Dukt

Obrazek
Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 30 gru 2018, 4:20

O łuku nawet teraz nie myślała. Sprawność ruchów ograniczał trochę ból po upadku, ale z kolei wzmagał ją strach, dodający sił. Gwałtowność, nawet jeśli trochę babska w ruchach, przynosiła jednak skutek; Aith robiła co mogła, a względnie efektywne drapanie ustąpiło skutecznością kopniakowi w jaja: wyrwała się, dysząc – niemal rzężąc – jak potrafiła najsprawniej. Udało się! Nawet nie uszkodził jej odzienia (druga, zapasowa koszula tkwiła sobie w jukach, a drugiej pelerynki Aith nie posiadała). Myśli wybuchnęły jeszcze ułamkowym pomysłem, czy nie odpowiedzieć atakiem, ale ciało rozpędzone tuż po zwycięskim zwarciu dyktowało reakcje: przed siebie, przed siebie, poza zasięg wrażych łap. Odpechnęła się potężnie stopą, nie bacząc na drobiazgi (jak to, czy śliskość nie spowoduje przewrócenia się w zbyt gwałtownym, bo go w pełni kontrolować, zrywie), zmusiła do jak najszybszego wstania. Nie myśłała nawet, dokąd lepiej uciekać – część jej nie chciała uciekać wcale, nie tyle niepomna niebezpieczeństwa, co żałująca straty wszystkiego co miała.
Nogi niosły w las, w ukrycie, ale do zmysłów właśnie dotarło znaczenie słów wykrzyczanych przez tego z łukiem... "Nie rób jej teraz krzywdy!"... – rozterka, w połączeniu z imperatywem działania jak najbłyskawiczniej, była pioronującą mieszanką. Jakie z niej mogły się zrodzić decyzje? Na pewno błyskawiczne i bardzo emocjonalne. Zatrzyma się – strzelą. Da nura w las – straci dobytek...
Nie – nie strzelą. Idioto! Nie zrób jej teraz krzywdy! – rozbrzmiało znów w zamroczonej napięciem świadomości.
Nie las, idiotko! Łuk i Ruta!
Kwestia sekund, być może... Można rzec, że mózg podjął decyzję za nią: łuk i Ruta. Może uda się w mgnieniu oka wypatrzeć przepadły w chaszczach łuk? A wtedy capnąć go w biegu i jakoś dotzeć bezpiecznie do konia? Kto nie spróbuje, ten się nie dowie – a Aith, choć słabsza od napastników i gorzej wyszkolona, ducha miała silnego i motywacji jej nie brakowało. Znaleźć łuk (i nie dać się złapać ponownie), i znim w garści dopaść Ruty...
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 312
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2019, 4:00

Dzikie zwierzęta w chwili zagrożenia reagują dwojako. Uciekają lub odpowiadają na atak agresją płynącą prosto z trzewi. Ryczą w okrzyku wojennym lub mkną ku czarnym otchłaniom lasu, który melodią nocnych ptaków zaprasza prosto w czarne ramiona. Spłoszone, dzikie zwierzęta, zazwyczaj miotają się podczas próby spętania ich w sidła. Tych dwoje cienietników nie znało się na rzeczy. Może byłoby lepiej gdyby rozwarli żelazne paszcze. Wznieśli ponad głowy ostre rohatyny, lecz kto na wszystkie leśne dziwy, zasadza się na sarnę jak na mrownika?
Mężczyzna z zakrytą twarzą potknął się o wystający konar. Wpadł niemal na swojego towarzysza, który zwinął się w pętelkę i jęczał, rozmasowując epicentrum bólu. Nie dosięgnął jej, lecz w chwili, gdy zaczęła się kręcić po krzakach jak kurzysko w oborze, największym kijem który znalazł pod stopami zamachnął się aż miło i uderzył ją prosto w potylicę. Siła i duch nijak się miały do decyzji, za które w pełni świadomie odpowiadała. Co do tych nie było jeszcze pewności, bowiem na jakiś czas pod powiekami Aith nastała ciemność.

Jakiś czas później.

Obudził ją ostry ból z tyłu głowy. Rozchodził się pajęczyną neuronów na wszystkie możliwe strony, łącząc się na samym środku zmarszczonego czoła. W pozycji którą zajmowała nie czuła się z pewnością komfortowo. Leżała brzuchem do ziemi, coś pełzało jej po czole połowicznie tylko wspierającym się na podłożu. Nie miała władzy nad własnym ciałem, a przede wszystkim kończynami, które zostały związane. Leżała w pewnej odległości od paleniska. Z jednej strony prawy policzek zwiotczał jej już prawie od zimna i mokra, z drugiej zaś żar przyjemnie ogrzewał twarz zwróconą ku światłu. Ogień trzaskał między ładnie ułożonymi kamieniami. Ktokolwiek go rozpalał, znał się na rzeczy. Ponad językami ognia wystawał jakiś patyk z grubo nabitym — można się było domyślić po zapachu — mięsiwem. Majaczyła jakaś twarz, niewyraźna, zza płomieni. Las pozostał ciemny, lecz zamknął przed dziewczyną swoje bezpieczne ramiona.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 13 sty 2019, 12:05

Zgubiło ją wahanie. Dobra lekcja – gdyby nie to, że nie zaliczyła.
A dokładniej – zaliczyła, ale w łeb. Tępy ból wybuchł z tyłu czaszki i padając bezwładnie zdążyła tylko w myślach zakląć...

Zimno.
Otworzyła oczy i wróciła świadomość. Pierwszy odruch – krzyczeć i uwalniać się szamotaniem – zdołała zdusić, kiedy w pełni dotarły do niej okoliczności. Najpierw – ciało. Ból zdawał się przygniatać, wprasowując całe ciało w ziemię. Potem – konstatacja, że jest unieruchomiona w inny, zgoła materialny sposób: więzy. I wymuszona nimi pozycja. Miała ogromną nadzieję, że przecknąwszy się nie zwróciła na siebie uwagi jakimś niekontrolowanym odruchem – poruszeniem, jęknięciem, choćby przyśpieszeniem oddechu. Następnie – paraliżujący strach: zgwałcili ją. Mieli wszelką sposobność... Gorączkowo skanowało świadomością czucia stan newralgicznych miejsc, próbując wyłowić ten bólspod opuszczającego ją zwolna poczucia przygniecenia bólem ogólnym... Chyba nie. Chyba nie, mamuś... Nie było pewności – tylko przesłanki, tropy. Czy czuła na sobie spodnie w miejscu, w którym powinny być?... Na bogów, chyba tak...
Potem – stygnący ból przeciętego grotem strzały, jeszcze przed szarpaniną, lewego policzka, ogrzanego nadmiernie w kontraście do zlodowacialego, wprasowanego w mech i ziemię policzka prawego, i jakiś robal na czole... A to nadmierne ciepło? Ognisko. Suchy, paradoksalnie kojący trzask przywrócił wrażliwość słuchu i w pełni świadomą, zorientowaną na zewnątrz własnego ciała czujność. Poruszyć się nie mogła, skrępowana, pewnie sznurami. Ile dało się w tej pozycji, bez poruszania się, ogarnąć wzrokiem?
Mięso na kiju. Nagle pobudzony mechanizmami neuroasocjacji ruszył wilczy głód. Zajęczało jej w brzuchu, na to nie było rady, wnętrzności przekręciły się w tęsknocie... Ile minęło czasu od ostatniego posiłku w karczmie? Zbyt dużo...
A na ciemnym tle, za tańcem płomieni – twarz i sylwetka. Niewyraźna... czy to jeden z nich? No raczej tak. Idioto! Nie rób jej teraz krzywdy! – głos w głowie. To oni: mają ją, ale nie chcą jej teraz jeszcze robić krzywdy. Co więc dla niej zaplanowali na potem? Nie wiedzą o niej prawie nic – przeszukiwanie juków ujawniło tylko resztę pieniędzy, trochę ubrań i broń. Podróżując z "wujkiem" dzieweczka – tyle mogli powiedzieć na pewno. Resztę sobie dorysowali wedle własnych wyobrażeń i potrzeb. Tyle tego, że na razie nie groziło jej więcej, niż niedojedzenie i przeziębienie, kiedy tak leży sobie jesienną nocą w wilgotnej koszulinie (pelerynkę szlag trafił, czy po prostu nie czuje jej wrażliwością ciała?) na posłaniu z mchu, trawy, wbijających się w ciało patyczków i szyszek.
Więc – co teraz? Nie – nie odezwie się pierwsza. Nie – dopóki sytuacja się nie wyklaruje, dopóki nie podsłucha rozmowy, dopóki nie będzie jej dane ocenić, jakie ma szanse i jaki jest koszt przeżycia, a może i uwolnienia. Nie zdradzi się z przebudzeniem ani z żadnym dyskomfortem. Duch wytrzyma – to i ciało wytrzyma.
Oczywiście. Potwierdzając gotowość do wyzwań, duch wyprężył pierś. A brzuch, bezsilny zdrajca – zajęczał przeciągle żałosnym jękiem głodu...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 312
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 22 sty 2019, 4:31

Ten koń wcale nie chce się słuchać. Wcale a wcale.
Odpowiedź nie nadeszła od razu. Słychać było łamanie się gałęzi, połączone w kroki kogoś, kto nadchodził. Zbliżał się do ciepłego kręgu przy ognisku, jednak usiadł w miejscu, które było poza wzrokiem Aith. Musiałaby przekręcić się mocno i zauważalnie na bok, aby mieć taką możliwość.
Jaka właścicielka taka klacz. — mruknął drugi z mężczyzn. Po głosie można było poznać, że niezadowolony z tego jak potoczyły się sprawy. Ten, który siedział naprzeciwko niej, zakryty językami płomieni, podniósł się i zanurkował spojrzeniem ku leżącej na ziemi zakładniczce. W lewej ręce trzymał patyk, na który nadział mięso. Zwierzę, które upolował tego wieczoru nie miało już skóry, a kształtem przypominało niewielkiego królika.
Próbowaliśmy dogonić twojego wujaszka, ale… cóż, przepadł gdzieś w głuszy. — odezwał się głos z prawej. Nie brzmiał już smętnie a zgryźliwie, z wyraźną ironią, która wydawała się mieszać z nieukrywaną odrazą.
Spróbuj się podnieść. Jesteś związana, ale będziesz musiała iść, wiec lepiej niech kości ci nie zmarzną. — powiedział zamaskowany, zagłębiając pieczeni białe jak śnieg zęby. Tłuszcz miło rozlał się pod śliskimi palcami.
Jak dobrze pójdzie to nie zdechnie. — rzucił drwiący. Dziewczyna, przezwyciężając uporczywy ból głowy, zdała sobie sprawę po pewnej chwili, że na pieńku obok mężczyzny rozłożone zostały jej rzeczy. Przeszukali juki. —Wstawaj, pójdziemy cię komuś przedstawic panienko.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 22 sty 2019, 22:17

Na odgłos zbliżających się kroków też starała się nie zdradzić z reakcją, ale po chwili coś ją tknęło, że tego rodzaju kamuflaż nie jest tu jakoś specjalnie niezbędny. Po sposobie mówienia nie potrafiła teraz określić, z jakiej są grupy społecznej czy rasy – a jeśłi chodzi o rasę...
Nie: niemożliwe – wytłumaczyła sobie. Z tego, co wiedziała o świecie, nie ma najmniejszych szans na spotkanie elfich bojowników na kilka godzin drogi konno od opuszczenia przedmieść samego Novigradu! Przecież oni działają w Dol Blathanna!... Aż się sama do siebie roześmiała z takiej naiwności...
Na razie pozostawała w poprzedniej pozycji, ale tego, że jest przytomna i wszystko słyszy, już dłużej nie było sensu ukrywać, odkąd jeden z nich zbliżył się do niej z króliczą pieczenią (wzbudzając nieprzyjemne ciągnięcie w głodnym brzuchu) i dodatkowo przemówił wprost do niej. I nie były to plugastwa ani wściekła obietnica rychłej egzekucji, lecz słowa, na których możńa było zacząć budować pewnego rodzaju wyobrażenie przyszłości.
Powstanie z pozycji leżącej na brzuchu z rękoma związanymi na plecach wymagało podsunięcia kolan wzwyż, klęknięcia i wsparcia się w punkcie przeciwwagi – czyli w tym przypadku na policzku. Po chwili nieprzyjemnego balansowania udało jej się wszak podnieść na klęczki i teraz w tej pozycji przypatrywała się opisanej blaskiem sferycznej okolicy, nieoczekiwanie stając do kolejnej walki – walki z panią Dumą.
Na końcu języka miała bowiem Aith prośbę o kilka strzępków cudownej, ociekającej tłuszczykiem pieczeni, zresztą zaraz potem – albo i przedtem – poprosiłaby o wodę, o tak: dużo wspaniałych, wypełniającyh usta łyków... ale Duma mówiła: "Nie. Nie będziesz tu prosić. To ludzie będą przychodzić po prośbie, kiedy pojmą, że siłą i determinacją elfy potrafią wywalczyć sobie należne im miejsce – i co: wtedy chcesz móc powiedzieć, że też tak prosiłaś, tyle że o kęs żarcia i trochę wody??"
Czy to duma była silniejsza od Aith, czy Aith od ataku głodu i pragnienia – nie odezwała się ani słowem, odrywając wilczy wzrok od pieczeni, rwanej zębiskami szczęśliwca w sposób, który jednak chyba sugerował, że tak właśnie zamierza się nad nią trochę popastwić. Pfff – wsadź sobie to mięso w dupę! – odwróciła się bokiem i, wpierw klękając na jedno kolano, wstała niepewnie, usztywniła zaraz nogi i stanęła wyprostowana i wyniosła, na ile się dało z igliwiem we włosach i mchem przylepionym do policzka. Rozejrzała się też wokół siebie, chcąc stwierdzić czy przeciwników jest faktycznie dwóch, jakiej rasy, gdzie dokładnie jest Rutka, gdzie pas z mieczem i gdzie pelerynka. Rzeczy dojrzała na pieńku obok – pozostałe zagadki czekały na rozwiązanie, ale musiała w tym momencie przerwać, bo następne słowa otwierały nowy akapit tej dziwnej nocy: "...komuś przedstawić"?...
– Komu – rzuciła cicho, niechając pytającej intonacji i przenosząc twardy wzrok na rozmówcę. – I kim jesteście.
O, miała jeszcze wiele pytań, ale coś kazało jej jednak na razie zmilczeć.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław