Dukt

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 394
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Dukt

Post autor: Ivan » 11 lis 2018, 0:06

Obrazek

Prosta niby strzelenie z łuku ścieżka wśród drzew, przecinająca młody zagajnik oraz właściwą część puszczy, pozwalająca skrócić sobie drogę do Novigradu od północnego traktu lub własny żywot, jak dopowiedzieliby złośliwi i przezorni. Niekoniecznie bez racji, bo choć dukt należy do uczęszczanych i nie sposób się na nim zgubić, sporo podróżnych decyduje się go omijać, woląc kalkulować nadłożenie drogi niż grot między łopatkami. Rosnące gęsto po obydwu stronach drogi zarośla oraz chylące się ku niej drzewa stwarzają w teorii niejedną dogodną okazję dla rabusia lub elfiego buntownika, choć jak to bywa z teoriami, zdecydowanie częściej się o nich dyskutuje niż doświadcza ich sprawdzenia na własnej, pechowej rzyci.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 22
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 27 koron i 5 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 28 lis 2018, 0:42

Oj, nie czuła się Aith gówniarą, bynajmniej. Przede wszystkim wielkim przekonaniem o dorosłości napawał ją cały ten kontekst wyprawy, która na razie była po prostu ucieczką z domu, oraz postanowienie, jakie nią powodowało. Nadto sam Omastan, rozmawiając z nią tak – w jej mniemaniu - chętnie, podbijał bębenka jej przekonaniu o dorosłości, do czego walnie przyczynila się uwaga potwierdzająca zasadność jej podejrzliwości. Ona – gówniara? Pfff... Coś jej podpowieadało, żeby nie dała się zbyt latwo podejść, ale duma, do tego duma tak młodej mieszczki, nadto zaś duma wyzwolona z elfa, który odkrył właśnie dla siebie powab buntu na tle rasowym – duma zatem zagłuszała na razie to ostrzeżenie.

Pewność siebie oslabła jednak nieco w Aith, gdy zostawili za sobą ostatnie rekwizyty cywilizacji. Jechała oto otoczona milczącym lasem i stopniowo ulegała temu przemożnemu ciśnieniu samotności, jaką odczuwa się w samotnej podróży. Nawet jeśli jej podróż obecnie nie była samotna – taką była wszelako myśl dziewczyny wraz z całym, nadczułym w tym momencie, aparatem postrzegania. Słodko-gorzki romantyzm "bycia na szlaku" mieszał się w niej dość gwałtownie z kwaśnym poczuciem bezbronności. Owszem – wizualizowała sobie w duszy zasadzkę, dla której tak dogodne knieja stwarzala wokół warunki. I w tej samej niespokojnej duszy błogoslawiła towarzystwo Omastana, choć musieliby jej przypalać stopy, żeby się do tego jawnie przyznała.
Pewnie dlatego puścila Omastana przodem – żeby widok kogoś przed sobą utrzymywał ją we względnym poczuciu towarzystwa – i dlatego serce jej zatrzepotało, gdy jeździec przed nią zatrzymał się z powodów, których na razie nie potafiła dostrzec. A może tylko na nią chciał poczekać?
Oczywiście niczego po sobie nie pokazujesz... – szepnęła sobie w myśli, gdy dojeżdżała do niego, nie zmieniając tempa, by się przed nim i przed samą sobie nie zdradzić z niepokojem. Przerwał wypowiedź w środku... O co chodzi?
– Hm? – mruknęła pytająco, szukając najpierw jego wzroku, potem zaś powodów nagłego zatrzymania wokół siebie. Wyczuł coś? Dostrzegł? Czujność.
Czujność ponad wszystko.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 30 lis 2018, 2:42

Droga, którą przebyli minęła we względnym spokoju, przerywanym pytaniami i odpowiedziami z obojga strony. Towarzysz Aith, jak słusznie mogła zauważyć, nie miał problemu z rozmową na każdy temat. Potrafił lawirować między nimi niczym akrobata. Jechali razem już dobry kawał czasu. Słońce zdążyło wykonać codzienną wędrówkę po niebie. Było w ostatniej fazie, lecz pośród drzew nie dało się zauważyć niczego prócz szarówki w gęstwinie zieleni.
Koń tymczasowego towarzysza półelfki zacharczał. Rozszerzył chrapy w przeciągłym parsknięciu. Omastan próbował go uspokoić, ale czynił to na próżno.

- Przestraszył się czegoś z lasu… - powiedział, urywając zdanie, bo oto w tym samym momencie stało się coś najmniej spodziewanego. Powietrze gwizdnęło im przed uszami jak zastęp osiej kompanii. Koń mężczyzny noszącego niebieski kubrak stanął dęba i wierzgnął z całą mocą, mając ochotę zrzucić wszystko w zasięgu własnego wzroku, prosto w błoto.
Powietrze wizgnęło po raz drugi. Przed oczyma młodej półelfki przeleciała zdobiona strzała, której pochodzenie na razie nie było ważne. Ważniejsze okazało się bowiem, że trafiając w cel jakim był jej towarzysz, spłoszona klaczka ze swoim panem na grzbiecie pognała w głąb przedmiejskiej dżungli.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 22
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 27 koron i 5 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 30 lis 2018, 14:02

Od wielu miesięcy przygotowywała się w wyobraźni na ten moment, gdy spośród zarośli wyłoni się elfi pocisk, gdy przyjdzie jej skonfrontować się z tym, do czego przecież zmierzała – ale to miało być dużo później, przy końcu podróży, w Dol Blathanna! Nie tutaj, pierwszego dnia drogi...

Zaskoczenie.
Gdy pierwszy wizg rozdarł powietrze – wiedziała, co to za odgłos. Zeskoczyła z siodła, kiedy koń Omastana zdawał się mieć już opaść po swym narowie. Miecz! U pasa... Nie! Łuk! Juki! Juki... Tam miała łuk i kołczan, przyytroczony...
Kolejny jęk powietrza zastał ją nerwowo odpinającą rapcie przy siodle. Zdążyła dobyć łuku, ale nie zdążyła wyciągnąć strzały, gdy jęk zwieńczyło głuche uderzenie. Odwróciła się...
Omastan!
Odruch – krzyknąć. Jej towarzysz dostał – ale zanim zdążyła ruszyć pomóc mu, zapytać czy żyje, złapać, zanim spadnie – zamroczony strachem koń runął w las...
Tak szybko!... Tak błyskawicznie to się stało... Natychmiast przypadła do swojej klaczki, capnęła uzdę, szepnęła "Cicho...", ustawiając się tak, by potężny, parujący grzbiet – niestety – oddzielał ją od spodziewanego ataku.
– N-nie strzelaj...cie... – krzyknęła – czy raczej powiedziała głośno – w stronę ściany lasu, rozglądając się bacznie, już uspokojona nieco, już zdolna powiedzieć sobie między drżącymi oddechami, że podstawa to opanowanie. Spokój. Spokój. Wszystko się ułoży. Przecież przygotowywała się na to... co prawda na później, nie teraz, wszystko tak szybko... Spokój. Jedna dłoń na piórze wybranej strzały, druga trzymająca łuk gotowy do uniesienia, jeśli tylko wychyli się ktoś i będzie go możńa wziąć na cel – choć nie, nie wierzyła, że to się stanie.
Klacz boczyła się, drobiła, próbując się cofnąć, potrząsając łbem, odwracając go, bo przecież czuła u swego boku swą panią, słyszała jej uspokajające "Sz-sz-sz" i cmokanie. Aith ustawila się tak, by móc zerkać na las pod szyją wierzchowca, będąc sama zakrytą przez koński korpus – może to zniechęci do strzału obarczonego ryzykiem chybienia? Choć przecież również ranienie konia będzie znaczną stratą atakowanej. Jednocześnie zaś kroczek po kroczku cofała się – może uda się wniknąć w zarośla po przeciwnej stronie duktu, to utrudni trafienie, jej da czas, więcej swobody, ułatwi wybór postępowania, obrony... Jak daleko do tych zarośli? Dukt nie był szeroki... Zerknęła raz, szybko, zaraz wróciła spojrzeniem.
– Nie strzelajcie. Jes'- – urwała; z tym lepiej się nie deklarować... – Nie mam agresywnych zamiarów. Po...porozmawiajmy...?

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 03 gru 2018, 23:09

Koń pognał po ledwo widocznej ścieżce przed siebie, niosąc na grzbiecie wijącego się w bólu i dezorientacji towarzysza. Jeździec próbował zatrzymać konia, lecz odgłosy ściszonych gwizdów i świst kolejnych strzał sprawiły, że nie był skory do współpracy.

Tam, gdzie przed chwilą stali razem a teraz samotnie napinała cięciwę łuku Aith, wiatr nie przestawał kołysać liśćmi na korzyść nieznanego oprawcy. Jakaś postać, może zwierzę, przemknęła nieopodal poruszając krzakiem leszczyny. Oddychała szybko, płytko. Las nabierał powietrza w zielone płuca wolno, delektując się strachem. Lada chwila miał zapaść zmierzch, na rękach włosy stawały dęba od zimna i kilku par oczu, wpatrzonych weń gdzieś z niedalekiej odległości. Może kryli się po koronach drzew? Sprytni, szybcy, niewidoczni.

Aith mogła dać wiarę, że ktoś zaśmiał jej się za uchem, jednak obróciwszy się, nie spotkałaby za sobą nikogo. Śmiech, a raczej prychnięcie rozmyło się w dryfującej nerwowości. Na wołania nie odpowiedział nikt. Ktokolwiek napiął łuk, był chyba świadom, że jeszcze chwila i sami będą w tarapatach. Kolejna strzała pofrunęła w stronę półelfki, ocierając się tym razem boleśnie o jej policzek. Dziewczyna zachwiała się i upadła w krzaki, co dało jej odrobinę czasu na reakcję. Klacz wierzgnęła nogami zasłaniając celność kolejnej strzały, ktoś przeklął głośno.
Przeszukaj juki...! — usłyszała. Poruszyły się zarośla po drugiej stronie. Za plecami Aith rozpościerał się las.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 22
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 27 koron i 5 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 04 gru 2018, 0:11

Ledwo odzyskany spokój pierzchł po chwili, jak kopnięty kundel. Las żył – i nie było to tylko życie wiecznotrwałej przyrody. Oczywiście – ktoś tam się krył wśród liści, lecz teraz, kiedy coś przemknęło na granicy kąta widzenia, gdy gęstwina zdawała się oddychać nie tylko zielonymi płucami, a nawet... śmiać – teraz niebezpieczeństwo stało się już konkretnymi postaciami. Ilu ich?
Odwróciła się znów za siebie – oczywiście: odruch.
Nikogo...
Serce tak łomotało, że choćby zyskała dar niewidzialności, każdy mógłby poznać, gdzie się znajduje. Szum lasu plątał się z szumem krwi w skroniach, graniczne napięcie uwagi kazało wyobrażać sobie już całe zastępy agresorów. Jeszcze chwila, a strach zamieni dumną nastoletnią buntowniczkę w drżącą, samotną w wieczornej kniei, dziewczynkę... Trzeba mówić. Trzeba podtrzymać kontakt. Przecież racja jest po jej stronie.
– Nie strze-
WIZG!
Krótki krzyk sam wystrzelił jej z gardła; w smagnięciu pocisku więcej było zaskoczenia, niż odczuwanego cierpienia, ale na mierzwie wilgotnych liści i mchach poszycia dziewczęca dłoń zaciskała się już w reakcji na palący ból rozoranego policzka. Przez zaciśnięte wargi wypełzł niski, zduszony jęk. Bolało. Czuła zimną, lepką strugę krwi, zagarniającą pół twarzy, spływającą powoli bokiem szyi. Wierzgnięcie Rutki Aith zarejestrowała, choć nie mogła teraz rozpoznać, czy kolejny pocisk runął przez mrok i czy zakończył lot w ciele wierzchowca. Nie ruszała się, póki co, zaciskając oczy – pomagało się nie rozpłakać. Dopiero konkretne słowa otrzeźwiły dziewczynę.
Juki... Nie – nie ma tam nic, co kazałoby ryzykować obronę własną piersią. Pieniądze...? Chyba resztę z gospody miała w przy sobie – ech, garść miedziaków... Nieważne. Las za plecami szeptał, szczerze czy nieszczerze obiecując ochronę w gęstwinie i mroku. Nie zmieniając pozycji Aith jęła przesuwać się wstecz, łokciami i stopami odpychając się od podłoża. W dłoni miała łuk bez strzały, miecz u pasa zaczepiał się o gałązki, a rozgorączkowany umysł rejestrował te idiotycznie nieistotne szczegóły, jakby miały być ostatnimi przed śmiercią.
Ale Aithoeri w głębi duszy nie wierzyła teraz w śmierć, choć jednocześnie pojęła, że strzał - szczęśliwie nie dość celny – posłano jej w twarz, więc z intencją zabicia. Nie: w głębi duszy dość było młodzieńczego żaru na podtrzymanie wiary w życie i nadziei na zwycięstwo intencji. Przeżyjesz – twierdziło serce, z chaotycznego galopu przechodząc w kłus. Przeżyjesz, bo to idiotyzm teraz ginąć. I prędzej czy później trafisz tam, dokąd sobie zamierzyłaś.
Tak. Kurwa, tak! – postanowiła sobie w odpowiedzi, docierając plecami do jakiejś przeszkody. Pień między łopatkami wymuszał powstanie – w imię gotowości i zachowania dumy. Wstań, otrzyj krew, zlekceważ ranę. To przecież tylko draśnięcie.
Wstała więc, gotowa przewiesić łuk skośnie przez szyję i dobyć miecza, choć pozostając póki co w ramionach konarów, pod szatą listowia; gotowa dać rzeczywistości jeszcze chwilę na rozwój wypadków. Jeśli chcą bogactw – niech się odkryją, przeszukując juki, o ile Ruta nie rzuci się w przerażony galop.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 08 gru 2018, 0:54

Adrenalina już od jakiegoś czasu buzowała w jej żyłach czystym strumieniem niepohamowanego stresu. Ciepła strużka krwi rozlała się po policzku dziewczyny a nerwowe ruchy, które w tamtej chwili były przecież trudne do opanowania, sprawiły że część posoki rozmazała się prawie po całej twarzy, mieszając z przylepiającymi się raz po raz liśćmi. Rana piekła, ale pieczenie miało dopiero dać się jej we znaki. Teraz parzyło jakby przyłożony do skóry rozżarzony węgiel z paleniska.

Dziewczyna podjęła walkę, niewielu ludzi zdecydowałoby się na podobny czyn. Sama na nieznaną liczbę napastników stanowiła z pozoru łatwy cel. Mogła przecież rzucić się do ucieczki. Pomagało jej otoczenie. Drzewa, za którymi mogła się skryć i zarośla maskujące jej sylwetkę.

Koń wierzgnął mocniej, Aith w tym samym momencie odnalazła wzrokiem sylwetkę postaci, która poruszała się ostrożnie, nie chcąc spłoszyć zwierzęcia. Niewiele można było powiedzieć o aparycji, jednak w postawie ciała i sposobie w jaki trzyma łuk, można było stwierdzić, że niejedno miał za sobą i wie co robić. Oprócz postaci podchodzącej do klaczy, zza pnia jednego z drzew na północ, wychyliła się kolejna głowa. Poruszyły się gałęzie, zaszeleściły liście a głowa, o której jeszcze chwilę temu była jedynie suchym faktem, napięła łuk.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 22
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 27 koron i 5 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 08 gru 2018, 2:41

Policzek zaczynał piec coraz bardziej. Krzywiąc się Aith otarła go lewym mankietem, a zaraz przyłożyła większą powierzchnię mankietu do policzka w odruchu powstrzymania krwawienia. Biały materiał przesiąknął krwią, nie bardzo zatrzymało to gęsty strumyk.
Drżała lekko. Zimno. Galopujące myśli zyskały trzeźwość – i wściekłość: ależ to się wszystko ślicznie popieprzyło... Jeszcze niedawno, w uroczym zachodzie słońca, jechała z przygodnym towarzyszem ku swej WIelkiej Sprawie, dumna i nonszalancka – a teraz? Zabiorą jej konia i juki, strzały, ubrania, i jeszcze prawie wszystkie pieniądze!... Kurwa-kurwa-kurwa! – zaklęła w myślach, ale nie pomogło: sytuacja prawie się nie zmieniła, poza niezbyt pocieszającym nieznacznym wyklarowaniem się. Oczywiście – nie wiedziała, ilu ich jest. To, że z gąszczu wyszedł drugi... nie widziała dokładnie... i okazał się łucznikiem, to bynajmniej nie pocieszenie. W niegościnnej ciszy leśnego wieczoru delikatne skrzypienie napinanej cięciwy przyprawiło Aithoeri o dodatkowy dreszcz i zmusiło wreszcie do podjęcia decyzji.
Nie widzą mnie – przeleciało przez rozgorączkowany umysł – ale może... wyczuwają? – oczywiście, zaraza, przecież dukt ma tylko dwie strony, na "ich" stronę nie przeszła, więc jest po przeciwnej, a brak odgłosów świadczy o tym, że nie puścila się pędem w las. Zaraz jeden, czy dwóch, ruszą ku niej, dysponując wszelką niemal przewagą...
Myśli szalały.
Stawać do walki? – przeciwko ilu? zaprawionym w boju mężczyznom – ona, niespełna dwudziestoletnia mieszczka po kilkunastu miesiącach ambitnych treningów bez doświadczenia w realnej walce na śmierć i życie?
Czy puścić się pędem w czarny las, znacząc swoją drogę rumorem odgłosów i śladami krwi, a potem drżeć w strachu, pelerynce i koszulinie nie wiadomo ile nocy, czekając, aż ją wytropią?
Inaczej: prawie na pewno ginąć teraz z honorem i podniesionym czołem, lub ulec, dać się pojmać i zostać zgwałconą – czy ginąć kilka dni później, osłabioną głodem, zimnem, ucieczką, upływem krwi?
Ach, zginąć można zawsze! A przedtem – spróbować ucieczki, jeśli nie da się inaczej. A jeszcze przedtem – postąpić zgodnie z samą sobą.

Otarła policzek jeszcze raz, już bez krzty delikatności – miało być skutecznie, resztę pal licho, niech zapiecze, niech ból podtrzyma agresję i odpędzi strach. Aith nabrała powietrza przez nos, wypuściła równie powoli i powstała sprawnie, w kilka kroków przechodząc na ścieżkę, starając się zachować dystans – gdy już dojdzie do pierwszej konfrontacji na słowa czy miecze – nie mniejszy niż trzy-czetery kroki. Bez słowa, ale z maksymalną gotowością. Bez nerwów, w skupieniu, z mieczem gotowym do gardy lub ataku, jeśli zamiast negocjacji wybiorą walkę. Jeśli miała w niej jakieś szanse, to przede wszystkim te wynikające z wiary w zwycięstwo. Tak – wiary miała teraz chyba najwięcej. Czy może raczej była to determinacja. I niezdolność zostawienia Ruty na pastwę – poza tym nic nie sugerowało, czy wybrała prawidłowo...
– Zostawcie konia, weźcie pieniądze, kołczan i puśćcie wolno – usłyszeli dwaj, a może już trzej... ludzie? Czy elfy? – to mogło okazać się ważne...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 248
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » wczoraj, 1:45

Przeciwnicy musieli być wyjątkowo czujni, bowiem zaraz po tym jak Aith odezwała się do nich nieco roztrzęsionym z nerwów głosem, udało im się znaleźć schronienie za gęstwiną czerniejących coraz mocniej konturów krzewów i pni drzew.

Dlaczego mielibyśmy byle dziewki słuchać? — odezwał się dźwięczny, tenorowy głos mężczyzny z oddali. Dziewczyna widziała go wcześniej jako gładki zarys głowy odzianej najpewniej w jakąś chustę, która przylegała doń szczelnie. To on wystrzelił do niej z łuku. Zrobił to ponownie. Tym razem niecelnie. Z premedytacją, aby wybić półelfkę z rytmu. Strzała przewinęła się obok lewego ucha młodej podróżniczki, poszybowała gąszczem zielonych listków i zniknęła w zagłębieniu jednej z dziupli.

Drugi z tych, którzy czyhali na życie i majątek dziewczyny schował się za najbliższym pniem. Przez chwilę mogła słyszeć jak niespokojnie oddycha.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 22
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 27 koron i 5 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » wczoraj, 22:54

Przeciwnicy byli – najdelikatniej mówiąc – wyjątkowo czujni, ale nie to przyprawiło Aith o niejakie osłupienie, gdy – wyszedłszy gotową do walki o życie – stała teraz na ścieżce sama, podczas, gdy przeciwnicy po prostu dali dyla w las... Myślała, że będzie musiała trzymać na wodzy poniżające objawy strachu – a oto przyszło jej być zmuszoną do trzymania na wodzy primo: nieoczekiwanej pogardy dla tych, których niedawno wyobrażała sobie jako drabów i gwałcicieli – oraz secundo: przekonania, że ma do czynienia z jakimiś dzieciuchami, początkującymi rzezimieszkami, którzy mają dość śmiałości, by wystrzelić przygodnemu podróżnemu strzałę w pierś, ale wobec bezpośredniej konfrontacji czmyhają jak myszki!
Tak: w mgnieniu oka strach zamienił się w pogardę, a gdzieś w tle powstała myśl, że "tak właśnie – bez godności i mocy – zachowuje się gatunek ludzki", choć miała dość lat, by powstrzymywać ten osąd, gdyby okazało się, że tchórzliwi napastnicy to na przykład przedstawiciele jakiejś podgniłej gałęzi Aen Sidhe...
Teraz, gdy tak stała z mieczem niezdecydowanym, obserwując poruszenia liści w pokrytych mrokiem zaroślach, była niemal pewna, że ma do czynienia z dwójką jakichś wieśniaków. "Dlaczego słuchać byle dziewki?" Najwyraźniej dlatego, że "byle dziewka" samym pojawieniem się spycha was na pięć kroków z drogi, choć wystarczyłoby...
No właśnie: wystarczyłoby, że teraz któryś strzeli jej w pierś... I znów ujawni się przewaga, jaką ma słabszy duchem, lecz na dobrej pozycji, nad silniejszym (tak: miała się tu już za silniejszą), lecz odkrytym. Zatem... należało się trochę schować, a zamiast mieczem (skoro się tego bali) pokonać ich słowami. Elfka dała spokojne, ale sprawne dwa kroki w prawo, by znów jak największą powierzchnię jej ciała z perspektywy oczekiwnaych strzelających zakrywał jej grzbiet Rutki, lecz by jednocześnie nie spuszczać oka z tego miejsca ściany lasu, w którym zniknął zarys przeciwnika.
– Bo dziewka proponuje więcej, niż możecie zabrać sami – odpowiedziała dość cicho, żeby nie dać głosowi okazji do przypadkowego choćby zadrżenia. – Oraz dlatego, że strzelając w pierś wujowi straciliście go razem z koniem i całym naszym ładunkiem. Ja go już w kniei nie odszukam, ale wy tak... pod warunkiem, że zaczniecie już teraz, bo spłoszony koń niesie szybko, choć juki ma ciężkie. Nadto – wuj może się w tym stanie przed jednym obroni. Tarcza, lata służby... No – ale przed dwójką już nie. A zresztą możeście go i zabili... – tutaj ugłos jej zadrżał, ale celowo, gdy udała nagłe poruszenie, jakie doznają osoby same siebie zaskakujące dotknięciem tematu, który boli – a ja żywa, bronić swego będę, kiedy wam się monety i dobytek po lesie rozsiewa...
I na koniec pokręciła głową, jakby z dezaprobatą – ale skromnie: raz tylko, żeby z aktorstwem nie przesadzić. Czy drżała jej dłoń zaciśnięta na rękojeści? - a drżała. A zimny pot rowkami wzdłuż kręgosłupa i środkiem torsu? – a spływał. A do siodła, by na Rutkę wskoczyć sprawnie i pognać w mrok, gubiąc może część wybebeszonych juków, lecz unosząc życie i resztę stanu posiadania – blisko miała?
A bliziutko, w swoim mniemaniu: krok naprzód, stopę w strzemiono, niełatwy ale możliwy wskok z niewłaściwej, niećwiczonej strony, od szyi – i gotowe. Gadając, czarując wizją traconych głupio skarbów, zaciekawiając może swym junactwem dziewczęcym – zbliżała dłoń do szyi klaczki, by ją jeszcze uspokoić i przekazać konieczność gotowości do gwałtownego zrywu...

Aith rzucił 1d6:
6

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław