Dom Vaast'a

Obrazek

Tartaki, kuźnie, huty i manufaktury, szwalnie i folusze, słodownie i warzelnie. Cztery młyny wodne i bezlik mniejszych warsztatów. Wzbierające pod murami morze kolorowych i dymiących dachów, nad którymi zawsze unosi się harmider pracy i handlu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Dom Vaast'a

Post autor: Dziki Gon » 05 maja 2021, 14:25

Obrazek Przechadzając się uliczkami przedmieścia Novigradu można natknąć się na stary, ledwo trzymający się budynek, to właśnie w nim Vaast znalazł coś co można nazwać domem. Przed wejściem znajduje się mały kramik, tym razem stabilny niepasujący kompletnie do stanu budynku do którego przylega. Solidne deski trzymają wystawę pokaźnych ilości alkoholu w ciągu dnia, nocą nastaje pustka, gdyż towary są przenoszone do środka budynku. Środek jest biednie urządzony, gdzieniegdzie walają się stare beczki i koszyki, sterta papierów leżących w kupie przy łóżku. Dziurawe, ledwo trzymające ciepło ściany i podłoga która woła o pomstę do nieba. W centralnej części znajduje się palenisko a na nim podwieszony garnek, koło niego ławka i parę stołków. W oczy rzuca się stare łóżko na wprost od wejścia. W kącie znajduje się składowisko towarów, które w dzień są wystawiane na straganie przed domem.

Vaast
Awatar użytkownika
Posty: 4
Rejestracja: 13 kwie 2021, 22:14
Medale: 2
Miano: Vaast
Rasa: Człowiek
Wiek: Okolice 40
Złoto: 18 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=766
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=767

Re: Dom Vaast'a

Post autor: Vaast » 07 wrz 2021, 21:58

Za oknem Novigrad budził się do życia, szumnie obwieścił to miejski gwar, który przeszkadzał dla Vaast'a lenić się w swoim łóżku chociaż jeszcze te parę minut dłużej. Lekko zmęczony i przeżywający jeszcze alkoholowe wybryki dnia poprzedniego postanowił wrócić do żywych, w końcu pieniądze same się nie zarobią, a jak wiadomo w karczmach gorzałki nie leją za darmo.
W końcu zwlókł się z łóżka, zrobił to powoli, jakby każdy jego ruch był wielkim wyzwaniem. Wyglądał w tym trochę jak golem, którego przebudzono z wiecznego snu i kazano pracować. Rzecz podstawowa, śniadanie, bez tego ani rusz, ale z drugiej strony i tak stracił dużo czasu na regenerację po wczorajszej wizycie w lokalnej tawernie. Złapał niedojedzoną kaszę z wczoraj i wchłonął ją błyskawicznie. Rozejrzał się po pokoju szukając części swojej garderoby.
Kiedy już doszedł do siebie, przyszła pora na wystawienie gorzałczyny dla głodnych nowych doznań smakowych ludzi. Wszak Vaast zawsze powtarza, że północne szczyny, które udają tu alkohol, nie mają najmniejszej szansy z południowymi wyrobami. Otworzył drzwi na oścież, blokując je pniem i zaczął przetransportowywać trunki na stragan. Oczywiście nieco lepsze, droższe alkohole były schowane pod ladą w skrzyni, bowiem nigdy nie wiadomo co może strzelić ludziom do głowy.
Towary z najwyższej półki! — krzyczał ile tchu — Południowe specjały dla każdej spragnionej i udręczonej duszy!
Tak oto rozpoczął się kolejny dzień, samogony z Nazairu, wina z Toussaint oraz słynna Nilfgaardzka cytrynówka, wszystko dla zmęczonych i potrzebujących ludzi. Można powiedzieć, że był to towar pierwszej potrzeby, zwłaszcza w tej dzielnicy Novigradu.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom Vaast'a

Post autor: Dziki Gon » 12 wrz 2021, 21:28

Nie umiesz sprzedawać ciszej? — Na zewnątrz nie tylko Novigrad, ale również mieszkający po sąsiedzku folusznik Bedrich obudził się do życia, nawet jeżeli — Vaast widział to nawet z daleka — było to vita minima, spłacające kredyt szczęścia zaciągnięty u wczorajszej flaszki. — Szkoda ci się wkupnego na stragan na Zachodnim, nilfgaardzki kutwo?
Lekko kusztykając, Bedrich zblizył się do vaastowego straganu w całej swojej niewysokiej i wielkonosej okazałości. Zapach przetrawionego alkoholu zdradził go o wiele wcześniej niż wymięta, wpuszczona w spodnie koszula oraz przekrwione, rozbiegane spojrzenie.
Bedrich, o ile było Vaastowi wiadomo, był z fachu rzemieślnikiem — typowym miejskim łyczkiem, jakimi roiły się ich przedmieścia. Z narodowości prowincjonalnym Redańczykiem — do Novigradu przybył aż z Jarmulaku, kilka lat wcześniej, zanim zrobił to Vaast. Od pozostałych chałupników Bedrich różnił się nieznacznie. Jak przystało na każdego z nich, spędzał dnie na pracy, zaś wieczory i święta na piciu lub leczeniu jego skutków w chłodnych murach świątyń. Jak każdy z nich narzekał na interesy, konkurencję, podatki oraz nieludzi. W przeciwieństwie do pozostałych widział się raczej, jak sam to określał, przedsiębiorcą niż rzemieślnikiem. Co objawiało się głównie tym, że z uporem godnym lepszej sprawy próbował eksportować swoje wyroby na okoliczne wioski oraz podlizywał poważnym kupcom z miasta, licząc, że wybłaga u któregoś spółkę lub chociaż uda mu się podłapać tajniki zawodu. Jak dotąd, bez większych rezultatów. Co jakiś czas zachodził również do Ropucha, gwoli wymiany plotek, narzekań lub toastów za pomyślność interesów swoich, a niepomyślność reszty sąsiadów.
Folusznik zatrzymał się pod stoiskiem, wzdychając ciężko i aromatycznie, pozwalając tym samym znającemu się na rzeczy Vaastowi poznać się na bukiecie zmęczonej przez niego wczoraj berbeluchy, ewidentnie samogonu.
Polej mi w detalu. Naczy tę, kwaterkę. Tego dobrego, cytrynowego — poprosił, mrugając ciężko i z wyraźnym wysiłkiem.

Vaast
Awatar użytkownika
Posty: 4
Rejestracja: 13 kwie 2021, 22:14
Medale: 2
Miano: Vaast
Rasa: Człowiek
Wiek: Okolice 40
Złoto: 18 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=766
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=767

Re: Dom Vaast'a

Post autor: Vaast » 24 wrz 2021, 0:34

Od razu było widać, gdzie leży problem Redańczyka w nawoływaniu przez Vaasta klienteli. Wyglądał jak sto nieszczęść a w głowię pewnie dalej miał resztki wczorajszego alkoholu, ale komu to oceniać, nie raz i Vaast wyglądał podobnie, o ile nie gorzej. Na jego nieco złośliwą prośbę o bycie "trochę" ciszej kupiec zareagował uśmiechem, w ogóle niepasującym do jego twarzy, na kolejną zaczepkę miał już przygotowaną odpowiedź.
E'er y glòir! Nordlingu. — wredny uśmieszek nie znikał z jego twarzy a można by powiedzieć, że był coraz większy — Witaj wśród żywych, ciężka noc? Pewnie pracowałeś i widzę, że do późna!
A jakże, pracował i to nad wyraz dokładnie i sumiennie, tylko, że nad flaszką. Bukiet aromatów wskazywał jednoznacznie na bimber, a i pewnie na próchnice Bedricha. Był jednak pierwszym klientem dnia, a w zwyczaju jest tak, że trzeba takiego podjąć z psia mać honorami — no przynajmniej z takimi na ile się da. Vaast odgarnął butelki z blatu oddzielającego go a Bedricha, robiąc tym samym nieco przestrzeni po środku.
Już się robi, klient nasz Pan.— mruknął z nutką delikatnej chrypy Nilfgaardczyk, odwracając się i wyciągając swoje ręce po cytrynówkę stojącą na półce, chyba najbardziej znany alkoholowy wyrób Cesarstwa. Położył ją na blacie a zaraz potem pojawiły się na nim dwa kubki, czemu nie kieliszki? Jak wszyscy wiedzą, półśrodki w takich sprawach nie dają rady.
Vaast polewał alkohol wyjątkowo sprawnie i dokładnie, żadna to filozofia nalać do kubka, ale widać było, że ma już w tym pewne doświadczenie.
Napijmy się razem, też pracowałem do późna. — zarechotał lekko, kiwając głową i wznosząc naczynie do góry — Na mój koszt, co byś mnie znowu kutwą nie nazwał. Zdrowie!

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom Vaast'a

Post autor: Dziki Gon » 07 paź 2021, 23:21

Twoją matkę też — odburknął mu na nilfgaardzkie zawołanie, którym przywitał go sprzedawca trunków, samemu opierając się o trzeszczącą ladę stoiska, by odciążyć nieco grawitację.
Pracowałem — przytaknął, przepchnąwszy rwące jego słowa chrypienie krótkim odkaszlnięciem. — Prowadziłem rozeznanie rynku, negocjacje…
Bedrich plótł, robiąc mądre, znaczące miny, a używając przy tym większych od siebie wyrazów, mających podkolorować fakt, że „negocjacje” i „rozeznanie” tyczyły się zbiorów ćwikły i tego, na którym straganie można dostać ją najtaniej. Widząc polewany mu trunek, folusznik uciął dalsze eksplanacje, chwytając za naczynie i opróżniając je ciurkiem.
Nie nazwę. — Sąsiad odjął naczynie od ust, wychuchawszy świeżo wypity cytrynowy trunek, oblizał się z lubością, trąc kącik załzawionego oka. — Pewnie, że na twój. W końcu przegraliście tę wojnę, nie?
Mężczyzna parsknął, odstawiając naczynie na blat.
No, nie dąsaj się aby. Wiesz, jesteś całkiem w porządku jak na Czarnego. Nie wracaj jeszcze do siebie. Zwłaszcza że teraz na Południu, jak gadają, zaraza. Strach przekraczać teraz Jarugę, a i za Pontar, powiadają, wybywać ryzykownie. Choć opłacalnie. Szykują się problemy z zaopatrzeniem, wzrośnie popyt, ludziska będą potrzebowali transportów i dobra…
Ze wszystkich rozlicznych wad i przywar pozującego na kupca rękodzielnika, jego nadmierna ciekawość i wszędobylskość były jednymi z bardziej użytecznych. Choć żaden liczący się człowiek interesu nie dopuszczał go do konfidencji jako blagiera i gołodupca, uszy Bedricha były na tyle długie, by sięgać urywków informacji, które, choć nie pochodziły z pierwszej ręki, to przeważnie z dobrego źródła. I właśnie dlatego, w przeciwieństwie do przechwałek folusznika — można było im ufać. Z reguły.
Tak sobie myślę, że dałoby radę coś na tym ukręcić. Wiesz, skrzyknąć się, podłapać parę kontraktów, zainwestować kapitał. Nie masz przypadkiem jakiego kapitału, sąsiad? — Bedrich spojrzał na niego z ukosa, znad podawanego sobie z ręki do ręki kubka, do którego środka ślepił od czasu do czasu, jakby spodziewał się, że za chwilę napełni się samoczynnie kolejną porcją trunku. — Szkoda byłoby dać koniunkturze przejść koło nosa.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław