Miejski zieleniec

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 346
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Miejski zieleniec

Post autor: Ivan » 25 lis 2018, 21:45

Obrazek
Położona w samym sercu dzielnicy ambasada pięknych okoliczności przyrody, wydarta wszechobecnemu drewnu, kamieniowi i żelazu, urozmaicająca krajobraz miasta pierwotną zielenią drzew i mnogością barw rozlicznych klombów. Miejsce spacerów par, w tym zakochanych, ostoja zadumanych samotników i miłośników literatury, bezpieczna przystań drzemiących na ławkach pijaczków oraz królestwo kotów leniwie wylegających na gałęziach lub polujących na okoliczne wiewiórki. Główne żwirowane alejki otoczone szpalerem drzew są przetykane w swym biegu mniej lub bardziej tandetnymi figurami ogrodowymi, wiodąc bez wyjątku w kierunku znajdującej się u jego zwieńczenia rzeźbionej fontannie dłuta mistrza Morisota. Nieopodal niej, w samym centrum parku, odgrodzona ścianą grabowego żywopłotu, znajduje się niewielka parkowa kaplica poświęcona Wiecznemu Ogniowi.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 312
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Miejski zieleniec

Post autor: Dziki Gon » 20 sty 2019, 23:35

Cichy wraz z Froytem w bardzo szybkim tempie znaleźli się w miejskim zieleńcu. To nie był ich pierwszy raz w Nowym Mieście, z pewnością jednak obecność w tej dzielnicy wydawała im się przynajmniej egzotyczna. To, co rzucało się na pierwszy rzut oka i co z pewnością kontrastowało z tym, co znaleźli w Porcie, oraz Starym Mieście, to dużo większa higiena i dbałość o środowisko. Otaczające ich piękne i zdobione budynki były solidne i przykuwające wzrok, a biel i świeżość kamienia, z którego je wykonano dziwacznie koiła, a także zachęcała do spaceru. Nawet takich dwóch łotrów jak Roel i jego towarzysz.
Miejski zieleniec z kolei, zachwycił tego ostatniego. Słyszał o tym miejscu niejednokrotnie, mówiło się, że tutejsze mieszczaństwo ochoczo spędza tu czas w obecności natury, oraz że jest to powszechne miejsce wszelakich schadzek, gdzie nie stroniono od ukazywania uczuć.
Froyt, który do tej pory wyglądał na zachwyconego, zaklął paskudnie, a potem zagryzł ze złości wargi.
— Amatorzy! O to, czym jesteśmy — warknął półszeptem. — Tak żeśmy się przejęli całą sprawą, że zapomnieliśmy zapytać jak w ogóle ten cały dzieciak wygląda. A tylko popatrz. Wszędzie jakieś grzdyle, gołowąsy, chmyzy... Każdy z nich mógłby być tym całym Trichterem, czy jak go tam zwą. Zaczepiając kolejno każdego tylko zwrócimy na siebie niepotrzebną uwagę.
Westchnąwszy i omiótłszy park wzrokiem, Froyt widział tylko jedno rozwiązanie.
— Musimy się rozejrzeć. Jeśli uda ci się dostrzec kogoś, kto mógłby być tym, kogo szukamy to daj znać. Podejdziemy i wypytamy. Chyżo, czas to pieniądz!

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 26
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Medale: 4
Miano: Roel
Rasa: Człowiek
Wiek: 20-25
Złoto: 230 denarów
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=139

Re: Miejski zieleniec

Post autor: Roel » 26 sty 2019, 2:15

Nowe Miasto Cichy zwykle wspominał z utęsknieniem, bo chociaż nie zabawiał w nim zbyt często, to jednak okolica była na tyle czysta, a ludzie wystarczająco cywilizowani, że łatwo było o odrobinę relaksu i zapomnienie o całej reszcie wypełnionego różnorakimi degeneratami, cuchnącego Novigradu. To właśnie w Zieleńcu – swoistej ostoi przyrody – Roel z początku lubił szkicować najbardziej. Każdego dnia działo się tu coś innego, a mimo wszystko w miejscu tym rzeczywistość wydawała się bardziej spójna, poukładana, jak gdyby każda para zakochanych smarkaczy i każdy ochlapus zagrzewający ławkę byli autentycznym uzupełnieniem tej przestrzeni.
Froyt był tutaj pierwszy raz i w mig zachłysnął się scenerią. Ten stan uniesienia nie trwał niestety przesadnie długo, ponieważ przypomniał sobie o dość ważnej rzeczy, która mu umknęła. W naturalnym dla siebie stylu postanowił winą za własne niedopatrzenie obarczyć solidarnie także i swojego kompana, do czego Roel był już przyzwyczajony, zatem nie zbulwersowało go to zanadto. Nie było zresztą sensu o nic się kłócić, a wypadało raczej naprawić błąd i przejść do działania. Szczęśliwie, zmysły Cichego były ponadprzeciętnie sprawne, więc jeżeli należało zaufać intuicji i pomóc jej nieco wytężając wzrok oraz słuch, to w pobliżu zapewne nie przebywał nikt o lepszych predyspozycjach do tego zadania, jak przybysz z południa.
Na ostatnie słowa współpracownika, ciemnowłosy mężczyzna jedynie spojrzał na niego, marszcząc groźnie brwi. Nie znosił być traktowany, niczym rozleniwiony koń pociągowy (nawet, gdy faktycznie zachowywał się czasem w ten sposób). Froyt pokajał się przez chwilę, tak na wszelki wypadek, ukazując światu popisową, głupawą minę o numerze cztery, a potem obaj przeszli do pracy. Elan Trichter, młodzieniec, ubrany snadź niezgorzej, lutnia, parobek... Cichy wiedział mniej więcej, na co powinien zwracać uwagę. Zarówno oczy, jak i uszy, trzymał szeroko otwarte. Nasłuchiwał dźwięku instrumentu, taksował wizytujących zieleniec, okazjonalnie zerkał też na towarzysza. Jeśli ich cel przebywa obecnie gdzieś niedaleko, prędzej czy później go znajdą.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 312
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Miejski zieleniec

Post autor: Dziki Gon » 12 lut 2019, 4:41

Intuicja i wytężone zmysły Cichego zdały egzamin. Starając się wyłapać charakterystyczne dźwięki lutni i upatrzyć u ich źródła człowieka, który choć w niewielkim procencie odpowiadałby bardzo ogólnej charakterystyce poszukiwanego, niezwykle szybko odnalazł Trichtera. Sam Trichter z kolei, wyglądał dalece niepodobnie do możliwego rysopisu, albowiem niezwykle trudno byłoby go sobie wyobrazić w towarzystwie jakiejkolwiek niewiasty. Był to dobrze odziany, acz cherlawy chłopak o jasnej, popielatej cerze, z którą kontrastowała obfitość wykwitów, których nie były w stanie przykryć rzadkie, zaniedbane włosy. Elan siedział na wąskiej ławce w cieniu drzew i nieco z dala od zgiełku. Długimi palcami brzdękał na strunach tworząc miłą dla ucha, melancholijną melodię.
Był sam.
Nie na długo. Bardzo niepewnie i z dużą dozą flegmatyczności, do Elana podeszła młoda dziewka o grubym, rudym warkoczu przerzuconym przez odsłonięte, obsypane piegami ramię. Nie była ubrana tak dobrze jak młodzieniec, nosiła skromną, wiosenną sukienkę, ale wydawała się być jego rówieśniczką. Urodą zaś, nieznajoma znacznie przewyższała Trichtera, nawet jeśli nie było to wyczynem. Twarz, tak jak ramię, upstrzone było piegami, spośród których wyglądała para niewinnych, zielonych oczu. Nie opuściła jej jeszcze młodzieńcza niewinność, a ona sama stała u początku pełnej, kobiecej transformacji.
Roel poczuł, że jego serce zabiło nieco szybciej. Kiedy się trochę zbliżył, zaczęły do niego dochodzić odgłosy rozmowy. W tej samej chwili do kaleki doszło, że jest sam, albowiem Froyt musiał udać się w przeciwną stronę i przepadł w gąszczu ludzi.
— ... elfia. Moja mama mi ją kiedyś grała, bardzo dobrze mi się kojarzy. Pan ojciec mi zabrania grania jej w domu.
— Oh, to niesprawiedliwe. Jest piękna. Kto by przypuszczał, że człowiek może tak dobrze oddać elfi ton tej pieśni.
Trichter zaczerwienił się nieznacznie.
— Elfy nie są takie złe.
— Nie są! Głupi każdy kto uważa inaczej — dziewka usiadła na ławce, a w jej szmaragdowych oczach zapłonął żywy ogień. — Ich kultura, dziedzictwo... Ah, wszystko to pójdzie w zapomnienie! Tyle piękna, tyle sztuki, którą pojęliby tylko najwrażliwsi. Tu w Novigradzie... Raz widziałam. Widziałam jak wieszali elfa. Łajda...
Elan chwycił ją za ramię.
— Ćśś...! Nie tak głośno. Niebezpiecznie... Niebezpiecznie jest się tak uzewnętrzniać.
— Elanie Trichterze — odpowiedziała dziewczyna, spokojnie ważąc słowa. — Chyba nie jesteś tchórzem? Nie potrafiłabym się spoufalać z kimś podobnym.
— Ja? Tchórzem? Nigdy... Przenigdy. Ah, Marietto, spełnię me obietnice. Choćbym miał umrzeć. Już niedługo zabiorę cię do twojego domu. Wszystko idzie zgodnie z planem. Potrzebuję jednak trochę więcej czasu.
— Tęsknie za Nazairem — Marietta rozmarzyła się.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław