Długie Pobrzeże

Obrazek

Mewy wrzeszczą, ryby śmierdzą, a cła przyprawiają o zawał importerów. To słynny novigradzki port. Tu siła towarów przybywa i opuszcza miasto drogą morską, surowymi opłatami karmiąc wiecznie nienasycone skarbce. Oraz kieszenie świątobliwych.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 03 maja 2018, 19:59

Obrazek Tętniące życiem serce portu przesiąknięte zapachem morza, smołowanych lin, smażonych ryb i szaszłyków. Na jego rytm składają się gwar i wrzask mew. Drobni handlarze i rybacy rwą się do pieniądza, pchając się z kramami pod magazyny, skąd przegonieni przez straż lub konkurencję zawsze wracają niby muchy do końskiego zadu. Uliczne dziwki ustawione tu równie gęsto co cumy robią wszystko, by zwrócić na siebie uwagę przechodniów i marynarzy. Snujący się w ciżbie złodzieje, wprost przeciwnie. Łakomie spoglądają na spływające tu towary i pasażerów. Objuczeni ciężarami tragarze prują przez tłum, nosząc ciężkie pudła w tę i z powrotem. Piechota morska musztruje na pokładach przy wtórze werbli, majtkowie plączą się w linach i wyblinkach, szkutnicy konkurują z marynarzami w bluźnieniu, a faktorzy nienawidzą celników. Las kolorowych od żagli masztów przysłania widok na portowe mury wszystkimi barwami znanymi współczesnej heraldyce. Zwija tu i cumuje każdy możliwy rodzaj okrętu, jaki widziało Wielkie Morze. Holowane galerami, podpływają tu statki wielkie jak wieloryby, pękate jak beczki, długie, płaskie, ze smoczymi pyskami, o niespotykanym na Kontynencie kształcie i ożaglowaniu, wojenne, handlowe i pasażerskie. Pomiędzy nimi jak ukleje przemykają łódki i szalupy. Nocą ruch maleje, przenosząc się do tawern i zamtuzów, lecz nigdy nie zamiera na dobre. Trwałe i niezmienne zdają się tu tylko tutejsze żurawie oraz redańska flota kotwicząca na redzie.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 02 paź 2018, 2:50

Z Tawerna „Kelpie”

— Poszło szybciej, niżem przypuszczał — powiedział Froyt, rozglądając się na boki. Duet zdążył się spakować, opłacić wszelkie należności i opuścić tawernę, dając tym samym początek nowej historii, w której tylko sami sobie mogli napisać narrację. Było popołudnie i ulice tętniły życiem, nie inaczej było też tu, w samym centrum nowigradzkiego portu, na długim pobrzeżu. Mijali ich wszyscy po trosze; tutejsi pracownicy, parający się rozładunkiem i załadunkiem zacumowanych okrętów, sprzedawcy ryb i owoców morza, nawołujący do zakupu swoich dóbr, młodzi i weseli studenci, którzy celowo tu zabłądzili, aby sobie pograć w kości i pogzić się z miejscowymi kurwami, a także zwykli, szarzy mieszkańcy, którzy mieli nieszczęście w tej okolicy żyć.
Smród był niemiłosierny.
Mówiono jednak, że można do niego spokojnie przywyknąć. Receptą była odrobina cierpliwości i, przede wszystkim, długa praktyka. Ciężko stwierdzić, czy Froyt i Roel mieli chociaż jedną z tych rzeczy.
— Zwykło się narzekać na to miejsce, ale ja wierzę, że ludzie robią to tylko dla zaprawy. Widzą tu nieprzyjemny zapach, tłok i brak higieny — a ja powiadam: cóż za banialuki! Miarkujesz czemu? A bo ja widzę tu złoto i okazję na plecach stada baranów. — Froyt zaśmiał się i momentalnie zaklął, kiedy prowadzona przez pijanego dziada dwukołówka o mały włos nie przejechała mu po palcach. — Dość już czasu zmitrężyliśmy — stwierdził, idąc i bacząc czy aby ktoś go zaraz nie potrąci. — Z tego co się orientuję, to Kraviec miał tu kilka kontaktów. To bardzo dobra okolica dla półświatka, wspaniałe miejsce do zbierania informacji, szerzenia kontragitacji, a także kolekcjonowania unikatów. Musimy być przebiegli — młodzieniec podbiegł, chcąc dotrzymać kroku Cichemu — i rozgrywać wszystko roztropnie. Przede wszystkim, należy zacząć od najsłabszego ogniwa. To jest: znaleźć frajera, który szybko się wysypie i sprzeda nam kilka cennych informacji. Dopiero potem będziemy mogli czyhać na grubsze ryby.
Froyt przeszedł przez ulicę, gwałtownie skręcił w wąską uliczkę między dwiema kamienicami, wymijając ostrożnie szczającego opoja, przemierzył pospiesznie kilka kolejnych kroków, ponownie skręcając, tym razem w prawo, gdzie, w osamotnieniu stały dwie postacie, dyskutując o czym żywiołowo. Jedna była wyraźnie niższa.
— Wiedziałem, że tu go znajdę. Ten mały to Kert Vinnigan, niziołek — szepnął Froyt, lekko dysząc. — Oficjalnie prowadzi sklep ze sprzętem wędkarskim, nieoficjalnie; sprzedaje fistech, na czym go najprawdopodobniej przydybaliśmy. To mały skurwiel i podpierdalacz, Florent napuszczał na niego Kravca i zbierał haracz. Podobno w ostatnim czasie się zbuntował i miał zamiar temu zaprzestać, ale dostał łomot i go oskubali do cna. Znaleźli go oszczanego i półprzytomnego na składziku. Mówi się, że winien temu jest jeden z ludzi Kravca, chłopak, który odpowiada opisowi naszego Physalisa.
Froyt, przegryzł wargę, zastanowił się chwilę.
— Ten drugi, ospowaty w koszuli, nie wiem kto to. Dobrze byłoby jakbyś go odciągnął, jest nam niepotrzebny. Sam niziołek wystarczy. Wywiemy się od niego wszystkiego.
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 44
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Roel » 07 paź 2018, 22:20

Długie Pobrzeże i najrozmaitsze indywidua, które się po nim przechadzały, zupełnie nie interesowały Roela. Tłumy portowych robotników i żeglarzy były dlań tylko bezbarwnym uzupełnieniem nadbrzeżnej scenerii. Okolice zalecano podziwiać zmysłem wzroku, ale już nie węchu, co Cichy prędko sobie przypomniał. Nie podzielał też entuzjazmu przyjaciela, chociaż doceniał bujną wyobraźnię, którą obdarzyła go natura. Wszędzie potrafił dopatrzyć się okazji do wypchania sakiewki.

Lawirując między kolejnymi uliczkami i alejkami, mężczyźni dotarli w końcu do celu – Kerta Vinnigana. Niziołek był niezwykle zaabsorbowany swoim klientem, jak wyjaśnił Froyt, przez co jeszcze ich nie zauważył. Piątym kołem u wozu okazał się dzisiaj postronny jegomość, najprawdopodobniej uzależniony od fistechu, o aparycji przeciętnego bywalca Upadłej Gwiazdy. "Odciąganie" świadków nie należało do popisowych numerów Roela, dlatego w odpowiedzi na ową sugestię jedynie zmrużył oczy i teatralnie wypuścił z płuc powietrze. Zanurzył jednak lewą dłoń w kieszeń i chwycił nią za jeden z orionów, tak na wszelki wypadek, gdyby ich źródło informacji próbowało im jakoś zwiać. Wymieniając porozumiewawcze spojrzenie ze współpracownikiem i czekając na jakiś gest aprobaty z jego strony, zaczął się zbliżać do Kerta. Był uzbrojony, a i nie wyglądał na następnego nabywcę białego proszku, lecz starał się sprawiać wrażenie nieszkodliwego (zapewne z marnym skutkiem, bowiem nie posiadał za grosz talentu, jeśli chodzi o grę aktorską). Po pokonaniu dystansu i zwróceniu uwagi lokalnego konesera nielegalnych substancji, planował chwycić za rękojeść sztyletu i pokręcić przecząco głową. Jeżeli facet okaże się ćwierćinteligentem i nie załapie aluzji, Cichy spróbuje pozbawić go świadomości w możliwie szybki i medycznie niekomplikujący mu życia sposób. Przygotowaną wcześniej gwiazdę do rzucania zamierzał wykorzystać, gdy niziołek podejmie próbę ucieczki, celując w nogi bądź stopy. Pozostałą częścią zabawy będzie się musiał zająć Froyt.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 08 paź 2018, 4:55

Roela pierwszy zauważył ospowaty. Porozumiewawczo szturchnął niziołka, podbródkiem pokazując mu nadchodzącą postać. Kern odwrócił się nerwowo, miarkując spojrzeniem długowłosego, a kiedy zdał sobie sprawę, że widzi go po raz pierwszy, pokręcił głową w stronę ospowatego. Na ten znak, ospowaty wyszedł naprzeciw Cichemu, bacząc, jak ów dołącza się do gry na migi, kładąc przy tym wymownie dłoń na rękojeści sztyletu. Kierując się odruchem, postąpił w identyczny sposób, lecz w przeciwieństwie do Roela, dłoń nieznajomego spoczęła na czymś, co przypominało prymitywny nóż myśliwski.
— Psiarskiś? — chrapnął, spluwając na uliczkę.
— Gówno a nie psiarski — syknął Kern, wychylając się zza łysego mężczyzny. — Znam każdego strażnika patrolującego ten rewir. Zapamiętuje twarze wszystkich tych, którym płacę. Jego widzę po raz pierwszy. Coś za jeden? Szukasz czegoś konkretnego, czy tylko guza? Uważaj aby i nie wykonuj gwałtownych ruchów. Ostatnimi czasy jestem na takowe uczulony…
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 44
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Roel » 23 lis 2018, 2:56

Różne rzeczy zdarzają się w Wolnym Mieście. Czasem zamiast w zwykłą bójkę, kończącą się utratą kilku zębów, zwiedzający novigradzkie zaułki wdają się w pantomimiczne igrzyska. Oba zjawiska mają podobny cel, to pierwsze jednak zwykle rozładowuje napięcie, a drugie jedynie je wzmaga. Tak też zadziało się w tym przypadku, kiedy łysy mężczyzna dołączył do zabawy Roela, niemniej razem z Kernem prędko postanowili ukrócić wszelkie błaznowanie i kalambury, dalszą konwersację prowadząc przy pomocy aparatu mowy. Nie ucieszyło to rzecz jasna Cichego, który z oczywistych powodów nie mógł do nich dołączyć, stojąc jak słup soli. Muskając dłońmi noszony przy sobie oręż, świdrował spojrzeniem obcego. Jednocześnie całkowicie spływały po nim zastraszki niziołka. Na ostatnie ostrzeżenie uśmiechnął się nawet, wyraźnie zresztą w pobłażliwy sposób. Niełatwo było wyprowadzić go z równowagi, zwłaszcza stosując groźby bez większego pokrycia, aczkolwiek znalazłszy się we względnie patowej sytuacji, Roel oczekiwał pomocy ze strony przyjaciela, który idealnie wczytując się w gęstniejącą atmosferę, pospieszył mu na ratunek.

— Nie ma potrzeby uciekać się do przemocy! — oznajmił uprzejmym tonem Froyt, wyłaniając się zza swojego kompana i poklepując go lekko po plecach, by się odrobinę rozluźnił. — Przyszliśmy pohandlować, acz interesuje nas dość niecodzienny towar — dopowiedział, z łagodnym uśmiechem chwytając za swoją kabzę, w której zabrzęczała solidna ilość monet. Roel w międzyczasie westchnął nieznacznie głośniej, niż miał w zwyczaju, a potem zdjął rękę trzymaną na sztylecie, jak i przestał obmacywać gwiazdkę do rzucania w kieszeni. Zdecydował się pójść towarzyszowi na rękę i spróbować pokojowo załatwić sprawę, wierząc w oratorsko-krasomówcze zdolności blondyna.

Froyt z kolei umiejscowił się tuż obok Cichego, w rozsądnej odległości od Kerna i jeszcze rozsądniejszej od ospowatego jegomościa. Podczas gdy jego współpracownik starał się wyczytać z mowy ciała nieznajomego najmniejsze oznaki zdradzające nadchodzącą agresję, on starał się rozszyfrować ich ogólne nastawienie i szanse na to, że zdecydują się z nimi układać.

— Szukamy pewnego młodzieńca, nazywa się Physalis. Ostatnio trochę narozrabiał i niepotrzebnie kogoś rozgniewał. Chcemy... wyperswadować mu pewne kwestie — oświadczył, kładąc nacisk na słowie wypowiedzianym po krótkiej pauzie. Froyt nie chciał od razu zdradzać wszystkiego, chociaż po cichu liczył na to, że niziołek samodzielnie połączy pozostałe kropki i ze strachu przed Florentem poweźmie decyzję o pełnej kooperacji z jego wywiadowcami. — Wiem, że nie tak dawno wasze drogi się skrzyżowały. Wiem też, że nie wyszedłeś na tym najlepiej — dodał po chwili. Gra w otwarte karty dawała mu większe pole do manewru. Kernowi teoretycznie powinno być teraz ciężej zgrywać głupka.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 24 lis 2018, 15:42

Kernem wstrząsnął niezdrowy dreszcz na samo wspomnienie imienia Physalisa. Jego szare jak popiół policzki zaróżowiły się, a w oczach błysnął strach. Niziołek miał jednak wprawę w odzyskiwaniu rezonu, dlatego zaraz przywdział maskę spokoju i pozwolił sobie nonszalancko oprzeć się o mur kamienicy, krzyżując małe, krępe ramionka na piersi.
— Jesteś zatem bardzo dobrze poinformowany — powiedział do Froyta. — Owszem, miałem nieprzyjemność poznać chłopaka, ha, co ja mówię; skurwysyna, o którym wspomnieliście. I w rzeczy samej, bardzo daleko mi do życzenia mu dobrze.
Nieludź zrobił pauzę i splunął ostentacyjne w błoto.
— Co więcej, dowiedziałem się tego i owego, na dodatek przez kompletny przypadek. Wiem kto na pewno zna położenie tego śmiecia, ale, jak pewnie się domyślacie, ten ktoś nie bardzo ma ochotę, aby zawracano mu rzyć. Ergo, chuja wam powiem dopóki dobrze nie posmarujecie. Jeśli się spruć, to za dobrą monetę, mości panowie, a już na pewno w dzisiejszych, trudnych czasach.
Kern skinął głową na kabzę Froyta.
— Jestem człowiekiem biznesu i bardzo cenię sobie swój czas. Takoż, aby nieco ukrócić niepotrzebne negocjacje, od razu podam cenę. Dawaj ten słodziutki woreczek i masz informację.
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 44
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Roel » 26 lis 2018, 1:56

Nawet gdyby zakłopotanie Kerna trwało ułamek sekundy, Froyt prawdopodobnie i tak by je wychwycił. Miał smykałkę do takich rzeczy, a poza tym obserwował swojego interlokutora w dużym skupieniu. Urokliwy pąs i przelotna iskierka w patrzałkach niziołka – tyle tylko wystarczyło blondynowi, by ocenić, że Vinnigan nie wyleczył się do końca z traumy po spotkaniu Physalisa. Diler był przestraszony, ale zdusił w sobie te emocje zastępując je pychą. Zademonstrował również dwójce potencjalnych kupców przaśny epizod besserwisserstwa, którego Roel nie omieszkał skwitować pogardliwym przewróceniem ślepi. Nie znosił cwaniaków.

— Uczciwa cena. Sakiewka jest twoja — odrzekł Froyt, sięgając po monety. Powstrzymał go jednak Cichy, zerkając na niego pytającym spojrzeniem. Prędko wytłuścił przyjacielowi swoje spostrzeżenia i wątpliwości w języku migowym. Blondasek od czasu do czasu kiwał głową i drapał się po brodzie w geście zamyślenia, ostatecznie kwitując niemą dyskusję podejrzanym uśmieszkiem. — Mój towarzysz nie czuje się przekonany, Kern. Mówisz, że twój czas jest cenny. Być może. Wiesz czyj czas jest jednakowoż cenniejszy? Myślę, że wiesz. No dalej, rusz tym swoim pustym łbem — podjudzał rozmówcę, mimo iż nie pozwolił mu ostatecznie odpowiedzieć, zachowując ten przywilej dla siebie. — Pana Florenta. Tak, tego samego, któremu już zdarzyło ci się podpaść. Pan Florent zwyczajowo nie przebacza dwa razy, prawda? — skierował pytanie do Roela, na co ten pokręcił przecząco głową.
Froyt taktycznie spauzował, pozwalając cepowatemu niziołkowi przyswoić garść nieprzyjemnych komunikatów. Przybysze z południa od początku nie zamierzali rozstawać się z pieniędzmi. Potrzebowali jedynie pewności, że Kern jest w posiadaniu przydatnych informacji. Ten ostatni zaś wpadł w ich pułapkę psim swędem.
— Kojarzysz może, co pan Florent robi z tymi, którzy marnują jego czas? — blondas ponownie postawił swojemu kompanowi pytanie, a Cichy eksplikował się przeciągając kciuk po własnej szyi. — Tak też sądziłem. To stawia nas w nieco niekomfortowej pozycji. Utrudniasz nam pracę, kurduplu, ale co ważniejsze, nie szanujesz naszego mocodawcy. Nie mamy więc żadnego innego wyboru, jak tylko się z tobą... wyjaśnić — zakończył tyradę mało wysublimowaną pogróżką. Roel insynktownie strzelił knykciami, jak gdyby planował zaraz posłać kułak na bliższe spotkanie z jakąś gębą z naprzeciwka. — Chyba, że przemyślisz jeszcze swoją ofertę i złożysz nam korzystniejszą — zaproponował na koniec, uśmiechając się jadowicie.

Cichy czekał. Był gotowy na każdą ewentualność. Nie wiedział do końca, czy ospowaty jegomość stanowi dla nich poważniejsze zagrożenie. Planował go rozbroić, o ile doszłoby do rękoczynów, a potem zbić na kwaśne jabłko. Kernem niechybnie zająłby się Froyt – zabrał ze sobą jednoręczną kuszę, więc niziołek nie powinien mieć większych szans na ucieczkę, gdyby do takowej się rzucił.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 26 lis 2018, 3:34

Zarówno nieludź jak i ospowaty wydawali się być jednakowo zaskoczeni sposobem komunikacji Cichego i Froyta. Swój pytający wzrok kierowali to na nich, to znowu na siebie, nie ważąc się jednak na przerwanie dokonywujących się przed nimi jasełek. Lecz kiedy te dobiegły końca, to Vinnigan był tym, który żałował najbardziej, że tego nie zrobił.
Mina Kerna na powrót ścierpła, tym razem jednak niziołek nawet nie trudził się, aby ją natychmiastowo zamaskować. Odbił się od muru jak sprężyna i oskarżycielsko skierował palec wskazujący w stronę Froyta.
— Nie waż się nawet mówić o Florencie — warknął, zaciskając wargi i buchając powietrzem przez nos. — Ten kutas to istny wrzód! — wybuchnął, jakby zapominając, że nosi przy sobie o wiele za dużo fisstechu niż powinien. Kern kontynuował, gestykulując energicznie. — Wydaje mu się, że panuje nad całym miastem, ot wyperfumowany pan półświatka, a prawdą jest, że jedyne co robi, to blokuje rozwój handlu, utrudnia i zdziera z każdego, kto przynależy do naszej branży, kwoty ledwie możliwe do uregulowania. Florent to złodziej i łachudra, a do tego łajno wie co się dzieje w dzielnicach takie jak te, gdzie na każdym kroku jest jakiś chędożony strażnik gotowy przejrzeć ci sakwy jeśli mu tego grzecznie nie wyperswadujesz złotem.
— Co to są w ogóle za cyrkowcy? — zapytał niespodziewanie ospowaty, o którym chyba każdy, włączając niziołka, zapomniał.
— Milcz — odpowiedział mu tamten w roztargnieniu, samemu przestając mówić na chwil kilka, jak gdyby chciał sobie poukładać pare myśli w głowie i uspokoić nerwy. — Mości panowie — wrócił do retoryki, wychodząc naprzeciw z serdecznym tonem — bądźmy poważni. Każdy człowiek, który ma oczy i uszy na miejscu, wie co wydarzyło się w Vizimborze i co nastąpiło potem. Dzisiaj nie wiesz kto pracuje dla Florenta, a kto dla Kravca. Tak samo ja nie mam pewności, czy wasze straszenie tym pierwszym jest w ogóle podstawne, jeżeli tak naprawdę robicie dla drugiego. Ale! Jak już zdążyłem powiedzieć; życzę osobie, której szukacie jak najgorzej, nie obchodzi mnie więc, czy szuka go Kraviec, czy Florent, czy inny pies, wszystko mi jedno kto ukręci mu łeb. Tym bardziej nie mam zamiaru dostać za tego smarka po mordzie. Warto jednak zauważyć — niziołek rozłożył ramiona i rozejrzał się po wszystkich zebranych — siły są w jakimś stopniu wyrównane. Może i byście nas skopali, może wydusili tę informację przemocą, ale jakim kosztem? Być może któryś z was dostanie pod żebro, albo spotka go inne nieszczęście. Warto się taplać i ciągać w błocie, ryzykować życie, skoro można dojść do porozumienia jak cywilizowani ludzie? Hm? Głupoty plotę? Nie zwykłem tego robić.
Nieludź wsunął kciuki za pas i wyprostował się dufnie.
— Złożę ofertę jeszcze raz. Twój trzosik, przyjacielu, a ja nie tylko wskażę wam człowieka, który pomoże w poszukiwaniach, ale osobiście wam doń potowarzyszę, co, uwierzcie mi, bardzo wam ułatwi kwestię dogadania się, jako że to mój ziomek. Brzmi lepiej?
Ilość słów: 0

Roel
Awatar użytkownika
Posty: 44
Rejestracja: 05 kwie 2018, 20:35
Miano: Roel
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Roel » 26 lis 2018, 7:41

Froyt nie spodziewał się takiego wybuchu. Kern odegrał przed nim istny teatrzyk i to nie dlatego, bo w końcu się złamał. Ciągle wydawało mu się, że panuje nad sytuacją, że ma najlepsze karty. Cóż, jego tok rozumowania nie był wcale nieprawidłowy, a bardziej uciążliwy dla dwójki bohaterów. Z pewnością nie sprzyjał szybkiemu załatwieniu sprawy, a nader wszystko irytował zarówno Cichego, jak i jego kompana. Roel ledwo powstrzymał się przed złapaniem za pulchny paluch, wystawiony gniewliwie w stronę towarzysza. Był przekonany, że jakby nim trochę pokręcił, to Kern dogłębnie zastanowiłby się nad swoim podejściem. Zamiast tego, musiał znosić bezsensowne exposé w formie płaczków i żali niziołka na cały świat. Nie współczuł mu. Takim przecherom, jak on, w najlepszym wypadku życzy się pójścia po rozum do głowy i przebranżowienia, a w najgorszym rychłego połamania nóg.

Pomiędzy kwękaniem i jojczeniem Vinnigana, Froyt wyłapał kilka ciekawych faktów. Co prawda nie mógł zdradzać zainteresowania rzekomym rozłamem w rodzince Florenta, ale zanotował sobie to w pamięci. Przebrnąwszy przez czarną melancholię oraz kolejne cwaniackie manewry Kerna, mógł wreszcie zaproponować kontrofertę:
— Lubię ryzyko, ale nie w tym przypadku. Połowę dostaniesz z góry, a resztę, kiedy już wywiemy się wszystek od twojego tajemniczego źródła. A, no i pogoń stąd tego łysego troglodytę. Nasza umowa nie obejmuje postronnych przybłęd. Poza tym, jego tępe spojrzenie zaczyna mi działać na nerwy — żachnął się, zapierając ręce na biodrach i czekając na respons ze strony Vinnigana. To, że nagle zachciało mu się im potowarzyszyć, wydawało się odrobinę podejrzane. Niziołek miał gadane i Froyt nie wykluczał, że szykuje jakiś fortel. — Inaczej się nie dogadamy — skonstatował chłodno, kątem oka dostrzegając, jak Roel ciszkiem zakłada na lewą dłoń (którą od początku trzymał w kieszonce z orionami) stalowy kastet.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 27 lis 2018, 15:43

Kern nie wyglądał na w pełni usatysfakcjowanego i prawdę mówiąc Froyt działał mu już na nerwy. Upierdliwy blondyn był godnym przeciwnikiem, potrafił negocjować, a co ważniejsze, nie brakowało mu pewności siebie. Niziołek zdążył zauważyć, że za tym ostatnim stoi niechybnie długowłosy milczek, który zdradził się mową ciała, że przemawia za nim szybsze i drastyczniejsze rozwiązanie.
Vinnigan uśmiechnął się i skinął głową.
— Niechaj będzie. Chcę tylko zaznaczyć, że zależy mi na tym aby rozwiązać to uczciwie i jeśli choć przyszło wam do głowy, aby mnie oszukać, proszę, zastanówcie się dwa razy.
Spojrzał na ospowatego.
— Oczywiście. Ta sprawa i tak go nie dotyczy. Możesz iść.
Ospowaty rzucił jeszcze nienawistne spojrzenie Roelowi, po czym na krótko łypnął na niziołka i ruszył żwawym krokiem, znikając zaraz gdzieś pośród ponurych, portowych budynków.
Niziołek przyjął część forsy, schował ją skrzętnie, aby w następnej kolejności pokłonić się teatralnie i ruszyć znaną sobie sobie drogą.
— Chodźcie, to niedaleko.
Poszli.

► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Miano: Albertyna Celleno
Zdrowie: Tak jak jest, jest dobrze

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Pliszka » 11 kwie 2020, 20:40

Słońce chyliło się już ku zachodowi kiedy Albertyna zakończyła wszystkie swoje obowiązki związane z transportem sprzedanej przez jej ojca soli. Dużej ilości soli. Latała po mieście praktycznie od rana kiedy to Elaine przybiła do portu. Bolały ją już nogi, ale nie umiała nigdzie przysiąść na dłużej. Toteż spacerowała na razie po porcie i przyglądała się odbiciu słońca w wodzie. Uciążliwe mewy skrzeczały jak zwykle nie dając zapomnieć o swojej obecności. Cynthia nie zwracała na nie uwagi, nie dała się im sprowokować, choć przeszła jej przez głowę myśl, żeby zacząć rzucać w nie kamieniami. Szybko jednak odrzuciła ten pomysł, był zbyt infantylny jak na kobietę w jej wieku. Panna Celleno zręcznie wymijała innych, mniej lub bardziej zataczających się, przechodniów. Była to już w końcu pora dnia, kiedy karczmy gościły wielu gości. Blondynka była uważna, nie chciała na nikogo wpaść. Uważała też, żeby nikt nie zbliżył się też zanadto do jej sakiewki, był to już jej odruch wpojony przed wielu laty przez ojca.

Zamierzała jeszcze chwilę powlec się be celu w porcie, a później wróci na statek, żeby się wyspać. Źle sypiała na lądzie. Była trochę zmęczona całą papierologią i całym zamieszaniem jakie wypełniało jej dzisiejszy dzień. O, ironio właśnie to zmęczenie nie pozwalało jej wcześniej połączyć się spać. Przypatrywała się więc rozpoczynającemu się powoli zachodowi słońca. Było czerwone jak rozgrzany metal w krasnoludzkiej kuźni. Nie tylko to jednak łączyło je z rozżarzonym metalem, zupełnie jak on słońce miało zniknąć za pewien czas w wodzie.
Ilość słów: 0
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 13 kwie 2020, 18:37

To był naprawdę długi dzień, jeden z tych, które ciągną się w nieskończoność i ostatecznie nie dają człowiekowi zasnąć. Albertyna zdobyła jednak wszystkie kwity i pieczątki za jednym zamachem, pozostawało jej tylko spotkać się z trójką kupców i sfinalizować transakcje. W porównaniu z załatwianiem papierów, była to bułka z masłem, nawet jeśli zgodnie z dziwnym zwyczajem jej ojca musiała podjąć swych kontrahentów wieczerzą na pokładzie.
Ale to dopiero jutro, miała czas. Poza tym i tak nigdzie się nie spieszyła, wyładunek sześćdziesięciu ton soli w beczkach po sto dwadzieścia funtów każda chwilę potrwa, a później trzeba będzie jeszcze zorganizować kurs powrotny. Jeśli zdoła uwinąć się ze wszystkim w dwa tygodnie, będzie miała farta.
Gdy tak spacerowała niespiesznie pobrzeżem pośród kłębiącej się tu od świtu do zmierzchu wielobarwnej ciżby, z głową w chmurach, lecz dłonią przezornie spoczywającą na sakiewce, niespodziewanie usłyszała gdzieś z lewej mocno zachrypnięty, męski głos. Z jakiegoś powodu była pewna, że słowa skierowane są do niej.
Mądrze, panienko. Ukrzywdzenie morskiego ptaka przynosi pecha.
Siedzący na wielkiej, kamiennej cumie mężczyzna przyglądał się Albertynie ciekawie spod krzaczastych brwi barwy mokrego kurzu, pykając z fajki. Musiał być diablo spostrzegawczy, skoro wychwycił trwające ledwie ułamek chwili wahanie na twarzy spacerującej kobiety, gdy ta powzięła i zaraz porzuciła myśl o ciskaniu kamieniami w mewy. I diablo domyślny, że z miejsca odczytał jej zamiar. A może po prostu siedział tu już tak długo, że widział wszelkie możliwe zachowania i zwyczajnie się popisywał.
Był stary, ogorzały i pobrużdżony jak suszona śliwka, lecz spojrzenie wciąż miał jasne i czyste. Spod podwiniętych niemal do barków rękawów koszuli wystawały mu węźlaste, upstrzone rozmazanymi tatuażami ramiona, a z nogawek obszarpanych portek nagie i brudne stopy o stwardniałych podeszwach. Typowy stary wilk morski. Celleno nie raz widywała mu podobnych podczas swoich licznych wizyt w portach.
Piękny, czysiś nie? Nigdym jeszcze nie widział dwóch jednakich zachodów słońca — rzekł po chwili, skierowawszy wzrok tam, gdzie Albertyna, ku morzu i gorejącej kuli, z wolna chowającej się za lasem masztów zacumowanych w porcie okrętów.
To zupełnie inaczyj jak z ludźmi — zaśmiał się nagle i rozkaszlał sucho. Chwilę to trwało. Wreszcie skończył, charknął przez ramię i ponownie spojrzał na blondynkę, kotwicząc bukową fajkę w kąciku ust. — Zgubiła się panienka? Może wskazać dokądsiś drogę? Stary Roger zna to miasto jak własną kieszeń.
Ilość słów: 0

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Miano: Albertyna Celleno
Zdrowie: Tak jak jest, jest dobrze

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Pliszka » 14 kwie 2020, 17:37

Albertyna odwróciła się w kierunku skąd dobiegał głos, powoli, niechętnie. Nie w smak było jej, że ktoś przerywa jej moment spokoju, który poświęcała na spokojne dumanie nad rzeczami wagi mniejszej. O ile owe rzeczy miały jakąkolwiek wagę. Zdawało jej się, że jednak nie. Ceniła jednak bardziej swoje swoje nic nie znaczące myśli niż nic nie znaczące słowa nieznajomego. Znając swoje szczęście zakładała, że zaczepił ją właśnie jakiś obdartus, który po przyjacielskiej rozmowie zamierzał wyżebrać od niej datek. Coraz sprytniejsi ci żebracy. Musieli nauczyć się perswazji. No cóż, wszystko mknie do przodu i się zmienia to czemu by żebracy mieli stać w miejscu?

Nie impoował jej, nie takich staruchów widziała już za młodu na Skellige. Nieraz słyszała już opowieści takich jak on. Opowieści o wielorybach co okazały się morskimi potworami, opowieści o dziewkach zaklętych w morskiej pianie i, oczywiście, opowieści o morskich wiedźmach kuszących wdziękami i wzją bogactwa. Kovirka znała takich historii na pęczki. Przystanęła jednak na jego widok, chyba z grzeczności, choć wyjatkowo nie miała dziś nastroju do pogaduszek. Zdecydowanie bardziej wolała podziwiać widoki w milczeniu, jednak nie było już chyba odwrotu. Miała już odpowiedzieć, że nieukrzywdzenie morskiego ptaka również przynosi pecha, najczęściej w postaci białej plamy na ramieniu. Wilk morski nie wydawał się jednak specjalnie zainteresowany jej opinią na ten temat.

– Może i piękny, ale nie takie widziało się już stojąc u brzegu Hindarsfjall – rzekła hardo. Ją niezbyt rozśmieszyło stwierdzenie Starego Rogera uśmiechnął się tylko kwaśno. Bardziej za to rozbawiło ją to, że mężczyzna uznał, że zabłądziła w novigradzkim porcie, ale też się nie zaśmiała.
– Podziękuję, dobrze wiem gdzie jestem i gdzie zmierzam. Gdybym gubiła się już nawet na lądzie to na morze bym się nawet nie pchała.
Ilość słów: 0
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Dziki Gon » 16 kwie 2020, 8:09

Inaczyj jak z ludźmi... — powtórzył ledwie słyszalnie, oglądając swoje bose stopy tak uważnie, jakby między czarnymi od brudu paluchami spodziewał się znaleźć samorodki złota.
Po chwili uniósł upstrzoną przerzedzonym włosem, jajowatą głowę, uśmiechnął się pod nosem i zmrużył oczy. Pykając z fajki, zapatrzył się na moment gdzieś w dal, może na tarczę słoneczną, chowającą się właśnie za najwyższymi masztami, a może na nadlatującą od strony morza nową porcję skrzeczących mew.
Jedna z nich, zgodnie z przewidywaniami Albertyny, zrzuciła nagle balast, który rozbryznął się białą plamą na stojącej nieopodal tablicy ogłoszeń, rykoszetując na grzebiącego przy niej pędraka. Chłopczyk sążnie oberwał po rozdziawionej buzi, zachłysnął się, rozpłakał i uciekł.
Panienka wybaczy, ale nie wygląda mi na żeglarza — oznajmił spokojnie i przesunął fajkę w drugi kącik ust. — Oczy jusiś nie te, alem zdolen jeszcze pasażera od załoganta odróżnić. — W jego głosie nie słychać było zaczepki ni drwiny, choć majaczący na ciemnej linii wysuszonych jak rodzynka ust uśmiech sprawiał dziwne wrażenie, jakby upodabniając starego do kocura, bawiącego się myszą.
A Hindarsfjall — dodał po chwili, zaglądając Celleno w poirytowane oczy — tyż znam jak własną kieszeń, panienko. Byłem na Wyspach w onym roku, kiedy to Lwica z Cintry z jarlem Tuirseachem się pokoligaciła. W życiu żem nie widział takiego świętowania, chyba li tylko na Belleteyn w Toussaint!
Ilość słów: 0

Pliszka
Awatar użytkownika
Posty: 45
Rejestracja: 30 mar 2018, 12:50
Miano: Albertyna Celleno
Zdrowie: Tak jak jest, jest dobrze

Re: Długie Pobrzeże

Post autor: Pliszka » 16 kwie 2020, 19:03

Skrzywiła się z niesmakiem widząc jak dostało się tablicy jak i ogłoszeniom na niej. Przynajmniej tym razem nie trafiło na nią, o tyle dobrze. Odprowadziła współczującym wzrokiem biednego chłopaczynę, który momentalnie zerwał się i uciekł z miejsca tej niewątpliwej katastrofy. Faktycznie, jak na Skelige dziewczynki trudno było odróżnić od chłopców, to na Kontynencie nie krzty różnicy było między podfruwajką a podlotkiem. Chociaż nie miała pewności czy aby na pewno ci drudzy nie byli większymi mazgajami.
Znów spojrzała niechętnie na Rogera, jego brudne i zaniedbane stopy nie należały do najpiękniejszych z widoków. Z resztą zupełnie jak i każda inna część starca. Oceniła, że był on pewnie w wieku jej papy. Celleno zdawał się jednak po stokroć lepiej dbać o swój wygląd. Jakby nie patrzeć musiał wyglądać na godnego zaufania, odpowiedzialnego człowieka w oczach swoich poważnych kontrahentów, a jak to mawiają, co z oczu i z serca.
Kovirce, rzecz jasna, nie spodobało się to co rzekł staruch, jednak czy miało to jakiś sens by się z nim zażarcie kłócić? Była zmęczona i nie w nastroju do żartów. Zmierzyła jegomościa znudzonym wzrokiem dając mu do zrozumienia, że jego słowa nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Może i była trochę poirytowana, ale tylko trochę. Starała się nad sobą panować.
– A toś nie słyszał, stary wilku morski, że wiele rzeczy nie wygląda na takie jakimi są w rzeczywistości i, że prym w tym wiodą niewiasty? Oczywiście zaraz po nich jest co druga rzecz, którą żeglarze w czasie rejsu uwidzą – zauważyła z przekąsem – A co? Że jestem baba to nie mogę pływać? Stare dziady zawsze tylko o tym, chyba, że akurat wygadują jakie to oni morskie monstra nie ujrzeli na swoje własne oczy – na wzmiankę o pobycie Rogera na Wyspach prychnęła lekceważąco i podsumowała go jednym słowem – Turysta.
Ilość słów: 0
Dokąd tupta nocą jeż? Do Pavetty, przecież wiesz.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław