Knajpa „Szczurołap”

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 22 lut 2021, 21:50

Obrazek Poczciwy „Szczurołap” to knajpa położona w zachodniej Czerwonej, o przecznicę od Głównej Arterii wychodzącej od Bramy Głównej. Bodaj jedyna knajpa dzielnicy, która utrzymuje chwiejny konsensus pomiędzy „swoim” lokalem, a miejscem otwartym na przybłędów, powsinogów, „tamtych”, niemiastowych — słowem: przyjezdnych. Przyjezdni, często zahaczający o lokal podczas swojej pierwszej eskapady do miasta, inaczej niż w części lokali dzielnicy, nie są tu z miejsca lżeni i bici, nawet jeżeli nie śmierdzą groszem, a rodzinną wiochą na milę. Na przyjezdnych w „Szczurołapie” zwykło się zarabiać, a w ramach wypracowanej symbiozy pozwala zarabiać również im. Stąd wyjątkowo łatwo pozyszczyć tu najemnego pracownika, robotnika na dniówkę i pozostałych szukających pilnej okazji do zarobku osób, spragnionych piwa w równym stopniu co wielkiego świata. Położony pomiędzy dwoma dużymi lombardami lokal sam też jest poniekąd jednym — w zamian za kawałek miejsca do spania i miskę ciepłej strawy dozwolone jest tu rozliczać się w barterze, co zratowało od głodu i mrozu niejednego przybłędę. Sama karczma jak karczma — trzeszcząca od drewna, od plotek, dosyć ciemna, zagracona i smrodliwa, choć niepozbawiona specyficznego uroku i nieokrzesanej przytulności podkreślanej kołyszącymi się wkoło żelaznymi lampionami. Na lewo od wejścia stoi sklecona z czego popadło klatka szynkwasu, wspólna biesiadną salę meblują beczki i skrzynie w charakterze protez mebli wyściełane psimi skórami i baranim runem. Zasiadają tu lokalni pospołu z przyjezdnymi, zajęci polepszaniem swojego bytu na różne sposoby, od czynnego poszukiwania zajęcia po hazard, szczególnie lubianą tu grę w „wykałaczki”, czyli rzucanie nożami do celu.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 619
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 20
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 31 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Ivan » 23 lut 2021, 20:20

W „Szczurołapie” nie zdarzało mu się bywać prawie wcale, jeśli nie liczyć akcydentalnych sytuacji, kiedy był dlań lokalem przejściowym, do którego ewakuował się po zamknięciu poprzedniego lub płaczliwego straszenia strażą przez właścicieli. Sam, jeśli miał wybór i kaprys, zwykł zachodzić do „Szkarłatnego Minotaura”, sąsiadującego z areną wyszynku popularnego w kręgach jemu podobnych szampierzy, rębajłów i najemników. Przybywając do „Szczurołapa” w gwizdniętej ze składu przeszywanicy sam wyglądał jak ten ostatni, co w zależności od pory i obecnego składu knajpy mogło wyróżniać go z tłumu lub wprost przeciwnie — szukający zajęcia awanturnicy byli w Novigradzie równie powszechni co bezpańskie psy. Było mu na rękę udawać jednego albo przynajmniej wmieszać się w towarzystwo, jeśli nie kolorytem, to przynajmniej skryć się w wygodnej masie i panującym tu swojskim półmroku. Na początek, ni to swobodnym, ni to marszowym krokiem zbliżył się do szynkwasu, rzucając na niego koronówkę i zamawiając niedbałym gestem pierwsze z brzegu piwo, dudląc je z miejsca i na stojąco. Z miejsca, jeszcze przed wydaniem mu reszty domówił sobie drugie, które zabrał ze sobą na skraj knajpianego blatu, przy którym się usadził, udając zainteresowanie niczym ponad pękającą na powierzchni pianą i krążącymi wkoło plotkami. W istocie zaś, pod pozorem kolejnego łyku, mając baczenie na każdego wchodzącego, który zechciał pojawić się tu po nim. Jeśli w ogóle ktokolwiek zechciał się pojawić. I odróżniać na tyle, by taki amator jak on rozpoznał w nim ewentualny ogon. Ostatecznie, zawsze mógł jeszcze ucinać nosy po kolei wszystkim, którzy właśnie wchodzili.
Upijając głębszy łyk, uznał, że mogłoby to pokrzyżować mu plany i postanowił po prostu zaczekać i obserwować. Chociaż przez moment kusiło.
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 24 lut 2021, 16:18

Szynkarz, średniawy wiekiem mężczyzna o tuszy dorosłego knura i gębie rzeźnika, nie zagadywał gości, nie gapił się. Przesunął piwo po szynkwasie, potem drugie, zgarnął monetę do kieszeni w usmolonym od pieca fartuchu, nie wydając groszy, gdy się ich nie domagano. Mimo poprawiającej się z godziny na godzinę pogody, w „Szczurołapie” było ciemno. Ciemno, cuchnąco i pustawo.
Poza usadowionym przy kontuarze Rudolfem, tylko pięciu zabawiało w lokalu: dwóch młodzików uwalanych wapnem niby para straszydeł, siorbiących polewkę, oraz trio przy stoliku pod ścianą, które jako jedyne wydawało się jako tako bawić. Wyrośnięte chłopy, każdy bliznowaty na swój unikalny sposób, z manierami nieskażonymi powszechną etykietą. Jeden kończył właśnie czwarty kufel do kolekcji z trzema osuszonymi, wyciągając nogi na stoliku. Drugi był zbudowany jak mamut, przez drzwi musiał pewnie przechodzić krabim krokiem. Dłubał w zębach kawałkiem kurzej kości. Trzeci siedział z raczej ponurą miną i absurdalnie skrzywionym w lewą stronę nosem, pod którym widać było nie do końca wytartą strużkę zaschniętej krwi.
Nie dudkaj nam tu — zagadał Nogi do Nosa, nie siląc się na grzeczne przyciszenie głosu. — Chwila i po krzyku. Było od razu to zrobić.
Ano.
Tera to mędrkowie! — Nos żachnął się. — Szkoda, żeście tacy mędrcy nie byli, kiedy mię i Cyvorowi przypierdolił!
Cyvor się wyliże, poszli z Ragostem do lazaretu. Ale będzie pewno po oku i gęba na żywot krzywa. A wiesz, czemu, Sulej? Bo lza tam było od razu leźć, nie się dudkać i krygować.
Sulej burknął coś pod złamanym nosem. Porwał w końcu gliniany kubeczek z łapy Mamuta, wychylił, walnął o stół i jednym niezgrabnym ruchem nastawił sobie kichawę. — Skur-… -wysyn! Było go zapierdolić!
Nie za to żniwo było. A wy macie z Cyvorem nauczkę, że się na świniopasów nie nadajecie. Prawdziwy tucznik pewno by wam nogi z dupy powyrywał. Tedy na gospodarza teże zważaj — zarechotał Nogi.
Gospodarz nie wysilił się nawet na łypnięcie.
Dwóch nowych gości zaszło w międzyczasie do wyszynku. Pierwszy, podrostek, podał szynkarzowi jakiś owinięty w skórki pakunek nad kontuarem i odebrawszy kilka srebrniaków w zamian, natychmiast zniknął znów za drzwiami. Drugi wszedł cichym krokiem, po czym zasiadł po przeciwnym końcu szynkwasu od Rudolfa. Szynkarz bez słowa sięgnął po odpowiedni trunek, polał i podsunął mu kubek. Przybysz był w trudnym do określenia wieku, ewidentnie powinowaty z jakimś elfem albo cechujący się wyjątkowo żeńską urodą. Gdy się zbliżył, zapachniało lekko łojem i mokrą skórą.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 619
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Medale: 20
Miano: Rudolf
Rasa: Człowiek
Wiek: Późne 30
Złoto: 31 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=143
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=142

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Ivan » 28 lut 2021, 20:57

Rudolf bez słowa wstał od stolika, porzucając niedopite piwo na szynkwasie. Bez słowa podszedł do drugiego z trójki gardłujących i dobytą płynnym ruchem atrapą przypierdolił mu w zęby drewnianą, zaokrągloną, imitującą sztych końcówką. Nauczony manier mamut zadławił się kością i własną krwawą plwociną zmieszaną ze szkliwem. Pierwszy, nim zdążył ściągnąć kopyta ze stolika, dostał dwa mocne razy, po jednym na każdy strzaskany piszczel, mające wyrobić w nim szacunek do nienaruszalnej świętości blatu. Na koniec wziął się za krzywonosa i z bliska, ciosem dłoni zaciśniętej na rękojeści, zrobił mu kichawę o dziewięćdziesiąt na prawo. Dla draki i dlatego, że symetria, zaprawdę, była estetyką głupców. Głupców i prowincjuszy.
Po wszystkim, w pożądanym milczeniu, które zapadło na sali, wrócił pod szynkwas, kładąc na nim świeżo spożytkowany feder.
Jesteś pewien — zwrócił się do cicho stąpającego przybysza, pijącego w milczeniu. — Że dalej chcesz przebywać w moim otoczeniu?
Rudolf upił łyk piwa, schodząc na ziemię, uśmiechając się do nasuniętego mu przez fantazję konceptu. Naprawdę mu się udał. Ale w obecnych okolicznościach, zmuszony był postąpić inaczej, wręcz przeciwnie niż dotychczas i przez wszystkie spędzone w mieście lata, podczas których wysilał imaginację, by ta dostarczała mu rozwiązań skutkujących stosownym rozgłosem. W obecnych okolicznościach rozgłos był mu niewskazany. Rozgłos, niby onuce i femurały gubione w przedpokoju przez pijanego po zabalowaniu, naprowadzały na trop. Musiał przestawić się na sposób myślenia położony na antypodach jego dotychczasowych przekonań i upodobań. Nie przychodziło mu to lekko ani przyjemnie. Momentami zdawało wręcz uwłaczać.
Upił łyk, nie odwracając wzroku w stronę sali. Zamiast tego nasłuchiwał jej odgłosów i tego co miała mu do powiedzenia. Wywoływał z pamięci szczegóły, które zarejestrował na wejściu. Dwóch czeladników murarskich. Byli w środku. Podobnie jak trio tej amatorszczyzny, ani chybi oderwanych od pługa, „miastowych” z tygodniowym stażem, którzy bez sznytu nawijali nad michą o robocie, plując wkoło żarciem i imionami kontaktów. Dzieciak z paczką dla gospodarza ulotnił się zaraz po przekazaniu. Ostatni, ten z elfem w korzeniach albo po prostu synek mamusi, dalej siedział. Jego wejście, godne kocura stąpającego po dywanie utwierdzało Rudolfa w tym pierwszym. Wydął nozdrza, chłonąc łój z mokrą skórą. Starając się, jak gdyby umiał, wyczuć pomiędzy nimi zapach padliny.
Wejście. Po co, jeśli to on, w ogóle lazł za nim do środka? Wystarczyło obstawić wyjście i czekać. Niepotrzebne i głupio. Głupio jak…
Jak twoje rozbijanie się po mieście i ułatwianie im roboty, przez co nie musieli wysilać się na ciebie bardziej. Burda za burdą. Łańcuszek zgubionych femurałów zdradzających calutką trasę aż do samego zarzyganego legowiska ze stuprocentową dokładnością. Równie dobrze ogon mógł po prostu wejść na barana. Barana, którym byłeś. Czy ogon faktycznie był ogonem — zamierzał najpierw sprawdzić. Mając po swojej stronie świadomość, a pragnąc skaptować na nią również element zaskoczenia.
Niespieszne dopicie piwa wydawało się niezłe na początek. To było coś, co zrobiłby ktoś, kto faktycznie zaszedł do karczmy, żeby dać sobie chwilę na odpoczynek oraz ugaszenie pragnienia, niczego niepodejrzewający. Po wszystkim, odstawiając pusty kufel na blat do góry dnem, wyszedł na zewnątrz, by udać
Obrazek

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 22 wrz 2021, 10:24

Był co prawda środek dnia, ale znając życie, wcale nie musiało to być przeszkodą, by w “Szczurołapie” znaleźli się jacyś klienci. Sorenn wślizgnął się więc do wnętrza. Przy swojej niepozornej sylwetce i byle jakim ubraniu mógł śmiało zostać rozpoznany jako stały mieszkaniec Czerwonej Dzielnicy, czego zresztą w żaden sposób nie zamierzał ukrywać. Ciekawym wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu starając się nienachalnie zorientować któż jeszcze zawitał tu tego dnia i czy jest jakaś konkretna szansa na ugranie tu czegokolwiek. Chociaż z drugiej strony — bardziej zależało mu na tym, bo po prostu móc sobie pograć bez większych perypetii do wieczora, nawet jeżeli nie udałoby się tu nic zarobić. Po krótkim przeglądzie i uznaniu, że jest szansa, że być może nie przegonią go przesadnie szybko, lekkim, cichym krokiem przeszedł obok właściciela, pozdrawiając go lekko ręką. Sorennowi zdarzało się już bywać tu i pogrywać czasem, stąd miał nadzieję, że i tym razem nie będzie kłopotu, a przecież i tak zawsze zostawiał tu choć parę groszy. Nie chcąc zajmować miejsc dla gości, przycupnął sobie opierając się o ścianę i nie zwlekając zbyt długo rozłożył ze swoim dobytkiem - garnuszkiem i fletem. Westchnął błogo i wygiął bezwładnie głowę na prawą stronę.
— W sumie to fajnie. — pomyślał sobie i ni stąd ni zowąd, nagłym rozpędem zaczął grać szybką, wesołą karczemną melodyjkę, nieprzesadnie głośno, ale również niezbyt cicho. Wędrował pomiędzy dźwiękami spokojnego dzionka i dobrego nastroju jaki przywodziło na myśl samopoczucie po kuflu piwka.
W przypadku gdyby nic ciekawszego się tu nie wydarzyło, zamierzał posiedzieć tu i pograć nawet kilka godzin, do późnego popołudnia. Zapewne pozwoliłby sobie na jakiś kawałek chleba i przy dobrych wiatrach może nawet coś do picia. Wieczorem zaś czekała go melina.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 23 wrz 2021, 21:44

Przeprawa z okolic Szarego Bazaru w kierunku „Szczurołapa” w taki sposób, by uniknąć patroli — zwłaszcza tego, który dał popalić Nymmowi — zajęła Sorennowi dłuższą chwilę, bo musiał ominąć Teatrum, najbardziej ludne i gwarne miejsce w Czerwonej. Słońce grzało coraz mocniej, elf przemykał chyłkiem, cicho i szybko, jak cień albo duch. Nikt nie zwrócił nań uwagi. Nawet zamieszkujące najbardziej odludne alejki szczury zdawały się nie reagować, kiedy przechodził obok ich kryjówek miękkim krokiem.
Do knajpy trafił bez ochyby, wszak bywali tu z Nymmem wielokrotnie. Czasem po akcji lądowali w poczciwym „Szczurołapie” wzmocnić się kwaterką księżycówki, którą pili pospołu. Sponsorem tej małej przyjemności zwykle był Sorenn, który w zamian za wódkę przygrywał ku uciesze gości. A że uciecha ta bezpośrednio przekładała się na zarobek właściciela, bo rozochocona gawiedź szybciej i chętniej osuszała kufle, toteż wszyscy byli zadowoleni i nikt nie robił elfowi wstrętów, gdy wpadał w odwiedziny.
Tak było i tym razem.
Grajek prześliznął się obok szynku nie niepokojony przez gospodarza, a ten z kolei prześliznął się wzrokiem po znajomej sylwetce elfa, rejestrując jego obecność. Nijak nie odpowiedział chłopakowi na pozdrowienie, ale i nie przegonił go. W knajpie, oprócz siedzącego przy szynkwasie gładkolicego mężczyzny woniejącego mokrą skórą i łojem, siedziała, a właściwie półleżała i jęczała, trójka zakrwawionych mężczyzn o błędnym i nierozumiejącym spojrzeniu. Z dwójką powalanych wapnem mularzy Sorenn minął się w progu, słysząc jak szepczą coś do siebie przestraszeni. Wyglądali, jakby bardzo im się spieszyło.
Nim Sorenn usadowił się pod ścianą i zaczął grać, usłyszał jeszcze jak barman odpowiada półgłosem na jakieś zadane wcześniej pytanie gładysza:
Najemnik, choć zdaje mu się, że jest kimś więcej, bo płaci mu miasto, a tłum klaszcze, kiedy morduje. Czort wie, co w takiej głowie siedzi... Lepiej schodzić z drogi, w oczy nie patrzeć. Choć, jak widać, czasem i to nie pomaga.
Obaj spojrzeli w kierunku pobitych.
Będą kłopoty?
Z nimi? Wątpię, ledwie dychają. Byle tylko...
Dalszą rozmowę przerwało im skrzypnięcie drzwi. Do środka wlała się spora grupa osób, kobiet i mężczyzn, obładowanych tobołkami, z miejsca domagając się piwa i jadła. Na zapleczu, gdzie mieściła się kuchnia, zapanowało poruszenie, Sorenn tymczasem nabrał powietrza w płuca i dał się ponieść muzyce. Żwawa, wesoła melodyjka wypełniła duszną i ciasną izbę, sprawiając, że wszystko wokół stało się odrobinę mniej szpetne, trochę mniej uwierające. Wnet atmosfera w „Szczurołapie” z ciężkiej i dającej się kroić nożem przedzierzgnęła się w całkiem znośną. Tu i ówdzie rozbrzmiewały nawet śmiechy, choć do tańców było jeszcze daleko.
Dla ciebie. — Kobiecy, dość niski i chropawy, ale łagodny głos zadźwięczał nad głową elfa, a przed jego nosem pojawiła się miska z polewką i grubą pajdą chleba. — Zjedz nim wystygnie.

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 27 wrz 2021, 10:50

Osób w karczmie z początku było zdecydowanie niewiele. Co prawda pobici lub w inny sposób poranieni, zakrwawieni mężczyźni przy jednym stołów robili złe wrażenie i ich obecność zmuszała do pilnego nadstawienia uszu, czy aby przypadkiem nie zamierza się tu dziać jakaś burda, której oczywiście wypadałoby uniknąć. Inne drobne znaki, jak pośpiech i zdenerwowanie mijanych murarzy nie przykuły specjalnie jego uwagi — wszak w tym mieście ciągle ktoś był zdenerwowany lub wystraszony. Bardzo szybko elf uznał, że w gruncie rzeczy w środku jest najzupełniej spokojnie, nawet jeżeli nie bardzo perspektywicznie jeżeli chodzi o zarobek. Rozluźnił się więc zupełnie i pozwolił skorzystać z chwili wytchnienia. Poranna próba pogrania na Szarym Bazarze, chociaż również dość udana, została przerwana brutalnie przez pojawienie się nielubianych strażników, wieczorem zaś szykowała się nie wiadomo za bardzo jaka akcja. Miał więc nadzieję, że przynajmniej teraz uda się cokolwiek zaszyć się w swoim świecie.
Grał i słuchał mimowolnie miejscowych ploteczek, z których niewiele rozumiał i nie potrafił połączyć opisów ludzi i zdarzeń z ich faktycznymi odpowiednikami. Wędrował za to ze swoją muzyką po swoim mieście - takim samym jak Novigrad, bo innego nie znał, ale nieco weselszym, bardziej żwawym i kolorowym, zapewne też bezpieczniejszym, ale nie pozbawionym swoich dziwactw. W mieście tym, szczury na przykład tańczyły do jego muzyki trzymając się za rączki z przedstawicielami ras dwunożnych. Nikomu też w mieście tym, nawet w karczmie “Szczurołap” nie przychodziło do głowy zdziwić się, gdy jakiś wyrośnięty do rozmiarów człowieka szczur w stroju jakby czarodzieja siedział sobie przy stole popijając piwo i żywo debatując o pogodzie z napotkanym przypadkowo kapłanem Wiecznego Ognia.
Elf, pogrążony w swych muzycznych marzenio-rozważaniach, jedynie podświadomie zanotował pojawienie się większej ilości osób w karczmie, a z pewnego letargu wybudził go dopiero zapach ciepłego posiłku, jaki błogim rytmem wplótł się do jego nozdrzy. Kobiecy głos, który akompaniował zapachowi zupy, wydawał się zaś najcudowniejszym preludium do dania głównego. Sorenn, nie chcąc kończyć utworu byle jak, zafiglował jeszcze na flecie kilka wesołych nut, po czym odjął instrument od ust i ujął oburącz miskę, unosząc jednocześnie wzrok na dobrodziejkę. Wiedziony wyuczoną ostrożnością i wiedząc jak ludzie traktować potrafią elfów, nie spojrzał jej jednak w oczy, a jedynie kiwnął i uśmiechnął się z wdzięcznością w jej stronę.
— Zupaaaaa, doskonale! I chleb! — krzyczały jego myśli, a ręce zabierały się za jedzenie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 29 wrz 2021, 11:48

Szybki rzut oka na dobrodziejkę zdradził Sorennowi, iż była to kobieta szczupła i wysoka, odziana w prostą, lecz dobrze skrojoną tunikę w jakimś nieokreślonym kolorze, ciemne, dopasowane nogawice i buty do kostki.
Podczas gdy on zabrał się za pałaszowanie zupy, ona usiadła przy stoliku nieopodal i nabijając fajkę, bez słowa przyglądała się grajkowi spod opadającej na oczy jasnej grzywki. Przy jej nodze, obutej w tyleż porządne, co porządnie schodzone ciżmy, leżał tobołek. Nie wyglądała jednak na część grupy ściśniętego w jednym z kątów towarzystwa, które ewidentnie uchodziło z jakiejś wiosczyny ku lepszemu życiu, o czym świadczyła ich prezencja oraz pełne napięcia szepty o porcie, dalekiej drodze i jakimś statku czy wyspie o nazwie „Kukania”. Nie wyglądała również na towarzyszkę podejrzanej proweniencji jegomościów, którzy w akompaniamencie radosnego bluzgania, rżenia i łupania drewna grali w wykałaczki. W końcu — nie zdradzała oznak znajomości z wciąż siedzącym przy szynku gładyszem, samym gospodarzem czy mieszanym kwartetem młodzieży, głośno narzekającej na jakieś „praktyki w Oldze”, „Morgesa” i „w rzyć chędożoną zarazę”.
Pobici, których Sorenn dostrzegł na wejściu, właśnie opuszczali knajpę jak niepyszni. Gdy zatrzasnęły się za nimi drzwi, dało się słyszeć jakiś tumult, a potem gromki śmiech. Zaraz potem do „Szczurołapa” wtarabanił się mężczyzna o aparycji buhaja, wiodąc za sobą kilku pomniejszych kolegów. W szparze domykającego się za nimi skrzydła dało się dostrzec trójkę pechowców zbierających się po raz kolejny z ziemi.
A powitać pana gospodarza! — zawołał od progu głośno i zaczepnie buhaj, rozglądając się po knajpie. — Wódeczkę prosim!
Dzień doberek!
Witam pięknych panów i przystojne panie!
Witać, witać, a jakże!
Ulik! Weźmijmy kiełbki a górków teże, głodnym jako te wilcy!
Świta, zawtórowawszy swemu kompanowi, usadowiła się na miejscu pobitych, bez ceregieli ścierając rękawami juchę z blatu. Karczmarz w milczeniu jął szykować zamówienie, przejezdni zaś łypali bojaźliwie w stronę buhaja i jego towarzyszy. Sorenn znał Ulika z widzenia i słyszenia i wiedział, że słusznie się obawiają. Portowy tragarz był novigradzkim czempionem w siłowaniu się na rękę i choć z pozoru jowialny, zawsze szukał zaczepki, byle tylko móc popisać się swą siłą i krzepą. Jego pojawienie się w „Szczurołapie” nie było niczym niezwykłym, niemniej wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi zwiastowało burdę. Biorąc pod uwagę stan jegomościów, którzy właśnie wyszli — kolejną tego dnia.
Ładnie grasz — rzekła do Sorenna nieznajoma, pykając z fajki. — Jak ci na imię?

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 01 paź 2021, 10:26

Ciepłe pożywienie i chleb były tym czego potrzebował. Mimo tego, że dość łatwo potrafił wprawić się w stan uniesienia swoją muzyką, to przyjemności wynikającej ze zjedzenia posiłku nie zastępowało nic na świecie. Starał się nie jeść przesadnie łapczywie, ale również daleko było mu do znajomości jakichkolwiek konkretniejszych zasad etykiety związanej z posilaniem się — mlaskał więc i niekiedy pomrukiwał z przyjemnością. W międzyczasie, oczywiście nie mógł nie zauważyć poruszenia w karczmie wywołanego pojawieniem się w niej Ulika. Na chwilę przygryzł wargę w bezruchu obserwując ustawienie wszystkich gratów w karczmie oraz oceniając w miarę fachowym okiem potencjalne drogi ewakuacji. Wiedział bowiem, że taka może być potrzebna, nawet jeżeli wątpił by Ulik i jego ekipa próbowali wymierzyć swoją agresję bezpośrednio w niego samego. Już miał posępnie westchnąć z okazji kolejnej konieczności zmiany miejsca przebywania, gdy jednak spojrzał ponownie na prawie opróżnioną już miskę i uśmiechnął od ucha do ucha sam do siebie, niemal mimowolnie.
— Nie no, cudowny dzień. - pomyślał i podniósł chleb do ust, ale nagle zatrzymał się w połowie drogi, a rozanielony wyraz twarzy zmienił się w minę głupka z półotwartym gębkiem. Pochłonięty pochłanianiem posiłku i ocenianiem sytuacji politycznej w karczmie nie poświęcił do tej pory wystarczającej uwagi swojej dobrodziejce, a tymczasem okazało się że niewiasta ta nie dość, że siedzi sobie niedaleko i w miarę go obserwuje, to jeszcze zwraca się do niego bez przekleństw. Teraz dopiero skupił się bardziej na jej aparycji. Zdecydowanie nie wyglądała na powiązaną z jakąkolwiek z przebywających tu grup. Była dobrze ubrana i czysta, z pewnością jej nie znał i zapewne nigdy nie widział. Sorenn był zaskoczony i zdezorientowany — tacy jak ona zazwyczaj nie poświęcają takim jak on choćby skrawka uwagi, a nawet jeżeli miewali na tyle dobre serce by wspomóc głodnego dzieciaka--żebraka groszem lub strawą, to na tym ich znajomość się kończyła.
— Jedzenie, komplementy i jeszcze chciałaby się zapoznać. Żeby mi sława nie uderzyła do głowy, hehe. — zaśmiał się w myślach sam z siebie, reflektując się i zamykając usta. Jej zachowanie było nietypowe, dlatego siłą rzeczy wzbudzało czujność i zapewne nieudolnie skrywaną podejrzliwość, chociaż z drugiej strony… intrygowała go. Dodatkowo sytuacja w karczmie mogła się z powodu Ulika zmienić w każdej chwili i wypadało nadstawiać uszu — mimo posiłku elf był więc wyraźnie spięty, chociaż starał się tego nie okazywać.
Nie zamierzał jednak zupełnie się zamykać, bo przecież nie zrobiła mu nic złego. Odłożył nadgryziony chleb na podłogę, przyłożył dłoń do szyi, a następnie palec do ust na znak ciszy, kręcąc przy tym wszystkim głową na znak zaprzeczenia. Chwilę potem zagrał trzy w miarę ciche, niskie dźwięki na flecie.
— Ci, którzy mnie znają, mówią na mnie Sorenn. Kiedyś tak mnie nazwali i tak nazywają. Ale sam nie umiem się przedstawić inaczej. — pomyślał i wzruszył bezradnie ramionami lekko się do niej uśmiechając. Żył z tym faktem już tyle lat, więc nie stanowiło to dla niego trudności. Wiedziony ciekawością i zapewne trochę podochocony jej zachowaniem odważył się wyciągnąć palec wskazujący i kiwnąć głową w jej kierunku.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 05 paź 2021, 20:28

Dróg ewakuacji dostrzegł co najmniej trzy — bokiem, dołem i tyłem. Pierwsza wiązała się z rozwaleniem „przeszklonego” brudnym od sadzy rybim pęcherzem okienka po lewej i przebiegnięciem po dwóch dość rachitycznych blatach. Druga prowadziła przy ziemi, pomiędzy skrzyniami, beczkami i nogami ewentualnych zadymiarzy oraz ich ofiar, ku drzwiom. Trzecia, chyba najkorzystniejsza i — prawdopodobnie — niegrożąca uszkodzeniem cudzego mienia tudzież własnego jestestwa, wiodła przez kuchnię na tyły budynku. Sorenn wiedział o tym, bo kiedyś Nymm smalił cholewy do pomocnicy kucharki i właśnie tamtędy docierał do celu.
Oczy jego rozmówczyni, jeśli można ją było tak nazwać, błyszczały w półmroku izby niby skute lodem jezioro. Sorenn nie mógł opędzić się od wrażenia, że kobieta miała w sobie coś z przedstawicielek jego własnej rasy, choć nie potrafił orzec, co konkretnie. Przerzucony przez ramię długi warkocz odsłaniał ucho o zdecydowanie ludzkim kształcie. Niemniej, nawet w gęstej atmosferze „Szczurołapa” grajek widział, że była bardzo urodziwa i sprawiała wrażenie eterycznej, na podobieństwo wydmuchiwanego przez nią dymu o owocowym aromacie.
Pokiwała lekko głową, uśmiechając się kącikiem ust, gdy przedstawił jej się na swój unikalny sposób. W drugim z kącików tkwiła podtrzymywana dłonią długa fajka z wygładzonego latami użytkowania, jasnobrązowego drewna.
Ładnie — powtórzyła jak echo, lecz powiedziała to tak, jakby na myśli miała coś więcej niż tych kilka tonów dobytych przez elfa z instrumentu w ramach introdukcji. Zaraz potem w umyśle Sorenna zadźwięczało słowo — „Ananke” — którego z całą pewnością nie wypowiedziała na głos ani ona, ani nikt inny. Nie była to również jego własna myśl.
Nie przestawała mu się przyglądać, zupełnie ignorując przy tym wszystko dookoła, łącznie z pojawieniem się Ulika i jego trupy. Dla portowego celebryty nie było gorszej obelgi.
Hej, perełeczko! — zawołał Ulik od strony szynku, wyduldawszy pierwszą kwaterkę wódki jednym haustem. — Zostaw tego szmaciarza i chodź no tu do nas! Zabawimy się!
Właśnie! — zawtórował mu jeden z jego towarzyszy, opluwając na wpół pogryzionymi ogórkami siebie i wszystko w promieniu pół sążnia. — Taka krasna, a z takim wszarzem korwensuje!
Sam nauczyłeś się grać? — zapytała Sorenna, jakby w ogóle nie słyszała ujadania przygodnych absztyfikantów i pyknęła z fajki. Grajek poczuł kolejną falę aromatycznego dymu, otulającą go z wolna jak ciepły koc. — Masz talent.

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 07 paź 2021, 22:02

Pożałował niemal natychmiast po zuchwałym zadaniu pytanie o jej imię - gdy odpowiedź usłyszał w swoich myślach. Wystraszyło go to i z pewnością przez moment musiał ponownie wyglądać jak idiota z otwartymi ustami, ale w miarę szybko się pomiarkował.
— Bez świrowania. Pewnie coś mi się wydawało. - pomyślał i przygryzł wargę spoglądając na nią baczniej. Już wcześniej świtało mu to w głowie, ale teraz wszystko składało się w całość. Jej zachowanie było na tyle dziwne, że śmiało można było ją podciągnąć pod ten nieszczęśliwy wypadek, kiedy któryś z jego słuchaczy, oszołomiony pięknem granej muzyki, zaczyna zachowywać się w obecności Sorenna co najmniej dziwnie. Zdarzało się to już wielokrotnie, niekiedy nawet na całej grupie osób i prowadziło do dziwacznych sytuacji, niemniej trudno było się oprzeć wrażeniu, że napotkana kobieta również została oczarowana. Co prawda osóbka ta zdawała się mieć w sobie coś nieokreślonego i dziwnego, niepasującego do niej - jakby elfiego, ale takich niuansów rozróżniać i rozgryzać nie miał już siły i czasu.
— Heh, kto przy zdrowych zmysłach poświęciłby mi aż tyle uwagi? Na dodatek ona chyba rzeczywiście w ogóle nie zamierza reagować na Ulika, co niechybnie sprowadzi na mnie kłopoty. — zastanawiał się puszczając mimo uszu te wszystkie komplementy, wynikające zapewne z oczarowania. Elf, gdyby był rozsądny, zapewne powinien teraz zastanawiać się nad sprawą najpilniejszą — zachowaniem całej skóry, zwłaszcza, że Ulik nie żałował sobie gorzałki i zapewne zaraz chciał będzie się rozkręcić. Wypadałoby więc się po prostu zmyć. Ale cóż… miał jeszcze inne przymioty, mniej pozytywne. W tym przede wszystkim ciekawskość.
Wykonał w jej stronę jakby ukłon, zawirowując chwilę fletem nad głową, tak jakby zamierzał sprowadzić na siebie melodię, której chciał za chwilę użyć. I zaczął grać — od razu szybko i wesoło, karczemną melodię którą opanowaną miał doskonale. Siedząc jeszcze pod ścianą spojrzał przy tym jej głęboko w te jaśniejące, piękne oczy, jakby rozważał ostatni raz za i przeciw. Palce zręcznie przesuwały się po flecie, a klatka piersiowa falowała w szybkim tempie. Wzruszył ramionami i bez większego problemu elf wstał po chwili na równe nogi — dość gwałtownie i niemal tanecznie. W międzyczasie mocno intensywnie, skupiając się na nieznajomej i wyobrażając sobie że przez ten szczególny fragment czasu kieruje swoją melodię wprost do niej, z delikatnym uśmieszkiem, rozmarzył się…
— Oddaj mi wszystkie swoje pieniądze i idź się z nimi bawić. — rzucił w myślach, nie przestając grać. A potem wszystko już zawirowało, zatracił się. Podochocony własną muzyką i zuchwałością ruszył tanecznym krokiem między stoły, niosąc po całej sali radość melodii.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 11 paź 2021, 9:18

Kobieta nie zamierzała reagować na Ulika, więc Ulik zareagował na jej brak reakcji. Gdy Sorenn zaczął grać, tragarz odbił od szynku i ruszył w jej stronę. Gdy elf przesłał kobiecie swoją intencję i myśl — ona pokręciła głową z dezaprobatą, choć wyglądała na rozbawioną. Nim jednak zdołała cokolwiek powiedzieć czy zrobić, a Sorenn ruszyć wraz z muzyką pomiędzy beczki i skrzynie robiące tutaj za stoły, Ulik chwycił kobietę pod ramię, pociągnął ku górze, jakby była kukłą i obrócił ku sobie.
Mówię do ciebie — warknął. Już nie silił się na jowialność, nijak nie maskował rodzącej się w nim agresji. — Głucha jesteś?
Paru mężczyzn z grupy wędrowniczej uniosło się na stołkach, ich towarzysze chwycili ich za rękawy, grający w wykałaczki jegomościowie z nieprzyzwoitym zainteresowaniem obserwowali rozwój sytuacji, kamraci Ulika uśmiechali się krzywo pod równie krzywymi nosami i zacierali ręce w oczekiwaniu na przedstawienie.
Nie doczekali się. A przynajmniej nie tego, na co liczyli.
Kobieta bez słowa spojrzała Ulikowi w oczy, a ten zatknął się, choć ewidentnie zamierzał coś jeszcze powiedzieć. Z półotwartymi usty, jak kompletny idiota, gapił się przez chwilę w twarz swej niedoszłej ofiary, po czym zwalił się na podłogę jak długi, łamiąc pobliski stolik w drzazgi i przewracając kilka innych. W knajpie zapanowała pełna niezrozumienia i niedowierzania cisza. Nim przebrzmiała, a obserwatorów zajścia puścił stupor i zdolni byli jakkolwiek zareagować, kobieta chwyciła swój tobołek i szybkim krokiem opuściła progi „Szczurołapa”, nie oglądając się za siebie.
Wesoła melodyjka wsączyła się między krokwie i szpary podłogi, miast w uszy, serca i umysły słuchaczy. Ulotniła się przez drzwi frontowe wraz z nieznajomą, jakby ta zgarnęła ją do kieszeni. Jakby ją ukradła. Ulik leżał w resztkach skrzyni, zupełnie nieprzytomny. Czerwona od słońca, gorzałki i gniewu twarz portowego tragarza nie wyrażała niczego, podobnie jak oblicza jego kompanionów, nieskażone myślą nawet wówczas, gdy nie świadkowały zjawiskom niezwykłym i niewytłumaczalnym.

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 12 paź 2021, 23:28

Okazało się, że Ulik stracił cierpliwość szybciej niż Sorenn i jego dobrodziejka mogli podejrzewać. Młody elf ledwo zdążył wczuć się w swoją ulubiona rolę, gdy okaząło sie, że tragarz dźwignął już kobietę agresywnym ruchem. Oczywiście, znając zapędy brutala, Sorenn musiał zachować przede wszystkim czujność, więc jego chęć zatracenia się w muzyce musiała ustąpić. Szczególnie, że dziać się zaczęły rzeczy niespotykane. Ledwo wydał więc z siebie kilka dźwięków i zamilkł nagle wraz z łoskotem jaki wydało upadające na podłogę ciało, podobnie jak w zupełnej ciszy znalazła się pozostała część karczmy.
Odskoczył od głównego miejsca zdarzenia jak oparzony.
— To pewnie jakaś wiedźma. — przemknęło mu przez przestraszoną myśl, gdy z otwartymi ustami odprowadzał jej sylwetkę uciekającą chybcikiem z karczmy. Słyszał cokolwiek o magii i nie były to rzeczy przychylne, a chociaż teraz nie miał do końca żadnej pewności, że Ulik padł rażony zaklęciem, gotów był w to uwierzyć, bo przecież innego wyjaśnienia nie mógł sobie wyobrazić. Aż ciarki przeszły mu po plecach — przecież przed chwilą ledwie wgapiała się w niego samego i próbowała nawet zagajać, nie wspominając o tym, że dała mu jeść. I teraz jeszcze inni goście w “Szczurołapie” gotowi powiązać jej osobę z nim, bo przecież jakby nie patrzeć interesowała się w całej karczmie tylko elfem, przynajmniej dopóki biedny Ulik sam nie doprosił się uwagi.
— Nymm byłby zachwycony. Dh’oine zabijają się nawzajem.
Sorenn padł na ziemię, między beczki i skrzynie, odgrywając zdarzenie jakby również został porażony przez spojrzenie nieznajomej. Kurczowo trzymając swój flet zaczął podczołgiwać się do bliższego mu wyjścia do kuchni, licząc, że jego obecność zostanie pominięta i uda mu się czmychnąć korzystając z zamieszania, które już za chwilę zapewne zamierzało wybuchnąć. Z całych sił nie chciał teraz, by ktokolwiek skupił na nim swoją uwagę. Myślał teraz praktycznie tylko o tym, by wszyscy zignorowali jego biedną i niczemu niewinną osobę, by uznali obdartego nieludzia za zupełnie nieciekawego, odrażającego i niepotrzebnego. I by niepostrzeżenie pozwolili mu dostać się na tyły budynku, a stamtąd zniknąć w zaułkach Czerwonej Dzielnicy.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Dziki Gon » 15 paź 2021, 13:52

Wbrew obawom Sorenna, a w zgodzie z jego nadziejami, nikt nie zwrócił nań uwagi. Rejwach, jaki wybuchł zaraz po zniknięciu kobiety oraz gęstniejące z każdą chwilą zamieszanie skutecznie odwróciły wszelkie ewentualne spojrzenia od padającego na podłogę elfa.
Uuuuliiiik...!
Eże! Brachu!
Wódki! Dajcie mu wódki! Karczmarzu!
To nie może… Co… Jak…?!
Ulik, słychasz ty mnie! Ulik!
Zabiła… Zabiiiłaaa gooo! Kurwaaa!
Nie zabiła, zawrzyj gębę!
Przeca nie dycha…
Dycha, dycha, ino śpi!
Jak śpi, jak nie chrapie!
Morda, mówię! Pomóżcie mi… Na raz… na dwa… na…!
Klepanie, tarmoszenie oraz wszelkie próby podźwignięcia tragarza spełzły na niczym. Portowy czempion pozostawał nieprzytomny i nieruchomy niczym głaz. Szynkarz podawał, czego zażądali z miną świadczącą, że podobne hece nie były dlań pierwszyzną. Gładysz w równie stoicki sposób dokończył, co miał w kubku i wyszedł, pożegnawszy się z gospodarzem spojrzeniem. Zaraz po nim, ale już chyłkiem, czmychnęli młodzi ludzie w jednakowych szatach poznaczonych plamami. Cała reszta gości natomiast wciąż gapiła się to na Ulika, to na krzątających się wokół mężczyzn, to znowu na drzwi, za którymi zniknęła kobieta.
Sorenn w tym czasie dopełznął do progu zaplecza i właśnie gramolił się na klęczki, gdy wyrosły przed nim dwie brudne, bose stopy. Gdy spojrzał w górę, dostrzegł obstrzępiony rąbek szarej sukienki przewiązanej tyleż kolorową, co uświnioną krajką, wąską jak palec talię, rozchełstany gors z małym biustem i głowę, która to wszystko wieńczyła. Głowa była wcale kształtna, ubrana w czepek, spod którego wydostało się kilka pasm ciemnych włosów. Pucołowata twarz była zarumieniona jak od gorączki, osadzone w niej duże, szare oczy również błyszczały niezdrowo. I znajomo.
A co tam? — fuknął niegdysiejszy obiekt pożądania Nymma, patrząc na grajka z góry jak na niespełna rozumu. Yara, bo tak miała na imię z tego, co pamiętał Sorenn, zacisnęła pięść na dzierżonej ścierce i wzięła się pod boki. — Czego tu? Wstaje, a chyżo! Bo zawołam… — Dziewczyna urwała, przyjrzawszy się elfowi z nieco bliższa. Zmarszczyła zadarty nos i zanadto wyskubane brwi, które upodabniały jej twarz do oblicza jakiejś groteskowej lalki.
Gdzie ta łachudra? — zapytała, mrużąc oczy. — I czego się czołga? Czego chce? Nie ma darmowego żarcia! Wynocha!

Sorenn
Awatar użytkownika
Posty: 25
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:54
Medale: 2
Miano: Sorenn
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 18
Złoto: 0
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&p=5166#p5166

Re: Knajpa „Szczurołap”

Post autor: Sorenn » 20 paź 2021, 21:52

Gdzieś z tyłu za nim pozostał hałas powstały w samym sercu wydarzeń, czyli wokół padłego Ulika. Melodia tamtego wydarzenia była przytłaczająca jak na tak skromnego i w sumie dość obojętnego na te zdarzenia bohatera. Wolał on zresztą snuć swoją spokojniejszą, acz zdecydowanie nie mniej ciekawą muzyczną opowieść życia z dala od miejsc, które mogą być po prostu niebezpieczne. I tak jak dotychczas, próbował, by jego życie odbywało się poza głośniejszymi partiami utworu, szumiąc jedynie ledwo słyszalnie gdzieś w tle.
Spotkawszy Yarę przeklął w myślach i przewrócił niemal teatralnie oczami, po czym uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Z pewnością musiała go kojarzyć, nawet jeżeli wyglądał teraz na nieco wystraszonego. Ona swoją drogą wyglądała zaś jakby była po prostu jakaś nieswoja… chora? Przyłożył palec do ust na znak uciszenia i błagalny spojrzeniem zerknął za jej plecy, w kierunku zaplecza i dalej, gdzie miał nadzieję wydostać się z budynku. Mógł śmiało podejrzewać, że Nymm nie raz korzystał z tego wyjścia, więc może dziewczyna zrozumie o co chodzi. Niemniej, nie czekając na jej dalszą reakcję, po prostu postarał się gwałtownie ją wyminąć, a następnie to samo zrobić z kimkolwiek kogo tylko spotkał by na swej drodze.
— Po prostu mnie wypuśćcie stąd. - grał w myślach spokojną, monotematyczną melodię na własnym flecie. Chciał jak szczur zniknąć w znanych sobie zaułkach, by wyjść na dalsze plądrowanie terenu, dopiero gdy sytuacja zrobi się już bardziej spokojna.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław