Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 292
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 18:33

Obrazek

Prócz swojej chwytliwej, cieszącej ucho nazwy, „Pełny Trzos” posiadł wszelkie przesłanki do tego, by stać się oficjalną gospodą przyjezdnych kupców Wolnego Miasta oraz ich ulubioną bazą wypadową. Ulokowana pośrodku Starówki, z oknami wychodzącymi na samą Giełdę, zaledwie rzut kamieniem od portu i znajdujących się tam składów towarowych. Dzień w dzień przewija się przez nią dziesiątki handlarzy zjeżdżających do Novigradu ze wszystkich zakątków Kontynentu, stanowiąc miejsce spotkań, wypoczynku, wspólnych obiadów oraz interesów, nierzadko prowadzonych przy dobrym napitku. Znaleźć tu ludzi niezwiązanych z obwoźnym handlem lub gildią kupiecką jest równie łatwo co koronę na bruku Starego Miasta. Czyli trudno. Większość budynku, w którym mieści się przybytek, zajmują przylegające do niego ściana w ścianę stajnie, w których goście, za rozsądną opłatą mogą powierzyć swoje wierzchowce oraz wehikuły doglądającym ich pachołkom. Część przeznaczona do użytku dla ludzi składa się z parteru, piętra oraz półpiętra nad nim. Sam parter jest przestronny, dobrze oświetlony a przy tym niepodzielony na alkierze lub mniejsze izdebki. Centralną część pomieszczenia zajmuje czworoboczny szynkwas otaczający główny filar gospody, przy którym ustawiono szafki z ekspozycją trunków i nalewek. Od północy rozszerzony nieco o palenisko, z którego serwuje się smaczne i proste dania domowej kuchni w rozsądnej cenie. Przez większość czasu gardła bywalców wyśpiewują na różne głosy rozmaite ody do pieniądza, od spokojnych tonów towarzyszących negocjacjom, po wznoszenie się na wyższe rejestry właściwe dla licytowania. Przychodząc tu z zewnątrz po raz pierwszy odnosi się niebezpodstawne wrażenie, że parter gospody stanowi naturalne przedłużenie placu Giełdy. Fakt, że równie często co obsługująca stoły służba przewijają się tu młode gnomy oraz inni posłańcy, wyłącznie utwierdza w niniejszym przekonaniu. Pokoje gościnne, pojedyncze lub o większej liczbie łóżek, znajdują się na piętrze. Proste w umeblowaniu, schludne w oporządzeniu, łączące podstawowe standardy z niewygórowanym kosztem.

Właścicielami oraz gospodarzami jest tu małżeństwo Zbyluta i Mileny, byłego kupca bławatnego oraz farbiarki, którzy plajtując z powodu przewrotu w Kovirze w 1249 roku, zdecydowali się przebranżowić oraz zainwestować w gospodę, rozbudowując ją i odnawiając niemal w całości. Na co dzień zarządzają nią wraz z pomocą licznej służby oraz stajennych. Większość pracowników pełniąca obowiązki w obrębie izby to dorabiający synowie mniej znacznych kupców i rzemieślników. Niektórzy z nich, w szczególnych przypadkach są oddelegowywani do przywołania do porządku, jednak to sporadyczne przypadki ze względu na ogólną reputację lokalu oraz bliskość patroli straży na pobliskiej giełdzie. Na kłótnie bez udziału rękoczynów zwykle przymyka się oko, traktując je jako niezbywalny element niektórych negocjacji.

Bezwzględnie zakazane są natomiast wszelkie formy hazardu (z wyjątkiem kupowania ryzykownych akcji giełdowych) bez wyróżniania czy gra się na pieniądze czy bez. Niepisaną zasadą jest także niewielki odsetek nieludzi wśród klientów. Choć zwykle nie zakazuje się im wstępu, przeważnie zajmują gorsze miejsca na uboczu, a sami preferują bardziej kameralne gospody rozsiane w innych dzielnicach miasta. „Trzos” to także dobre miejsce na pozyskanie najświeższych informacji handlowych z różnych i zwykle pewnych źródeł. Inaczej niż w typowych gospodach, właściciel nie zbiera plotek ani nie kupczy nimi. W przeciwieństwie do swoich gości, którym zdarza się podzielić tym i owym, zwłaszcza po zaproszeniu na kulturalną rozmowę przy posiłku.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Dziki Gon » 01 wrz 2018, 19:45

Uliczki miasta powoli się zapełniały, choć nie było to tak oczywiste, zważywszy na fakt, że szarpiący wiatr nie sprzyjał rozmowom czy choćby porannym uprzejmościom, toteż Novigrad wciąż pozostawał we względnym, milczącym uśpieniu. Słońce, które już dawno powinno prześlizgiwać się otwartym na wschodnią stronę uliczkami, ciągle zwlekało, pozostając w objęciach zawieszonych na horyzoncie chmur. Część z nich płynęła jednak bielą skłębionych w porcie masztów, podburzając tamtejsze ptactwo do właściwej dla nich kakofonii okrzyków, dających do zrozumienia, że wbrew pozorom miasto już nie śpi.
Nie podążając jednak mewim śladem, kobiety bez słowa pokonywały kolejne alejki, miękko pokonując dystans dzielący Wielką Manufakturę i wspomnianą gospodę, przemykając pomiędzy milczącymi mieszkańcami. Twarz Anneke, choć jeszcze moment wcześniej rozpromieniona niespodziewaną obietnicą pomocy koleżanki, teraz znacznie bardziej wpasowywała się w klimat tego surowego, miejskiego pejzażu, pozbawionego emocji i interakcji. Brak wyrazu, tak bardzo kontrastujący z ekspresyjną czerwienią jej płaszcza, która naraz zastygła w miejscu, zatrzymując się przed wielokondygnacyjnym budynkiem, by upewnić się, że podążająca za blondynką ciemnowłosa dotarła na miejsce.
Uchyliła solidne, drewniane drzwi, wchodząc do środka. Zakręciwszy w powietrzu smukłymi palcami wynurzonej spod płaszcza dłoni, pozdrowiła wąsatego gospodarza, który odwzajemnił grzeczność, kłaniając się. Następnie kobieta rozejrzała się po sali. W niej zaś dostrzec mogły kilkoro ludzi, rozlokowanych pomiędzy co odleglejszymi stołami, którzy ściszonym głosem przekazywali sobie zapewne najświeższe informacje i zasłyszane rewelacje. Nie zaszczyciwszy ich spojrzeniem na dłużej niż ułamek sekundy, Anneke wspięła się po schodach na wyższe piętro, prostym gestem sugerując Orlaith, by uczyniła to samo. Tam przystanęła przy, zdawać się mogło, pierwszej lepszej ławie, po czym usiadła.
Zanim cokolwiek ci powiem, musisz obiecać, że nie piśniesz o tym ani słówka. Nikomu. — Zaczęła bez ogródek, kiedy tylko Ptaszysko dołączyła do niej, nachylając się ku niej. W tamtej chwili do złudzenia przypominała siedzących piętro niżej kupców. — Ale o tym, zdaje się, już chyba wspominałam? Dobra, przechodząc do rzeczy… — Wyprostowała się, rozpinając kolejne guziki płaszcza, odsłaniając dekolt skrywanej wcześniej, prostej, czarnej sukienki. — O ile pamięć mnie nie myli, to ty zawsze miałaś fioła na punkcie błyskotek i innych, śmiesznych kamyków, no nie? — Zabawne, jak prosto Anneke brzmiała, kiedy nikt jej nie słyszał. Nim Orlaith miała możliwość w jakikolwiek sposób odpowiedzieć, jej towarzyszka na powrót nachyliła się, ściszając głos.— Chodzi o to, że jeden z moich znajomych prawdopodobnie zmaga się z klątwą. Podejrzewam, że ktoś mógł użyć któregoś z jego kamieni szlachetnych, by ją rzucić. Dałabyś radę go rozpoznać, prawda?
Zieleń jej oczu, uważnie obserwująca rozmówczynię, znów rozbłysnęła kaskadą iskier w oczekiwaniu na jej odpowiedź.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław