Podziemne szyby

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 18 maja 2020, 19:51

Wędrowała mozolnie wzdłuż ściany, po omacku, nieporadnie, zaiste jak starowina człapiąca w środku nocy do wychodka. Porzuciła pomysł przeproszenia się ze skrzypiącą górniczą lampą, jeszcze nim zamajaczyło jej przed oczami rozwidlenie w szybie, oświetlone chybotliwym blaskiem pochodni. Było jasne, że mogła zapomnieć o dalszym poszukiwaniu wiedźmina. Mogła zapomnieć o poszukiwaniu czegokolwiek, poza najbliższą studnią.
Musiała przepłukać poparzone ręce zimną wodą. Suche gardło też. Cała najchętniej zanurzyłaby się w wodzie, spłukała z siebie swąd spalenizny, kurz i krew, przemożną chęć posykiwania, klęcia i parskania z bólu cichutko, ilekroć próbowała poruszyć palcami albo, co gorsza, zbyt raptownie się wyprostować. Niestety, nie przypominała sobie, by gdziekolwiek na dnie kamieniołomu widziała cembrowinę.
Masz ci los, księżniczko, sarknęła w myślach. Ledwie dzień, a tobie już tęskno do balii? Do mydeł, płukanek, olejków i kremów, do konopnych myjek i puchatych ręczników? Do wypranych jedwabiów? Rozbiesiłaś się. Dobrze ci było na florentowych salonach, iście jak w pałacyku, zapomniałaś, jak to jest dostać w skórę, jak to jest zziębnąć albo zgubić drogę. Zadarłaś nosa. Zaczęłaś czekać Zavista na srebrnej tacy, jak Petry i Stregobora, zaczęłaś tupać nóżką niecierpliwie i wyglądać głowy czarodziejka niby podarku. A los drwi sobie z rozkazów tupiących księżniczek. Los im nosa uciera, ostro łapie za karczek. Ciebie też złapie i dopilnuje, byś duszkiem wypiła, czego sobie nawarzyłaś, byś wszystkie długi spłaciła z nawiązką. Wiesz o tym dobrze. A mimo to, zaciągasz coraz to nowe długi, coraz to większe, zaciągasz i takie, których spłacić się nie da, bo nie mają ceny. Wiesz dobrze, a mimo to, nie przestaniesz, bo…
Bo nie możesz. Nie potrafisz.
Bo sama nie chcesz darować długów tym, którzy je pozaciągali u ciebie. Pozaciągali je w przelanej krwi i ta krew woła cię teraz, dopomina się spłaty. Przysięgłaś im krwawą zemstę. Taką, o której ich jeszcze sto lat będą pamiętać ich druhowie i konfratrzy, jeszcze sto kolejnych będą bali się o niej mówić. Przysięgałaś ją, stojąc nad świeżym kurhanikiem, który sama wszak usypałaś z kamieni, dławiona łzami, palona nienawiścią…
A skamlesz nynie, że cię liznął ogień, zbeształa się, z pretensją spoglądając na płonącą na ścianie pośrodku rozdroża żagiew. Szłaś już przez ogień, brodziłaś już we krwi. Płaciłaś za swoją zemstę. Zaciśnij tedy zęby, wyprostuj się. Jesteś, psiakrew, księżniczką.
Alsvid kontynuowała marsz wyprostowana, zaciskając zęby. Światło pochodni wyznaczające jej dalszą drogę do wylotu szybu, prostą jak strzelanie z łuku, ujawniło także, że ręce dziewczyny, choć bolały sakramencko, nie były w takim znów złym stanie.
Skóra na wierzchach dłoni oraz przedramionach zaczerwieniła się i dotkliwie piekła, ale wyglądała lepiej, niż gdy wyjątkowo pechowo oparzyła sobie kiedyś ramię o palenisko. Dawno temu, w angreńskiej wsi. Szeptunka, u której zimowała, sprawnie wyleczyła ją maścią z sadła i okrutnie śmierdzących ziół, tak że nawet ślad nie został. Ale pierwsze, co zrobiła, pamiętała Alsvid, to kazała naczerpać żurawiem zimnej wody i lać na oparzelinę.
Nie, źle zapamiętała. To było drugie. Pierwej drewnianą łyżką wyleczyła ją z pchania łap w pobliże paleniska.
Zmierzała do wyjścia, albowiem lekcję od „Naszej Janki” również przyswoiła. Powtórki nie potrzebowała. Jakby tego było mało, nadal żywo wspominała błyskające kiełki jednego z tamtych dziwnych, karłowatych stworzeń, które wyskoczyło jej pod nogi, podkradłszy się bez szmeru. To, że stworzenia nie okazały się agresywne, było łutem szczęścia, niczym więcej. Szczęścia, które w każdej mogło przestać pochylać się nad nią w tej zatraconej kopalni jak nad głupią i to w sposób nawet bardziej spektakularny niźli spotkanie z komorą pełną gazu.
Nie planowała rejterady. Bynajmniej. Planowała posłuchać głosu rozsądku oraz głosu wszystkich odebranych tego dnia lekcji, czekając na Sherida na zewnątrz, przy najbliższej rynnie z wodą. A jeśli przestroga dana jej wcześniej przez Gorica miała okazać się równie trafna, to iście nie mogła się doczekać.
Była zła. Zła jak osa.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 30 maja 2020, 15:00

Alsvid wydostała się z szybu, wracając po śladach przez kręte, ciemne korytarze. Dobrze było oddychać świeżym powietrzem, a oczom przyjemnie widzieć światło, gdy już się przyzwyczaiły.
Zapylona letnia woda z koryta przed kopalnią była dla oparzonych rąk jak balia po tygodniu na trakcie. Nawet jeśli w sięganiu po nią przeszkadzał oskard powtórnie kłujący bok przy każdym pochyleniu. Ból, jak mocny trunek, rozgrzewał ciało i szumiał jej w głowie, lecz nie dając w zamian odprężenia ani przyjemności.
Podnosząc się znad koryta, po drugiej stronie leja zobaczyła idącego w jej kierunku człowieka.
Był nieuzbrojony i zbliżał się szybko, omijając najgęstsze błoto. Brudne, pozabliźniane dłonie wycierał w pokryty wiórami fartuch. Stolarz z warsztatu, którego widzieli, schodząc tu z Goricem. Niewysoki, ogorzały, jadący potem i drewnem.
Ranniście? — upewnił się, zatrzymując w stosownej odległości od dziewczyny i koryta. — Zawołać po pomo…

Mężczyzna cofnął się o krok, odruchowo kuląc głowę w ramiona. Z wnętrza kopalni, tuż za plecami Alsvid, dobiegł ich wyraźny wstrząs, od którego pył posypał się ze stropu i zbocza odkrywki.
Czy jest tam — zaczął stolarz, spoglądając w głąb szybu, gdy rozszczękane łańcuchy u wylotu uspokoiły się na tyle, aby dało się słyszeć. — Ktoś jeszcze?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 30 maja 2020, 17:28

Dziewczyna odwróciła głowę od kołyszącej mackami powrozów i brzęczących łańcuchów sztolni, na którą zapatrzyła się, pochylona nad koślawą rynną, nad wodą, która przed chwilą niespodziewanie zadrżała i zachlustała o brzegi koryta, mętniejąc od osadzonego na dnie pyłu. Brzęczenie ucichło, ziemia przestała drżeć. Kilka małych, pokruszonych kamyczków oderwało się od zbocza kamieniołomu i potoczyło Alsvid pod nogami.
Zmełła w ustach przekleństwo. Wyprostowała się z grymasem bólu na twarzy i błyskiem złości w oczach.
Co tam jest? — zapytała cieślę. Na jego pytanie nie musiała już odpowiadać. Spojrzenie, które posłała mu spode łba, wystarczyło za odpowiedź. — Mów. Mów teraz. Albo biegnij wołać pomoc.
Bo nie będę tu siedzieć bezczynnie, dokończyła w myślach, a jej wzrok powędrował w dal, w kierunku kamiennego budyneczku znajdującego się po przeciwnej stronie płaskiego dna odkrywki. Biura mości podżupnika Adola.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 30 maja 2020, 23:42

Szyb — odparł natychmiast robotnik, przypatrując się dziewce niepewnie. — Wyszłaś z niego… Przed chwilą.
Mężczyzna spojrzał w górę, na pojedyncze, odległe sylwetki kamieniarzy wychylające się przez barierki przy wtórze niewyraźnych okrzyków.
Sama przybiegnie. — Stolarz oblizał wargi, mierząc odetkaną kopalnię i jej okolicę rozlatanym spojrzeniem. Podrapał się w głowę, która ewidentnie była polem bitwy sprzecznych myśli i osądów.
Wstrząsnęło jakby daleko — mruknął ni to do siebie, ni do dziewczyny. — Ale jeśli to metan, to… — Tym razem to on nie musiał dopowiadać. W zastępstwie klepnął się w fartuch, aż poleciały wióry i bluźniąc na czym kopalnia stoi, chwycił za pierwszą z brzegu porzuconą latarnię. — Masz czym skrzesać?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 31 maja 2020, 0:16

To co? — Alsvid warknęła niecierpliwie, tracąc skutecznie zainteresowane odległym zarysem budynków. Zadarła głowę i popatrzyła na jeden z trawersujących po zboczu balkonów, z którego wychylali się kamieniarze, zaklęła pod nosem. Nie była wcale przekonana, czy spieszyli na dół pomagać. A przynajmniej, czy spieszyli pomagać jej albo Sheridowi.
Niedaleko za wejściem zostawiłam latarnię, do rozdroża płoną też pochodnie. — Ruchem głowy wskazała na wlot kopalni. A potem przygryzła wargę. — To nie metan. Albo nie tylko metan. Prowadź. Po drodze mów, co wiesz o problemach w szybie. Oczywistości mnie nie interesują. Ani nie bawią. Wiedźmin, jeśli jeszcze żyje, też nie będzie w nastroju do żartów, więc mów do rzeczy.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 13:58

To nie ma po co tam włazić — wysapał, podnosząc z błota porzucony kilof. Zasypany kolejnymi instrukcjami, stolarz zawiesił się jak przeciążony golem.
Ja tu na stolarni… — zaczął, szybko mrugając. — Tyle, że zamknięty. A wiedźmin…
Wiedźmin wytoczył się z kopalni, pokryty grubą warstwą szarego pyłu, upodabniającą go do wracającego z mar upiora. Podniesiony przez stolarza kilof na powrót znalazł się w błocie. Stolarz o mały włos razem z nim.
W błocko zwalił się tylko Sherid, ściskając w prawej dłoni srebrną klingę, a w lewej i pod pachą — długi, ziemistordzawy kształt, w pierwszej chwili mylnie wzięty przez nią za fragment oszalowania.
Do oszalowania „Naszej Janki” nie użyto jednak niczego, co byłoby kostropate, członkowane i zwieńczone najeżoną kolcami łopatą rozmiarów małej tarczy.
Wiedźmin padł na twarz, upuszczając przyniesione trofeum. Krew z rozbitej głowy kleiła mu włosy na skroni, wykwitając ciemną, wyraźną na tle pyłu plamą z boku głowy. Prawy rękaw jego segmentowanego pancerza z utwardzanej skóry i kolczej plecionki został poszarpany jak sukno nieco powyżej łokcia, odsłaniając czarną od skrzepów masę.
Niedawno przybyły stolarz wycofał się o kolejny krok, wciągając ze świstem powietrze, po czym nie zważając na błoto, puścił się truchtem w stronę „Fajrantu”.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 31 maja 2020, 16:24

Nie o profesję was pytałam. Ani o zdanie. Bloede arse, czy wy tu wszyscy…
Nie dokończyła obsobaczać cieśli oraz wszystkich pozostałych przypadkowych pracowników kamieniołomu, ze złośliwości gotowa wciągnąć w awanturę nawet ich matki i babki. Bo w jednej i tej samej chwili, w której wytoczywszy się ze sztolni, pod nogi runął im dopiero co wspomniany w charakterze straszydła wiedźmin, ona już była obok. Już klęczała w ceglastym od gliny błocie. Przy nim.
Usłyszała kolejny prujący się szew ubrania. Zacisnęła z bólu zęby, bo w rannym boku również jakby się coś rozpruło.
Stolarz z kolei, choć przed chwilą stał podle ciśniętego na ziemię kilofa jak wryty, zaczął rejterować, nawet nie zauważyła, kiedy. Alsvid zaklęła brzydko.
Ejże, Sherid, nie mdlej! Co cię tak… — Próbując przewrócić charakternika na bok, miała okazję dokładniej przyjrzeć się jego sklejonej grubym, sinym zakrzepem z krwi i pyłu głowie oraz obleczonemu w resztki kolczego rękawa ramieniu, obecnie wyglądającemu, jakby je wyrwano z paszczy sforze psów. Nabrała ze świstem powietrza. Odruchowo zerknęła też na kolczaste, rozcapierzone paskudztwo, które wypuścił z ręki.
Miała szczęście. Miała, jakimś cudem, więcej szczęścia niż rozumu.
Nie bacząc na kłucie w boku, na postrzępione odzienie ani na błoto, ani nawet na samego niezbyt delikatnego w obyciu wiedźmina, znowu spróbowała pomóc mu znaleźć się przynajmniej na klęczkach. — Stawaj. Tutaj, do wody. Mów, jeśli potrzebujesz eliksiru. Szybko, bo mi tu uśniesz… — Zadarła głowę, mrużąc oczy w słońcu, które odbijało się od gładkich bloków granitu tkwiących w zboczach kamieniołomu. — Biegną z góry. Ale nie wiem, czy na pomoc, czy zatłuc nas szpadlami.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 18:25

Sherid przetoczył się z jej pomocą na drugi bok, powoli i niezgrabnie jak wyrzucony na brzeg krab. Pierwszym co zrobił, było zamknięcie oczu — jednolicie czarnych z powodu wypełniających tęczówki źrenic.
Oddech, na ile dało się to stwierdzić pod napierśnikiem, miał miarowy, choć nieludzko powolny. Ale nawet z jej pomocą nie udało mu się podnieść do siadu.
Neen — powiedział bardzo cicho, tak że ledwie dosłyszała. — Za korytem. Zielony z czarną pieczęcią. Oireal. Wilga. Doir an réachta. Lej na ranę.
W oddali, na tle słonecznej tarczy dojrzała gramolące się w dół leja cienie. Pozbawione szpadli, choć były zbyt odległe, by dało się stwierdzić z całą pewnością.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 31 maja 2020, 20:26

Nie trzeba jej było powtarzać. Podniosła się i skoczyła za drewnianą rynnę. Małą torbę z grubej, sztywnej skóry znalazła zagrzebaną obok pustej skrzynki na narzędzia, przewiesiła ją przez ramię. Kiedy wróciła do wiedźmina, była spokojna. Nie panikowała. Nie trzęsły jej się ręce. Robiła to już kiedyś, słuchała podobnych poleceń, czasem trzeźwych, czasem majaczonych.
Uklękła i ostrożnie pomogła wiedźminowi obrócić się na plecy, jego głowę położyła sobie na kolanach. Z flakonu pełnego mikstury o intensywnym, szmaragdowo-trawiastym zabarwieniu zdjęła czarną pieczęć i odciągnęła korek. Zapachniało dziwnie: winem, fosforem, pleśnią. Zapachniało magią. Znała ten zapach. Nie miała czasu cackać się i pilnować, by Wilga nie poplamiła jej rąk, musiała pamiętać, by uważać, by nie dotknąć przypadkiem ust albo otwartej rany, dokładnie umyć dłonie…
Lała eliksir na czarny skrzep, lała obficie.
Bloede d’yaebl, wszystko zlepione. Nie widzę, gdzie jest twoje ramię, a gdzie rękaw. Nie zdziel mnie przypadkiem, to pewnie zaboli.
Szarpnięciem podciągnęła sztywne od zaschniętej krwi, poszarpane segmenty kaftana na prawym ramieniu Sherida, odrywając je od rany. Lała Wilgę. Była spokojna, metodyczna. Jej dłonie ani drgnęły. Musiała ufać, że wiedział, co mówi, nie było innego wyjścia. Palcami delikatnie oczyszczała brzegi przepłukiwanej szramy z kawałków materiału, z drobinek pyłu. Oglądała go uważnie, szukała śladów. Nie omieszkała poszukać i pod napierśnikiem, pod którym chował znak cechowy.
Wiedźmin oddychał wolno, a oczy miał zamknięte. Jego serce też biło wolno. Serce Alsvid pędziło jak u królika. Ale była spokojna. Ręce miała pewne.
Sherid, nie śpij. Co z głową? Rozbiłeś czy dostałeś? Gdzieś jeszcze cię podrapał?
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Podziemne szyby

Post autor: Dziki Gon » 03 cze 2020, 22:38

Wiedźmin nie uniósł kończyn, choć każdą miał napiętą. Ból zatelepał nim, lecz nie targnął. Nie zaszarpał się, choć polana eliksirem ręka zapieniła się nagle, z sykiem oddając białą, przesyconą zapachem krwi mgiełkę. Bluźnił tylko cicho, w jej rodzinnym języku skażonym zbarbaryzowanym akcentem którejś z prowincji.
Rana oczyściła się na tyle, by mogła ją zobaczyć. Niezbyt rozległa, za to paskudnie głęboka, regularna mimo poszarpanych brzegów. Po otarciu i zalaniu Wilgą zaczęła wypełniać się krwią, szybko jak niecka w deszcz.
Starczy — pouczył ją, z trudem rozwierając szczęki i szybko poruszając oczami pod zamkniętymi powiekami. — Resztę… Pić.
Nie dała rady wydobyć go z pancerza, lecz próba ani dotyk nie sprawiły mu widocznego bólu. Na wyłuskanie medalionu z trójkątnym, wężowym łbem zareagował nieartykułowanym, bezowocnym protestem.
Ktoś inny miał odpowiedzieć jej na pytanie co z głową. Naraz, na wysokości swojej własnej, ujrzała kawał spranego płótna w wyciągniętej, trzęsącej się dłoni noszącej ślady wieloletniej pracy na stolarce.
Łeb by mu opatrzyć. — Nie był już ogorzały, lecz blady jak trzymany w ręku materiał. W drugiej miał okręconą butlę znanego jej z „Fajrantu” boguszowego specjału. Nie zalewajki. — I odkazić, nie?
Za swoimi plecami, już całkiem wyraźnie, słyszeli pytające okrzyki. I pierwsze pary butów z trudem hamujące na żwirowanym spadku.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 286
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: poobijana
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Podziemne szyby

Post autor: Licho » 04 cze 2020, 8:46

Alsvid zignorowała niemrawy sprzeciw rannego, ujęła w palce srebrny znak cechowy. Palce na chwilę zdrętwiały, potem zamrowiły. Wyobrażający smukły, trójkątny żmijowy łeb wisior połyskiwał refleksami światła, rozwierał paszczę złowrogo, obnażając parę długich kłów. Przesunęła po nich opuszkiem kciuka, a potem, nie powiedziawszy nic, schowała medalion z powrotem za sztywny kołnierz wiedźmińskiego pancerza.
Pomogła mu podnieść głowę. Napoiła go resztą eliksiru. Patrzyła wielkimi, złotymi, świecącymi oczami na jego trupio bladą twarz, na siatkę uwypuklających się pod nią sinych żył i naczyń krwionośnych.
Pij. Pij, ty dziwny żmiju. Dziwny wiedźminie mówiący w nilfgaardzkim dialekcie, który z Nilfgaardem ma chyba nawet mniej wspólnego niż ja. Najemniku czarodziejki i łowco czarodziejów. Feainne Aard, bloede d’yaebl, najchętniej zostawiłabym cię, żebyś skapiał… Może powinnam. Może powinnam poderżnąć ci gardło, teraz, póki mam okazję. Ale nie chcę. Chcę ci pomóc.
Bo mi też trzeba pomocy.
Pomoc zjawiła się obok i to ani chwili za wcześnie. Zaskoczyła tym Alsvid, która nie przywykła do takich dziwactw, do pomocy zjawiającej się tak po prostu, tak zwyczajnie, kiedy była potrzebna. Bez „jeśli”, „ale”. Bez „w zamian”. Jeszcze nie przywykła i jeszcze nie do końca w istnienie takiej pomocy wierzyła. A właściwie, to nie wierzyła ani trochę.
Mimo to, przyjęła od cieśli płótno oraz butelczynę, która po wyjęciu korka zaśmierdziała spirytusem tak, że żołądek podszedł jej do gardła. Gdy obmyła nim zaskrzepiałą ranę na skroni wiedźmina, natarłszy wcześniej dłonie, i owinęła jego głowę bardzo niewprawną imitującą opatrunku, odezwała się do stolarza. Tym razem mniej opryskliwie.
Trzeba go gdzieś położyć. Gdzieś, gdzie będzie cicho, spokojnie. Pojmujecie? Macie w pobliżu medyka, felczera? Kogoś, kto opatruje górników? Poślijcie po niego, jeśli tak, przyda się tutaj… Och, bloede arse! Kurwa mać!
Jednym ruchem obficie polała resztą spirytusu zraniony bok, następnie, nadal klnąc i sycząc pod nosem, odkaziła tamto paskudne skaleczenie, które zarobiła, gdy wyskakiwała oknem z alkierza gospody. Ostatni łyk wychyliła. Inaczej uderzyłaby coś lub kogoś. Najprawdopodobniej półprzytomnego wiedźmina. Pusty flakon po Wildze schowała do torby, by nie ryzykować nieszczęścia z jakimś ciekawskim gwarkiem, rozejrzała się dokoła, a jej wzrok znowu spoczął na walającym się w błocie kostropatym łapsku.
Potrzebuję też jakiegoś worka. Nie zamierzam tego dotykać gołymi rękami.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław