Bóstwa i religie Kontynentu

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 292
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Bóstwa i religie Kontynentu

Post autor: Ivan » 24 maja 2018, 0:48

Obrazek
Religia. Według jednych — mandragora dla mas i żerowanie na strachu. Zdaniem innych — objawiona prawda nadająca sens egzystencji. Niezależnie od punktu widzenia, pozostaje ważną częścią kultury Kontynentu oraz życia jego mieszkańców. Uznawany za stolicę świata Novigrad nie stanowi wyjątku od reguły, a jako miasto teokratyczne — jej sztandarowe wręcz potwierdzenie. Wieczny Ogień jest oficjalnym i największym kultem miasta, ale dopuszczona jest wolność wyznania oraz tolerancja innych wyznań tak długo jak ich działalność nie przedstawia zagrożenia dla porządku publicznego oraz znaczącej sprzeczności z dogmatami Płomienia. Można też, co popularne wśród mieszkańców Północy, wierzyć sobie więcej w niż jedno bóstwo i hołdować każdemu po trosze, a władzy nie będzie to obchodzić. Tak długo jak samemu wykazuje się przy tym minimum poszanowania dla oficjalnej wiary i nie zalega z podatkami.

Wieczny Ogień, światło postępu i nadziei. Stwierdzić, że jest wyłącznie najpopularniejszą religią Novigradu to mało powiedziane. Wieczny Ogień to symbol i duch miasta, a jego kościół to władza i organizacja grodu. Na terenie Wolnego Miasta praktycznie wszechobecny, posiadający większą świątynię w każdej dzielnicy i mrowie pomniejszych kaplic rozsianych gdzie popadnie. Poza murami, popularna religia innych królestw Północy, ze szczególnym uwzględnieniem Redanii, a im dalej od Novigradu tym więcej jej odmian, często tak różniących się od pierwotnych założeń kultu, że ocierających się wręcz o herezję. Popularne wśród biskupów Płomienia powiedzonko mówi, że im dalej od Głównej Świątyni tym więcej fałszywych ognisk, to znaczy sekciarstwa i wypaczeń. Same oryginalne założenia prezentują się pokrótce tak: Wieczny Ogień to dawca życia i nadziei, wielki przyjaciel ludzkości. Realny znak i obecność objawiona pierwszym osadnikom na znak przymierza. Dopóty płonie, dopóty ochrania i wskazuje drogę pośród ciemności, w której czai się Zło i Nieznane. A jego słudzy i kapłani zobowiązani są podtrzymywać Święty Płomień oraz zanosić jego blask i chwałę wszędzie tam, gdzie znajdą się serca potrzebujące pokrzepienia. Wielu teologów dostrzega tutaj wyjątkową zbieżność z założeniami innej popularnej religii Kontynentu, mianowicie kultem Kreve. Niebezzasadnie zresztą, bo kapłani Wiecznego Ognia mają najwięcej wspólnego (zarówno pod względem historycznym jak i na gruncie dogmatycznym) właśnie z krevitami. Do tego stopnia, że ci ostatni zwykli spekulować, czy sam Wieczny Ogień nie jest w istocie znakiem lub inkarnacją ich własnego bóstwa. Świeccy religioznawcy utrzymują, że religia ta jest w istocie lokalną wariacją kultu Kreve, zaanektowaną przez pierwszych osadników z powodów użytkowych, dla uzyskania większej autonomii i podniesienia prestiżu osady. Co bardziej śmiali dodają też, że kult Ognia inspirowany był elfimi wierzeniami związanymi z żywiołami oraz naturą, ale rzadko kiedy zachowują tą śmiałość w pobliżu któregoś z kapłanów. Od skądinąd pokrewnego i względnie mu życzliwego (jak na swoje standardy) kościoła Kreve, kult Ognia odróżnia większy pragmatyzm. Związane jest to wspomnianym organizacyjnym charakterem religii, której przedstawiciele koncentrują się na dbaniu o mir i porządek Wolnego Miasta. W ramach utrzymania go w tak dużym skupisku zróżnicowanych i koegzystujących ze sobą kultur, wykazują się praktycznym zmysłem oraz tolerancją, o którą nie podejrzewałby ich ciemny lud, zapamiętujący ich wyłącznie przez pryzmat rozpalonych stosów. W rzeczywistości cięci są przede wszystkim na herezję oraz otwarte praktykowanie czarnoksięstwa. Z którymi to potrafią sobie w razie potrzeby całkiem skutecznie radzić, często z wykorzystaniem środków i aparatów, stanowiących główne źródło nieładnych stereotypów na ich temat. Te ostatnie zwalczają już z mniejszą skwapliwością, częstokroć wykorzystując je na swoją korzyść, ażeby wzbudzać strach w czarnych sercach grzeszników.
Wyznawcami Wiecznego Ognia są przede wszystkim wdzięczni za opiekę mieszkańcy Wolnego Miasta, niezależnie od rasy lub stanu, choć kupcy, rzemieślnicy oraz każdy kto posiada w mieście własny interes, dziękuje mu gorliwiej niż reszta. Kapłanów wiary można rozpoznać głównie po czerwonych szatach oraz wyszytymi na nich lub noszonych na łańcuszku emblematach Płomienia. Ich cuda oraz modlitwy związane są przede wszystkim z żywiołem ognia, wykrywaniem magii oraz przydawaniem majestatu tudzież walką ze złem i klątwami. Główny nurt religii utrzymuje raczej obojętne stosunki z innymi wyznaniami oraz życzliwą neutralność w stosunku do pokrewnego mu kultu Kreve.

A skoro o nich mowa, kościół Kreve jest kultem równie starym i podbojowym co sama ludzkość. Kapłani tego wojowniczego bóstwa utrzymują, że pierwsi z nich towarzyszyli osadnikom już podczas Lądowania, na krótko po przybyciu najmłodszej z ras do tego świata władanego przez Starsze Ludy. Nic zresztą dziwnego, bowiem okres największej potęgi oraz świetności tej religii przypada na podbój Kontynentu, kiedy to wojowniczy krevici, przewodnicy młodej ludzkości mogli swobodnie krzewić swą wiarę zarówno ogniem jak i mieczem, często z sobie właściwym fanatyzmem dopuszczając się masowych zbrodni, nierzadko genocydów zamykających drogę do dialogu między rasami oraz możliwość pokojowego współistnienia na długie lata i dekady. Wbrew krwawej i niechlubnej z punktu widzenia pacyfistów przeszłości, Kreve uosabia nie tylko wojnę oraz ludzką dominację. To także bóstwo stanowczości i zdecydowanego działania, nie tylko pod postacią ataku, ale przede wszystkim w obronie zbudowanego ładu oraz porządku. Atrybutem Kreve jest także żywioł ognia, a jego szczególnym znakiem — piorun, stąd bywa też niekiedy określany przydomkiem Gromowładnego. Podstawowym nakazem jego kapłanów jest walka ze złem, rozumiana zarówno w kontekście moralnym jak i osobowym zagrożeniem, przeważnie potworom, upiorom, demonom lub innym stworzeniom pokoniunkcyjnym, a nawet owocom występnego czarostwa. Większość Krevitów jeszcze w trakcie nowicjatu zostaje wyposażonych w wiedzę jak takie zło należy zwalczać. Przede wszystkim w nią, bo plotki o rzekomym szkoleniu regularnych kapłanów w posługiwaniu się bronią bywają mocno przesadzone. Stricte zbrojnym ramieniem kultu jest związany oraz zaprzyjaźniony z nim Zakon Białej Róży opierający swoją regułę na dogmatach i wierze w Kreve oraz częstokroć wspierający kościół w jego polityce i działaniach. Co do samej polityki, należy nadmienić, że kapłani Kreve prócz intensywnego misjonarstwa (w ostatnich latach niekoniecznie zbrojnego) na wszystkich frontach Kontynentu, niezwykle chętnie oraz skutecznie parają się dyplomacją oraz doradztwem. Drzewiej surowe reguły kultu znajdujące uzasadnienie w konieczności przetrwania ludzi jako gatunku w nowym, niepoznanym świecie stanowiły podstawy reguł tworzących prawodawstwa pierwszych społeczności. Konsekwencje tego stanu rzeczy widoczne są po dziś dzień na monarszych dworach i w politycznych kuluarach. Choć krevici od dawna nie są jedynymi doradcami królów i możnych, wśród wielu społeczeństw, zwłaszcza religijnych i tradycjonalnych, nadal zwykło cenić się ich rady. Często w opozycji do podszeptów rezydujących przy władcach czarodziejów, którzy bardziej niż tylko w powszechnym mniemaniu stanowią naturalnych wrogów sług Gromowładnego.
Oprócz kapłanów, wiarę w Kreve chętnie praktykują żołnierze, rycerstwo, mężni paladyni oraz ludzie lubiący ryzyko. Niestety nie brak tu również miejsca dla zelotów, dewotów oraz zwykłych wariatów na tle religijnym wierzący w przydzieloną im od bóstwa misję lub Rychły Koniec Wszystkiego. Po religię chętnie sięgają także ci, którzy żywią niechęć do magii, czarodziejstwa lub samych czarodziejów. Wyznawcy wśród ras innych niż ludzka zdarzają się tu bardzo rzadko i zwykle są to krasnoludy. Kapłanów można poznać po tym, że zwykli golić głowy (całkowicie lub w tonsurę), choć nie jest to jednolitą regułą. Pewniejszymi dystynkcjami są białe lub brunatne szaty, a także wyobrażające błyskawice motywy i symbole w ubiorze lub biżuterii. Specjalizują się w modlitwach chroniących ode złego, egzorcyzmach oraz przydających odwagi i inspiracji swym wyznawcom. Utrzymują pokojowe i w miarę dobre stosunki z Kultem Wiecznego Ognia. Źle układa im się natomiast z druidami, a z awersją (zwykle niejawną) lub przynajmniej lekceważeniem zwykli też odnosić się do kultu Melitele i całej reszty, w myśl zasady „kto nie jest ze mną”...

Bogini Melitele, zwana również Wszechmatką, lub Potrójną Boginią ze względu na reprezentujące ją trzy aspekty-postacie, którymi są Dziewica, Matka oraz Starucha. Podobnie jak w przypadku Kreve, religioznawcy uważają ją za bóstwo powstałe w toku konsolidowania się wyznań oraz idoli o podobnych atrybutach, w tym wypadku tellurycznych. Poza dosłowną troistością przejawiającą się żeńskim pierwiastkiem, bogini posiada dwie dodatkowe domeny jakimi są urodzaj oraz natura. Nie ustępuje pozostałym ludzkim kultom pod względem wieku, co więcej uważa się że sięga jeszcze dalej, bo aż dawnych wierzeń elfów i niziołków, uważanych za wchłonięte części składowe jej obecnego kształtu i interpretacji. Dla swych wyznawców bogini jest przede wszystkim matką. Cierpliwą, a przy tym łagodną, kochającą każde żywe stworzenie bez wyjątku nawet pomimo cierpień i frasunków, których jej przysparzają. Choć kult nie miesza się do polityki i trudno nazwać którąkolwiek z jego rozsianych po Kontynencie siedzib szczególnie wystawną, cieszy się niemałą popularnością a przy tym poważaniem zarówno ludzkich i jak i nieludzkich społeczeństw. Wpisane w jego dogmaty uniwersalne wartości zakładające poszanowanie wszelkiego życia przysparzają mu wielu wyznawców i sympatyków, podobnie jak odzwierciedlenie tych ideałów poświęceniem oraz faktycznymi umiejętnościami kapłanek gotowych życie chronić, nie szczędząc przy tym własnych sił ani zdrowia. Słynne na cały Kontynent uzdrowicielki służące Wszechmatce faktycznie znają się na rzeczy, będąc doceniane nawet przez najbardziej ze świeckich lekarzy i uczonych, a bywa że i czarodziejów. Choć nigdy nie obnoszące się ze swoją władzą oraz wpływami, te skromne, nierzadko wszechstronnie wykształcone kobiety składają się na siłę, której nie zmogą nawet najbardziej zahukani prorocy i apostołowie skrywający się za bielonymi murami świątyń i własnej demagogii.
Swoje modły do Potrójnej Bogini wznoszą przede wszystkim kobiety, choć także rolnicy, drwale, hodowcy, lekarze i ich pacjenci. Kapłanki religii zwykle można rozpoznać po jasnych lub białych szatach przepasanych sznurem oraz włosach zaplecionych w warkocz. Podobnie jak w wystroju świątyń Wszechmatki, trudno doszukać się w strojach jej służek symboli czy sakralnych ozdób. Zdecydowana większość zgromadzeń wierzy, że bogini obecna jest w otaczającej nas przyrodzie, nie zaś w zbytkach i relikwiach. Obdarzone mocą kapłanki Melitele są zdolne leczyć rany oraz łagodzić cierpienie także siłą swojej wiary. Przez inne duże wyznania religia ta traktowana jest przynajmniej tolerancyjnie, a wyjątkowo dobrze odbierają ją nurty pokrewne symbolicznie lub ideowo, jak chociażby druidyzm lub kult Freyji.

Innym bóstwem płodności i macierzyństwa, często uznawanym za wyspiarski odpowiednik Melitele (albo wręcz tę samą boginię) jest Modron Freyja, znana również pod imieniem Wielkiej Matki. Założenia kultów oraz większa część ich aspektów (w tym potrójna postać obydwu bogiń) oraz dziedzin (płodność, miłość, urodzaj, uroda) dodatkowo pogłębiają to pokrewieństwo. Freyja pozostaje także patronką wróżbitek oraz jasnowidzek, co symbolizuje dwójka jej świętych zwierząt, pod których postaciami bogini ma podróżować po świecie śmiertelnych. Mowa o kocie, który dostrzega ukryte oraz sokole, który widzi z wysoka. Kapłanki bogini oprócz uzdrawiania zajmują się także wróżeniem oraz utrzymywaniem świętych, przeznaczonych Modron gajów porastających Skellige. Osoba bogini jest także częścią rozbudowanej wyspiarskiej mitologii, w zależności od podań przedstawiana zazwyczaj jako matka lub opiekunka legendarnych herosów, którzy dali początek późniejszym klanom.
Modron Freyja czczona jest przede wszystkim na Skellige, choć pewnie zdarzają się wyjątki od tej reguły. Podobnie jak kapłanki Melitele, służki Wielkiej Matki mogą liczyć na przychylność druidzkich kręgów, często wspierających ich wysiłki w utrzymaniu leśnych sanktuariów.

Obrazek

Bluźnierczy i tajemny kult Lwiogłowego Pająka znanego też pod imieniem Coram Agh Tera na Północ miał jakoby trafić z dalekich, egzotycznych krain. Przywieziony do Loredy w Geso w roku 1161 przez kupca imieniem Abrosio, zaistniał po raz pierwszy jako licząca osiem osób sekta, rychło rozrastająca się o nowych członków, głównie zblazowanych przedstawicieli miejscowego patrycjatu, przyciągniętych jego perwersyjną osobliwością. Żarty oraz lekceważenie kultu skończyło się w momencie, gdy w wyniku śledztwa miejskich urzędników oraz lokalnych kapłanów okazało się że do nowo utworzonego wyznania należy już większość rady miejskiej oraz starszyzny cechów miasta. Podjęto represje oraz środki zapobiegawcze, zupełnie poniewczasie, jako że bractwo Corama niby nowotwór zakaziło już zdrową tkankę społeczeństwa i z powodzeniem rozszerzało się na inne miasta i krainy. Działając zza kulis, przy pomocy szerokiego wachlarza dywersji, wliczając w to skrytobójstwa, terroryzm oraz czarną magię podporządkowywali sobie kolejne społeczności, poczynając od ich elit. Wpisane w kult destabilizacja ładu społecznego oraz manipulacja stały się głównymi (obok romansowania z mrocznymi sztukami) powodami, dla którego wyznawcy Lwiogłowego Pająka są do dzisiaj czynnie zwalczanym zagrożeniem, zarówno przez władze świeckie jak i duchowne (zwłaszcza krevitów). I nie dziwota, biorąc pod uwagę, że Coram Agh Ter, zwany przez wyznawców Wielkim Tkaczem jest bogiem śmierci nagłej i gwałtownej oraz Tym, który przędzie nić ludzkich losów. Jego kultyści wierzą, że na jego sieć składają się tysiące, jeśli nie miriady żywotów, połączonych ze sobą krętymi pasmami splotów, które ich bóstwo — w geście swej łaski jest w stanie objawiać swym sługom, dając im szansę na ich interpretację. Cała ta duchowa, wszechogarniająca sieć wymaga jednak organizacji i porządku, którzy wierni wyznawcy pomagają utrzymać, sterując polityką i wpływając na losy świata oraz bardziej bezpośrednio, to jest „przecinając nici żywotów” czyli planowanymi morderstwami wymierzonymi w nieprzyjaciół kultu, osoby wskazane przez wizje lub takie, których śmierć pozwoli odnieść zgromadzeniu określoną politycznie korzyść. Choć bractwo Coram Agh Tera jest kultem straszliwym i ponurym (zwłaszcza dla obserwatora z zewnątrz), a odwołującym się do symboliki śmierci oraz budzących grozę rytuałów, oferuje swoim zwolennikom dziedziny wiedzy oraz przyjemności nieznane innym religiom i niedostępne tradycyjnymi metodami. Stanowi także ryzykowne, choć niezwykle skuteczne narzędzie sięgania po władzę lub do umacniania dotychczasowej. Nie brak w nim wysoko postawionych osób: polityków, dyplomatów, szlachty i ludzi ambitnych, pnących się po szczeblach drabiny społecznej. Obecni w niemal każdym większym mieście Kontynentu kultyści nauczyli się świetnie ukrywać z powodu czyhających na nich represji wśród których kara śmierci nie jest bynajmniej tą najgorszą. Ich oficjalne świątynie są nieliczne, zwykle zlokalizowane na odludziu bądź zabezpieczone potężną magią, która nie daje do nich przystępu profanom oraz nieprzyjaciołom. Wyznawcy w zdecydowanej większości spotykają się w ukryciu, często zmieniając miejsca spotkań lub kamuflując je jako zamknięte polityczne spotkania przedstawicieli wyższych sfer.
Oprócz polityków oraz ludzi posiadających określone wpływy Lwiogłowy Pająk posiada wielu wyznawców pośród tych, którzy zawodowo zajmują się odbieraniem życia: płatnym zabójcom, wyszkolonym asasynom, najemnikom czy mordercom. Ludzie ich talentu i profesji zawsze znajdą zajęcie wewnątrz struktur i hierarchii kultu. Podobnie zresztą jak wszyscy ci, którzy dysponują przydatnymi umiejętnościami, wliczając w to te nadnaturalne. Wyznawcy oraz duchowni zwykli ubierać szaty, zwykle czarne lub szkarłatne, wyposażone w kaptury (czasem razem z maskami), lecz wyłącznie podczas sekretnych ceremonii. Podobnie rzecz ma się z biżuterią, wyobrażająca przeważnie pajęcze motywy, choć na co dzień, w obawie przed dekonspiracją nie stosują żadnych ozdób. Kapłani Coram Agh Tera specjalizują się przede wszystkim w klątwach, choć nieobca jest im także sztuka iluzji oraz przewidywania przyszłości. Inne religie mają ich w najlepszym wypadku za śmiertelne zagrożenie, a najzajadlejszych przeciwników znajdują w szeregach kultu Kreve. Złośliwi mówią, że przez zazdrość o wpływy.

Wielkie Słońce to symbol oraz najpopularniejsze wyznanie Cesarstwa Nilfgaardu, ustanowione oficjalną państwową religią jeszcze za panowania cesarza Torresa. Jak sama nazwa wskazuje, jest to kult solarny, czerpiący garściami z podległych mu domen życia, światła i urodzaju lecz także potęgi i majestatu. Swoje święta oraz ceremoniały wywodzi w dużej mierze z dawnych elfich tradycji, a jego dogmaty oraz założenia pozostają zaskakująco zbieżne z tymi, które znaleźć można również w kulcie Kreve i Wiecznego Ognia (od czego przedstawiciele tych ostatnich regularnie się odżegnują). U podstaw zarówno Wielkiego Słońca jak i Wiecznego Ognia leży legitymizowanie władzy oraz uczynienie z posługi kapłaństwa niemal formy urzędu, często posiadającego dodatkowe, cywilne uprawnienia. Oficjalna religia Nilfgaardu jest związana z rodziną cesarską oraz podległym jej imperium przynajmniej w równym stopniu co kult Płomienia z Wolnym Miastem oraz jego mieszkańcami. Obydwa kulty znajdują też podobieństwo w praktycznym podejściu do innych wyznań oraz zróżnicowanej kulturowo ludności — wolno wyznawać co się chce, jednakże to oficjalna religia jest tą uprzywilejowaną i należy jej się szacunek, a okazjonalnie podatek. Z kolei ideowe paralele kultu Wielkiego Słońca i religii Gromowładnego Kreve nasuwają się same: ekspansywność oraz supremacja. Powszechny na ziemiach cesarstwa pogląd głosi, że prawdziwy Nilfgaarczyk kłania się wyłącznie Wielkiemu Słońcu, nierozerwalnie związanemu z dobrobytem imperium oraz jego mieszkańców. Wśród kapłanów obowiązuje ścisła hierarchia związana z aparatem władzy, na szczycie której stoi sam cesarz, uważany jednocześnie za najwyższego kapłana religii, a poniekąd również i jej pomazańca. Całość kultu zorganizowana jest w duchu złożonej, choć działającej bez zarzutu biurokratycznej machiny cesarstwa z podziałem na naczelnictwa, prowincje oraz rangi. Podobnie jak w przypadku kapłanów Nordlingów, kultyści Wielkiego Słońca są na ogół dobrze wykształceni, a niekiedy nawet lepiej zorientowani w prawnych niuansach. Nic zresztą dziwnego biorąc pod uwagę, że przyjęcie do wspólnoty to dla wielu obywateli cesarstwa kolejna ścieżka kariery pozwalająca uzyskać prestiżowe stanowisko i wynikający z niego status.
Wyznawcami Słońca deklarują się mieszkańcy cesarstwa i prowincji, niezależnie od wykonywanego zawodu lub pochodzenia. W tej liczbie obywatele sceptyczni lub religijnie indyferentni, którym zależy na karierze, jako że oficjalna deklaracja innego wyznania potrafi przekreślić szanse na większość państwowych posad i urzędów, w tym świeckich. Bogactwo kultu przejawia się w ubiorze jego kapłanów, odświętnych białych szatach wyszywanych złotem, srebrem i uzupełnianymi takąż samą biżuterią. Modlitwy, które zwykli zanosić do swojego bóstwa pozwalają im wzbudzać autorytet, poznawać ludzką naturę oraz przemagać moce ciemności swym blaskiem. Stosunek religii do kultów Nordlingów jest obojętny, a niekiedy szowinistyczny, każący postrzegać im bóstwa ludów Północy jako podejrzane lub barbarzyńskie.

Trudno jednoznacznie zaklasyfikować druidyzm będący w istocie czymś pośrednim między magią, kapłaństwem a filozofią. Ceremoniał, organizacja świąt oraz wewnętrznego podziału i hierarchii przyjmującego formę kręgów jest ściśle religijna. Cała reszta opiera się na zgłębianiu wiedzy oraz tajników magii rozumianej w bardziej tradycyjny, niekoniecznie sakralny sposób, zwykle jako ukierunkowanie woli poparte praktyką i predyspozycjami. Według druidów wszystkie stworzenia od myszy po mastodonta, wliczając w to rasy rozumne są dziećmi Matki Natury i to Natura oraz ukryta w niej Moc rządzą otaczającą je rzeczywistością. Na świecie panuje stan idealnej równowagi, każdy gatunek ma swych naturalnych wrogów, każdy jest też naturalnym wrogiem dla innych. Zachwianie tej równowagi, przejawiające się na przykład bezmyślnym mordowaniem zwierząt lub nadmiernym wycinaniem drzew może prowadzić do katastrofalnych skutków. Co więcej, większość druidów uważa także, że nadmierne tępienie potworów oraz gatunków uznawanych za niebezpieczne jest w perspektywie szkodliwe, bo powodujące nadmierny rozrost ludzkiej populacji, a w rezultacie — degenerację całego gatunku. Poglądy te, w połączeniu z ekologicznymi zapędami jemiolarzy, nakazującymi ograniczać do minimum wpływ na naturalne środowisko nie przysparzają im popularności pośród władców oraz możnych żyjących z przemysłu a także drwali czy myśliwych. Zatroskani o przyrodę i przyszłość świata druidzi, w szczególnych i dobrze uzasadnionych przypadkach nie wahają się sami wykorzystywać sił natury, sprowadzając masowe plagi lub manipulując pogodą w taki sposób, by wymóc na igrających z równowagą włodarzach określone ustępstwa i ugody. Symbolem uosabiającym naturę jest dla druidów dąb — święte drzewo, które wyrosło na Kontynencie jako pierwsze, z nasion przyniesionych przez fale, dając początek wszystkim innym lasom oraz schronienie dla zwierząt.
Druidzkie ideały nieobce są wielu mieszkańcom Kontynentu, zwłaszcza przedstawicielom starszych ras, jednakowoż druidami zwać mogą się wyłącznie ci, którzy poddani próbom wykażą magiczne predyspozycje i zostaną wcieleni do któregoś z kręgów. Ci którym dany będzie ten przywilej, przywdziewają zwykle białe szaty, przystrajając skronie wieńcami z jemioły a szyje amuletami w kształcie sierpów, choć detale ubioru mogą różnić się w zależności od wspólnoty. Druidzi to także świetni magowie oraz uzdrowiciele, a ich zaklęcia służą niesieniu pomocy naturze, w tym ludziom, choć w razie konieczności nie wahają się również sięgnąć po plagi lub niszczące siły żywiołów. Jeśli chodzi o stosunki z innymi religiami, utrzymują bardzo dobre układy z kapłankami Melitele, a tradycyjnie nie lubią z Krevitami, z którymi regularnie dzielą ich sprzeczne interesy.

Wiara w nauki Proroka Lebiody to stosunkowo młody nurt quasireligijny powstały już po ugruntowaniu się pozycji panteonu Kontynentu. Trudno jednoznacznie orzec prorokiem którego z bóstw miał być Lebioda, wszelako liczne sekty lub Krevici (zwłaszcza młode odłamy) częstokroć uważają go za własnego świętego. Co zresztą nie ma większego znaczenia, bo choć głoszący swe mądrości prorok nie negował istnienia bogów, oddając im co boskie, nie stawiał też żadnego z nich na piedestale. Nauki Lebiody zostały spisane przez jego uczniów oraz zawarte w Dobrej Księdze — popularnym na północy Kontynentu dziele o charakterze dydaktycznym, składającym się z licznych podań i przypowieści zawierających uniwersalne moralne pouczenia na temat życia. Nie jest to tekst stricte religijny, choć znaleźć w nim można rozważania zarówno na temat rodzaju ludzkiego jak i natury bogów. Dla wielu mieszkańców Północy stanowi natchnione uzupełnienie ich wiary, dla reszty kolejne dzieło filozoficzno-etyczne albo zwykły stek bzdur. Ci którzy traktują niniejszy tekst bardziej serio, starają się żyć wedle zawartych w nim przykazań, a nawet wyczekują zmartwychwstania samego Lebiody, mającego ponoć powrócić na Kontynent w blasku chwały.

Obrazek
Wierzenia elfów to przede wszystkim pierwotny cykl natury oraz odradzającego się życia. Przyjmujące niekiedy spersonifikowaną formę jak w przypadku Dana Méadbh lub nieokreślonego ducha przyrody. Dawnym, choć obecnie coraz częściej zapominanym zwyczajem elfich myśliwych jest modlitwa za upolowane zwierzę, mająca na celu przebłaganie duszy upolowanej ofiary, by ta przebaczyła łowcy i zaniechała zemsty. Poza tym wśród wolnych elfów istnieje cała masa pomniejszych wierzeń i drobnych rytuałów mających podstawy u głębokiego związku tej rasy z naturą i magią.

Krasnoludy nie wyznają żadnego konkretnego bóstwa, a te mieszkające wśród ludzi tylko z rzadka przyjmują, którąś z nowszych religii. Alternatywną formę religijności wśród brodatego ludu stanowi tradycja kultu przodków. Dbałość o zmarłych członków rodziny znać tu przede wszystkim po bogatych grobowcach oraz pogrzebach, będących wystawnymi, często wielodniowymi ceremoniami. Zmarłym wkłada się do sarkofagów ulubione przedmioty, a groby pielęgnuje oraz znosi na nie ofiary, na przykład w postaci jadła i napoju. W chwilach życiowej trudności lub wymagających podjęcia ważkiej decyzji, niektóre krasnoludy zwracają się w duchu do szczególnie bliskich lub zasłużonych dla klanu protoplastów, prosząc by zechcieli natchnąć ich swą siłą lub mądrością.

Niziołki najczęściej czczą obecnie Melitele, a ich pierwotne bóstwo, posiadające atrybuty pokrewne do Potrójnej Bogini, przypuszczalnie zostało wchłonięte przez jej kult w toku asymilacji kulturowej.

Wyznające etos nauki i pomysłowości gnomy to w większości ateusze, agnostycy a w najlepszym wypadku deiści, wierzący w nieokreślonego demiurga, sprawcę wszechrzeczy, którego proszą niekiedy o natchnienie do stworzenia wiekopomnego dzieła lub wynalazku, który zostanie zapamiętany przez potomnych. W pewnym sensie religijne są też prastare gnomie prawa, których niuanse i meandry są zagadką dla wszystkich poza nimi samymi. Sporo w nich zasad, odwołań do tradycji, nakazów i zakazów, wszelako mało który gnom bierze je sobie do serca, jako że zwyczajowo zwykło powoływać się na nie tylko po to, by wykręcić się od dodatkowej roboty lub zaciągu do wojska.

Skellige oprócz Modron Freyji posiada całą bogatą mitologię oraz własny panteon legendarnych herosów, w większości potomków jeszcze bardziej legendarnego Hemdalla, który powróci wraz z pianiem Kambi oraz nadejściem Czasu Końca aby stanąć do Ragh Nar Roogu — Ostatniej Bitwy podczas której zmierzy się z przybyłymi na Naglfarze upiorami Mörhoggu. Starcie to będzie decydujące dla przyszłych losów światu oraz pokaże czy zapanuje na nim nowy świt czy na zawsze pogrąży się on w wiecznej nocy.

Niewiele wiadomo o religijnych zwyczajach Zerrikańczyków poza istnieniem w ich stronach zwyczaju oddawania czci smokom oraz idolom z ich podobiznami. Nieliczni badacze tej tajemniczej kultury utrzymują, że nawet swoją nazwę kraina wywodzi od imienia legendarnego Zerrikantermenta — prastarego smoka i obrońcy tych ziem, uznającego ich mieszkańców za jednych ludzi na świecie godnych tego poświęcenia oraz powierzającego ich w opiekę swemu potomstwu.

Poza tym jak Kontynent długi i szeroki, wszędzie natknąć można się na zróżnicowane przejawy mniej lub bardziej zorganizowanych kultów. Niektóre z nich to wyłącznie lokalni, strażniczy idole, pozostałości pierwszych zrębów religijności w danym rejonie, utrzymywane przez przesąd lub tradycję. Czasem trafiają się przypadki sekt czy herezji będącej mieszaniną któregoś z tradycyjnych bóstw lub kilku naraz. Nie brak też osad i wiosek ukrytych nieopodal prastarych lasów lub w cieniu dawnych ruin, gdzie kultem oraz nabożną czcią otaczane są żywe relikty przeszłości. Potężne i wiekowe istoty zrodzone z magii, ocalałe z koniunkcji lub najprawdziwsze demony.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław