Wielka Biblioteka

Obrazek

Nad dachami budynków rozbrzmiewa echo odprawianego w głównej świątyni nabożeństwa. Dzwony wybijają równą godzinę, przypominając mieszkańcom Novigradu o czuwającym nad nimi wszechobecnym Wiecznym Ogniu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 16 maja 2018, 20:36

Obrazek Drobiny kurzu tańczą w słońcu wpadającym tu przez olbrzymie okno i bezlik mniejszych położonych wzdłuż galerii. Wszystkie są szczelnie zamknięte, do dusznego, przesyconego zapachem starych ksiąg wnętrza oprócz światła, wpada tylko sporadyczne bicie dzwonów będące tu jedynym dźwiękiem, poza szelestem przewracanych stronic. Rzucające długie cienie olbrzymie regały uginają się pod spisanym przez pokolenia ciężarem wiedzy, zamkniętą w skórzanych oprawach historią. Historią, teologią, naukami ścisłymi. To obraz przyświątynnej biblioteki, z której zbiorów wolno korzystać kapłanom oraz petentom po uiszczeniu ofiary. Pod warunkiem zachowania przez petentów ciszy i godnego traktowania ksiąg. Niezastosowanie się grozi im opuszczeniem miejsca w sposób hałaśliwy i urągający godności.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 13 paź 2021, 21:01

Znudzony strażnik pilnujący budynku biblioteki oparł halabardę o ramię, poświęcając więcej uwagi figurze petentki niż wręczonemu mu glejtowi wypisanemu przez Kurta na chwilę po ich rozstaniu w miejskim garnizonie. Niewykluczone, że w ogóle nie potrafił czytać, a jego kontrolne spojrzenie na dokument miało na celu wyłącznie oszacowanie autentyczności pieczęci. Poprawiając przekrzywiony, polerowany hełm, strzelił od niechcenia obcasami wysokich żołnierskich butów, usuwając się w bok i uchylając przed nią jedno ze skrzydeł prowadzących do bibliotecznych podsieni wrót.
W przestronnym przedsionku panował chłodny półcień, któremu sekundowała wyrazista woń kurzu — choć właściwa biblioteka mieściła się na piętrze, zapach był na tyle silny, by zapowiadać ją już na parterze. Nie bez winy były również pojedyncze szafki z przenoszonymi zbiorami i zostawiane gdzie popadło na płaskich powierzchniach egzemplarze i katalogi, czekające na zwrócenie ich właściwym półkom i przegrodom.
Świątynne laboratorium — drugie drzwi po prawej przed schodami, składało się z dwóch sąsiadujących ze sobą pomieszczeń. „Sala główna” fraternii, wysoko sklepione pomieszczenie, zawierało stanowiska robocze, głównie alchemiczne, umiejscowione w odstępach pod ścianami, wespół z przetykającymi je szafkami na ingrediencje i aparaturę do warzenia konkokcji i wytrącania piątych esencji. Dostateczną widoczność przy tworzeniu zapewniały wysokie okna z przydymionego szkła, pozwalające za dnia wykonywać słońcu swoją pracę, zaś na odwieczerz i w nocy wyręczały je protezy w postaci łuczyw, których ciemne uchwyty również znaczyły regularnie większość kamiennych ścian pomieszczenia. Jak to zwykle bywało w podobnych miejscach, wewnątrz woniało siarką oraz apteką — zróżnicowaną mieszanką ziół, czystego alkoholu i terpentyny.
Tuż po prawej, za zamkniętymi drzwiami znajdowało się mniejsze, zaciemnione pomieszczenie z osobnym, lepiej wyposażonym stanowiskiem alchemicznym, którego większą część zajmowały zapasy oraz nieużywane akurat sprzęty.
Przekraczając próg pracowni, zorientowała się, że pomimo początkowych nadziei i zamiarów — nie będzie w niej sama. Jako pierwsze miało towarzyszyć jej biegnące ze świątynnego placu kazanie, słyszane w środku pracowni dosyć głośno i wyraźnie. Na ile mogła się zorientować i usłyszeć, było ono komentarzem do odczytanego przed momentem, a opublikowanego przed kilkoma dniami dekretu Jego Świątobliwości pt. De Falsis Ignibus napominającego mnożące się w ostatnim czasie sekty i religijne ruchy odwołujące do symboliki i dogmatów Wiecznego Ognia.
Druga obecność, już czysto fizyczna, przybrała postać mężczyzny w czerwonej szacie kultu, bez kaptura, przewiązanej zwykłym, beżowym sznurem. Ubrany w nią człowiek, w przeszłości z pewnością słusznej postury, a obecnie przygarbiony wiekiem i troskami coraz bardziej upodabniał się do niedołężnego staruszka, w czym pomagały mu również siwe jak u gołębia czupryna i broda. Ta druga, wiecznie poznaczona odbarwieniami i nadapelniami zdradzała jego specjalizację zdecydowanie lepiej niż szerokie dłonie o grubych palcach, godne raczej kowala niż aptekarza.
Frater, o którym wiedziała, że pomimo imponującego stażu w kapłaństwie i nie mniej imponujących umiejętności zajmował w kulcie nieodmiennie niską pozycję, zwał się Kolganem, z lubością przekręcanym przez młodszych nowicjuszy na „Kolbana”. W przeszłości zdarzało im się dzielić sąsiadujące stanowiska, a nawet krótko współpracować podczas destylacji kilku specyfików na odgórne zamówienie. Frater Kolgan — jak każdy stary, zmierzły dziadyga, a na dodatek kapłan — z początku sarkał na naruszającą sacrum świątynnej pracowni „siksę” czy „jałówkę”, dopóki nawłasnoocznie i kilkukrotnie nie przekonał się, że tamta potrafi zrobić coś więcej niż nagotować naparu z rumianku albo podstawić odbieralnik pod kapiący kurek. Od tamtego czasu czynione za plecami sarkania i utyskiwania zmalały. Odrobinę. Stary kapłan nie sterczał jej już przynajmniej cięgiem nad ramieniem, ani nie komentował każdego posunięcia, pchając się z niechcianymi radami, a od wielkiego dzwonu dzieląc się faktycznie użytecznymi wskazówkami nieprzeznaczonymi dla uszu i uwagi profanów i naturszczyków.
A cóż to widzą me stare oczy? — zapytał, powoli odrywając swoją uwagę i słabnący wzrok od otwartej właśnie szafki, do której usiłował wpasować właśnie alembik z grubego szkła. — Cóż za fata rzuciły cię między te mury o tak wczesnej porze, moje dziecko?

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Medale: 2
Miano: Elspeth Favres
Rasa: Człowiek
Wiek: 30
Złoto: 22 korony
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=814
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=811

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 21 paź 2021, 1:36

Choć nie była to Biblioteka Oxenfurcka, kurz napraszał się nozdrzom równie natarczywie, a i wszystko inne tęchło tu podobnie mocno, na czele z tęgimi głowami spróchniałymi od nadmiaru wiedzy. No może za wyjątkiem zakutego łba strzegącego wejścia do tego przybytku, bo tego akurat Elspeth nie podejrzewała o grzech inteligencji. Stąd po krótkiej inspekcji glejtu przez strażnika zakwalifikowanego przez nią natychmiast do kategorii „nizina intelektualna”, bez słowa go wyminęła, nie zaszczycając choćby spojrzeniem.
Nie tracąc czasu, dziarsko wyruszyła do pracowni, a węch już tak przywykł jej do laboratoryjnych miazmatów, że zapewne wyczuwszy tam któregoś dnia coś przyjemniejszego niż siarka, zapytałaby z odrazą: „a cóż tu tak cuchnie”.
Po przykrym deszczu świadomości, że pierwotny koncept na ten poranek rychło wziął w łeb, poczuła lekkie rozeźlenie na siebie za to, że zrezygnowała z pracy we własnym domu. W przeciwieństwie do jęków interrogowanych z zamkowej ciemnicy, słuchanie w tle kazania potępiającego herezję mogła potraktować nawet jako pouczający wykład z ekonomii na temat praw rynku i zwalczania konkurencji, ale patetyczne reprymendy pogromcy kacerstwa w połączeniu ze szwendającym się w pracowni „Kolbanem” tworzyły już zbyt duże natężenie czynników wadzących w pracy. Nie miała ochoty wysłuchiwać zrzędzenia starego kapłana, wystarczyło samo smęcenie jakiegoś zeloty za oknem. Przy takim poziomie zirytowania Efy potencjalny kwas wisiał w powietrzu, i bynajmniej nie chodziło o substancję alchemiczną z pobliskiej kolby.
Precyzyjnie ujmując, to fata o personaliach mojego pryncypała — odparło 30-letnie „dziecko”, chwytając za fartuch z wieszaka i wdziewając go na siebie według uniwersalnej zasady, iż skóra mogła się zagoić, włosy na głowie odrosnąć, ale zniszczonych fatałaszków zawsze było szkoda. — Praca w służbie miasta najwyraźniej nie baczy na nieludzką porę. Może z tym pomogę? — zrewanżowała się pytaniem jeszcze przed wybraniem stanowiska alchemicznego, wskazując na szafkę, z której zawartością mocował się alchemik.
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 26 paź 2021, 22:48

Stary Kolban zamrugał, mrużąc krótkowzroczne oczy od godzącego je światła przesączającego się do współdzielnej pracowni przez okiennice oprawiające grube, zmatowiałe laboratoryjnymi wyziewami tafle szkła. Nie skomentował ani nie pociągnął wątku lub zwyczajnie nie dosłyszał. Choć po prawdzie to i nigdy nie słynął ze wścibstwa innego niż czysto zawodowe. Do tego stopnia, że rzadko kiedy opuszczał świątynne mury i (co zakrawało na kuriozum pośród zrzeszonych kultu) nie interesował się polityką. Gotwa byłaby się założyć, że zapytany o bieżący rok, stary Koblan potrzebowałby co najmniej kwadransa na udzielenie poprawnej odpowiedzi, a i śmiało szło postawić pięć koron bez straty na to, że indagowany o obecnego króla Redanii, wielebny upierałby się, że stary Vizimir nie tylko żyje i fika nogami, ale to jeszcze raczący się kaszką i dosiadający kucyka szczeniak.
Smęcenie zeloty za oknem przybrało na sile, nolens volens zmuszając starca do zażycia nieco historii najnowszej.
Dlaczemuż! — wbrew wykrzyknikowi był to zaczątek pytania, w dodatku retorycznego, stawianego przed nielicznym o tej porze wiernym. — Dlaczemuż tedy oni odstępcy, miasto głosić chwałę Płomienia wespół z nami, tutaj, w świętym mieście, którego wierzeje zawsze są dla nich otwarte, kryją się i tają jako zbójcy i celnicy…
Kolban zasarkał pod nosem coś po swojemu i pod adresem zasranych nierobów i próżnojadów. Zajęta przygotowywaniem się do pracy Elspeth nie dosłyszała czy uwaga miała charakter ogólny, czy bardziej personalny. Nie miała też czasu dociekać.
Dlaczemuż to rozpalają tyleż fałszywych ognisk, nie bacząc, że działają na szkodę wiary prawdziwej? Wiary i samym sobie, nurzając się w grzechu pychy, nieprawności lub niewinnej zgoła, acz wciąż szkodliwej ignorancyji? Dozwólcie umiłowani, że przypomnę wam kazanie o Proroku Lebiodzie, który strudzon wędrówką, zatrzymał się na wywczas, by rozpalić ogień…
Szafka zatrzęsła się, szklane instrumenty rozdzwoniły i rozstukały w jej przepastnym wnętrzu. Kolban zabluźnił. Nader świecko i przyziemnie. Bluźnierstwu, niby dla kontrastu towarzyszyło kazanie — wygłoszone ze swadą idącą w konkury do płynącej zza okna przypowieści „Dlaczemuż”.
Nie wytrzymam za moment, skaranie boskie z tymi młodzikami! — uniósł się, tylko nadprzyrodzoną na swój wiek siłą i refleksem ratując kulejący mebel od obalenia, a przewalające się utensylia od strzaskania. — Że podbierają sprzęta to jedno, ale że nie umieją odłożyć na miejsce? Poza tym, co to za porządki, żeby namaszczonemu kapłanowi lęgły się we łbie kanarki i pomysły o pędzaniu gorzałki? Jest w życiu czas na wszystko i na gorzałę i na panienki, ale zowie się on „seminarium” a ci… Brewerie! W samym sercu kultu! Wyświęcone stare konie!
Starzec zasapał się, bardziej ze wzburzenia niż z wysiłku, rady przyjmując pomoc trzydziestoletniego dziecka w uporządkowaniu wnętrza szafki w taki sposób, by nie rozbiło się na posadzce przy ponownym otwarciu drzwiczek.
Gest nie został jej zapomniany — garbiąc się i mamrocząc coś innego niż pobożne modlitwy, Kolban doczłapał się do innej szafki, tej na ingrediencje, otwierając ją i odpłacając jej uprzejmością zaserwowaną na swoją zwyczajową i już niereformowalną w tym wieku modłę.
Co dzisiaj zmarnujesz?
W wolnym tłumaczeniu ze starczego pytanie brzmiało: „Czy mogę ci pomóc? Jakich ingrediencji potrzeba?”

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Medale: 2
Miano: Elspeth Favres
Rasa: Człowiek
Wiek: 30
Złoto: 22 korony
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=814
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=811

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 01 lis 2021, 22:37

Elspeth spojrzała mimowolnie w stronę okna, gdzie wierni za sprawą rozpalających słów swego duchownego przewodnika podążali za Prorokiem w każde miejsce na kontynencie, na którym postawił stopę, włączając w to wychodek. Dlaczemuż kaznodzieja słów i frazeologii nie szczędził, by przekazać treść, którą dałoby się zawrzeć w dwóch konkretnych zdaniach? Pytanie było równie retoryczne, co wywody właściwego kazania, a czarnowłosa dama przecież znała na nie odpowiedź. Po prostu nigdy nie mogła wystarczająco nadziwić się talentowi teologów, poetów i wszelkich humanistów do rozwlekania prostych treści do niebotycznie długich wywodów. Chwała smokowi, że w czas zeżarł Lebiodę, inaczej więcej zdarzyłoby się tych jego wywczasów, co skazałoby kazanie na godziny dłużej trwania.
Przy akompaniamencie inspirujących inwektyw starego kapłana, Elspeth zaprzestała swych głębokich refleksji i przyszła mu w sukurs, nim następne „dlaczemuż” wzbogaciło się o dramatyczny dźwięk rozbijania pychy, nieprawości, ignorancji, a przede wszystkim szkła.
Spójrz na to metafizycznie, Kolbanie. Dzięki gorzałce doświadczają Wiecznego Ognia w gardle, a przez to ich języki z większą zagorzałością zapalają innych do Świętego Płomienia — skomentowała z niewinnością godną opluwanych właśnie sprawców świątynnej dezynwoltury, cierpliwie pomagając staremu kapłanowi w porządkach w szafce. — Ale fakt, na bardak w alchemicznym sprzęcie nie ma żadnego usprawiedliwienia — dodała po chwili dla uściślenia, że występuje w obronie tylko jednego grzechu popełnianego przez konie z rzędu Sacerdotes, z gromady wyświęcone. Naturalnie pod warunkiem, że nie partaczą sztuki i rzeczywiście pędzą porządny samogon, a nie amatorskie szczyny.
Czas poświęcony na rzecz dobra i porządku świątynnego laboratorium nie poszedł na marne. Kolban był dzięki temu całkiem życzliwy, tzn. na razie narzekał na innych, a nie na nią, a nawet otworzył szafkę z ingrendiencjami. Wreszcie mogła zabrać się do właściwej roboty.
Potrzebne mi odczynniki do wykrywania substancji psychoaktywnych. Muszę zidentyfikować skład narkotyku w formie proszku. Wnioskując po właściwościach fizycznych oraz jego wpływie na organizm, to nie jest zwykły fisstech, choć może bazować na jego recepturze.
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 11 lis 2021, 0:23

Wszyscy chcą patrzeć metafizycznie — westchnął leciwy kapłan, domykając skrzypiące drzwi szafki. — Ale robić nie ma komu. Chyba że językami właśnie.
Zmitygowawszy się, że być może pozwolił sobie na zbytnią prywatę, wylewność czy rozprzężenie zakonnej reguły w towarzystwie postronnej, jakby nie było, profanki, wyprostował się na ile pozwalały mu przygniecione ciężarem lat plecy i zmarszczył brwi w wypraktykowanym, surowym grymasie.
A ty, córko, nie bluźnij! Myślałby kto! Przyrównywać gorzelne pomroki do natchnienia Wiecznym Ogniem! Bójże się ty bogów, białko.
Posapując od nadmiaru wzburzeń, które naszły go w tak krótkim odstępie, stary Kolban porzucił na moment szafkę i człapał był w kierunku okiennic, przy wtórze wciąż nieprzerwanego kazania za oknem.
Wilk nie skorzystał z zaproszenia proroka, tłomacząc, iże przy jego ognisku nie znajdzie okazji do przelewania krwi. Poszła w swoją stronę i świnia, nierada temu, iż nie zastanie tam nieczystości, w których mogłaby się powalać. Takoż uczyniła i żmija, której nie w smak było…
Nim dowiedziała się, co nie było w smak żmii, kapłan dotarł pod okno i przy pomocy długiego drąga z hakiem, domknął najwyższy luft, dzięki któremu mogli tak dobrze słyszeć odbywającą się właśnie przemowę. Już nieco żwawiej powrócił do otwartej szafki na ingrediencje, bo i po prawdzie nie była wcale daleko.
Odczynniki? — stary zamrugał krótkowzrocznymi oczami, jakby to nimi słuchał przedłożonego mu przez Elspeth zapotrzebowania. — Do wykrywania substancji? Narkotyku w formie proszku? Świstechu, znaczy się?
Dlaczemu… — Stary urwał w połowie i zabluźnił cicho, poprawiając się szybko — Dlaczego odczynniki?
Odsuwając się od szafki, odstąpił na krok, pozwalając, aby poranne światło pomogło wyłuskać mu z jej rozlicznej i wielobarwnej zawartości to, co akurat było potrzebne.
Jeśli ustalić skład, to trzeba ci reagentów — jak każdy staroszkolny, kapłan nie przepuścił okazji, by zbędnie i drobiazgowo przyczepić się semantyki i pobrylować żargonem. — Po dwa testy, na aktywną i fałszującą… Po tym, jak rozpuścisz i rozwiążesz… Solve et coagula
Mamrocąc alchemiczne sentencje, podał jej ostrożnie niewielki pojemnik z amonową solą, rdzawoczerwoną sal rubrum, do podzielenia na dwie porcje pod roztwór oraz ostrożnie zamknięte w szklanym puzderku płatki żrącego potażu, składnika kolejnego odczynnika.
Nie mamy aldehydu octowego — skwitował na zakończenie poszukiwań. — Będziemy musieli wynaleźć. Albo obejść bez. Od czego zamiarujesz zacząć?
Nagła uczynność Kolbana mogła wynikać ze zwyczajowego protekcjonalnego stosunku do pracowni. Mogła być także spowodowana właściwym starym wścibstwem i tendencją do wikłania się w nieswoje. A być może, jeśli błysk w oku nie był tylko słonecznym refleksem — autentyczną ciekawością. Było jasne, że nie da się spławić pod byle (więc innym niż technicznym) pretekstem, a ryzyko dopuszczenia go do ściślejszej konfidencji mogło skutkować zarówno zwiększeniem sumy ogólnej kompetencji w pomieszczeniu lub w gorszym wypadku — wzrostu stężenia upierdliwości.

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Medale: 2
Miano: Elspeth Favres
Rasa: Człowiek
Wiek: 30
Złoto: 22 korony
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=814
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=811

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 21 lis 2021, 23:21

Sprowokowana bura od starego kapłana sprawiła, że Elspeth musiała zacisnąć usta, by powstrzymać cisnący się na facjatę kąśliwy uśmiech satysfakcji. Ostatecznie objawił się on jedynie w formie lekko uniesionych kącików warg, na jedną krótką i ledwo zauważalną chwilę. Na wzmiankowany przez Kolbana strach przed bogami było już zdecydowanie za późno, ale w przeciwieństwie do tych mitycznych istot kapłan był realny i stał obok, trzymając równie realny drąg z hakiem do zamykania okien lub wężowych ust, toteż wolała nie ryzykować i nie prowokować go bardziej swym komentowaniem opieprzu za rzekome bluźnierstwa.
Zamiast tego bez słowa odebrała pojemniki z odczynnikami, które wzorem najgorszych straganiarskich tradycji najwyraźniej można było otrzymać tylko w pakiecie z gderaniem. Ustawiła je na stanowisku alchemicznym prawie że z nabożną czcią i zdążyła nawet przywdziać rękawice, podczas gdy Kolban dalej sobie zrzędził. Zdaje się, że w trakcie tej zajmującej czynności chyba próbował ją poprawiać i olśniewać sentencjami na poziomie pierwszych stron elementarza dla żaków pierwszego roku alchemii.
I nagle w Elspeth uderzyła fala zrozumienia, co było nie w smak żmii z urwanego kazania. Mianowicie - użeranie się ze starą pierdołą.
Od podziękowania ci za pomoc. Dalej poradzę już sobie sama — odrzekła suchym tonem. — Nie miałabym sumienia zabierać ci cennego czasu na takie drobnostki jak testowanie jakiegoś świstechu. Na pewno bardziej ważkie sprawy czekają na doglądanie przez tak doświadczonego profesjonała jak ty.
Jakkolwiek niepozornym i pociesznym mógł wydawać się Kolban, Elspeth miała kurewsko dobrą pamięć i nie zapomniała o rozlicznych razach, kiedy kapłan doprowadzał ją do szewskiej pasji, podważając jej kompetencje i pouczając jak naturszczyka po świątynnej szkółce. Niepomny na fakt, że ma do czynienia z kimś znacznie gorszym niż seminarzysta do bicia, a w Oxenfurcie przyznaje się dyplomy za wiedzę, a nie świniaka podarowanego profesorowi do przerobienia na wędliny.
Licząc na to, że jeśli od razu rzuci się w wir pracy, zignorowany a niechciany tobół zaraz zostawi ją w spokoju i obędzie się dziś bez awantury, zaczęła przygotowywać się do przeprowadzenia dwóch prób: pierwszej z sal rubrum, odpowiadającej na pytanie, czy w badanym proszku znajduje się fisstech i które z jego standardowych składników są obecne w składzie tego nowomodnego narkotyku. Później drugiej, w odrębnej kolbie z żrącym potażem – pod kątem tego, jakie dodatkowe domieszki znajdują się w używce. Intrygowało ją w szczególności, co nadało skrzakowi niebieskawy odcień.
Wyjęła puzderko od szefa, odważyła na niewielkiej wadze właściwe proporcje wyjętego zeń narkotyku oraz sal rubrum do pierwszej próby. Rozpuściła kilka uncji sproszkowanego narkotyku w odpowiedniej ilości umiarkowanie stężonej aqua fortis. Po zmieszaniu powstały roztwór rozcieńczyła dodatkowo wodą destylowaną. Dodała odczynnik, a po odpowiednim czasie także katalizator. Pozostawiła w spokoju, czekając, aż mieszanina prawdę powie.
Po rozprawieniu się z pierwszą próbą, zamyśliła, by analogicznie potraktować kolejną próbkę narkotyku drugim odczynnikiem.
► Pokaż Spoiler
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1774
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2021, 22:31

Potraktowany suchą, lecz przecież wysyconą przekąsem repliką, stara pierdoła, zareagowała w sposób zgoła zaskakujący i nietypowy. Mianowicie, zamknęła się i przyznała jej rację. Bez cienia ansy i uncji biadolenia.
A tuś — zaczął, nie bez przebłysku zbyt późno skrytego uśmiechu — Tuś rzekła prawdę, córko. Zaiste, mam co robić.
Pokasłując z cicha Kolban odwrócił się nieco ociężale i poczłapał był z pracowni, na odchodne, już siłą rozpędu i przyzwyczajenia rzucając pożegnalne napomnienia o zachowaniu porządku i odłożeniu sprzętów na miejsce po skończonej pracy.
Elspeth już ich nie słyszała, a z pewnością nie słuchała. Miała zajęcie i większe zmartwienia. Ekstrakcja pod destylowanie i próba z sal rubrum spełzła na niczym. W mało spodziewany, a na dodatek jeszcze mniej spektakularny sposób. Nic nie buchnęło, nie zawrzało, nie zgasło ani nie wydzieliło smrodu — poddana testowi resztka towaru poszła na zmarnowanie. Pod wpływem zaaplikowania odczynnika, przemieszała się z nim tworząc bordową zawiesinę stopniowo zasychającą do zakalczywej masy, wyglądem i konsystencją przypominającą łajno. I łajno z niej wynikało. Żaden z dotychczas testowanych przez nią narkotyków nie reagował w ten sposób. Pieczołowicie prześledziwszy proces pod kątem nieoczekiwanych zmiennych i kontaminacji, ponownie policzyła stężenie akwafortis, proporcje rozcieńczenia, nawet czystość laboratoryjnych naczyń — wszystko po to, by odnaleźć winowajcę w katalizatorze.
Próba powtórzona bez niego przebiegała swym własnym, niespodziewanie szybkim tempem. Była gotowa do zinterpretowania, po tym, jak w międzyczasie udało jej się przeprowadzić drugą próbę z użyciem żrącego potażu. Podczas tejże ostatniej, poprzedzonej obserwacją fizycznych właściwości proszku, udało jej się wykluczyć zwyczajowe domieszki w postaci etyloamin, alkaloidów oraz mikrodawek innych substancji psychoaktywnych, a także brak „wypełniaczy” i ciał obcych w postaci talku, kredy czy mąki — tych najbardziej prymitywnych mających oszukać niezorientowanego konsumenta.
Po półtorej godziny spędzonej na badaniach dysponowała dwoma wnioskami — miała do czynienia z towarem niespotykanej czystości i stężenia, powyżej dziewięćdziesięciu procent, przyjmując zaokrągloną proporcję. Pozbawionego domieszek mających zwiększyć objętość lub substytuować niedobór aktywnego składnika.
Wnioski te, nieważne ile razy zestawione, zebrane do kupy i podsumowane, w żaden sposób nie tłumaczyły zagadki niebieskawej barwy towaru. W paradoksalny, przeklęty sposób pogłębiały ją bardziej.
Resztka narkotyku, która ostała jej się po przeprowadzeniu dotychczasowych eksperymentów wystarczyłaby jej na jeszcze jedną, trzecią próbę. Ryzykowną, bo niezbyt dokładną.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław