Elfie ruiny

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Elfie ruiny

Post autor: Dziki Gon » 11 lis 2018, 0:15

Obrazek


Położone ponad obozem elfie ruiny wyłaniające się spomiędzy pni drzew wyblakłymi, rzeźbionymi wiatrem marmurami i granitami. Strzaskane i obalone kolumny oplata bluszcz, fryzy, miast zdobić, ledwie odróżniają się na arkadach, poszarzałe od deszczu i ze starości. Ubytki w terakocie wypełnia mech, a filary nie podpierają już niczego, wyłącznie sterczą z posadzek niby żebra ogromnego szkieletu padłego tu przed wiekami zwierzęcia. Miejsce stanowi swój własny cmentarz bezpowrotnie minionej chwały. Drzewiej będąc pałacem, dziś ostało się zaledwie opuszczoną pustacią, której nie nawiedza nikt, oprócz duchów i wspomnień. Oraz ostatniego żywego lokatora, pielęgnującego pamięć o nim niczym ogród, przechadzającego się w samotności tym, co dawniej było wyłożonymi mozaiką korytarzami. Ponoć w noce przesileń i te pozbawione gwiazd można dostrzec odległe światła płonące pośród gruzowiska, wypełniające jego ubytki dziwaczynymi, ruchomymi cieniami.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Elfie ruiny

Post autor: Dziki Gon » 23 sie 2020, 19:29

Ja wiem — odparł Lig, z miejsca znajdując odpowiedź z właściwym sobie kontenansem i prostolinijnością. — Ważył słowa, żeby nie uronić zbędnego przed profanem.
Było jasne, że to siebie ma na myśli. Towarzyszące stwierdzeniu wzruszenie ramion jej towarzysza zaprzeczało jednak, by odebrał to jako obrazę. Na chwilę obecną, bardziej niż niedawna sytuacja zdawał się interesować go otrzymany przez Aid kamień. Patrzył jej na ręce, kiedy chowała go u paska.
Ładny kamyk — Poohi ruszył głową, wskazał podbródkiem na błysk samorodka gasnący we wnętrzu woreczka. — Myślisz, że jest… Wiesz, aktywny?
Okolica ożywiła się wyraźnie. Ptactwo obudziło się w koronach zupełnie jak na krótko przed nastaniem świtu. Zarośla porastające zbocze odezwały się grą owadów i okazjonalnym szelestem, kiedy poruszyło się w nich coś większego. Z góry mieli niezgorszy widok na obozowisko w dole. Mimo maskujących go drzew i ukrytych na nich stanowisk, tu i ówdzie byli w stanie widzieć unoszące się ponad wierzchołki strugi dymu, siwe i wystrzępione jak rozwiewająca mgła. Tu i ówdzie prześwit ukazywał skupiska szałasów i krążące między nimi postacie, małe jak mrówki.
Liguaer ruszył za nią posłusznie, lecz niechętnie.
Już wracamy? Ledwie zaszliśmy. — Przytrzymując łuk kołyszący mu się na ramieniu pokonał strzaskane pozostałości schodów. — Nic nie czułem, Aidi. Poza dreszczem na skórze, kiedy tamten zjawił się tak nagle i znikąd. A wiesz, że słyszę zająca w szczerym polu.
Dobrze, że nie ustrzeliłem tego ptaka — dodał po namyśle.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 98
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 8
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Elfie ruiny

Post autor: Aid » 27 sie 2020, 13:40

Aideen odpowiedziała Ligowi tylko jednym spojrzeniem, potem kiwnięciem głowy, sugerując że nie ma bladego pojęcia czym jest przedmiot który otrzymała. Gdy dowiedziała się, że nie jego dotyczyły te wrażenia zmysłowe, a tylko ją, myśli jej w różnych kierunkach poczęły wędrować. Nieobecna nie skomentowała stwierdzenia Poohiego o słusznym zaniechaniu czynu.
Chodźmy w jakieś spokojniejsze miejsce, może posiedzimy przy strumieniu? — Zaproponowała, po czym zwolniła kroku pozwalając mu prowadzić kierunek następnych kroków. Wnet zamilkła, rzucając tylko spojrzenia po okolicy, głęboko zamyślona.

Nigdy nie należała do odważnych. Jako łowczyni, wolała pewne i przemyślane działania. Stroniła od niepewnych wypadów, obarczonych wysokim ryzykiem i unikała działania w pojedynkę. Tym razem też czuła, ze działa po części wbrew sobie. Jakaś część siebie chciała się bronić, odciąć od nowego źródła problemów i zmartwień, ale druga część wręcz wyciągała się ku niemu. Zaintrygowana i zafascynowana szeregiem odczuć, szukała powodu w sobie, dlaczego z taką ochotą chce wyruszyć z powrotem ku Codrairowi. Im głębiej zaszywała się w swoich rozmyślaniach tym mniej strachu znajdywała, a coraz więcej innych idei i powodów zaprzeczających zdrowemu rozsądkowi. A sama ciekawość odnośnie historii ruin zaczęła w jej głowie odgrywać coraz mniejszą rolę. A co jeśli znalazła kogoś kto potrafi korzystać z daru i mógłby ją pojąć za uczennicę? A co jeśli to przeznaczenie pisze jej los znacznie istotniejszy niż przemierzanie lasów za pożywieniem? A co jeśli pisana jest jej Moc, tylko musi po nią sięgnąć? Co wtedy mogłaby osiągnąć dla siebie i innych...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Elfie ruiny

Post autor: Dziki Gon » 31 sie 2020, 22:06

Poohi przejął inicjatywę, zamierając na moment na szczycie jak nasłuchujący świstak. Rozejrzawszy się po okolicy, poprowadził ją w kierunku, który za sprawą widocznych na horyzoncie topoli i właściwego z grubsza kierunku zwiastował mniej lub bardziej rychłą zmianę otoczenia na szemrzący strumień.
Teren ze wzgórza przechodził łagodnie w równinę, stopniowo popuszczając napiętym łydkom. Do niedawna każdy ich krok, podkreślany suchym, spróchniałym podszytem, na podłożu przechodzącym pod ich stopami miękką ziemię pościeloną kobiercem mchów, stawał się tajemnicą. Jej towarzysz, czujny i skupiony, nie wypowiadał ani słowa, a nadto osobliwa cisza otaczała ich zewsząd, zupełnie jak gdyby podążając ich śladem z ruin.
Istota, na którą wpadli w niewielkim łęgu kilka minut marszu później, miała pełne prawo być zaskoczoną.
Sami nie dostrzegli jej zrazu tylko dlatego, że sama nie wydawała z siebie żadnego dźwięku poza cichym mlaskaniem oraz nie wyrastała ponad objadany przez nią krzak żurawiny. Widząc dwójkę elfów z łukami wychodzących jej na spotkanie, wydała z siebie zduszony dźwięk i zwinnie rzuciła się w kierunku kępy trawy za swoimi plecami, której uginające się pod niewidocznym dla nich ciężarem źdźbła sugerowały, że nie szukała tam innych owoców runa.
Po gałęzi pobliskiego drzewa bezgłośnie przebiegła ciemno umaszczona wiewiórka. U pasa zaskoczonego osobnika niby omen lub deja vu dostrzegli identyczną kitę. Zdybany na wyjadaniu jagód obcy sięgał Aideen niewiele ponad jej własny. Ubrany był w futrzaną kamizelę naszaną włosiem na wierzch, a to, co zrazu wzięła za buty, okazało się nadzwyczaj owłosionymi stopami. Jego głowę, również owłosioną, zdobiła ciemnobrązowa czupryna wydostająca się kędziorami spod okrągłego kołpaka. Para orzechowych oczu w pucołowatej, dobrodusznie dziecięcej, umorusanej czerwonym sokiem twarzy przyglądała im się zupełnie niedobrodusznym, wyczekującym spojrzeniem. Aid zdarzało się widywać takie oczy. U zapędzonej w matnię zwierzyny.
Wy kto? — spytał nagle, kalecząc Starszą Mowę koślawym akcentem i szczekliwym komunikatem. Stał na lekko ugiętych nogach, ręce trzymał w powietrzu, na widoku, lekko wyciągnięte przed siebie, zezując na kępę trawy, w której stronę zbliżał się niepostrzeżenie, jednocześnie zagadując przybyszy. Z całą pewnością zdążył dostrzec ich łuki i miał je na uwadze.
Komanda? — Karzełek ruszył głową, wskazując podbródkiem przed siebie, lewą ręką pacnąwszy się w rudą kitę dyndającą mu przy pasku.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 98
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 8
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Elfie ruiny

Post autor: Aid » 09 wrz 2020, 23:44

Myśli szybko nabrały rozmiarów, których nie powstydziłby się najbardziej rozpieszczony wyrostek. Elfka zawędrowała ku potędze i sile zdolnej zmienić świat machnięciem ręki. Tylko po to by zaraz przekonać się jak jej kostka stopy skrzywia się pod nieugiętym oporem niespodziewanie wystającego kamienia na leśnej ścieżce, zmuszając ją do szybkiego poprawienia kroku, aby to odzyskać łatwo utraconą równowagę. Westchnęła głośniej, wracając do rzeczywistości. Nie była nikim szczególnym.
Z taką myślą napotkała równie zaskoczonego delikwenta pałaszującego krzak jagód. Zareagowała instynktownie lewą ręką trzymając już łuk, a palcami prawej otarła o pióra strzały z futerału. Nagły akt napotkanej istoty sprowokował ruch łowczyni. Strzała już wędrowała ku cięciwie nieuniesionego jeszcze łuku, a oczy błysnęły po okolicy spodziewając się większej ilości adwersarzy. Niby naśladując nieznajomego również ugięła nogi wycofując się o krok, mierząc go śmiertelnie poważnym spojrzeniem. Ostrzegła go, zaraz kierując ku niemu całą swoją uwagę. Zdenerwował ją fakt, że jej widok aż tak go zaniepokoił. W końcu byli nie aż tak daleko od samego obozu Scoia'tael. Czego niby się miał spodziewać? Ludzi?
— Swoi. A Ty swój? — Rzuciła mu krótko, otwarcie wątpiąc w jego przynależność i przyglądając mu się uważniej, jakby spotkała jakąś niecodzienną zwierzynę, za nic mając sobie jego symbol Wiewiórek w postaci ogona zwierzęcia. Zrobiła też krok w bok od Liga, jakby chciała go otoczyć gotowa oddać strzał prosto w pierś osobnika— Czemuś sam? Bruxy szukasz? — czując przewagę zaraz zapytała o śmierć nie na żarty i przekrzywiła się jakby otoczenie miało za niego odpowiedzieć.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Elfie ruiny

Post autor: Dziki Gon » 13 wrz 2020, 17:27

Zdybany karzełek patrzył na przybyszów bez lęku, choć było ich dwa razy więcej i byli odeń prawie dwukrotnie wyżsi. Śmiele spoglądał im w twarze, zadzierając ku górze kręconą czuprynę nakrytą kołpakiem, szczególnie długo i nieufnie przyglądając się obitej, gojącej się twarzy Liguaera.
Polowanie — powiedział im się, poprawiając zsuwającą mu się na oczy czapkę. Uwadze Aideen nie umknęło, że brakowało mu serdecznego palca u prawej dłoni. Wskazujący przytknął sobie do ust w uniwersalnym geście nakazującym zachowanie ciszy, wskazał płyciznę podmokłych traw przed sobą.
Deptać cisza. — Nieco bardziej ośmielony i przekonany do przybyszy ruszył w stronę gąszczu, z niemal teatralną prezencją markując każdy swój ruch, tak by niepotrzebnie nie niepokoić obserwujące go elfy. To, co wyciągnął spomiędzy wyrośniętych źdźbeł okazało się być długim drągiem zwieńczonym zakrzywionym, choć tępym hakiem.
Jad gad, nóg nie. — Objaśnił, prezentując kobiecie swoje narzędzie łowów na wyciągniętych rękach, a chwilę potem wydał z siebie bardzo udatny syk, niepozostawiający dzieciom puszczy zbyt wielu wątpliwości odnośnie tego, jaką zdobycz ma na myśli. — Pojmujesz, elfy?
Pojmujemy. — Liguaer uśmiechnął się lekko. — Łowisz tu węże.
Niewielki myśliwy pokiwał skwapliwie głową.
Tak, deptać cisza — powtórzył, z wolna wyciągając do Liga przygarść czerwonych jagód. — Chce elf?
Lig przytaknął, ale miast z wyciągniętej ręki, poczęstował się nimi prosto z pobliskiego krzaka. Oferujący poczęstunek nieznajomy niespeszony zjadł swoją garść i przykucnął w trawie, skąd niedawno wyciągał swój drąg z hakiem. Długie, rozkołysane łodygi młakowych wiechlin skryły go niemal zupełnie.
Zaskoczył mnie — szepnął do przyjaciółki Poohi, przyglądając się niziołkowi i poprawiając przewieszony przez bark łuk, który odruchowo tknął, gdy wpadli na niego chwilę temu. — Pherian, glean skrekk. Cichy jak gronostaj, a nie wyrasta nad leprekauna… Jeszcze nie widziałem jednego przy łowach.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 98
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 8
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Elfie ruiny

Post autor: Aid » 15 wrz 2020, 7:57

Przyglądając mu się dłużej jakoś podłapała pewność karzełka i spoczęła, chowając strzałę do futerału z powrotem i zakładając łuk na bark. Również to i Liguaer zachęcił ją swoją ufną postawą, to też dotarł do niej nastrój i widoczny zamiar kaleczącego starszą mowę niziołka. Wymianę zdań skwitowała kiwnięciem głowy, zmiękczając surowe spojrzenie. Z zainteresowaniem wypatrywała każdego jego ruchu, jakby otrzymała niemą zgodę, aby obserwować jego poczynania.
— Sprawia wrażenie doświadczonego. Poobserwujmy co robi, w końcu nas nie przegonił. Zobaczmy jakiego to węża wyciągnie, o ile ten go nie użre pierw... sama jestem ciekawa — odpowiedziała szeptem Poohiemu.
Dzięki samej postawie i rozmiarom polującego i tak nie widziała zbyt wiele z czynności domniemanego łowcy jadowitych gadów. Szacowała, że ten przyczai się na poszukującego jedzenia węża i udając kamień nagle go zaskoczy i złapie na hak. Z pewnością był to niemały popis zwinności, aby uchwycić wijące i oślizgłe zwierzę. Chciała to zobaczyć, ale przecież nie wsadziłaby głowy w trawy, to i poszukała wzrokiem możliwie dogodniejszego miejsca, by poczekać na rozstrzygnięcie wysiłku nieznajomego, który widocznie chciał przede wszystkim dokończyć swoje starania. Nie chcąc hałasować, stąpała ostrożniej i zbliżyła się pod najbliższe drzewo, aby zasiąść dogodnie i dać polującemu swobodę. Zachęciła też paroma gestami Liga, aby poczynił podobnie i wyciągnął zabrane przez nich zapasy, aby co nieco przekąsić.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Elfie ruiny

Post autor: Dziki Gon » 16 wrz 2020, 22:26

Znalazłszy suche miejsce pod pobliskim pniem, rozłożyli się pod nim z prowiantem. Poohi wyciągnął ze swojej sakwy nieco wczorajszej przywędzonej sarniny, niedawno kupionym nożem podzielił na dwie porcje, do których ułamał im świeżego, choć nieco spieczonego podpłomyka.
Może je tępi — zastanowił się jej towarzysz, ostrożnie obmacując nasadę uszkodzonego nosa, nim przystąpił do posiłku. — Aby nie lęgły się tak blisko obozu.
Obserwowany przez dwójkę posilających się elfów nieustraszony łowca gadów wydawał się być całkowicie niespeszony ich obecnością ani ciekawością. Do polowania przystąpił w sposób zupełnie różny od jej oczekiwań. Zamiast trwać w miejscu na pozór kamienia — pozostawał w ciągłym, bezustannym, lecz bezszelestnym ruchu, zaś kamienie lub większe gałęzie, które znajdował na swojej drodze, unosił bardzo ostrożnie, zawsze odkładając je do zastanej pozycji. Czasem zatrzymywał się bez słowa, prostując się w gąszczu traw jak zaniepokojony zając, innym razem obracał dzierżony nad źdźbłami drąg tępym końcem i opukiwał nim miękką, wilgotną ziemię przed sobą.
Nim zdążyli przełknąć trzeci kęs odymionego byka, niziołek zniknął zupełnie wśród traw, by wynurzyć się z nich z triumfującym okrzykiem. W wyciągniętej ku górze wolnej dłoni dzierżył wijący się, ciemno umaszczony kształt. Potrząsnąwszy nim lekko na świadectwo dla swoich spektatorów, uniósł go do oczu, krzepko dzierżąc za szerszy, spłaszczony koniec, ani chybi głowę gada. Wypowiadając kilka słów, których nie usłyszeli i nie zrozumieli, wypuścił zwierzę, ostrożnym rzutem cisnąwszy je w gęstwinę. Łuskowata wstęga zwinęła się kilka razy i bez hałasu przepadła wśród źdźbeł. Karzełek zaś kontynuował swoje poszukiwania, oddalając im się coraz bardziej z pola widzenia.
Zatem chodzi mu o coś innego. — Lig odgonił się od komarów, które poczęły zlatywać się w ich stronę. — To prawda, co o nich mówią. Że są bardzo zwinni. Złapał go gołą ręką, za sam łeb.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 98
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 8
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Elfie ruiny

Post autor: Aid » 23 wrz 2020, 22:45

Mając za niecodzienny widok łowcę węży, zakąszała zabrane zapasy. Z jednej strony była to niepowtarzalna okazja docenić na żywo popis zwinności i nie byle jakiej umiejętności, ale kobieta szybko zgubiła zainteresowanie, znajdując zaraz w pustym miejscu między pniami drzew więcej wartości.
Wrażenie ze spotkania Codraira wciąż było zbyt świeże i łatwo popłynęła myślami tam z powrotem, kiedy to uznała że kurdupel nie stanowi problemu.
Czy może popełnili błąd opuszczając góry i tu się wybierając? Zostawiła swojego syna dla bardzo niepewnego zadania i nie tylko jego, ale też swoje tereny i resztę bliskich. Powodowały nią cnotliwe pobudki, czy może właśnie dech przeznaczenia? Miała się z nim spotkać? Była pewna tego, że nie jest w stanie sobie odmówić nadchodzącej wizyty. Potrzebowała do tego zupełnego odosobnienia. Zwrócić się ku sobie. Pozwolić myślom płynąć i w końcu się wyciszyć. Pusty namiot zdawał się być teraz idealnym miejscem na spędzenie nadchodzącego czasu. W końcu Elager gdzieś wybył i nie wiadomo kiedy będzie. Dobrze się składa, będzie mogła nie porozmawiać z nim na ten temat.
— Straciłam zainteresowanie — Odpowiedziała na stwierdzenie Liga odnośnie umiejętności obserwowanego i zaczęła się podnosić spod drzewa — Wracajmy do obozu.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław