Bestiariusz

Obrazek
Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 281
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 9
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 19 koron
Stan zdrowia: Fikam nogami.
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=143

Bestiariusz

Post autor: Ivan » 22 mar 2018, 3:14

BESTIARIUSZ
„Czyli kilka spośród licznych poczwar znad Pontaru, które mogą cię zeżreć…”



Obrazek
Bruxa — wampirzyca przyjmująca postać filigranowej dziewuszki w białej sukni, której zazwyczaj towarzyszy szczebiot ptaków. Łacno ją pomylić z rusałką bądź nimfą. W przeciwieństwie do innych przedstawicieli swego gatunku, może atakować zarówno w nocy, jak i w dzień, przepoczwarzając się magicznie w czarnego nietoperza o zarośniętej, wąskiej paszczęce, szerokim cielsku, długich szponach i delikatnych, błoniastych skrzydłach. Atakująca bruxa najczęściej posługuje się bardzo silną falą dźwiękową — umie wrzasnąć, że uszy więdną i we łbie dzwoni — lub zabija na miejscu, rzucając się z góry na ofiarę i przegryzając jej kark. Bestia potrafi wniknąć do umysłu ofiary — w ten sposób może się z nią komunikować, ogłuszać lub urzekać nieszczęśników. Rzadko spotykana, prowadzi samotny tryb życia, polując najczęściej w starych, opuszczonych zagajnikach, ruinach lub w miejscach objętych klątwą. Ponoć zdarza się niekiedy, by bruxa upodobała sobie człeka na mimowolnego towarzysza, gdy ten jest pokażony przekleństwem i nie czyniła mu krzywdy. Jeden pechowiec odważył się nawet sprawdzić tę pogłoskę. Nie wiadomo, czy to, że znaleziono go z karkiem rozpłatanym kłami oznacza, że plotka o wampirzycach łże, czy że zaiste był dotknięty klątwą pecha.



Obrazek
Dusiołek – bardzo rzadka odmiana diaboła, występująca najczęściej w przydrożnych zagajnikach lub polanach, rzadziej na polach niedaleko małych osad czy wiosek. Krótkie pękate nogi, ludzki tułów, z grubsza gnomia głowa z krótkimi rogami — dusiołek różni się od swojego gatunku przeważnie posturą, jest przeto dwa razy mniejszy od przeciętnego diaboła. Czeka dniami na strudzonych wędrowców lub zasypiających przy robocie w polu wieśniaków, szukając okazji do rabunku. Najczęściej dusi swoją ofiarę we śnie lub atakuje lagą, którą zawsze nosi przy sobie. Zbiera od podróżnych drogocenne rzeczy, które trzyma w swoim worku.









Obrazek
Obrazek
Ghul — humanoid z rodziny trupojadów, zamieszkujący najczęściej opuszczone cmentarzyska lub rojący się na pobojowiskach. Wysokiej postury, chodzący na dwóch, czasami na czterech kończynach humanoid. Jest potworem niebezpiecznym, charakteryzującym się paskudną gębą pełną spiczastych kłów oraz ostrymi pazurzyskami. Choć pozornie chudy i tykowaty pod grubą, szarą skórą kryje się stal mięśni dodająca mu nielichej siły i szybkości. Najczęściej atakuje on ofiary znienacka, rzucając się na nie, kiedy obrócą się plecami do zagrożenia. Walczyć z ghulem można najefektywniej ogniem, ostrym światłem i srebrem. Żywi się ciałami świeżo pochowanych osobników, stąd moc ich na co nowych żalnikach oraz polach bitewnych. Nie słyszało się jednak, by jakiś ghul pogardził żywą zdobyczą, gdy się mu taka napatoczy, szczególnie gdy jest głodny lub wściekły. Bliskim krewniakiem ghula jest zasię Graveir, potwór większej postury, różniący się od ghula trzema grzebieniami na czaszcze, rozwiniętą paszczą zdolną przegryzać kościec i krótkimi szponami pozwalającymi ryć w ziemi w poszukiwaniu ciał. Najmniejsze draśnięcie tych ostatnich powoduje zakażenie jadem trupim, który leczyć można jedynie wydajnymi eliksirami i modlitwą, by nie było za późno. Nieliczni wychodzą żywi ze spotkania z Graveirem, by opowiedzieć swoją historię, nawet wiedźmini. Wszyscy, którym się udało potwierdzają, że nie jest z niego piękny skurwiel.

Obrazek

Leszy – niezwykle przebiegły i niebezpieczny demon starszej rasy, zamieszkujący prastare puszcze, zagajniki oraz bory. Przyjmuje on humanoidalną formę bladego starca oplątanego runem leśnym, choć zostało zasłyszane, że równie często spotkać go można w postaci olbrzymiego wilka, niedźwiedzia lub żbika. Jest królem puszczy i duchem lasu, włada zarówno roślinnością, jak i jego mieszkańcami. To do niego należy decyzja, czy śmiałek kroczący przez jego królestwo zginie, czy może wyjdzie bez szwanku. Potrafi obdarzyć gościa licznymi darami lub skazać na wieczną tułaczkę. Jego wyroki są nieprzewidywalne i tajemnicze, zaś każda ofiara wkraczająca w leśne powoje jest skazana na jego łaskę.







Obrazek
Południca — zjawa, zmarła dusza pięknej dziewki błąkająca się po polach i łanach, upodobająca sobie pełne zboża lato. Podania o warunkach powstania takowej zmieniają się co wieś, a nawet co chałupa. Gdzieniegdzie południcą może zostać jedynie dziewica, znów według temerskich klechd — panna młoda lub panienka rychło wyczekująca zaślubin, podczas gdy w Rivii i Lyrii często mawia się o duchach młodziutkich wdów, którym wojna zabrała ukochanych i zabiły się z rozpaczy. Ponoć napotkana południca czasem częstuje darami strapionych wędrowców, pomagając im odzyskać siły i wskazując bezpieczną drogę do domu. Kiedy indziej może przydać swoim dotykiem pracującemu w pełnym słońcu chłopu śmiertelnej choroby albo wydrapać oczy długimi, trupimi pazurami oczy, o ile wcześniej nie przerazi go na śmierć obliczem suchym i pomarszczonym, jak u wyrzuconego na słońce zezwłoku. Taka zjawa jest obłąkana z żalu po śmierci, a przeto zwodnicza, zdradliwa. Południcę ponoć lza spotkać jedynie podczas gorącego, letniego południa, najczęściej na samotnych skrawkach roli, daleko od domostw i chałup — towarzyszy jej śpiew oraz zapach dojrzałych jagód, jeżyn i malin.




Obrazek
Północnica — kolejny demon starszej rasy, zdający się występować powszechnie jedynie w zimie. Najczęściej objawia się taki niedaleko mało uczęszczanych traktów lub samotnych zabudowań, skąd zwabia swoje ofiary hipnotyzującym śpiewem. Zstępuje na ziemię długo po zmierzchaniu, o północy, znikając o brzasku. Kiedy się tylko zjawia w okolicy i zaczyna posępnie snuć, ludzie gubią poczucie czasu i kierunku w ciemnych lasach, z których nie ma ucieczki. Jak do tej pory, nikt nie ocalił się z podobnej tułaczki, by opisać sposób, w jaki północnica zabija swoje ofiary. O ile to czyni.










Obrazek
Skolopendromorf — zwany w starszej mowie Yghernem, to kształtem przypominająca długiego na dwa sążnie wija kreatura, poruszająca się na mrowiu małych, jasnych odnóży. Podzielona na płaskie segmenty chitynowa skorupa okrywa jego długaśne cielsko zapewniając mu godną zbroi płytowej ochronę zdolną oprzeć się nawet cięciu wiedźmińskiego miecza. Żyje w dzikich opuszczonych lasach, przyczajony pośród poszycia badając otoczenie przy pomocy długich, znajdujących się na łbie czułków. Atakuje znienacka a swoją zdobycz stara się dosięgnąc przy pomocy pary długich kleszczy produkujących żrący jad. W kontakcie ze zdobyczą wywołuje on paraliż i powolną śmierć w męczarniach poprzez strawienie żywcem i jakby tego było mało — nie ma na niego odtrutki. Jego szybkość i zwinność oraz zdolność do cierpliwego oczekiwania w zasadzce często okazują się zgubą przypadkowych wędrowców.






Obrazek
Obrazek
Utopiec — zmartwychwstały potwór zamieszkujący ciało zabitej w wyniku utopienia osoby, która po śmierci znalazła się pod wypływem działania silnego pola magicznego. Znacznie rzadziej — klątwy. Należący do rodziny zwierząt nocnych utopiec wyróżnia się niebywałym słuchem i węchem, zaś rozpoznać go można po charakterystycznych, długich szponach złączonych błonami, licznych rybich grzebieniach, szarej odmianie łusek i wilgotnej, siatkowatej skórze. Występuje najczęściej na terenach podmokłych — jeziorach, groblach, w strumieniach i w rzekach — gdzie zamieszkuje w leżach z sitowi i poluje na swoje ofiary. Nie angażuje się w otwartą walkę, preferuje wabienie nieszczęśników w pobliże wody, a następnie wciąganie ich w odmęty i topienie za pomocą zaskakująco silnych, pazurzastych kończyn. Wrażliwy jest zarówno na ogień, jak i ostre światło. Jeszcze większym pechem, niż napotkać utopca, jest natknąć się na jego wyrośniętego kuzyna — Topielca. Topielce od pozostałych ożywieńców różnią się rozmiarem oraz zabarwieniem — są w stanie osiągnąć wzrost dorosłego człowieka, zaś ich łuski utrzymują się w kolorach zgniłej zieleni. Cała siła, zwinność i zajadłość utopca, to dziesięć razy tyle w przypadku topielca. Do tego bestię zdaje się cechować jakiś stopień upiornej, prymitywnej inteligencji, biorącej przewagę nad instynktem i przydającej polującemu topielcowi zaskakującą finezję.

Obrazek
Wiwerna — latającym gad z rodziny jaszczurowatych, namiętnie mylony z innym przedstawicielem gatunku, czyli smokiem właściwym. Jest on zasię znacząco mniejszy i słabszy od przytoczonego smoka. Różni się też kolorem — przyjmuje najczęściej barwę ciemnej, niekiedy mdłej zieleni. Nie zieje ogniem, lecz wyposażony jest w ogon zakończony jadowym kolcem. Atakuje najczęściej od góry, miażdżąc nieszczęśnika pod swoim ciężarem i rozszarpując ostrymi, zakrzywionymi szponami lubo porywając ofiarę do leża. Niegdyś wiwerna występowała jedynie w głębokich lasach i wysokich górach, jednakże brak pożywienia i zacieśnianie się nisz biologicznych pozostałych gatunków sprawiły, że wiwerny widujemy coraz częściej nad siołami i na gęsto uczęszczanych traktach, gdzie polują na przypadkowych kupców czy podróżnych.







c.d.n.
Opisy sporządzone na podstawie opracowania Ejiry; korekta i grafiki: Ivan

BONUS!
Autorskie bestie z „Konkursu Potwornego”

Tungl dýr lub tetrafilodent, popularnie: zgryzota — pokoniunkcyjna bestia, przez niektórych systematyków stawiana w jednym szeregu z wampirami niższymi, głównie ze względu na zbieżność niektórych upodobań i obyczajów, jak również silne, choć nie do końca wyjaśnione związki z księżycem (okresowe zmiany formy fizycznej). Większość badaczy uważa jednakowoż tetrafilodenty za zupełnie odrębny rodzaj, umieszczając je obok kokoszek, v’kkanów i xylokorgów w grupie tzw. „pseudowampirów”.

Nazwa ludowa tetrafilodenta pochodzi od zgryzania — stwór ów posiada bowiem cztery rzędy zębów, któremi zgryza ochoczo, co mu tylko się nawinie, a już najchętniej z tego wszystkiego ludzi markotnych i smętnych, żałobników, wdowców i sieroty. Smutek ludzki i żałość zdaje się być temu stworzeniu najlepszą przyprawą, która dodaje mu apetytu, animuszu i sił... A może taką ofiarę po prostu najłatwiej upolować, skoro często nawet się nie broni.

Jak wygląda zgryzota, to rzecz złożona, zmienna i wielce dla tej istoty charakterystyczna. Kiedy księżyca ubywa, podobna jest do psa rudego. Kiedy przybywa — do ryżego kota. W czasie nowiu pieje po zagrodach jako kogut rdzawopióry, zaś kiedy miesiąc w pełni stanie, wtedy potwór będzie wężem o miedzianej łusce. Tutaj należy jednak z całą stanowczością zaznaczyć, że plotki o przybieraniu przezeń także i formy humanoidalnej — rudowłosej kobiety lub młodzieńca — to wyłącznie szkodliwe i pozbawione jakichkolwiek podstaw naukowych przesądy! Mechanizm ani przyczyny tej okresowej zmienności nie zostały do tej pory wyjaśnione.
Która postać bestii jest prawdziwa — zapytają dociekliwi... Otóż każda. Każda tak samo. Zaś po wspomnianych już czterech rzędach zębów łatwo odróżnić drapieżnego tungl dýra od zwyczajnego psa, kota czy węża, a nade wszystko — od koguta. Kto bowiem widział u podwórkowego ptactwa kły wewnątrz dzioba? Cóż — tym, którzy widzieli, nie było najpewniej dane zobaczyć już więcej dziwów tego świata.

Zgryzota atakuje najczęściej o szarej godzinie między dniem a nocą, to jest tuż przed świtem albo ledwo po zmierzchu, a zabija szybko i boleśnie. Osusza ofiarę z wszelkich płynów (w tym i krwi), przywierając do niej zębami, z których przynajmniej część jest zbudowana na zasadzie ssących rurek, mogących wydłużać się w przedziwny sposób nawet dwudziestokrotnie i łatwo sięgać do najgłębszych zakamarków ciała ofiary.

Bestia ta upodobała sobie okolice ludzkich siedzib, ale okoliczności jej rozmnażania, jak i w ogóle pochodzenia, wciąż pozostają zagadką. Nieuczeni powiadają, że zgryzota lęgnie się w ciemnych kątach kurnika z jaj kurzych, których nigdy nie znaleziono, a o których i sama kwoka nawet zapomniała. Ci bardziej uczeni natomiast dopatrują się szczególnie powszechnego występowania tetrafilodentów na terenach niegdyś zalewanych lawą wulkaniczną i udowadniają, jakoby stworzenia te rozwijały się w geodach kwarcowych niczym kury w jajkach, skąd miałoby się brać wspomniane wyżej ludowe przekonanie.
Uniwersytet w Oxenfurcie chełpił się nawet przed kilku laty posiadaniem w swych zbiorach takiego — rzekomego, jak się okazało — prehistorycznego zarodka tungl dýra wewnątrz geody. Niedługo później jednak jeden ze studentów przyznał się do spreparowania tegoż w ramach żartu, czego nabrane okrutnie grono profesorskie długo nie mogło przeboleć.

Sposobów ustrzeżenia się przed zgryzotą — zwłaszcza w przesądach i wierzeniach prostego ludu — jest wiele, począwszy od zwyczajnego unikania bądź wręcz zapobiegliwego zabijania zwierząt o rdzawym umaszczeniu, poprzez noszenie na szyi kawałka kawałka kwarcu w woreczku z popiołem, kończąc na śpiewaniu sprośnych piosenek, jeśli człowiek musi samotnie wyjść poza próg chałupy o szarej godzinie.

Tungl dýr, stwór szeroko reprezentowany w folklorze redańskiej wsi, przeniknął także do kultury wysokiej. Najznamienitszym przykładem jest słynny portret Diany de Saint-Villiers, otoczonej przez gromadę zwierząt o rudopomarańczowej maści — dzieło zupełnie wyjątkowe w historii malarstwa i odbiegające od kanonów portretu reprezentacyjnego na rzecz osobistej ekspresji artysty (wychowanego zresztą pod wiejską strzechą). Symboliczna wymowa portretu wciąż jest obiektem zażartych dyskusji.

W zbiorze poezji Essi Daven możemy natknąć się na wiersz „Lament o szarej godzinie”, w którym motyw zgryzoty pojawia się nader jasno i wyraźnie:

Chodźcie ku mnie, węże złocone,
zabierzcie mój smutek i łzy —
choć straszna zgryzota krew moją pije,
straszniejszym mi jesteś ty...
i twoje oczy puste i nieznane...
oczy zupełnie niezakochane,
w których markotna pustka leży...
Rudy kot ku mej chacie bieży.


Także o tetrafilodencie traktuje poniższy ustęp z „Potworności rozmaitych wierszem ku dziatwy nauce opisanych” Lotty Ysayee, znakomitej poetki novigradzkiej młodego pokolenia:

Posłuchajcie, drogie dziatki
ostrzeżenia mądrej matki:

nie tykajcie psa ryżego
ani kota czerwonego,
uciekajcie przed kogutem,
węża zaś podepczcie butem
(jeśli rude łuski ma,
to nie zbrodnia, ha-ha-ha).

Krwi na pysku nosi ślady?
Dokarmiają go sąsiady?
Świecą zębów dwa zestawy,
jak to dostrzegł ktoś ciekawy?
Gdy ci smutno, gdy ci źle,
on przy tobie kręci się?

Ta hołota
koło płota
to zgryzota
w skórze kota.

Zanim cię osuszy z krwi,
lepiej zmykaj — uwierz mi.


E. Aishele, „Redańska wieś — wczoraj i dziś. Przesądy i przestrogi”.
Opis sporządzony przez Aishele
Fragment opisu żywcem wyrwanego z tomu „Pomszczarz albo plag śmiercionośnych opisanie”.

(...) cichcem po zmroku przemierza bruk miasta abo wioskowe podwórza. Pod oknem przekrada się jak cień czy zmora jaka, co zza bram cmentarza nawiała i śród murów miejsca swego na spoczęcie szuka. Często do wnętrza chat wzrok zapuszcza, okiem bacznym obserwując zaspanych domowników. I czeka aż posną poczciwce snem dobrym, bez świadomości zła czającego się za przepierzeniem. Ludność nawiedza wraz z gorącem, z deszczem lub z szarą armią szczurów zakażonych. Czasem bierze się sam z siebie. Choć nie ma pazurów ni kłów w paszczęce, to niebezpieczeństwo niesie przeogromne obecnością swą niechcianą. Bo nie chce żaden zamienić z nim uśmiechu, bo nie chce mu żaden podać prawicy w geście przebaczenia. Bo w jego aortach choroba — nie krew się przelewa, a zamiast chłonki kwas kanałem się przesącza. Niedostatku oraz niemocy aura od pomszczarza uderza, ze srogością w bogu ducha winnych waląc. Przemocą zabiera im zadowolenia ostatek. A tego żebraka, co twarzą w błocie zalegał przed karczmą, z pewnością umorzyła mroczna moc pomszczarza. Takoż córa karczmarza, co od grudnia jadem trupim z uszu broczy — ona również temu stworowi we drogę weszła niechcąco. Prawda jest taka, że on mór szerzy mimochodem, bo gdzie stanie stopa jego, tam zarzewie choróbska rodzi się w ziemi, gdzie słowo powie, tam powietrze gęstnieje od paskudnego smrodu nieszczęścia. Zaprawdę, niedużo zachodu potrzeba, ażeby rozgniewać poczwarę ludziom wrogą od początków czasu. Pomsta albo groźba, mordobicie albo kradzież, wszeteczność albo bogokradztwo — te działania nieprawe mogą prowokować pomszczarza i jego moc na ludność kierować. Bo on podobny jest nam — dzieciom pod bogiem — toteż naturę ma iście człowieczą. Dobrego chce strzec przed złem, ale swoim sposobem niegodnym, jako że sam zrodzon jest z grzechu brudnego. Sam brud oblepia go jak gówno sobaczy ogon, takoż niemożna rozpoznać pod warstwą kurzu twarz jego — na pewno paskudną. A osłonięte zafajdanym włosem czoło, zmarszczkami poorane jak pole zagonem, nosi na sobie ospowe znamiona i ropą napełnione strupienie. Z porwanych warg sączą mu się rzężenia w strugach smarków oraz wołania dżum, pruchnic, świerzbów i robacze zakażenia. Parchem porosła jego skóra bladą się zdaje jak pergamin, na którym plugawe pismo czarną posoką różne znaki stawia. Czarna śmierć... — mówi struga cieknąca po brodzie. Dur... — woła ślad krwawy na brzuchu. Obleczony w szmatę pomszczarz — zwłok niemartwy, co się szwenda po mieście, rozsiewając ziarno zepsucia, zwiastunem jest chorób i słabości. Takim go widać — owoc rozkładu stosunków we narodzie i znamię węża w społeczeństwa leżu…
Opis sporządzony przez Hontharona
Wiedźminocomicon, Xięga rzeczy straszliwych a naturze występnych ku przestrodze i nauce eksplikowanych przez imć Treysa badacza przystojnego a niestrudzonego.
► Pokaż Spoiler
Opis sporządzony przez Ivana
— Boże, o co tu chodzi? Dlaczego rycerz mężny podcięty jak pień tui? Czemu, o Wszechpotężny, Dałeś wygrać tej szui?
Tu zabrzmiały fanfary i głos straszliwy rzecze:
— Wyłącznie dlatego, mój stary, że lepiej machał mieczem!

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław