Plac Ludów

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:19

Obrazek Wyłożone kamieniem alejki i łukowate bramy wiodące spod Teatrum oraz Bramy Klasztornej spotykają się przy rozległym placu. Zaokrąglony ryneczek otaczają wyłącznie stare domostwa, z podcieni usunięto stoiska oraz stragany, po których ostały się jedynie ślady na bruku, zaś zwyczajowo stawianą w centrum okręgu studnię zastąpił starannie zbity, drewniany podest. Nie pręgierz, szafot ni szubienica, ku zaskoczeniu przyjezdnych, lecz mównica. Cichy, spokojny Plac Ludów regularnie wypełnia się po brzegi kolorowym tłumem wsłuchanym w wyniesioną ponad nich sylwetkę. Zazwyczaj jest to duchowny, miejscowy kapłan lub nawet proboszcz lokalnej świątyni wygłaszający orędzia, a niekiedy okolicznościowe kazania dla wiernych. Równie często jednak na drewnianym podwyższeniu ujrzeć można prostego człeka Novigradu — urzędnika, kupca, rzemieślnika… Nawet członka miejskiej straży bądź robotnika z nadbrzeża. Na Placu Ludów, na tamtym podeście, nikt nie jest swym statusem, nikt nie jest urzędem, rangą ani profesją. Wszyscy są mieszkańcami grodu. Każdy prostak w tłumie może wysłuchać lub zostać wysłuchanym, dokładając swą inicjatywę do życia, polityki i administracji miasta — ponoć pojawiały się tam takie, które rzeczywiście zrealizowano. Tak długo, rzecz jasna, jak głoszący z mównicy ma właściwy kształt uszu, zaś jego przekonania nie kłócą się z sakralnymi doktrynami.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 09 sty 2020, 22:48

Aco zapamiętał robotę jako dużo prostszą, aniżeli się okazała. Swego czasu potrafił wyżyć z tworzenia różnego rodzaju mebli. Teraz, z takimi umiejętnościami, nikt nie dałby mu porządnej roboty. Dopiero kilka drzazg przypomniało mu, jak wyglądały początki. Pierwszy stołek nie wytrzymał nawet jednej wiosny, rozpadając się któregoś razu pod nieszczęśnikiem, który akurat postanowił posadzić na nim tyłek. Mańkut westchnął cicho. Czuł jakby ktoś, gdy tylko nie patrzył, zamienił jego ręce miejscami z przywiezionymi kawałkami drewna. Chciał zrobić jedno, jego palce robiły drugie. Jeżeli kiedykolwiek miał nadzieję zabłysnąć przed Zatorem jakimś fikuśnym meblem, rzeczywistość szybko sprowadziła go na ziemię. Zaczynał swoją przygodę ze stolarstwem niejako od nowa, postawił więc na przedmioty do bólu proste.
Cisza, przerywana jedynie przez dźwięk narzędzi, sprzyjała myśleniu. A myśleć akurat Aco miał o czym. Cała pewność w swoje umiejętności, jaką miał jeszcze kilka chwil wcześniej, zniknęła. Jeżeli miał przeżyć w Novigradzie, musiał zacząć zarabiać. Dotychczas Zator pokrywał wszystkie wydatki, lecz to nie mogło trwać wiecznie. Bez stałego dochodu, mógł któregoś dnia obudzić się z ręką w nocniku i bez grosza przy duszy. Obrał zatem wstępny plan na nadchodzące dni — za wszelką cenę polepszyć swoje umiejętności.
— Kurwa mać... — syknął, nie po raz pierwszy, gdy coś mu nie wyszło. W końcu jednak skończył. Palcami odgarnął z twarzy przepocone włosy, zaczesując je w tył. Rozprostował plecy, wykonał kilka obrotów głową, w nadziei na rozluźnienie napiętych mięśni karku. Spojrzał na stojące przed nim meble i skrzywił się nieco. Były proste, być może nawet zbyt proste. Z drugiej jednak strony, Zator brzmiał, jakby zależało mu przede wszystkim na praktycznym aspekcie, a w mniejszym stopniu na wyglądzie. Nie miał wielu powodów, aby martwić się reakcją gospodarza, ale mimo to tak właśnie zrobił. Oparł się o ścianę i w oczekiwaniu na Zatora, w głowie zaczął planować wymówki.
— Dawno w drewnie nie robiłem. Proste, ale porządne. Na krzesło można jaki fajny koc rzucić. A łóżko jak łóżko, nie musi być piękne. Ech, kurwa mać... do dupy to brzmi — myślał, myślał... i jak to często bywało, za wiele nie wymyślił.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 12 sty 2020, 2:43

Zawiasy we frontowych drzwiach kamienicy zaskrzypiały głośno, następnie rozległ się dźwięk zasuwy oraz zatrzaskiwanej na skoblu kłódki. Chwilę później skrzypienie powtórzyło się w drzwiach do warsztatu, a do środka, zgodnie z przeczuwaniem Aco, wkroczył Zator, oświetlając sobie drogę świecową latarnią i nanosząc błota na klepisko. Uścisnął dłoń milczącemu Baderowi, z którym minął się w progu, mruknąwszy do niego coś, czego najemnik nie dosłyszał. Właściciel zakładu skinął głową i wyszedł, zostawiając ich samych, Zator zaś, gładząc pokaźny, żółty jak słoma wąs, postawił lampę obok żelaznego imadła i zatknął kciuki za pas, przez dłuższą chwilę przyglądając się sprawionemu mu przez Mańkuta nowemu umeblowaniu.
No — odezwał się w końcu. — Tośmy kwita. Dobrze, wniosę se jutro. Noc ciemna, nie myśl, że cię tak wypędzę jak psa na ulicę. Przedrzem jeszcze na górze, jeśli wola. Sprzątnij ino, co trza i wygaś kaganki. Mi mus wyciągnąć gnaty.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 12 sty 2020, 19:40

Obawy Aco, przynajmniej te krótkoterminowe, okazały się niepotrzebne. Zator może nie skakał z radości, ale z pewnością nie narzekał. Mańkut raz jeszcze rozprostował obolałe plecy i kiwnął głową.
Jasne. Dzięki. — Nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Otrzepał dłonie z pyłu i rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego wzrok, na tyle ile było to możliwe, przyzwyczaił się do panującego wokół półmroku. Bez zbędnego marudzenia wziął się za sprzątanie narobionego bałaganu. Matka zawsze mu powtarzała, że tak nie wypada.
Zajęcie było na tyle mechaniczne i nie wymagające myślenia, że pozwolił swojemu umysłowi zająć się czymś innym. Był to najlepszy na to moment, jako że w nocy spodziewał się szybkiego nadejścia snu. Po prawdzie, czuł że gdy tylko zmruży oczy, otworzy je dopiero następnego ranka. Praca dała mu się we znaki. Nie mógł jednak nazbyt narzekać. Wolał każdego dnia klecić meble, niż spędzać godziny w końskim siodle. Była to największa wada ciągłych podróży. Na samą myśl o siodle zaczynała go boleć najniższa partia pleców.
Aco znalazł się w sytuacji dla siebie dość nietypowej. Wszystko, czego doświadczył w przeciągu ledwie dwóch dni było dla niego nowe i unikalne. Wydarzeń tych było całkiem sporo. Poznał Zatora, którego pomocy najpewniej nie zapomni do końca swoich dni. Zaznał nieco wiejskiego powietrza, przy okazji ratując chłopaka z objęć rzeki. W końcu poznał Lenkę, której wspomnienie przez wiele jeszcze tygodni mogło wywoływać u niego przyspieszone bicie serca. Ponad wszystko jednak, Mańkutowi towarzyszyło nieodparte uczucie, że miał sporo szczęścia. Jego pierwsze spotkanie z Novigradem mogło skończyć się zdecydowanie gorzej. To dopiero dwa dni, upomniał się w myślach. Czekało na niego ich jeszcze sporo. Z pewnością więcej, niż znał liczb (chociaż nie była to wysoko powieszona poprzeczka, bo znał ich niewiele).
Sprzątnąwszy tyle ile zdołał, pogasił kaganki, zgodnie z prośbą Zatora. W nowo zapadłej ciemności, pochwycił jedną, ostatnią myśl. Niepokoiło go, jak niewiele wiedział o planach Iskry. Zawsze znikała w podobny sposób, mówiąc niewiele. Czasem nie było jej kilka dni, innym razem kilka miesięcy. Jak długi miał być ten okres tym razem? Z siostrą u boku wszystko w życiu szło mu łatwiej. Bez żadnej wiedzy, zaś z wieloma zmartwieniami i domysłami, pozostało mu tylko westchnąć i udać się na bardzo potrzebny wypoczynek.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 18 sty 2020, 21:33

Aco zastał mieszkanko na piętrze kamienicy dokładnie takim, jakim widział je ostatni raz z rana; drzwi do sąsiedniej izby były zamknięte, a wnętrze oświetlała pojedyncza świeca stojąca w kałuży stopionego wosku, obok nadgryzionych resztek jedzenia i wyszczerbionego, glinianego kubka. Nogi same poprowadziły go prosto do leżącego na gołych deskach siennika, w który zapadł się jak w toń.
Przebudził się wczesnym rankiem. Bardzo wczesnym. Światło wpadające do pomieszczenia było ostre, krwawe i świtające, a gwarny za dnia Plac Ludów, na które wyglądało jedyne okno w izbie spowijała wciąż senna cisza. Mimo to, tym razem zbudził go hałas i szuranie.
Zator krzątał się wokół kuchennej komódki, nie podejmując specjalnego wysiłku, by stłumić podzwanianie naczyń oraz skrzypienie szuflad i szafek. Odwrócił się z umazaną smalcem pajdą chleba, akurat w porę, żeby przyłapać zaspanego najemnika na podnoszeniu z posłania nadal ociężałej głowy.
Zbudziłeś się. Dobrze. — Otarł okruchy z wydatnego wąsa. Na nogach miał już buty, a u pasa prosty, krótki miecz, jakich nie brakowało przy biodrach co bardziej przezornych mieszczan. — Nie mam w zwyczaju wyganiać gościa spode dachu, ale mus mi leźć na robotę. A i gospody tu nie prowadzę.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 19 sty 2020, 11:21

Sen, chociaż w mniemaniu Aco zdecydowanie za krótki, przywrócił mu część utraconej poprzedniego dnia energii. Niestety, w zestawie znajdował się również nieznośny ból karku i rąk. Jako że godzina była iście heretycka, stęknął cicho podnosząc się do pozycji siedzącej. Przetarł oczy. Czasem zazdrościł ludziom ciężkiego snu. Zdolność do przespania każdego hałasu mogła być zgubna, gdy ktoś wiódł niebezpieczne życie, lecz dla szarego mieszczanina potrafiła być prawdziwym błogosławieństwem.
Na słowa Zatora w końcu zwlókł się z łóżka. Stanął na nogi, ziewnął, rozciągnął się, pozwalając zmęczonym kościom strzelić tu i tam. Poprawił ubrania i skórzaną rękawicę, przeczesał palcami włosi, podrapał się po brodzie. Tym samym poranne oporządzanie się miał za sobą. Rzucił wzrokiem na pusty wciąż Plac Ludów. Miał przed sobą cały dzień, który mógł przeznaczyć... na coś. Nad konkretnym planem miał jeszcze pomyśleć.
— Jasne... ten, dzięki ogólnie. Za wszystko — zaczął zręcznie — Jakby kiedy co trzeba było... nie wiem, pomóc, wiadomo, cokolwiek. To śmiało. No i ten, yyy.... jak będzie okazja się widzieć, no nie. Bo w sumie nie wiem jeszcze co robić będę. Ani gdzie. Ale to mniejsza.
Wyciągnął dłoń, pierw lewą, by chwilę później zamienić ją na prawą, przypominając sobie powszechnie przyjęte zasady. A potem? Mańkut miał kilka pomysłów do rozważenia. Poprzedniego wieczora poważnie rozważał kontynuowanie zabawy w stolarkę, lecz nie wziął pod uwagę kilku ważnych szczegółów. Nie miał narzędzi, warsztatu, drewna. I o ich zdobycie mogło być ciężko. No bo kto wypożyczyłby sprzęt nieznanemu rzemieślnikowi? Pewne kwestie mógłby pewnie załatwić za pomocą kilku monet, lecz inne stały daleko poza zasięgiem jego możliwości finansowych.
Drugi pomysł dotyczył posiadanej przez niego książki. Mógł poszukać kogoś, kto by ją wycenił, podał mu tytuł lub w zasadzie cokolwiek na jej temat. Szybko odrzucił również tę opcję. Uznał, że potrzebuje do tego kogoś zaufanego, kto nie będzie próbował go oszukać.
A jakby tak do Lenki... nie, to brzmiało jak kompletna głupota. Nie po to dopiero co tyle wycierpiał, by z własnej woli pchać się w te tortury. Co najwyżej, jakby była jakaś okazja zajechać na wieś. Tak, przy najbliższej okazji tam zajrzy. Nie wcześniej.
Tartak pozostawił sobie jako ostatnią ewentualność. Skoro ciągle szukali tam kogoś do pracy, to zawsze zdąży tam podejść. Wolał przez ten czas poszukać czegoś bardziej atrakcyjnego. Ostatnia myśl, jaka przyszła mu do głowy, to popytać w karczmie, czy nie trzeba komu kogoś z mieczem u boku. Mógł rozejrzeć się co prawda po tablicach ogłoszeń, gdyby litery nie sprawiały mu tyle kłopotu. Do tawerny nie musiał się jednak śpieszyć. Godzina była wczesna. Postanowił więc, wybierając dość losowy kierunek, że przejdzie się nieco po mieście. Prędzej czy później musiał się w nim rozeznać.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 10 sty 2023, 1:45

Czerwona budziła się do życia, zawieszona w owej ulotnej formie pośredniej, która poprzedzała zwyczajowy rozbawiony rozgwar, z którego słynęła po zmroku. Kurwy i narożnice wszelkiej maści i świeżości, wychodziły na ulicę, zwiastując przepoczwarzenie się dzielnicy z uśpienia w stan szczytowej świetności. Przyjezdne młodziki, w większości żaczkowie z nieodległego Novigradowi Oxenfurtu, kręcili się tu i ówdzie, szukając miłego i względnie taniego miejsca na resztę wieczoru, które nie ogołoci ich szczupłych zasobów. Tutejsi i co bardziej oblatani klienci nie tracili czasu na snucie się od szyldu do szyldu, a karnie, zwarto i z birbancką pieśnią na ustach maszerowali do upatrzonych i sprawdzonych zawczasu lokali, nie licząc się z niczym ani z nikim, a zwłaszcza nieuważnymi przechodniami, którzy mieli pecha znaleźć się na tej samej trajektorii co oni.
Podobnie jak ostatnio prowadził Tilo, orientując się w bocznych uliczkach nie gorzej od zamieszkujących je bezpańskich psów i kotów. Szli obrzeżami, omijając ruchliwsze okolice Teatrum (w którym miast krwawego sportu, wystawiano dla odmiany jakąś sztukę), przechodzili przez wąskie gardziele bram i jedną zapuszczoną kamienicę, którą jej małomówny towarzysz otworzył kopniakiem w zamek i przejściem przez ciemne, cuchnące stęchlizną wnętrze bez zatrzymywania się.
Tak oto, po kilku minutach wędrówki znaleźli się na zaokrąglonym i opustoszałym o tej porze ryneczku. Poza kilkoma przechodniami, podpierającymi ściany panienkami, jedynymi bywalcami okolicy była grupa obsmyczonych wyrostków w skórach rozwalonych na podium z mównicą. Zajęci byli piciem i pluciem na przemian, okazjonalnie przerywanymi wybuchami zbiorowego rechotu.
Tilo ominął ich szeroko, unikając kontaktu wzrokowego, przystanąwszy w jednym z otaczających placyk podcieni, by spojrzeć szerzej i zorientować się w sytuacji. Po krótkim namyśle poprowadził ich kawałek dalej, obchodząc budynek, przy którym się znaleźli, obchodząc od strony pobliskiego miejskiego muru, by w końcu znaleźć się przed odrapanym frontem przylegającego do placu budynku, sąsiadującego z lombardem o wdzięcznej nazwie „Na Krechę”.
To tutaj. — Tilo zatrzymał się przed drzwiami, stwierdzając oczywistość. — Piętro ze strychem. W środku możemy natrafić na różny element, zwykle mało groźny. Nie wiem, ilu ich będzie. Ostrożnie z krokami, żeby w nic nie wdepnąć. Ani w nikogo. Jest też drugie wyjście, zwykle zagracone, ale przyda się je obstawić, dlatego sugerowałbym wejść razem. Jaka strategia?
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Vespera » 15 sty 2023, 0:17

W wolnych chwilach Tilo mógłby bez przeszkód tworzyć itineraria dla swawolnych wędrowców spragnionych wrażeń w Czerwonej. Dowiódł znakomitej orientacji w Novigradzie, wprawnie i bez przeszkód prowadząc Elspeth do zamierzonej destynacji. Miała nadzieję, że prócz znajomości miasta na poziomie równie dobrym co jego własna kieszeń, w owym zanadrzu Tilo krył również inne umiejętności przydatne dla ich arcyważnej misji odszukania jakiegoś męta społecznego.
Spojrzała ulotnie na nazwę lombardu, doceniając piękno dwuznaczności krechy w miejscu takim jak Czerwona.
Strategia jest prosta jak destylacja księżycówki. Wchodzimy razem i przyciskamy Hulaja — potwierdziła półgłosem Elspeth, która nie miała ochoty w pojedynkę wadzić się po drodze z jakimkolwiek elementem, nawet mało groźnym. — A jeśli go nie zastaniemy, rozejrzymy się po melinie i popytamy sąsiadów, gdzie go znaleźć. Nie przyznawaj tylko, skąd naprawdę jesteśmy.
Potem zaś chwyciła za klamkę i wzięła się do roboty niechętnie, ale z poczuciem konieczności.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 18 sty 2023, 23:53

Tilo faktycznie krył inne umiejętności przydatne dla ich arcyważnej misji, ale o tym Elspeth miała się dopiero jakiś czas później.
Małomówny młodzieniec, swoim zwyczajem, potwierdził, że rozumie, samym tylko skinieniem głowy i nie marnując czasu, pchnął otwarte drzwi, wchodząc jako pierwszy do środka. W tych okolicznościach można było mu to poczytać wręcz za kurtuazję. Rozpoznawał teren i szukał zagrożeń.
Terenem okazało się ciemne, na wpół zapuszczone wnętrze. W środku panował półmrok — i tak jak przewidział jej partner — rupieciarnia. Głównie w postaci kulawych stołków, zakurzonych sprzętów, głównie kuchennych utensyliów oraz zalegających wkoło płóciennych worków. Dwa pomieszczenia na dole, po lewej kuchnia, z zapuszczonym, rozpalanym niedawno piecem i girlandami gnijącego czosnku zawieszonymi na ścianach. Po prawej pozbawione mebli pomieszczenie wypełnione zbitymi skrzyniami i kuframi niby prowizoryczne składowisko, oświetlone wyposażonym w przykurzone błony okna. Oprócz sprzętów, po podłodze walały się również pojedyncze postacie. Doliczyli się w sumie trzech, dwóch zalegających w kątach i jednego zwiniętego pośrodku pomieszczenia na improwizowanym barłogu uczynionym ze sterty szmat, kurczowo trzymającej się pustej butelki. Przynajmniej kilka podobnych było rozstawionych po całym pomieszczeniu. Wszystkie bez wyjątku puste, jedna w stanie sypkim. Tilo wydłużył krok, by przejść nad rozbitym szkłem.
Było duszno, śmierdziało potem, przetrawionym alkoholem i dymem, który był najmilszą wonią ze wszystkich pozostałych, a przy tym najbardziej pożyteczną, bo tłumiącą je. Jak na standardy meliniarskie — mogło być dużo gorzej.
Jest jeszcze góra — szepnął Tilo, wspominając pozbawione balustrady drewniane schody, które minęli w dzielącym korytarz przedsionku, za którymi znajdowało owo zagracone drugie wyjście z budynku. Graciła i grodziła je beczka, na której stała wypalona świeczka. — Hulaj ma tam kwaterę. Parter… Udostępnia.
Udostępniony parter wypełniły odgłosy gromkiego chrapania dobiegające z barłogu pośrodku pokoju, w którym się znajdowali. W jednym z kątów pomieszczenia, tym pod oknem dobiegły też odgłosy miarowego stękania.
Planujesz ich rozpytać? — spytał Tilo, mając na myśli pogrążone w półmroku i półśnie ciała w pomieszczeniu. Po grymasie, który przez ulotny moment zagościł na obliczu przydzielonego jej pomocnika, dało się zmiarkować, że było to drugie pytanie, którego zadania dzisiaj żałował.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Vespera » 26 sty 2023, 1:03

Elspeth brodziła w tym brudzie jak bocian w wodzie, zamaszyście próbując unikać wdeptywania w przypadkowy chłam. Karczma „Pod Pręgierzem” na tle meliny Hulaja wydała się nagle pałacem Beauclair. W tamtym królestwie przynajmniej grasował tylko jeden karaluch, tu zaś robactwa panoszyło się po podłodze więcej. Efa nie miała przy sobie repelentów na prusaki, tedy dezynsekcja meliny musiała jeszcze poczekać.
Tylko w ostateczności. Sprawdźmy najpierw górę — przychyliła się do niewerbalnej opinii Tila na temat indagacji obwiesi, odwzajemniając kwaśną minę. Nastąpił bowiem jeden z rzadko spotykanych momentów w jej życiu, kiedy z własnej i nieprzymuszonej woli odpuszczała komuś dręczenie pytaniami.
Liczyła jednak na to, że altruistyczny władca kloszardów będzie na swoich włościach na strychu, czym uczyni zbędnym konieczność interakcji z śmierdzącym elementem.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 28 sty 2023, 2:46

Tilo nie tylko mówił, ale również poruszał się cicho. Udowodnił to krótko po tym, kiedy zdecydowali się sprawdzić górę — chociaż stopnie schodów były wysłużone, a średnio co trzeci trzymał się na słowo honoru, zbutwiałe drewno nie skrzypnęło ani razu pod jej partnerem, pomimo że wydawał się od Elspeth cięższy.
Zatrzymał się przed samymi drzwiami i nasłuchiwał, przyłożywszy do nich ucho. Zaraz potem pochylił nad zamkiem, z cienkim wytrychem, który mignął mu w palcach, ale wnet spostrzegł się, że drzwi nie są zamknięte. Tilo ściągnął czoło, przyjrzawszy się uważniej drzwiom, powiódł dłonią wzdłuż ich krawędzi, po której znajdował się zamek. Drobne ubytki, zdradzane przez sterczące drzazgi wskazywały, że ktoś był tu już przed nimi. Ktoś, kto poradził sobie z zamkiem mniej subtelnie niż planował zrobić to Tilo. Brak wyraźniejszych zniszczeń sugerował jednak, że nie potrzeba było dużo siły, by wyważyć sobie drogę do kwatery „gońca”.
Małomówny agent in spe pchnął w końcu drewniane skrzydło, drugą, wolną rękę trzymając za plecami, blisko wiszącego mu na pasku piernacza.
Wnętrze wyglądało jak pogorzelisko, co dodatkowo potęgowało czerwień popołudniowego słońca, sycącego swym dogorywającym blaskiem niewielkich rozmiarów pokój. Stół, dwa krzesła, blaszane wiadro, opustoszała biblioteczka, wybebeszony kufer, z którego niby wyprute z brzucha zwierzyny wątpia, walały się po podłodze różne części męskiej garderoby, w przeważającej większości onuce i kalesony. Jednak tym, co zwróciło ich uwagę, było łóżko w rogu, a zwróciło ją, gdyż to właśnie tam dostrzegli pierwszy ruch w pomieszczeniu.
Rozczochrana, ciemnowłosa kobieta o podkrążonych oczach i zapadniętej twarzy, dodatkowo oszpeconej rozmazanym makijażem, uniosła się na ich widok, taksując obydwoje spojrzeniem przekrwionych oczu. Na podstawie samej tylko twarzy, a z powodu ogólnej chudości i wyniszczenia organizmu nie dało się określić jej wieku, równie dobrze mogła mieć szesnaście, jak i sześćdziesiąt lat.
Elspeth w pierwszej kolejności przyszła na myśl pocięta kurwa, która widziała jeszcze u waleta. Nieco bezsensownie, bo wyglądem różniły się diametralnie. Elementem wspólnym było jednak ich legowiska — skopane barłogi przesiąknięte śladem i zapachem taniego wina oraz innych, równie podłych wydzielin.
Zajęte! — zabełkotała w ich kierunku, macając wkoło żylastą dłonią. Tilo napiął się, odruchowo sięgając po piernacz, gestem dał znać Elspeth, by nie podchodziła, kiedy macająca wkoło dłoń zacisnęła się na rękojeści wąskiego jak mizerykordia stiletto. Ostrożność szczęśliwie okazała się na wyrost, bo posiadaczka ostrego narzędzia poprzestała na dzierżeniu go w trzęsącej się dłoni. Nie wyglądało na to, by była w stanie podnieść się z legowiska o własnych siłach. Nie wyglądało również na to, by zamierzała. — Poszły stąd, rajzery. Wyskrobki, gówniarze…
Do wydawanych przez kobietę odgłosów włączyło się intensywne gruchanie gołębia. Jedyne okno w pomieszczeniu było otwarte na oścież, rysując przed nimi panoramę na miejski mur rozciągającą się za nieludzko obsranym parapetem. Poza gruchaniem dobiegał ich również przytłumiony szum Czerwonej, który jeszcze do niedawna mieli okazję słyszeć z bliska.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław