Sylwetki miasta Novigrad

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 395
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Sylwetki miasta Novigrad

Post autor: Ivan » 22 mar 2018, 23:14

WŁADZE NOVIGRADU

Obrazek
Roderyk Poncjusz IIwielki hierarcha miasta Novigrad, następca Cyrusa Engelkinda Hemmelfarta — miłościwie pełni swą funkcją od czterech lat. Śmierć poprzedniego hierarchy oraz jego sukcesja zbiegła się postanowieniami Pokoju Cintryjskiego i gwałtownym przetasowaniem władz oraz układu sił na Kontynencie. Publiczne kwestionowanie naturalności tamtego zgonu to ponoć najszybsza droga do spotkania się z zamkowym szpiegmistrzem oraz katem. W przeciwieństwa do wolnomyślicielskiego i sympatyzującego się z nilfgaardzkimi wpływami Hemmelfarta, Poncjusz II powszechnie uchodzi za potulnego populistę. Bicz i łańcuch Novigradu dzierży namiestnik. Stary hierarcha zaś okazyjnie widywany jest poza murami palatium, kiedy się go odkleja od tronu, żeby wygłosił orędzie i pomachał motłochowi w swojej ozdobnej, wysokiej czapce. Gawiedź przezywa go „Staruszkiem” i darzy wcale dużą miłością, co jest zasługą przeprowadzanych od czasu do czasu przez kościół Wiecznego Ognia akcji charytatywnych w imieniu hierarchy, obcałowywania niemowląt i incydentalnego spoufalania się z miejskim pospólstwem.



Obrazek
Chapelle — Nieśmiertelny Chapelle, gadają ludziska. Mija kolejny rok kilkunastoletniej hegemonii namiestnika wśród władz miasta, a nie widzi mu się nawet osiwieć. Oczyska ma wiecznie zaczerwienione, twarz niezdrową, szarą, ale stalowoszare, zimne spojrzenie zachowuje ostre jak u młodzika. Takie też pozostaje jego podejście do pełnionej funkcji. Chapelle budzi strach i poważanie nawet wśród najwyższych dostojników. Trzyma Novigrad w kupie stalowym chwytem. Niektórzy mawiają, że gdyby nie on, miasto dawno osunęłoby się do morza. Iści, namiestnik nie przebiera w dostępnych środkach, by utrzymać spokój oraz porządek w obrębie murów grodu, a jego uwadze nie umknie żadne podejrzane indywiduum. Jego ekscelencja Poncjusz II nie podrapie się po zadzie bez aprobaty Chapelle, zaś członkowie Rady nawet o tym samodzielnie nie pomyślą. Ci, którzy pamiętają rządy namiestnika sprzed wybuchu pierwszej wojny z Nilfgaardem, wspominają, że i tak złagodniał. Każe mordować tylko skazanych sądem na śmierć. Zazwyczaj.




Obrazek
Szef regimentuKent von Kimmel, generał wszystkich garnizonów i jednostek straży miasta Novigrad. Dowódca na zamkowej kordegardzie, podlegający jedynie bezpośredniemu zwierzchnictwu namiestnika. Straszak na Radę, wyzłośliwiają się plotkarze. Nie do końca niesłusznie, bowiem kto ma poparcie wojska, ten ma prawdziwe narzędzie władzy, a całe lokalne wojsko poszłoby za von Kimmelem do piekła. Ten zaś słucha jedynie rozkazów Chapelle. Profesjonalnie chłop na schwał, redański weteran kompanii wojennej przeciwko Nilfgaardowi oraz bitwy pod Brenną, setnik i dowódca dywizji kawaleryjskiej „Skrzydło”. Wybitny strateg, od czasu objęcia pozycji specjalizujący się w taktykach oblężenia. Prywatnie straszny skurwysyn, którego uwielbiają wiarusy, a oficerowie srają przedeń po piętach. Podobno heretyk, pluje na Wieczny Ogień, ale darzy szacunkiem Chapelle. Wielokrotnie oskarżany o rasizm i podżeganie anty-nieludzkich nastrojów w szeregach miejskiej straży.





W skład najwyższych kręgów władzy grodu wchodzi także Rada Wiecznego Ognia, do której wybiera się czterech starannie wyselekcjonowanych członków Kolegium, wyszukanych osobiście przez hierarchę miasta. Czyli namiestnika Chapelle. W tej kadencji są to Emeryk Schaft, Patrycjusz Joachim — zwany Złotym Janem — kanclerz Messere oraz Ferevinius, wielebny arcykapłan diecezji samej Wielkiej Szpicy.

LUD NOVIGRADU

Obrazek
Kulawy Dietere, łaskawca Dietere, Dietere gospodarz nad gospodarzy, dobroczyńca i szanowny kierownik. W środy, piątki i niedziele kuśtyka na prawą nogę, w pozostałe dni tygodnia na lewą. W ogóle nie kuśtyka, kiedy ktoś próbuje się oddalić od szynku bez uiszczenia zapłaty. Walczył pod Brenną i nad Jarugą, w słynnej bitwie na moście. Dał w pysk wiedźminowi. Jest ojcem dwudziestu pięciu bękartów w siedmiu różnych królestwach oraz jednej prowincji. Znawca win z Touissant. Erudyta, absolwent akademii w Oxenfurcie, w tym tytułowany doktorem habilitowanym nauk medycznych. Amputuje kończynę tępą piłą w dwadzieścia trzy sekundy. Skończony kłamca, ale za każde dziesięć kopperów na blacie będzie gadał dalej. Właściciel niesławnej karczmy „Pod Pręgierzem”, wie wszystko i o wszystkich, ino nie wtedy, kiedy pytają bagiety. Jego piwo to szczyny, jego gospoda to rudera, jego sienniki to worki z pchłami, a jego czapa to bóbr, nie wilk. Broda śmierdzi mu dymem, a wszędy toczy zaczerwienionymi, kaprawymi, podkrążonymi oczami, osadzonymi w twarzy, która widziała już wszystko, co świat ma do zaoferowania. Trzeźwy wygląda jeszcze gorzej.


Obrazek
Matylda Blaumm, czyli „Syrena z Novigradu”, zwana też Kwiatuszkiem. Zaiste, śliczna, rumiana i krągła gospodyni własnej tawerny staje się obiektem westchnień marynarzy od jednego krańca Wielkiego Morza po drugi i przyczynkiem częstych kolejek w pobliskim zamtuzie. Pozostaje bowiem równie niedostępną, co zakonne nowicjuszki i całkowicie nietykalna. Nie ma głupca w całym wielkim porcie, który odważyłby się podnieść rękę na właścicielkę „Kelpie”. Pewnie odpadłaby mu sama z nadgarstka. Ten zagadkowy stan rzecz zdaje się trwać od lat, lecz szanowana niegdyś rodzina Blaummów, której miejsce kiedyś podobno znajdowało się na salonach Nowego Miasta, zawsze ceniła sobie swoje tajemnice. Chodzą słuchy, że pewni bankierzy są w stanie poświadczyć o horrendalnie wysokiej sumie, która przewędrowała do skarbu miasta po upadku majątku rodu za żywota dziadka Blaumma, a w czasach poważnego kryzysu. Jedyna pozostała dziś przy życiu przedstawicielka rodziny przędzie sobie skromny, wygodny byt, zarządzając przejętą po jakimś biednym nieboszczyku tawerną. Mieszka w kamieniczce obok z mężem — cieślą, trójką potomków oraz rudym kotem.


Obrazek
Matka Katara jest być może drugą, zaraz po namiestniku, budząca największą powszechną grozę osobistością w Novigradzie. Cięgiem wyprostowana, cięgiem elegancka, zadbana i nosząca się z godnością arystokratki, a wyraz niezadowolenia podobno towarzyszy jej pięknej niegdyś, pobrużdżonej przez czas twarzy od świtu, aż do pory spoczynku. Nigdy nie ogłosiła swego pochodzenia, nigdy nie wyjawiła nazwiska, jakie nosiła przed przyjęciem tytułu kapłanki. Stali bywalcy chramu Melitele oraz wierni wyznawcy określają ją mianem „bezpośredniej”, zagorzali poplecznicy „rozsądnie stanowczej”, przeciwnicy „jadowitą mantykorą”, zaś nowicjuszki ze świątyni odmawiają udzielania komentarzy. Bez względu na to, jakich kontrowersji nie wzbudzałoby jej usposobienie, czcigodna zdaje się mieć wyższe cele, aniżeli budowanie publicznego wizerunku. Znana jest z tego, że doprowadziłaby Biały Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów do płaczu jak złajanego uczniaka, ale przede wszystkim z tego, że rannych, chorych, głodnych i wynędzniałych pierwej spróbuje wydrzeć piekłom pazurami, zanim pozwoli, by ludzie umierali w murach jej przybytku. Przez ostatnią dekadę nie zdarzyło się, by odprawiono kogoś w bramie chramu. Nie zdarzyło się, by azylu odmówiono człekowi, nieludziowi, bandycie czy panisku, by jednego sadzano na słomie, a drugiego na piernatach. To również budzi kontrowersje. Naczelna kapłanka zręcznie lawiruje w zawikłanej polityce władz i religii Novigradu, lecz grono wiernych obawia się o losy lokalnego kultu Melitele, gdy jej zabraknie.

Obrazek
Arnold Florent — niesławny człowiek wielkich namiętności, sam powszechnie je wzbudzający, od miłości po nienawiść. Nilfgaardczyk z pochodzenia, z wykształcenia zdolny muzyk i obywatel świata, a sercem deklaruje się być oddanym obywatelem miasta Novigrad. Regularnie udowadnia to hojnymi darowiznami na rzecz grodu. Ten melancholijny miłośnik wina, elfich dziewcząt i dźwięków lutni przy wieczerzy w niepublikowanych porównaniach uchodzi za jednego z najniebezpieczniejszych członków globalnego półświatka. Oskarża się go, między innymi, o posiadanie na rękach krwi większej liczby ofiar, niźli Chapelle i wszyscy jego poprzednicy razem wzięci. Nigdy nie miał jednak w ręku nic ostrzejszego od noża do masła, zaś cały oficjalny dorobek właściciela „Jedwabnego Szlaku” zamyka się w jednej grzywnie za opóźnienie w odprowadzeniu podatku od działalności publicznej. Nieoficjalny otwierają liczne przypadki zastraszeń, wymuszeń, sprzedaży poufnych informacji i szantaży, a zamykają fortuny rozpływające się w powietrzu po wpłaceniu na zagraniczne konta.



Obrazek
Bank Vimme Vivaldiego to instytucja, nie tylko bank, a Vimme Vivaldi jest jej czołowym reprezentantem. Dystyngowany krasnolud w słusznym wieku, o słusznych rozmiarów brzuchu i starannie wypielęgnowanej, białej brodzie to bezkonkurencyjny wzór nowoczesnego bankierstwa, cieszący się wśród kupców, przedsiębiorców, ludzi finansjery i mieszkańców Nowego Novigradu prestiżem nieosiągalnym dla pozostałych nieludzi. Zasłużenie. Vivaldi dba o dobre imię swego rodu — prowadzącego filie w trzech największych miastach handlowych na Północy — niestrudzenie, podtrzymując legendę o niezawodności krasnoludzkiego interesu. Zaiste, Vivaldi po prostu nie zawodzą. Nigdy. Umieszczony w alejach Nowego Miasta przybytek działa niczym mechanizm zegarowy, a jego właściciel — szalony zegarmistrz, z pietyzmem doglądający każdej śrubki. Filia zdołała przetrwać już za jego czasów wojny, kryzysy i krachy. A przede wszystkim, wzbogacić się na nich. Vimme Vivaldi znany jest również z lukratywnej współpracy z zamożnym klanem niziołków oraz personalnych kontaktów z namiestnikiem Chapelle. Ponoć ma dyspensę na wizyty nie dość, że na salonach „Passiflory”, to i „Jedwabnego Szlaku”. Ponoć nie bywa w żadnym z nich.

Obrazek
Hugo Vimmleit — właściciel znamienitego zajazdu „Trzy Lwy”, wybudowanego w Nowym Mieście. A także zakładu ubezpieczeniowego „Ósma Belka” i licznych składów towarowych, i małej floty handlowej, i prywatnej manufaktury ciżem. Jak na człowieka w tak młodym wieku, lista jego osiągnięć jest nieprawdopodobna. Pięć lat od śmierci swego ojca — pończosznika, Vimmleit pomnożył rodzinny majątek ponad dziesięciokrotnie. Co gorsza, wszystkie te zasługi zdają się być efektem autentycznej zaradności i pracowitości przedsiębiorcy. Tego licznym jest za wiele. Żaden z zarzutów machlojek, przestępstw ani wykroczeń nie został nigdy Vimmleitowi udowodniony, pomimo setek prób. Jego sukcesy płyną z legalnych interesów, a jego reputacja pozostaje nienaruszona. Prawdą jest, że słynie z wyrachowania, bezwzględności i piekielnej zajadłości, i nie należy do grona osób, które pozwalają się panoszyć konkurencji. Są i tacy, którzy twierdzą, że genialny młodzieniec ze swymi ambicjami dąży z wolna do zdominowania całego rynku Novigradu oraz stworzenia największej konfederacji handlowej na Północy. Liczni twierdzą, że czeka go gorzki los swoich poprzedników — inni, że przy wpływach, jakie posiada na politykę grodu, Vimmleit ma tę możliwość w zasięgu.


Artykuł autorstwa Licho.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław