Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 395
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Ivan » 18 mar 2018, 18:33

Obrazek

Prócz swojej chwytliwej, cieszącej ucho nazwy, „Pełny Trzos” posiadł wszelkie przesłanki do tego, by stać się oficjalną gospodą przyjezdnych kupców Wolnego Miasta oraz ich ulubioną bazą wypadową. Ulokowana pośrodku Starówki, z oknami wychodzącymi na samą Giełdę, zaledwie rzut kamieniem od portu i znajdujących się tam składów towarowych. Dzień w dzień przewija się przez nią dziesiątki handlarzy zjeżdżających do Novigradu ze wszystkich zakątków Kontynentu, stanowiąc miejsce spotkań, wypoczynku, wspólnych obiadów oraz interesów, nierzadko prowadzonych przy dobrym napitku. Znaleźć tu ludzi niezwiązanych z obwoźnym handlem lub gildią kupiecką jest równie łatwo co koronę na bruku Starego Miasta. Czyli trudno. Większość budynku, w którym mieści się przybytek, zajmują przylegające do niego ściana w ścianę stajnie, w których goście, za rozsądną opłatą mogą powierzyć swoje wierzchowce oraz wehikuły doglądającym ich pachołkom. Część przeznaczona do użytku dla gości składa się z parteru, piętra oraz półpiętra nad nim. Sam parter jest przestronny, dobrze oświetlony a przy tym niepodzielony na alkierze lub mniejsze izdebki. Centrum pomieszczenia zajmuje czworoboczny szynkwas otaczający główny filar gospody, przy którym ustawiono szafki z ekspozycją trunków i nalewek. Od północy rozszerzony nieco o palenisko, z którego serwuje się smaczne i proste dania domowej kuchni w rozsądnej cenie. Przez większość czasu gardła bywalców wyśpiewują na różne głosy rozmaite ody do pieniądza, od spokojnych tonów towarzyszących negocjacjom, po wznoszenie się na wyższe rejestry właściwe dla licytowania. Przychodząc tu z zewnątrz po raz pierwszy odnosi się niebezpodstawne wrażenie, że parter gospody stanowi naturalne przedłużenie placu Giełdy. Fakt, że równie często co obsługująca stoły służba przewijają się tu młode gnomy oraz inni posłańcy, wyłącznie utwierdza w niniejszym przekonaniu. Pokoje gościnne, pojedyncze lub o większej liczbie łóżek, znajdują się na piętrze. Proste w umeblowaniu, schludne w oporządzeniu, łączące podstawowe standardy z niewygórowanym kosztem.

Właścicielami oraz gospodarzami jest tu małżeństwo Zbyluta i Mileny, byłego kupca bławatnego oraz farbiarki, którzy plajtując z powodu przewrotu w Kovirze w 1249 roku, zdecydowali się przebranżowić oraz zainwestować w gospodę, rozbudowując ją i odnawiając niemal w całości. Na co dzień zarządzają nią wraz z pomocą licznej służby oraz stajennych. Większość pracowników pełniąca obowiązki w obrębie izby to dorabiający synowie mniej znacznych kupców i rzemieślników. Niektórzy z nich, w szczególnych przypadkach są oddelegowywani do przywołania do porządku, jednak to sporadyczne przypadki ze względu na ogólną reputację lokalu oraz bliskość patroli straży na pobliskiej giełdzie. Na kłótnie bez udziału rękoczynów zwykle przymyka się oko, traktując je jako niezbywalny element niektórych negocjacji.

Bezwzględnie zakazane są natomiast wszelkie formy hazardu (z wyjątkiem kupowania ryzykownych akcji giełdowych) bez wyróżniania czy gra się na pieniądze czy bez. Niepisaną zasadą jest także niewielki odsetek nieludzi wśród klientów. Choć zwykle nie zakazuje się im wstępu, przeważnie zajmują gorsze miejsca na uboczu, a sami preferują bardziej kameralne gospody rozsiane w innych dzielnicach miasta. „Trzos” to także dobre miejsce na pozyskanie najświeższych informacji handlowych z różnych i zwykle pewnych źródeł. Inaczej niż w typowych gospodach, właściciel nie zbiera plotek ani nie kupczy nimi. W przeciwieństwie do swoich gości, którym zdarza się podzielić tym i owym, zwłaszcza po zaproszeniu na kulturalną rozmowę przy posiłku.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Dziki Gon » 01 wrz 2018, 19:45

Uliczki miasta powoli się zapełniały, choć nie było to tak oczywiste, zważywszy na fakt, że szarpiący wiatr nie sprzyjał rozmowom czy choćby porannym uprzejmościom, toteż Novigrad wciąż pozostawał we względnym, milczącym uśpieniu. Słońce, które już dawno powinno prześlizgiwać się otwartym na wschodnią stronę uliczkami, ciągle zwlekało, pozostając w objęciach zawieszonych na horyzoncie chmur. Część z nich płynęła jednak bielą skłębionych w porcie masztów, podburzając tamtejsze ptactwo do właściwej dla nich kakofonii okrzyków, dających do zrozumienia, że wbrew pozorom miasto już nie śpi.
Nie podążając jednak mewim śladem, kobiety bez słowa pokonywały kolejne alejki, miękko pokonując dystans dzielący Wielką Manufakturę i wspomnianą gospodę, przemykając pomiędzy milczącymi mieszkańcami. Twarz Anneke, choć jeszcze moment wcześniej rozpromieniona niespodziewaną obietnicą pomocy koleżanki, teraz znacznie bardziej wpasowywała się w klimat tego surowego, miejskiego pejzażu, pozbawionego emocji i interakcji. Brak wyrazu, tak bardzo kontrastujący z ekspresyjną czerwienią jej płaszcza, która naraz zastygła w miejscu, zatrzymując się przed wielokondygnacyjnym budynkiem, by upewnić się, że podążająca za blondynką ciemnowłosa dotarła na miejsce.
Uchyliła solidne, drewniane drzwi, wchodząc do środka. Zakręciwszy w powietrzu smukłymi palcami wynurzonej spod płaszcza dłoni, pozdrowiła wąsatego gospodarza, który odwzajemnił grzeczność, kłaniając się. Następnie kobieta rozejrzała się po sali. W niej zaś dostrzec mogły kilkoro ludzi, rozlokowanych pomiędzy co odleglejszymi stołami, którzy ściszonym głosem przekazywali sobie zapewne najświeższe informacje i zasłyszane rewelacje. Nie zaszczyciwszy ich spojrzeniem na dłużej niż ułamek sekundy, Anneke wspięła się po schodach na wyższe piętro, prostym gestem sugerując Orlaith, by uczyniła to samo. Tam przystanęła przy, zdawać się mogło, pierwszej lepszej ławie, po czym usiadła.
Zanim cokolwiek ci powiem, musisz obiecać, że nie piśniesz o tym ani słówka. Nikomu. — Zaczęła bez ogródek, kiedy tylko Ptaszysko dołączyła do niej, nachylając się ku niej. W tamtej chwili do złudzenia przypominała siedzących piętro niżej kupców. — Ale o tym, zdaje się, już chyba wspominałam? Dobra, przechodząc do rzeczy… — Wyprostowała się, rozpinając kolejne guziki płaszcza, odsłaniając dekolt skrywanej wcześniej, prostej, czarnej sukienki. — O ile pamięć mnie nie myli, to ty zawsze miałaś fioła na punkcie błyskotek i innych, śmiesznych kamyków, no nie? — Zabawne, jak prosto Anneke brzmiała, kiedy nikt jej nie słyszał. Nim Orlaith miała możliwość w jakikolwiek sposób odpowiedzieć, jej towarzyszka na powrót nachyliła się, ściszając głos.— Chodzi o to, że jeden z moich znajomych prawdopodobnie zmaga się z klątwą. Podejrzewam, że ktoś mógł użyć któregoś z jego kamieni szlachetnych, by ją rzucić. Dałabyś radę go rozpoznać, prawda?
Zieleń jej oczu, uważnie obserwująca rozmówczynię, znów rozbłysnęła kaskadą iskier w oczekiwaniu na jej odpowiedź.

Orlaith
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:50
Medale: 12
Miano: Orlaith de Eldingaar
Rasa: Człowiek
Wiek: około 20
Złoto: 20 koron
Stan zdrowia: Zdrowa
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=127

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Orlaith » 20 lis 2018, 0:00

Im dzień stawał się pełniejszy, tym łacniej na place wychodziła wszelka ludzka i nieludzka chmara. Nawet w dzień taki jak ten nie można było powiedzieć o ustaniu handlu. Nic się nigdy w Novigradzie nie kończyło. Póki stąpa po ziemi choć jedna stopa, znajdzie się druga, która jej trzewik sprzeda, mawiał Bergamut. Sam należał do tych drugich, którzy ze zwinnością zamiatali językiem, a wszystko po to, aby przekonać do siebie szeroką klientelę.
Przeszły przez giełdę jak dwie niewzruszone, szachowe figury. Drób, na ogół niesfornie kokoszący się w klatkach, chował chybotliwe łby w gęstwinę własnego opierzenia. Przebiegła im w oddali drogę dwójka dzieci, zaszczekał pies. Milczały obie. Nie myślały o niczym ważnym, błądząc gdzieś wokół tego, co chowa się po straganach.

Świetne sobie wybrałaś miejsce na wyznania. — zauważyła przyglądając się towarzystwu, które hołdowało jednej wartości. Mamonie.
Anneke, doskonale zdając sobie z tego sprawę, dotknęła ciemnowłosą czarodziejkę w słaby punkt. Orlaith potrafiła odróżnić kłamstwo od prawdy, oddzielić chwasty od plew już na samym początku sprawy, lecz w chwili gdy ono kłamstwo lub prawda zaczęły wypełniać jej umysł sposobnościami, pozostawała zainteresowana. Słuchała i analizowała jak to wszystko wykorzystać.

Prychnęła.

Już prawie uwierzyłam, że chcesz się przebranżowić. — Skupiła wzrok na jej oczach i unoszących się w uśmiechu ustach. — Wiesz kto mógł je nałożyć? I w jakich okolicznościach? — dopytywała. Nie zaczynała rozmowy o stawce. Nie było takiej potrzeby. Na razie.
Jesteśmy mierzwą potu i krwi —
— I strugą źródlanej wody.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Dziki Gon » 26 lis 2018, 0:40

Na prychnięcie odpowiedziała prychnięciem.
A gdzie tam, jeszcze mnie do reszty nie porąbało — uniosła brwi w akcie przerysowanej pogardy. — Kamyki to tylko kamyki. Póki pasują mi do sukienki, nic innego mnie nie obchodzi. Poza tym — spauzowała na moment, rzucając Orlaith figlarne spojrzenie. — Przecież nie śmiałabym tworzyć konkurencji mojej słodkiej przyjaciółce.
Smukły nadgarstek zakręcił się w powietrzu, niemal natychmiast przyciągając piegowatą dziewkę. Anneke, nie czekając na koleżankę, zabrała się za składanie zamówienia.
Dla mnie kieliszeczek Erveluce, tylko znajdź jakiś dobry rocznik. A ty, Ptaszysko, dołączysz się? No już, niech będzie, że ja stawiam — uniosła kącik karminowych ust, badając ją spojrzeniem przymrużonych oczu. Zapewne chciała zorientować się, czy wciąż miała do czynienia z kimś, kogo od zawsze uważała za osobę ściśle przestrzegającą reguł i konwenansów, a dla której picie wina z samego rana pozostawało w strefie czynności niewłaściwych.
Nie mam pojęcia ani kto, ani po co, ani tym bardziej w jaki sposób. Brakuje wszystkich niewiadomych — podjęła, gdy tylko służka odeszła, by zająć się przygotowywaniem zamówienia, a twarz blondynki nabrała poważniejszego wyrazu. — Łącznie z tą najważniejszą — nachyliła się. — Ciągle nie wiem, czy to aby na pewno klątwa. Z pewnością znalezienie źródła pomogłoby nam rozwiać tę wątpliwość.
Czarodziejka wyraźnie zamyśliła się, po czym zakręciła zadartym noskiem i rozejrzała wkoło, zapewne w poszukiwaniu pieguska, który miał jej przynieść zamówione wino. Wydawała się w ogóle nie przejmować faktem, że fizycznie niemożliwym byłoby, żeby zdążyła zostać obsłużona w tak krótkim czasie.
To jak, mam cię wprowadzać w szczegóły? Czy może masz ważniejsze rzeczy na głowie? Jak choćby nachodzenie bazarowych krasnali? — W jej głosie dało się wyczuć jawną prowokację, która o włos tylko nie trąciła drwiną. Może w taki właśnie sposób starała się zdobyć uwagę ciemnowłosej i przekonać do swej sprawy?

Orlaith
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:50
Medale: 12
Miano: Orlaith de Eldingaar
Rasa: Człowiek
Wiek: około 20
Złoto: 20 koron
Stan zdrowia: Zdrowa
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=127

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Orlaith » 26 lis 2018, 1:16

Uniosła brew. Ależ ona była nieznośna. Robiła to specjalnie, tyle że Orlaith niespecjalnie chciała w tym momencie wchodzić z nią w dyskusję. Anneke grała jej na nerwach coraz mocniej, Orlaith nie chciała jej jednak dawać powodu do zadowolenia. Gdyby o to w tym wszystkim chodziło, już dawno wyciągnęłaby cięższy kaliber. W najgorszym wypadku, zaczęłyby sobie przez stolik wyrywać włosy, jak za dawnych czasów.

Uśmiechnęła się lekko, zgrabnie. Przyłożyła dłoń do policzka i podparła się na niej, omiatając przestrzeń po prawej stronie.
Byle gorzkie. — Piegowatą obdarzyła ledwie machnięciem powiek. Resztę uwagi skupiła znowu na swojej słodkiej przyjaciółce. — Muszę to jakoś przetrawić. — uśmiechnęła się, niemal cukierkowo. — Twoją szczodrość, oczywiście. I radość ze szczerego serca, że się po takim czasie ponownie widzimy. — dokończyła. Nie miała złych zamiarów. Może nie w smak jej był rozwój tej rozmowy a może chciała uświadomić jej coś, czego jeszcze nie wiedziała.

Chcesz mi powiedzieć, że nie rozpoznałaś najważniejszych poszlak? — zabrzmiało jak drwina, mimo że miało być czymś na rodzaj mieszanki tejże i zdziwienia. — Dla kogo to robisz? — zajrzała jej w oczy ignorując przytyk o krasnalach. Nie miała złych zamiarów. Przynajmniej na razie. Cała ta gra Anneke działała. W końcu o ile miała na głowie pewne załatwienia, mogła je dla tej sprawy nieco przesunąć.

Opuściła obie dłonie na blat stołu przed sobą. Powolnym ruchem założyła jedną na drugą.

Nie kręć już, tylko mów.
Jesteśmy mierzwą potu i krwi —
— I strugą źródlanej wody.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 0:03

Anneke prychnęła znowu, tym razem przewracając przy tym oczami.
Oj, już dobrze, jaka niecierpliwa! — ironizowała, odgarniając z czoła opadające nań złote loki smukłą dłonią, na której nadgarstku podzwaniała cicho gustowna biżuteria. — Może trudno ci będzie w to uwierzyć, ale nie robię tego dla nikogo. — Dwie szmaragdowe tęczówki zatrzymały się wreszcie na obliczu Orlaith. Na próżno było w nich szukać rozbawienia i drwiny, goszczących w nich przecież tak często, że przez niektórych uznawane już były za nieodłączne elementy jej wizerunku. — Robię to dla siebie.
Powaga, która teraz wręcz karykaturalnie prześlizgiwała się po jej twarzy, zupełnie nie wpisywała się w postać, jaką ciemnowłosa mogła zapamiętać z czasów szkolnych. Mogła nawet przywodzić na myśl pewną sztuczność, jednak uważny obserwator dostrzegłby...
...dostrzegłby niewiele, jako że zakłopotanie rozmową i przesadna chęć przekonania do swojej racji zniknęły z twarzy siedzącej naprzeciwko czarodziejki tak szybko, jak tylko zjawiła się pieguska z dwoma kieliszkami, szczodrze wypełnionymi winnym napojem. Anneke nie zdecydowała się na jakąkolwiek formę podziękowań, widocznie uznając, że powolne opuszczenie długich, zaakcentowanych ciemnym tuszem rzęs było wystarczającą nagrodą za trud jej pracy.
Mój przyjaciel... — zaczęła po chwili, obracając smukłe naczynie w palcach lewej dłoni, przyglądając się przelewającemu wewnątrz napitkowi. — Bliska mu osoba od pewnego czasu zachowuje się... osobliwie.
Prawa dłoń zatańczyła subtelnie nad blatem ławy, przy której siedziały. Zgrabne palce przesmyknęły w powietrzu, chwytając coś nieuchwytnego, czemu zawtórowało ciche pomrukiwanie z pozoru przypadkowych, nic nieznaczących słów, które jednak Orlaith była w stanie rozpoznać. W okamgnieniu wino zmieniło swą barwę, do złudzenia przypominając teraz źródlaną wodę.
Nie ma sensu sprawiać wrażenia zmęczonych życiem kobiet, które nie potrafią rozpocząć dnia bez odpowiedniej motywacji, prawda? — mrugnęła do niej, po czym przechyliła kieliszek, z którego nadal dało się czuć pełny, wytrawny bukiet. Gestem wolnej dłoni zaproponowała rzucenie iluzji na drugi z nich. No tak, przecież od zawsze wykazywała niezmierzoną chęć naciągania rzeczywistości i bawienia się zmysłami gawiedzi.
Anneke zacmokała niemal niesłyszalnie, po czym otrząsnęła się, wreszcie przypominając sobie, po co w ogóle się spotkały.
Chodzi o to, że nikomu jeszcze nie powiedziałam o moich przypuszczeniach. Mój przyjaciel, podobnie jak całe jego otoczenie, zdaje się niczego nie zauważać. Ja jednak myślę... — znowu potrząsnęła złotymi lokami, hardo odkładając naczynie na blat. Podobnie jak jej gestykulacja, również i głos nabrał właściwego sobie animuszu. — Nie, Orlaith. Ja jestem pewna. Tam dzieje się coś złego. Jego żona — opamiętała się wreszcie, ściszając głos. — Jego żona chyba odchodzi od zmysłów.

Orlaith
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 30 mar 2018, 0:50
Medale: 12
Miano: Orlaith de Eldingaar
Rasa: Człowiek
Wiek: około 20
Złoto: 20 koron
Stan zdrowia: Zdrowa
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=127

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Orlaith » 29 lis 2018, 23:47

Kręcisz, Anneke, kręcisz, pomyślała zawijając na palec kosmyk włosów. Nieznośna i prowadząca za nos ze staraniem, aby wszystko to co mówi mogło przykryć coś, czego wypowiedzieć nie miałaby na głos najmniejszej ochoty. Po głowie Orlaith krążyło pytanie, które z pewnością nie uszłoby uwadze blondynki o rozbieganym teraz wzroku. Nie było potrzeby. Tak jak bez potrzeby, z pruderią godną zastanowienia, nalewała z czarki przemieniony dzięki iluzji trunek prosto do postawionych obok siebie szklanic.

Niezwykle trudno. — przyznała, uśmiechając się pod nosem. Twierdzi, że robi „to” dla siebie? Dla rozwoju osobistego? Dla ciekawości, która zjadała ją od wewnątrz? Jak często czuła to samo uczucie siedząca naprzeciw brunetka? Nie byłyby sobą, gdyby nie dążyły do tego, co dla zwykłych ludzi niedostępne. Ciekawości na wyciągnięcie ręki. W chciwości godnej najlepszym złodziejom nie mogli się nikomu równać. Oni. Choć na głos brzmiałoby to absurdalnie, tacy właśnie byli.
Osobliwie? Zaczął ubierać się w twoje sukienki? Przymierzać lub co gorsza szyć sobie gorsety? — zadrwiła. Może rozchodziło się o zwykłą miłostkę, która trwała na tyle długo, aby czarodziejka o lśniących włosach zaczęła wyobrażać sobie zbyt wiele?

Widząc wzrok „przyjaciółki” machnęła ręką i weszła jej w słowo.

Nieistotne. — wtrąciła ustawiając dłoń pod brodę. — Opowiedz mi o tym człowieku i jego otoczeniu jak najwięcej. Mam się z nim spotkać? W tym właśnie celu wybrałaś to miejsce?
Jesteśmy mierzwą potu i krwi —
— I strugą źródlanej wody.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 254
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Gospoda kupiecka „Pełny Trzos”

Post autor: Dziki Gon » 13 gru 2018, 22:21

W odpowiedzi na pytanie, Anneke zakręciła główką, z trudem przełykając zaczerpnięty przed chwilą łyk. Zrobiła przy tym skwaszoną minę i sądząc po tym, z jaką precyzją składała zamówienie, raczej nie krzywiła się z powodu nietrafionego wyboru. Zmarszczone czoło i nieco uniesiona, rysująca się zgrabnym łukiem lewa brew wyrażały jawne rozczulenie naiwnością ciemnowłosej.
Chyba nie sądzisz, że pozwoliłabym, żebyś to ty mu powiedziała o moich przypuszczeniach, co?
Nie próbowała nawet tłumić kolejnego prychnięcia. Patrzyła przez chwilę na siedzącą trzy ławy dalej dwójkę kupców, z których jeden właśnie przystępował do ceremonialnego wyjścia, bezpardonowo szurając krzesłem po parkiecie. Blondynka nie wydawała się jednak w żadnym stopniu zainteresowana tą sceną, toteż, gdy tylko przewróciła oczami, nachyliła się znów nad stołem. Wlepione w ciemnowłosą oczy zdradzały pewne zniecierpliwienie, co mogłoby zostać uznane za niedorzeczne, zważywszy na to, że to panna de Eldingaar zdecydowała się wreszcie przejść do sedna sprawy.
Duncan jest przedstawicielem redańskiej szlachty. Mieszka wraz z żoną w Nowym Mieście. Oboje obracają się wśród zamożnych i wpływowych ludzi Novigradu. Rozumiesz, jakieś bankiety, uczty, takie tam... — opowiadała, niby od niechcenia, wymieniając kolejne uciechy, jakim oddawała się beztroska śmietanka towarzyska. — No sama rozumiesz! Nic nadzwyczajnego. Poznałam go podczas jednego przyjęcia, jakoś ostatniej zimy. Miły, grzeczny, dobrze ubrany. Zupełnie jak jego żona.
Sięgnęła po kieliszek. Nim zdążyła przechylić go na tyle, by zeń zaczerpnąć, zastygła w pozornym bezruchu.
Przynajmniej do czasu. Tak jak mówiłam. — wzburzyła napój delikatnym ruchem nadgarstka. — Z początku była drażliwa, później oschła. Myślałam, że po prostu mnie nie lubi, ale... — Bezbarwne teraz wino kołysało się coraz gwałtowniej. — Z czasem zaczęła mówić od rzeczy. Reagować w dziwaczny sposób na najzwyklejsze, codzienne zdarzenia. — Stanowczo odstawiła kieliszek, nie wziąwszy nawet łyka.
Myślę, że to zmierza w złą stronę. Zresztą najlepiej, jeśli sama byś się o tym przekonała. Oczywiście jeśli chcesz mi pomóc.
Jej głos był nadzwyczaj spokojny. Ciężko było go powiązać z roztrzepaną, z reguły pełną energii Anneke. Szczególnie komuś, kto znał ją tak dobrze, jak Ptaszyko.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław