Tawerna „Kelpie”

Obrazek

Mewy wrzeszczą, ryby śmierdzą, a cła przyprawiają o zawał importerów. To słynny novigradzki port. Tu siła towarów przybywa i opuszcza miasto drogą morską, surowymi opłatami karmiąc wiecznie nienasycone skarbce. Oraz kieszenie świątobliwych.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 17:42

Obrazek Portowa speluna, niemało ich w Novigradzie. Ni duża, ni miała, niewyróżniająca się niczym szczególnym, ale dzielnie trzymająca zbudowany z rzecznego kamienia, pokryty dziurawą dranicą pion. Popularne miejsce schadzek antałków rumu z zawijającymi regularnie do przystani marynarzami i robotnikami z doków. Z jego wnętrza równie często dochodzi ryczący, okraszony gorzałą śpiew, co gwar rozmów, lecz nigdy odgłosy mordobicia ani pospolitego awanturnictwa. „Kelpie” to porządna tawerna z porządną klientelą. Oraz ustawioną w odpowiednich kręgach właścicielką, jeśli wierzyć plotkom.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 27 lip 2018, 2:28

Przeciwnik Roela dogorywał.
Zaparłszy się łokciami na stole, zanurzył długie palce we włosach, siedząc tak nieruchomo i patrząc z desperacją na to, jak przygłup dokłada monetę do puli. Wąsaty, choć z hazardem miał się na bakier, potrafił zachować resztki zdrowego rozsądku i po przekalkulowaniu sobie swoich szans, szybko doszedł do wniosku, że nie ma ich za wiele.
Nim jednak zrobił co nieuniknione, zerknął jeszcze raz na rzucone przez siebie kości, jak gdyby w nadziei, że ujrzy tam coś innego. Nawet nie zdołał się rozczarować, bo i wiedział, że tak się nie stanie. Powoli podniósł wzrok, prostując się w międzyczasie. Uderzył otwartą dłonią w stół, lecz ruch ten bardziej przypominał jej swobodne opadnięcie i emancypację rezygnacji.
— Poddaje się — powiedział pod nosem. Odsunął nonszalancko pieniądze w stronę Roela, założył filcową czapkę na łeb i nie mówiąc bywaj, ani pocałuj mnie w rzyć, ruszył w stronę wyjścia i tyle go widzieli.
— Łatwy hajs — podsumował Froyt, zbierając swoje kości do małej, jedwabnej sakiewki. — Oskubany, ale, szczery będę, nadzieję miałem, że pójdzie dalej. Dobra, to co robimy? Najedzenie, napici, bogaci... Nic tylko iść do roboty, co?

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 01 sie 2018, 23:43

Ujawnić fortel i delektować się widokiem Froyta skaczącego pomiędzy stolikami przed pięściami rozeźlonego wąsacza – taki finał pierwotnie zaplanował sobie Roel. Nie zawsze jednak warto pozbywać się kamuflażu i tylko prawdziwy ćwierćinteligent nie dokonuje rewizji swoich planów, kiedy zachodzi taka potrzeba. Cichy zdążył nieco ochłonąć podczas partyjki, a zbliżająca się wizja zwycięstwa oddaliła myśli związane z zemstą na towarzyszu. Poza tym, nawet gdyby rzeczywiście chciał zilustrować frustratowi całą prawdę, musiałby się nad tym mocno napracować (i to bynajmniej nie aparatem mowy) lub wymyślić szybko coś banalnie prostego oraz jednoznacznego w przekazie, by skutecznie uzmysłowić przeciwnikowi, że siedzący obok niego blondasek dokonał na jego sakiewce rozboju w biały dzień.

Wąsacz postanowił się jednak poddać. Roel bacznie przyglądał się jego gestom, zarazem pełnym rozpaczy, jak i determinacji, wolną dłonią chwytając pod stołem za sztylet. Nie było potrzeby robić z niego użytku, bowiem jegomość postanowił tylko po raz ostatni sprawdzić wytrzymałość blatu, nim bez pożegnania pozostawił na nim prawdopodobnie swoje ostatnie grosze.

Odprowadzając przegranego wzrokiem, Nazairczyk powrócił do delektowania się chlebem ze smalcem, chwilowo ignorując kompana i nie reagując na jego słowa. Dalej odgrywał ośli łeb, który nie dość, że nie gada, to jest dodatkowo przygłuchy. Zastanawiał się, czy wąsaty mężczyzna zorientował się pod koniec, że coś jest nie tak, czy po prostu skorzystał z dobrodziejstwa, jakim jest roztropność. A może skończyły mu się denary? W każdym wypadku, Cichy miał nadzieję, iż opowie o swoim nieszczęściu komu trzeba i już nikt nigdy nie będzie zaczepiał biednego "przygłupa", namawiając go na grę.

— Długo będziesz się tak dąsał? — zapytał Froyt, krzyżując ręce na piersi i tupiąc nogą w zniecierpliwieniu. Roel odwrócił się doń i potraktował swoim klasycznym, rozmarzonym spojrzeniem, wzruszając ramionami, jak gdyby sugerując odpowiedź na zadane pytanie. W międzyczasie zgarnął większą część monet, pozostawiając resztę przyjacielowi. Na migi poinformował go także o szczegółach operacji, czy też raczej o fakcie, że mieli je przestudiować. Tu, albo po drodze – nie miało to większego znaczenia.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 07 sie 2018, 0:09

— Obrażony, czy nie i tak jesteś skazany na mnie — Froyt podrapał się po głowie, po czym zamilkł na chwilę, jakby chciał sobie w niej poukładać kilka rzeczy. — Nie ulega wątpliwości, że w końcu należałoby coś przedsięwziąć w związku z rozkazem Florenta. Nie jesteśmy jego podwładnymi, prawda, ale to wcale nie znaczy, że musimy mu się narażać. Wbrew pozorom, to może być wcale przyjemna fucha. Tego chłopaka, co to niby przeżył wybuch, może wcale nie być w mieście, ba, głupi byłby, gdy tu przyszedł, tu go przecież Flo…
Froyt przerwał w pół zdania, jakby spadło na niego olśnienie.
— No tak. A dlaczego ten biedny chłopak miałby myśleć, że tu mu coś grozi?
W tym momencie Froyt zamilkł na dłużej. Siedząc przy pustym stoliku w niemal całkiem opustoszałej izbie, z jednym kolanem podciągniętym pod brodę, dumał głęboko i bardzo ostentacyjnie. Cichy, oczywistym, nie mógł wiedzieć nad czym jego towarzysz tak kalkuluje, mógł jednak snuć własne domysły i konkluzje, które w jakiś sposób rzuciłyby światło na całą sprawę.
— Roel, przyjacielu, mamy tu do czynienia z czymś bardzo pogmatwanym. Siedząc tu jednak nie wymyślimy nic, poza tym, co już wiemy. Trzeba by zaciągnąć języka… Tu o tej porze nie ma praktycznie nikogo, powinniśmy powęszyć na ulicy. Może uruchomilibyśmy kilka kontaktów? Ludzie Kravca są wszędzie, powinni wiedzieć, gdzie jest. Wówczas moglibyśmy przesłuchać i jego, dowiedzielibyśmy się więcej o tym chłopaku, z tego co wiem, to właśnie z nim przebywał ostatnimi czasy najczęściej.
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Roel » 08 wrz 2018, 22:01

Froyt (jak zwykle zresztą) miał rację. Jego przyjaciel był na niego skazany. Nie dzieliła ich rzecz jasna jakaś nierozerwalna, magiczna nić, przez którą nie mogli pomaszerować każdy w swoją stronę. Była to kwestia przyzwyczajenia i więzi stricte emocjonalnej. Stosunek zależności między obojgiem regulowała także przypadłość Roela, skutecznie uprzykrzająca mu samodzielne egzystowanie. Koniec końców, żaden z nich nie chciał się z drugim rozstawać na dłużej, niż wymagały tego okoliczności.

Uwagę mężczyzn ponownie zaabsorbował Arnold Florent i jego machinacje. Ciemnowłosy nie lubił odkładać obowiązków w nieskończoność, toteż nie oponował, gdy Froyt przeszedł do meritum w kwestii dzisiejszego zadania. Dokończywszy śniadanie i schowawszy szkicownik, Roel skupił się na teoriach snutych przez towarzysza oraz płynących z nich wnioskach. Od czasu do czasu kiwał głową, dając znak, że uważnie słucha. Na zadane pytanie wzruszył ramionami. Wkrótce blondyn zamilkł i pogrążył się w koncypowaniu. Plan, który wymyślił, zasługiwał na aprobatę, toteż Cichy uśmiechnął się kącikami warg, wstając od stołu i pokazując palcem na izbę, w której nocował. Gestem zasugerował, że wystarczy tej mitręgi i pora się zbierać. W kilka chwil pozbierał swoje klamoty wraz z rynsztunkiem i wrócił pod szynkwas upewnić się, czy Froyt uregulował wszelkie należności. Był gotowy zaczerpnąć świeżego powietrza i rozpocząć pracę wraz z przyjacielem.
Ostatnio zmieniony 07 paź 2018, 22:22 przez Roel, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0

Diana
Awatar użytkownika
Posty: 4
Rejestracja: 20 wrz 2018, 16:58
Miano: Diana
Zdrowie: Zdrowa

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Diana » 03 paź 2018, 19:08

Kelpie miało szerego plusów, pierwszym było to, że nigdy nie wiadomo kto był w środku i nawet “swojak” mógł zarobić w ryj od marynarzy, którzy nazajutrz wypływali. Drugim, że ludzie nie krzywili się na twój widok, znaczy nie mocniej niż na codzień, nawet gdy nie zmyło się krwi z ubrania czy twarzy. Większą atencją bywalcy obdarzyliby kogoś nienagannie ubranego, pewnie tak dużą, że ten by już portu nie opuścił. Trzecim były atrakcje: oprócz spontanicznych (bądź planowanych) modrobić był to wszelaki hazard, mocny alkohol, inne używki i mężczyźni. Czasem nawet nie kolekcjonujący chorób wenerycznych i myjący się raz w tygodniu. Diana w pełni doceniała wszelkie wspomniane atuty.

Weszła do środka tawerny i zaciągnęła się kwaśnym aromatem: potu, taniego alkoholu, wymiocin z lekką nutką krwi. W środku było dużo ludzi, i trochę nieludzi, część znała, stanowili stałych klientów. Inni ewidentnie byli przyjezdnymi, marynarzami korzystającymi z wolnego i przepijającymi korony w myśl zasad, że te na morzu nie mają wartości. Kobieta zręcznie i pewnie mijała stoliki, lewą dłoń trzymała nie daleko rozpiętej sakwy kryjącej kastet a prawą pilnowała sakiewki z momentami. Kaptur zsunęła z głowy już przed wejściem ukazując potarganą blond czuprynę.

“Taaak… Tu jest fajnie. Ostatnio było fajnie gdy ten wielkolud pluł krwią. Bardzo fajnie. Niech tak znowu będzie. Lejąca się krew, nieprzytomne ciała, biel, piękna biel zębów w czerwonej kałuży. Ból otrzymywanych razów. Własna krew mieszająca się z cudzą.”

Gdy była w “Kelpie” ostatnim razem doszło do bijatyki, nie wiedziała nawet kto zaczął ale już po chwili uczestniczyli w niej wszyscy, którzy nie zdążyli uciec. Zmasakrowała kastetem jakiegoś draba ale sama przez tydzień krzywiła się prostując plecy, jakiś skurwiel przywalił jej krzesłem w krzyż. Inne, drobniejsze rany były codziennością ale tę zapamiętała na długo.
Podeszła do kontuaru za którym jak zwykle stała Matylda, poczekała aż ta skończy obsługiwać barczystego mężczyznę, mgliście go kojarzyła jako jednego z tragarzy portowych. Poświęciła tę chwilę nad zastanawianiem się czy brać piwo czy rozpocząć już pijacką hulankę od rumu albo podłej gorzały.
- Piwa. Zakładać się dzisiaj można?
Ruchem głowy wskazała w stronę klapy do piwnicy. Obejrzenie małej bijatyki, późniejsza gra w kości i stopniowe oddawanie się pijackiej obojętności było dobrym planem na dzisiaj. Chyba, że on jej nie pozwoli.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Dziki Gon » 04 paź 2018, 13:07

Diana
Nie ulegało wątpliwości, że ze wszystkich rozlicznych zalet „Kelpii” to właśnie kosmopolityzm otwierał listę tych składających się na niepowtarzalny i niezaprzeczalnie rozrywkowy charakter tego miejsca. Przewijające się pod jej dachem zróżnicowane narodowo i etnicznie towarzystwo sprzyjało wymianie licznych i pouczających doświadczeń, nawet jeśli tylko ulotnych, niby morska bryza chwytana w żagle przez nieuchronnie odpływające statki.
Problemy zaczynały się wtedy, gdy statki – miast odpływać, zostawały tu na dłużej, a nieprzemijająca obecność ich załóg powodowała, że nawet w miejscu tak przewiewnym jak Długie Pobrzeże zaczynało robić się duszno.
Weszła do tawerny, zaciągając się wypełniającym ją zapachem, znanym jej równie dobrze co stary przyjaciel po wódce. W środku było dużo ludzi, trochę nieludzi i bywalców. Było też jeszcze coś zupełnie nie na miejscu i do niniejszego miejsca zupełnie nieprzystającego – tego poranka „Kelpie” była ponura jak burdel w poniedziałek rano. Można byłoby próbować eksplikować sobie inkryminowane cyrkumstancje wczesną porą i odsypianiem kaca, jednakże wewnętrzne przeczucie Diany, z rodzaju tych niesprecyzowanych, choć nieomylnych, podpowiadało je, że to nie jedyne powody.
Nikt nie prześlizgnął dłonią, ni wzrokiem po jej tyłku, gdy zgrabnie lawirowała między labiryntem stolików. Ani – co bardziej zastanawiające – po sakiewce, której obecność zasygnalizowała swoją prawicą. Zbliżając się do szynkwasu, nie dostrzegła też drzemiącego na zydlu pod paleniskiem Leona – tutejszego wykidajły, podstarzałego już skurwysyna i rezuna, znającego się na żartach jak wiedźmin na polityce.
Obsłużony przez karczmarkę barczysty tragarz, potulny jak gówniarz, odebrał swoje zamówienie i zwolnił miejsce przy kontuarze i wrócił do swojego stolika, nie zawadziwszy nikogo po drodze lekkim nawet uderzeniem z bara. Widząc błyskającą spod czerwonego kaptura blondwłosą czuprynę, Matylda – gospodyni przezorna i obrotna – od razu naszykowała litrowy dzbanek piwa, stawiając go na blacie między sobą a przybyszką.
Korona — przypomniała cenę, przesuwając spienione naczynie w kierunku nowej klientki.
Nie ma zakładów. Do odwołania — w odpowiedzi na wskazaną przez dziewczynę klapę do piwnicy, zamkniętą i nieruchomą jak nigdy, skinieniem wskazała za okno. Gestem, który biegły w tutejszych niuansach umysł Diany momentalnie skojarzył ze słowami takimi jak „nalot”, „kontrola” i „przypał”, a także z faktem wyjątkowo ożywionej atmosfery na nabrzeżu tego ranka.
Nie trzeba było kończyć Akademii Oxenfurckiej, żeby domyślić się, że coś wisi w powietrzu i niewiele brakuje aby zrobił się z tego ktoś. Większość z obecnych tu osób zdawała sobie z tego sprawę.
Choć nie wszyscy — odezwał się milczący do tej pory, znajomy głos. Dobiegający jakby ze stolika zaraz w rogu, między rżnącymi w kości marynarzami, a upijającym się w samotności podziaranym dokerem. Dwóch typów, których nie widziała wchodząc, ani żadnego z rozlicznych minionych wieczorów, które spędzała w tawernie. Skrzący się od skóry i ćwieków młodzi mężczyźni, na oko ludzie, rozglądający się po sali spojrzeniem lwa czyhającego kogo pożreć. Czego w przeciwieństwie do Diany nie dostrzegał niezgrabny, płowowłosy chłopaczek, wychodzący właśnie z zaplecza i ewidnetnie szykujący się do wyminięcia ich stolika z talerzem parującej, rybnej polewki w dłoniach.
Ilość słów: 0

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 92
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Tawerna „Kelpie”

Post autor: Bajarz » 30 gru 2022, 3:29

Snuł się ulicami Stolicy Świata jak umęczona zmora w wilię Saovine, bezwiednie ciągnąca do ciepła i jadła, które to dla zabobonu co przezorniejszy mocną wódką skrapiał. Wszystkiego co wspominano, z siwuchą na czele, trzeba było teraz Cichemu, który co prawda nie wylazł z zaświatów, ale z karceru bezpieki, a to jeno rzut beretem od krainy zmarłych. Nikt go po drodze nie nagabywał, nikt na nic nie kwestował, a nawet męczydusze z gawiedzi nie zaszczyciły chodzącej mary choćby ciekawskim spojrzeniem. Kulasy zdawały się same prowadzić go do dystryktu portowego, a za nimi spóźnione podążały wrażenia węchowe, obwieszczające nawigatorowi dotarcie do celu. Woń ryb i obszczanych murów nie mogła kłamać.
Przed wejściem do tawerny stało dwóch wydziaranych Skelligijczyków, którzy ucinali sobie ożywioną pogawędkę w swoim wyspiarskim języku. Poza jednorazowym zmierzeniem go spojrzeniem nie kwapili się do wchodzenia w interakcję z jego osobą, tedy Nazairczyk bez przeszkód przekroczył dźwierza przybytku. Pierwszym, co w niego uderzyło po wejściu do środka był intensywny sztynk, i to wyjątkowo nie portowy, a jego własny, który dotychczas na zewnątrz zlewał mu się ze swądem ulicznym. Dopiero w drugiej kolejności zmysły przesiąkniętego ciemnicami Roela oznajmiły mu, że w „Kelpi” panuje typowy rejwach i choć znaczna część stołów jest okupowana przez klientów, to z racji jeszcze względnie wczesnej godziny wciąż było gdzie siadać i grać.
Matylda, najbardziej urodziwy element dekoracji całego przybytku, początkowo na widok zbliżającego się do szynkwasu Nazairczyka podejrzliwie zmarszczyła nos, jak gdyby ujrzała proszalnego kapcana. Dopiero po chwili rozpoznała Cichego, dłoń z bojową ścierą swobodnie opadła w dół, a facjatę Kwiatuszka rozświetlił serdeczny, acz nieco zakłopotany uśmiech. Uważnie przebiegła wzrokiem po rozmaitych elementach jego pożałowania godnego stanu.
A niech mnie, Roel! Prędzej wyglądałabym spotkania z Wiecznym Ogniem niźli jeszcze z tobą. Fama niosła, żeście do turmy trafili. Zawołajże no tu tego swojego blondaska i siadajcie do stolika, zaraz przyniosę coś na ząb. Wpierw się posilicie, a dopiero później mi wszystek opowiecie – zarządziła rezolutnie, a bandzioch Nazairczyka przeciągłym burczeniem przychylił się do sugestii karczmarki.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław