Baszta Więzienna

Obrazek
Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 960
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Baszta Więzienna

Post autor: Dziki Gon » 22 maja 2018, 18:46

Obrazek Zewnętrzna baszta warowni zwana więzienną to klejnot w diademie placówek penitencjarnych miasta. Żaden zawilgły loch w guście tego pod zamkiem albo sracza na Starówce szumnie zwanego aresztem. Tu panuje wyższa kultura i selekcja przewidująca miejsce dla zasłużonych, to znaczy politycznych i przestępców znaczniejszej kondycji. Osadzeni nie mogą narzekać na nudę ani brak poświęcanej im uwagi. Kilkukondygnacyjna budowla o murach tak grubych, że tłumiących większość krzyków, pełna jest atrakcji oraz profesjonalnej służby okazującej im swoje szczere zainteresowanie. W tutejszych apartamentach i komnatach lza wyciągnąć się na łożu za wszystkie czasy oraz ogrzać przy podkręcanym w razie potrzeby ciepełku. Nie może być inaczej skoro nawet sam pan Namiestnik zwykł zaglądać tu osobiście, by doglądać pensjonariuszy oraz być na bieżąco z ich aktualnymi potrzebami, zagadując ich osobiście, czasem w ramach wielogodzinnej rozmowy przy nastrojowym świetle świec lub większego płomienia. Jak dotąd nie odnotowano tu żadnych zażaleń, a najlepszym potwierdzeniem wysokiego standardu zakwaterowania oraz usług niech będzie fakt, że ci którym poszczęściło się tu trafić, nie opuszczają tego miejsca po dziś dzień.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 458
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 14
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 13 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Ivan » 04 paź 2019, 20:23

Równie milczący Rudolf przelał się przez aortę, nie odwzajemniając pozdrowień, zajedno uprzejmych czy nie. Powracał do światła, jednak bezpowrotnie zabierając w nie część nienasyconej, zawilgłej ciemności, tortury beznadziei, niepodzielnie panującej w trzewiach zamku. Nie czując, choć nie był to zdrowy rodzaj znieczulenia, doskwierających mu przez większość dnia głowy i boku. Na moment zapominając nawet o tym, że winien był frasować się orężem.
Wkurwiał go cerber z tłustymi włosami wskazujący oczywisty kierunek. Wkurwiał go eskortujący Besik, kolejnymi oczywistościami. Wkurwiło go udawane brandesdorferskie „o”, najpewniej wyczekane co do minuty. Wkurwiał go cień uśmiechu na twarzy justycjariusza, na który odpowiedział samym cieniem. Wkurwiali go, odkąd pamiętał, ludzie dotykający jego broni, choć dzisiaj jakby bardziej niż zazwyczaj. W końcu wkurwiło go brzmienie jego własnego głosu, niespodziewanie zimnego, zdradzającego hardość i zaczepność. Wypisz wymaluj jak stal, którą właśnie odbierał.
Decyzja nie należy do mnie. Lecz do oskarżonego. Pytacie złego człowieka.
Złego. I bardzo rozczarowanego. Całym swoim dotychczasowym życiem. Uświadamiającego sobie bezsens swojej pokuty. Bezcelowość wypełnianego sumiennie przez ostatnie kilka lat sakramentu ostatniego namaszczenia.
Kto — zaczął, podnosząc oczy na justycjariusza, zmęczony pozorami i dłuższym kluczeniem, a w końcu przewidzianym protokołem. — Kto się za nim wstawił? Jego familia? Ktoś ze znajomych? W ogóle ktoś się wstawiał? — zastanowił się w głos, obciążając pas na biodrach świeżo odzyskaną bronią. — Czy po prostu mierzi was farsa z tretogorską ekstradycją?
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 960
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Dziki Gon » 04 paź 2019, 23:52

Któreś z kilku następujących po sobie w szybkiej sukcesji pytań sprawiło, że nad zimnymi, niezmiennie indyferentnymi oczami młodszego justycjariusza brwi uniosły się ponownie w wyrazie dobrze kontrolowanego zaskoczenia. Może sprawiły to wszystkie pytania. Może fakt, że w ogóle zostały mu przez szampierza zadane.
Zdecydować między tymi trzema ewentualnościami Rudolf nie potrafił w równym stopniu, co jednoznacznie zinterpretować, czy początkowe zdumienie na twarzy Brandesdorfera było autentyczne, czy tak samo fałszywe, jak to, która właśnie rozpływało się pod przywołanym z powrotem kordialnym uśmiechem.
Tu się mylicie, Rudolfie — pouczył go cierpliwie dostojnik. — Decyzję oskarżony podjął w chwili, gdy zażyczył sobie wezwać was na obrońcę. Decyzję, która w świetle prawa musi być obustronna i obustronna dobrowolna. Niczym zaślubiny. Pragnę tedy usłyszeć wasze, jako drugiej strony, postanowienie względem apelacji oskarżonego.
Nic w tonie, z jakim ponowił uprzejmą prośbę nie wskazywało na to, by oczekiwał, tudzież pragnął, od Freifechtera jakiegoś konkretnego postanowienia. Z drugiej strony, nic na cokolwiek w nim nie wskazywało.
Nie ma powodu do obaw o jej nieodwołalność. Przysługuje wam prawo do wycofania się z roli sekundanta do chwili wstąpienia na ubitą ziemię. To jest, dokładnie do jutrzejszego wieczoru. Służę pomocą, jeśli zaprzątają was jakiekolwiek więcej pytania. Za wyjątkiem pytań, które zadaliście wcześniej — dodał naczelnik, rozwiewając wątpliwości względem tego, czy nie postanowił ich całkowicie zignorować. — Powinno być dla was zrozumiałe, że nie lza mi komentować toczących się na łamach miejskiego wymiaru sprawiedliwości spraw.
Długą pauzę Brandesdorfer wykorzystał na obejście dębowego biurka. Zasiadłszy za nim, bez pośpiechu dobył z jednej z szuflad gęsie pióro zakończone pozłacaną stalówką oraz kolejną opasaną skórą księgę, znacznie cieńszą.
Mogę uczynić wyjątek względem jednej informacji. Za oskarżonego nie wstawiano się oficjalnymi kanałami. Zapewniam, że wątpliwym jest, by członkowie powszechnie szanowanej familii, nawet w obliczu tak przykrych okoliczności, zdecydowali się na kanały… nieoficjalne. Korzystanie z nich obarczone jest ryzykiem, a ryzyko ma tendencje do niezważania na stan i nazwisko tego, kto mu wchodzi w drogę. Czy to wdowa po utytułowanym obywatelu, czy dziedzic, czy nawet zasłużony miastu sługa. Hipotetyzując.
Czy nie mylę się? Jest to dla was zrozumiałe?

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 458
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 14
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 13 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Ivan » 06 paź 2019, 1:29

Nie, Rudolf był daleki od zrozumienia. Poczynając od tego, komu właściwie miałby powiedzieć teraz sakramentalne „tak”, jeśli nie Egonowi. Komu innemu, jeśli nie samemu inkryminowanemu i jego rodzinie zależało teraz na jego życiu. Nawet jeśli widzenie zaaranżowano tylko po to, by mogli po prostu porozmawiać po raz ostatni, nie odbyło się to bez ingerencji osób trzecich, przy ewidentnej aprobacie samego justycjariusza, od samego początku tak gładkiego, że aż śliskiego.
Wyjdę — postanowił krótko na przekór wszystkim podejrzeniom, domysłom i dotychczasowym postanowieniom. „Jeśli będzie dla kogo” dodał już w myślach.
W drugiej kwestii to nie jemu było daleko. Tym razem to justycjariusz nie zrozumiał. Pytania, choć nie było to pytanie, wyłącznie pokrewna mu próba odreagowania niewiedzy. Na którą urzędnik sądowy nie tylko zareagował, ale wykazał nietypową dla urzędników sądowych umiejętnością robienia wyjątków. Rudolf przymknął powieki na dłużej. Otworzywszy je, przyjrzał się uważniej Brandesdorferowi. Widział kto kiedy prawnika przyznającego się do nieoficjalnych kanałów?
Zasłużony miastu sługa nie odpowiedział na ostatnie pytanie. Milczał dłuższą chwilę. Szacował ryzyko.
To groźba czy ostrzeżenie, panie Brandesdorfer? — zapytał w końcu, powstrzymując odruch nieładnego, pełnego oskomy uśmiechu, towarzyszącego mu zwykle, ilekroć zdarzało mu się bywać adresatem obydwu z wymienionych rzeczy.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 960
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Dziki Gon » 06 paź 2019, 13:04

Gówno hierarchy nie pachniało fiołkami, Wieczny Ogień w zniczu zdmuchiwał wiatr, a prawa, lewa i tysiące długich rąk obu, którym imię było Legion, czasami ordynarnie brały w łapę. Brandesdorfer poświadczył temu, bezceromonialnie wypowiadając w głos prawdę niewypowiadalną, równie niefrasobliwy i nieporuszony, co gdyby rozmowa toczyła się nadal wokół toczących się po arenie głów oraz fascynującej tradycji ordaliów. Resztki decorum zachowywał, powstrzymując entuzjazm. Oraz uśmiech. Bez uśmiechu był równie gładki, śliski i zagadkowy.
Żadne z powyższych — odparł. — Nie mam wam za złe, jeśli rozumiecie to jako ostrzeżenie. Czułbym się zobowiązany udzielić podobnego, gdybyście, ot, usiłowali wetknąć w mojej obecności głowę w palenisko. Albo wysikać się pod wiatr.
Odpowiedź naczelnika przerwały trzy krótkie uderzenia kułaka do drzwi biura, które Brandesdorfer zareplikował krótkim, surowym „czekać!” i wrócił do uzupełniania swoim własnym pismem otwartej strony księgi. Do szampierza wrócił po dłuższej, nieomal parentycznej, karcącej minucie ciszy.
Insynuowania groźby również nie mam wam za złe. Pragnę jedynie ową insynuację rozwiać. Ja nie grożę, panie Rudolfie. — Gdyby spoglądał w nie po raz pierwszy, Rud przysiągłby, że oczy młodego dostojnika przeczyły temu, ujawniając bezczelny kłam. Ale były dokładnie takie same, co w chwili, gdy witały go w tym biurze. Po prostu zimne. — Dziękuję za kooperację. Jesteście wolni. A jutro oczekiwani w miejskim Teatrum, równo ze zmierzchaniem.
Justycjariusz nie wskazał mu drzwi, nie czekał, aż szermierz sam się ku nim skieruje ani, o dziwo, nie wstał zza sekretarza, by uścisnąć mu wcześniej dłoń na pożegnanie. Nie podnosząc więcej wzroku znad pozłacanej stalówki pióra, kontynuował samotną batalię z demonami biurokracji.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 458
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 14
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 13 koron
Stan zdrowia: Wino uderzyło do głowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Ivan » 06 paź 2019, 19:33

Wyjdę — powtórzył i zdecydował Rudolf, któremu aż nadto było już tego paskudnie rozpoczętego dnia, by wieńczyć go przedłużającym się pobytem w nie mniej pięknych okolicznościach miejskiego zamczyska. Nawet po to, by uprzyjemnić go sobie szczegółowym rozpatrywaniem ukrytej groźby sprzedanej mu na odchodne. Nieznajomość jej podstaw nie przeszkadzałaby mu bynajmniej w doszukaniu się w niej ewentualnego powodu dla uzyskania satysfakcji. Nawet jeśli uzyskanej inaczej niż przez wypuszczenie jej z arterii na piach. I niekoniecznie dzisiaj, przez wzgląd na pogrzebanego tysiąc stopni poniżej kompana wciąż znajdującego się na łasce justycjariusza i jego podejrzanych motywacji. Jego samego, jak zawsze — zapamiętał, zważył, rozdzielił. A policzyć zawsze się zdąży.
Póki co, spieszno mu było do Heina z nowinami. Na Starówkę.
Obrazek — Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 960
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Baszta Więzienna

Post autor: Dziki Gon » 07 paź 2019, 16:23

Wyszedł. Mijając nieznajomego mu, ciemno odzianego jegomościa, który wślizgnął się za nim do biura i pośpiesznie domknął za sobą drzwi. Nogi Rudolfa tymczasem, niczym spragniona światła ćma, same poniosły go ku wyjściu, jak gdyby w każdej chwili mogło ono zostać zatrzaśnięte mu przed nosem, porywając go z powrotem ku ciemności.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław