„Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 343
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

„Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Ivan » 01 maja 2018, 19:35

Obrazek
„Co drugi dom ma magiczny zamek przy drzwiach, a trzy czwarte ludzi nosi amulety, najrozmaitsze, przeciw złodziejom, pchłom, zatruciom
pokarmowym, zliczyć nie sposób.”
Wieczny Ogień



Wyróżniający się na tle innych – bo strzelisty i zbudowany na planie elipsy – ogrodzony budynek w sąsiedztwie Zwierzyńca, stojący na południu Nowego Miasta. Ci, którzy nie wyczytali jego przeznaczenia z którejś z mosiężnych tabliczek zawieszonych na metalowych kratach okalającego go płotu, dowiedzą się tego od wyobrażonej pośrodku bramy wejściowej głowy maszkarona, pytającej odwiedzających o personalia oraz cel ich wizyty. Pomyślna introdukcja przed magicznym mechanizmem skutkować będzie otwarciem bramy oraz możliwością przejścia żwirową alejką do części właściwej całego przybytku. Imponująca liczba ksiąg wypełniających podpierające ściany regały, piętrzące się na każdej wolnej powierzchni, tablica z wyrysowanymi na niej kredą niezrozumiałymi dla profanów wykresami, słoje i flakonu z alkoholem z zatopionymi w środku organami, flakami i innymi paskudztwami. Poza tym całe mnóstwo świec, mozaikowana podłoga, kilka innych instrumentów i kuriozów rodem z wystawy osobliwości, ciężkie od kurzu gobeliny i arrasy, nawet wypolerowana, ceremonialna zbroja w kącie. Nie wiada ile z tych rzeczy ma tutaj faktyczną użyteczność, które trzymane są gwoli sentymentu, a które wyłącznie po to, by robić wrażenie na niezorientowanych w niuansach czarnoksięstwa klientach swoją mnogością i przepychem. Pewne jest natomiast to, że pod względem gustu odnośnie wystroju mistrz Hasenclaver ma prawo uważać się za typowego czarodzieja. Gości oraz klientelę, przeważnie dobrze sytuowaną, podejmuje zza biurka ustawionego na tle składającej się z kilku okien witryny, we wnęce na podwyższeniu, do którego prowadzi kilka kamiennych schodków. W przeciwieństwie do reszty pomieszczenia, nie uświadczy się tu kurzu, bibelotów ani niczego rozpraszającego uwagę. Omawia się tutaj szczegóły zamówień lub pożądanej przez klienta ekspertyzy w kwestiach materia magica, rzecz jasna w granicach środków, rozsądku oraz wtajemniczenia aktualnego zleceniodawcy. Oferuje się tutaj przede wszystkim asortyment przydatny na wyposażeniu bogatszych sklepów, banków oraz instytucji: magiczne, mówiące kołatki na drzwi i bramy, czarodziejskie zamki na drzwi, okna i sejfy, prostsze przyrządy do komunikacji na odległość, niezwykle użyteczne do porozumiewania się w nagłych przypadkach filiom międzynarodowych interesów. Nie mniejszą popularnością cieszą się też amulety, skuteczne w leczeniu pomniejszych dolegliwości, w podróży oraz ochronne. Posiadające atest, gwarancję a także (w przeciwieństwie do niektórych wyrobów oferowanych na tutejszych bazarach) działające. Co w oczywisty sposób winduje ich cenę. Cała reszta usług podlega negocjacjom i tyczy się zwykle magicznej obróbce i konserwacji bardziej wartościowych przedmiotów: antyków, dzieł sztuki, a niekiedy broni oraz narzędzi, które umagicznione przy procesie produkcji mogą zyskać dodatkowe właściwości już jako finalny produkt ciesząc się wyższą czystością składu, ostrością lub trwałością.

Zarówno magia jak i niejedna dziedzina rzemiosła jest nieobca Revérienowi Hasencleverowi, będącemu jednym z pierwszych i nielicznych czarodziejów, którzy postanowili osiąść na stałe w Wolnym Mieście, wyrabiając magiczną licencję na użytek komercyjny oraz znosząc niesprzyjające członkom konfraterii warunki oraz wysokie podatki nakładane na ich działalność. Patrząc z perspektywy czasu, ta odrobina poświęcenia przyniosła mu całkiem wymierne korzyści, a prosperujący od kilku lat interes popularność oraz uznanie nawet w kupieckich kręgach miasta. Sam Revérien jest mężczyzną o wyglądzie szpakowatego, dobrze utrzymanego czterdziestolatka, ubierającym się prosto i elegancko, w spodnie, wamsy i koszule, stroniącym od szat i obszernych rękawów, w przeciwieństwie do pomady do włosów oraz zarostu, zaczesywanych oraz nienagannie przystrzyżonych. Jak na czarodzieja zaskakująco towarzyski oraz pozbawiony zwyczajowej wewnątrz bractwa buty oraz elityzmu. Gości zwykle podejmuje osobiście, lecz pracuje już tylko w samotności, gwoli skupienia oraz poszanowania tajemnic swych arkanów. Jeżeli w jakiejś sprawie nie może pomóc osobiście, odsyła do któregoś ze swoich rozlicznych kontaktów, za co jak niesie wieść, też inkasuje niemały procent. W ostatnich latach doczekał się nawet własnego ucznia, młodego praktykanta przysłanego mu tutaj z Ban Ard. Młodzieńca imieniem Hektor, którego można dostrzec niekiedy, gdy krząta się na półpiętrze lub z lepszym lub gorszym (a na pewno nieprzewidywalnym) rezultatem usiłuje zaczarowywać niektóre sprzęty, aby wykonywały prace za niego. Co tłumaczyłoby wszechobecny brak całych mioteł na terenie pracowni.

Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 21 maja 2018, 1:18

Kocię, które próbowała zwabić jeszcze pod bankiem Cianfanellich, nawet jeśli bez niecnych intencji, nie dało się kupić byle gównem w rodzaju mowy-trawy i źdźbła tegoż samego materiału. Kociak mógł sobie być jeszcze młody i uroczy, ale wychowała go ulica wiec swoje wiedział.
Dlatego zbliżył się, ale tylko na moment i bardzo ostrożnie, krytycznie obwąchując kiwający się badyl, po czym miauknąwszy cienko, dał drapaka w pobliskie krzaki, nie czekając na przypał. To znaczy na to, że miłośniczka kotów narobi mu siary przed kumplami z dzielni, biorąc go na ręce i zagłaskując na śmierć. Tudzież urażona odmową uzna go za wyjątek w swojej miłości do całego świata i sięgnie po bardziej zwyrolskie i nieeleganckie metody.

Pracownia mistrza Hasenclavera, proszę się przedstawić i podać cel wizyty. W razie chęci zakupu nowego towaru, zakołacz raz. W przypadku renowacji i naprawy, zakołacz podwójnie. Zaklinanie przedmiotów i katalizowanie półproduktów, zakołacz trzykrotnie. Zlecenia indywidualne i specjalne zamówienia, zakołacz razy cztery. Konsultacje i identyfikacja, pięć razy. Reklamacje i zwroty proszę sygnalizować sześcioma kołataniami lub nadsyłać drogą pisemną. Aby odsłuchać instrukcji ponownie, wypowiedz głośno „powtórz”. Jeżeli chcesz umówić się na spotkanie w innym terminie, zostaw wiadomość. — Tym co przemawiało była metalowa głowa maszkarona — ni to diabła, ni to nietoperza wyobrażona w centralnej części bramy oddzielającej Lottę od pracowni i jednocześnie domostwa novigradzkiego czarodzieja.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 07 cze 2018, 16:26

Najmłodszy z grona kotów, które miały szczęście przeciąć w ostatnim czasie swe ścieżki z uroczą poetką, zapewne nawet nie wiedział, jak mądrze postąpił, dając drapaka w krzaczory. Gdyby tylko okazał się odrobinę mniej czujny, czekałby go los gorszy od laboratoryjnego szczura – jeszcze tego wieczora stałby się prezentem dla drugiego po starszeństwie kota. Tego rudego jak zgryzota. Zagłaskanie na śmierć mogło wtedy nie być jego największym problemem. Ale cóż, nie ten, to inny. Lotta rzuciła za kociakiem krótką wiązanką obelg, po czym wzruszyła ramionami i poszła sobie precz. Przecież nie zepsułaby sobie humoru taką błahostką.

Trochę się denerwowała, bo miała przeczucie, że usługi Hasenclavera mogą nie być na jej chudą kieszeń, ale z drugiej strony słyszała, że to facet, z którym zawsze można się dogadać. I to też zamierzała w razie czego uczynić. Dogadać się. Jak nie z nim, to z tym młodym asystentem z Ban Ard, który mu tu podobno pomagał. Może w razie czego on był bardziej podatny na dogadywanie się?

Pomimo pogardy, jaką Burza żywiła wobec czarownic z Aretuzy i całej tej obrzydliwej magii, widok wieży Czarodzieja wzbudzał w niej pewną tęsknotę. I nieważne, że na służbie u Amalii było jej przecież źle, że naprawdę nie było za czym wypłakiwać oczu, że ucieczka stamtąd była jak oddech wolności. Pobyt tam to była jednak jakaś stabilność, prawda? Mądrzy uczeni powiadają, że z czasem wspomina się rzeczy jako lepsze niż były naprawdę, przez co głupie sentymenty mącą ludziom w głowach i każą wracać to tego, od czego z wielkim wysiłkiem uciekli. Do zatęchłej chałupy, która nagle jawi się im jako bajkowy domek pośród złotych zbóż. Do dawnego kochanka, którego wady z czasem znikają, a pamięta się już tylko to, jak mówił, że kocha. A więc może... A gdyby tak... A jeśli Hasenclaver potrzebowałby jeszcze kogoś do pomocy i nauki? Nie nie, to absurd, zupełna głupota.

Cud techniki, który strzegł wejścia do pracowni Mistrza, skołował Burzę na tyle, że musiała odsłuchać instrukcji jeszcze dwa razy, by w końcu zdecydować się na pięciokrotne stuknięcie kołatką.

— Dzień dobry. — Popatrzyła prosto w oczy diabła. — Burza. Znaczy, Lotta Ysayee. Potrzebuję pańskiej pomocy. Dostałam w spadku pewną rzecz i nie mam pewności, co to jest, ale chyba coś magicznego i... No właśnie, chciałabym się dowiedzieć, co to za rzecz, tylko nie wiem, ile to będzie kosztowało...
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 07 cze 2018, 19:43

Zapraszam do środka — odezwał się w odpowiedzi maszkaron pośrodku bramy, której skrzydła z metalicznym szczękiem i bez niczyjej pomocy rozpostarły się przed poetką, otwierając jej drogę na podwórko. Diabeł-nietoperz okazał się być także i dżentelmenem, bo słowem nie wspomniał przy tym o kosztach i pieniądzach.
Im więcej żwirowej alejki prowadzącej do budynku pokonała Lotta, tym wyraźniej dostrzegała, że pomimo swojej strzelistości daleko mu było do wieży. Oglądając go z tej odległości można byłoby nawet zaryzykować stwierdzenie, że w swym ogólnym kształcie przypomina nawet świątynię, choć nie wiada, kto bardziej obraziłby się o takie porównanie, czy mistrz Hasenclaver czy kapłani.
Tak czy inaczej, jeżeli niepewność nie zeżarła Burzy jeszcze przed bramą ani nie nakazała jej zawrócić w połowie drogi, a ona sama nie zdecydowała się z niej zboczyć, by na przykład szukać kolejnych kociąt na podwórku mistrza magii, to mogła łacno znaleźć się za progiem jego pracowni. Jeżeli w tym miejscu nie opadły ją wątpliwości, to zrobiły to przynajmniej unoszący się w powietrzu kurz, widoczny przez sączące się z okien na drugim końcu sali światło słońca.
Śmiało, proszę wchodzić. — Głos, który zachęcił ją do wejścia w głąb pracowni nie był już sztuczny i metaliczny. Był lekko chropowatym barytonem, w którym pobrzmiewał dzień wczorajszy, który ciągle jeszcze nie wywietrzał z głowy lub przynajmniej kazał spać do południa. Jego emiterem był starszawy raczej mężczyzna naznaczony dwudniowym zarostem, przyczesaną w pośpiechu grzywą szatynowych włosów, noszący na sobie coś w rodzaju przewiązanego pasem szlafroka z grubej tkaniny.
Tędy. Na podwyższenie, do biurka — poinstruował, wychodząc z boku, zza prowadzącego na piętro portalu między dwoma biblioteczkami, mrużąc oczy o nieco sinych obwódkach, gdy skierował się prosto w ścianę światła, która biła od wskazanego przez niego kierunku.
O matko... — wychrypiał ledwie słyszalnie, osłaniając oczy dłonią, a gestem drugiej zmuszając zasłony do tego, by ochroniły go od słońca i wypełniły pomieszczenie przyjemnym cieniem. Docierając do biurka jako pierwszy, rozparł się wygodnie na stojącym za nim siedzeniu, a pierwszym co zrobił kiedy już usiadł, było sięgnięcie po stojący na blacie cynowy puchar i opróżnienie go jednym haustem, równie sprawnie co Messer dowiadujący się o śmierci Jakerta.
Hasenclaver. Do usług. To co panią... Sprowadza do mnie... No — zagaił, z trudem łapiąc oddech po solidnym łyku. Najwyraźniej zdając sobie sprawę, że nie grzeszy ani wyjściowością ani elokwencją, zmitygował się nieco i pospieszył z wyjaśnieniem. — Sporo ostatnio pracuję. Do późna.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 17 cze 2018, 21:30

— Dzień dobry.

Interesantka przycupnęła na brzegu krzesła po przeciwnej stronie biurka i uśmiechnęła się nieśmiało do Hasenclavera. Jego niewyjściowość miała w jej oczach jakiś urok. Znacznie lepiej porozumiewała się z ludźmi tego rodzaju niż ze sztywnymi, oficjalnymi i wykrochmalonymi od stóp do głów. Ach, i jeszcze ten głos. Chropowaty, z rodzaju tych, których Lotta słuchała z przyjemnością, do których miała słabość. Zdziwiło ją to wszystko, bo po przywitaniu przez magicznego maszkarona zdążyła wyobrazić sobie, że panuje tu znacznie mniej swobodna atmosfera.

— Przepraszam, jeżeli przychodzę nie w porę. Jeśli nie ma pan czasu, to... to ja mogę kiedy indziej, ale... No ale, nie wiem, to chyba jest ważne. — Dziewczyna wzięła głęboki wdech i przeszła do rzeczy. — Odziedziczyłam właśnie pewną rzecz. Nie wiem, co to, ale boję się, że może coś niebezpiecznego. Wiem, że istnieje jeszcze drugi egzemplarz i jest w rękach kogoś naprawdę nieodpowiedzialnego. Muszę wiedzieć, co to jest, do czego służy, skąd pochodzi. Jeśli pan mi nie pomoże, to nie wiem kto.

Mosiężna pieczęć z tajemniczym znakiem złamanego krzyża i gwiazdą o dziewięciu ramionach z cichym brzęknięciem zawirowała na blacie. W końcu spoczęła nieruchomo w oczekiwaniu na wyrok.

— Mówi to coś panu?
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 18 cze 2018, 0:56

Biorąc głęboki wdech jej niezgorsze zresztą zmysły przebiły się na moment przez wszechobecną w powietrzu mieszankę woni kurzu i papieru, docierając do czegoś jeszcze. Subtelnego w swej ilości i kojarzącego się z miejscami o atmosferze najswobodniejszej z możliwych.
Korzystając z okazji Mistrz Hasenclaver sam pozwolił sobie na nad wyraz bezpretensjonalne westchnięcie oraz zapadnięcie się w swym siedzisku, z dłonią zupełnie przysłaniającą mu oczy. Chociaż nie wyglądało to na pozycję sprzyjającą przyjmowaniu interesantów oraz składanych przez nich suplik, zastygły w niej czarodziej, choć nieruchomy, odnosił się do słów dziewczyny w sposób zdający się być zupełnym przeciwieństwem minionego wieczora. Trzeźwy, znaczy się.
Proszę się nie frasować. — Każdy wyraz padający z jego słów wydobywał się powoli, dokładnie szlifowany papierem ściernym wyściełającym akuratnie jego usta oraz gardło. — Zlecenia przyjmuję z miejsca, ale sama realizacja może wymagać czasu.
Przedmiot zainteresowania poetki wirował jakiś czas na blacie, a gdy w końcu przestał przy wtórze powtórnego brzęku, Hasenclaver odjął dłoń od oczu i sięgnął poń, unosząc go na ich wysokość i mrużąc je w stanie wskazującym na głębokie skupienie lub coś kompletnie odwrotnego. W końcu, gdy dotarło do niego, że trzyma przedmiot w ręce, a skurcz źrenic nieco ustąpił, naprawdę przyjrzał się przedmiotowi.
Nie mam pojęcia — zabrzmiała opinia eksperta. — Ale magii w tym za koppera. Nie wiem też skąd pochodzi, ale na pewno nie od nas. Nasze produkty mają gwarancję i nie wyczerpują się tak łatwo. Na pani miejscu złożyłbym reklamację — poradził poważnie, obracając mosiężny krążek w dłoni. — Uch, gdzie pani to kupiła? I co to miało robić? W sensie tak domyślnie. — Maestro sztuki magicznej chyba nie dość przetrawił pytania poetki oraz inne rzeczy, które trafiły niedawno do jego głowy, jako że odpowiadał na nie niemal tymi samymi.
Tymczasem ruch. Gdzieś na półpiętrze i znajdującej się tam galeryjce. Lotta nie słyszała niczego, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nie byli tutaj sami.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 20 cze 2018, 0:03

Dziewczyna westchnęła raz jeszcze, tym razem ciężko i powoli, ale wciąż zachowując spokój. Zbliżyła się, nachyliła nad biurkiem i popatrzyła Mistrzowi prosto w oczy, niemal przyszpilając go wzrokiem, by upewnić się, że tym razem jej słowa na pewno do niego dotrą.

— Nie kupiłam tego. Nie kupiłam. Rozumie pan? Dostałam w spadku. Odziedziczyłam po kimś. I nie wiem, co miałoby robić. Nie mam pojęcia. Tego właśnie usiłuję się dowiedzieć od pana. Nie ma w tym magii, rozumiem. I nigdy nie było? Czy mogła kiedyś być i się wyczerpać? Da się to jakoś rozpoznać, prześledzić? A może to coś kompletnie innego, nie wiem, znak jakiejś tajemnej organizacji? Muszę to wiedzieć, naprawdę muszę. Proszę mi pomóc, jest pan moją jedyną nadzieją.

Z przygryzioną wargą i skupieniem w oczach Lotta wpatrywała się w Hasenclavera, szacując w myśli, czy nie zadała mu niechcący zbyt wielu pytań za jednym zamachem, dopóki coś jej nagle nie rozproszyło. Jakiś ruch na galeryjce? Czyżby uczeń czarnoksiężnika rozrabiał gdzieś na górze? Uniosła jedną brew i zerknęła dyskretnie w tamtą stronę.
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 20 cze 2018, 22:33

Mistrz odchylił się na oparcie swego siedziska, spoglądając na wstającą, świdrującą go wzrokiem dziewczynę przez palce. Postawiony przed nieuchronną koniecznością wysłuchania wszystkich jej pytań oraz wątpliwości. Wysłuchawszy, milczał długo, dopóty poprzedzone ciężkim westchnięciem słowa nie opuściły jego ust.
Jest możliwe.
Zapowiedź przedłużającej się niezręcznej ciszy lub kolejnej lawiny pytań sprawiła jednak, że zdobył się na wysiłek elaborowania swojego stanowiska w sprawie, z którą przyszła doń Lotta. — Znaczy się, wszystko o czym pani mówi. Ale potrzeba mi czasu. Sądzę, że warto byłoby przeprowadzić jakieś badania, może też zajrzeć do ksiąg? Tak, na pewno znajdę w nich inspirację. Byłaby pani uprzejma zostawić mi swój amulet i wpaść tu jutro przed... Po południu? — Marszcząc nos, czarodziej raz jeszcze przyjrzał się krążkowi z poważną, wieloznaczną miną mogącą oznaczać zarówno głębokie skupienie, jak i światłowstręt.
Gdzieś na górze, w kącie oka para młodych dłoni puściła drewnianą poręcz galeryjki, cofając się w cień. Rysująca się w półcieniu drobna sylwetka cofnęła się o krok, któremu towarzyszyło przytłumione, choć słyszalne tupnięcie.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 20 cze 2018, 23:02

— Dobrze. To wrócę jutro po południu. Późnym popołudniem — podkreśliła z porozumiewawczym uśmiechem na ustach. — Dziękuję bardzo za pomo... oho! Pański praktykant chyba się nudzi! — rzuciła żartem, unosząc palec, kiedy doszło ich tupnięcie z góry. — Pewnie ma za mało roboty. Ooo, kiedy ja praktykowałam u czarodziejki, to zawsze miałam pełno atrakcji, nie było czasu na próżnowanie i wygłupy! A na podsłuchiwanie dorosłych... — och, jak miło było Lotcie udawać teraz prawdziwą dorosłą! — ...to już w ogóle!

Burza naszykowała się do wyjścia. Amulet pozostawiła w dobrych, miejmy nadzieję, rękach. W każdym razie w najlepszych, jakie udało jej się znaleźć. Pożegnała się uprzejmie i skierowała swe kroki do wyjścia.

— Ach, jeszcze jedno... — przypomniała sobie. Na jej twarzy odmalował się lekki niepokój. — Ile będzie mnie ta przyjemność kosztowała?
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2018, 0:48

Czarodziej podziękował skinieniem głowy za cierpliwość i zrozumienie. Na uwagę o praktykancie wyłącznie wypuścił głośno powietrze. Szczęśliwie przodem, choć mina sugerowała, że z początku zbierało mu się na coś innego. Zakręciwszy młynka kciukami, pokiwał głową z politowaniem, samemu rzucając okiem w kierunku, z którego dobiegł niespodziewany dźwięk.
Och, naprawdę? Hem, to ciekawe — odchrząknął po raz pierwszy od jej pojawienia się tutaj, przyglądając się jej od stóp do głów i z powrotem. Widząc, że zbiera się do wyjścia, mężczyzna wstał zza biurka, by uprzejmie odprowadzić ją ku drzwiom.
Kosztować? Panią chwilowo nic. Natomiast ciebie, mój drogi UCZNIU, calutkie jutrzejsze popołudnie. Spędzone pracowicie na przepisywaniu drugiego tomu „Transformacji i metamorfoz” lub etykietowaniu komponentów. Niewykluczone, że obydwu naraz, jeszcze nie zdecydowałem. — Autorem poniższych słów była postać, która wyszła ze świetlistego obrysu portalu, który ni z tego, ni z owego pojawił się na pobliskiej ścianie. Jegomość niewysoki, niepozorny i ubrany jak podróżujący, nieuzbrojony szlachcic lub kupiec — w polowy strój w komplecie z długimi butami i rękawicami z wyprawionej skóry. Jedyną rzeczą, która odróżniała go szlachcica był brak herbu lub rodowego znaku na łosiowym kaftanie, bo z pewnością nie sposób poruszania. Gracko i bez żenady przedefilował przez pomieszczenie, z naturalnym wdziękiem zawodowego szermierza, a być może i tancerza. Krótko i po męsku, uściśnięciem wyciągniętej dłoni, przywitał się z Lottą.
Revérien Hasenclever — ograniczył się do krótkiej introdukcji, po czym pozbywając się kaftana, zostając w samej białej koszuli, wskazał w kierunku biurka, przy którym stał dotychczasowy Hasenvlever. Z dosyć nietęgą miną. — Za mało roboty. Niedostatecznie dużo atrakcji — skwitował z uśmiechem, wspierając pięść o biodro. — Jestem dokładnie tego samego zdania. Ba, powiem więcej. Mój przyjaciel i wybitny uzdrowiciel Lucio Villamizar jest gorącym zwolennikiem hipotezy, że nuda może być śmiertelna. Ma nawet kilka udokumentowanych przypadków, akurat pisze pracę na ten temat. — Mag zechciał podzielić się swoim spostrzeżeniem, stojąc ramię w ramię z poetką, nie przerywając taksowania impostora niczym gówniarza złapanego z ręką w słoiku z ciastkami. — Przepraszam za ten godny pożałowania incydent. Poleciłem Hektorowi opiekę nad pracownią pod nieobecność. Rozumiem, że zależało pani na konsultacji bezpośrednio ze mną.
Oszczędzając pani czasu, który zmarnowała pani bezowocne próby porozumienia się z mym uczniem pragnącym imponować moim klientkom oraz przyjezdnym podając się za mnie, nadmienię że widziałem i słyszałem przebieg większości rozmowy, która miała tu przed chwilą miejsce.— objaśnił, a odwracając się do Hektora dodał jeszcze — Wiem też o tym, co miało tu miejsce w ostatnich dniach kiedy byłem poza miastem. I nie sądź, że będzie ci to odpuszczone.
Tak czy inaczej. — Mistrz Revérien przeszedł się w kółko po pomieszczeniu, splatając dłonie za plecami. — Podejmuję się zadania. Osobiście i niezwłocznie. To znaczy, zaraz po uregulowaniu pilnych, niecierpiących zwłoki spraw, które zmusiły mnie do powrotu. Co oznacza, że termin ekspertyzy oraz jej ewentualna wycena będzie gotowa na dziś wieczór. W przypadku tej ostatniej wezmę oczywiście pod uwagę nieprofesjonalność, której udało mi się przed chwilą zapobiec. Znaczy się, może liczyć pani na upust. Ze swojej strony prosiłbym wyłącznie o dyskrecję, rozumiem że nie jest pani z miasta? Albo przynajmniej jest w nim pani od niedawna? — upewnił się, na moment przerywając nieprzerwany ciąg zdań, którymi sypał od swojego nagłego i niespodziewanego zmaterializowania się pośrodku pracowni. Zupełnie swobodnie rozeznając się w zastanej na miejscu sytuacji i natychmiast przechodząc nad nią do porządku dziennego. Widać przywykł lub był człowiekiem skrajnie praktycznym. W oczekiwaniu na odpowiedź pozwolił sobie odmaszerować nieco w kierunku biurka, kontrolując stojący na nim puchar i przyglądając mu się krytycznie pod światło, wciąż z trudem przedzierające się tu przez zasłony.
Ktoś jadł z mojej miseczki. Ktoś spał w moim łóżeczku — zanucił pod nosem, rozglądając się czy wszystko jest na swoim miejscu. — Ej Hektor, Hektor, aleś ty głupi — dodał ciszej, choć nadal słyszalnie, wyglądając bardziej na rozbrojonego niż złego. Mimo to sam Hektor minę miał nietęgą. Wiercił się w miejscu, nie wiedział co począć z rękami, wycierał je co rusz o spodnie lub pocierał nimi kark. Patrząc na niego trudno było nie odnieść wrażenia, że szykuje się na właściwą reprymendę, która zostanie mu udzielona tak szybko jak poetka przekroczy próg tej pracowni. Na razie miał fart. Przynajmniej tak długo jak mistrz zajęty był obecnym gościem, kontrolowaniem swoich sprzętów oraz przyniesionego przez poetkę przedmiotu. Akuratnie obracał go w palcach, wyraźnie zainteresowany.
Zdaje się, że wspominała pani coś o praktyce? Mógłbym też wiedzieć po kim właściwie odziedziczała pani niniejszy artefakt?

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 21 cze 2018, 12:58

Cała zaistniała tu właśnie sytuacja rozłożyła młodą poetkę na łopatki. Ładny numer wyciął ten cały Hektor. Serdeczny śmiech Lotty, jaśniejszy po stokroć od blasku portalu, w którym zjawił się prawdziwy pan domu, w półmroku pracowni zamigotał tysiącem barw. A tysiąc nowych pytań przywiał wiatr.

— Dzień dobry panu! Jestem Lotta Ysayee. To prawda, w mieście przebywam od niedawna — potwierdziła, wciąż roześmiana i rozbawiona. — Nic nikomu nie rozgadam, słowo, ale bardzo proszę w zamian nie karać Hektora zbyt dotkliwie. — Dziewczyna ukradkiem posłała niemądremu uczniowi krzepiące mrugnięcie. — Proszę pomyśleć, jak ogromnie biedaczek musi pana podziwiać, że aż zapragnął znaleźć się w pańskiej skórze! Co za uroczy, choć nieporadny komplement. Ja na pana miejscu byłabym wzruszona, nie rozgniewana!

W praktykancie, który zapragnął odetchnąć od codziennej poniewierki i zażyć nieco splendoru życia swojego Mistrza, poetka jak najbardziej wyczuwała pokrewną duszyczkę. Szczerze zapragnęła się z nim zaprzyjaźnić.

— Owszem, praktykowałam chwilę u Amalii Koriss. Zna ją pan może? Nauka szła mi całkiem dobrze, ale w końcu, nie bez łzawych pożegnań, zdecydowałam się ją opuścić. — Lotta jak zwykle kłamała w żywe oczy, bo nawet ona sama nie miała najmniejszych wątpliwości, że u czarodziejki szło jej najgorzej na świecie, a w kwestii odejścia trudno było podjąć inną decyzję, skoro usłyszało się od mentorki kategoryczne "PRECZ Z MOJEGO DOMU". Łez było faktycznie wtedy pod dostatkiem. Łez upokorzenia i wściekłości. — Cóż! Inna magia mnie przyciągnęła i nie umiałam się jej oprzeć. Magia muzyki i poezji. No i tym się teraz trudnię. Ach, właśnie! W związku z powyższym dzisiaj wieczorem nie mogę przyjść, mam występ, więc nie musi się pan aż tak ogromnie spieszyć. Będę jutro, dobrze?

Burzy rzadko kiedy przechodziło przez myśl, że mogłaby trzymać język za zębami i nie dzielić się z nieznajomymi całą swoją burzliwą przeszłością (czy też raczej jej koloryzowaną i upoetycznioną wersją). Nie nauczyła się jeszcze ostrożności, bo wierząc w piękno świata i dobroć napotkanych ludzi wciąż była ufna jak dziecko. Właściwie zazwyczaj się to sprawdzało.

— Ten przedmiot... dostałam to po mężu. — W bezczelne łgarstwo o małżeństwie z Jakertem Lotta naprawdę niemal już sama wierzyła. Gdyby ją kto zapytał, odmalowałaby bez zająknięcia szczegóły weselnej nocy i krój swojej ślubnej sukienki. — To ma znaczenie?
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2018, 14:55

Czekający jak na stracenie Hektor, słysząc próby poetki wstawienia się za nim u nauczyciela, przeniósł na nią swój wzrok, dając jej wyraźne sygnały w postaci kręcenia głową oraz unoszenia dłoni. Wysłuchujący jej propozycji Hasenclaver uśmiechnął się tylko uśmiechem, w którym więcej było politowania niż grzeczności, a pokrewna duszyczka przejechała sobie ręką po twarzy. Twarzy, której zmęczenie dniem wczorajszym, nieogolony zarost i podkrążone oczy zdecydowanie dodawały wieku.
Nie osobiście — odparł zagadnięty o Amalię mistrz, z grzeczności nie wchodząc w nieistotne szczegóły zarówno znajomości jak i przedkładania przez dziewczynę magii muzyki i poezji nad konwencjonalne czarnoksięstwo. — Wedle uznania. Może zjawić się pani jutro. Ekspertyza, o którą pani prosi nie jest natychmiastowa, ale też bynajmniej nie czasochłonna.
Po mężu — powtórzył czarodziej, po krótkiej chwili milczenia i oględzin pieczęci, tym razem okiem uzbrojonym w powiększający okular, po tym jak zdawkowym gestem zmusił zasłony, by rozsunęły się i wpuściły do środka więcej światła, ku wyraźnej udręce Hektora. — Ma znaczenie, jak najbardziej. Proszę nie poczytywać tego jako wścibstwa, ale każda dodatkowa informacja lub poszlaka może okazać się użyteczną dla analizy. Interesują mnie przede wszystkim szczegóły wejścia w posiadanie niniejszego przedmiotu przez pani męża.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 21 cze 2018, 15:58

Mimo dobrych chęci Lotty Hektor chyba i tak miał już przechlapane, a znając doskonale paskudne charaktery czarodziejskich mistrzów i jeszcze paskudniejsze sposoby, na jakie się one objawiały wobec nieposłusznych uczniów, niedoszła czarodziejka dała sobie spokój i postanowiła nie pogarszać już sytuacji hultaja-praktykanta. Rzuciła tylko na niego jeszcze raz okiem, usiłując odgadnąć jego wiek. Tak z ciekawości.

— Niestety nie wiem nic o wspomnianych przez pana okolicznościach. Nie wiem nic na temat tego przedmiotu. Mąż pozostawił to razem z paroma innymi drobiazgami w bankowym depozycie, który dzisiaj odebrałam. Wnioskuję więc, że to coś ważnego i cennego, skoro nie trzymał tego w domu, tylko w skrytce u Cianfanellich. Pod okiem jakiegoś Messera, który, nawiasem mówiąc, oddał mi to raczej z ulgą. O istnieniu tego depozytu mąż poinformował mnie dopiero na łożu śmierci — przywołując to przykre wspomnienie, Lotta koniuszkiem małego palca otarła łzę z kącika oka — no i polecił mi to zabrać. To wszystko, co jestem w stanie na ten temat powiedzieć.
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 174
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Dziki Gon » 22 cze 2018, 0:53

Odgadywanie wieku czarodzieja od odgadywania wieku czarodziejki różniło się większą łatwością oraz tym, że ewentualne pomyłki rzadko kiedy były liczone w dekadach. Przyglądając się chłopaczkowi Lotta nie mogła oprzeć się wrażeniu, że oto ogląda swojego rówieśnika lub kogoś, kogo rodzice pozwolili sobie na chwilę zapomnienia niewiele wcześniej od jej własnych.
Pojmuję — skwitował mistrz magii, zakończywszy wstępne oględziny i kiwając głową na słowa młodej poetki. — Wobec tego nie mam więcej pytań. Tak jak powiedziałem, po odbiór może stawić się pani w dniu jutrzejszym, będę pani oczekiwał. Jeżeli nie potrzeba pani niczego więcej, pozwoli pani że przygotuję się do kolejnej wizyty. — Prostując się, schował powierzony mu przedmiot za pazuchę kaftana, wygładzając samą przyodziewę ruchem otwartej dłoni. — Muszę też nalegać, aby druga z pań również opuściła moją pracownię. Oczywiście zaraz po tym, gdy już skończy się ubierać oraz pakować. — Ostatnie słowa wypowiedziane były z podniesioną głową, prosto w kierunku galeryjki na półpiętrze oraz majaczącym w jej wnęce zaciemnionym pomieszczeniu.

Aishele
Awatar użytkownika
Posty: 35
Rejestracja: 30 mar 2018, 18:59
Medale: 9
Miano: Burza
Rasa: Człowiek
Wiek: młoda
Złoto: 36 koron i nie tylko
Stan zdrowia: ujdzie
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=126

Re: „Mistrz Hasenclaver, magiczne amulety i zabezpieczenia”

Post autor: Aishele » 12 lip 2018, 15:55

Lotta pożegnała się z Mistrzem, ze skrywanym uśmieszkiem skinęła głową Hektorowi, a wychodząc popatrzyła jeszcze w stronę galeryjki, bo zawsze ciekawa była wszelkiej sensacji i plotki. Chodziło jej nie tyle o widok gołej baby, a raczej o jej ewentualnie interesującą tożsamość. Nie traciła jednakże czasu na zbyt uporczywe wypatrywanie, mając świadomość, że byłoby ono niegrzeczne. A ona była bardzo grzeczną dziewczynką.

Zabolały ją oczy, aż chwilę musiała postać i dojść do siebie, kiedy tak z półmroku pracowni Hasencalvera wyszła na dwór, prosto w jasne światło dnia. Choć niebo zdawało się pogodne, jaskółki całymi chmarami cięły powietrze jak nisko wypuszczone strzały. Pewnie tedy znów zanosiło się na burzę. Wiatr strącał z krzewów płatki jaśminu. Coś wisiało w powietrzu. Niby wszystko normalnie, a jakiś niemiły dreszcz przebiegał młodej artystce po plecach, jakby zza węgła obserwował ją czujnie jaki diabeł.

Lotta nie rozglądała się już ani za kotkami, ani za pszczółkami, ani za karaluchami. Nie zbaczała ze ścieżki, nie zrywała kwiatków ani nie rozmawiała z obcymi. Tak szybko i tak sprawnie, jak tylko się dało, wracała do zajazdu „Pod Knurem”, bardzo mocno próbując nie zmylić drogi.
Miłość napadła na nas tak, jak napada w zaułku wyrastający spod ziemi morderca, i poraziła nas oboje od razu. Tak właśnie razi grom albo nóż bandyty!

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław