Wielka Biblioteka

Obrazek

Nad dachami budynków rozbrzmiewa echo odprawianego w głównej świątyni nabożeństwa. Dzwony wybijają równą godzinę, przypominając mieszkańcom Novigradu o czuwającym nad nimi wszechobecnym Wiecznym Ogniu.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 16 maja 2018, 20:36

Obrazek Drobiny kurzu tańczą w słońcu wpadającym tu przez olbrzymie okno i bezlik mniejszych położonych wzdłuż galerii. Wszystkie są szczelnie zamknięte, do dusznego, przesyconego zapachem starych ksiąg wnętrza oprócz światła, wpada tylko sporadyczne bicie dzwonów będące tu jedynym dźwiękiem, poza szelestem przewracanych stronic. Rzucające długie cienie olbrzymie regały uginają się pod spisanym przez pokolenia ciężarem wiedzy, zamkniętą w skórzanych oprawach historią. Historią, teologią, naukami ścisłymi. To obraz przyświątynnej biblioteki, z której zbiorów wolno korzystać kapłanom oraz petentom po uiszczeniu ofiary. Pod warunkiem zachowania przez petentów ciszy i godnego traktowania ksiąg. Niezastosowanie się grozi im opuszczeniem miejsca w sposób hałaśliwy i urągający godności.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 13 paź 2021, 21:01

Znudzony strażnik pilnujący budynku biblioteki oparł halabardę o ramię, poświęcając więcej uwagi figurze petentki niż wręczonemu mu glejtowi wypisanemu przez Kurta na chwilę po ich rozstaniu w miejskim garnizonie. Niewykluczone, że w ogóle nie potrafił czytać, a jego kontrolne spojrzenie na dokument miało na celu wyłącznie oszacowanie autentyczności pieczęci. Poprawiając przekrzywiony, polerowany hełm, strzelił od niechcenia obcasami wysokich żołnierskich butów, usuwając się w bok i uchylając przed nią jedno ze skrzydeł prowadzących do bibliotecznych podsieni wrót.
W przestronnym przedsionku panował chłodny półcień, któremu sekundowała wyrazista woń kurzu — choć właściwa biblioteka mieściła się na piętrze, zapach był na tyle silny, by zapowiadać ją już na parterze. Nie bez winy były również pojedyncze szafki z przenoszonymi zbiorami i zostawiane gdzie popadło na płaskich powierzchniach egzemplarze i katalogi, czekające na zwrócenie ich właściwym półkom i przegrodom.
Świątynne laboratorium — drugie drzwi po prawej przed schodami, składało się z dwóch sąsiadujących ze sobą pomieszczeń. „Sala główna” fraternii, wysoko sklepione pomieszczenie, zawierało stanowiska robocze, głównie alchemiczne, umiejscowione w odstępach pod ścianami, wespół z przetykającymi je szafkami na ingrediencje i aparaturę do warzenia konkokcji i wytrącania piątych esencji. Dostateczną widoczność przy tworzeniu zapewniały wysokie okna z przydymionego szkła, pozwalające za dnia wykonywać słońcu swoją pracę, zaś na odwieczerz i w nocy wyręczały je protezy w postaci łuczyw, których ciemne uchwyty również znaczyły regularnie większość kamiennych ścian pomieszczenia. Jak to zwykle bywało w podobnych miejscach, wewnątrz woniało siarką oraz apteką — zróżnicowaną mieszanką ziół, czystego alkoholu i terpentyny.
Tuż po prawej, za zamkniętymi drzwiami znajdowało się mniejsze, zaciemnione pomieszczenie z osobnym, lepiej wyposażonym stanowiskiem alchemicznym, którego większą część zajmowały zapasy oraz nieużywane akurat sprzęty.
Przekraczając próg pracowni, zorientowała się, że pomimo początkowych nadziei i zamiarów — nie będzie w niej sama. Jako pierwsze miało towarzyszyć jej biegnące ze świątynnego placu kazanie, słyszane w środku pracowni dosyć głośno i wyraźnie. Na ile mogła się zorientować i usłyszeć, było ono komentarzem do odczytanego przed momentem, a opublikowanego przed kilkoma dniami dekretu Jego Świątobliwości pt. De Falsis Ignibus napominającego mnożące się w ostatnim czasie sekty i religijne ruchy odwołujące do symboliki i dogmatów Wiecznego Ognia.
Druga obecność, już czysto fizyczna, przybrała postać mężczyzny w czerwonej szacie kultu, bez kaptura, przewiązanej zwykłym, beżowym sznurem. Ubrany w nią człowiek, w przeszłości z pewnością słusznej postury, a obecnie przygarbiony wiekiem i troskami coraz bardziej upodabniał się do niedołężnego staruszka, w czym pomagały mu również siwe jak u gołębia czupryna i broda. Ta druga, wiecznie poznaczona odbarwieniami i nadapelniami zdradzała jego specjalizację zdecydowanie lepiej niż szerokie dłonie o grubych palcach, godne raczej kowala niż aptekarza.
Frater, o którym wiedziała, że pomimo imponującego stażu w kapłaństwie i nie mniej imponujących umiejętności zajmował w kulcie nieodmiennie niską pozycję, zwał się Kolganem, z lubością przekręcanym przez młodszych nowicjuszy na „Kolbana”. W przeszłości zdarzało im się dzielić sąsiadujące stanowiska, a nawet krótko współpracować podczas destylacji kilku specyfików na odgórne zamówienie. Frater Kolgan — jak każdy stary, zmierzły dziadyga, a na dodatek kapłan — z początku sarkał na naruszającą sacrum świątynnej pracowni „siksę” czy „jałówkę”, dopóki nawłasnoocznie i kilkukrotnie nie przekonał się, że tamta potrafi zrobić coś więcej niż nagotować naparu z rumianku albo podstawić odbieralnik pod kapiący kurek. Od tamtego czasu czynione za plecami sarkania i utyskiwania zmalały. Odrobinę. Stary kapłan nie sterczał jej już przynajmniej cięgiem nad ramieniem, ani nie komentował każdego posunięcia, pchając się z niechcianymi radami, a od wielkiego dzwonu dzieląc się faktycznie użytecznymi wskazówkami nieprzeznaczonymi dla uszu i uwagi profanów i naturszczyków.
A cóż to widzą me stare oczy? — zapytał, powoli odrywając swoją uwagę i słabnący wzrok od otwartej właśnie szafki, do której usiłował wpasować właśnie alembik z grubego szkła. — Cóż za fata rzuciły cię między te mury o tak wczesnej porze, moje dziecko?
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 21 paź 2021, 1:36

Choć nie była to Biblioteka Oxenfurcka, kurz napraszał się nozdrzom równie natarczywie, a i wszystko inne tęchło tu podobnie mocno, na czele z tęgimi głowami spróchniałymi od nadmiaru wiedzy. No może za wyjątkiem zakutego łba strzegącego wejścia do tego przybytku, bo tego akurat Elspeth nie podejrzewała o grzech inteligencji. Stąd po krótkiej inspekcji glejtu przez strażnika zakwalifikowanego przez nią natychmiast do kategorii „nizina intelektualna”, bez słowa go wyminęła, nie zaszczycając choćby spojrzeniem.
Nie tracąc czasu, dziarsko wyruszyła do pracowni, a węch już tak przywykł jej do laboratoryjnych miazmatów, że zapewne wyczuwszy tam któregoś dnia coś przyjemniejszego niż siarka, zapytałaby z odrazą: „a cóż tu tak cuchnie”.
Po przykrym deszczu świadomości, że pierwotny koncept na ten poranek rychło wziął w łeb, poczuła lekkie rozeźlenie na siebie za to, że zrezygnowała z pracy we własnym domu. W przeciwieństwie do jęków interrogowanych z zamkowej ciemnicy, słuchanie w tle kazania potępiającego herezję mogła potraktować nawet jako pouczający wykład z ekonomii na temat praw rynku i zwalczania konkurencji, ale patetyczne reprymendy pogromcy kacerstwa w połączeniu ze szwendającym się w pracowni „Kolbanem” tworzyły już zbyt duże natężenie czynników wadzących w pracy. Nie miała ochoty wysłuchiwać zrzędzenia starego kapłana, wystarczyło samo smęcenie jakiegoś zeloty za oknem. Przy takim poziomie zirytowania Efy potencjalny kwas wisiał w powietrzu, i bynajmniej nie chodziło o substancję alchemiczną z pobliskiej kolby.
Precyzyjnie ujmując, to fata o personaliach mojego pryncypała — odparło 30-letnie „dziecko”, chwytając za fartuch z wieszaka i wdziewając go na siebie według uniwersalnej zasady, iż skóra mogła się zagoić, włosy na głowie odrosnąć, ale zniszczonych fatałaszków zawsze było szkoda. — Praca w służbie miasta najwyraźniej nie baczy na nieludzką porę. Może z tym pomogę? — zrewanżowała się pytaniem jeszcze przed wybraniem stanowiska alchemicznego, wskazując na szafkę, z której zawartością mocował się alchemik.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 26 paź 2021, 22:48

Stary Kolban zamrugał, mrużąc krótkowzroczne oczy od godzącego je światła przesączającego się do współdzielnej pracowni przez okiennice oprawiające grube, zmatowiałe laboratoryjnymi wyziewami tafle szkła. Nie skomentował ani nie pociągnął wątku lub zwyczajnie nie dosłyszał. Choć po prawdzie to i nigdy nie słynął ze wścibstwa innego niż czysto zawodowe. Do tego stopnia, że rzadko kiedy opuszczał świątynne mury i (co zakrawało na kuriozum pośród zrzeszonych kultu) nie interesował się polityką. Gotwa byłaby się założyć, że zapytany o bieżący rok, stary Koblan potrzebowałby co najmniej kwadransa na udzielenie poprawnej odpowiedzi, a i śmiało szło postawić pięć koron bez straty na to, że indagowany o obecnego króla Redanii, wielebny upierałby się, że stary Vizimir nie tylko żyje i fika nogami, ale to jeszcze raczący się kaszką i dosiadający kucyka szczeniak.
Smęcenie zeloty za oknem przybrało na sile, nolens volens zmuszając starca do zażycia nieco historii najnowszej.
Dlaczemuż! — wbrew wykrzyknikowi był to zaczątek pytania, w dodatku retorycznego, stawianego przed nielicznym o tej porze wiernym. — Dlaczemuż tedy oni odstępcy, miasto głosić chwałę Płomienia wespół z nami, tutaj, w świętym mieście, którego wierzeje zawsze są dla nich otwarte, kryją się i tają jako zbójcy i celnicy…
Kolban zasarkał pod nosem coś po swojemu i pod adresem zasranych nierobów i próżnojadów. Zajęta przygotowywaniem się do pracy Elspeth nie dosłyszała czy uwaga miała charakter ogólny, czy bardziej personalny. Nie miała też czasu dociekać.
Dlaczemuż to rozpalają tyleż fałszywych ognisk, nie bacząc, że działają na szkodę wiary prawdziwej? Wiary i samym sobie, nurzając się w grzechu pychy, nieprawności lub niewinnej zgoła, acz wciąż szkodliwej ignorancyji? Dozwólcie umiłowani, że przypomnę wam kazanie o Proroku Lebiodzie, który strudzon wędrówką, zatrzymał się na wywczas, by rozpalić ogień…
Szafka zatrzęsła się, szklane instrumenty rozdzwoniły i rozstukały w jej przepastnym wnętrzu. Kolban zabluźnił. Nader świecko i przyziemnie. Bluźnierstwu, niby dla kontrastu towarzyszyło kazanie — wygłoszone ze swadą idącą w konkury do płynącej zza okna przypowieści „Dlaczemuż”.
Nie wytrzymam za moment, skaranie boskie z tymi młodzikami! — uniósł się, tylko nadprzyrodzoną na swój wiek siłą i refleksem ratując kulejący mebel od obalenia, a przewalające się utensylia od strzaskania. — Że podbierają sprzęta to jedno, ale że nie umieją odłożyć na miejsce? Poza tym, co to za porządki, żeby namaszczonemu kapłanowi lęgły się we łbie kanarki i pomysły o pędzaniu gorzałki? Jest w życiu czas na wszystko i na gorzałę i na panienki, ale zowie się on „seminarium” a ci… Brewerie! W samym sercu kultu! Wyświęcone stare konie!
Starzec zasapał się, bardziej ze wzburzenia niż z wysiłku, rady przyjmując pomoc trzydziestoletniego dziecka w uporządkowaniu wnętrza szafki w taki sposób, by nie rozbiło się na posadzce przy ponownym otwarciu drzwiczek.
Gest nie został jej zapomniany — garbiąc się i mamrocząc coś innego niż pobożne modlitwy, Kolban doczłapał się do innej szafki, tej na ingrediencje, otwierając ją i odpłacając jej uprzejmością zaserwowaną na swoją zwyczajową i już niereformowalną w tym wieku modłę.
Co dzisiaj zmarnujesz?
W wolnym tłumaczeniu ze starczego pytanie brzmiało: „Czy mogę ci pomóc? Jakich ingrediencji potrzeba?”
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 01 lis 2021, 22:37

Elspeth spojrzała mimowolnie w stronę okna, gdzie wierni za sprawą rozpalających słów swego duchownego przewodnika podążali za Prorokiem w każde miejsce na kontynencie, na którym postawił stopę, włączając w to wychodek. Dlaczemuż kaznodzieja słów i frazeologii nie szczędził, by przekazać treść, którą dałoby się zawrzeć w dwóch konkretnych zdaniach? Pytanie było równie retoryczne, co wywody właściwego kazania, a czarnowłosa dama przecież znała na nie odpowiedź. Po prostu nigdy nie mogła wystarczająco nadziwić się talentowi teologów, poetów i wszelkich humanistów do rozwlekania prostych treści do niebotycznie długich wywodów. Chwała smokowi, że w czas zeżarł Lebiodę, inaczej więcej zdarzyłoby się tych jego wywczasów, co skazałoby kazanie na godziny dłużej trwania.
Przy akompaniamencie inspirujących inwektyw starego kapłana, Elspeth zaprzestała swych głębokich refleksji i przyszła mu w sukurs, nim następne „dlaczemuż” wzbogaciło się o dramatyczny dźwięk rozbijania pychy, nieprawości, ignorancji, a przede wszystkim szkła.
Spójrz na to metafizycznie, Kolbanie. Dzięki gorzałce doświadczają Wiecznego Ognia w gardle, a przez to ich języki z większą zagorzałością zapalają innych do Świętego Płomienia — skomentowała z niewinnością godną opluwanych właśnie sprawców świątynnej dezynwoltury, cierpliwie pomagając staremu kapłanowi w porządkach w szafce. — Ale fakt, na bardak w alchemicznym sprzęcie nie ma żadnego usprawiedliwienia — dodała po chwili dla uściślenia, że występuje w obronie tylko jednego grzechu popełnianego przez konie z rzędu Sacerdotes, z gromady wyświęcone. Naturalnie pod warunkiem, że nie partaczą sztuki i rzeczywiście pędzą porządny samogon, a nie amatorskie szczyny.
Czas poświęcony na rzecz dobra i porządku świątynnego laboratorium nie poszedł na marne. Kolban był dzięki temu całkiem życzliwy, tzn. na razie narzekał na innych, a nie na nią, a nawet otworzył szafkę z ingrendiencjami. Wreszcie mogła zabrać się do właściwej roboty.
Potrzebne mi odczynniki do wykrywania substancji psychoaktywnych. Muszę zidentyfikować skład narkotyku w formie proszku. Wnioskując po właściwościach fizycznych oraz jego wpływie na organizm, to nie jest zwykły fisstech, choć może bazować na jego recepturze.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 11 lis 2021, 0:23

Wszyscy chcą patrzeć metafizycznie — westchnął leciwy kapłan, domykając skrzypiące drzwi szafki. — Ale robić nie ma komu. Chyba że językami właśnie.
Zmitygowawszy się, że być może pozwolił sobie na zbytnią prywatę, wylewność czy rozprzężenie zakonnej reguły w towarzystwie postronnej, jakby nie było, profanki, wyprostował się na ile pozwalały mu przygniecione ciężarem lat plecy i zmarszczył brwi w wypraktykowanym, surowym grymasie.
A ty, córko, nie bluźnij! Myślałby kto! Przyrównywać gorzelne pomroki do natchnienia Wiecznym Ogniem! Bójże się ty bogów, białko.
Posapując od nadmiaru wzburzeń, które naszły go w tak krótkim odstępie, stary Kolban porzucił na moment szafkę i człapał był w kierunku okiennic, przy wtórze wciąż nieprzerwanego kazania za oknem.
Wilk nie skorzystał z zaproszenia proroka, tłomacząc, iże przy jego ognisku nie znajdzie okazji do przelewania krwi. Poszła w swoją stronę i świnia, nierada temu, iż nie zastanie tam nieczystości, w których mogłaby się powalać. Takoż uczyniła i żmija, której nie w smak było…
Nim dowiedziała się, co nie było w smak żmii, kapłan dotarł pod okno i przy pomocy długiego drąga z hakiem, domknął najwyższy luft, dzięki któremu mogli tak dobrze słyszeć odbywającą się właśnie przemowę. Już nieco żwawiej powrócił do otwartej szafki na ingrediencje, bo i po prawdzie nie była wcale daleko.
Odczynniki? — stary zamrugał krótkowzrocznymi oczami, jakby to nimi słuchał przedłożonego mu przez Elspeth zapotrzebowania. — Do wykrywania substancji? Narkotyku w formie proszku? Świstechu, znaczy się?
Dlaczemu… — Stary urwał w połowie i zabluźnił cicho, poprawiając się szybko — Dlaczego odczynniki?
Odsuwając się od szafki, odstąpił na krok, pozwalając, aby poranne światło pomogło wyłuskać mu z jej rozlicznej i wielobarwnej zawartości to, co akurat było potrzebne.
Jeśli ustalić skład, to trzeba ci reagentów — jak każdy staroszkolny, kapłan nie przepuścił okazji, by zbędnie i drobiazgowo przyczepić się semantyki i pobrylować żargonem. — Po dwa testy, na aktywną i fałszującą… Po tym, jak rozpuścisz i rozwiążesz… Solve et coagula
Mamrocąc alchemiczne sentencje, podał jej ostrożnie niewielki pojemnik z amonową solą, rdzawoczerwoną sal rubrum, do podzielenia na dwie porcje pod roztwór oraz ostrożnie zamknięte w szklanym puzderku płatki żrącego potażu, składnika kolejnego odczynnika.
Nie mamy aldehydu octowego — skwitował na zakończenie poszukiwań. — Będziemy musieli wynaleźć. Albo obejść bez. Od czego zamiarujesz zacząć?
Nagła uczynność Kolbana mogła wynikać ze zwyczajowego protekcjonalnego stosunku do pracowni. Mogła być także spowodowana właściwym starym wścibstwem i tendencją do wikłania się w nieswoje. A być może, jeśli błysk w oku nie był tylko słonecznym refleksem — autentyczną ciekawością. Było jasne, że nie da się spławić pod byle (więc innym niż technicznym) pretekstem, a ryzyko dopuszczenia go do ściślejszej konfidencji mogło skutkować zarówno zwiększeniem sumy ogólnej kompetencji w pomieszczeniu lub w gorszym wypadku — wzrostu stężenia upierdliwości.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 21 lis 2021, 23:21

Sprowokowana bura od starego kapłana sprawiła, że Elspeth musiała zacisnąć usta, by powstrzymać cisnący się na facjatę kąśliwy uśmiech satysfakcji. Ostatecznie objawił się on jedynie w formie lekko uniesionych kącików warg, na jedną krótką i ledwo zauważalną chwilę. Na wzmiankowany przez Kolbana strach przed bogami było już zdecydowanie za późno, ale w przeciwieństwie do tych mitycznych istot kapłan był realny i stał obok, trzymając równie realny drąg z hakiem do zamykania okien lub wężowych ust, toteż wolała nie ryzykować i nie prowokować go bardziej swym komentowaniem opieprzu za rzekome bluźnierstwa.
Zamiast tego bez słowa odebrała pojemniki z odczynnikami, które wzorem najgorszych straganiarskich tradycji najwyraźniej można było otrzymać tylko w pakiecie z gderaniem. Ustawiła je na stanowisku alchemicznym prawie że z nabożną czcią i zdążyła nawet przywdziać rękawice, podczas gdy Kolban dalej sobie zrzędził. Zdaje się, że w trakcie tej zajmującej czynności chyba próbował ją poprawiać i olśniewać sentencjami na poziomie pierwszych stron elementarza dla żaków pierwszego roku alchemii.
I nagle w Elspeth uderzyła fala zrozumienia, co było nie w smak żmii z urwanego kazania. Mianowicie - użeranie się ze starą pierdołą.
Od podziękowania ci za pomoc. Dalej poradzę już sobie sama — odrzekła suchym tonem. — Nie miałabym sumienia zabierać ci cennego czasu na takie drobnostki jak testowanie jakiegoś świstechu. Na pewno bardziej ważkie sprawy czekają na doglądanie przez tak doświadczonego profesjonała jak ty.
Jakkolwiek niepozornym i pociesznym mógł wydawać się Kolban, Elspeth miała kurewsko dobrą pamięć i nie zapomniała o rozlicznych razach, kiedy kapłan doprowadzał ją do szewskiej pasji, podważając jej kompetencje i pouczając jak naturszczyka po świątynnej szkółce. Niepomny na fakt, że ma do czynienia z kimś znacznie gorszym niż seminarzysta do bicia, a w Oxenfurcie przyznaje się dyplomy za wiedzę, a nie świniaka podarowanego profesorowi do przerobienia na wędliny.
Licząc na to, że jeśli od razu rzuci się w wir pracy, zignorowany a niechciany tobół zaraz zostawi ją w spokoju i obędzie się dziś bez awantury, zaczęła przygotowywać się do przeprowadzenia dwóch prób: pierwszej z sal rubrum, odpowiadającej na pytanie, czy w badanym proszku znajduje się fisstech i które z jego standardowych składników są obecne w składzie tego nowomodnego narkotyku. Później drugiej, w odrębnej kolbie z żrącym potażem – pod kątem tego, jakie dodatkowe domieszki znajdują się w używce. Intrygowało ją w szczególności, co nadało skrzakowi niebieskawy odcień.
Wyjęła puzderko od szefa, odważyła na niewielkiej wadze właściwe proporcje wyjętego zeń narkotyku oraz sal rubrum do pierwszej próby. Rozpuściła kilka uncji sproszkowanego narkotyku w odpowiedniej ilości umiarkowanie stężonej aqua fortis. Po zmieszaniu powstały roztwór rozcieńczyła dodatkowo wodą destylowaną. Dodała odczynnik, a po odpowiednim czasie także katalizator. Pozostawiła w spokoju, czekając, aż mieszanina prawdę powie.
Po rozprawieniu się z pierwszą próbą, zamyśliła, by analogicznie potraktować kolejną próbkę narkotyku drugim odczynnikiem.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2021, 22:31

Potraktowany suchą, lecz przecież wysyconą przekąsem repliką, stara pierdoła, zareagowała w sposób zgoła zaskakujący i nietypowy. Mianowicie, zamknęła się i przyznała jej rację. Bez cienia ansy i uncji biadolenia.
A tuś — zaczął, nie bez przebłysku zbyt późno skrytego uśmiechu — Tuś rzekła prawdę, córko. Zaiste, mam co robić.
Pokasłując z cicha, Kolban odwrócił się nieco ociężale i poczłapał był z pracowni, na odchodne, już siłą rozpędu i przyzwyczajenia rzucając pożegnalne napomnienia o zachowaniu porządku i odłożeniu sprzętów na miejsce po skończonej pracy.
Elspeth już ich nie słyszała, a z pewnością nie słuchała. Miała zajęcie i większe zmartwienia. Ekstrakcja pod destylowanie i próba z sal rubrum spełzła na niczym. W mało spodziewany, a na dodatek jeszcze mniej spektakularny sposób. Nic nie buchnęło, nie zawrzało, nie zgasło ani nie wydzieliło smrodu — poddana testowi resztka towaru poszła na zmarnowanie. Pod wpływem zaaplikowania odczynnika, przemieszała się z nim tworząc bordową zawiesinę stopniowo zasychającą do zakalczywej masy, wyglądem i konsystencją przypominającą łajno. I łajno z niej wynikało. Żaden z dotychczas testowanych przez nią narkotyków nie reagował w ten sposób. Pieczołowicie prześledziwszy proces pod kątem nieoczekiwanych zmiennych i kontaminacji, ponownie policzyła stężenie akwafortis, proporcje rozcieńczenia, nawet czystość laboratoryjnych naczyń — wszystko po to, by odnaleźć winowajcę w katalizatorze.
Próba powtórzona bez niego przebiegała swym własnym, niespodziewanie szybkim tempem. Była gotowa do zinterpretowania, po tym, jak w międzyczasie udało jej się przeprowadzić drugą próbę z użyciem żrącego potażu. Podczas tejże ostatniej, poprzedzonej obserwacją fizycznych właściwości proszku, udało jej się wykluczyć zwyczajowe domieszki w postaci etyloamin, alkaloidów oraz mikrodawek innych substancji psychoaktywnych, a także brak „wypełniaczy” i ciał obcych w postaci talku, kredy czy mąki — tych najbardziej prymitywnych mających oszukać niezorientowanego konsumenta.
Po półtorej godziny spędzonej na badaniach dysponowała dwoma wnioskami — miała do czynienia z towarem niespotykanej czystości i stężenia, powyżej dziewięćdziesięciu procent, przyjmując zaokrągloną proporcję. Pozbawionego domieszek mających zwiększyć objętość lub substytuować niedobór aktywnego składnika.
Wnioski te, nieważne ile razy zestawione, zebrane do kupy i podsumowane, w żaden sposób nie tłumaczyły zagadki niebieskawej barwy towaru. W paradoksalny, przeklęty sposób pogłębiały ją bardziej.
Resztka narkotyku, która ostała jej się po przeprowadzeniu dotychczasowych eksperymentów wystarczyłaby jej na jeszcze jedną, trzecią próbę. Ryzykowną, bo niezbyt dokładną.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 12 gru 2021, 18:42

Emanująca na co dzień ciepłem usposobienia porównywalnym do Białego Zimna z przepowiedni Ithlinny, Elspeth miewała swoje chwile słabości, kiedy ulegała jakimś emocjonalnym poruszeniom, to znaczy wtedy, gdy nad czymś naukowo pracowała. Dziś zamiast ekscytacji poczuła jednakże tylko bezmiar irytacji. Tak, identyfikacja nieznanej substancji nigdy nie była snadnym zadaniem, ale liczyła na to, że badany proszek zdradzi jej coś więcej niż tylko swoją niespotykaną czystość, co owszem – mogło być przydatną poszlaką – ale teraz potrzebowała czegoś więcej. A już szczególnie drażniło ją to, że nadal nie wie, skąd się wziął ten cholerny niebieski kolor.
Spojrzała gniewnie na gnojownik powstały w wyniku fiaska pierwszej próby, jak gdyby to on odpowiadał za wszelkie zło niewiedzy związanej z tym narkotykiem i zabębniła nerwowo palcami o blat stołu. Wiedziała, że bez dalszych próbek tu, w laboratorium, śledztwo nie ruszy się o krok, toteż czas było ruszyć ze sprawą w teren. Nie poddawała się jednak tak łatwo, toteż na sam koniec postanowiła jeszcze wykorzystać ostatki proszku. Skoro chabrowa barwa nie wynikała z domieszek, być może była efektem metody produkcji narkotyku i to właśnie ją postanowiła spróbować zidentyfikować przez analogię.
Elspeth kojarzyła, iż w jednym z etapów procesu zaawansowanej syntezy klasycznego fisstechu poddawany obróbce związek zwykle był hydrolizowany kwasem solnym, a następnie alkalizowany, toteż przypuszczała, iż być może acidum salis wykorzystywany jest także w procesie produkcji tego nowego narkotyku. Zatem gdyby odpowiednio spreparowana próbka nowego narkotyku zareagowała z roztworem z calcium carbonicum, potwierdziłoby to jej supozycję, że rzeczywiście na wczesnym etapie otrzymywania badanej używki użyto kwasu solnego, a zatem podobnej metody co przy produkcji fisstechu. To zaś otworzyłoby drogę do potraktowania proszku kolejnymi substancjami, które może zdradziłyby różnice – w porównaniu do metody syntezy fisstechu - występujące w kolejnych etapach procesu wytwarzania narkotyku.
Nie mitrężąc, zakasała znów rękawy i zabrała się do działania.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 18 gru 2021, 3:28

Działanie przyniosło zaś rezultat. Kłamstwem byłoby jednak nazwać ten ostatni oczekiwanym.
Jej pierwsze podejrzenia zakiełkowały podczas preparowania próbki w taki sposób, by z jej pomocą i na drodze rewersji móc odtworzyć proces hydrolizy. Narkotyk potrzebował kilku prób, nim pozwolił doprowadzić się do pożądanej, umożliwiającej dalsze próby postaci. Niechętnie poddawał się wszelkim zmianom — zarówno jego odczyn, jak i stan skupienia zachowywały wyjściowe lub nieznacznie zmienione wartości w kontakcie z odmierzonymi reagentami. Kilkukrotnie sprawdzenie tych ostatnich nie wykazało nieprawidłowości w proporcji ani składzie — przyświątynne laboratorium pomimo ubytków i nieporządku w sprzętach, miało dostęp do świeżych i niezanieczyszczonych składników.
Metoda prób i błędów potwierdziła jej przypuszczenia względem ścieżki uzyskania narkotyku na drodze syntezy.
I jednocześnie przeczyła wszystkim jej dotychczasowym doświadczeniom kilkuletniej akademickiej oraz zawodowej kariery. Żaden fisstech uzyskiwany na drodze wszystkich znanych jej metod nie miał prawa zachowywać się w ten sposób. Bluźnić stechiometrii, urągać prawom proporcji w transmutacji, drwić z odwiecznych praw materii.
Przetestowana próbka, doprowadzona do ciekłej formy i pozbawiona swojego koloru, odparowywała w szklanej menzurze, bluźniąc, urągając i drwiąc pośród całego uczynionego wokół niej rozgardiaszu niezliczonej ilości poprawek i sumy błędów. Drażniła, ale czymś innym niż żrącym, oddającym ciepło waporem ulatującym z niej przez wąski wylot naczynia.
Przemaglowana na wszystkie dostępne jej sposoby, niby cierń w boku albo grot z zadziorem, wciąż tkwiła tą jedną, nieuchwytną niewiadomą, która nie dała się przyszpilić ani opisać w toku całego procesu. Hydroliza, a potem alkaliza. Ta pierwsza z pewnością z udziałem katalizatora, którego śladu nie mogła znaleźć, tego samego, który niechybnie nadał wyprodukowanej działce jej osobliwy koloryt i poblask. Nie zostawiając jednocześnie śladów dających zmierzyć się żadną możliwą analizą składu. Brakujący element układanki brakującym elementem tablicy alchemicznej? Coś, jeszcze nieodkrytego albo niedającego się wykryć ani porównać do stanu naturalnego. Bo manipulującego samymi fundamentami jej praw.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vespera » 22 gru 2021, 1:24

To niemożebne. To nie miało prawa istnieć.
Efa skrzywiła się jak po occie, jak po soku z cytryny albo co najmniej własnym jadzie, który z toksyczności przeżarł się przez jej skórę. Poczuła, jakby przegrała w wyimaginowanym pojedynku, w którym kuty na cztery nogi alchemik poczynił jej personalny afront, przechytrzywszy ją i święte prawa alchemii. Chciała go widzieć skutego i wykręconego na krześle, ze śliwą na gębie, cierpiącego za swą bezczelność, odpowiadającego jej na jedno, proste pytanie – jak? Dopiero po nim nastąpią kolejne.
Zdjęła rękawice i rzuciła z nadąsaniem na blat. Spisała wnioski z przeprowadzonych badań, wszystkie zastosowane reagenty, proporcje, transmutacje. Schowała raporty z dzisiejszego procesu ponoszenia porażki do torby i uprzątnęła ostawione pobojowisko.
Kiedy już pozbyła się śladów swej bytności w laboratorium, które mogłyby sprowokować dyżurnego dziadygę do zrzędzenia następnym razem, opuściła Wielką Bibliotekę i wyruszyła z powrotem do garnizonu, by sumiennie zaopiekować się zatrzymanym w tej sprawie. Po drodze planowała jeszcze tylko szybko zdobyć coś do jedzenia na pobliskim Bazarze Zachodnim, gdzie serwowano specjał - mięso baranie z warzywami podawane w placku. Przy dzisiejszym nastroju potrzebny jej był na cienkim, bardzo ostry.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Vaclav Wielebny
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 10 sty 2023, 22:28
Miano: Kaplan
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vaclav Wielebny » 16 wrz 2023, 22:41

Powolnym krokiem przemierzał korytarze gmachu. Mając wiedzę o obyczajach Wielkiej Biblioteki, nie zwracał swego języka, o ile nie był to konieczny czyn. Unikał rozmów, skinął jedynie łagodnie głową mijając innych kapłanów. Natomiast obok Akolitów, zajmujących się swoimi sprawunkami, przechodził z uniesioną dumnie głową, rzucając okiem na to czym się zajmowali. Pamiętał, jak był nowicjuszem i chował się w tym właśnie miejscu, by uciec przed Bratem Konstantem, który wpajał mu nauki kapłańskie lecz był z niego straszliwy despota.

Swe kroki skierował ku Staremu Kolbanowi, który latami opiekował się tym miejscem. Znał on niemal wszelki rękopis i wolumin, leżące na tychże regałach. Jego wiedza oraz wytyczne pozwalały zaoszczędzić wiele godzin poświęconych na badanie rozległych tomów.

- Bracie... Szukam najznamienitszej księgi zielnikowej, jaką w kolekcji mamy. - wyszeptał, podchodząc niezwykle blisko kapłana. Teoretycznie wiedział, ku jakiej sekcji zmierzać, lecz w niej roiło się od ksiąg. Wybrać najpokaźniejszą, liczącą tysiące stron? Wiele razy popełniał tę gafę, będąc jeszcze Akolitą. Nawet teraz, wiele lat później, wolał się zdać na wiedzę Bibliotecznego Archiwisty.

- Moje zainteresowanie skupia się wokół Bodziszka Cuchnącego, Płucnika, Bielunia oraz Siężygronu... Jeśli ma to przysporzyć pomocy w poszukiwaniach. - dodał po chwili.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 17 wrz 2023, 17:57

Mimo młodego wieku pamięć zawodziła Vaclava. Stary Kolgan vel Kolban faktycznie od wielu lat opiekował się księgozbiorem. Robił to jednak od wielkiego dzwonu, zastępując innych kapłanów, których pochłonęły akurat niedyspozycja lub pilniejsze obowiązki.
Chociaż zawiodła pamięć, sprzyjało mu szczęście. Kolgan był dzisiaj zastępstwem i faktycznie znał niemal wszelki rękopis i wolumin leżący na tychże regałach. Zaś jego wiedza i wytyczne, zwłaszcza w materii, którą zamierzał zgłębić, była nieoceniona. Frater, nomen omen, Kolban, uchodził za eksperta w dziedzinie szeroko pojętej alchemii. Gdyby nie idiosynkrazja do arywizmu i osobiste animozje wobec kilku wysoko postawionych członków kultu, już dawno zapracowałby sobie na awans — mimo podeszłego wieku wciąż dorównywał rangą Vaclavowi. Frater bimbał sobie jednak ostentacyjnie na hierarchię i zaszczyty, będąc w pełni ukontentowany swoja cichą pracą na rzecz kultu — oprócz jego alembików i retort nie potrzebował do szczęścia niczego więcej.
Niech Ogień kroczy za tobą, bracie — pozdrowił Zerrikańczyka, odkasłując i podnosząc nań krótkowzroczne oczy znad pulpitu. — Najznamienitszej, powiadasz?
Starzec namyślił się głęboko, gładząc siwą brodę. Pytanie było przemyślane, toteż odpowiedź kosztowała go nieco czasu.
„Herbarium Aurorum” — odrzekł w końcu, lecz bez zawahania się. — Mamy grubsze pozycje, nawet bogato iluminowane. Ale myślę, że ta przygodzi ci się najbardziej. Mnie pomogła nie raz i nie dwa. Dział herbarzy, siódmy indeks, szósty rząd.
Można wiedzieć — zapytał powodowany zawodową ciekawością, zanim Vaclav zdążył oddalić się na poszukiwania wskazanego mu zielnika. — Co planujesz osiągnąć, młody bracie?
Ilość słów: 0

Vaclav Wielebny
Awatar użytkownika
Posty: 7
Rejestracja: 10 sty 2023, 22:28
Miano: Kaplan
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil postaci
Karta Postaci: Karta postaci

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Vaclav Wielebny » 17 wrz 2023, 18:47

Cmoknął pod nosem i pokręcił przecząco głową w geście niezadowolenia.
- Ta plaga… Jest mi straszliwym ciężarem dlategoż postanowiłem sprawdzić kilka teorii. Znajomym z tematem wielu roślin oraz medycznej sztuki. Chcę jednak doczytać czy nie sprawię tym krzywdy bliźniemu. - powiedział po czym rozejrzał się lokalizując sekcję biblioteki, którą wskazał kapłan. Ruszył powolnym krokiem jednak po chwili odwrócił się na pięcie i powrócił pochylając na kontuarem.
- A wiadomoż czy klasztor posiada owe zioła w swych składach? Przez myśl przeszedł mi pomysł co by Akolitów i Laików z Przedzamcza zagonić do zbiorów na rzecz Wiecznego Ognia. Dla nich zebranie kosza ziół z pól czy lasu to żaden kłopot. Inaczej sam będę musiał… - dodał by na koniec lekko syknąć pod nosem. Ponownie się oddalił tym razem już wchodząc w odpowiednią sekcję regałów gdzie zaczął wodzić palcem po półkach w poszukiwaniu miejsca, w którym znajdował się słynny zielnik.
- Herbarium Aurorum… - wyszeptał nazwę i wyciągnął obszerną księgę po czym od razu zdmuchnął z niej sporą wartwę kurzu. Chmura uniosła się a zmartwiony kapłan czmychnął na powrót do brata Kolbana. Jego wiedza mogła być pomocną w tak poważnej tematyce jak plaga. Przekartkował kilka rozdziałów w poszukiwaniu pierwszej pozycji.[/tab]
- Bo widzisz… Bieluń i Płucnik mogłyby tutaj pomóc w przypadku tych krwawych kaszlów. Przypomina to gruźliczny objaw a te rośliny oczyszczały płuca z trucizn. - przedstawił pierwszą teorię po czym przerzucił kilka kolejnych kartek zatrzymując swój wzrok na innej pozycji. Czytał przez dobrą chwilę pod nosem.
- Aha! - prawie wykrzyknął po czym skulił się i rozejrzał po sali. Widział że inni spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Także brat Kolban…
- Geranium na zatrzymanie krwawej biegunki. To na pomoc tym, którzy są w zaawansowanym stadium choroby. Myślę że można tutaj rozporządzić kurację idąc od końców. Zatrzymać biegunke, oczyścić płuca i na koniec kuracja odtruwająca i oczyszczająca z Siężygronu. - wytłumaczył po czym spojrzał na brata celem konsultacji. Jeżeli jego pomyślunek był nietrafiony to wolał aby ktoś z dużym doświadczeniem go sprostował już teraz. Póki jeszcze nikogo nie zabił.
- Albo odprawiać modły uzdrawiające nad chorymi… - dodał na koniec nie mając chyba większej ilości pomysłów. Kartkował jeszcze zielnik w poszukiwaniu innych roślin które mogłyby pomóc ale jego wiedza też był ograniczona a księga miała mnóstwo stron.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2409
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Wielka Biblioteka

Post autor: Dziki Gon » 17 wrz 2023, 22:02

Wieczny Ogień jest w tobie silny, bracie — odparł z powagą brat Kolgan, zmarszczywszy siwe brwi. — Błogosławię twojej sprawie, albowiem zaraza Catriony to najpotężniejszy wróg, któremu my i nasz święty zakon musi stawić czoła. I nawet jeśli sprawa zdawać się może przegrana, winni jesteśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, nim plaga zbierze swoje ostatnie żniwo. Niechaj zatem twoja wiedza i ekspertyza posłużą ci za boski oręż, którym to na wieki wypędzisz kalającą tę ziemię klęskę. Wrota biblioteki są dla ciebie zawsze otwarte.
Brat Kolgan ponownie popadł w zadumę, kiedy Vaclav zadał następnie pytanie.
Jestem niczym, acz tylko skromnym, zniedołężniałym sługą, strzegącym tutejszych zwojów i ksiąg. Zapytaj mnie o któreś, a doradzę gdzie znaleźć, a także opowiem, co skrywają. Jednakże o stanie i zbiorach zielarskich naszego zakonu, wiem niewiele i u inszego brata musisz szukać wskazówek. Brat Poncjusz… Tak, brat Poncjusz posłuży ci w tej kwestii najlepiej. Co więcej, jestem niemal tego pewien, on sam prowadzi studia nad zarazą, mniemam, że ochoczo podzieli się swoimi dotychczasowymi badaniami.
Starzec pokiwał mądrze głową, słysząc plan młodego kapłana.
Iście, wydaje się, że kroczycie dobrą ścieżką, jeśli jednak mogę w czymś doradzić… — odchrząknął, nachylając się przez pulpit. Zniżył jeszcze bardziej ton. — Pomoc schorowanym, ulżenie w ich cierpieniu jest czymś godnym pochwały. Tak, tak, czynisz bracie bardzo miłosiernie, ale wcześniej zastanów się, czy to rzeczywiście odpowiedź, której szukamy? Chorobę należy zwalczyć w zarodku, nie dopuścić, aby organizm zaatakowała, albo zawczasu wzmocnić tenże, co by w chwili próby stawił czoła Czerwonej Śmierci. Pomnijcie także, zarażeni są słabi duchem i ciałem, każda kuracja może sprawić rychlejszy zgon. A chorych, z pewnością widziałeś bracie w hospicjach, jest mnogość, zarówno starych jak ja, co i młodych jak ty, a nieraz zbyt młodych, mógłbyś rzec. O pomoc Laików proś, a jakże, pewnym, że cię wesprą, ale miej baczność; co w sercu, to nie zawsze w głowie. Choć stoją w blasku Wiecznego Ognia, obawiałbym się, czy nie popełnią błędu, a sprawa, bracie, jest największej delikatności.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław