„U szewca Baldwina”

Obrazek

Tartaki, kuźnie, huty i manufaktury, szwalnie i folusze, słodownie i warzelnie. Cztery młyny wodne i bezlik mniejszych warsztatów. Wzbierające pod murami morze kolorowych i dymiących dachów, nad którymi zawsze unosi się harmider pracy i handlu.


Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

„U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 22 sie 2019, 16:02

Obrazek Pracownia Baldwina była jednym, wielkim chaosem. Gdy tylko przekroczyć próg, pierwsze co rzucało się w oczy, to usytuowany tuż pod oknem ogromny stół, usłany dywanem rozmaitych narzędzi, drewnianych kopyt oraz zwojów dratwy naszpikowanych igłami. Tuż nad stanowiskiem pracy blisko sklepienia, były podwieszone rozmaite zwoje skór, najpewniej czekające na swoją kolej w przetwarzaniu, zaś wzdłuż ściany biegły dwie półki, na których stały flaszeczki wypełnione dziwnymi substancjami, których przeciętny śmiertelnik wolałby ani nie dotykać, ani tym bardziej wąchać. Tym niemniej, wątpliwie przyjemna kakofonia woni zdawała się wypełniać całą pracownię, a jak się po chwili można było przekonać, całe mieszkanie. Pomijając zejście do piwniczki oraz wychodka, było ono jednoizbowe- niemal zaraz po prawej stał mały, murowany kominek, nad którym wisiała podobizna jakiegoś starego krasnoluda (zgadując, zapewne kogoś z rodziny) oraz logi drewna wraz z porzuconym niedbale pogrzebaczem. Nieopodal pod tą samą ścianą stało łóżko z przeżartym przez mole baldachimem, z „nogami” ustawionymi w stronę pieca. Dalej można było dostrzec skromnych rozmiarów kuchnię, na którą składało się palenisko i przystawiony drewniany blat, gdzie walały się ścinki różnych warzyw, pęta ziół i niedawno nadkruszona bryłka soli. Gdzie nie stanąć na skrzypiącej podłodze, tam i ówdzie leżą resztki nici, kawałki skór… a i pewnie znajdzie się jakaś plama klejącej żywicy- lepiej uważać! Warto nadmienić- jak to zwykle bywa, jest to bałagan z zaledwie jednego dnia. Warsztat szewski działa praktycznie od rana do zmroku.

Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 30 kwie 2020, 19:36

Bywało to już na świecie tak, że bohaterska szarża w środku krwawej bitwy potrafiła biegunowo odmienić jej losy.
Rzecz w tym, że tutaj, na przedmieściach Novigradu, nie było żadnej bitwy. A już na pewno nie takiej, która godna byłaby ingerencji czegoś więcej niż wioskowych paździochów ze straży miejskiej.
Niemniej, sytuacja wyglądała okropnie- napastnicy nie dość, że mieli przewagę liczebną, to jeszcze jeden z nich skutecznie dobierał się do majątku starego krasnoluda, który, zdaje się, był wspomnianym przez dziewczynkę "dziadkiem".
Z początku chciał zakląć, wrzasnąć, zrobić cokolwiek, co pozwoliłoby ulecieć wściekłości- ostatecznie, po prostu zaklął siarczyście pod nosem, a sękate paluchy rzemieślnika mimowolnie zacisnęły się na drzewcu pałki.

Nie miał wielkiego wyboru. Jeżeli czegoś nie zrobi, to jego ziomkowie nie tylko będą bez szans, ale jeszcze stracą ciężko zarobione pieniądze.
Strata pieniędzy była niewybaczalna. Życia i zdrowia jeszcze bardziej.
Westchnąwszy, wziął rozbieg aby dopaść złodzieja grabiącego wóz i z całej siły trzasnąć bandytę żeleźcem w lewe kolano.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Dziki Gon » 03 maja 2020, 21:55

Zamęt i późna pora działały na korzyść Alaricka. Żaden z walczących — a najmniej stojący doń tyłem amator cudzego mienia — nie zauważył jak krasnolud nadciąga, biorąc w biegu potężny zamach dzierżonym w łapie obuchem.
Wyprowadzone z barku uderzenie grzmotnęło zbira pod kolanem z taką mocą, że ten ukląkł gwałtownie i nabożnie, jakby sam papa hierarcha udzielał mu właśnie błogosławieństwa na prywatnym widzeniu. Towarzyszące operacji obrzydliwe chrupnięcie i nieludzki ryk delikwenta zwiastowały zaś schyłek jego pełnosprawności — teraz i na wieki.
Kolejny ryk, słyszany gdzieś z boku, poprzedził smród palonego mięsa, rozchodzący się w wieczornym powietrzu niby gęste, plugawe kadzidło. Potem ktoś bluznął, coś oderwało się z mlaśnięciem i znów wszystko wybuchło wrzaskami. Łącznie z ranionym przez Baldwina zbirem, który odwinął się, celując w krasnoluda drewnianą lagą.

Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 07 maja 2020, 21:31

Pałę Baldwina (jakkolwiek to nie brzmi) poznał już niejeden złodziej i rzezimieszek w Novigradzie. Krasnolud co prawda nijak się miał do żołnierza czy choćby przeciętnego, dobrze wyszkolonego knechta, jednakże wkurwiony tudzież będący na rauszu nie przebierał w środkach. Zwłaszcza, jeżeli chodziło o słuszną sprawę- a słuszną sprawą na chwilę obecną było...
- Z...zostaw...zostaw ziomka, chuju!
... no tak.
Wycedził przez zaciśnięte zęby, dysząc wściekle i świdrując gniewnie napastnika wzrokiem jednego oka. Bardzo słusznie zresztą, ponieważ okazało się, że pomimo zgruchotanego kolana, człeczyna dalej był zdolny do walki. Mimo, iż cios nie sprawiał wrażenia groźnego, lepiej było wykonać unik. Tak też poczynił krasnolud- po prostu odskoczył do tyłu tak, aby możliwie wykroczyć poza zasięg broni bandyty.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Dziki Gon » 10 maja 2020, 16:32

Napędzany wściekłością i bólem wymach więcej miał w sobie ze zwierzęcej desperacji niźli mierzonego ataku. Baldwin uskoczył przed nim bez najmniejszego problemu. Drewno przecięło powietrze, trafiając w próżnię i pociągnęło zbira za sobą. Ten zawył, naruszywszy widać pogruchotane kolano, i zwalił się na ziemię.
Zaraz po nim (i na nim) wylądował z impetem inny, kopnięty w rzyć przez jednego z krasnoludzkich — szewc widział to teraz wyraźnie — byczków. Kawałek dalej zwijał się przy koksowniku człowiek z przypaloną facjatą, hołubiąc ją w dłoniach, inny nieporadnie kuśtykał już w stronę miasta, a ostatniemu — niemal po przyjacielsku — klepał miskę drugi byczek, wyraźnie dobrze się przy tym bawiąc.
Masaż za darmo — rechotał — a ten się wzbrania. U Guizota każą sobie za to słono płacić!
Kto was nasłał? Cechowi? — warknął ten pierwszy, podnosząc za koszulę na piersi człowieka z oparzoną gębą.
N...nie wiem! Zgarnęli nas spod „Wisielczego”! Prosta robota, mówili... Płatna z góry...
Ile?
Trzy korony od łebka...
Karzeł prychnął pogardliwie, puszczając najemnika z bożej łaski. Ten pozbierał się zaraz na czworaki i mało nie gubiąc kończyn, umknął w ślad za jednym ze swych towarzyszy, zgarniając jeszcze kopa na rozpęd.
Wypierdalać i nie wracać — zakomenderował krasnolud, tocząc groźnym spojrzeniem po reszcie towarzystwa, które jęło odpełzać z miejsca zdarzenia w miarę swych obitych możliwości. Z grubsza, bo bez ofiary baldwinowej pały, która jęczała i biadoliła (ofiara, nie pała) jak, o ironio, potłuczona.
Ładnieś mu zajebał, kuzynie — pochwalił Alaricka byczek i klepnął szewca w ramię z siłą, która kazała podejrzewać złamanie z przemieszczeniem. Czaszkę miał wygoloną po bokach, z rudym pasem szczeciny biegnącym przez jej środek i korespondującym kolorystycznie ze skołtunioną brodą. Nagie, muskularne ramiona zdobiły blizny, tatuaże i miedziane obręcze. Ubrany był w skórzaną kamizelę, spod której wystawała rozchełstana koszula bez rękawów, proste portki i podkute buty. Na prawicy błyszczał kastet, a u pasa dyndał toporek. Gębę miał ździebko zakazaną.
Ano — potwierdził drugi, wyglądający jak brat bliźniak swego towarzysza, tyle że o brązowych włosach i z długim nożem u pasa. — Iście niebrzydko.
Tymczasem przy wozie dziadowinka stękał i sapał, próbując zebrać do kupy siebie i swoje mienie. Baldwin zauważył, że coś było nie tak z jego lewym biodrem i stopą, a oczy starego zasnuwała mgła równie biała, co jego zapleciona w warkocze, długa broda. Po ziemi walały się wyrzucone z wozu drewniane przedmioty, wśród których szewc rozpoznał rzeźbione puzdra, naczynia i zabawki. Niektóre z nich były zniszczone, inne całe, lecz wszystkie odznaczały się wielką maestrią wykonania.

Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 10 maja 2020, 22:20

Krasnolud oddychał ciężko, to wybierając, to wydmuchując powietrze z płuc jak kowalski miech. Musiał chwilę odstać żeby w końcu dotarło do niego co właściwie miało miejsce, jednocześnie pozwalając by nagromadzona adrenalina w końcu znalazła ujście- no, przynajmniej w pewnym stopniu, bo ręce po bijatyce dalej mu się trzęsły. Wetknął pałkę za pas, i niemal w tym samym momencie poczuł jak wgniata go w ziemię żelazna ręka krasnoludzkiej sprawiedliwości. Żywa, żeby nie było.
Na pochwałę pobratymców jedynie pokiwał głową, świdrując wzrokiem opryszka z rozwalonym kolanem.
Podszedł do miernoty i chwytając go oburącz za fraki przyciągnął ku sobie aby móc mu się lepiej przyjrzeć.
- Ojj chopie, nie wiem coś za jeden, ale tym co was najęli, przekaż że prawilnych rzemieślników i krasnoludzki lud w koniec chuja mogą pocałować.
I nie bacząc na stan bandyty, wypuścił go, aby runął na bruk.
- Pfu. Bić kurwy i złodziei- zawyrokował na głos, po czym odchylił głowę to w lewo, to w prawo, aż mu w karku strzyknęło- co żem powiedział, to żem powiedział, alem powiedział. Pfu. Chopie.

Odwrócił się w stronę ziomków i już miał zasypywać ich pytaniami, gdy spostrzegł, że dziad nie wyglądał najlepiej. Oberwało mu się bez mała, a sam nie miał szans pozbierać dobytku. Mimowolnie, szewc ujął w dłonie jedną z popsutych lalek i w milczeniu pokręcił głową. Strata pieniędzy czy zdrowia faktycznie potrafiły zaboleć najmocniej, ale kiedy do kompletu dochodziło zniszczenie czyjejś pracy, w dodatku tak pięknej, miało się ochotę wieszać sprawców. Z tego też powodu za wszelką cenę unikał już spojrzeń w stronę poturbowanego, a po prostu zaczął zbierać rzeczy razem z dziadkiem.
Po chwili, gdy odkładał na miejsce jedną z zabawek, przypomniała mu się ważna rzecz.
- Dziewczynka do mnie przybiegła. Malutka taka, w sukience jako bożątko. Wasze to? W gości mogę przyjąć, ot trochę do przejścia będzie, a staremu trzeba medyka czy cyrulika jakiego, bo źle to to wygląda. I to na teraz. Nie dołożę się, bo chudo u mnie, ale dach zapewnić mogę żebyście jak te psy na bruku nie siedzieli i nie czekali -krasnolud mocniej zaciągnął kaptur na głowę.- Chodźcie. Mała czeka.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Dziki Gon » 13 maja 2020, 14:42

Kontuzjowany zawodnik z bliska wyglądał dokładnie tak samo, jak z daleka, czyli nieciekawie. Pryszczate lica, kaprawe oczy i złamany co najmniej w dwóch miejscach nos, z którego teraz ciekły smarki, korespondowały z resztą aparycji obszczymura, nie pozostawiając wątpliwości co do jego proweniencji.
Na polecenie Baldwina typ nie zareagował inaczej, niż dotychczas, to jest wypuszczając z gardzieli nienawistny bulgot, a z nosa bańkę. Wykidany zaś niby pijany zadymiarz z szanującej się knajpy, zarył facjatą o ziemię i tak już został. Byczki zarechotały, kiwając aprobująco głowami.
I dobrześ powiedział, kuzynie — stwierdził rudy krasnolud, gestem wskazując swemu kamratowi, by ten pomógł przy wozie. — Choć czasy teraz parszywe.
Jak nie ci, wrócą inni — podjął drugi byczek, dźwigając starego do pionu. — Mus nam się wspierać, pomagać sobie wzajem. Prawda, dziadku?
Prawda, prawda — przytaknął skwapliwie dziadek, opierając się ciężko o wóz. — Gdyby nie wasza pomoc… — Sapiąc, nabrał powietrza, jakby chciał kontynuować myśl, lecz wypowiedź Baldwina wyraźnie wybiła go z rytmu. Mlecznobiałe oczy zalśniły wilgocią, brodziszcze zadrgało.
Relcia? To Relcia was sprowadziła? — zapytał stary, łapiac szewca za rękę. Wyglądało na to, że usłyszawszy o dziewczynce, cała reszta spłynęła po nim jak woda po kaczce. — Och, na bogi! Moja duszka, moja mała spryciulka… Chodźmy, chodźmy co rychlej!
Przysłuchujący się wymianie zdań krasnoludzcy atleci spojrzeli po sobie w milczącym porozumieniu.
Odprowadzimy was — oznajmił rudy byczek, zatykając kciuki za pas, podczas gdy jego brązowowłosy bliźniak złapał za dyszel wózka. — Pora późna, okolica niebezpieczna. Nie ma co kusić losu.

Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 21 maja 2020, 14:53

Nic nie mówiąc, ruszył wraz z resztą krasnoludów w stronę swojego domostwa, uważnie obserwując czy przypadkiem nie uchował się któryś z oprychów mogący ich śledzić.
Po chwili dał sobie jednak spokój- nawet jeżeli ktoś ich teraz obserwował, to on go nie wypatrzy, bo miał za słaby wzrok. A jeśli nie śledził... no to okolica była gnojkom znana, więc od dzisiaj nie dość, że miał do odespania problem urzędu skarbowego, to od teraz musiał rozważyć dodatkowy zamek w drzwiach, albo jaką okiennicę na skobel.
Ach, Baldwinie, coś ty sobie najlepszego zgotował? I to na własne życzenie!

Wyrzuty jednak zniknęły równie szybko jak się pojawiły, ponieważ na horyzoncie zabłysnęła długa strużka pomarańczowego światła bijącego z okrągłego okienka, wprost na bruk uliczki, oświetlając przy tym drogę do domu i kładąc się rozległym płaszczem na sylwetkach nocnych przybyszów. Zawołał donośnie do tegoż okna, dając znać dziewczynce, że wedle obietnicy wrócił wraz z dziadkiem, a zagrożenie minęło.
Podchodząc do ciężkiego skrzydła drzwi, pchnął je do środka i przekroczył próg swojego przybytku.

Cóż, mimo wszystko ten dzień zdawał się mieć dobre zakończenie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Dziki Gon » 23 maja 2020, 21:32

Nikt ich nie śledził, droga zaś wypadła jakimś skrótem, w który Baldwin wszedł zupełnie przez przypadek, zmylony pęczniejącą dookoła ciemnością. Jak się okazało — miejsce bójki oddalone było od pracowni szewca dosłownie o rzut kamieniem i już po chwili znaleźli się u jej progu.
Późna godzina, poddenerwowanie całym zajściem oraz krótki dystans nie sprzyjały rozwijaniu konwersacji, toteż pokonali go we względnym milczeniu. Ciągnący wózek krasnolud klął tylko pod nosem, gdy niesterowny wehikuł zablokował się raz i drugi w wąskiej uliczce, rudobrody elokwentnie zauważył, że jest ciemno jak w dupie u Czarnego, starzec postękiwał przy każdym kroku.
Uczepiony ramienia Baldwina ślepy krasnolud poruszał się z trudem, kolebiąc się na boki jak wańka wstańka. Nie był jednak ranny. Miał szpotawą stopę i zdeformowane nieleczeniem jej biodro. Alarick zobaczył to wyraźnie, gdy wszyscy znaleźli się już w dobrze oświetlonej izbie, a stary ukucnął niezgrabnie, by wziąć w ramiona oczekującą ich dziewczynkę.
Dziadku Odo! — pisnęła mała, wtulając się w białą brodę krasnoluda, pochlipując i niechybnie wycierając w nią wszystkie smarki.
Nic mi nie jest — przemówił łagodnie staruszek, gładząc ją po głowie. — Już wszystko dobrze, dziecinko, nie płacz. Ci mili panowie mi pomogli... Dzięki tobie, Relciu. Jesteś bardzo mądrą dziewczynką.
Rozpromieniona pochwałą krasnoludka otarła piąstkami oczy i spojrzała po zebranych. Na widok dwójki byczków zmarszczyła lekko brwi, lecz gdy tylko jej wzrok padł na Baldwina, uśmiechnęła się od ucha do ucha.
Dziękuję! — zawołała, podbiegając i obejmując nogę Alaricka, bo tylko ją zdołała objąć małymi ramionkami.
I ja — sapnął, wstając z przyklęku stary krasnolud. — I ja dziękuję. Jestem waszym dłużnikiem, panowie. Odon Auerbach, do usług.
Krasnolud skłonił się, po czym utkwił niewidzące, zamglone oczy gdzieś pomiędzy Baldwinem a dwójką byczków. Ci ostatni z wielkim zainteresowaniem rozglądali się po szewskim warsztacie, kukając w każdy kąt, zakamarek i szparę. Gdy rudobrody zoczył dwie pary nowiutkich, eleganckich ciżem, schowanych pod stołem, gwizdnął cicho pod nosem.

Crux
Awatar użytkownika
Posty: 73
Rejestracja: 17 sie 2019, 22:00
Medale: 6
Miano: Baldwin
Rasa: Krasnolud
Wiek: 70
Złoto: 3k, 7d, 7m
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=336
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=337

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Crux » 28 maja 2020, 12:08

- Baldwin Alarick- odparł.
A westchnął głęboko. Tak, zakończenie tego dnia choć burzliwe, bez wątpienia było lepsze od poranka i kolejki w urzędzie.
Niemal jak za sprawą czarodziejskiej różdżki przypomniał sobie o leżących tam i ówdzie dokumentach, które odrobinę panicznie pozbierał z ziemi- chuj tam, że goście byli już pod strzechą, a na sprzątanie za późno. Gorzej, jakby jaki papier miał mu znowu zniknąć. Dokumenty odłożył na biurko, w między czasie zauważając, że dwoje rosłych krasnoludów właśnie ogląda warsztat. Wystawił "ogwizdane" ciżmy na wierzch.
- Można wziąć do ręki i obejrzeć. Ten, co chciał je kupić, już po nie nie przyjdzie- stwierdził z lekką nutą goryczy, ale i satysfakcji. Przynajmniej już więcej tego chłystka nie zobaczy na oczy. Chyba...
- No, chopy, skoro już gościcie, to niezależnie od zdrowostanu, może walniecie po jakim rozchodniaczku? O popijawie nie bardzo mogę mówić, bo mnie mus się stawić w urzędzie, ale chociaż jednego za solidarność trzeba wychylić!
Nawet nie czekając specjalnie na odpowiedź, Baldwin ruszył do piwniczki celem przyniesienia pełnej kanki, z której następnie miał nalać do kieliszków. Dla małej nakroił jabłka.
I wtedy na chwilę poddał się konsternacji.
- Jak wasze zdrowie, Odonie? Na pewno nie będzie mus żeby to lekarz zobaczył?

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1051
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: „U szewca Baldwina”

Post autor: Dziki Gon » 31 maja 2020, 15:42

Mnie możecie wołać Moritz — zmitygował się i przedstawił rudy krasnolud, wracając uwagą do towarzystwa. — A to jest Majcher.
Uszanowanko.
To panowie nie razem?... — zapytał zmieszany Odon Auerbach. — Wybaczcie pomyłkę, moiściewy, myślałem...
Nie wadzi, nie wadzi — przerwał mu Moritz i machnął niedbale ręką.
Tedym podwójnie dłużny. Tobie, Baldwinie, i wam...
Nam — Moritz strzelił knykciami — nic nie jesteś winien, dziadku. Co najwyżej krasnoludzkiej sprawie. Ale o tym jutro pomówimy. Na dziś dość o interesach, w gardle od tego zasycha.
Gdzie mieszkacie? — zapytał Majcher, popatrując to na starca, to na dziewczynkę, która uwijała się wokół Alaricka, pomagając mu zbierać papiery z klepiska. — Mus nam odprowadzić was w bezpieczności.
Niedaleko... — odparł wciąż skonfundowany Odon. — W barakach opodal śmietniska... tych przy kapliczce Wiecznego Ognia.
Wiem gdzie. — Majcher kiwnął głową, przenosząc spojrzenie na Baldwina i Moritza, między którymi wylądował na stole wzgardzony owoc szewskiej pracy i pasji.
Te też ładne — rzekł rudy byczek, zaglądając do cholewy, obmacując podeszwę i obcas. — Ale tamte — gwizdnął znowu, ruchem brody wskazując dwie pary wyglansowanych butów dla Hansa i Ruty. — Tamte to ci dopiero ciżmy!
Ano — przytaknął Majcher. — Fachmańska robota.
Krasnoludy pokiwały głowami na grubych karkach. Na moment zapadła cisza, w której dało się słyszeć tylko trzaskanie drew w palenisku oraz szept między dzieckiem a starcem. Gdy Oczko zaproponował po maluchu i ruszył do piwniczki, atmosfera wyraźnie się ożywiła.
Bitki i wódki nigdy nie odmawiamy — ucieszył się Moritz, zacierając łapy. — Co nie, Majcher?
A jak!
Wróciwszy z kanką wódki, szewc zastał trzech krasnoludów siedzących już przy stole, podczas gdy dziewczynka kucnęła przed kominkiem, zapatrzona w ogień. Przez otwarte okienko wpadały coraz zimniejsze podmuchy nocnego powietrza i coraz donośniejsze odgłosy nocnego życia — klątwy, krzyki, rzępolenie, frenetyczne śmiechy i jęki.
Dzięki za troskę, Baldwinie — odrzekł zagadnięty starzec, nieomylnie zwracając pobrużdżoną twarz ku szewcowi. — Ale na medyka jest za późno od jakichś stu lat z okładem. — Odon uśmiechnął się jak ktoś, kto dawno temu pogodził się z losem. — Powiedz lepiej, co stary snycerz mógłby dla ciebie zrobić w podzięce za pomoc?
I do jakiego to urzędu się wybieracie, kuzynie? — dodał Moritz, podstawiając znalezione w izbie kubeczki do polania gorzałki. — Toć jutro sobota.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław