Trakty i rozstaje

Obrazek

Tartaki, kuźnie, huty i manufaktury, szwalnie i folusze, słodownie i warzelnie. Cztery młyny wodne i bezlik mniejszych warsztatów. Wzbierające pod murami morze kolorowych i dymiących dachów, nad którymi zawsze unosi się harmider pracy i handlu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Trakty i rozstaje

Post autor: Dziki Gon » 26 lis 2018, 16:55

Obrazek
Wszystkie drogi prowadzą do Novigradu.
— Popularne powiedzenie




Gościńce i drogi wychodzą z miejskich bram i rozbiegają się na wszystkie strony świata, zmierzając ku głównym miastom Kontynentu. Wiodą przez zieleń lasów, jak i pośród brzegów strumieni, przecinają wzgórza i malownicze wioski. W lecie nagrzane i zapylone, zimą rozmokłe od śniegu, grząskie od błota. We dnie i w nocy pokonywane przez jeźdźców gnających na złamanie karku, turkoczące wozy lub konsekwentnie maszerujących do celu wędrowców. Albowiem, jak powiedział kiedyś ktoś bardzo mądry: „Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać”.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 321
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Trakty i rozstaje

Post autor: Licho » 19 gru 2019, 14:25

Alsvid kołysała się w rytm żwawego stępa Draceny, przeżuwając ostatni kęs suchego wypieku. Strzepnęła okruchy na gościniec i dopiła z manierki przegotowaną wodę, której wcześniej użyła do starannego opłukania skaleczonego ramienia. Pękaty wałach Mikhasa został w tyle, rozkulbaczony na tyłach gospody. Luzak jedynie by ich spowolnił, skonstantowała dziewczyna i zadowoliła się uszczknięciem z juków odrobiny prowiantu.
Rzucone nim wyruszyli przez Sherida wyjaśnienie, o dziwo, również ją zadowoliło. Mimo zdawkowości, do której zdążyła nawyknąć i zrodzenia w niej znów większej ilości pytań, niźli odpowiedzi. Tak samo jak rodził je obrany przez charakternika kierunek. Nie dopytywała jednak. Czasem lepiej było ujrzeć na własne oczy, aniżeli wysłuchiwać. Zwłaszcza, gdy szło o nielichy pożar.
Jeszcze tylko jedna tajemnica nadal mąciła spokój jej myśli, uprzykrzając dziewczynie panującą na gościńcu flautę, której parskanie koni oraz trelujące w mateczniku ptaki zdawały się być jeno nierozerwalną częścią. Nie, oszukiwała się. Pytań był Legion. Ale powątpiewała, by dane jej było usłyszeć szczerą odpowiedź na choćby jedno spośród mrowia. Mimo to…
Skłamałeś czarodziejce na mój temat. Czemu? — Alsvid przerwała owym jednym pytaniem milczenie, ściągając wodze munsztuka i zrównując się z egoztycznym wierzchowcem wiedźmina.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1138
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Trakty i rozstaje

Post autor: Dziki Gon » 26 gru 2019, 3:12

Zmierzające ku zenitowi słońce wyssało z porastającej rowy zielonej runi resztki wilgoci, wysuszyło wzbierające w bruzdach i koleinach kałuże na kruche, spękane błoto.
Nadjeżdżająca od strony miasta dwójka kurzyła opustoszałą o tej porze drogę. Rudawa jaszczurka, wywabiona lubym gorącem na trakt, wijąc się gibką miedzią, pierzchała teraz w przydrożne osty, spłoszona tętentem kopyt. Ponad nimi, wysoko na lukrowanym pojedynczymi strzępami cirrusów niebie, krążył samotny raróg.
Strzemię w strzemię obok sypiącej okruchami na drogę Alsvid kołysał się w kulbace wiedźmin Sherid. Zły i małomówny, tak jak lubił. Ze słońcem odbijającym mu się na usztywnianych pagonach naramienników i zapiętej pod jelce głowicy wystającego ponad jednym z nich miecza.
Skłamałbym — odchrypiał jej, jak zawsze przy pierwszym słowie, jakby samo gardło buntowało się przed rozrzutnością w postaci jakiejkolwiek artykułowanej mowy. — Ale mnie wydałaś. I pół historii swojego żywota przy okazji.
Zamilczał, tym razem na krótko, prowadząc konia zgodnie z krzywizną pokonywanego przez nich właśnie łagodnego zakrętu. Miasto zostawili już ponad dobre pięćdziesiąt prętów za sobą. Wokół nich rozciągał się step i biegnący nim gościniec. Przed ich oczami zachwaszczone, krwawiące gdzieniegdzie makami pola i ciemne, w świetle dnia niemal czarne jak ich cienie pojedyncze drzewa, zieleniące się młodymi listkami na wstrząsanych wiatrami pokrzywionych gałęziach.
Przy jednym z nich spotkali nie mniej pokrzywionego starucha. Przyciskającego do cherlawej piersi wysłużony instrument, brodatego jak stary krasnolud lirnika, w opadającej mu niemal na same oczy kapuzie, uszytej z futra czegoś, co musiało wyginąć jeszcze przed Koniunkcją.
Wspomagajcie bogi — zamamlał po swojemu stary pierdoła, widząc dwójkę podróżnych. — I święta… — Którakolwiek z rozlicznych na Kontynencie świętych, na którą zamierzał powołać się starzec, miała pozostać dzisiaj bezrobotna, przynajmniej w przypadku ich świeżo powołanego duetu. Kiedy krótkowzroczne oczy włóczęgi, natrafiły na sheridowe, błogosławieństwo uwięzło mu w grdyce jak kiepski salceson.
Dziadu! — warknął na niego wiedźmin, wstrzymując w miejscu roztańczonego konia. — Widziałeś po drodze wiatrak?
Wwwyyy, ino! Widziałech. Wspomagajcie…
Gdzie? Palcem pokaż.
Staruch odjął chudą dłoń od tulonej do siebie liry, rozprostował sękaty paluch, dźgnął nim powietrze w kierunku zbaczającym nieco z drogi, gdzie po wjechaniu na wzniesienie istotnie miał ukazać się im budynek, o który indagował wiedźmin, majaczący w oddali na pagórku, wraz z opłotkami i belkami pierwszych zagród.
Nie odpowiadając mu na to ni słowa, ruszył konia z miejsca, prosto jak prowadziła ich droga, zostawiając za sobą zaskoczonego, mamlącego bezgłośnie lirnika, zamarłego ze wciąż wyciągniętą ręką, trzęsącą się niby rozklekotany drogowskaz.
Nie okłamałem jej — podjął, gdy ujechali kawałek. — Ale dzień jeszcze młody — zastanawiał się w głos, nie tracąc horyzontu ze wzroku. — Nabrałem ją, że możesz się przydać. A ty kłamać nie chcesz, a kraść nie potrafisz.
Ściągając nieznacznie wodze, płynnie przeprowadził wierzchowca przez łagodny spadek terenu, który stopniowo z piaszczystej pustaci drogi przeradzał się w żywą i zarośniętą ziemię niekiełznanych radłem pól, w których skołtunionych trawach konie brodziły po same pęciny, wytrząsając ze źdźbeł młode pyłki i owady.
Masz jakieś zalety poza Blauerem?

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław