nań największy z dostępnych pokoi. Wszystko wykonane według branżowych norm, by spełniało wszelkie aspekty bezpiecznej pracy. Wiadomo przecież, iż nieodpowiednie obejście się z większością ingrediencji może wywołać katastrofalne skutki — dlatego każdy fachowiec powinien odpowiednio przechowywać materiały i półprodukty zabezpieczone tak, by osoby trzecie ani czynniki zewnętrzne nie stanowiły zagrożenia. Solidne wzmocnione grubą blachą szafy i stół stały się swoistym schronieniem dla setek rozmaitych naczyń z niewiele mówiącymi laikom nazwami zawartości. To samo prawidło tyczy się sprzętu drobnego oraz narzędzi — bez tego alchemik jest niczym krasnolud bez brody... Jedyną rzeczą cieszącą oko w tym ponurym miejscu może być wielki krzak konopi, dodający uroku i wprawiający właściciela w nostalgiczną zadumę...

Nieopodal laboratorium znajduje się niewielkie pomieszczenie przeznaczone na schowek, wszakże w każdym domu walają się rupiecie, których akurat nie potrzeba mieć na widoku, nieprawdaż? Vis-a-vis schowka, skryte za parawanem z wijącego się ofirskiego pieprzu drzwi prowadzą do niczego innego jak pospolitego, aczkolwiek urządzonego z lekkim wygodnictwem wychodka — taki luksus to domena bytujących na zamku Radowidów w Tretogorze, wielmożów i kościelnych, tfu!, dostojników, niech ich mór pochłonie. Tuż obok pomieszczenia zwanego z nilfgaardzka klopem usytuowana jest łaźnia, mająca połączenie z pamiętającym jeszcze czasy Aen Seidhe akweduktem. Dziwne, że coś takiego zachowało się w dobrym stanie tyle lat po wyrżnięciu pierwotnych mieszkańców tych ziem...

Z drugiej strony pracowni znajduje się obszerne pomieszczenie, prawie takiej samej wielkości jak laboratorium, w którym niemal codziennie alchemik wykonuje mikstury, które pozwolą mu zarobić na przysłowiowy chleb. W centralnej części salonu umiejscowiony jest kominek. Nie jest to byle jakie barachło, tak często spotykane w kamienicach łyczków i burżujstwa wszelakiej maści, tylko najprzedniejsza robota krasnoludzkiego zduna, wykonana z granitu — materiału niemal niezniszczalnego podczas normalnego użytkowania jak również i niecodziennych prób wytrzymałościowych — coś gruchnie, coś wybuchnie, coś się rozleje — jak to w takich pomieszczeniach bywa... Granitowe kolumny podtrzymujące całość konstrukcji powleczone są szkłem z inkrustacjami pustynnego piachu — takim samym jak te znane gościom z nadproża i ościeżnicy u wejścia do rezydencji. Za kolumnami, po bokach rosną sporej wielkości kalamondyny w pojemnikach z czarnej gliny. Oba cytrusy zazwyczaj upstrzone są pękami owoców — namiastek ofirskiego słońca w tej nieciekawej krainie. Róg po przeciwnej stronie zajmuje fajka wodna wypełniona sproszkowanym suszem z konopi — nie ma to jak chwila relaksu po skończonym dniu. Z salonu wiedzie kręty korytarzyk do pomieszczenia, które alchemik obrał za sypialnię. Mahoniowe meble w obu pokojach współgrają z egzotycznymi roślinami i ozdobami rodem z krain Orientu i Południa. Wszak w rezydencji nie mieszka byle hreczkosiej, a ofirski arystokrata.
Every night, and every morn,
Some to misery are born.
Every morn, and every night,
Some are born to sweet delight.
Some are born to sweet delight.
Some are born to endless night.
William Blake

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław