Wielka Biblioteka

Obrazek

Nad dachami budynków rozbrzmiewa echo odprawianego w głównej świątyni nabożeństwa. Dzwony wybijają równą godzinę, przypominając mieszkańcom Novigradu o czuwającym nad nimi wszechobecnym Wiecznym Ogniu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 16 maja 2018, 20:36

Obrazek Drobiny kurzu tańczą w słońcu wpadającym tu przez olbrzymie okno i bezlik mniejszych położonych wzdłuż galerii. Wszystkie są szczelnie zamknięte, do dusznego, przesyconego zapachem starych ksiąg wnętrza oprócz światła, wpada tylko sporadyczne bicie dzwonów będące tu jedynym dźwiękiem, poza szelestem przewracanych stronic. Rzucające długie cienie olbrzymie regały uginają się pod spisanym przez pokolenia ciężarem wiedzy, zamkniętą w skórzanych oprawach historią. Historią, teologią, naukami ścisłymi. To obraz przyświątynnej biblioteki, z której zbiorów wolno korzystać kapłanom oraz petentom po uiszczeniu ofiary. Pod warunkiem zachowania przez petentów ciszy i godnego traktowania ksiąg. Niezastosowanie się grozi im opuszczeniem miejsca w sposób hałaśliwy i urągający godności.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1758
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 13 paź 2021, 21:01

Znudzony strażnik pilnujący budynku biblioteki oparł halabardę o ramię, poświęcając więcej uwagi figurze petentki niż wręczonemu mu glejtowi wypisanemu przez Kurta na chwilę po ich rozstaniu w miejskim garnizonie. Niewykluczone, że w ogóle nie potrafił czytać, a jego kontrolne spojrzenie na dokument miało na celu wyłącznie oszacowanie autentyczności pieczęci. Poprawiając przekrzywiony, polerowany hełm, strzelił od niechcenia obcasami wysokich żołnierskich butów, usuwając się w bok i uchylając przed nią jedno ze skrzydeł prowadzących do bibliotecznych podsieni wrót.
W przestronnym przedsionku panował chłodny półcień, któremu sekundowała wyrazista woń kurzu — choć właściwa biblioteka mieściła się na piętrze, zapach był na tyle silny, by zapowiadać ją już na parterze. Nie bez winy były również pojedyncze szafki z przenoszonymi zbiorami i zostawiane gdzie popadło na płaskich powierzchniach egzemplarze i katalogi, czekające na zwrócenie ich właściwym półkom i przegrodom.
Świątynne laboratorium — drugie drzwi po prawej przed schodami, składało się z dwóch sąsiadujących ze sobą pomieszczeń. „Sala główna” fraternii, wysoko sklepione pomieszczenie, zawierało stanowiska robocze, głównie alchemiczne, umiejscowione w odstępach pod ścianami, wespół z przetykającymi je szafkami na ingrediencje i aparaturę do warzenia konkokcji i wytrącania piątych esencji. Dostateczną widoczność przy tworzeniu zapewniały wysokie okna z przydymionego szkła, pozwalające za dnia wykonywać słońcu swoją pracę, zaś na odwieczerz i w nocy wyręczały je protezy w postaci łuczyw, których ciemne uchwyty również znaczyły regularnie większość kamiennych ścian pomieszczenia. Jak to zwykle bywało w podobnych miejscach, wewnątrz woniało siarką oraz apteką — zróżnicowaną mieszanką ziół, czystego alkoholu i terpentyny.
Tuż po prawej, za zamkniętymi drzwiami znajdowało się mniejsze, zaciemnione pomieszczenie z osobnym, lepiej wyposażonym stanowiskiem alchemicznym, którego większą część zajmowały zapasy oraz nieużywane akurat sprzęty.
Przekraczając próg pracowni, zorientowała się, że pomimo początkowych nadziei i zamiarów — nie będzie w niej sama. Jako pierwsze miało towarzyszyć jej biegnące ze świątynnego placu kazanie, słyszane w środku pracowni dosyć głośno i wyraźnie. Na ile mogła się zorientować i usłyszeć, było ono komentarzem do odczytanego przed momentem, a opublikowanego przed kilkoma dniami dekretu Jego Świątobliwości pt. De Falsis Ignibus napominającego mnożące się w ostatnim czasie sekty i religijne ruchy odwołujące do symboliki i dogmatów Wiecznego Ognia.
Druga obecność, już czysto fizyczna, przybrała postać mężczyzny w czerwonej szacie kultu, bez kaptura, przewiązanej zwykłym, beżowym sznurem. Ubrany w nią człowiek, w przeszłości z pewnością słusznej postury, a obecnie przygarbiony wiekiem i troskami coraz bardziej upodabniał się do niedołężnego staruszka, w czym pomagały mu również siwe jak u gołębia czupryna i broda. Ta druga, wiecznie poznaczona odbarwieniami i nadapelniami zdradzała jego specjalizację zdecydowanie lepiej niż szerokie dłonie o grubych palcach, godne raczej kowala niż aptekarza.
Frater, o którym wiedziała, że pomimo imponującego stażu w kapłaństwie i nie mniej imponujących umiejętności zajmował w kulcie nieodmiennie niską pozycję, zwał się Kolganem, z lubością przekręcanym przez młodszych nowicjuszy na „Kolbana”. W przeszłości zdarzało im się dzielić sąsiadujące stanowiska, a nawet krótko współpracować podczas destylacji kilku specyfików na odgórne zamówienie. Frater Kolgan — jak każdy stary, zmierzły dziadyga, a na dodatek kapłan — z początku sarkał na naruszającą sacrum świątynnej pracowni „siksę” czy „jałówkę”, dopóki nawłasnoocznie i kilkukrotnie nie przekonał się, że tamta potrafi zrobić coś więcej niż nagotować naparu z rumianku albo podstawić odbieralnik pod kapiący kurek. Od tamtego czasu czynione za plecami sarkania i utyskiwania zmalały. Odrobinę. Stary kapłan nie sterczał jej już przynajmniej cięgiem nad ramieniem, ani nie komentował każdego posunięcia, pchając się z niechcianymi radami, a od wielkiego dzwonu dzieląc się faktycznie użytecznymi wskazówkami nieprzeznaczonymi dla uszu i uwagi profanów i naturszczyków.
A cóż to widzą me stare oczy? — zapytał, powoli odrywając swoją uwagę i słabnący wzrok od otwartej właśnie szafki, do której usiłował wpasować właśnie alembik z grubego szkła. — Cóż za fata rzuciły cię między te mury o tak wczesnej porze, moje dziecko?

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 23
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Medale: 2
Miano: Elspeth Favres
Rasa: Człowiek
Wiek: 30
Złoto: 22 korony
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=814
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=811

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 21 paź 2021, 1:36

Choć nie była to Biblioteka Oxenfurcka, kurz napraszał się nozdrzom równie natarczywie, a i wszystko inne tęchło tu podobnie mocno, na czele z tęgimi głowami spróchniałymi od nadmiaru wiedzy. No może za wyjątkiem zakutego łba strzegącego wejścia do tego przybytku, bo tego akurat Elspeth nie podejrzewała o grzech inteligencji. Stąd po krótkiej inspekcji glejtu przez strażnika zakwalifikowanego przez nią natychmiast do kategorii „nizina intelektualna”, bez słowa go wyminęła, nie zaszczycając choćby spojrzeniem.
Nie tracąc czasu, dziarsko wyruszyła do pracowni, a węch już tak przywykł jej do laboratoryjnych miazmatów, że zapewne wyczuwszy tam któregoś dnia coś przyjemniejszego niż siarka, zapytałaby z odrazą: „a cóż tu tak cuchnie”.
Po przykrym deszczu świadomości, że pierwotny koncept na ten poranek rychło wziął w łeb, poczuła lekkie rozeźlenie na siebie za to, że zrezygnowała z pracy we własnym domu. W przeciwieństwie do jęków interrogowanych z zamkowej ciemnicy, słuchanie w tle kazania potępiającego herezję mogła potraktować nawet jako pouczający wykład z ekonomii na temat praw rynku i zwalczania konkurencji, ale patetyczne reprymendy pogromcy kacerstwa w połączeniu ze szwendającym się w pracowni „Kolbanem” tworzyły już zbyt duże natężenie czynników wadzących w pracy. Nie miała ochoty wysłuchiwać zrzędzenia starego kapłana, wystarczyło samo smęcenie jakiegoś zeloty za oknem. Przy takim poziomie zirytowania Efy potencjalny kwas wisiał w powietrzu, i bynajmniej nie chodziło o substancję alchemiczną z pobliskiej kolby.
Precyzyjnie ujmując, to fata o personaliach mojego pryncypała — odparło 30-letnie „dziecko”, chwytając za fartuch z wieszaka i wdziewając go na siebie według uniwersalnej zasady, iż skóra mogła się zagoić, włosy na głowie odrosnąć, ale zniszczonych fatałaszków zawsze było szkoda. — Praca w służbie miasta najwyraźniej nie baczy na nieludzką porę. Może z tym pomogę? — zrewanżowała się pytaniem jeszcze przed wybraniem stanowiska alchemicznego, wskazując na szafkę, z której zawartością mocował się alchemik.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław