Podziemne szyby

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 14:12

Obrazek Wyzierające ze ścian na samym dnie kamieniołomu czarne czeluście oszalowanych i ostemplowanych deskami otworów, kryją w sobie skarby ziemi oraz strzegące je zwyczajowe niebezpieczeństwa, do których można zaliczyć wycieki metanu, tąpnięcia oraz potwory. Głębokie i ciemne korytarze tętniły tu życiem na długo przed działalnością człowieka, zakłócającego ciszę i spokój podziemnego królestwa walką o rudy metali oraz nieliczne zachowane pokłady węgla. Drewniane obudowania i światło lamp z każdym rokiem zagarniają coraz większą część dziewiczych jaskiń i korytarzy, a te ostatnie nie pozostają dłużne, każąc płacić sobie za ten postęp krwawym trybutem złożonym z żywotów górników. Dobry kopacz zachowuje jednak czujność nawet wśród dobrze znanych sobie tuneli, wiedząc że chwila nieuwagi może odbić się negatywnie na jego zdrowiu także za sprawą przełożonego, gdy ten zdybie go na zbijaniu bąków. Ruch zdaje się tu nie zamierać nigdy, obwieszeni narzędziami, nieludzko usmoleni gwarkowie, co rusz mijają się w chodnikach poganiani pokrzykiwaniami sztygarów, zmierzając na miejsce wydobycia lub pchając załadowane wózki z urobkiem w kierunku wyjścia. Ekipa wydobywcza to przede wszystkim krasnoludy — predyspozycje w postaci odpowiednich gabarytów oraz byczej krzepy sprawiają, że brodate karły czują się pod ziemią niby ryba w wodzie i niewiele wyjątków od reguły spośród innych ras jest w stanie im w tym dorównać.
Na miejscu istnieją trzy główne szyby, w których prowadzi się prace, z czego jeden nieczynny. Wszystkie razem, wraz z całym okolicznym zapleczem przyjęło nazywać się „Naszą Janką”, zaś w nerwach – „Diablą Rzycią”. Nadsztygarem sprawującym nadzór nad wszystkimi oddziałami na kopalni jest Zaretan Herschell, krasnolud z czterdziestoletnim stażem w górnictwie, który — jeśli wierzyć relacjom jego podwładnych: „Mo fest szlag, umie furgać we ćmie bez szmeru jak latopjyrz i dziwać się przez ściana”.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 25 kwie 2020, 18:18

Spoglądając w ciemny głąb gardzieli, Alsvid poczuła, że drży, że skóra cierpnie jej na ramionach i na karku. Nie boję się, nie ja. Jest mi zimno, jestem zmęczona, to tylko wiatr wieje i ziębi. Ja się nie boję niczego. Nigdy.
Bała się.
Bała się nieprzeniknionej czerni, w którą musiała zejść oraz tego, co mogło w niej czyhać — kłów, pazurów, ślepi jarzących się nienawistnie, czerwonych jak karbunkuły. Bała się rozpadliny, tąpnięcia, zarwanego rusztowania. Przede wszystkim jednak bała się samego mroku, bo mrok był wszędzie, mrok otulał jak ciasny, duszący całun, oblepiał ciało, obłapiał je niczym zazdrosny kochanek i paraliżował strachem. Mrok kojarzył się z zapachem szałwii. Szałwia, gencjana, jodyna, jemioła… pachniały mocno i intensywnie, i maskowały inną woń, okropną woń. Taką woń czuć było tylko w ciemności.
Podążała za nią, ścigała ją, czekała zawsze gdzieś na jej drodze. Ziejąca ciemnością i wonią paszcza, w którą musiała wkroczyć. Boję się…
Czy na pewno musiała? Mogła wszak zostać tutaj, gdzie tylko wiatr wył i gwizdał, usłuchać rady Gorica, usiąść i grzebiąc nogą w błotnistej glinie, czekać do zmierzchu albo nawet dłużej. A potem wiedźmin wyjdzie z zapadliny sam, uwalany juchą i paskudztwem, może targając za sobą kostropatą łapę albo łeb szczerzący pożółkłe kły. Odbierze zapłatę i wsiądą oboje na konie, odjadą gdzieś daleko, odjadą tak szybko, że ciemność nie zdoła za nimi nadążyć, nie dogoni ich — przynajmniej na chwilę, na jakiś czas…
Nie, nie mogła czekać. Nie mogła uciekać.
Położyła dłoń na rękojeści miecza, czując pod palcami dotyk dobrze znanej chropawej skóry oraz zimno ocierającego się o dłoń jelca. Nagle otwór szybu nie wydawał się już tak przeraźliwie czarny, pachniał nie okropnościami, lecz najzwyklejszą w świecie smołą i stęchlizną. Był też inny zapach, dziwny, nienaturalny, niekojarzący się jej z niczym w ziemi lub na powierzchni skał. Nie budził jednak strachu. Nie aż tak.
Dziewczyna chwyciła w dłoń tlącą się żelazną latarnię porzuconą na skrzyni przy wejściu i zaczęła stąpać ostrożnie w głąb szybu, wypatrując śladów oraz nasłuchując dźwięków, które mogły ją pokierować… Dokąd? Do kogo? Tego nie była pewna.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 26 kwie 2020, 22:03

Porzucona blaszana lampa zaskrzypiała w dłoni, kiedy dźwignęła ją z ziemi — wciąż jeszcze palącą i zdatną do tego, aby przebijać ciemności. Leżący jak trzeba w drugiej ręce miecz — aby przebijać wszystko inne, co mogło schować się w tej ostatniej.
Wkroczyła do szybu, który — zupełnie inaczej niż znany jej mrok — poza przelotnym powiewem stęchlizny nie oddawał wilgoci ani jej specyficznego zapachu: grzyba, torfu ani intensywnego piżma i uryny, jak bywało w przypadku leśnych pieczar i legowisk. W suchym powietrzu płytkiego wnętrza wentylowanego powiewem z zewnątrz dominowała woń wszechobecnego kamiennego pyłu, urozmaicana niekiedy z siarczaną lub mineralną nutą niosącą się sporadycznie z oddali.
Wlot korytarza był szeroki, przynajmniej na cztery metry, przypuszczalnie na więcej. Ściany tunelu były nieregularne, ale ewidentnie ciosane i poszerzane. Nie stąpało się po nietoperzowym łajnie ani spróchniałych kościach, nie przeciskało wąskimi szczelinami, pokonywanymi czasem na czworakach. Pod nogami miała zwykłą, zapyloną skałę oraz biegnący przez środek korytarza niewielki kopalniany tor, na którym z miejsca dostrzegła masywną żelazną wagonetkę, bardzo podobną do tej, którą nie tak dawno hałasował pomylony Filio na zewnątrz kopalni. Światło lampionu wyłuskało z ciemności kolejny wagon, majaczący zaraz za pierwszym. Po jej lewej znajdowało się wygaszone łuczywo przykute do ściany. Na ile pozwalał jej zasięg wzroku oraz panujace wewnątrz warunki, nie dostrzegała jeszcze wewnątrz żadnego, które byłoby zapalone.
Mrok wokół niej był mrokiem oswojonym, noszącym ślady ludzkiej ingerencji, obecnie ciążącym ku swemu pierwotnemu stanowi. Wchodząc do wnętrza ziemi, zakłócała go echem swoich kroków, będącymi obok wycia wiatru jedynymi dźwiękami towarzyszącymi jej w tym miejscu.
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 30 kwie 2020, 13:42

Dziewczyna przystanęła i posłuchała. Cisza. Słyszała już tylko hulający u wlotu do tunelu wiatr, a ten, gdy ruszyła, stopniowo oddalał się, słabnąc — najpierw wyjąc, potem świszcząc, dmuchając, wreszcie jeno cicho pogwizdując w skalnych szczelinach.
Alsvid szła.
Poczuła, jak chłodny przeciąg na jej plecach powoli martwieje, powietrze zaś robi się ciężkie od pyłu, zastygłe. Kawałkami grubych lin i łańcuchów przewieszonych gdzieniegdzie przez podpierające kaszty belki już nie kołysały podmuchy. Zanikał ruch, a wzmagała się cisza, zaklęta cisza w zaklętym korytarzu, gdzie porzucone na kupach posułty, pyrliki, oskardy i kilofy przykryte cienką warstwą szarego prochu wyglądały, jak gdyby ktoś faktycznie nałożył na to miejsce czar i obrócił je w całe w kamień.
W takim miejscu i w takiej ciszy nawet lekkie kroki rozbrzmiewały echem, nieznośnie głośnym stukotem. Pokruszone kamyczki chrzęściły pod podeszwami butów.
Alsvid zwolniła, uważniej stawiając stopy i starając się nie skrzypieć pordzewiałą lampą ani nie zahaczyć sztychem miecza o żaden ze stojących na szynach wózków. Gdy w słabym kręgu światła spostrzegła pierwsze zatknięte w ścianie łuczywo, zatrzymała się i odpaliła nasączoną oliwą szmatę płomieniem z latarni. Latarnię zawiesiła na pobliskim stemplu. Póki co, droga od wejścia wiodła prosto, lecz mogła zgadywać tylko, jak bardzo szyb rozwidlał się i rozrastał dalej, lepszy tedy był taki punkt orientacyjny niźli żaden. Od łuczywa zaś, skonstatowała, łatwiej przyjdzie odpalać napotykane szczypy, oznaczając dalszą ścieżkę, a także — co miało wcale nie mniejsze znaczenie — dodając sobie pośród milczącej, pogrążonej w ciemnościach kopalni nieco otuchy.
Domyślała się, co do powiedzenia miałby o korzystaniu ze światła pochodni znajomy mutant. Oraz o włażeniu samej, samotrzeć, do potencjalnego leża potwora. Nie dysponując adaptującymi się do mroku źrenicami, Alsvid wolała, mimo wszystko, polegać na pochodniach, również w wypadku, gdyby miało przyjść co do czego i byłaby zmuszona czymś dźgać parę zaadaptowanych do mroku ślepi.
Jeśli chodziło o drugą kwestię, mutant miałby całkowitą rację. Był to idiotyzm.
Ruszaj się tedy, idiotko, pomyślała i wytężając nadal słuch, węch oraz wzrok, wszystkie śmiesznie wręcz nieporadne w tej sytuacji, kontynuowała ostrożny marsz wzdłuż torowiska.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 02 maja 2020, 19:10

Wiatr wył i gwizdał, wygrywając swą muzykę w opuszczonej kopalni. Zamienione za latarnię rozpalane łuczywo zatańczyło falującym płomieniem kładącym się od ciągu. Każda kolejna odpalana po drodze pochodnia poddawała się powiewowi coraz mniej, oświetlając wnętrze namiastką jasności pełną ruchliwych cieni.
Schodziła głębiej, po nieznacznie obniżającym się twardym podłożu. Przeciąg słabnął, a rezonująca cisza przybrała na sile, gdy zostawiła za sobą podparte kasztami wejście do kopalni i ustawione tam w rządku cztery puste wagony z żelaza.
Przechodziła przez zaadaptowany na pomniejsze składowisko sprzętu przedsionek. Płomień wyłuskiwał przed nią pociemniałe drewno prostych stojaków i skrzyń, na których (lub obok) niszczały poprzewracane narzędzia, porzucone części roboczych łachów, szłomy i puste, wypalone latarnie. Z lewej, odbijając jej płomień, błysnęło wiadro wypełnione zastałą śmierdzącą wodą.
Entropia zdążyła odcisnąć swoje piętno na wnętrzu. Pył zalegał na skrzyniach i nieruszanych narzędziach. W zagłębionych i zacienionych wklęsłościach korytarza poczynały plenić się ciemnoszare i brązowe grzyby jaskiniowe o mięsistych kapeluszach. Pająki snuły swoje sieci tam, gdzie stemple spotykały się z sufitem, a z ciemności wyższych, niedosięgniętych światłem stropów, zdawały się dolatywać ją pojedyncze popiskiwania budzonych gacków.
Pokonując dalszy dystans po krzywiźnie skręcającego na prawo toru, dostrzegła w oddali poblask pochodni, która płonęła przed jej nadejściem oraz żelazną misę żarzących się węgli nieopodal. Tymczasem śledzony przez nią tor rozwidlał się na ziejącą mrokiem szeroką otchłań korytarza po lewej, po prawej przechodził zaś w węższy, rozparty kasztem chodnik, intensywnie pachnący górniczym osadem. Zupełnie jak w kiepskiej lub klasycznej powieści — Alsvid znalazła się na rozdrożu.
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 03 maja 2020, 1:37

Bloede d’yaebl… — zawarczała białowłosa, stając na rozdrożu, dosłownym i metaforycznym, po raz pierwszy bowiem, odkąd weszła do kopalni, pomyślała, że być może powinna była zawrócić, że nie było jeszcze za późno na posłuchanie głosu rozsądku. Lewo albo prawo. Zawrócić albo iść dalej — dalej, niżej, ciemniej…
Żebym wiedziała tylko, które dalej, niżej i ciemniej, stwierdziła kwaśno, a następnie pomyślała, że mogłaby spróbować najzwyczajniej w świecie zawołać Sherida. Natychmiast tę myśl pogrzebała. Nie była, co prawda, poinformowana, czy kopalni tyczyły się te same przykazy względem hałasu, co polowania, wędkowania i górskich wycieczek, ale z całą pewnością tyczyły się one przeczesywania potworzych kryjówek i żerowisk. Nawet jeżeli rzeczony potwór był najprawdopodobniej wytworem intencjonalnej i wyjątkowo udanej mistyfikacji oraz podatnej na mistyfikacje wyobraźni.
Gdy miała całych siedem lat i domyślała się już, że opowieści piastunek o mamidłach obgryzających nocą stopy niegrzecznym księżniczkom najprawdopodobniej były gównem, nie prawdą, przyswoiła sobie cenną lekcję. Czasem, wbrew domysłom, wbrew logice, jeśli potencjalne konsekwencje mogły być bardzo dotkliwe, lepiej było po prostu nie ryzykować i nie wystawiać stóp spod pierzyny.
Alsvid milczała tedy. Przyświecając sobie łuczywem, zaczęła uważniej rozglądać się po najbliższym otoczeniu, patrząc w szczególności pod nogi, na rozwidlające się ścieżki. Szukała śladów. Świeżych odcisków podeszew w cienkiej warstwie kurzu i pyłu, symbolu wyrzezanego nożem w ścianie, oznaczającego drogę powrotną. Czegokolwiek, co pomogłoby wybrać.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 04 maja 2020, 22:16

Białowłosa milczała, a ciemność i wypełniana przez nią próżnia korytarzy odpowiadała jej tym samym, nieubłaganie i nieprzebłaganie.
Najbliższe otoczenie również nie było skłonne do zwierzeń.
Tropienie łowcy w zapyziałym, dusznym i ciemnym jak borsucza jama labiryncie kopalń przyświecając sobie przy tym rozdygotanym płomieniem na patyku, było w praktyce dokładnie takie, na jakie brzmiało.
Wszechobecny pył nie wyświadczył jej przysługi, nie pokrywając podłoża na tyle gęsto ni równomiernie, by dało czytać się z niego jak ze śladów zostawionych na piasku.
Świeżym śladem pozostawała bez wątpienia płonąca tu już przed jej nadejściem pochodnia na ścianie. Rozglądając się na lewo, trafiła na dużo starsze, w postaci pustego wagonu oraz kilku porzuconych skrzyń, zagracających, lecz nie blokujących szerszy z rozwidlających się tuneli. Wąska gardziel z prawej nie uroniła z siebie nic poza tajemnicą, wionącą jej w twarz ciepłym skalnym oddechem, wydobytym z opustoszałego ciemnego przełyku skutej skały.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 09 maja 2020, 22:37

Raczyłeś zostawić światło na rozwidleniu. Na samiusieńkim jego środku. Ale nie w tunelu, do którego wlazłeś, oczywiście, że nie… Bloede arse, vatt’ghern…
Musiała wybrać, musiała czymś pokierować się przy wyborze. Nie miała czym. Pokierowała się tedy intuicją.
Stąpając blisko ściany i dalej złorzecząc pod nosem, ruszyła ostrożnie w głąb wąskiej, tajemniczej prawej odnogi chodnika. Księżniczki wszak, jeśli zawierzyć balladom słynnych trubadurów, nie błądziły nigdy, a już zwłaszcza nie wtedy, kiedy poszukiwały jakiegoś wiedźmina. Alsvid, mimo najszczerszych chęci, nie wierzyła ani balladom, ani trubadurom, więc nadal wypatrywała zgaszonych łuczyw, które mogłyby zastąpić jej w tych ciemnościach przysłowiowy kłębek nici.
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 10 maja 2020, 20:30

Powodowana niczym więcej jak intuicją, księżniczka skręciła dexterem w ciemność, która wydała jej się bardziej prawdopodobną.
Nie musiała stąpać blisko ściany. Idąc, cały czas miała ją w polu widzenia po obu stronach. W porównaniu do targanego przeciągiem tunelu, z którego przybyła, jej nowy wybór był dużo węższy, a przy tym bardziej kręty i duszny. Jeżeli w zastałym powietrzu było czegoś więcej niż samego pyłu, to wyłącznie jego zapachu, tłumiącego wszystkie pozostałe.
Jej pochodnia była jedynym źródłem światła w całym korytarzu. Mijała po drodze puste uchwyty, jeden ze wciąż tkwiącą w niej krótką głowieńką, zbyt wypaloną, by mogła rozżagwić się na nowo.
Po przejściu mniej więcej dziesięciu sążni w głąb, zaskoczył ją dźwięk. Warkliwy, niewyraźny szwargot, jak gdyby ktoś bluźnił i złorzeczył pod nosem w nieznanym jej języku.
Wzbijając kamienno-węglowy miał, coś niewielkiego i okrągłego jak głaz wystrzeliło jej pod nogami, ciągnąc za sobą ostry smród amoniaku wypełniający chwilowo korytarz. Nim zdążyła zlokalizować to w polu widzenia, zdążyło zniknąć w mroku za jej plecami.
W mroku przed nią usłyszała nieodległe echo kilku bliźniaczych dźwięków i towarzyszącego im szurgotu przypominającego odgłos osuwającego się powoli rumowiska.
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 12 maja 2020, 0:08

„Nasza Janka” bez ochyby nasłuchała się już niesionych podziemnym echem świństw oraz bluzg we wszystkich znanych rozumnym rasom narzeczach, żargonach, dialektach i językach, lecz od tego, co wykrzyknęła zduszonym głosem Alsvid, gdy coś otarło się o jej but, pokraśniałby nawet szewc-krasnolud.
Bardzo chciała wierzyć, że to szczur. Ale szczury, choćby je skarmiać korpusami kurczaków i futrować czarodziejskimi stymulantami, nie osiągały rozmiarów ani kształtu porośniętych kępkami włosia kul, nie naśladowały ludzkiej mowy, a chociaż wszelkiego rodzaju cuchnące, gnijące rzeczy niezawodnie je przyciągały, to same rzadko cuchnęły aż tak intensywnie albo tak charakterystycznie. Cokolwiek to było, do szczurów upodabniało je jedno: było ich więcej niż tamto pojedyncze stworzenie, które złowiła kątem oka i poczuła na cholewce. Wesoło bobrowały sobie w mroku. Wskazywał na to szwargot, który zamiast ucichnąć, nasilał się, jak i coraz bardziej dokuczliwy smród uryny.
Wciąż miała czas, by zawrócić. Wciąż najrozsądniejszym wyborem było zawrócić — na to wskazywał rozlegające się niedaleko przed nią dźwięki osuwającego się gruzu. Bestyjki niewiele większe od szczura raczej nie były w stanie wywołać osuwiska. Do tego trzeba było nieco bardziej wyrośniętych bestyjek.
Va calm, luned, zrugała się. To kopalnia, tu się ciągle coś osuwa. Spokojnie. To coś… też cię nie zaatakowało. Może jest nieszkodliwe?
Trudno jej było przekonać się do własnych zapewnień. Nieszkodliwe, przynajmniej zasadniczo, były też mrówki, a jednak człowiek mądry nie siadał na mrowisku. Alsvid oblizała wyschnięte usta, nawet nie spróbowała sobie wmówić, że to od wszechobecnego pyłu. Mocniej ściskając trzonek pochodni oraz rękojeść miecza, wznowiła powolny, ostrożny marsz. Chciała przynajmniej zapuścić żurawia zza węgła.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 13 maja 2020, 20:51

Kolejne stwory były już bardziej wyrośnięte.
Toczyły się tunelem jak leniwa lawina. Obłe, futrzaste i wielkie jak harbuzy, w ciemnościach przypominające omszałe głazy. Przypominały, do momentu, w którym jeden z nich nie wyszczerzył na nią rzędu szpiczastych kłów, wydając z siebie krótki warkot. Światło niesionej przez nią pochodni odbiło się w wielkich, ciemnych ślepiach.
Reakcja stworzenia nie była atakiem, wyłącznie ostrzeżeniem. Odturlawszy się na bok, dołączyło do mijającej ją z lewej kudłatej rzeki ciągnącej za sobą intensywny, wyciskający łzy z oczu smród, tym razem przykro kojarzący się z potem po fisstechu. Wydając z siebie miarowe pomruki, stado zębatych kulek potoczyło się w kierunku wyjścia z tunelu, bez dalszego zatrzymywania. Alsvid zmierzała w kierunku przeciwnym, kontynuując poszukiwania.
Jako pierwsze, zbyt późno, spostrzegła, że płomień jej pochodni zaczyna przygasać.
A potem — wprost przeciwnie.
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 13 maja 2020, 20:59

► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 13 maja 2020, 22:46

Iskra jest rzecz mała.
Ale nie trzeba jej wiele. Trochę węglowego miału i odrobina metanu w powietrzu. Tylko tyle, by wypełniła sobą cały tunel.
Szczęśliwie dla Alsvid, ten akurat zakręcał. Tylko dzięki temu skończyła się to dla niej tak, jakby zapuszczając żurawia za winkiel, znalazła za nim senne prychnięcie drzemiącego smoka.
Ognisty podmuch buchnął jej twarz, prześlizgując się ścianami szybu, aż do jego zwieńczenia. W krótkim rozbłysku ukazała jej się niewielka, sztuczna pieczara, kształt wagonu z urobkiem i grube, ciemnobrunatne żyły kopalin biegnące w rozharatanej porzuconymi kilofami skale.
Śmierdząc dymem i spalenizną, z piekącą twarzą i rękami, wróciła w ciemność. Nie miała już pochodni. Jednym źródłem światła były wzbite niedawnym przejściem włochatych stworów drobinki pyłu, mieniące się jak miniaturowe gwiazdy, tylko po to, by natychmiast ginąć.
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 14 maja 2020, 0:26

Alsvid zrozumiała, że popełniła błąd. Wyjątkowo przykry i bolesny, podyktowany iście fatalnym osądem sytuacji. Zrozumiała to w ułamku sekundy, który oślepił ją ognistym rozbłyskiem. Ale jak to zwykle z błędami bywało, zrozumiała za późno.
Wpadając na ścianę w próbie uniku zbyt gwałtownej, by można ją uznać za choćby odrobinę skoordynowaną, pchnięta gorącym podmuchem, z głuchym stęknięciem wypuściła powietrze z ust. Żagiew z lewej ręki też wypuściła, nie zauważyła nawet, kiedy. Pewnie wtedy, gdy na nagłe buchnięcie płomienia w korytarzu zareagowała spóźnioną próbą odrzucenia przeklętego łuczywa precz, jak gdyby zorientowała się, że trzyma za ogon jadowitego węża.
W prawej dłoni nadal ściskała rękojeść viroledanki. Oparła brzeszczot udo, a siebie plecami o chłodną ścianę, żeby odetchnąć. A także odzyskać rezon, z upokorzeniem odkryła bowiem, że to nie chodnik w kopalni drżał lekko pod jej nogami, tylko jej własne nogi. Wciąż jeszcze odczuwając na skórze palące liźnięcie piekła, które nieomal rozpętała oraz równie dotkliwie piekące piętno kompromitacji, zbadała po omacku stan swojego odzienia oraz odsłonięte kawałki ciała. Dosyć nerwowo. Nie łudziła się, że przedniej jedwabnej koszuli mogły nadal pomóc igła, nić i porządny odplamiacz, ale z ulgą stwierdziła, że jej brwi oraz włosy pozostały nietknięte i na właściwym miejscu, choć bił od nich nieznośny swąd. Skóra piekła i szczypała, zwłaszcza na przedramionach.
A d'yaebl aep arse… Toś połaziła po ciemnicy, kocico głupia. Pusty łbie. Mało się nie wysadziłaś powietrze razem z kopalnią!
Rozejrzała się. Zupełnie odruchowo, bo nie spodziewała się czegokolwiek spostrzec w nieprzeniknionym mroku, który zapadł dookoła, spokojnym na swój sposób. Nogi przestały drżeć. Ale nie schowała miecza z powrotem do pochwy, nawet jeśli po ciemku mogła sobie co najwyżej drogę sztychem ostukiwać. Aż tyle rezonu nie odzyskała.
Nie ma rady, pomyślała. Trzeba zawrócić, przynajmniej do rozwidlenia, dalej iść nie mogę. W tych warunkach zdołam co najwyżej wleźć w pierwszy lepszy wykrot i skręcić sobie kark. Albo wyrżnąć o stempel. Ładne sobie zwiedzanie zafundowałaś, iście ładne, księżniczko. Bloede arse.
Nadal strofując się w niewyszukanych słowach, poszukała wolną dłonią ściany, użyła jej w charakterzy podparcia, jak i jedynego dostępnego punktu odniesienia. Ruszyła w kierunku odwrotnym do obranego wcześniej, po swoich śladach i po śladach dziwnych, zębatych stworzeń, których rozumności nie doceniła. A one chyba przeceniły jej.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 17 maja 2020, 21:56

Gwiazdy zgasły, a ona brodziła w ciemnej toni dusznej spalenizny.
Ogień zaskakująco łagodnie obszedł się z jej brwiami i przyodziewkiem, który zaledwie liźnięty, nie zdążył się porządnie zapalić. Może skurczyć od żaru, choć obecna w jej piersiach ciasnota, mogła się też brać z serca szukającego zgubionego rytmu.
Niczego podobnie optymistycznego nie dało się powiedzieć o jej rękach. Najdrobniejszy jaskiniowy podmuch w zetknięciu z ich skórą stawał się uwalniającym mdlący odór spalenizny sirocco. Piekły ją, kiedy je unosiła i swobodnie opuszczała. Wtedy, gdy ruszała dłońmi lub zaciskała je w pięści. W przerwach od pieczenia rwały. Nie było dalszych przerw.
Kolana miała spokojne, lecz słabość członków towarzyszyła jej, gdy ruszyła omackiem w powrotną. Ściana, nie wilgotna i nie jaskiniowa, nadal cudownie chłodniejsza od wszystkiego wokół. Pomagała iść, nie tylko wskazując kierunek.
Ból w nadłupanym oskardem boku, przypominał się zazdrośnie w każdym ruchu, który nie należał do ramion. Wlokąc się nazad jak pobita w bitwie piechota, znalazła w punkcie wyjścia, przez ostatnie metry prowadzona odległym światłem w tunelu.
Pochodnia czekała na nią na rozdrożach, potrząsając drwiąco na powitanie długim, płomiennym językiem.
► Pokaż Spoiler

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław