Kostnica i biuro koronera

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 24 kwie 2018, 20:42

Obrazek Niemało wody w Pontarze upłynęło, nim świeckim władzom miasta udało się przekonać kapłanów oraz konserwatywnych członków miejskiej ławy, że w Novigradzie potrzeba miejsca takiego jak to. Początkowo przedstawiciele kleru wyklinali oraz potępiali proceder przetrzymywania nieskremowanych zwłok do badań, dopóki — na wniosek służb bezpieczeństwa — nie przystali na polubowne wyjście z sytuacji. „Kostnica? Dobrze, niechże i będzie. Nawet w obrębie świętych murów naszego grodu. Ale nigdzie indziej jak na Czerwonym Mieście, razem z bordelami i całą resztą plugastwa!”. Jak powiedziano, tak zrobiono. Od tamtej pory niewielki budynek na obrzeżach dystryktu nieludzi i biedoty został zaadaptowany na miejskie mortuarium oraz biuro koronera. Wchodząc do środka, łatwiej potknąć się o butelkę niż o trupa. Połowa z nich zawiera spirytusowe odczynniki użyteczne przy autopsji oraz konserwacji preparatów, cała reszta — preparaty użyteczne przy konserwacji dobrego nastroju u żywych, również na bazie etanolu. Zabytkowe kredensy oraz komódki odziedziczone przez kostnicę po poprzednich właścicielach budynku wypełnione są nie bibelotami oraz zastawą, ale narzędziami prezentującymi się jak żywcem wyjęte z mokrego snu interrogatora. Haki, spinaki, zestawy noży o różnych ostrzach, piły, grube szpule nici — wszystkie cierpliwie czekające na zapełnienie ulokowanego na środku pomieszczenia stołu nowym transportem ze szpitala.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 16 cze 2020, 22:47

Ciało przy kominku było drobne i na ile dało ocenić się to pod nakryciem, należące do dziecka lub kobiety filigranowej budowy. Koroner uklęknął przy pustej szafce. Potrząsnąwszy meblem dwukrotnie, zapatrzył weń ze znaczącą, zamyśloną miną, oceniając znajdujące wewnątrz kurz i pajęczyny.
Chyba się nie uda. Musimy czekać na dostawę — oświadczył, wydając z siebie głośny pomruk konsternacji i zatrzaskując drzwiczki. — Mogę pomóc z noclegiem.
Metys odwrócił się od mebla, odpowiadając grającym w kącie ust uśmiechem na jej rozbawione spojrzenie, interpretując je sobie pochlebnie.
Podniesiona płachta, ku zaskoczeniu Morgany, uwolniła mieszankę róż i malin, ukazując oblicze śpiącej dziewczyny. Ciało było nie tylko świeże, ale zachowało rumieńce i kolory żywej osoby. Brak oddechu był jedynym objawem odróżniającej wiekuisty sen zmarłej od zwykłego.
„Miki” nie przejął się samowolką wizytatorki, zbyt zajęty nabijaniem fajki i gadaniem.
Nie zawsze, ale często. To niebezpieczne miasto, rzadko sypiam. — oświadczył z właściwą bohaterom skromnością i spojrzeniem wskazującym, że nie miałby nic przeciwko temu, by sypiać częściej. Zwłaszcza w towarzystwie gościa. — Noc zebrała obfity plon.
Elf z domieszką ludzkiej krwi, zaciągnął się, wypuszczając wonny, gryzący dym w kierunku powały. Oczy zeszkliły mu się lekko. Odejmując przedmiot od ust, wyciągnął cybuch w jej stronę.
— Pykniesz... Jak ci jest?


► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 491
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 20 cze 2020, 15:12

Widok pustego i zarośniętego kurzem wnętrza szafki uzmysłowił naraz Morganie to, co powinno być dla niej jasne już od momentu, w którym usłyszała „Zapraszam” zamiast „Wynocha”, a mianowicie, że nie ona jedna tego dnia postanowiła odstawić na zapleczu kostnicy teatrzyk.
A to pech... — westchnęła, kontynuując nieoczekiwaną farsę. — Mam problemy z zaśnięciem w obcym łóżku... No, ale trudno, jak mus to mus. Życie ważniejsze od wygody. Będę wdzięczna za pomoc — dodała z filuternym uśmiechem.
Uniósłszy prześcieradło, Morgana wciągnęła ze świstem powietrze. Kwiatowo-owocowy aromat wypełnił jej płuca, w oczach odmalowało się niedowierzanie. Musnęła zarumieniony policzek dziewczyny opuszkami palców, jakby chciała ją delikatnie obudzić.
Słyszałam to i owo — przyznała. — Ale nie sądziłam, że aż tak... I jeszcze ta cała zaraza... Nie boisz się?
Mavelle odwróciła głowę w stronę koronera. Pytające spojrzenie prześlizgnęło się po cybuchu i ramieniu w górę, przez pierś i szyję metysa, aż dotarło do jego zeszklonych oczu. Uśmiechnęła się półgębkiem, przygryzając dolną wargę. Po chwili udawanego wahania podeszła doń i wzięła fajkę.
Jutta — rzekła krótko, tak samo zaciągając się dymem. Krótko, ostrożnie i niezbyt głęboko, by nie zmienić potencjalnego flirtu w pierwszą pomoc. Albo ostatnią posługę. — Dzięki... — Inwigilatorka wydmuchnęła pachnący obłok i oddała „Mikiemu” fajkę.
To ta mieszanka do okadzania? Gryzie, bladź — odkaszlnęła w kułak — jak wyrzuty sumienia... Musi skuteczna. Jesteś pewien, że nie żyje? — „Jutta” zmieniła nagle temat i spojrzała na leżącą na stole obok żywą-martwą dziewczynę. — Pachnie lepiej ode mnie. I wygląda tak... świeżo. Co jej się stało?


► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 21 cze 2020, 20:00

Żadne z nich... — Miki zatoczył cybuchem po pomieszczeniu, pyknął kółko z resztek dymu. — Nie padło na zarazę.
Metys rady uśmiechom i spojrzeniom kobiety, podzielił się z nią fajką. Jej dym smakował jak palona łąka, drażnił gardło. Miki przyglądał się jej ciekawie kiedy paliła, uśmiechnął lekko na jej kaszel i udzielając odpowiedzi na pytanie o skład mieszanki.
Wonne zioła zbierane przez dziewicze kapłanki Melitele. Również wielce skuteczne przeciw zarazie. Będę miał więcej, jakbyś potrzebowała, Jutta.
Zapytany o młodą niewiastę, półelf przeniósł swoją uwagę na umalowane i wyperfumowane zwłoki.
Zamierzam to ustalić. Ktoś bardzo się postarał, żeby tak wyglądała. To coś więcej niż zwykłe ukrycie śladów. Nigdy w życiu nie widziałem lepiej sprawionego trupa. Gdybym to ogłaszał, każdy zbok w mieście zadłużyłby się u Cianfanneliego w zamian za mój klucz od zaplecza.
Metys klepnął się w kieszeń fartucha, szczerząc nieładne uzębienie w jeszcze brzydszym uśmiechu.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 491
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 22 cze 2020, 23:15

To wszystko ofiary przestępstw? Przestępstw jednej nocy? — Morgana uniosła brwi, próbując wyglądać na zdumioną i wystraszoną. — Chyba nigdy już nie wyjdę na ulicę po zmroku, będąc w Novigradzie...
Starała się trzymać roli przejezdnej prowincjuszki-podfruwajki, szukającej w dużym mieście tyleż zapasów, co rozrywek, ale nie potrafiła się skupić. Jej zdziwienie było płytkie, zalęknienie — płaskie i nieszczere. Poczuła lekki zawrót głowy, w gardle drapało ją wspomnienie palonej łąki.
Zaczynam się zastanawiać — odchrząknęła — czy miast ziół i nalewek, nie sprawić sobie lepiej kawałka ostrego żelaza. I czy w ogóle istnieje jakaś zaraza, oprócz tej czyhającej po ciemnych bramach i zaułkach.
Mavelle oparła się biodrem o stół i zapatrzyła na „śpiącą królewnę”, podczas gdy koroner snuł wobec denatki swoje mało smaczne plany biznesowe. Inwigilatorka zastanawiała się ile — i jakiego rodzaju — prawdy może się kryć w tym z pozoru niewinnym żarcie. Na brzydki uśmiech półelfa Morgana odpowiedziała własnym, całkiem ładnym.
Zboków nie brakuje — przyznała. — Ciekawe, po co ktoś się tak natrudził, jak myślisz? Bo chyba nie dla uciechy lokalnych dewiantów. Gdzie ją znaleziono?
Może opowiesz mi przy piwie? — dodała szybko, orientując się, że chyba całkiem wyszła z roli. — Jeśli oczywiście masz czas... To dużo pracy jak na jedną osobę. Nikt ci tu nie pomaga?
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 24 cze 2020, 22:34

Miki przytaknął bez słowa, bo akuratnie zajęty fajką.
Żelazo też mogę ci skołować. Okazyjnie. — Chrapliwe słowa uleciały z jego gardła razem z dymem. Metys odchrząknął, by pozbyć się chropowatego brzmienia, pyknął krótko.
Dla swojej też nie — Półelf także zapatrzył się na denatkę, wciąż drażniącą obserwującą Morganę dziwnym przeczuciem, jak gdyby za chwilę miała się przebudzić i podnieść ze stołu. Metys, nawykły do większej obcesowości wobec klientów, bezceremonialnie odsłonił ją do pasa, ukazując drobne, pozbawione obrażeń ciało z małymi piersiami, jeszcze nietknięte rozkładem i niezeszpecone bruzdowatym i pozszywanym „Y”. — Nie znalazłem śladów.
Cybuchem wskazał na nieodsłoniętą część dziewczyny, dając do zrozumienia, jakiego rodzaju ślady ma na myśli. Kilka z tych ostatnich przemknęło mu przez głowę. Uzewnętrzniło na twarzy, która na ułamek sekundy zmieniła się pod wpływem przedłużającego się indagowania ze strony nierozgarniętej przyjezdnej, nadto spokojnej w obecności dziesiątek ciał i sprawiającego je niedotykalnego.
O dziwo, propozycja wspólnego kufla pomogła. Zwątpienie natychmiast zgasło w oczach półelfa, leniwy rezon powrócił mu na gębę razem ze zwyczajowym wyszczerzem.
Nie w tej chwili. Co robisz dziś wieczorem?
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 491
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 28 cze 2020, 19:15

Ofertę skołowania broni Mavelle puściła mimo uszu, choć zastanowiło ją przez ułamek chwili czy była jakakolwiek rzecz lub sprawa, której półelf by nie załatwił. Okazyjnie, ma się rozumieć. Podejrzewała, że jeśli obiekt przysługi miał wypukłości w odpowiednich miejscach i niebrzydką twarz, „Miki” był w stanie skołować nawet gwiazdkę z nieba.
Inwigilatorkę korciło, by samej obejrzeć ciało, mimo że zupełnie się na tym nie znała. Była jednak całkiem spostrzegawcza, a przynajmniej lubiła tak o sobie myśleć. Być może dostrzegłaby coś, co umknęło koronerowi, bądź jeszcze nie miało kiedy wpaść mu w oko.
Powstrzymała się w samą porę, wyprowadzając jednocześnie „piwne pchnięcie”. Szczęściem — celne.
Zamierzałam wybrać się do amfiteatru — zełgała, pamiętając, że mijała przy Teatrum plakaty z obwieszczeniem o bożym sądzie, który miał odbyć się dziś wieczorem. U dołu każdego z nich widniał wielki dopisek: „WSTĘP WOLNY”, co zwróciło jej uwagę. — Podobno pojedynek jakiś ma być, czy coś... Ordynalia, chyba tak to się nazywa. Nie bardzo mnie to interesuje, ale jest za darmo. — Morgana westchnęła, by pohamować rodzącą się w piersi wesołość i całym wysiłkiem woli oderwała wzrok od uśmiechu metysa, przenosząc go na powałę. — A darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.
Szkoda — podjęła po chwili tonem świadczącym o czymś zupełnie przeciwnym i dającym do zrozumienia, że „Jutta” woli chlać piwsko z obcym facetem i gadać o trupach, niż patrzeć jak te ostatnie produkowane są w świetle prawa i oczach bogów. — Znowu nie zobaczę tej słynnej areny od środka.
Było jej niemal przykro, że wystawi koronera do wiatru. Jak na podrywacza zajmującego się zawodowo grzebaniem we flakach i bliskiego znajomego wampira wydawał się być całkiem w porządku. Szczerze żałowała, że nie mógł urwać się już teraz, przynajmniej czas by jej szybciej zleciał do wieczora.
To gdzie i o której?
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 29 cze 2020, 18:51

To nasza lokalna tradycja — objaśnił Miki, jak każdy rodowity Novigradczyk zdecydowany spełniać misję przybliżania atrakcyjnym przybyszkom niuanse życia w stolicy świata. Szpan wyciągnął go nieznacznie, chuderlawa pierś wypięła się do przodu, jednak błąkający się na twarzy ślad po uśmiechu i zmrużone oczy nie zwiastowały nadchodzącego popisu mitomanii ani piejących peanów. — Emerytowani mordercy na żołdzie miasta upuszczają krwi w piach protegowanym zbójom na oczach wiary ogryzającej szaszłyki. Kapłani nazywają to „sprawiedliwość”.
Żal z powodu nieujrzenia areny skwitował wzruszeniem ramion i kółkiem z dymu.
Jest pusta w środku. Jak wszystko w tym mieście.
Spytany o miejsce i porę, ruchem głowy wymagającym od szyjnych kręgów pewnego wysiłku, wskazał na najbliższe otoczenie — jedyne towarzystwo i butelki, na które mógł liczyć w najbliższym czasie. Wskazał z wyraźną niechęcią, ale pozbawiony dylematów. Cokolwiek trzymało go na zapleczu kostnicy — pryncypialność czy inny powód — trzymało równie mocno, co zapach konserwujących odczynników tutejszych ścian.
Nieprędko. Trafisz do „Szczurołapa”? To kawałek stąd, trzeba się kierować na Aleję Brunckhorsta i Bramę Wielką.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 491
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 02 lip 2020, 16:37

Inwigilatorka przyglądała się półelfowi z mieszaniną rozbawienia i kiełkującej sympatii. Podobał jej się. Może niekoniecznie z wierzchu i niekoniecznie jako kandydat do tańca i jebańca, ale polubiła go. Sama nie wiedziała dlaczego. Nigdy nie wiedziała. Źródło sympatii i antypatii Morgany Mavelle było tajemnicą nawet dla niej samej. Być może dlatego, że nigdy nie poświęciła tematowi choćby cienia refleksji.
Gdy koroner skończył mówić, „Jutta” odbiła od stołu i podchodząc doń na pół kroku, zadarła głowę, by przyjrzeć mu się z bliska. W kącikach jej ust błąkał się uśmiech, wyostrzając linie drobnych zmarszczek.
Cynik z ciebie, Miki — rzekła rozbawionym tonem, opierając dłonie na biodrach. — I do tego smutny filozof.
Zajrzała w zmrużone, zeszklone oczy półelfa, jakby chciała sprawdzić, czy on także, jako obywatel Novigradu, był pusty w środku. Czy może jednak ostały się w nim jakieś szczątki nadziei, lęków, marzeń i świństw, odbite pod powierzchnią skóry, czające się w zakamarkach twarzy, wypełniające go jakąś treścią.
„Nieprędko” to się ryby łowi — podjęła z udawanym wyrzutem. — Mogłabym pomyśleć, że chcesz mnie spławić… ale nie mam dziś ochoty na myślenie.
Inwigilatorka uśmiechnęła się znowu. Tak niedwuznacznie, jak tylko była w stanie, po czym zatrzepotała rzęsami. Miała nadzieję, że nie wyglądała przy tym jak skończona idiotka. Minęło już trochę czasu, odkąd stosowała podobne zagrywki, wszak uwodzenie właścicieli zagubionych kotów było raczej zbędne.
Będę czekała w „Szczurołapie”, po zmroku. Tylko nie sądź aby — zastrzegła, celując palcem wskazującym w pierś metysa — że do usranej śmierci. Nie jestem jakąś desperatką.
Podczas wypowiadania swej ostatniej kwestii, Morgana ubolewała, że nie ma ufryzowanych loków i jakiejś frymuśnej sukni z kuriozalną ilością falban. Mogłaby wówczas zarzucić koafiurą i miotnąć materią, schodząc ze sceny. Bo trzeba wiedzieć nie tylko KIEDY z niej zejść, ale i JAK. Niestety jedyną materią, jaką kobieta mogła sobie miotnąć tym razem, była ta uświniona i zdradziecka, wisząca u wejścia na zaplecze.
Do zobaczenia, Miki — rzuciła jeszcze przez ramię, nim zniknęła za kotarą i opuściła kostnicę.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 05 lip 2020, 1:14

W oczach Mykyty Zieglietza każącego zwać się Mikim, każąca zwać się Juttą Morgana znalazła nałóg. Nie było jej to powodem do zaskoczenia, kilka szczegółów nieumykających jej spostrzegawczemu oku kazało jej się zastanawiać nad „dziwnością” swojego interlokutora. Novum było dla niej to, że po raz pierwszy mogła to poczuć, wyraźnie jak bicie serca przez cienkie sukno, wrażenie tlące się bez ustanku z przodu czaszki. Pragnienie gorzkiej rozkoszy pobudzającej krew do krążenia, bezustannie towarzyszyło jego niesfornym i napiętym myślom, których szwargot napędzał go od środka, niepojętym sposobem przekształcając się w stojącą przed nią mieszaninę elfa, człowieka i nonszalancji, niby rwący nurt w miarową pracę młyńskiego koła.
Pragnienie powierzchowności Jutty, nadal wyraźne i świeże, było tam również. I również konwencjonalna ekstraspekcja byłaby w zupełności wystarczającą, by dociec tych wniosków. Podobne i raczej niezaskakujące u mężczyzny świństwa i nałogi stanowiły gros substancji Mikiego, od których nie potrafił abstrahować. Pod nimi zaś, pogrzebana niby w lawie satysfakcja ze swojej pracy. To właśnie ona, nie oswojenie z towarzystwem bladych stężonych ciał czekających na niego co wieczór, sprawiała, że śmierć wydawała mu się mniej straszna.
Jak zawsze, gdy nie skupiała się na konkretnym szczególe, to podobieństwa znajdowały ją same, często jako nieuporządkowane i nieproszone wrażenia oraz skojarzenia. Tak jak ona, Miki nie był stąd, choć zdążył się pozbyć nieznanego jej akcentu, ale nie rezerwy i niechęci wobec czegoś, co w jej własnym pojmowaniu przyszło do niej pod postacią Szara, od którego jak ostatnio wyratował ją Feretsi. Obydwaj znali się od jakiegoś czasu i utrzymywali w zapobiegawczej konspiracji układ, którego charakteru domyśliła się, zanim jeszcze naruszyła poufność korespondencji i zdecydowała się tu przyjść. Od frontu, nie od kawokany, dawnego zaułka hyclów na tyłach kostnicy.
Jeżeli mrugając, wyglądała jak idiotka, koroner miał tego nie zauważyć, sam zajęty własnym mruganiem i kaszlem. Załzawione oczy zeszkliły mu się jeszcze bardziej, trzymająca fajkę dłoń natychmiast odjęła ją od ust, druga dotknęła czoła. Popatrzył się na nią lekko nieprzytomnie, niepewnie powąchał palone właśnie zioła.
Pewnie — potwierdził na pożegnanie, odrywając wzrok od instrumentu do palenia, by podążyć za znikającą kobietą. — Do zwąchania.
Nie budząc jakże trafnie przezwanego „Susła”, Morgana wyszła na popołudniowe słońce Czerwonej Dzielnicy, której ruch i hałas stopniowo przenosił się od miejskich murów w głąb kamienicznych skupisk i ich zacienionych zakamarków. Stamtąd, gdzie stała, przy odrobinie spaceru i orientacji, miała otwartą drogę do głównej arterii, a z niej do prawie każdego zakątka miasta.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 491
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Juno » 06 lip 2020, 20:17

Opuściwszy koronera i jego biuro, Morgana stanęła na ulicy w ostatniej plamie cienia w zasięgu wzroku, rzucanej przez porośnięty mchem daszek nad wejściem do kostnicy. Odetchnęła głęboko, z wielką ulgą, jakby zdjęto z niej ciasno zasznurowany gorset. Uniosła prawą dłoń i przyjrzała się jej — drżała nieznacznie.
Westchnąwszy znowu, tym razem jakby z ukontentowaniem, inwigilatorka pozwoliła ręce opaść wzdłuż ciała, następnie rozejrzała się zamyślona w lewo, w prawo i do góry. Po chwili wahania ruszyła w kierunku zachodnim, tempem umiarkowanym, dostosowanym do pogody i własnych możliwości w taki sposób, by zminimalizować ryzyko zadyszki oraz ponownego przeobrażenia w utopca.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Vespera » 10 kwie 2023, 17:43

Ruszyli samotrzeć, ponownie drogami, które już tego dnia przemierzali. „Jeszcze raz” nie miało litości dla ich sfatygowanych kończyn i czasu wolnego, powielając się co rusz w śledztwie niczym znak probierczy tego kweresu. Kiedy jasnym się stało, dokąd zaprowadził ich przechera z Czerwonej, Elspeth nie poczuła się nawet zaskoczona. Ciężko było podejrzewać inny koniec dla gońca, który próbował skubać na prochach własny gang.
Pomimo tego jej facjata daleka była od kontentacji, a miłośnikowi ponurych facecji chętnie odwdzięczyłaby się mocniejszym kalibrem czarnego „żartu” charakterystycznego dla ludzi w jej fachu, ale szkoda było sił i czasu na takiego leszcza. Wyjęła zatem koronę, by nie znosić dłużej obecności tego śmiecia.
Kto go tak załatwił? — zapytała krótko o Hulaja na ostatek w trakcie podawania monety, choć bez wielkiej wiary w uzyskanie odpowiedzi. Gdyby zbytnik nie domyślił się, że to jest ten moment, w którym ma zjeżdżać, zamierzała wyrazić tę sugestię wprost dokładnie tymi słowami.
Kojarzysz Mykytę? — zwróciła się potem do Tila, od razu kierując się do wejścia do biura koronera.
Sama nie użyłaby czasownika „znać” względem wymienionego przez nią osobnika. Jednakże przelotny kontakt z koronerem w trakcie jednej z dawnych spraw, a także opinie jej szefa i innych znajomków z pracy wystarczająco przekonywały ją do jego wysokich kompetencji i to na tyle, że była nawet skłonna wybaczyć mu jego pochodzenie.
Ostatecznie towarzystwo trupów wydawało się lepszą alternatywą niż śmierdzące kloszardy z meliny na Placu Ludów. Z tą pokrzepiającą myślą, że gorzej niż dotychczas być nie może, zastukała kołatką do drzwi prowadzących do krainy zmarłych.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 17 kwie 2023, 0:41

Ulica — odparł śmieć, wzruszając ramionami i odbierając zapłatę. Odebrawszy, nie naprzykrzał im się dłużej swoją obecnością. Skręciwszy za węgieł, zniknął im z oczu i nie zobaczyli go więcej.
Tak — potwierdził Tilo, ruszając za Elspeth do wejścia. Zastukali do drzwi, czekając aż ktoś im otworzy. — Ale nie z pracy. Stąd.
Czekali długo. Tilo nawet zajrzał przez jedno z brudnych okienek do środka, ale najwidoczniej dostrzegając jakiś ruch, kiwnął do partnerki, wracając się pod drzwi. Chwilę później te otworzyły się z głośnym szczęknięciem łańcucha.
Psychopomp, który miał przeprowadzić ich przez wrota do krainy umarłych, okazał się małym, kędzierzawym karzełkiem. Przedwcześnie wyłysiałym, o opuchniętej, zmęczonej twarzy i podkrążonych oczach, które zmrużył nawet od resztek popołudniowego słońca, wpuszczanych razem z nimi do środka. Oczy miał małe, załzawione i kryło się w nich coś bystrego, nawet jeżeli chwilowo niedysponowanego. Poniżej nalanej twarzy wbity był w bury, wymiętolony kaftanik, skrojony jak dla dziecka. Butów nie nosił, przez co rozpoznanie w nim niziołka było równie łatwe, co alkoholika. Nie zaskoczyło jej to szczególnie. W mniej liberalnym od Oxenfurtu Novigradzie, zmarłymi, nawet w ramach naukowej praktyki, zajmowali się rozmaici „niedotykalni”: pariasi, wolni, nieludzie. Obsadzenie prosektoryjnego wakatu przedstawicielem małego ludku było zrozumiałą decyzją władz. A może i samego Mykyty, który dobrał sobie na partnera kogoś, komu podobnie jak jemu było dalej niż bliżej do bycia człowiekiem.
Słuuucham? — przerwał ciszę na widok przychodzących, jedną ręką trzymając drzwi, a drugą, drżącą parujący kubek z ziółkami. Favres nie potrafiła rozpoznać ich zapachu, ale tylko dlatego, że z wnętrza mortuarium przywiało zgoła mocniejsze wyziewy, przypominające jej studenckie czasy i praktyki z preparowania. — W czym pomóc? Mogę.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Vespera » 24 kwie 2023, 0:36

Najpierw Efa zwróciła uwagę na specyficzny zapach, wywołujący nieme cknienie za czasami Akademii. Dopiero potem jej wzrok spostrzegł gdzieś w dole istnienie kogoś, kto na co dzień funkcjonował fizycznie na poziomie prawie metra niżej, choć intelektualnie - zapewne trochę wyżej.
Wnioskując po aparycji, szambelan domu umarłych musiał mieć dziś ciężki dzień albo ciężkie życie. Niektórzy mówią, że nie można chlać jak się pracuje w kostnicy, ale to nieprawda. Można, tylko trzeba wstawać jak do drzwi pukają przedstawiciele miasta. Na tym polega odpowiedzialność.
Tak, możesz — Elspeth bezceremonialnie potwierdziła konstatację opoja. Jego stan nieszczególnie dziwił, bo oprócz konieczności obcowania z nieboszczykami, w Novigradzie istniało multum powodów do zapijania, poczynając choćby od jego własnego pochodzenia. Wybaczyła mu to, bo finalnie jednak wstał i otworzył te drzwi.
Poszukujemy trupa. Niewysoki, ciemnowłosy, z szankrem na prawym poliku. Nie starszy niż trzy dni. Pilna prośba od miasta — dodała, pod pozorem uprzejmości kryjąc jednak sugestię, by nie próbował ich odsyłać. Nie mieli czasu na użeranie się.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Dziki Gon » 30 kwie 2023, 23:28

Pomimo doprowadzenia się do stanu połowicznej używalności, karzełek okazał się być bardziej spostrzegawczy, niż można się było tego po nim spodziewać. Łapiąc w lot z kim ma do czynienia, wpuścił ich do środka, zamykając za nimi drzwi na zasuwę. W środku było ciemno. Dobrą chwilę zajęło ich oczom przyzwyczajenie się do panujących w środku warunków. Dodatkowo wzrok płatał im figle — jedyne źródła światła w pomieszczeniu w postaci kilku rozstawionych strategicznie kaganków igrały na szklanych gablotach i zamkniętych w nich utensyliach, również szklanych, czasami metalowych.
Miki! — zawołał pokurcz w kierunku ciężkiej od kurzu kotary rozpiętej za zasłanym papierami stołem, mniej więcej w dwóch trzecich długości pomieszczenia. — Państwo do ciebie.
Wiem, słyszałem — odezwała się kotara, odsuwając się na bok i ukazując im postać miejskiego koronera.
Choć znała go z widzenia, ponowne zobaczenie metysa w półmrocznych okolicznościach krainy umarłych po raz kolejny zabrało Efę do lat studenckich. Do wspomnienia, w którym zabijając czas między wykładami, wertowała w czytelni stary bestiariusz pełen budzących grozę rycin. Na jednej z nich, opatrzonej podpisem „ekimma” widniał dzisiejszy Mykyta Sieglitz — chudy, bladolicy o podkrążonych oczach, przywodzący na myśl odległe skojarzenie ze zeszpeconym, długowłosym elfem. Główną różnicą był strój — koroner z grawiury miał na sobie strzępy łachmanów, ten spotkany żywo skórzany fartuch i rękawice, których przezornie nie pozbywał się jeszcze, gdyż podobnie jak swój niskorosły kompan, domyślał się, z kim ma sprawę.
Siema — rzucił przed siebie, tak że nie sposób było stwierdzić, czy bardziej do niej, czy Tila. Nie dał im zresztą czasu do zastanawiania się, bo natychmiast przeszedł do rzeczy. — Nieduży, ciemny, szankier na gębie, sprzed trzech dni. Niezłe wyczucie czasu. Gdybym go nie zakonserwował, gniłby już aż miło. Zapraszam.
Obróciwszy się na pięcie, wrócił się za kotarę. Na zapleczu, na żelaznym stole leżał zszywany niedawno trup mężczyzny. Zbyt świeży, żeby być Hulajem, abstrahując już od cech charakterystycznych. Metys minął denata, nie poświęcając mu uwagi. Miast tego przykucnął pod ścianą, podnosząc skrzypiącą klapę, która ujawniła drabinę, prowadzącą do piwnicy przybytku. Nie zszedł po niej od razu. Zatrzymał się na moment, przypominając sobie o czymś.
Otto! — rzucił za kotarę, zapewne do szambelana owego pałacu sztywnych. — Wykaz dostaw z tego tygodnia!
Wiem, wiem — odburknął mu tamten, już zajęty znoszeniem potrzebnej buchalterii na biurko.
Metys zniknął w otwartej klapie, pozwalając, by goście uczynili to samo. Z dołu powiało chłodem. I trudną do uchwycenia mieszanką zapachów, kojarzącą się z tą, którą dzisiaj rano zastała w zamkowej katowni.
Ja wiem, że to wasz tekst — głos Mykyty, zniekształcony lekkim echem, doleciał na górę. — Ale „mówcie wszystko, co wiecie”. Im więcej informacji, tym szybciej się stąd urwiemy.
Tilo zawahał się przed drabiną, zerkając na Favresównę. Intuicja podpowiadała jej, że zachowanie partnera nie było wynikiem nekrofobii ani kurtuazji przepuszczenia jej przed sobą.
— Elspeth... Panno Favres — zaczął półgłosem o oktawę niższym niż dotychczas, niepewny jak właściwie powinien się do niej zwracać. — Wy wiecie, że koroner...?
Nie dokończył słowami. Ruszył tylko głową w bok, pociągając wymownie nosem.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Kostnica i biuro koronera

Post autor: Vespera » 20 maja 2023, 17:16

Władca tego przybytku prezentował się całkiem adekwatnie do charakteru miejsca, w którym się znaleźli. Ujrzawszy wrak tej jeszcze formy życia, Efie przyszła do głowy cięta refleksja, czy ktoś u nich tam, na górze, kontroluje w ogóle tych, których zatrudnia miasto. Bo pomimo swych nienagannych kompetencji, Mykyta Sieglitz wyglądał jak wybitnie upiorny ornament sztuki sepulkralnej przecież z jakiegoś powodu.
Nie wtrącała się w krótkie zamieszanie związane z ich przybyciem, a po prostu skorzystała z zaproszenia koronera, by udać się na dół.
Mów mi normalnie po imieniu, Tilo — przed zejściem uściśliła tę kwestię „panna Favres”, której miano to przywiodło na myśl nieprzyjemne reminiscencje związane z poranną współpracą z Dużodobrym. Przez chwilę bez słowa kontemplowała ekskurs partnera o Mykycie. W pewnym sensie fakt ćpania przez koronera był jasny jak słońce Nilfgaardu, widoczny na pierwszy rzut oka, ale sugestia Tila jeszcze dodatkowo wzmogła czujne podejście.
Aha, rozumiem. Będziemy mieć to na uwadze — odparła również półgłosem. — Nie musisz schodzić ze mną na dół, możesz pomóc Ottonowi sprawdzić właściwą pozycję z wykazu dostaw z zeszłego tygodnia, a dopiero potem do mnie dołączyć. Co ty na to? — zasugerowała, dając upust swojej zawodowej skrupulatności i paranoi, która nawet w tak drobnej kwestii jak zwykły inwentarz potrafiła wietrzyć możliwość zaistnienia fałszerstwa, nieprawidłowości czy znikających stron.
Po tej krótkiej wymianie zdań ze swoim partnerem skorzystała z drabiny, by wreszcie dołączyć w podziemiach do Mykyty Sieglitza, miejskiego koronera. Przyjrzała mu się uważnie, próbując samodzielnie zmiarkować, na ile odurzony, a na ile kontaktujący był w tym momencie.
Nieduży, ciemny, z szankrem, sprzed trzech dni. Na razie tylko tyle wiemy — powtórzyła jak mantrę Efa, która na tym etapie rozmowy nie zamierzała ujawniać ani jednej informacji więcej z dossier sprawy narkotykowej. A już na pewno nie komuś, kto hipotetycznie mógł był uzależniony od tych samych dostawców, których właśnie poszukiwali.
Nie wspominając o tym, że Elspeth najpierw po prostu chciała usłyszeć rozstrzygnięcie dotyczące przyczyn śmierci Hulaja bez wpływających na nie własnych sugestii, nawet kosztem tego, że nie urwą się szybciej z tego śmierdzącego trupem miejsca.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław