Tawerna „Pod Kotwicą”

Obrazek

Mewy wrzeszczą, ryby śmierdzą, a cła przyprawiają o zawał importerów. To słynny novigradzki port. Tu siła towarów przybywa i opuszcza miasto drogą morską, surowymi opłatami karmiąc wiecznie nienasycone skarbce. Oraz kieszenie świątobliwych.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Dziki Gon » 19 paź 2018, 13:12

Obrazek
Już nie wrócę na morze
Nigdy więcej, o nie!
Wreszcie koniec włóczęgi,
Na pewno to wiem!
— Popularna redańska szanta




Powiedzieć, że „Kotwica” niewiele różni się od innych portowych knajp i spelun Wolnego Miasta to błąd syntaktyczny, gdyż dzierży ona honorowy laur jako najstarsza tawerna Novigradu i to wszystkie pozostałe co najwyżej niewiele różnią się od niej. Stojąca obok Urzędu Portowego wiekowa knajpa to ulubione miejsce wszelkiej maści żeglarzy, którzy po zejściu z pokładu chcieliby dla odmiany pochwiać się na stałym lądzie. Jej skromne progi spełniają wszystkie potrzeby oraz wyobrażenia o idealnej tawernie. Nie brakuje tu ani szant, ani rumu, ani walenia się po mordach przy akompaniamencie tych pierwszych i inspiracji tym drugim. Wnętrze skrzypi od drewna jak stara łajba, a spowijające je opary dymu są tak gęste, że schowałby się w nich „Latający Kovirczyk” z postawionym marsżaglem. Jedna Sedna wie, ilu marynarzy zachodzi tu w przypadających na wieczór godzinach szczytu, ale każdy pije i szczerzy się do dziewek za dwóch. Jeśli ma za co i czym. Zawijają przygnani wiatrami ze wszystkich zakamarków Wielkiego Morza, przywożąc wieści i niestworzone historie. Kto rzyga przez burty i pod stoły, a pływa najwyżej nosem w polewce nie zjedna sobie szacunku bywalców. Będzie najwyżej tolerowany — jak szczur pod pokładem.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Dziki Gon » 12 sie 2021, 22:03

Dziewka, trzymająca w rękach kosz z wymiętym prześcieradłem, cofnęła się od uchylonych drzwi, łypiąc podejrzliwie na owiniętą barłogiem lokatorkę. Na postawione przez nią dictum nie zechciała udzielić repliki lub zwyczajnie nie zdążyła, w ostatniej chwili uchyliwszy się przed przytrzaśnięciem nosa.
Panorama z piętra „Kotwicy” rozciągnęła się przed nią lasem masztów, których korony łopotały i mieniły się trudną do ogarnięcia rozmaitością żagli i proporców we wszystkich możliwy kolorach na tle nadmorskiego nieba. Portowemu basenowi, choć zamkniętemu w cyklopowych fortyfikacjach zdolnych opierać się nawet falom i wiatrom, daleko było do nieruchomości — mieszany tykami kołyszących się barek i wiosłami holowników roił się od podchodzących na redę lub wychodzących na morze okrętów.
Nabrzeże mrowiło się od dziesiątek ciał, kotłujących w odwiecznej pogoni codziennych obowiązków — dźwigający kosze, obwieszeni asortymentem drobni handlarze i przekupki wciskali się w każde możliwe miejsce, by po przegonieniu zeń przez strażników z halabardami, wrócić po chwili jak gzy do łajna lub wpełznąć gdzie indziej. Zahartowane morzem wiarusy żeglowały z wprawą przez ciżbę, zdecydowanie obierając na azymut portowe tawerny lub wdzięczące się do nich z narożników ulicznice, pstrokate jak papugi. Młodsi majtkowie, względnie szczury lądowe po pierwszym dziewiczym rejsie, rozglądali się skonfundowani wokół, potykali i wpadali na innych, nie potrafiąc ogarnąć rozmiarów portu ani rozgardiaszu, w którym się znaleźli. Bez respektu dla nikogo i niczego rozpychali się i deptali po nogach podpici portowi robotnicy oraz dźwigający wielgachne paki tragarze. Nad wszystkim zaś górowały mewy, rozplenione i rozzuchwalone jak nigdzie indziej na Kontynencie.
Dziewczyna zamknęła okno na świat, zostawiając za nim chaos i rozgwar nadbrzeża. Wyszykowawszy się i zbiegłszy na dół po schodach, trafiła na parter tawerny.
Zrazu nie rozpoznała go, zmylona brakiem dymu oraz wczorajszego tłumu wypełniającego go nie mniej gęsto. Łącznie okupowano może ponad dziesięć stolików, lecz na ile mogła się zorientować na przelotny rzut oka — większość w celu zażycia posiłku lub interesów. Proporcja bytującego pod „Kotwicą” gentium dzisiejszego południa przechyliła się na korzyść kapitanów lub oficerów pływających jednostek oraz ludzi, których związek z morzem był raczej pośredni i mniej sentymentalny, słowem — kupców, handlarzy i właścicieli portowych składów. Przy jednym stoliku na uboczu, poprzedzonym ustawionym doń ogonkiem marynarzy z tobołkami przewieszonymi przez ramię odbywał się właśnie zaciąg lub wypłata.
Podchodząc do szynkwasu, nie miała problemu ze zwróceniem na siebie uwagi karczemnej, która dziś przyjrzała się jakby życzliwej, a przynajmniej cierpliwej niż zeszłego wieczora.
Tak? — Wytarła ręce w fartuch, odrywając się od ścierania plamy na blacie szynkwasu. — Pytajże. Odpowiem.

Brona
Awatar użytkownika
Posty: 11
Rejestracja: 28 lip 2021, 9:18
Medale: 1
Miano: Brona
Wiek: 23
Złoto: 16 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=809
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&p=5053#p5053

Re: Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Brona » 17 sie 2021, 9:05

Nie zapytała od razu. Omiotła wpierw spojrzeniem salę, tak daleko inną od tej, którą zapamiętała z dnia poprzedniego. Dziś wydawała się niemal wyludniona z tymi dziesięcioma zajętymi stolikami, rozmowami toczonymi bez darcia gardeł i bez obijania facjat. Świeżo zamustrowani albo świeżo opłaceni - ciężko było stwierdzić - marynarze, opuszczali kolejno karczmę, pewno w poszukiwaniu lądowych uciech. Nie trudno było zmiarkować, że tych w Novigradzie nie brakowało, patrząc na skalę samego portu, który tego poranka otworzył się przed nią z małego okienka w izbie.

Przejechała wzrokiem po twarzy karczmarki i dalej po szynkwasie, a ostatecznie zatrzymała go na wielkim słoju z ogórkami, drugim ze śledziami i opasłym bochnie. Podniebienie Brony do królewskich nie należało, z niejednego pieca chleb jadła, więc na widok takiej uczty oczy nieco jej rozbłysły.
Z typową dla siebie bezczelnością, przesunęła się leniwie w tę stronę i nie pytając, ułożyła na pokaźnej pajdzie śledzia, zagryzając go ogórkiem.
Wróciła do karczmarki, patrząc na nią niewinnym wzrokiem.

- Zapłacę. - powiedziała niewyraźnie, zasłaniając pełne usta dłonią - Chciałam was zapytać - zaczęła, przełknąwszy dwa pierwsze kęsy - czy nie rzucił wam się w oczy pewien... - tu wielce kwieciste, lżące epitety przyszły jej do głowy, ale powstrzymała się przed ich powiedzeniem - Skelligijczyk. Rosły taki, będzie ze sześć stóp, wielki, jak to się mówi, chłop. W barach szeroki. Długie, czarne włosy. Wiem, że takich tu widujecie co chwilę, ale on ma taką sporą bliznę nad okiem, bo mu kiedyś jeden wieśniak w karczmie widelcem rozorał. I mruży przez to cały czas to ślepie. - w tym miejscu zaprezentowała dziewce jak ów wielki chłop mruży powiekę, ściągniętą blizną - Mógł się jako Gunjar przedstawić, ale cholera go wie, mógł podać sto innych imion. - wzruszyła ramionami i znów rozejrzała się po sali, jakby kogoś szukała wzrokiem - On lubi takie dziewczyny, wiecie, jak rzepa. Jak ta z warkoczem, co mi wczoraj izbę szykowała. Rękę dam sobie uciąć, że by się do niej mizdrzył, gdyby tu do was zawitał.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Dziki Gon » 17 sie 2021, 21:11

Służebna, rada z pretekstu do zrobienia sobie małej przerwy od sprzątania, pochyliła się i oparła o blat, wysłuchując zreferowanego jej przez Bronę opisu poszukiwanego jegomościa. Kilka razy potaknęła, kilka razy zmarszczyła czoło, aż w końcu popatrzyła na nią długo i jakby niepewnie.
Szukasz rosłego chłopa. Cudzoziemca z blizną na twarzy. Cięgiem mrugającego i łasego na baby — powtórzyła, wykazując dobrze rokującą pamięcią do szczegółów. Nadzieja Wyspiarki nie pożyła jednak długo, bo kobieta za ladą skwitowała opis, pokręciwszy ze zrezygnowaniem głową. — A nie zgubiłaś jeszcze ryby we morzu? Albo śpilki w kopce? Toć prawie wszystkie chłopy, które tu zawijają prawie jednakie jak ten, co mi go właśnie opowiedziałaś, kochanieńka.
Wzruszywszy ramionami, dziewka na powrót chwyciła się szmaty, wracając do ścierania blatu.
Mooogłabym mieć baczenie — Oblizawszy wargi, przystanęła na moment, a głos odmienił się jej nieco. — Albo rozpytać dziewczyn, czy nie rzuciło im się co w oczy. Ale wiesz…
Brona wiedziała. Nie potrzebowała dodatkowych słów ani wyjaśnień, by instynktownie, niemal w lot załapać co kobieta miała na myśli. Podobnie jak towarzyszącego niewypowiedzianej propozycji gestu z użyciem palców wolnej dłoni, uchodzącego za uniwersalnie międzynarodowy.

Brona
Awatar użytkownika
Posty: 11
Rejestracja: 28 lip 2021, 9:18
Medale: 1
Miano: Brona
Wiek: 23
Złoto: 16 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=809
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&p=5053#p5053

Re: Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Brona » 18 sie 2021, 12:17

Z lekką irytacją zabębniła knykciami w drewniany blat i wepchnęła do ust resztkę chleba ze śledziem. Słony był jak jasna cholera, więc zagryzła go ogórkiem, głośno przy tym chrupiąc. Napiłaby się piwa.
Spojrzała na karczmarkę ze zrezygnowaniem, ale i zrozumieniem jednocześnie - fakt, opis Pippa był dość ogólny i pewnie nie wytężając szczególnie wzroku, sama w tej chwili znalazłaby kogoś w karczmie, kto wpasowywał się w ten rys.
Ale Brona wiedziała też, że gdyby ten mały skurwiel zawitał pod "Kotwicę" i ona miałaby przyjemność, bądź też nie, wymienienia z nim kilku zdań, to by go zakarbowała. Blizna nad okiem nie była ot po prostu zwykłą blizną, była taką, którą się zapamiętywało, o wyjątkowo intensywnym czerwonym kolorze, zniekształcająca paskudnie powiekę. A może to jej się tak zdawało, bo widziała ją tyle razy? Może to była zwykła sznyta, na którą nikt normalnie nie zwróciłby uwagi?

Tak czy inaczej, ożywiła się nieco na sugestię dziewuchy, że mimo wszystko mogłaby się czegoś dla niej dowiedzieć. Zjadła ostatni kęs ogóra, dłonie wytarła elegancko w spodnie i sięgnęła do sakiewki przy pasku. Szybko zmiarkowała jej zawartość, która mocno się uszczupliła od wczoraj, ale co tam - ostatecznie pieniądze to rzecz nabyta. I Brona dobrze wiedziała, jak je szybko skombinować.

Wyjęła więc z sakiewki kolejną lśniącą złotą koronę i podała karczmarce, nawet lekko się do niej uśmiechając, jakby właśnie zawiązała z nią jakąś niewidoczną nić babskiego porozumienia i współpracy.

- Muszę odszukać tego skurwysyna. - powiedziała z naciskiem - Jak mi się to uda, to nadto ci się odwdzięczę. - odwróciła się na pięcie, jakby chciała wyjść z karczmy, ale zawróciła się jeszcze w pół z pytaniem - Jak cię zwą?

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Pod Kotwicą”

Post autor: Dziki Gon » 18 sie 2021, 21:30

Brona przełknęła gorycz rozczarowania, zagryzając słonością śledzia i kwaśnością kiszonego. Dziewka za barem niechała ją za tę samoobsługę, ani chybi przeczuwając przyszłą inwestycję.
Podana służebnej złota korona, zniknęła w jej dłoni szybciej niż eskamotowana trikiem zawodowego sztukmistrza. Kobieta, rozejrzała się szybko po sali i przymrużyła krótko oczy w odpowiedzi na porozumiewawczy uśmiech i dla przybicia ich małego targu.
Inga — przedstawiła się jej nowa informatorka in spe. — Ha, miarkuję po twojej minie, że musi zalazł ci za skórę ten bliznowaty. Przyjdź później, postaram się coś wiedzieć. Byle nie za prędko. Trza mi czasu, a w dzień mniejszy ruch i trudniej o plotkę.

► Pokaż Spoiler

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław