Plac Ludów

Obrazek

Z rozkazu hierarchów wszystkie burdele, getta i inne bezeceństwa zostały oznakowane czerwonymi lampionami w oknach. Po zmroku ich blask rozświetla dzielnicę pożarową łuną, wabiąc wszystkich spragnionych tanich rozrywek i łatwego łupu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 18:19

Obrazek Wyłożone kamieniem alejki i łukowate bramy wiodące spod Teatrum oraz Bramy Klasztornej spotykają się przy rozległym placu. Zaokrąglony ryneczek otaczają wyłącznie stare domostwa, z podcieni usunięto stoiska oraz stragany, po których ostały się jedynie ślady na bruku, zaś zwyczajowo stawianą w centrum okręgu studnię zastąpił starannie zbity, drewniany podest. Nie pręgierz, szafot ni szubienica, ku zaskoczeniu przyjezdnych, lecz mównica. Cichy, spokojny Plac Ludów regularnie wypełnia się po brzegi kolorowym tłumem wsłuchanym w wyniesioną ponad nich sylwetkę. Zazwyczaj jest to duchowny, miejscowy kapłan lub nawet proboszcz lokalnej świątyni wygłaszający orędzia, a niekiedy okolicznościowe kazania dla wiernych. Równie często jednak na drewnianym podwyższeniu ujrzeć można prostego człeka Novigradu — urzędnika, kupca, rzemieślnika… Nawet członka miejskiej straży bądź robotnika z nadbrzeża. Na Placu Ludów, na tamtym podeście, nikt nie jest swym statusem, nikt nie jest urzędem, rangą ani profesją. Wszyscy są mieszkańcami grodu. Każdy prostak w tłumie może wysłuchać lub zostać wysłuchanym, dokładając swą inicjatywę do życia, polityki i administracji miasta — ponoć pojawiały się tam takie, które rzeczywiście zrealizowano. Tak długo, rzecz jasna, jak głoszący z mównicy ma właściwy kształt uszu, zaś jego przekonania nie kłócą się z sakralnymi doktrynami.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 27 lip 2019, 23:08

Mimo bardzo szczodrze udzielonych mu przez Bohdana wskazówek oraz serdecznych zapewnień, co do bliskiego położenia dzielnicy, na której ulice najemnik miał się skierować — być może wynikających z jakiejś sentymentalnej sympatii karczmarza względem zubożałego, młodego cechmistrza po tym samym fachu — Aco znalazł właściwą aleję wiodącą z „Ostatniej Przystani” do Bramy Klasztornej, a następnie na Plac Ludów grubo po zmierzchu.
Tak przynajmniej mu się zdawało, że właściwą, po tym jak mijał w drodze co najmniej trzy różne place i placyki, wszystkie konfundująco wzbogacone obecnością rozmaitością novigradzkiego ludu.
Dopiero teraz jednak w słabym świetle latarni ulicznych ujrzał na samym środku rynku zbitą z drewna mównicę, o której wspominał mu szynkarz. Brukowany, otoczony wysokimi budynkami mieszkalnymi krąg był zaskakująco cichy, ledwie dosięgały tam uszu wulgarne dźwięki żyjącej nocą Czerwonej Dzielnicy. Jedynymi duszami wciąż przebywającymi na zewnątrz, poza nim, było czuwających w bramie dwóch halabardników w barwach Wolnego Miasta, z których jeden przysypiał wsparty o drzewiec, a drugi przekrwionymi oczami łypał na zgubionego najemnika z pogardą.
Plac był również stosunkowo nieduży, co ułatwiło Aco wytężenie wzroku i odszukanie wąskiej, odpadającej z tynku kamienicy, do parteru której, obok głównych drzwi wejściowych, przybudowany był mały warsztacik. Nad warsztacikiem wisiał drewniany szyld, który widniejącym na nim malunkiem miał chyba wobrażać szczypce. Obdrapany napis pod spodem obwieszczał „MA BAER, ATYKY ŻELAZN”.
Odszyfrowywanie inskrypcji przerwało mu szuranie podkutych butów i opryskliwy głos jednego z halabardników. — Ej, przybłędo, czego tu? Tu jest porządne miasto, nie wiecie? Tu się nie lza jak kocury włóczyć po nocy! Spieprzaj mi stąd, bo jeszcze cię pałą przez kark zdzielim i na dziurze będziesz trzeźwieć!
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 13 sie 2019, 2:57

Aco szybko zdał sobie sprawę, że odnalezienie odpowiedniego warsztatu żelaznego nie będzie tak proste, jak z początku mogło się wydawać. Litery wypisane na przeróżnych znakach przypominały mu raczej losowe szlaczki, niż faktyczne słowa. W miarę możliwości unikał pytania innych przechodniów o drogę. Tym samym, poniekąd na swoje życzenie, wydłużał swoją wędrówkę. Z początku specjalnie się tym nie przejmował, korzystając z okazji do obserwacji. Mnogość ludzi wypełniających niektóre ulice i place była dla niego wręcz przytłaczająca. Podobne wrażenie wywierała zresztą Brama Klasztorna, imponująca nie tyle rozmiarem, co swoją symboliką. Liczne religijne znaki dawały jasno do zrozumienia, czyje słowo w Czerwonej Dzielnicy miało największe znaczenie. Aco wychodził z założenia, że wiara i wszystko co z tym związane wykraczają poza możliwości jego prostego umysłu. Być może właśnie dlatego czuł się tak nieswojo. Wkraczał na terytorium niezrozumiałych dla niego mocy.
Widoku Placu Ludów skutecznie rozładował budujące się w nim napięcie. Prosty, cichy, stojące w kompletnym kontraście do widzianych kilka chwil wcześniej, zatłoczonych placów. Niczym oko cyklonu. Podczas gdy wokół szalała burza, on odnalazł swoisty azyl. Spokój był jednak pozorny.
Wytężył wzrok, starając się upewnić, że trafił we właściwe miejsce. Nie chciał w końcu nawiedzić mieszkania nieodpowiedniej osoby. I chociaż nie był w stanie przekształcić napisu na szyldzie w jakieś znane mu słowa, ilustracja niejako potwierdzała jego przypuszczenia. Był już gotów przekroczyć próg kamienicy, gdy został zatrzymany przez strażników. Serce zabiło mu szybciej, podskakując mu do gardła. Poczuł się jak kryminalista przyłapany na gorącym uczynku, chociaż nie popełnił żadnego występku. Niechętnie odwrócił się w stronę mężczyzny.
Dlaczego każdy strażnik to taki kutas? — przemknęło mu przez myśl. Zupełnie jakby bycie opryskliwym dupkiem stanowiło jeden z wymogów przy rekrutacji. Ugryzł się w język przed wypowiedzeniem tego typu słów na głos, skupiając się na ułożeniu w głowie jakiejś sensownej wypowiedzi. Ot, kilka zdań o tym, że dopiero co przybył do miasta i na zaproszenie Zatora spędzi noc w jego domostwie.
Kiedy nie trza! Ja to, ten... — zatrzymał się w pół kolejnego słowa, już na samym początku gubiąc myśl. — Znikam już! Ja tutaj na noc... — machnął ręka w stronę warsztatu. Już miał kontynuować, gdy zreflektował się nad tym gestem. — Znaczy, ten, nie w warsztacie, jeno w... kamienicy.
Słowa spływały na jego język, a on bezmyślnie wypluwał je spomiędzy swoich ust, doprowadzając do jawnej kompromitacji swojej osoby. Odrobina stresu wystarczyła, aby uniemożliwić mu złożenie kilku składnych zdań. Nie wiedząc czemu wspomniał również imię poznanego niedawno stolarza, jakby licząc, że halabardnicy z jakiegoś powodu go kojarzą.
Także... miłego dnia. Wieczoru. — wydusił z siebie jeszcze, i w akcie desperacji ruszył w kierunku kamienicy, mając nadzieję że strażnicy nie zechcą za nim ganiać.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 15 sie 2019, 0:32

Patrz, Cybula, bejca chędożonego, zapruty jak świnia! Do dziury z łajzą!
Trącony łokciem w halabardę Cybula otworzył jedno oko, a potem drugie. Przysłonięte przez grubą, filcową czapę oblicze obrzuciło najemnika wzrokiem ewidentnie zarezerwowanym dla przyklejonego do podeszwy buta psiego gówna oraz dla ducha winnych Wiecznemu Ogniowi obywateli. Prawa natury były nieubłagane. Obu mundurowych kutasów byłoby złapało Aco za ramiona i ściągnęło szarpnięciem ze schodków kamienicy celem zapoznania go z miejską dziurą.
Byłoby. Nagle bowiem wszyscy trzej usłyszeli hałas z góry i poderwali odruchowo głowy.
Ktoś na piętrze budynku otworzył zamaszyście okiennicę, aż posypał się na nich tynk. Z wnętrza wychyliła się masywna, ciemna głowa, której w zasnuwającym Plac Ludów półmroku nie szło zidentyfikować, chyba, że się miało iście kocie oczy. Głos jednak Aco zidentyfikował bez większego trudu i zdawało się, że strażnicy również, bo obie nieskażone kulturą gęby płynnie przeszły od wyrazu bezmyślnej pogardy do co najwyżej niepewności.
Ej, Retnar, Cybula! Co sąsiadowi dokuczacie? Puście chłopa!
Psiakrew, Zator, ten warchoł do ciebie?
Do chuja psiego! Wypierdalać!
Retnar i Cybula — wbrew wszelkim rządzącym Wolnym Miastem prawom skutasienia — jak usłyszeli, tak zrobili. Bez protestów. Odstąpiwszy od schodków oraz osaczonego Aco, wypierdolili w najbliższą bramę, marudząc do siebie coś o bejcach, łazjach i dzielnicowych komendantach.
Zator zawołał do gościa. — Po schodach na górę i w prawo. Bacz na stopień.
Stopień czyhał na niego u samego szczytu schodów. A raczej jego brak. Po odrażającym smrodzie zgnilizny najemnik mógł wnioskować, że coś do niego niedawno wpełzło, zdechło i trzeba było zrywać deski, żeby to wyciągnąć. Zgnilizna i stęchlizna wypełniała w zasadzie cały wąski przedsionek budynku, który dodatkowo ledwie oświetlały dwa dopalające się kaganki. W mieszkaniu Zatora nie było o wiele lepiej.
Gospodarz przyjął go w progu bez słowa.
Garsoniera była obskurna, ale czysta, przynajmniej na tyle, na ile zdawało się to możliwe. Wyglądało też, że miała tylko jedną izbę, w której mieścił się kulawy stolik z dwoma zydlami, a na stoliku kilka świec topniejących prosto na blat. Pojedynczy regał i posłanie w rogu. Dopiero po chwili Aco zwrócił uwagę na zamknięte drzwi po jego prawej, obok siennika. Miejsce sprawiało wrażenie, jakby mógł tam mieszkać ktokolwiek i nikt zarazem.
To nie pałac tretogorski — stwierdził Zator, jakby się z nim zgadzał. — Ale wszy po deskach nie pełzają. Późno już. Daj miecz, jak się umówiliśmy, poczeka u mnie. Ty możesz spać tutaj. — Ruchem głowy wskazał posłanie pod ścianą. — Z rana bierzesz się do roboty, ta?
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 27 sie 2019, 0:56

Niekiedy warto trzymać język za zębami. W przypadku Aco — jak najczęściej.
Kurwa mać... — zdołał westchnąć i, z jakże taktowną sentencją na ustach, zaakceptował swój marny los. Nim strażnicy zdołali do niego doskoczyć, zdołał wyobrazić sobie przykładowy przebieg zdarzeń. Grzecznościowy cios pałą po nerkach i komfortowy nocleg w pobliskim rowie nie napawały go zbytnim optymizmem. Jakoś musiał również wytłumaczyć Zatorowi, że nogi nie poniosły go do żadnego burdelu, nie wszczął żadnej burdy ze strażą i, ogólnie rzecz ujmując, był wzorowym obywatelem, którego okrutni gwardziści reputację postanowili zszargać. Pierwszy instynkt pchnął jego rękę w kierunku miecza, lecz umysł szybko ugasił to pragnienie. Pod każdym możliwym względem samoobrona była pomysłem idiotycznym.
Szczęście w nieszczęściu, Aco nie był żadnym prorokiem. Jego felerny scenariusz nie został spełniony nawet w najmniejszym detalu. Z nieskrywaną ulgą patrzył jak dwóch osobników, których zdążył poznać jako Rytnara i Cybulę, znikają za bramą. Rękawem otarł stróżkę potu, jaka pojawiła się na jego czole. Poświęcił chwilę, aby odetchnąć głęboko i wydusić z siebie ciche "Dziękuję" w kierunku Zatora. Nie dość, że zapewniał mu dach nad głową, to jeszcze wyciągnął go z nie lada tarapatów.
Strażnicy raz jak kutasy, raz jak psy. Na obcych z zębami, ale starczy, że właściciel wydrze mordę, toż spieprzają z podkulonym ogonem — zmusił umysł do prostego porównania. Sił starczyło mu jedynie na tyle. Zagrożenie minęło, a jego ciało ponownie dotknęło zmęczenie. Obolałe mięśnie boleśnie przypominały o swoim istnieniu i potrzebie regeneracji. Z jednej strony wiele rzeczy na temat miasta go ciekawiło, równie wiele zastanawiało. Z drugiej, każda próba pchnięcia swoich myśli w tym kierunku spotykała się z upartym protestem jego umysłu. Zrezygnowany, powlókł się za Zatorem, uważając na wspomniany stopień.
Pałace i tak mi obce. Źle bym spał — odpowiedział. Bez zastanowienia oddał miecz, odczepiając go razem z pochwą od pasa. Poczuł się jak koń z klapkami na oczach, skupiony jedynie na stojącym naprzeciw łóżku. — Od rana do roboty — skinął jeszcze głową, wymuszając te kilka słów.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 30 sie 2019, 22:06

Gospodarz Mańkuta pokiwał głową z zadowoleniem, mamrocząc pod nosem coś, czego Aco nie zrozumiał i chyba nie było zamiarem Zatora, by zrozumiał. Mężczyzna zniknął za drzwiami do sąsiedniej izby, rozległ się za nim dźwięk zasuwanego rygla, po którym w garsonierze zapadła długo oczekiwana przez najemnika cisza.
Umościwszy się na posłaniu, Aco poczuł, jak bardzo członki ciążyły mu ze zmęczenia. Zapadły się w cienkim, wypchanym słomą sienniku niczym w bezdennym grzęzawisku. Na zewnątrz, w zaułkach i uliczkach Czerwonej Dzielnicy, kołysankę wygrywały mu świerszcze, harcujące koty, psy obszczekujące pijanych łobuzów oraz grupki oxenfurckich żaków spuszczonych po końcowych egzaminach na deltę Pontaru jak ofirska plaga. Hałaśliwą, szarpaną, ale zaskakująco kojącą kołysankę.
Przysłuchając się świńskim kupletom o trzech pannach z Vicovaro i nie wiedząc kiedy, najemnik zapadł w głęboki, spokojny sen.
Tym, co zdołało go przebudzić było dopiero padające mu na twarz słońce. Snop światła wślizgiwał się do izby przez pojedyncze, zasnute brudem okno. Nim najemnik zdążył przekręcić się na drugi bok i poddać rozważaniu stanięcie na nogi, na zewnątrz rozbrzmiały dzwony któregoś z legiona pobliskich świątyń Wiecznego Ognia. Dziewięć uderzeń. Nie, dziesięć, zdradziło mu echo.
Mimo późnej godziny, w skromnym mieszkaniu panowała cisza, nie licząc odgłosów w niczym nadzwyczajnej, miejskiej krzątaniny dochodzących zza brudnego okienka. Drzwi do sąsiedniej izby zdawały się, jak poprzedniego wieczora, domknięte, a po Zatorze nie widać było ni śladu. Przynajmniej dopóki Aco nie przysiadł u brzegu siennika, czując nagle we wszystkich kościach, że zaiste, nie była to noc spędzona na pałacowych piernatach, pod futrami gronostajów.
Wtedy dopatrzył się porzuconego na blacie stołu kawałka czerstwego chleba oraz kiszonych ogórków i topniejących w smalcu skwarek na desce, nad którą krążyła leniwie samotna mucha. A także małego, glinianego gąsiorka. Niewątpliwych śladów Zatora.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 20 wrz 2019, 4:44

Gdy powieki Aco poddały się w końcu nieustępliwemu zmęczeniu, zdał się na inne zmysły. Wsłuchując się w zaskakująco kojący harmider za oknem, udało mu się uciec od własnych myśli. Mrok i samotność sprzyjały niepotrzebnym przemyśleniom. Mańkut miewał z tym szczególny problem. Zawsze doszukiwał się kolejnych problemów i zmartwień, nierzadko na siłę i bez powodu. A że jego umysł nie był wyjątkowo dziarski, wyimaginowane kłopoty pomagały tym prawdziwym umknąć jego uwadze. Tamtej nocy zaznał jednak chwili spokoju od chaosu własnych refleksji.
Poranek przywitał go nagle, atakując znienacka. Otworzył niechętnie oczy, lecz agresywne promienie słoneczne zmusiły go do ich zmrużenia. Wciąż zaspany, nieco nieporadnie, przysiadł na skraju swego posłania. Dał oczom kilka chwil na przyswojenie się do nowego oświetlenia. Przeciągnął się, pozwalając kościom strzyknąć szczęśliwie w kilku miejscach. Noc, chociaż wielce daleka od komfortowej, nie była powodem do narzekania. Aco nie miał wszakże żadnej skali porównawczej. Nigdy nie zaznał luksusów szlachty czy bogaczy, sypiając nie raz na drewnianych ławach czy gołej ziemi.
Dopiero po chwili jego umysł odzyskał jakąkolwiek sprawność. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym nie było jednak gospodarza. Dlaczego Zator go nie obudził? Godzina była dość późna, a najemnik obiecał gospodarzowi zabranie się do pracy z samego rana. Był gotów od razu rzucić się w wir stolarskiego rzemiosła, lecz przeciwwskazań było kilka. Nie miał narzędzi, materiałów ani miejsca — co więcej, nie miał zielonego pojęcie gdzie je odnaleźć.
Zdając sobie sprawę, że rozmyślaniem nie wiele zdziała, podniósł się wreszcie z sennika. Leniwym machnięciem odgonił muchę krążącą nad niedokończonym jedzeniem. Jedynym źródłem informacji był Zator, zaś jedynym miejscem w mieszkaniu, gdzie mógł przebywać była sąsiednia izba. Aco zapukał w drzwi oddzielające go od drugiego pomieszczenia, licząc, że usłyszy głos Zatora. W przeciwnym wypadku... cóż, równie dobrze mógł wyjść na zewnątrz i nieco się przewietrzyć.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 20 wrz 2019, 16:51

Zastukawszy kułakiem do drzwi sąsiedniej izby, najemnik odkrył, że nie były wcale domknięte, uchyliły się lekko, prezentując przed nim wąską, ciemną szczelinę, na którą natychmiast padło światło z sieni. Nie był jednak w stanie dojrzeć nic więcej ze skąpanego w mroku wnętrza, jeśli nie zamierzał pchnąć drzwi dalej, co sugerowało, że pomieszczenie nie posiadało okna, a kaganki w środku były co do jednego wygaszone. Czy zamierzał, czy nie, nad tym nie zdążył się nawet zadumać, bo rozległ się za nim głos stającego w progu garsoniery Zatora.
Tam nie łaź, nie lza — skarcił go szybko mężczyzna, ale nie brzmiał, jakby był zagniewany. Podszedł do Mańkuta i bez drugiego słowa szarpnął za drewniany uchwyt drzwi, zatrzaskując je skutecznie. — Nie domyka się, ustrojstwo — mruknął. — Patrzę, żeś się wyspał. No i gracko. Pojedz sobie, popij, bo na robotę idziemy. — Ruchem głowy wskazał najemnikowi resztki jedzenia oraz gliniany gąsiorek porzucone na stole, jak się okazywało, gwoli gościnnego obyczaju, który był w Novigradzie prawem świętym niczym kazania Wiecznego Ognia. W szeroko rozumianej teorii. — Pogadałem z Baderem, da ci miejsca na warsztacie, cobyś mi chałupy nie zawiórował. Narzędzia teże ma, a gwoździ, jak król Dezmod drogich kamyków. Nagabniesz, to pożyczy, ja się z nim rozliczę. Słuchaj się jego, bo to swój chłop, chociaż chuj. Przedstawię was. Ale pierwej pomożesz mi konia oprzęgnąć do wozu i zajedziemy na tartak. Z gówna i słomy to mi stołka nawet nie zrobisz.
Pouczywszy gościa, jak się mają sprawy i przedstawiwszy mu zwięźle sylwetkę niejakiego Badera, Zator klapnął na chyboczący się zydelek pod oknem. Nie było Aco potrzebne jastrzębie oko czy godne detektywa kompetencje dedukcyjne, aby spostrzec pył z ulic już solidnie osadzony na cholewach jego butów i okapowanych skórą naramiennikach oraz wywnioskować, że w przeciwieństwie do niego, gospodarz był na nogach już co najmniej jakiś czas. A większość tego czasu poza mieszkaniem.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 10 paź 2019, 19:23

Mężczyzna speszył się nieco, gdy gospodarz go skarcił. Nie planował naruszać jego prywatności, chociaż mogło to wyglądać inaczej. Odsunął się od drzwi, zamiast tego zajmując miejsce przy stole. Zaciemniona, pozbawiona okien izba niespecjalnie wzbudziła jego zainteresowanie. Aco z natury nie należał do osób ciekawskich, a słowa "nie pakuj się w kłopoty" pobrzmiewały w jego głowie niczym jakaś mantra. Miał duże szczęście, że natrafił na Zatora i już pierwszego dnia w nowym mieście znalazł dach nad głową. Świadom, że drugiego tak hojnego pana domu mógłby już nie odnaleźć, nie chciał dawać Zatorowi powodów do wywalenia go na bruk. Nawet jego początkowa niepewność do jego osoby ustąpiła. Dach nad głową, strawa, praca i uratowanie przed gniewem strażników stanowiły dla Mańkuta wystarczający dowód na dobre intencje. Na tyle dobry, że był w stanie przymknąć oko na nieco bardziej podejrzane zachowania mężczyzny.
Najemnik unikał nadużywania gościnności pod każdym możliwym względem. Zjadł i wypił tyle tylko, ile potrzebował by bez problemu przejść przez dzień. Jako, że poprzedniego dnia wcisnął w siebie sporo gulaszu, przede wszystkim chciało mu się pić. W trakcie posiłku Aco oczywiście zauważył, że Zator miał za sobą dłuższy wypad na zewnątrz, jednak kompletnie w to nie wnikał. Sprawiał wrażenie zapracowanego człowieka, mającego wiele kontaktów, nic dziwnego zatem, że biegał gdzieś od świtu do zmierzchu.
Muszę ci podziękować. W sensie...no, za wszystko. Niewielu by pomogło nieznajomemu. Przynajmniej nie w ten sposób. Tak myślę, znaczy się. — zaczął, jak zwykle nieco chaotycznie. — Nie zabawię tu za długo, cobym za długo nie zawracał dupy. Poszukam potem, może kto wynajmie izbę tanio. — zapewnił. Taka deklaracja nie wynikała tylko i wyłącznie z jego niechęci do pasożytowania na Zatorze. Przede wszystkim pragnął odzyskać miecz, bez którego czuł się jak bez ręki. Zaraz potem skończył jeść, podniósł się ze stołka i dał znać, że jest gotów do drogi.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 13 paź 2019, 7:17

Zator żachnął się. — A tam. Widzę, żeś nie fryk, kolego, nie furfant. Trza być dobrym do ludzi, to i oni dobrzy będą do ciebie. Tak mi matula powtarzała.
Gospodarz, pozostającym oszczędnym w gestach oraz słowach, skwitował wzruszeniem ramion wyłożoną właśnie Mańkutowi philosophia vitae, po czym zniknął na krótką chwilę za drzwiami tajemniczej sąsiedniej izby, dając gościowi moment sam na sam z resztką jadła i wypitki. Gdy wrócił, pod pachą dzierżył zakładnika, to jest należący do Aco miecz, nadal otulony bezpiecznie skórzaną pochwą. Zwrócił go prawowitemu właścicielowi, oznajmiając zdawkowo. — Nie będziem cudować. Tyś nie chawirczyk, dam wiarę, że li nie żaden świerk. Chodź. Mitrężyć po próżnicy też nie będziem.
Po zejściu na parter, kamienicę opuścili innym wejściem niż to, z którego korzystał minionego wieczoru najemnik. Tylnym, wiodącym na podwórze odgrodzone od ulicy szpalerem śmieci oraz niechlujnie zbitych desek, zamykanym szeroką furtą. Pod wiatą stała pojedyncza, niewielka furmanka, która pamiętała chyba czasy króla Sambuka oraz uwiązana do niej za uzdnicę płowa szkapa w szorach.
Zajedziemy na tartak. To dalej niźli skupy, ale mam tam znajomka, da nam lepszą cenę — oznajmił Zator. We dwóch wycofali klacz między hołobia wozu i zapięli o uprząż rzemienie użew.
Wyprowadziwszy tabor w wąską, brukowaną aleję na tyłach kamienicy, gospodarz domknął za nimi bramę podwórka i usadowił się na koźle obok Mańkuta. Lejce trzasnęły, kasztanka stęknęła i naparła na szory, a koła wozu potoczyły się po kocich łbach, turkocząc głośno. Milczący Zator pokierował furę w stronę Placu Ludów, od czasu do czasu pośpieszając klacz smagnięciem licek. Wydostał ich na jedną z głównych novigradzkich arterii, biegnącą między Czerwoną a Nowym Miastem. Stamtąd obrali drogę na wschód.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 01 sty 2020, 19:30

Popularna wśród bab, matek i tanich wróżek przestroga, by zważać na wypowiadane życzenia albo nigdy wcześniej nie otarła się Zatorowi o uszy, albo dopiero teraz dotarło do niego tkwiące weń, jak w każdym porzekadle, gorzkie ziarno prawdy. Do bólu szczegółowa relacja, którą Aco rozpoczął jeszcze pod północną bramą grodu, ciągnęła się przez szerokie aleje, wąskie uliczki, brukowane bulwary i błotniste zaułki aż do znajomego im obu krajobrazu płomienistych cegłówek i tlących się od przecznicy do przecznicy barwionych na karmazynowo latarenek witających jegomości z powrotem w niesławnej Czerwonej Dzielnicy Wolnego Miasta.
Gospodarz, choć po kilku pierwszych zdaniach zachłysnął się powietrzem, jakby chciał coś odrzec, w końcu zrezygnował i słuchał w milczeniu, co jakiś czas pocierając ze zrezygnowaniem skroń. Monolog przerywała Mańkutowi jedynie pojawiająca się regularnie potrzeba zaczerpnięcia powietrza lub okazjonalne zawahanie nad ważkimi detalami sprawozdania, takimi jak krój wypożyczonego odzienia lub smak potrawki.
Psiakrew, chłopie… — Zator odezwał się dopiero, gdy skręcili w zaułek na tyłach Placu Ludów i sypiącej się kamienicy, gdzie ściągnął lejce, zatrzymując wóz pod zatrzaśniętą furtką. Nieomal teatralnie pokręcił przy tym głową. — Nie napierdalasz się, nie chlejesz, dziewki nie sianie nie weźmiesz… Was w tym Kaedwen wałaszą na postrzyżyny?
Zeskoczył z kozła, otworzył skrzypiącą furtę i za uzdnicę wprowadził klacz na zagracone, porośnięte rzadkimi kępami chwastów i trawy podwórze. Zaczepił lejce o szory na grzbiecie zwierzęcia, po czym machnął na towarzysza ręką. — Wyprzęgnij Malinę. Drewno zostaw, pójdę po Badera, we trzech na raz to przetargamy do warsztatu. Dostaniesz tam narzędzia. Mnie do zmierzchania nie będzie, mam sprawunki do załatwienia. Ale ufam, że po wieczerzy będę mógł wresztem na porządne wyro kopyta wyłożyć. Będziemy kwita.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 03 sty 2020, 2:05

Niby nieumyślnie, Aco zaserwował Zatorowi nauczkę za wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Gdy w końcu wór ze szczegółami i szczególikami, niewątpliwie wielce Zatora interesującymi, się wyczerpał, powrócił do swojego dawnego, cichego ja. Jego ciało pozostawało stosunkowo nieruchome, jeśli nie liczyć drobnych podskoków wywoływanych przejazdem po bruku. Jego rozbiegane oczy chłonęły otoczenie, starając się przede wszystkim zapamiętać przebywaną przez nich trasę. Jeżeli chciał zostać w Novigradzie na dłużej, prędzej czy później musiał nauczyć się planu miasta. I, całkiem zresztą rozważnie, wolał tego dokonać wcześniej.
Mam... mam trochę wiosen na głowie. Czy tam karku, nie wiem jak tu gadacie. Mówicie, w sensie. Swoje przeżyłem — zaczął po chwili ciszy. W ślad za Zatorem zeskoczył na ziemię. W kontraście do poprzedniego, przydługiego i chaotycznego monologu kolejna wypowiedź była iście lakoniczna. — Chlanie? Łatwo o kłopoty. Napierdalanie? Kłopoty. Dziewka, siano, wpadka, dziecko? Też kłopoty. A ja mam... ten, unikać. Kłopotów, w sensie. Wolę spokój.
Posługując się półprawdą, Mańkut próbował wybielić nieco swój wizerunek w oczach swojego gospodarza. Picia i walki faktycznie unikał w myśl danej obietnicy, czy może raczej wydanego mu polecenia. Nieco inaczej kwestia wyglądała z kobietami, ale przecież nie mógł się przyznać, że nie potrafił w towarzystwie Lenki złożyć składnego zdania, a co dopiero ją zbałamucić. Natomiast poszukiwanie spokoju było już jawnym kłamstwem. Gdyby faktycznie takowy mu się marzył, zamieszkał by w lesie, z dala od miejskiego zgiełku. Po prawdzie, gdyby od niego to zależało, dalej machałby mieczem gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu na kontynencie. To z mieczem w dłoni, przy dźwięku stali zamiast ludzkich głosów, czuł się najpewniej.
Zrobi się — rzucił zdawkowo. Poklepał klacz po karku, po czym wziął się za odwiązywanie jej od wozu. Korzystając z okazji, przyjrzał się podwórzu. Chwasty, wszechobecne graty i ogólne zaniedbanie nie napawały optymizmem. Aco tłumaczył sobie, że to w końcu warsztat, nie było co oczekiwać pięknego ogrodu różanego na tyłach budynku. Dużo bardziej martwił go stan kamienicy. Z pewnością nie trafił do najbardziej lukratywnego zakładu pod słońcem. Parsknął cicho pod nosem na swoją nagłą wybredność, karcąc się w duchu za takie myśli. Novigrad i tak do tej pory traktował go bardzo łaskawie.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 05 sty 2020, 17:46

Płowa szkapa zwana Maliną otrząsnęła się z ulgą, kiedy Aco uwolnił ją kolejno ze sparciałych szorów i uzdnicy, po czym bezceremonialnie wytarła o najemnika spocony łeb. Powróciła do swoich końskich spraw, to jest wyskubywania resztek trawy spod płotu i ubarwiania jałowej okolicy stertami nawozu, podczas gdy Mańkut miał kilka chwil na kontemplowanie stanu jednej z bardziej reprezentacyjnych części Czerwonej Dzielnicy. Tak przynajmniej przy okazji którejś z ich krótkich pogawędek bez ironii oznajmił mu Zator, co pozostawiało w sferze domysłów, jak musiały wyglądać jej najmniej reprezentacyjne zakamarki.
Jego łaskawca powrócił szybko i tak jak zapowiadał, w towarzystwie.
Bader, Aco. Aco, Max Bader, lokalny dobrodziej.
Wysoki, łysawy mężczyzna o żylastej muskulaturze skwitował przedstawienie lakonicznym pomrukiem. Najemnik szybko przekonał się, że była to ulubiona, jeśli nie jedyna uznawana przez lokalnego dobrodzieja forma porozumiewania się. Zakasawszy rękawy, trzech chłopów sprawnie uwinęło się z ładunkiem, przenosząc owinięte płótnem drewno przez otwarty na przestrzał korytarz kamienicy do usytuowanego pod jej frontową fasadą warsztatu żelaznego.
Byłego warsztatu, podpowiadało Aco nieodparte wrażenie. Być może kiedyś oferował on pełen asortyment wyrobów, obecnie jednak wyglądało na to, że wytapiano w nim co najwyżej gwoździe i cynowe zastawy, o ile w ogóle cokolwiek. Do wnętrza na wpół mieszczącego się w wydrążonym podcieniu budynku, na wpół pod drewnianą wiatą, wiodły prosto z korytarza boczne drzwi. Drugie, wychodzące bezpośrednio na pobocze Placu Ludów, były permanentnie zabite deskami i opatrzone tabliczką, na której wymalowano czerwoną farbką ZAMNKNIENTE.
Zator bez wdawania się w dalsze pogaduszki i bez grymaszenia nad specyfikacją zamówienia, wybył załatwiać wspomniane wcześniej, enigmatyczne sprawunki na mieście, rzuciwszy tylko, „aby krzesło pod rzycią się nie zarwało, a kojo nie uwierało w grzbiet”. Bader kolejno wręczył lub pokazał gościowi niezbędne narzędzia, których, choć przechodzonych i pordzewiałych, posiadał całkiem pokaźny zbiór: młotki, piłki ręczne, dłuta, strugi, nożyki, miarki… Nawet blat z żelaznym imadłem. Serią pomruków wskazał Aco najbardziej stosowny kawałek pustej przestrzeni do zabrania się za robotę, we wnęce kamienicy, oraz skrzyneczkę pełną długich gwoździ, spośród których przy odrobinie zaciętości dało się wyłowić niezaśniedziałe sztuki.
Ilość słów: 0

Hagan
Awatar użytkownika
Posty: 68
Rejestracja: 17 lip 2018, 4:26
Miano: Aco
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Plac Ludów

Post autor: Hagan » 06 sty 2020, 21:35

Im lepiej poznawał miasto, tym szybciej upadał mit o Novigradzie powstały w głowie Aco. Do tej pory, piękne domostwa, rosłe zamki czy budzące podziw świątynia widział co najwyżej z oddali. Na wyciągnięcie ręki były zaś bieda, bród i sypiące się budynki. Jego wcześniejszy pobyt w Ard Carraigh również nie obfitował w luksusy, lecz z jakiegoś powodu miasto w Delcie Pontaru malowało mu się zupełnie inaczej, pozbawione tak wielkich nierówności majątkowych. Czerwona Dzielnica wręcz zaśmiała mu się w twarz, pokazując jak bardzo się mylił. Bieda od razu kojarzyła się ze wszelkiego rodzaju złem, przede wszystkim z bandytami. Najemnik skarcił się w myślach za tak daleko idące wnioski. Nawet pomimo ubóstwa, ludzie mogli być tam pracowici, życzliwi i pełni dobroci. Zator zdawał się być tego dobrym przykładem, prawie że bezinteresownie wyciągnął do niego dłoń. Pytanie tylko, czy był wyjątkiem, czy regułą.
Bader od razu przypadł Mańkutowi do gustu. Zwłaszcza system mruknięć, całkiem skutecznie zastępujący komunikację. Prosto, skutecznie i przede wszystkim nie wymagano od najemnika, żeby ten udzielał jakiś odpowiedzi. Tylko on, warsztat i praca. Brzmiało to jak idealny plan na resztę dnia.
Mówiąc o warsztacie, Aco faktycznie nie mógł nie zwrócić uwagi na jego stan. Zabite dechami drzwi, z napisem którego i tak nie potrafił rozszyfrować, ogólna pustka i brak pracowników. Mańkut był skłonny stwierdzić, że miejsce nie było używane od dłuższego czasu i został wpuszczony do niego właściwie jedynie po znajomości. W jakiś sposób zaciekawiło go, dlaczego warsztat nie funkcjonował. Lokacja zdawała się niezła, w pobliżu ruchliwego placu, nie było trudno tam trafić. Co mogło stać za domniemanym upadkiem zakładu? Mógł zadać to pytania na głos, lecz oczywiście nigdy do tego nie doszło, pozostawiając kwestię jedynie w strefie jego domysłów.
Przyszła najwyższa pora, by zająć umysł czymś innym. Wysłuchał, jakże szczegółowego, zamówienia Zatora, poczekał aż ten wyjdzie i zaraz wziął się do roboty. Minęło trochę czasu, od kiedy ostatni raz pracował w drewnie, zaczął więc od czegoś prostego — to jest krzesła, by dopiero później przejść do łóżka. Dobrał odpowiednie kawałki drewna. Część z nich przeznaczył na sam mebel, część zaś miał przerobić na drewniane kołki, które razem z gwoździami miały trzymać porządnie całą konstrukcję. Dokonał potrzebnych mu pomiarów i wykorzystując dostępne mu narzędzia, co tu dużo mówić, wziął się do roboty.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2217
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Plac Ludów

Post autor: Dziki Gon » 08 sty 2020, 19:01

Robota dłużyła się. Dłużyła i trudziła. Ręce najemnika, w ostatnim czasie nawykłe dużo bardziej do miecza niźli do młotka czy dłuta, potrzebowały trochę czasu i więcej niż trochę drzazg, nim przypomniały sobie rutynę wprawnych, mechanicznych ruchów, którymi Mańkut przez kolejnych kilka godzin piłował, przycinał, podbijał i poprawiał, aż poszczególne deski i szczapy drewna zaczęły powoli układać się w docelowy kształt. Ledwie spostrzegł, kiedy błękit nieba przeistoczył się w krwawy kur zachodu i wreszcie rześką, letnią noc, a światło dnia zastąpiła przyniesiona przez Badera lampa oliwna oraz kilka świec.
Obecność Badera również była ledwie zauważalna i często a gęsto przetykana nieobecnością, kiedy to wychodził gdzieś zupełnie niepostrzeżenie, by później równie niepostrzeżenie powrócić. Nie gadając, nie zaczepiając gościa, nie komentując, stosując swój zasób zdawkowych pomruków wyłącznie w ostateczności.
Aco dokończył dzieła grubo po zmierzchu. Napięte mięśnie pulsowały mu wokół karku, na grzbiecie czuł wilgoć potu, a między palcami dłoni pęcherze i przetarcia, niemniej, obiecane Zatorowi krzesło i rama pod łóżko prezentowały się niezgorzej. Prosto, jak para cepów, do tego stopnia, że byle zręczny w łapach człek mógłby zapewne sklecić je sam, lecz oszczędzając gospodarzowi własnego czasu, robocizny oraz ryzyka partactwa. Nogi nie chybotały się, gwoździe nie wystawały, a żaden z mebli wszak nie wybierał się w najbliższym czasie do palatium hierarchy.
I rychło w porę, albowiem w przerwach między osłaniającymi wiatę deskami najemnik spostrzegł zbliżającą się właśnie do kamienicy sylwetkę, w której rozpoznał powracającego na włości Zatora.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław