W drodze z Rinde

Obrazek

Żyzne tereny pełne sielskich wsi i malowniczych jezior. Ojczyzna dzielnej, lecz miłującej spokój nacji. Pomimo zniszczeń wojny, królestwo podniosło się większe, bogatsze o nowe tereny, lecz obciążone wewnętrznymi problemami oraz widmem zarazy.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

W drodze z Rinde

Post autor: Dziki Gon » 13 wrz 2022, 1:05

Obrazek Wsiedli na konie, kiedy tylko udało im się dostrzec kawałek drogi. Gościniec, którym podążyli, był początkiem trasy, który miała doprowadzić ich do Wyzimy i prowadził przez podmiejskie wioski i zabudowania. Dochodziło południe, słońce stało wysoko na niebie, ale nie doskwierało żarem, przesłonione woalem poszarpanych, jasnych chmur.
Wypoczęte wierzchowce i stały grunt pod ich kopytami były dla obydwojga miłą odmianą po niedawnej rzecznej przeprawie. Podobnie jak zmiana krajobrazu. Stałym elementem tego ostatniego były toczące się tu i ówdzie budowy. Rozdziane do pasa chłopy, chude jak psy, zajmowały się bluźnieniem i stawianiem chałup. Mierzono teren krokami, grodzono płotami lub przekopywano grunta. Po drodze minęła ich także wyładowana deskami furmana.
Nie wiem, czy wiesz, ale Rinde ma interesującą historię — zagaił ni z tego ni z owego, Feretsi pogryzając suszoną kiełbasę, którą zakupił razem z prowiantem na drogę w przydomowym straganie mijanej przekupki. — Niespełna trzy dekady temu omal nie zostało zniszczone przez demona.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 486
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: W drodze z Rinde

Post autor: Juno » 17 wrz 2022, 19:24

Historia, podobnie jak wiele innych dziedzin wiedzy, to dla mnie czarna magia — odpowiedziała, obserwując mijanych mieszkańców oraz trudy ich dnia codziennego. Zastanowiła się przez chwilę, jakby to było wieść podobny żywot, mozolny i naznaczony ciężką pracą od rana do nocy. Refleksja pojawiła się szybko, a jeszcze rychlej spierzchła. Koszmar. — Przypominam, że wychowałam się w burdelu, a trzy dekady temu mówiłam na muchy „tapty”. Albo wcale jeszcze nie mówiłam. No, ale co z tym demonem, znałeś go?
Morgana zażartowała, choć w gruncie rzeczy nie zdziwiłaby się, gdyby Feretsi istotnie przyjaźnił się z jakimiś diabłami. Ostatecznie sam poniekąd był jednym.
Ach, jak miło — odetchnęła pełną piersią i choć czuć było zwierzętami z zagród i spoconymi budowlańcami, to układ sił między smrodem a świeżym powietrzem był nieporównywalnie znośniejszy niż pod pokładem. — Mam wrażenie, że siedziałam w Novigradzie ze sto lat. Chyba nie jestem stworzona do osiadłego trybu życia... Mimo wszystko. A ty? Wolisz ruch czy stały porządek?
Mieli trzy dni, by wreszcie lepiej się poznać. Czy też — by Morgana mogła bez przeszkód próbować wyciągnąć z Feretsiego więcej informacji na jego temat. Wciąż miała miliony pytań, a nie mogła mu się dobrać do głowy. Pozostawały zatem metody konwencjonalne, za którymi Temerka przepadała mniej więcej tak, jak Gaspar za słońcem — dało się znieść, ale preferowało się inne rozwiązania.
Wszystkie wampiry są takie samolubne? — zwróciła się do śledczego, gdy wiatr zmienił kierunek i zapachniało jej kiełbasą. — Daj kawałek.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2095
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: W drodze z Rinde

Post autor: Dziki Gon » 21 wrz 2022, 0:49

Czarna magia? Otóż to. Historia, o której mówię jest, przynajmniej była, dosyć znana — odrzekł Feretsi. — Swego czasu namiętnie śpiewano o niej na rynkach. Albo wystawiano spektakle, w większości kiepskie.
Obserwowani robotnicy uwijali się pod uważnym wzrokiem Morgany. Gnąc pokrzywione robotą ciała, trudzili się nad dniem codziennym. Zapytany o znajomość z demonem, Feretsi roześmiał się na głos, nie zaspokajając jej ciekawości odpowiedzią.
Sto lat — rozmarzył się wampir. — Piękny wiek. Nomen omen.
Niesiony przez objuczonego wierzchowca, z naprzeciwka nadjechał kapłan w ciężkiej szkarłatnej szacie z kapturem, z wyszytym na przedzie emblematem płomieni. Duchowny, leciwy mężczyzna, mijając ich, pozdrowił obydwoje uczynionym w powietrzu gestem błogosławieństwa. Wampir podziękował za nie dyplomatycznym skinieniem, mając na uwadze dwóch towarzszących kapłanowi rycerzy. Rycerze, niedawno przystrzyżone młodziki w pobłyskujących nowością kolczugach i czerwonych, niewyblakłych jeszcze przeszywanicach, zajęci byli nadzieją, że Gaspar nie zechce odwzajemnić powitania. Skląwszy go w myślach, a Morganę od gamratek, ruszyli dalej rozgoryczeni nudnym zadaniem, jaką była eskorta wielebnego Bretschneidera, którego między sobą przezywali „starą pierdzieliną”.
Zostałem pozbawiony podobnego wyboru — oznajmił, pogryzając kolejny kęs kiełbasy. — Gdybym wolał ruch, nie siedziałbym teraz grzecznie w siodle i nie konwersował, ale ssał tę pastereczkę po lewej. Albo opróżniał tamtego, o, panicza, który, notabene, chyba też ma nią chrapkę. A te chłopy stawiające stodołę leciałaby mnie właśnie zatłuc kłonicami.
Tylko ekkimy — odpowiedział jej zupełnie poważnie, urywając połowę pęta i podając jej z końskiego grzbietu. — Albo Bruxy. Te są najbardziej zaborcze, prawdziwe psy ogrodnika.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 486
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: W drodze z Rinde

Post autor: Juno » dzisiaj, 11:23

Chodzi ci o tę z dżinnem, trzema życzeniami i pękającą czarodziejką? — zapytała, poprawiając się w kulbace. — Przecież to bujdy na resorach. Opowiedz swoją wersję.
Kiepskie spektakle grane po ulicach Wyzimy były jedną z niewielu „wyższych” rozrywek takich dzieci, jak Morgana. Znała je wszystkie, ale jak to zwykle bywa z nędznymi przedstawieniami, znacząco odbiegały od prawdziwej wersji historii, o ile w ogóle jakaś była ich kanwą. Najczęściej były to całkowicie zmyślone opowieści dziwnej treści.
Kiedy Feretsi wybuchnął śmiechem, spojrzała na niego z uniesioną brwią i uspokajająco poklepała Szelmę po szyi. Obawiała się, by podjezdek nie wystraszył się zanadto i nie złamał szarmu, bo poniósłby ją na drugi koniec świata, albo zwyczajnie zrzucił z grzbietu.
Powiedz to dziadowi proszalnemu — prychnęła, rozbawiona uwagą o wieku. — Albo zgiętej wpół babince.
Spostrzegłszy nadjeżdżających klechów, Morgana cała się spięła. Cisek szarpnął lejce, jakby wyczuwając nastrój dosiadającej go kobiety. Na znak starego nie odpowiedziała, minęła go bez słowa, podobnie jak jego nieprzychylnie nastawionych przydupasów. „Gamratka” nie zawierała się w zbiorze akceptowanych przez nią przydomków, więc skoncentrowała się i skupiła całą swoją złość, przekształcając ją w impuls, który miał za zadanie porazić zwieracze „starej pierdzieliny”. Miała nadzieję, że cni rycerze będą musieli zmienić pieluchę wielebnego Bretschneidera własnoręcznie.
Jeśli usłyszała za sobą stękanie i okrzyki, uśmiechnęła się z mściwą satysfakcją.
Za każdym razem, kiedy mówisz podobne rzeczy, nie wiem, czy żartujesz, czy mówisz poważnie — skrzywiła się, patrząc na „pastereczkę” i „panicza”. — I zastanawiam się wtedy, czy i mnie byś „wyssał”... Wyssałbyś?
Morgana odebrała hojnie rozdzielone pęto suchej kiełbasy i zabrała się do jedzenia, choć temat nie sprzyjał dobremu trawieniu. Była jednak wygłodniała, bo na statku mało jadła w obawie przed nudnościami. Kiedy wampir nieoczekiwanie odpowiedział na to, co miało być zwykłą zaczepką, na chwilę przestała przeżuwać.
Świetnie — odparła i przełknęła. — One też mogą wyglądać i zachowywać się jak ludzie? I czy to, że są zaborcze oznacza, że potrafią kochać?
Obyś nie miał wielbicielki tego rodzaju w okolicy — dodała, uświadamiając sobie reperkusje podróżowania w towarzystwie Feretsiego, nie tylko te związane z jego demaskacją, ale i takie, których, z braku wiedzy, nie brała nawet pod uwagę. — Nie chcę oberwać rykoszetem.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław