Urząd Portowy

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 395
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Urząd Portowy

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 17:53

Obrazek
„Człowiek, podobnie jak inne rasy, jest istotą złożoną. Złożoność ta polega na mocy podejmowania decyzji w skonkretyzowanym odłamku czasu. W zależności od procesów zachodzących w umyśle, fazy księżyca i stosunku płynów ustrojowych organizmu wyróżniamy kilka odmienności w cechach jednostek. Ściślej rzecz ujmując, wśród pewnej wielości społecznej wyróżnić grupę osobników o danych właściwościach percepcyjno-decyzyjnych. (...) Skupiając się na czynnościach czysto naturalistycznych wyróżniamy chociażby urzędników, morderców. Należy mieć na ostrożności własne życie w konfrontacji z tymi osobnikami, bowiem kontakt grozić może fatalnymi, wręcz tragicznymi skutkami. Natomiast mordercy — być może z litości — tylko odbierają życie.”
Edmund Plaverick, „O czynnikach determinancji naturalnej”


Każdy ma swoje własne piekło. Pech chciał, że Wodni Panowie niespecjalnie przepadali za marynarzami, toteż zesłali na nich najgorszą plagę — urzędników i ich dokumenty. Legendarni urzędnicy osiedli w czarnym punkcie wszechświata, zwanym Urzędem Portowym.

Wszystek spraw morskich załatwiany jest właśnie tu — w lśniącym, trzypiętrowym gmachu z białej cegły z marmurową podbudówką. Na parterze, utrzymanym w kolorach bieli, trzymane są setki woluminów skrywające rejestry przepływających jednostek. Dokonuje się tutaj wstępnej rejestracji petentów, których następnie odsyła się na kolejne piętra — do Komory Celnej oraz Komory Handlowej. Tam z kolei dokonuje się oględzin towarów, podpisuje umowy handlowe, płaci dziesięcinę od zysku transakcji czy wypisuje kwity. Nikt o zdrowych zmysłach nie ominie tego przybytku, bowiem astronomiczne kary siłą przyciągają każdego morskiego kupca.

Nie ma takiego momentu, gdy w biurze nie panowałby gwar. Rozwścieczeni klienci biegają od jednego okienka do drugiego, wypełniając setki niepotrzebnych papierów, urzędnicy natomiast biegają od drzwi do drzwi, przepychając się jedynie między ludźmi. Z perspektywy wygląda to jak niskobudżetowa komedia, której najczęstszym końcem jest dramat, złość i przeklinanie obsługi.
Pomimo wydętego chaosu sprawy wydają się być nadzwyczaj zorganizowane. Każdy wie, gdzie powinien biec, na kogo nakrzyczeć, a kto komu — nie wypisać kwitu czy dać w mordę.


Opis autorstwa Ejiry.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 04 maja 2018, 11:54

Co ty, dziecko, wiesz, o zmarnowanym czasie? — Zagrzmiał tubalnym barytonem, zanosząc się przy tym śmiechem, któremu jednak do najczystszej radości sporo brakowało. — Toć raczej o moim małżeństwie można by tak powiedzieć. No ale pędź, tak, tak, również bywaj w zdrowiu! — Wyraźnie zmieszał się, nie po raz pierwszy zresztą, zapewne kiedy zdał już sobie sprawę z tego, że opowiadanie o swoim życiu prywatnym przypadkowej, bądź co bądź, osobie nie należało do najwłaściwszych. Ani nawet przyjemnych, wziąwszy pod uwagę odczucia słuchacza.
Teagan zgiął się w pół w zamaszystym ukłonie, któremu daleko jednak było do sprężystych, zgodnych z etykietą wygibasów. Stał jeszcze przez chwilkę, obserwując, jak jasnowłosa znika w tłumie marynarzy i kupców. Później sam odwrócił się i pospiesznie poszedł w sobie tylko znaną stronę.
Niziutka Albertyna zupełnie utonęła w morzu ludzi, przedzierających się przez targ rybny. Nie płynęła jednak z prądem, jak to czynią (według największych myślicieli epoki) tylko gówna i martwe ryby. Brnęła naprzód niczym sama Elaine, przecinając nurt wędrowców, raz za razem obijając się o któregoś. Ścisk był okropny, a co najgorsze — tłum wcale zdawał się nie rozrzedzać. Nasza niepozorna podróżniczka była jednak na tyle przezorna, by mieć na uwadze nie tylko odpowiedni kierunek, ale również pozycję mieszka, skrywającego jej oszczędności.
Całkiem obolała, zapewne ubogacona o kilka siniaków, które dopiero miały rozkwitnąć, wkrótce dotarła do celu. Budynek, przed którym wreszcie mogła złapać oddech bez ryzyka zachłyśnięcia się odorem potu i zleżałych, rzekomo ciągle świeżych ryb, błyszczał w pełnym słońcu niczym łysina, niezmiennie królująca wśród marynarskich nad innymi, bujniejszymi fryzurami. Przed samym wejściem nie było nikogo, co mogło napawać entuzjazmem. Nieco mniej zachęcająco brzmiały dobiegające z wewnątrz odgłosy, zdradzające skrajne poirytowanie i oznajmujące przekroczenie granic cierpliwości.
Jakich informacji szukała tutaj młoda Celleno? Cóż, nie dowiemy się, dopóki nie zapyta.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 13 maja 2018, 20:21

Złapawszy oddech dziewczyna bez wahania pchnęła drzwi prowadzące do środka urzędu i wstąpiła za próg. Dopiero wówczas uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia co powinna zrobić dalej. Wpierw chwilę rozglądała się po przybytku, po czym z pozoru nieśmiałym krokiem przespacerowała się po budynku obserwując uważnie zachowanie ludzi i studiując układ pomieszczeń. Próbowała tym samym pojąć jak działa od strony praktycznej organizm, w którego środku się znalazła i wczuć się w klimat weń panujący. Jednocześnie nie zamierzała stać w kolejkach, ani biegać, z nic nieznaczącymi dla przeciętnego obywatela, świstkami papieru w te i we te. Uważała to za marnowanie czasu i swoich nerwów. Postanowiła nie respektować ogólnie przyjętych norm dopóty nie zostanie upomniana, w co podczas takiego zamieszania szczerze wątpiła.
Wdrapała się bez entuzjazmu na kolejne piętra rozglądając się ciągle za starym Molingerem. Nie byłaby zachwycona gdyby okazało się, że przeoczyła tego starucha. Miała jednak nieprzyjemne przeczucie, że tu go nie było. Wytężając pamięć przypomniała sobie, że gdzieś niedaleko stała jakaś karczma oraz inne miejsce dostarczania rozrywki, do którego iść nie miała najmniejszych chęci. Przez to rozpaczliwie starała się wypatrzeć seniora właśnie w urzędzie. Na własną rękę odnalazła Komorę Handlową, której nazwa z nieznanych powodów dodała jej otuchy. Rozejrzawszy się po niej postanowiła w końcu zaciągnąć języka u któregoś z pracowników.
Chwilę szukała osoby, która mogła być aż tak spokojna i niepoirytowana, by mogła uchodzić za zatrudnioną w tym miejscu. Kiedy znalazła już najbliższą zaszła jej jakoby przypadkiem drogę i przybierając wraz twarzy zagubionego człowieka uśmiechnęła się niby z zakłopotaniem.
Najmocniej przepraszam, czy mogłabym zająć chwilunię? Mam malutki problem. Zajmę dosłownie minutkę. Szukam niejakiego Albrechta Molingera, byłabym wdzięczna za pomoc w jego odnalezieniu. Miał odebrać sól, jednakże gdzieś się zapodział. Pomyślałam, że najpewniej będzie on, albo przynajmniej był jakiś czas temu, w tym tutaj pięknym urzędzie. Obawiam się o moje interesy jak i również o kontrahenta, to już starszy człowiek, mogło mu się już coś stać. Dla nas, ludzi czas wszakże nie jest najłaskawszy – spojrzała w dal jakby z ubolewaniem. – Byłabym niezmiernie ucieszona gdybym otrzymała jakąkolwiek pomoc, bądź choćby jej namiastkę. Mój zwierzchnik jest niezwykle porywczym człowiekiem i najpewniej nie spodoba mu się taka zwłoka, gdyż mam już pewne opóźnienie z powodów niezależnych od mojej skromnej osóbki. Oskarżono by mnie jeszcze sabotowanie kovirskiej gospodarki lub o coś równie okropnego – zasugerowała wzdychając ciężko. – Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, a to pilna sprawa. Mogłabym liczyć na wsparcie?
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 21 maja 2018, 21:38

Najzwyklej w świecie — miała rację. Nikt za bardzo nie zwracał na nią uwagi, nie licząc kilku petentów, którzy, oparłszy swoje gęby na podtrzymywanych łokciami na kolanach ramionach, przyglądali się jej nieco zaspanym wzrokiem. W ich beznamiętnych, znużonych snem oczach nie czaiło się jednak ani zainteresowanie osobą Celleno, ani jakakolwiek inna, ludzka emocja. Puste źrenice wodziły za nią jedynie, kiedy ta przemykała kolejnymi korytarzami, pnąc się coraz to wyżej i wyżej po kamiennych schodkach. Poustawiane pod ścianami ławy niezmiennie obfitowały w mnogość interesantów.
Albertyna nie była bynajmniej jedyną, która wybrała się na przechadzkę po budynku. Większość mijanych przez nią delikwentów, wyraźnie różniących się wymalowaną na ich twarzach ulgą, schodziła jednak z wyższych pięter. Kilkoro z nich, maszerując od drzwi do drzwi (trzaskając przy tym niemiłosiernie, co natychmiast spotykało się z impertynenckim komentarzem, dobiegającym z opuszczanego właśnie pokoju), wyglądało jeszcze inaczej. W przeciwieństwie do wyciągniętych na siłę z grobu oczekujących — okupujący ławki, i zbawionych szczęśliwców, ci z kolei przybierali różne odcienie purpury, a ich obcasy zdawały się odbijać od kamiennej posadzki jeszcze głośniej, niż rozbrzmiewające tu i ówdzie okrzyki, dające upust swej frustracji i zirytowaniu.
Zdawać by się mogło, że takie poszukiwania są kompletnie bezcelowe, ale dziewczę było niestrudzone; uwijając się pomiędzy skłębionymi ludźmi kontynuowała swoje poszukiwania. I w końcu znalazła! Wystrojona w ciemną garsonkę szatynka, nieco jedynie wyższa od Albertyny, za to nieporównanie sprawniej przechadzająca się po pierwszym piętrze. Kovirska kupczyni dopadła ją w chwili, kiedy ta otwierała nieoznakowane drzwi. Zaczepiona, powitała blondynkę wcale uprzejmym uśmiechem.
Jeżeli faktycznie ma to zająć tylko minutkę, to proszę zaczekać na mnie przed pokojem 1-05. To piętro niżej po drugiej stronie korytarza. Na pewno pani trafi. Tylko wypiję kawkę i już tam schodzę. Rozumie pani, jest jedenasta, więc pora na moją przerwę. — Wzruszyła ramionami, przekrzywiając przy tym główkę, ładnie ozdobioną perfekcyjnie zebranym kokiem. Następnie, poczyniwszy krok w tył, zniknęła za drzwiami, zza których, niespodziewanie, dobiegał nie lament i gorzkie żale, ale chichot i przyciszone, acz wyraźnie podniecone głosy.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 22 maja 2018, 8:34

Dziewczyna westchnęła ciężko pojmując, że z jej planu, opierającym się głównie na elemencie zaskoczenia, nici. Stwierdziwszy, że kilka kroków więcej jej nie zbawi zeszła piętro niżej obrzucając wszystkich wokół smętnym spojrzeniem. Humory pozostałych odwiedzających szybko jej się udzieliły. Chciała już wyjść i pójść jak najdalej od Novigradu. Najlepiej popłynąć w jakiś daleki rejs. Choć około godziny temu młoda Celleno klęła na morze i wszystkie jego uroki teraz wspominała otoczenie bezmiaru wód z prawdziwą tęsknotą. Zdecydowanie wolała otoczenie słonych fal od towarzystwa ludzi z kwaśnymi minami.
Kiedy znalazła drzwi opatrzone napisem 1–05 zwątpiła czy chce jej się czekać na koniec przerwy. Nie była pewna też czy zostanie jej udzielona jakakolwiek konkretna pomoc. Albertyna wszakże nie wiedziała nawet czym zajmuje się urzędniczka, którą zaczepiła. Nie tracąc czasu postanowiła sprawdzić czy drzwi są otwarte.
Gdyby tak było nie czekając na kobietę rozejrzałaby się po pokoju, choć nie tylko patrzeć na to co na wierzchu Kovirka miała zamiar. Z chęcią przejrzałaby dokumenty, które trzymają w Urzędzie Portowym, nawet jeśli nie znalazłaby dokładnie tych, które mówiłyby coś o Molingerze. Była zdania, że wszystko może się w życiu przydać, a do tego była nad wyraz ciekawskim człowiekiem. Musiała z resztą jakoś urozmaicić sobie dzień.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 28 maja 2018, 20:36

Najwyraźniej ten krótki spacer przez korytarze i klatkę schodową urzędu pozwoliły dziewczęciu rozeznać się w strukturze budynku na tyle dobrze, by bez większego problemu odnaleźć wskazany przez urzędniczkę pokój. Chociaż kobieta zapewniała Celleno o przyniesieniu jej w najbliższym czasie pomocy w rozwiązaniu problemu z poszukiwaniami Albrechta Molignera (którego nazwiska z pewnością nie starała się nawet zarejestrować), przed drzwiami pomieszczenia wrzało. Ludzie, dla których nie starczyło miejsca na jednej z dwóch, ustawionych pod ścianami korytarza ław, spacerowali w tę w i we w tę, opierali się o nieokupowany kawałek muru, bądź po prostu zamierali, wbijając znużony wzrok w nieruchome drzwi pomieszczenia 1-05. Czyżby każdy z nich padł ofiarą własnej taktyki "zajęcia tylko minutki"?
Nie myśląc zbyt wiele, Albertyna postanowiła działać. Samo jej pojawienie się w tej zmęczonej życiem grupie nie wprowadziło nowej świeżości, jednak kiedy już mijała pierwszych interesantów, cała zgraja widocznie się ożywiła. Ściszone pomruki powoli przeobrażały się w chrząknięcia, nerwowe szurnięcia butów oraz coraz śmielsze komentarze, zlewające się w jedną, bezkształtną masę. Harmider ów osiągnął swe apogeum w momencie, kiedy dłoń blondynki spoczęła na klamce.
Przecież zamknięte, nie widzi? — warknął siedzący najbliżej wąsacz. — Poza tym tu jest kolejka.
Przez zgraję przetoczył się szmer, któremu towarzyszyły wyraźne potakiwania. Wszyscy, o ile tylko mieli możliwość, by przyjrzeć się jej sponad ramienia sąsiadów, wpatrywali się teraz w tę, która tak bezczelnie spróbowała zakpić z nich samych i czasu, jaki zdążyli już stracić w tejże kolejce.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 04 cze 2018, 21:14

Blondynka z starannie udawanym oburzeniem odwróciła się w kierunku wąsacza. Mogła co prawda udać się już w stronę wyjścia. Teraz wcale nie wierzyła w zdobycie nowych informacji w tym miejscu. Nie zamierzała jednak odejść z niczym. Na wypadek, gdyby jednak musiała jeszcze raz tu wrócić postanowiła zebrać kilka informacji. Nie myśląc długo rozpoczęła monolog, z którego miała nadzieję, że niewiele ktokolwiek zapamięta.
No ba! Widzę przecież. Gdyby jej nie było ja też pewnie byłabym gdzieś indziej. Jestem tu właśnie przez nią i dla niej. To taka powiedzmy...symbioza. Eugenia Alterbruck, Urząd Praw Konsumenta, dział Zwalczania Patologii Kolejek – rzuciła bez większego zastanawiania się. – W skrócie ZPK. Jest to rutynowa kontrola. Nie zajmę co prawda minutki, ale jakoś się dogadamy. Jestem tu w końcu by wam pomóc – ton jej głosu wskazywał jednak na to, że jedyne w czym może pomóc oczekującym to zaśnięcie z powodu silnej aury jej apatii.– Rzecz jasna jest ona niezapowiedziana przez co uprasza się o dyskrecję. No dobrze...drzwi mamy już sprawdzone. Hmmm...teraz siedziska. Chyba są takie same jak piętro wyżej.
Rzuciła spojrzenie na to, na czym siedzieli jej słuchacze. Wyjąwszy z torby pergamin przyjrzała się mu z uwagą i pokiwała głową. Natychmiast jednak schowała go na powrót w torbie, aby nikt nie zauważył tego, iż nic na nim nie było. Moment przechadzała się w te i we te, co chwilę przystając. Starała się sprawić wrażenie jak gdyby coś liczyła bądź sprawdzała.
No dobrze, proszę państwa. Chciałabym państwu zadać jeszcze tylko kilka pytań. Nie będzie to cała ankieta...wstyd się przyznać, ale zapodziałam ją gdzieś. Zadam tylko te pytania, które pamiętam. Odpowiada to państwu? Moim zadaniem jest uświadomienie państwu w jakich trudnych warunkach ludzie tu pracują. Codziennie przewijają się tu setki rożnych ludzi, a oni jeszcze muszą porządkować w tym zamieszaniu dokumenty i znaleźć czas na przerwę etc., etc. Reasumując każdy ma trudniejsza pracę niż oni...nie słyszeliście tego. Później będziecie mogli zgłosić zażalenia względem funkcjonowania kolejki. To, że się nie przesuwa zauważyłam sama. Przejdźmy w takim razie do pytań. Ile czasu spędzili już państwo w tej kolejce? Jak oceniają państwo pracowników? Czy są państwo świadomi ile godzin bezustannie pracują? Czy polecili by państwo ten urząd?
Albertyna spojrzała na tłum ze zniecierpliwieniem zastanawiając się co jej przyszło do tego durnego łba. Miejskie powietrze chyba źle na nią działało. Pocieszała się tym, że za kilka miesięcy będzie się z tego wszystkiego śmiać. Chciała dobrze. Ludziom w kolejce należała się także jakaś rozrywka, bo blondynka szła o zakład, że jakkolwiek urzędniczki tu nie są milusie, na kawusie już zwykłych interesantów nie zapraszają.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 11 cze 2018, 18:41

Twarze petentów zmieniły nieco swój wyraz, choć ciągle daleko im było do stanu, który nie miałby nic wspólnego z oburzeniem. Tym razem jednak w oczach kolejkowiczów znacznie mniej widoczna była niechęć w stosunku do złotowłosej. Zupełnie jakby całkowicie zapomnieli o tym, że dopiero co prześmignęła im przed nosami i wcisnęła na sam przód ogonka. Czyżby fortel, będący wyjściem awaryjnym z nieprzyjemnej sytuacji, zadziałał? Tego miała się dowiedzieć już za chwilę, gdyż naraz wiele ust rozwarło się jednocześnie, bełkocząc nieco, kiedy wypowiadane słowa gubiły się w ogólnym harmidrze wszystkich pozostałych, wypływających spomiędzy warg sąsiadów. Pierwszym, któremu udało się przebić przez ten nieskładny twór, był siedzący najbliżej wąsacz.
Witold Montelieur — rozpoczął, wyraźnie uznając, że nie godzi się nie przedstawić, kiedy kobieta sama zdradziła swoje nazwisko. Jego głos był dość stonowany, mimo że zdrowy rozsądek nakazywał spodziewać się tonu zgoła innego, choćby na podstawie pyzatej, oblanej szkarłatem twarzy. — Ano dobrze pani zauważyła. Kolejka, jakby kto czas zatrzymał. My tu od samego rańca niektórzy siedzimy.
Ano właśnie! — zakrzyknęła jedna z kobiet. Ta była już znacznie mniej opanowana niż jej przedmówca — Może i dużo pracują, ale i nam do roboty trza chodzić. A tak tu, co? Na cały dzień wolnego trzeba brać, bo tu albo robić nie ma komu, albo akurat herbatka czy pora na ciasto! A my jak ci głupi...!
Spokojniej, Aleno. Przecież nie musisz krzyczeć na tę panią — przywoływał do rozsądku rozsierdzoną kobietę stojący przy jej boku podstarzały mężczyzna. — Pani pozwoli, Eugeniusz Molinger. — Skłonił lekko łysiejącą głowę. — Z tego całego czekania można nerwy stracić. Szczególnie, kiedy ma się wrażenie, że się o nas zapomina, a kolejka ani rusz.
Dokładnie tak! — Z ławy w dalszej części korytarza poderwał się mężczyzna w meloniku. — Jak przechodzą, to ani się na nas nie obejrzą, ot co! A my tu prędzej zakwitniemy, niż załatwimy, z czym przychodzimy!
Przez zebrany przed drzwiami pokaźny tłum przetoczył się nieprzyjemny pomruk.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 12 cze 2018, 21:21

Albertyna starała się uważnie przysłuchiwać się skargom i gdy tylko usłyszała znajome nazwisko ucieszyła się. Co prawda nie dała tego po sobie poznać, aby nie wybić się z roli poważnego badacza kolejek. Chociażby uśmiech byłby ogromnie nieprofesjonalny, szczególnie mając do czynienia z dramatem czekających na powrót urzędniczki ludzi. Radość jednak ulotniła się szybciej z serca młodej Kovirki niż do niej zawitała. Wykluczając nawet zwykła zbieżność nazwisk wytłumaczenie Eugeniuszowi Molingerowi czemu przedstawiła się fałszywie będzie dość sporym wyzwaniem. Mogłaby przecież stracić zaufanie swoich klientów, a raczej klientów jej ojca.Nie mogła też przecież wypytywać o starego Albrechta przy reszcie oczekujących. To również godziłoby w jej miano fachowca w sprawach kolejek. Po chwili milczenia ponownie przemówiła spokojnym i opanowanym głosem.
Faktycznie sytuacja nie wygląda za dobrze. Niewiele niestety mogę zrobić by miało to skutek natychmiastowy. Rozumiecie państwo, przepisy. Czasem mi naprawdę szkoda, że nie sprzedaję owoców na targu. Choć czy ja wiem? Takie zajęcie też ma zapewne swoje ciemne strony. Matka mówiła, żeby znaleźć sobie bogatego męża, a ja głupia nie usłuchałam. Teraz mam za swoje... Postaram się jednak coś zdziałać, lecz będzie to karkołomne zadanie. Wątpię czy sam cesarz Nilfgardu odciągnąłby tych waszych pseudo urzędasów od kawusi i ciasteczka–przerwała na chwilę i rozejrzała się po zbiorowisku wzrokiem jakoby ocknęła się z transu. –Muszę jeszcze opisać odczucia jednej osoby z państwa względem placówki, w której zaistniała kolejka. Jakiś chętny? Może pan, panie Molinger? Dobrze zapamiętałam?– zwróciła się z pozoru obojętnym tonem do starszego mężczyzny siedzącego obok Aleny.
Kobieta naprawdę żałowała ludzi, którzy tworzyli kolejkę. Nie kłamała, zamierzała spróbować coś zrobić, ale na ten czas nie miała jeszcze pojęcia co. Chciała jakoś wynagrodzić zbiorowisku to wielkie kłamstwo jakie wyszło z jej ust. Niech chociaż chęć pomocy będzie prawdziwa. Najpierw chciała jednak upewnić się jakiego to Molingera udało jej się zlokalizować. Dobrze, że głupi ma zawsze szczęście, inaczej krucho by ze mną było.
Spojrzała na mężczyznę badawczym spojrzeniem próbując znaleźć jakieś podobieństwo do Albrechta. Pierwszą jednak znalazła różnicę. Eugeniusz Molinger nie śmierdział tak jak szukany przez nią staruch. Uradowało ją to jednak bardziej niźli martwiło.
Ostatnio zmieniony 05 wrz 2018, 21:07 przez Pliszka, łącznie zmieniany 1 raz.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 22 cze 2018, 11:10

Przemowa Albertyny zdawała się szczególnie dotykać tych wszystkich trudnych spraw, z którym przyszło się mierzyć kolejkowiczom — raz po raz potakiwali głową, mruczeli coś, często niezadowoleni, kończąc na bezprecedensowych komentarzach, będących jawnym wyrażeniem niezadowolenia. Niestety, nim dziewczę zakończyło ten ciągnący się (po raz wtóry) monolog, większość zdążyła stracić już zainteresowanie nieskończoną lawiną słów. Co prawda kontynuując temat, pozwracali się ku sobie nawzajem, komentując coś między sobą. Wyglądało na to, że choć kłamstwo w żywe oczy i empatia nie były Kovirce obce, to już z dobieraniem właściwych słów i docieranie do sedna sprawiały już jej spore trudności. A może po prostu doszli do wniosku, że skoro sama przedstawicielka tego "dziwacznego działu od patologii" wspominała już o przepisach, to w gruncie rzeczy nic zmienić nie mogła, a narzekanie przyjemniej prowadzić w gronie samych dotkniętych tą jawną niesprawiedliwością.
Mimo problemów z koncentracją wątpliwie zainteresowanych jej osobą petentów, pannie Alterbruch (czy może raczej Celleno) udało się odzyskać uwagę mężczyzny podającego się za Molingera. Jego szare oczy zdradzały wyraźne zaskoczenie, kiedy przez panujący w korytarzu gwar przedarło się jego nazwisko. Otrząsnął się z niego całkiem sprawnie, niemal natychmiast potwierdzając skinieniem głowy, że pamięć urzędniczki nie zawodziła.
Oczywiście — podjął po krótkiej chwili namysłu. — Jeżeli tylko nie muszę opuszczać kolejki albo ktoś zajmie mi w niej moje miejsce. Rozumie pani, nie chcę czekać w niej od nowa — burknął, wyraźnie niezadowolony na samą myśl o tym jakże prawdopodobnym scenariuszu. Jego pomarszczona twarz zdradzała jego bardzo zaawansowany wiek, którego, jak mogła szacować, dorobił się ten sam Molinger, którego poszukiwała. Co prawda, jak zdążyła już zauważyć, osobnik stojący przed nią ze smrodem nic wspólnego nie miał, podobnie jak z imieniem Albrecht, przynajmniej jeżeli wierzyć mu na słowo.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 22 cze 2018, 15:53

Albertyna pokiwała głową doskonale rozumiejąc owe obawy. –Niech więc będzie i tak. Nie musi pan się ruszać z miejsca. Tak w zasadzie to znałam kiedyś jakiegoś innego Molingera, Albrechta bodajże. Ma on coś z panem wspólnego, o ile mogę zapytać? Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poniekąd prywatne pytanie. –zapytała siląc się na obojętny ton głosu. Miała ogromną nadzieję, że zbliża się do końca sprawy zaginionego kontrahenta.
Blondynka miała już dość tego miejsca, ale ostatkiem sił starała się nie wypaść na arogancką i samolubną osobę. Przerażała ją wizja tego, ile czasu otaczający ludzie musieli już spędzić czasu w urzędzie. Zaczęła powoli układać w głowie plan jakby to przyciągnąć urzędników do pracy, ale chwilowo zdecydowaną większość jej uwagi pochłaniał starszy jegomość z kolejki.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 02 wrz 2018, 11:29

Siedząca obok mężczyzny Alena odsunęła się od niego, nieznacznie podnosząc się z ławy i w ceremonialnym akcie przeniosła swoje cztery litery dosłownie o cal w bok względem tego, gdzie spoczywała wcześniej. Zarzuciła przy tym głową, przyozdobioną teraz raczej oklapniętą fryzurą, w niby to nonszalanckim geście, mało subtelnie eksponując nasłuchujące ucho. Albertynie zdawać się mogło, że usłyszała prychnięcie, zapewne jako wyraz pogardy, że to nie jej raczono zapytać o zdanie.
Molinger natomiast ani drgnął, spokojnym spojrzeniem przypatrując się rozmówczyni. Wyraz twarzy drastycznie się zmienił, kiedy wspomniała o innym jegomościu, noszącym to samo nazwisko. Choć starał się ukryć swoje zmieszanie, rzekoma urzędniczka nie mogła tego przeoczyć. Eugeniusz odwrócił na chwilę wzrok.
Tak, to mój brat, chociaż od dawna nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. — Podniósł ciągle jeszcze rozbiegane oczy na blondynkę. — Ale nie wpakował się w żadne kłopoty? Z tą kolejkową patologią...? — zakręcił kciukami złożonych dłoni, wyraźnie oczekując odpowiedzi. Nieco zbyt głośno przełknął ślinę, z czego zapewne sam zdał sobie sprawę, bo natychmiast znów opuścił spojrzenie.
Na końcu korytarza, tym, z którego dłuższą chwilę temu wyłoniła się Albertyna, zastukały obcasy. Pracownica urzędu zmierzała w ich stronę powolnym krokiem, w jej dłoni pobrzękiwały klucze. Nie zaszczyciła zebranych nawet jednym spojrzeniem. Mruczała sobie pod nosem jakąś krzywomelodyjną piosenkę, po czym zanurzyła jeden z kluczy w zamku, otwierając drzwi.
Kovirka mogła poczuć na sobie świdrujące spojrzenia kolejkowiczów. Grupa zaszumiała, a spośród wyszeptanych słów mogła wyłowić: "no, teraz to pewnie zrobi z tą paniusią porządek!".

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 02 wrz 2018, 21:00

Albertyna na widok zachowania mężczyzny zmarszczyła brwi zachowując jednak w miarę spokojny wyraz twarzy. Przyjrzała się uważnie rozmówcy zastanawiając się co jest dla niej ważniejsze, znalezienie odpowiedniego Molingera czy możliwość zyskania w oczach kolejkowiczów. Był to dla niej naprawdę trudny wybór. Przypomniała sobie nagle jak na złość słowa Ruperta o znajdywaniu przyjaciół. Powstrzymując się od ciężkiego wzdychnięcia wybrała koniec końców to drugie.
Nie, nie, nie...nic z tych rzeczy– uśmiechnęła się blado postanawiając jeszcze tylko uspokoić swojego rozmówcę po czym ruszyć do urzędniczki. – Był on po prostu znajomym mojej ciotecznej babki. Nie ma powodu do zmartwień. Może wrócimy do tej rozmowy później? Sam pan widzi, chyba zapomniała w gabinecie cukru do kawy.
Blondynka postanowiła improwizować. W jej głowie chaotycznie galopowały stada najróżniejszych myśli niczym dzikie konie niechcące by ktoś je złapał. Notoryczna kłamczucha postanowiła uczepić się jednej z nich i zbudować jej całą sensownie brzmiącą otoczkę możliwą do sprzedania urzędniczce. Tyśka miała nadzieję, że cała historyjka będzie brzmiała na żywo lepiej niż w jej głowie, bo jeśli nie marne były by szanse, aby jej reputacja po całym tym zajściu nie ucierpiała. Dopracowywała ją już gdy stanowczym, aczkolwiek nie zbyt szybkim krokiem podchodziła do kobiety z włosami upiętymi w perfekcyjnie zebrany kok. Tym razem już się do niej nie uśmiechnęła spodziewając się, że i tak okazywanie emocji nie zrobi na kobiecie jakiekolwiek wrażenia. Wątpiła również czy potrafiłaby ją zbić z tropu potokiem słów, ale tę sztuczkę dla odmiany postanowiła przetestować. Odchrząknęła by zwrócić na siebie uwagę i zwróciła się do nowo przybyłej.
Widzę, że pani wróciła. Ciekawe tu zasady panują w tym Novigradzie. Ludzie czekają godzinami w kolejkach, a przerwa nie może nawet kilku minut...Wie pani, nie jestem przyzwyczajona czekać. Gdyby w Kovirze i Poviss miałaby miejsce taka sytuacja...no cóż... cały personel poszedł by do wymiany. Brak kompetencji obsługi w takich miejscach często utrudnia prawidłowy rozwój gospodarki, a to niebezpieczne dla takiego miasta jak Novigrad – nie dało się wyczuć w tych słowach najmniejszej groźby, jedynie informację.– Ciekawi mnie pewna rzecz zanim udam się do pani przełożonego. Ma pani ściśle określone godziny przerw? Mam nadzieję, że nie personel nie wyznacza sobie ich sam, a tak to niestety wygląda. Taki układ jest stosowny jedynie w branżach artystycznych, nie w poważnych instytucjach. Ah, po wielkim Novigradzie spodziewałam się czegoś więcej. Zawiodłam się. Jestem niestety już bliska złożenia skargi– to ostatnie powiedziała odrobinę ciszej, niby od niechcenia. – No to jak z tymi godzinami i gdzie można je sprawdzić?– Albertyna nie czuła się jednak dziś na siłach na tak wielkie przedstawienia. Było jej trochę duszno, miała tylko nadzieję, że nie zacznie się bardzo pocić. Nie wyglądałoby to profesjonalnie. Na jej twarzy nie było jednak widać śladów w tych obaw. Hardo patrzyła na pracowniczkę Urzędu Portowego oczekując na jej reakcję.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Urząd Portowy

Post autor: Dziki Gon » 06 wrz 2018, 22:47

Wszystkie pomruki i szepty, którymi dopiero co wymieniali się kolejkowicze, ucichły nagle, gdy tylko Albertyna zakończyła tę przykrótką wymianę zdań z Eugeniuszem i odstąpiła od niego. Interesanci urzędu bynajmniej nie zamarli jednak; każdy z nich zdawał się teraz wiercić na ławie w poszukiwaniu najdogodniejszej pozycji do obserwacji przedstawienia, które miało się za moment rozpocząć. Ciekawskie spojrzenia śledziły ruch blondynki, kiedy dziarskim krokiem maszerowała korytarzem w kierunku drzwi.
Wciąż trzymając dłoń na naciskanej klamce, kobieta okręciła się w miejscu, stuknąwszy jeszcze krótko obcasem. Zerknęła na pannę Celleno sponad oprawek zaczepionych na haczykowatym nosie okularów i skrzywiła się wcale wyraźnie. Klucze rozbrzmiały się, kiedy krzyżowała kościste ramiona na piersiach.
Wie pani, co jeszcze skuteczniej wydłuża kolejki? — wcięła się w jej słowo bez chwili zawahania, jak gdyby blondynka już zakończyła swoją wypowiedź. Zupełnie, jakby nie obchodziło jej, że ten przydługi monolog dopiero się rozpoczynał. — Tacy upierdliwcy, jak pani — przyszła jej z odpowiedzią na zadane przez siebie pytanie, czemu towarzyszył wredny uśmieszek.
Wkoło zrobiło się jeszcze ciszej, o ile było to możliwe. Starcie dwóch pań z zapartym tchem obserwowali teraz nie tylko kolejkowicze, ale również ci, którzy akurat przechodzili nieopodal, zwalniając tempa, by móc się lepiej przyjrzeć scenie.
Tak się składa, że czas przerw zarówno moich, jak i każdego innego pracownika tegoż urzędu, jest ściśle regulowany ustawowo. Ale o tym z pewnością pani wie, skoro w ogóle wdała się pani w tę daremną rozmowę, prawda?
Na wąskie usta urzędniczki wdarł się paskudny grymas zwycięstwa, którego była pewna. Doskonale zdawała sobie sprawę, że blondynka nie miała o tym pojęcia, bo inaczej nawet nie rozpoczęłaby tej rozmowy. Nie czekając nawet na reakcję ze strony Albertyny, okręciła się w miejscu i przekraczając próg, zawołała.
Następną osobę z kolejki, proszę!
Ławy na powrót ożyły, szemrząc nieprzyjemnie. Tym razem w taki sposób, by "obrończyni uciśnionych" nie mogła zrozumieć ani słowa.

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 84
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Medale: 2
Miano: Albertyna Celleno
Rasa: Człowiek
Wiek: ok 25-30
Złoto: 200
Stan zdrowia: Tak jak jest, jest dobrze
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=132

Re: Urząd Portowy

Post autor: Pliszka » 07 wrz 2018, 1:20

Albertyna przyjąwszy obojętny wyraz twarzy zdawała się wcale nie słyszeć złośliwości do niej skierowanych. Wywróciła tylko raz demonstracyjnie oczyma chwytając się pod boki. Zdawało się, że podobne odpowiedzi słyszała już kilkadziesiąt razy. Choć wyglądała na spokojną wewnątrz niej wrzało. Miała ochotę...sama do końca nie wiedziała na co. Na coś bardzo nieprzyjemnego dla urzędniczki. Z kolosalnym trudem tłumiła w sobie wszelkie emocje, które w niej wzbierały. Nie miała zamiaru pozwolić siebie ośmieszać. Gdy okularnica odwróciła się dziewczyna ani drgnęła.
Gdzie można je sprawdzić?– jej głos był cichy, ale nie na tyle by odchodząca kobieta go nie usłyszała. – Być może pani nie dosłyszała, ale o to głównie się pytałam. Przecież nie będę studiować pani umowy o pracę, nie bądźmy dziecinni. Chyba w interesie nas wszystkich stoi to by znać pani godziny urzędowania. Ułatwiało by to znacznie wiele spraw. Chociażby to, że tacy upierdliwcy jak ja wiedzieliby kiedy to mają być upierdliwi, a kiedy to mogą sobie odpuścić i wrócić do domu. Musi być ich cholernie dużo, jeśli nie sami tacy, że są u takie kolejki. Kto wie może to zorganizowana działalność przestępcza skupiająca się na tym, by uprzykrzyć pani pracę poprzez wstawianie się za klientami tego przybytku? Bo jak przecież można myśleć, że tutaj zebranym oczekującym może się gdzieś śpieszyć? Zapewne ich jedyną ambicją życiową jest czekanie aż szanowna pani wróci z przerwy. Na pewno nie mają swojej pracy, ani innych obowiązków, a czekanie w kolejkach to ich pasa od małego. Idę o zakład, że nawet organizują w tym turnieje.
Albertyna plotła w złości co jej ślina na język przyniosła, mimo wszystko jednak starała się by ton jej głosu nadal był neutralny. Bała się trochę jak to wszystko dalej się potoczy, ale nie zamierzała się poddać, to by godziło w jej honor. Albo wyjdzie z tego zwycięsko, albo z urzędu ją wyrzucą na zbity pysk. W tym momencie nie uznawała żadnych półśrodków. Musiała się na kimś wyżyć z powodu bezsilności w sprawie zaginięcia odbiorcy soli, a ta kobieta ją sprowokowała.
Dziś się pani udało, zwaliła pani winę na mnie i mi podobnych, którzy chcą pomóc oczekującym. Robi tak pani codziennie? Zawsze znajduje pani wymówkę obarczając kogoś innego? Ah, co ja będę rozmawiać z prostymi urzędniczkami. Udam się do kogoś bardziej adekwatnego i posiadającego rzeczywistą władzę – odwróciła się tak, aby największa ilość ludzi spośród tłumu mogła zobaczyć jej twarz. – Wybaczcie państwo, że musieliście czekać tu od rana z mojego powodu, jak stąd odejdę zapewne państwa sprawy zostaną natychmiast rozwiązane. Mam rację? Czy jednak dadzą się państwo znów tak traktować siedząc bezradni całymi dniami pod drzwiami w oczekiwaniu na swoją kolej!? Ten problem sam się nie rozwiąże, tak będzie codzień jeśli nikt z tym nic nie zrobi! Czy pozwolicie by tak traktowano was i wasze rodziny, i przyjaciół, gorzej od psów? Czy ktokolwiek z was będąc uczciwym obywatelem na to zasługuje?
Gdy zwróciła się do tłumu starała się odszukać wzrokiem Eugeniusza Molingera bądź Alenę. Bała się, że kolejkowicze nie są na tyle rozgoryczeni by dołączyć do jej spontanicznej kolejkowej rewolucji. Przeczuwała pesymistycznie w kościach, że zakończy się ona w najlepszym wypadku jej twarzą w błocie. Każdy jednak zasługiwał na odrobinę rozrywki i uciechy, ale rzekoma pana Alterbruck była coraz to mniej pewna czy była ona warta tej ceny, którą będzie musiała ponieść. Dawno się tak nie bała, ale klnąc na swoją dumę nie zamierzała wcale uciekać bądź zaprzestawać swoich działań. Czuła się jak prawdziwy bohater, miała jednak wrażenie, ze tylko ona jedyna siebie tak postrzega.
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław