Dom aukcyjny Borsodych

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:12

Obrazek
„Dom aukcyjny braci Borsodych mieścił się na placyku przy ulicy Głównej, faktycznie głównej arterii Novigradu, łączącej rynek ze świątynią Wiecznego Ognia. Braci, w początkach swej kariery handlujących końmi i owcami, wtedy stać było tylko na szopę na podgrodziu. Po czterdziestu dwóch latach od założenia dom aukcyjny zajmował imponujący trzypiętrowy budynek w najbardziej reprezentacyjnej części miasta.”
— „Sezon Burz”




Imponujący trzypiętrowy budynek w najbardziej reprezentacyjnej części miasta, na skraju jego najmniej reprezentatywnej dzielnicy. Raz na kwartał, niezmiennie w piątek, sale domu zapełniają się gośćmi, a dzieła sztuki, białe kruki, antyki, kurioza i precjoza zmieniają właścicieli za uderzeniem młotka o pulpit i towarzyszącego mu aksamitnego głosu tutejszego licytatora, Abnera de Navarette. Powiadają, że nigdzie nie da sprzedać się drożej niż u Borsodych, a łączny utarg wszystkich lotów osiąga niebotyczne nawet jak na Novigrad sumy. Głównym pomieszczeniem budynku jest licząca ponad sto miejsc sala aukcyjna zajmująca pierwsze piętro. Parter oraz piętra pozostałe mieszczą galerię, w której licytujący mogą zapoznać się z eksponatami, oraz składy i biura domu, gdzie rzeczoznawcy potwierdzają wartość i autentyczność licytowanych przedmiotów. W tym celu przedsiębiorstwo otwarte jest także w dni powszednie, poza licytacją.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 24 wrz 2021, 13:45

Powiedzmy, że zgoda — rzekła Morgana, uśmiechając się do Prozerpiny znad nadzianego na widelec kawałka ryby. — O ile mamy do czynienia z zaplanowanym i niezakłóconym aktem twórczym. Bywa jednak, że tak się nie dzieje, a wówczas narzędzie brane za znaczące może okazać się przypadkowym. Choć, przyznaję, również i taki obrót spraw niewątpliwie opowiada to i owo… Tylko czy aby na pewno o osobowości artysty? Czy może raczej o okolicznościach, w jakich wypadło mu tworzyć?
Zadane pytania miały charakter introspektywny, Morgana nie oczekiwała odpowiedzi. Zrobiła zamyśloną minę, jakby istotnie zajmowały ją podobne pseudofilozoficzne rozważania i musiała przetrawić stanowisko Prozerpiny na równi z połkniętym właśnie łososiem. W milczeniu wysłuchała dalszej części jej wypowiedzi, jak również wtrąceń Pająka i Aldersberga, kiwając nieznacznie głową. Ten ostatni zwrócił jej uwagę, przywoławszy kwestię sentymentów.
Ponownie spojrzała kątem oka na Feretsiego, teraz zajętego rozmową z Wanderą. Jej myśli samowolnie zaczęły krążyć wokół zagadki, jaką były pobudki śledczego. Okropnie drażniła ją niemożność przeczytania go, zwielokrotniona jeszcze przez tę jego wrodzoną, a może też wyćwiczoną na drodze przetrwania, skrytość. Poza tym — była zwyczajnie ciekawa. Nie co dzień wszak spotyka się sentymentalne potwory, posługujące się mimetyzmem jak ona widelcem. Nurtowało Morganę kim była — w ogóle i dla Feretsiego — owa kobieta, do której rzekomo była tak podobna, że wywołała w nim poruszenie. Czy była człowiekiem? Jego przyjaciółką? Towarzyszką? Kochanką? Co ich łączyło? Czy wampiry czuły tak, jak ludzie? Czy może to także była kwestia adaptacji, sztuki kamuflażu i umiejętności aktorskich, ćwiczonych dekadami nie-życia?
Ach tak, racja. — Morgana drgnęła, przywołana do rzeczywistości przez Prozerpinę. Poprawiła przyklejony do twarzy uśmiech i samą siebie w krześle, obracając się do Feretsiego. — Czy jestem kobietą?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 10 paź 2021, 21:33

Pająk milczał, wodząc spojrzeniem od jednej kobiety do drugiej, a supeł w jego myślącej po cudzoziemsku głowie wskazywał, że albo przestał nadążać za ich dyskursem, albo nie zdążył przetworzyć jeszcze wszystkich niuansów wypowiedzi na swój natywny. Asfodel nie odzywał się również, w zastępstwie uśmiechając półgębkiem i dzieląc uwagę pomiędzy dwie różne dyskusje toczące symultanicznie przy jednym blacie. Aldersberg odchylał zakutą w sarkofagową maskę głowę i potakiwał, by maskować ziewanie. Feretsi, zdający się być zainteresowany bardziej talerzem niż wszystkim wkoło, znalazł niespodziewanie wdzięczną i wierną słuchaczkę w Wanderze, która odwzajemniała mu się właśnie relacją, z którejś ze swoich eskapad — rzecz zdawała się dotyczyć luźno tematyki łowieckiej, która w obecnym gronie mogła mieć (i zapewne miała) zapewne swoje drugie, makabryczne dno.
Rzecz w tym właśnie, że w naszym gronie — zaczęła Prozperina. — Interesują nas wyłącznie akty celowe i zaplanowane. Z wyjątkiem pojedynczych kolekcjonerskich rodzynków. Ale to gratki i nowinki, nie sens sam w sobie. To celowość jest tym, co odróżnia nas od… Amatorów.
Celowość. I umiłowanie.
Właśnie tak.
Więcej niż jedno spojrzenie spod nieruchomych oblicz zakłuło ją nieprzypadkowo wespół z intensywniejszymi przemyśleniami pod adresem jej osoby. Przez moment, przesiadując w gronie, któremu daleko było jeszcze do bezpiecznego i zaufanego, mogła poczuć się jak kosztowana przez siebie ryba — na widelcu. Choć skojarzenie z haczykiem także przeszło jej przez myśl, nie wiedziała jednak, czy jej własną, czy cudzą. Feretsi, zdający się odgrywać właśnie do perfekcji rolę, usypianego przedłużającymi się imprezami starszego człowieka, nie pomagał, mimo zdeklarowanej obecności.
Hm? — ocknął się po jej pytaniu. — Nie, nie jesteś.
Ktoś reflektuje? — Aldersberg wzniósł nad blat srebrną tackę z odsypaną na nią kupką dobrze Morganie znanego białego proszku. Asfodel uniósł upierścienioną dłoń, gestem dając znak, by nie eksponował jej bardziej, niż trzeba.
Dyskretniej, druhu. Ostatnio krzywo na to patrzą.
A na co nie patrzą — prychnęła Wandera. — Coraz więcej zakazują, coraz bardziej cackają. A przy tym, co serwują tu do picia, trzeba się nieźle popracować grdyką, żeby poczuć co w czubie, zauważyliście?
Aha. Podobnie jak ironię zakazów w takim towarzystwie.
Tłumaczą to względami praktycznymi. Logiczne, że boją się ewentualnej eskalacji, kiedy towarzystwo nadto się rozochoci. Tylko wyobraźcie sobie pandemonium, jakie mogłoby wówczas zapanować.
Wandera westchnęła z rozmarzeniem, wyobrażając sobie bardzo obrazowo. Prozerpina zachichotała jak podlotek, Pająk i Aldersberg mimowolnie, choć jednocześnie spojrzeli w kierunku ukrytej plamy na obrusie, a ich wspomnienia unisono przywołały obraz Delirii.
Tackę, w pierwszej kolejności podsunięto Morganie vel Spinozie.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 11 paź 2021, 10:20

Oczywiście — przytaknęła, nie dając się zbić z pantałyku, choć czuła wbijające się w nią myśli i spojrzenia. — Ale przypadek rządzi się własnymi prawami. Nawet najstaranniej zaplanowany akt może przybrać zupełnie nieoczekiwany obrót za jego sprawą.
Zdarzały się w przeszłości jakieś incydenty? — zainteresowała się, przechwytując podaną jej tackę i zaaplikowała sobie porcję narkotyku, wcierając go w dziąsło. Spłukawszy cierpkość równie cierpkim winem, skrzywiła się, cmoknęła i powiodła wzrokiem po zebranych, chcąc przekazać sproszkowane pobudzenie dalej.
Nie przepadała za prochami, zjazd był nie do zniesienia, ale w zaistniałych okolicznościach chwytała się wszystkiego, co mogło jej pomóc przebrnąć przez tę groteskową noc. Żałowała będzie jutro. O ile dożyje.
Kiedy zaczyna się aukcja? — zapytała, poniewczasie zdając sobie sprawę z faktu, że nie będzie teraz w stanie usiedzieć na tyłku. — Chciałabym zająć dobre miejsce.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 12 paź 2021, 19:51

Dawka, choć mała, podziałała natychmiastowo — Mavelle przetrzeźwiała niemal momentalnie, przytłumione za zasłoną delikatnego rauszu zmysły wróciły do niej z migreniczną wręcz wyrazistością. Szum świadomości wokół niej na czas dostrajającej się percepcji został zagłuszony jej własnym tętnem, które rozbrzmiało krótko w jej czaszce, zaznaczając się coraz bardziej przyspieszającym rytmem.
Tym razem jej ciekawość zaspokoił Asfodel, ubiegając również szykującą się do wyjaśnień Prozeprinę.
A jakże, że zdarzały. W przeszłości, zupełnie jak podczas regularnych aukcji, powszechnym było zachęcenia gości do lekkiego upojenia, by zachęcić ich do dodatkowej rozrzutności w trakcie licytacji. Niektórzy mieli jednak potem trudności z utrzymaniem afektu na wodzy…
Jak biedny Joryk.
Dlatego z czasem przyjęcia zaczęły przybierać bardziej powściągliwą i protokolarną formę. Zaproszonych zaczęto poddawać staranniejszej selekcji, zawężono nieco wybór trunków i wprowadzono pozostałe ograniczenia. Między innymi zakazano szpikulców do lodu…
Prozerpina roześmiała się perliście, przyjmując przekazaną porcję narkotyku i wcześniej od Morgany odczuwając pierwsze psychiczne skutki jego zażycia.
Gra w pytania z jej udziałem została dokończona w rekordowym czasie trzech pytań, po których zgadła przypisaną jej postać Proroka Lebiody. Jej pytanie o początek aukcji zbiegło się akuratnie z panującym na sali poruszeniem. Zamaskowani, umundurowani jednolicie kamerdynerzy, dyskretnie krążyli po sali, dając nieme, mniej lub bardziej dyskretne (a uzależnione było to od stopnia trzeźwości) znaki uczestnikom przyjęcia, którzy stopniowo podnosili się z miejsc, obracając głowy w kierunku sali licytacyjnej, którą miała okazję odwiedzić już wcześniej w towarzystwie Wyroka i Mizerykordii.
Siedź i nie martw się o miejsce — poradził jej Aldersberg. — Stali uczestnicy, jak i nowoprzyjęci zawsze dostają te najlepsze.
Mimo wszystko — wszedł mu w słowo podnoszący się zza stołu Gaspar, ożywiając się jak na Saovine. — Nie chciałbym musieć przepychać się przez tłum ani wykłócać o potwierdzenie tego przywileju. Spinoza, moja droga, pozwól ze mną. Miło było poznać, wierzę, że zobaczymy się jeszcze po licytacji.
To odwzajemniona przyjemność, Somnosie — pożegnał ich uśmiechający się Asfodel, wśród potaknięć i pomruków reszty towarzystwa, zajęta skubaniem ostatnich zakąsek i opróżnianiem kielichów przed pójściem w ich ślady. — Ja również w to wierzę.
Odkłaniając im się samymi kiwnięciami posiwiałej głowy, Feretsi ujął ją pod ramię i niespiesznie zaczął wycofywać razem z tłumem podążającym w kierunku następnego punktu programu pod milczącym, lecz czujnym nadzorem nieruchomej służby rozstawionej taktycznie w różnych zakątkach sali.
Mnogość barw oraz form w połączeniu ze świeżo zażytym proszkiem przyprawiła ją o lekki zawrót głowy, a na pewno o lekkie mdłości, choć o współudział należałoby również oskarżyć wszystkie skosztowane przez nią dotychczas rarytasy. Podobnie jak lekkie upojenie, apetyt odbieżał od niej natychmiast, zastąpiony jadłowstrętem.
Nieźle. Naprawdę nieźle. Ale uważaj, żeby nie przedobrzyć. Mówię o twojej roli. — Feretsi zwrócił się do niej półgłosem, kiedy dołączyli do powolnego biegu gości kierujących się w stronę licytacji. Słowa, choć słyszane nadspodziewanie wyraźnie docierały do jej głowy z opóźnieniem. Pstrokaty korowód sycił jej adaptujące się do nowej, odmienionej fisstechem rzeczywistości, szmer i ruch panujące wokół absorbowały pozostałe zmysły, łącznie z szóstym, mającym przejściowe problemy w odróżnianiu swoich bodźców od tych konwencjonalnych. Strzępki myśli mieszały się z mową, tworząc trudny do rozszyfrowania galimatias.
Dasz radę? Pamiętasz, co ustaliliśmy?
► Pokaż Spoiler

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 19 paź 2021, 11:55

O, tak — zawtórowała Feretsiemu, wstając od stołu. Jej wywołany narkotyczną euforią uśmiech był jasny i promienny jak letni poranek. — Bardzo miło.
Wbrew wyrażonym na odchodnym nadziejom, jej własna nie obejmowała ponownego rendez-vous z którąkolwiek z nowo poznanych osób. Poddawszy się woli wampira — co, jak zauważyła mimo haju i nie bez podświadomego ukłucia niepokoju, przychodziło jej coraz łatwiej — podryfowała z nim w kierunku sali aukcyjnej.
Mimo że wszystko wokół nabrało ostrości i kolorytu, pewnego rodzaju miąższości, czuła się nierealnie. Być może było to spowodowane zbyt długą przerwą, wszak blaski i cienie fisstechu zostawiła za sobą wraz z Lelkami i całą resztą niechlubnej przeszłości, niewykluczone jednak, że mogła to być również kwestia nadmiaru — dziwnych zdarzeń i wrażeń, stymulujących wyobraźnię obrazów i dźwięków, plątaniny cudzych i jej własnych myśli oraz wywołanego tym wszystkim wewnętrznego dysonansu.
Robię — czknęła — co mogę. Jeśli mnie ponosi, to dlatego, że tak wybornie się bawię.
Morgana spojrzała na Feretsiego i parsknęła śmiechem, ale zaraz się opanowała. Głównie ze względu na nagły przypływ nudności. Trudno było rechotać, gdy do gardła podchodził unoszony winem i popychany jajkiem łosoś na szynce. Po serii głębokich wdechów i wydechów zdołała chwilowo udobruchać swój znękany żołądek i przejść do interesów.
Oby — odrzekła lekko i niefrasobliwie, może nawet filuternie. Czuła się doskonale, przynajmniej w odniesieniu do własnej mocy i sprawczości. Była absolutnie pewna, że sobie poradzi, choć w rzeczywistości nie miała żadnych podstaw, by tak sądzić. Prochy jednak robiły swoje. — Pamiętam, że nie dałeś mi pieniędzy na to, co ustaliliśmy. Nie powiedziałeś też do jakiej kwoty mogę licytować trzeci przedmiot.
A może — dodała drwiącym tonem — jesteś bogaty z domu i takie drobiazgi w ogóle nie mają dla ciebie znaczenia?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 21 paź 2021, 21:48

Nikt, włącznie z Feretsim nie zwrócił uwagi na jej nagłą i nienaturalną wesołość. Większość uczestników balu — czego nie dostrzegała jeszcze z powodu klarującego się haju — była w podobnym lub bardziej zaawansowanym stanie.
Robisz — zgodził się, zatrzymując na moment, by przepuścić i nie potknąć się o nadchodząca z boku parę, wytworną damę w półmasce z woalką i jej partnera z kagańcem na smyczy. — Ale się.
Uwaga Somnosa wydała jej się naraz niesprawiedliwa, a co najmniej przesadzona, a on sam nazbyt sztywny jak na swoje dwieście dwadzieścia. Postkoniunkcyjny polimorf prowadzący pasożytniczo-drapieżny tryb życia czyniący jej przytyki na temat manier i umiarkowania w podobnych okolicznościach była niczym przedwczesna puenta dzisiejszego wieczora.
Feretsi skrzywił się na jej uwagę. Na nią albo z powodu konieczności ominięcia pełznącego na czworakach pijaka w długiej szkarłatnej szacie i żelaznej masce bełkotliwie plączącego wersy psalmu do porannej jutrzenki.
Nie kupuj sztyletu po Vizimirze — zastrzegł najzupełniej poważnie. — Zgadzam się na trzycyfrową kwotę. W koronach. Nie za wysoką. Zapłacimy po aukcji.
Grymas zastanowienia zmarszczył mu czoło i delikatnie przymknął powieki. Ale wyraz jego twarzy miał niewiele wspólnego z wytężaniem umysłu. Feretsi był rozbawiony.
Ostatni przedmiot — powtórzył do siebie, z wolna, jedną nogą wciąż w swoich myślach. — Skoro i tak będzie ostentacyjnie, niechby po prostu się podobał. Tobie, nie Spinozie. Gotuj się.
Miał rację. Gotowała się. Nim się obejrzała, cudaczny korowód, niby zagnane przez popęd albo niewidzialnego pasterza stado zaczął rozdzielać się na progu sali aukcyjnej, której wnętrze — teraz zupełnie nie do poznania, zaczęło wypełniać się pstrokatą gawiedzią, wśród której Morgana nie potrafiła dostrzec widzianych wcześniej postaci, pomimo ich sprzyjającym zapamiętaniu kreacjom i ogólnej dystynktywności.
… pięćdziesiąt siedem — powtórzył głucho stojący przed nią diabeł w prostym dublecie, wręczając drewnianą paletkę opisaną rzeczonym numerem. — Znane są pani reguły aukcji?

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 23 paź 2021, 21:50

Każdy orze jak może — skwitowała żartobliwie wyrzut Feretsiego. W istocie jednak mówiła jak najbardziej poważnie, nawet jeśli sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Mogła oczywiście przebrnąć przez ów osobliwy wieczór na trzeźwo, lecz byłaby to droga mozolna i wyczerpująca, a tak — będzie szybciej, łatwiej i przyjemniej. Przynajmniej dopóty, dopóki utrzyma się działanie prochów i nie wydarzy się nic, co mogłoby ów rozkwitający w niej błogostan zniweczyć.
Mijając dominę i jej niewolnika, przez moment zdawało się Morganie, że kobieta prowadzi na smyczy nie człowieka, lecz psa. Widząc zaś rozciągniętą wstęgę szkarłatu, w pierwszej chwili odniosła wrażenie, że to krew rozlała się po wyglansowanej posadzce. Pobudzona fisstechem wyobraźnia nasuwała wnioski pochopne i cudaczne, wywołując w umyśle Morgany obrazy i skojarzenia niemające zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Szczęściem, fantastyczno-oniryczne impresje trwały tyle może, co mgnienie oka i po nim też rozpływały się w niebycie. Podobnie jak ostatki trzeźwości pod wpływem idącej do głowy, cierpkiej ambrozji.
Morgana nie potrafiła wyobrazić sobie — ani w stanie, w jakim się obecnie znajdowała, ani chyba w ogóle — co miałoby się jej spodobać na licytacji pamiątek po mordercach i psychopatach. Niemniej jednak drogą luźnych i dość chaotycznych skojarzeń nasunęła jej się pewna myśl, która rozbawiła ją bodaj tak, jak wampira jego własna.
Wybiorę coś, co będzie pasowało do twojego świecznika — rzuciła wesoło. — Myślisz, że znajdzie się jakaś gromnica?
Nie dane jej było przekonać się, co Feretsi myślał na temat jej pomysłu czy dostępności świec na aukcjach homicydyliów. Miast tego Morgana przekonała się, że jej odczuwanie czasu i przestrzeni uległo zawirowaniu, przenosząc ją niepostrzeżenie w pobliże serca domu aukcyjnego Borsodych. Zamrugała, jakby chciała upewnić się, że to nie kolejne przywidzenie, a gdy okazało się, że bynajmniej, wzięła z ręki diabła tabliczkę z numerem.
Jakiejś na pewno — zachichotała, ewidentnie ugotowana, choć niekoniecznie gotowa. — Ale nie tej konkretnej.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 27 paź 2021, 22:30

W zeszłym roku była jedna, wytopiona z dziewczęcia. Poszła za sto pięćdziesiąt koron — oznajmił jej Feretsi na krótko przed tym, jak odźwierny diabeł podjął ją na progu, wręczając plakietkę z numerem.
Po podaniu ceny wywoławczej i rozpoczęciu, chęć zakupu lub przebicia poprzedniej oferty sygnalizuje pani uniesieniem swojej plakietki — rozpoczął wyjaśnienie z wyuczoną szybkością i niezmienną monotonią w głosie. — Każdorazowe jej uniesienie podbija stawkę o pięćdziesiąt koron. Jeżeli o więcej, unosząc ją, proszę krzyknąć właściwą kwotę w stronę podium licytatora lub do któregoś z bliżej stojących pomocników.
Przypominam, że rachunek za zakupione loty uiszczamy po aukcji, wyłącznie w gotówce — kontynuował, a jego słowa zlewały się z chórem jemu podobnych, tłumaczących reguły pozostałym, zbierającym się pod salą uczestnikom. Starzy bywalcy przechodzili pomiędzy nimi pozdrowieni wyłącznie krótkim powitaniem i zwyczajową formułką o regulaminie.
Zabrania się wszczynania tumultów, to jest atakowania innych uczestników aukcji lub zakłócania jej przebiegu niestosownym tudzież nieobyczajnym zachowaniem.
Odźwierny uczynił pauzę. O dziwo, nie po to, by wyłuszczyć jej w detalu niechybnie zasadniczą różnicę pomiędzy obydwoma przywołanymi rodzajami zachowań. Pauzie towarzyszyło szybkie zerknięcie powyżej jej dekoltu oraz rozwinięcie zrolowanego pergaminu, trzymanego dotychczas w założonej za plecami ręce.
Jest pani na liście debiutujących — skonstatował. — Przysługuje pani miejsce w pierwszych rzędach. Proszę zająć któryś z pięciu najbliżej podium po lewej stronie. Życzę udanej aukcji.
Weszła, a właściwie prawie została wepchnięta do środka, czując za sobą wzbierający pęd namnażającej się ciżby. Sala, ta sama co wcześniej, zawirowała jej przed oczami, oddała gorąco i feerię barw. Część przepuszczonych za próg gości miast karnie podążyć w poszukiwaniu oczekujących ich miejsc, rozproszyła się na mniejsze delty i konstelacje, przeciągające początek aukcji towarzyskimi rozmowami, wymienianymi na stronie uwagami lub wyciąganiem głów i rozglądaniem w poszukiwaniu znajomych masek.
Jej samej ponownie nie poszczęściło się w tym ostatnim — czy to za sprawą narkotyku, który w obecnych warunkach miast wyostrzać — mącił i rozpraszał zmysły, czy w aurze ogólnego rozgardiaszu i nieporządku. Wskazane jej z oddali pięć pierwszych rzędów po lewej zapełniało się powoli, jak należało tego oczekiwać po miejscach zarezerwowanych dla „debiutujących” licytatorów dopiero odnajdujących się w rozkładzie sali. Tymczasem jeszcze niedawno podążający z nią ramie w ramię Feretsi, ponownie zniknął jej z oczu, po raz kolejny ziszczając jej największą obawę tego wieczora.
Cóż, powiadają, że oswojone zło przestaje być tak strasznym.
Chyba że znalazłaś na sali pełnej nieprzewidywalnych dziwaków i psychopatów nabombiona fisstechem.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 07 lis 2021, 12:50

Ostatnie słowa Feretsiego wsączyły się w kakofonię wrażeń bombardujących jej zmysły, dokładając do pieca. Przemieszały się bez ładu i składu z instrukcjami odźwiernego diabła i przepadły gdzieś, nie wiadomo gdzie, jak zapomniana szpilka do włosów. Albo spinki do mankietów. Po to tylko zapewne, by — w zgodzie z powiedzeniem o złośliwości rzeczy martwych — odnaleźć się w najmniej oczekiwanym momencie.
Krążąca jej nad głową nuta niepokoju pierzchła pod naporem tłumu, pękła jak bańka mydlana, zostawiając po sobie mdły, tęczowy powidok. Wepchnięta przemocą na salę aukcyjną debiutantka potknęła się o fałdę chodnika i wpadła na pierwsze z brzegu krzesło. Fragment oparcia znalazł drogę pod żebra Morgany, uderzył w żołądek. Poczuła, jak Vizimir na karaweli z łososia podnosi szynkowe żagle i wykorzystując poruszenie na kwaśnym morzu, szykuje się do ponownego szturmu na jej gardło. Zzieleniała na twarzy i zacisnęła dłonie na oparciu. Chwilę zajęło jej opanowanie kryzysu, którego obrzydliwy posmak czuła już na języku. Ograniczenie bodźców poprzez zamknięcie oczu i skupienie się na oddechu wydatnie jej w tym dopomogło, choć nie była pewna, czy i tak w pewnym momencie nie skończy z głową w jednej ze zdobiących salę wielkich donic z egzotycznymi wiechciami.
Odzyskawszy jako taką równowagę ciała — bo na ducha było już zdecydowanie za późno — wyprostowała się i powachlowała, zerkając we wskazanym jej przez sługę kierunku „rzędów dla debiutujących”. Gdy tylko poczuła, że zdolna jest postawić krok bez ryzyka ubogacenia tutejszego krajobrazu wielobarwnym pawiem, zebrała suknię i ruszyła między rzędami ludzi i krzeseł. Nie zamierzała bowiem siadać na przodku, wolała wtopić się, na ile było to możliwe, w tłum. Nawet jeśli ów tłum przyprawiał ją o dreszcze.
Usadowiła się w trzecim rzędzie, mniej więcej z brzegu, by móc stosunkowo łatwo wydostać się z tej matni nóg i oparć, sprawdzając jednocześnie, czy podest licytacyjny jest dość widoczny. Jeśli wszystko było w porządku — przynajmniej na tyle, na ile mogło być w takiej sytuacji — Morgana rozpoczęła najtrudniejszą część swego zadania, to skubiąc chwost wachlarza, to otwierając bibelot i go zamykając, to znowu miętoląc przez miękki adamaszek łebki zdekapitowanych róż, to zaś bawiąc się tabliczką z numerem pięćdziesiąt siedem.
Krótko mówiąc — oczekiwała na rozpoczęcie aukcji, przyszpilona do swego miejsca jak ćma w gablotce przyrodnika.
► Pokaż Spoiler
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 15 lis 2021, 23:31

Sala wirowała jej wokół głowy. Maski-twarze, miraże i wiraże krążyły wokół niej rozmytymi smugami, wielobarwnymi konstelacjami, eksplodowały nagłymi wrażeniami. Gdzieś nad uchem, choć w istocie pół sali dalej, wybuchnął wysoki, kobiecy śmiech, zagłuszony krótko i brutalnie piskiem porównywalnym z przeciągnięciem żelaznego noża po szklanej tafli, który wziął się nie wiedzieć skąd.
Krwawnika, pójdę po Krwawnika — powtarzał się ktoś z silnym kovirskim akcentem.
… mam nadzieję, że w tym roku pójdzie coś Achemy…
Nie, kochana, nie jestem już z nim od roku…
Rzeźbione oparcia ciężkiego krzesła kotwiczyły ją w rzeczywistości, wśród wirujących wokół niej sfer — w większości wyższych, zgoła nie niebieskich. Wachlarz oraz pozostałe akcesoria okazały się być zwróconą inwestycją — zajmowanie się nimi także pomagało. Głównie opanować i rozładować nagłą nerwową ruchliwość, która wstąpiła w jej członki, zwielokrotniała każdy gest mimowolnym rozmachem i przesadą.
Obroty zwalniały. Niesiony bezwiednym gestem wachlarz, nie wiedzieć kiedy dobyty i rozłożony koił rozpalone policzki motylą bryzą. Świat wokół zwolnił, stopniowo nabrał szczegółów, które zaczynały się porządkować i dawały przetworzyć zmysłom, które zaczynały wyłapywać pojedyncze detale z ogółu, nie zaś wszystkie naraz.
Pierwszym z nich była poznana już dzisiaj persona. Krótko ostrzyżony mężczyzna w krwawej chuście. Wyrok, zdradzający się omyłkowo Fritzem. Siedzący jeden tylko rząd przed Morganą, nie mniej od Morgany ruchliwy i poruszony. Pochylony na swoim siedzisku, z podskakującym bez ustanku udem, wprawionym w ruch pobudzoną nogą. Przebierający szybko palcami obydwu dłoni. Nie dostrzegł jej, bo całą swoją uwagę kierował na rząd stałych bywalców po prawej. Otyły jegomość w kryzie i zdobionej we floresy masce pochłonięty rozmową z młodą kobietą w kreacji koloru byczej krwi i półprzezroczystej opasce na oczy i bardzo ostrym, maskującym makijażu. Jedno z dwojga absorbowało właśnie uwagę Wyroka.
Za nimi i wkoło szmery przybierały na sile, kiedy coraz większe fale ludzkie wypełniały otwartą na aukcję salę. Coraz więcej diabłów kręciło się na podium, przygotowując drewniany pulpit licytatora. Kątem oka złowiła wydającego im polecenia i szykującego się na inaugurację aukcji Łowca. Bezlitosnej nie dostrzegła nigdzie, choć nie przeoczyłaby jej nawet bez fisstechu.
P-prze-przepraszam, mo-można? — Jegomość w masce rodem z plemiennego koszmaru przywiezionego z dzikich, egzotycznych dla Nordlinga krain, nadszedł od prawej, wskazując na miejsce obok. Łagodna alalia rwała mu słowa, ale wypowiadał je ton pozbawiony lęku. Jak na okoliczności, dosyć uprzejmy, może nawet życzliwy.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 16 lis 2021, 14:49

Zauważywszy „znajomego”, poderwała się lekko na siedzeniu, ale coś, być może wciśnięta w ramy podłokietników suknia, przytrzymało ją na miejscu. Zawahała się i zmarszczywszy brwi przyglądała się to Wyrokowi, to osobom, które z kolei były obiektem jego własnej obserwacji.
Tym sposobem Morgana odpłynęła myślami w kierunku gdybania nad powodami pobudzenia Fritza, dając się ponieść znarkotyzowanej fantazji. Zanim więc doszła do jakichkolwiek, dających się ująć w sensowne, wniosków, w jej zadumanie wtargnął obcy głos.
To wolne miasto — odrzekła, zadzierając głowę, by przyjrzeć się jąkale. — I wolne krzesło. Proszę.
Życzliwy jegomość pasował jej do zastanego anturażu jak kwiatek do kożucha. Była jednak wdzięczna losowi, że kogoś koło niej wreszcie posadził — wszak raczej trudno wtopić się w tłum, którego nie ma — i nie zamierzała zaglądać darowanemu koniowi w zęby. Może co najwyżej w oczy, o ile te nie były zanadto przesłonięte.
Spinoza — przedstawiła się z uprzejmym uśmiechem, podając mu palce nadpobudliwej, rozpalonej dłoni. — Witam w rzędzie dla debiutujących. Zdenerwowany?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 23 lis 2021, 21:20

Pobudzenie Fritza było tyleż wyraźne, co ewidentnie natury emocjonalnej, bez wspomagaczy, którymi ona sama miała okazję uraczyć się całkiem niedawno w gronie, do którego ją zaproszono. Jeżeli zaś było odwrotnie, to zaprawdę, ktoś wcisnął mu wyjątkowo trefny towar. Gdyby wzrok potrafił palić, to taksowany z dystansu przez Fritza jegomość stanąłby w płomieniach niby gród Mirthe w czas rokoszu Falki, o ile wzrok potrafił palić.
Życzliwy nowoprzybyły uśmiechnął się nieprzesłoniętymi, niebieskimi i szczerymi oczami, z powodu kreacji facjaty nie mając jak zrobić tego inaczej.
Dzie-dzie… — zaczął i uśmiechnął się, ponownie, markując niedopowiedzenie potaknięciem. Wiadomo, jak szło dalej. Przejął podaną mu dłoń i przycisnął ją sobie do wyszczerzonego oblicza egzotycznego zamorskiego szkaradziejstwa w galanteryjnym geście. — Po-po-pokrak, mi-miło mmmi. Proszę? Nie, nie zzzdenerwowany. Mmmam t-tak od wo-wojny.
Zbieram mi-militaria — dodał zaraz i niejako w logicznej korespondencji z ostatnią wypowiedzią. — Z-zaaabiłbym, żeby je je dostać. Ha-ha.
No proszę, poczucie humoru. Jegomość faktycznie nie wyglądał na zdenerwowanego. Istotnie, trząsł mu się głos, ale nic poza tym. Do tego stopnia, że niemal kontrastował z białą zjawą, która zajęła dwa krzesła na lewo od Morgany, bez słowa i szmeru, niemal niezauważalnie i usadowiwszy się, skubała w milczeniu makatkę, zapatrzona w nieokreślony punkt na podium.
Pa-pani przyjezdna, czy tu-tutejsza? Jeśli mo-można wie-wie...
Za ich plecami szuranie krzeseł i odgłosy kroków zwiastowały zapełnianie dalszych rzędów i coraz rychlejsze ziszczenie się aukcji właściwej.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 385
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Juno » 30 lis 2021, 9:51

Słuchała Pokraka z niejakim trudem, uśmiechając się dla zamaskowania dyskomfortu. Po głowie kołatały jej się zwielokrotnione, o różnym natężeniu i barwie brzmienia, echa zająknięć: „mi-mi!”, „pa-pa!”, „ha-ha!”. By je przegnać, uszczypnęła się paznokciami. Mocno, gwałtownie, prawie do krwi.
Pomogło jak umarłemu kadzidło.
Podobno wszyscy tutaj... dzisiaj... jesteśmy równi, więc proszę mówić mi po... Po prostu mów mi na ty — wyrzuciła z siebie, wiercąc się i wachlując intensywnie. Było jej tak kurewsko gorąco, a odsłonięte krojem sukni plecy miast spijać chłód z mikrego przeciągu snującego się przez salę i koić rozpaloną skórę, zbierały łaskoczące muśnięcia tapicerki i doprowadzały Morganę do szału.
Wcisnęła się głęboko w mebel, jakby chciała zadusić wędrujące jej po plecach mrówki w pióropuszach, ale zaraz znów przesunęła się na brzeg krzesła, uniosła lekko na podłokietnikach, pozornie szukając kogoś lub czegoś w tłumie, to znów opadła na siedzenie. Obuta w szykowny pantofelek stopa latała pod czarno-złotą materią spódnicy, wywołując cichy, zapewne niesłyszalny dla nikogo poza pobudzoną do granic możliwości Morganą, szybki, rytmiczny stukot. Ten stukot zlewał się z jej pulsem, ogromniał w uszach, pęczniał w piersiach.
Wstała gwałtownie.
Prze… — urwała, zaskoczona faktem, że stoi. — Przejazdem. Przepraszam, muszę się z kimś przywitać.
Choć wcale tego nie planowała, przecisnęła się w kierunku Fritza. Dopiero w trakcie przeprawy uzmysłowiła sobie, jak bardzo głupim pomysłem było ćpanie po tak długiej przerwie i to w takich okolicznościach przyrody. Ruch rozładował jednak odrobinę skumulowane w jej ciele pobudzenie.
Kto to? — rzuciła lekko zadyszana, nachylając się tuż nad ramieniem Wyroka z rzędu za nim. — Mordujesz go spojrzeniem od przeszło kwadransa.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dom aukcyjny Borsodych

Post autor: Dziki Gon » 01 gru 2021, 20:42

Jegomość przytaknął z wolna, będąc uważnym i nieco zaniepokojonym świadkiem nerwowych, trzymanych w ryzach reakcji jej pobudzonego organizmu.
A-ależ… O-oczywy-wy… — wypowiadane głoski znów zagrały jak kastaniety lub rwały jak cienkie sukno, gdy przecięła je replika inwigilatorki w incognito. — Wszy-wszystko w ppporządku?
Wydukane pytanie, nie doścignęło jej. Wstała gwałtownie, przeciskając się w kierunku Fritza. Wyrok, pochylony do przodu na swoim siedzisku, podpierając łokcie o uda, a utrzymując splecione dłonie na wysokości zakrytych chustą ust, wyprostował się lekko zaskoczony, słysząc nad uchem znajomy głos. Ale mordowania od przeszło kwadransa nie przerwał. Nie całkiem — jedno z oczu, ze wciąż rozognionym, palącym wejrzeniem w pierwszym odruchu pozezowało na Morganę, by zaraz powrócić do drugiego, niewzruszonego. Efekt byłby komiczny. Gdyby nie wzbudzał kolejnej fali mrówek na plecach. Tym razem zamarzniętych
Pierdolony dzieciobójca — odpowiedział tak pewnie i swobodnie, jak nigdy podczas dotychczasowego wieczoru, nie wysilając się przy tym na bardziej konfidencjonalny ton, nie mówiąc o luksusie szeptu. — Śmieć. Chwast. Coś, co jest, a nie powinno.
Cała dotychczasowa nieswojość Wyroka ewaporowała w jednym momencie, zetlała jak poranny przymrozek po ziszczonym świtaniu. Obiekt jego obserwacji kotwiczył go w obecnej rzeczywistości, każąc ignorować wszelkie dotychczasowe mankamenty z nudą i brakiem obycia na czele.
Słyszałem, jak chwalił się swoimi upodobaniami. Myślę, że dalej to robi.
Ktoś przecisnął się tuż przed Wyrokiem, nadepnął go nieumyślnie i przeprosiwszy, ruszył dalej. Wyrok zignorował go. Zignorowałby, nawet gdyby wypadek spowodowała płonąca żyrafa.
Prawy rząd stałych licytatorów był już niemal w całości obsadzony, w pozostałych, tylnych gwar rozmów nie słabł, a wraz z zajmowanymi miejscami zdawał przybierać na sile. Nieme diabły krążyły po obrzeżach sali, w tę i z powrotem, zawracane i odsyłane komendami organizatorów. Rzędy debiutanckie zapełniały najwolniej, zwłaszcza że pomimo oczywistych korzyści mało który z debiutujących kwapił się zajmować miejsca najbliżej podium.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław