Zamek

Obrazek

Komandoria namiestnika Novigradu i schronienie hierarchy na czas wojny lub politycznego niepokoju. Najbardziej zmilitaryzowany punkt w mieście, mieści on trzon novigradzkiej straży i nie szczędzi środków na utrzymanie grodu w pokoju. Oraz pokoju w grodzie.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Zamek

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 19:00

Obrazek
„Panowie ziemscy w Twierdzach zamknęli swoje dusze! Z dala od narodu, co ziemię karmi, co gwiazdy zapala! Bliżej im do chmur niźli nas! Hen w górze brak głodu, powodzi, nieurodzaju. Nasz płomień rozpaczliwy niby iskra młoda, niby nietrwały motyl! Nie obawiajcie się, bracia! Wytrwajcie w nadziei, bowiem dusze Panów, im dalej nas, tym bliżej nieba i gniewu bożego!”
— Pierwsze Kazanie Vidiusza

Zimne, kamienne mury zamku pochylają się nad miastem wyniosłym masywem, wystrzeliwują w błękitne niebo, rozrywają basztami chmury. Dokoła nich czuwa potężny, warowny kompleks. Jego główny dziedziniec wypełnia szarość bruku i kępy równo przystrzyżonej zieleni oraz mnogość świętych posągów. Bruk prowadzi prostą drogą ku miejskim murom — od wewnętrznej bramy, przez kordegardę, potem zamkową kaplicę Wiecznego Ognia, aż wreszcie do donżonu, serca całej twierdzy. Zaszczyt przebywania w tej części miasta, co dopiero zaszczyt zawitania w progach donżonu, nie jest często przyznawany. Nie byle komu. Jedynie wysocy dostojnicy, polityczni przyjaciele oraz najbardziej wpływowi interesanci otrzymuję prawo audiencji. Paradny, zdobiony marmurowym nadprożem łuk prowadzi do bastionu, chroni go oddział najzdolniejszych gwardzistów. Następnie twierdza wita wachlarzem kamiennych schodów. Za głównym wejściem czeka sala audiencyjna rady Wolnego Miasta, na górnych piętrach mieszczą się zaś zielone salony, gdzie przyjmowani są prominentni goście. Do sypialni królewskich wstępu nie ma nikt. Miękkie dywany, mahoniowe meble, drogocenne popiersia i malowidła oraz alabastrowe posągi nadają świetności komnatom, a tym gościom, którzy sycić lubią nie tylko oczy, służy oferująca najwykwintniejsze potrawy zamkowa kuchnia. Wszędy panuje delikatna, niby utkana srebrną nicią cisza. Służba ma w zwyczaju przemykać od pomieszczenia do pomieszczenia, straż czuwa w milczeniu. Wielkim przywilejem jest znaleźć się na tych salonach, jeszcze większym ponoć — nie powędrować z nich prosto na salony Baszty Więziennej za sprawą jednego nieostrożnego gestu lub słowa.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 10 sty 2022, 22:05

Gd-gdybym wiedział — zaczął przez ściśnięte gardło, próbując opanować zęby podzwaniające mu jak kastaniety — T-to bym tu nie leżał. Tylko www Toussaint. Z cy-cycatą elfką.
Jak na partacza i rozciągniętą na łożu do tortur zahukaną łajzę, jego poczucie humoru miało się nienajgorzej. Odpowiedź, choć raczej mało protokolarna, była ponad wszelką wątpliwość szczera. Każdy mimowolny ruch i grymas na twarzy przesłuchiwanego nawet przy słabym świetle zdradzał, że ten wolałby przebywać teraz gdzie indziej. W miarę możliwości gdzieś bardzo daleko od Novigradu, poza radiusem wszelkiej maści garnizonów, pokojów przesłuchań i przesłuchujących.
Pomieszczenie, poza strachem, wypełnił zapach dymu. Dużodobry w cierpliwym milczeniu chrobotał długim prętem w metalowym, ustawionym w rogu koksowniku, podrywając do krótkotrwałego lotu snopki iskier.
Bogowie miłosierni, nie chcę umierać! — głos niedoszłego dilera załamał się, oskarżony zajęczał przeciągle i obficie usmarkał, dając prezentację tego, jak szybko siedzące w człowieku, zdawałoby się sprzeczne, namiętności gotowe były się odmienić i posiąść go we władanie. — Chciałem… Tylko… Dorooobić! Na Błękitnej Magii idzie… Najwięcej! Nie znam źródeł, nie mam nawet proteeektoorów!
Dużodobry, niepomny wypełniających ciasną celę wrzasków, wyciągnął pręt z ognia, krytycznie przyglądając się jego rozżarzonemu do czerwoności końcowi zakończonego na wzór bosaka — hakiem ze szpikulcem. Niezadowolony widać z efektu, zagrzebał go w żarze po raz wtóry.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 11 sty 2022, 19:49

Lico Elspeth nawet nie drgnęło, choć przez krótki moment poczuła lekkie rozczarowanie, że przesłuchiwany okazał się być jeszcze mniej roztropnym, niż początkowo przypuszczała.
Widzę, że mamy śmieszka na sali — ozwała się wreszcie po chwili bez cienia rozbawienia ani jakiejkolwiek innej emocji w głosie. Najwyraźniej poczucie humoru mętów społecznych nie przemawiało do espritu novigradzkich bezpieków.
Bert, przypomnij mu proszę o powadze tego miejsca i instytucji.
Nie zamierzała skazywać krętacza na cierpienia ponad konieczną miarę, ale mores musiał znać. Na razie w formie krótkiej lekcji wprowadzającej, którą w razie przedłużania przez Dużodobrego zamiarkowała wstrzymać. W końcu miał to być tylko impuls edukacyjny dla dobra ulicznej szui, by na następne pytania po prostu udzielał konkretnych odpowiedzi i tym samym oszczędzał wszystkim wątpliwej przyjemności znoszenia jego wrzasków oraz swądu palonej skóry.
Zacznijmy jeszcze raz. Tym razem bez błazenady — ostrzegła z surowym wyrazem twarzy. — Przekonująco wciskałeś kit o tej swojej Jagodowej Magii. I z takim obeznaniem dotyczącym detali, że tylko kiep twojego pokroju uwierzyłby, że nie miałeś wcześniej do czynienia z prawdziwym towarem. Gdzie i kiedy stykałeś się z oryginałem? Z kim współpracowałeś? Skup się, łajzo.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2022, 2:16

Dużodobry, w cywilu i dla znajomych „Bert” wyjął pręt spomiędzy rozżarzonych węgli. Zanim powiększone ze strachu źrenice przesłuchiwanego zdążyły rozszerzyć się do końca, oprawca ruchem szybkim, lecz wprawnym, przyłożył mu świecący w półmroku na pomarańczowo koniec narzędzia do wychudłej skóry na żebrach.
Wrzask wypełnił całe pomieszczenie na krótko przed tym, jak zrobił to smród przypiekanej skóry. Wysoki i fałszywy falset zakłuł w uszy nawet nieprzyjemniej niż niedawne wokalne popisy o lilijce, których przyszło jej słuchać wcale nie tak dawno temu. Dużodobry absolutnie się nie wysilał — jego ramię, stabilne jak u łucznika z dekadą praktyki trzymało pręt tuż przy ciele, cały czas na tej samej wysokości. To niedoszły diler sprawiał sobie największy ból — wiercąc się na stole i szarpiąc w swoich więzach, wyłącznie pogarszał swoją sytuację — parząc się o pręt kolejnymi fragmentami ciała lub zbliżając bardziej ku rozgrzanemu żelazu.
Była to kolejna rzecz znamienna dla Dużodobrego, o której dane było jej już usłyszeć. Znielubiony przez kolegów kat słynął z oszczędności i prostoty podczas zadawania bólu. W przeciwieństwie do pozostałych niechętnie sięgał po bardziej zaawansowane narzędzia tortur, ograniczając swój repertuar do dwóch, góra trzech, tych samych metod i narzędzi. Potwierdzając pewną starą prawdę na temat tego oraz kilku innych zawodów. Tę, że prawdziwego mistrza nierzadko lza rozpoznać po tym, co najprostsze.
Zasmucasz nas niezmiernie — odezwał się niespodziewanie, podczas spełniania polecenia Elspeth. Odezwał się tonem, w którym pobrzmiewały autentyczne smutek i troska. — Pomnij wszak, że stawką jest twoja dusza…
Ponm-pomn-Pojmuję! Pojmuję! — rozdarł się przesłuchiwany, kontynuując wicie się w swoich więzach. Dużodobry kontynuował zaś. Bez pośpiechu i nie podnosząc głosu. Ba, nawet ciszej niż przed chwilą.
Kłamstwo bruka i zniewala. Podobnie jak narkotyki, które są jej trucizną. Jesteśmy tu, aby pomóc ci się wyzwolić.
Oskarżony zawył się i zatrzepotał, łkając i wrzeszcząc na przemian. Smród nasilił się. Zapach przyżeganego ciała stał się na tyle intensywny, by móc poczuć jego smak. Podchodzący do gardła na fali baraniny w placku na ostro. Dużodobry nie poruszył się nawet o piędź. Spoglądał na usmarkanego i trzepoczącego po stole jak wyrzucona na brzeg ryba więźnia smutnymi, błyszczącymi z przejęcia oczami.
Musisz być silny — podjął Dużodobry, wbrew pierwotnym intencjom Elspeth, przedłużając swą lekcję moresu, dopóty ta nie wstrzymała go w momencie, w którym — jak jej się zdawało — interrogowany nie zacznie wypuszczać z siebie dym uszami i gardłem.
Powstrzymany od dalszego zadawania bólu, Dużodobry odsunął się, uśmiechając do kobiety miło i przepraszająco. Tak, że przechodziły ciarki.
Zagadnięty ponownie Garvan natychmiast skierował swoją całą i niepodzielną uwagę na pytającą, choć odjęcie wzroku od czarnej jak sadza rozległej oparzeliny na boku, kontemplowanej z jękami i hiperwentylacją było dlań niemałym wyrzeczeniem.
Z nikiiim! — wykrzyczał niemal natychmiast, z pękającym na wargach bąblem śliny i czymś innym pękającym głębiej, w nim samym. — Naaaprawdę! Widziałem to tylko raz, dwaaa, razyyy! U prawdziwych bandytów! Ja płoootka jestem! Zwykły cieniaaas!
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 14 sty 2022, 0:19

W przeciwieństwie do Dużodobrego Elspeth była bardziej pragmatyczna i miała serdecznie w rzyci duszę ulicznej kanalii. Jedyną stawkę dla niej stanowiło w tym momencie ukontentowanie jej szefa rozwiązaniem sprawy, skutkujące brakiem reprymendy za spartolenie. Podobnież nie spędzała tu czasu po to, by kogokolwiek wyzwalać, lecz aby bezdusznie wyciągnąć informacje służące interesom Novigradu.
I na tym właśnie polegała przewaga wolnych od emocjonalno-duchowego balastu ludzi z jej formacji nad fanatykami religijnymi w skuteczności osiągania niekończącego się celu, jakim było strzeżenie z cienia Wolnego Miasta.
Pojęła też, iż Dużodobry należy do tych natchnionych wiarą i swą pracę traktuje niczym misję dziejową ofiarowującą grzesznikom możliwości ekspiacji. Jego dewocja tłumaczyłaby, dlaczego jest abstynentem i nie pije z innymi oprawcami. A także generalny niepokój, jaki wywoływało przebywanie w towarzystwie jego osoby, choć na to ostatnie pewnie złożyłoby się kilka innych czynników, których jeszcze nie potrafiła nazwać.
Słowem nie skomentowała ekscesu z przedłużaniem mąk, choć wywołało w niej lekką irytację, gdyż w pierwszym momencie pomyślała, że pryncypał łeb jej urwie, jak z więźnia duch wyparuje przed wyciągnięciem informacji. Przełknęła ten niesmak razem z obiadem, nie odwzajemniła uśmiechu kata i powróciła do indagowania interrogowanego. Uznała, że może to nie wina winnego, że jest tak tępy i należy mu wprost doradzić, że winien sam sypać słowotokiem bez dodatkowej zachęty.
Garvan — zaczęła Elspeth chłodnym tonem, który od początku przesłuchania nie zmienił się nawet o krzynę, ale samo użycie imienia przesłuchiwanego zamiast upokarzających inwektyw sprawiło, że wypowiedź zabrzmiała jakoś odrobinę bardziej ludzko. — To jest ten moment, w którym nawijasz jak najęty wszystko, co wiesz. O tym, kim byli ci bandyci, jak się nazywali, jak wyglądali, gdzie ich spotkałeś, co mówili o Błękitnej Magii. Nie każ się ciągnąć za język, bo w tym miejscu to sformułowanie nie oznacza tylko literackiej metafory.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 15 sty 2022, 2:27

Garvan oddychał szybko i płytko. Rozszerzonymi ze strachu i bólu oczyma chłonął każde słowo, jeszcze uważniej niż uszami, wyokrąglonymi w zupełności dolewkami ludzkiej krwi ostatnich pokoleń w jego rodzinie.
W pierwszej chwili, gdy pouczono go o konieczności skwapliwszego składania zeznań, grdyka zagrała mu tak, że przez moment wydawało się, że spróbował połknąć swój język, by oszczędzić mu obiecanej męki. Było to jednak wrażenie zgoła bałamutne — ów mięsień rozwiązał mu się bardzo szybko, a podjęty przez więźnia wysiłek był tylko próbą zwilżenia wyschniętego na wiór gardła. Skądinąd bezowocną.
„Pręgierz”! — chrypnął i odkaszlnął, ponownie bez rezultatu — Knajpa, nie słup! Widziałem ich tam! Gadali między sobą, słuchałem ich, słyszałem trochę, co mówili. Chwalili się utargiem. Towarem się chwalili. Gadali, że to niebieskie jest teraz najlepsze i że opylają to z parokro-krotnym przebiciem i że rynek żre to jak pojebany… Pili dużo, grali w kości. Jednemu spadła ze stołu, drugi kazał mu przerzucać, ale tamten mówił, że padła piątka, a on mu, że ta, że gówno, że pe-pewnie wypadła pi-pizda i chce go zrobić we wała… Tak powiedział, „we wała” jak krasnolud. Potem trzeci co go nie widziałem, mówił, że pójdzie sobie skosztować, bo w sumie to nie próbował, ale taki z leniwym okiem, okrzyczał go bardzo, że pierwej papa na stół, bo za duży rygla...reglament, żeby marnować Niebieski Księżyc i za darmo, to może skosztować kopa w rzyć. Pamiętam też, że jednego co gadał wołali Rigo albo Grigo… Mieli dziary, ale nie widziałem jakie, bo ciemno… Ciemno było jak stamtąd wyszłem, a jak wyszłem to nazajutrz jąłem rozpytywać, co zacz to niebieskie, o którym tak mówią… Ale nikt nic nie wiedział poza tym, że jest i kosztuje, a kupują to różni dziani. To pomyślałem, że może ja też bym mógł jakoś spróbować, żeby się udało, podfarbowałem trochę i... Ja chciałem tylko dorobić i się zawinąć, nie zrobiłem nic złeeegooo!
Przedłużone wycie zwieńczyło najbardziej wyczerpującą jak dotychczas wypowiedź świadka, który z powodu wyczerpania przywoływanych z pamięci detali szczegółów, zaczął spodziewać się powrotu bólu. Dużodobry chyba też, bo niecierpliwie zerknął na dojrzewający na węglach pręt.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 16 sty 2022, 0:11

Trucie Novigradczyków tym twoim plugastwem to według ciebie nic złego? — zapytała w tak rygorystyczny sposób, jakby ów występek przeciw klasie nadludzi w postaci obywateli Wolnego Miasta stanowił co najmniej zbrodnię przeciw ludzkości. I naturalnie nie uwzględniwszy w swej wypowiedzi szkodliwości czynu aresztowanego względem pośledniejszego gatunku mieszkańców, to jest etranżerów.
W zasadzie to nie zamierzała robić tego, co nastąpiło potem. Nie zamyślała tak rychło od poprzedniego razu pozwalać Dużodobremu pastwić się nad „cieniasem”, tylko pragnęła skupić się na pociągnięciu dalej wątku feralnego pobytu w „Pręgierzu”. Jednakże Elspeth była w kwestiach służbowych konserwatywnym człowiekiem, na dodatek świadomym składu każdego ziarnka chrzczonego towaru i konsekwencji jego zażywania, toteż jej wrażliwość nie pozwalała na tolerowanie tego typu bezczelnych morałów, pouczających organy bezpieczeństwa, które czyny winne kwalifikować jako dobre, a które jako złe.
Sprawdzała się stara zasada, że czasem lepiej było po prostu zawrzeć gębę, niż powiedzieć o jedno zdanie za dużo. Lekcji moresu miał nastąpić ciąg dalszy i smutny.
Odpowiadasz tylko na pytania. Bez eksplikowania nam, co jest złe lub nie, skoro masz na ten temat spaczone pojęcie. — Przyzwalającym gestem w powietrzu wskazała oprawcy sylwetkę interrogowanego.
Krótko, ma być wciąż zdolny do mówienia. — Wysłała katu ostrzegawcze spojrzenie i wyjęła z kieszeni materiałową chusteczkę, by nie popełnić ponownie tego samego błędu i zakryć nos przed procesem przypalania. Tym razem również zamierzała interweniować, gdyby Bercik zaczął się zagalopowywać.
Po subtelnym wyjaśnieniu łajzie kolejnych zasad przesłuchania wróciła do wątku speluny na Starówce.
Kiedy dokładnie podsłuchałeś tych oprychów w „Pręgierzu”? O jakiej porze? Kto jeszcze wtedy z nimi rozmawiał lub ich widział? I jak to było z tym drugim razem, kiedy miałeś styczność z towarem?
Męczenie Garvana pytaniami w zamkowej tortorni Novigradu zaprawdę mogło poszczycić się dosłownością swego znaczenia.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 18 sty 2022, 23:39

Nikogo nie otrułem — wyjąkał, ewidentnie nie czując się winnym literalnemu trucicielstwu, o które — jak domniemywał swoim małym, zastraszonym rozumkiem — próbowano go właśnie pomówić. Jeszcze.
Dużodobry, łowiąc gest kobiety, bez chwili zwłoki zbliżył się do przesłuchiwanego. Również bez pręta, ale i to wystarczyło, by Garvan zakwiczał na widok nadchodzącego kata, aby szarpnął w okowach, oderwał łopatki od blatu i zapiszczał cienko, zanim tamten go dotknął.
Bardzo, ale to bardzo nas zasmucasz swoim pojmowaniem sprawy, bracie — wyrzekł Dużodobry, po czym najzwyczajniej świecie, bez ceregieli, wyjął tamtemu lewy palec wskazujący ze stawu. Żadnego sprzętu, samym chwytem gołej dłoni, powoli i metodycznie. Pomimo snującej się w pomieszczeniu półciemności Elspeth widziała jak oskarżony blednie jeszcze bardziej, jak czarny owal źrenicy wypełnia mu tęczówkę.
Dużodobry odsunął się zaraz po operacji, by być bliżej wciąż rozgrzewającego się pręta, na wypadek, gdyby poddany napomnieniu zemdlał i trzeba było go cucić.
Płotka, diler z bożej łaski, przestał krzyczeć i wić się na stole do przesłuchań. Pociągał tylko zasmarkanym nosem nad swym zasmarkanym losem. I nad wyjętym ze stawu palcem, którym nieprędko podłubie sobie w tym pierwszym.
Będzie ze cztery dni n-nazad, wieczorem, jakoś pooo zmierzchu. K-kulawy widział ich na pewno i nie wiem, kto jeszcze. Im m-mało kto się przygląda, jak nie u-umi, bo oni bardzo tego nie lubią, potrafią za to dać w papę albo nawet pod ziobrooo.
Był drugi raz! — wrzasnął natychmiast i omal nie rozpłakał z radości, chwytając tej brzytwy jak zbawienia. — Był i drugiii! Hulaj, goniec od Festaków… Obraca się koło nich trochę i lata ze s-sprawami… Znamy się trochę, kumplujemy, grywamy w-w kości. Pokazał mi szczy-szczyptę t-tego…
Więzień wymownie pociągnął zatkanym nosem.
Wiecie cz-czego — podjął, bojąc się już choćby wymówić nazwy owej zakazanej, trucicielskiej substancji, zguby Novigradu i jego uczciwych mieszkańców. — Powiedział, że może tego więcej… Skołować, naczy. Że da się zarobić, będzie dla nas dwóch i ho-ho, b-bogato. Tylko musimy wprzódy zrobić, tę, jak jej t-tam, ścieeepę. Za-zapożyczyłem się u szefa sio-stry i ściepłem. Od tamtej pory nie widziałem chu-chu… Hulaja.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 21 sty 2022, 20:42

Tym razem Elspeth przyjęła kunszt Dużodobrego z ukontentowaniem - reakcja była szybka i skuteczna, czyli dokładnie taka, jaka powinna być. Zawsze doceniała stare klasyczne metody, do których zwolenników przynależała. Łamanie palców czy bicie przynajmniej nie sprawiały, że treść pokarmowa wędrowała w górę przełyku.
Jej analityczny umysł przyswajał uważnie jąkania życiowej zakały, lawirował pomiędzy mieliznami zbędnego słowolejstwa i w skupieniu oddzielał ziarna od plew, by następnie z gnomią precyzją uderzać w wyselekcjonowaną treść.
Podążając tropem uporządkowanej i logicznej sekwencji interrogacji, w tym momencie winny paść pytania doprecyzowujące o niejakiego Hulaja. Rzecz w tym, że jeden detal opowieści nie pasował jej do układanki, co stwarzało doskonały moment do pochylenia się nad nim w ramach drobnej prowokacji.
Garvan rzeczywiście chwycił się metaforycznej brzytwy, którą zamiast spodziewanego zbawienia, zaraz mógł się srogo pokaleczyć.
Łżesz — podsumowała wywód. — Przecież ty nawet nie utrzymujesz kontaktu ze swoimi siostrami. Pomimo tego szef jednej z nich tak po prostu dał tobie, płotce i zwykłemu cieniasowi pożyczkę na jakiś trefny interes, bez żadnych gwarancji, i może jeszcze nie racząc się upominać o jej zwrot? Chyba nie muszę ci przypominać, co w tym miejscu grozi za bujną imaginację — ostentacyjnie zawiesiła głos tak, jakby chciała za chwilę wydać dyspozycję katu.
W rzeczywistości bacznie obserwowała lico i reakcję przesłuchiwanego. Gdyby udzielił natychmiastowo logicznej repliki, mogłoby to potwierdzić jego szczerość, natomiast jakakolwiek zwłoka spędzona na próbie wymyślania tłumaczenia znaleźć miała ujście w karzącej ręce Berta „Dużodobrego”.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 23 sty 2022, 22:48

Nie łżęęę! — przesłuchiwany targnął się na stole jak przyżegany żelazem, a wystarczyła przecież sama groźba. — Ze siostrami m-mało utrzymuję, ale Wa-walet, naczy ssię szef Rosi, życzał mi już wcześniej, na procent… Zawsze oddawałem! Nie zawsze na czas, ale w-wszystko! Temu i tym razem zgodził się na większą su-sumę! Spytajcie go, na pewno pamięta!
Bert, a właściwe Bertram Huber alias Dużodobry przyglądał się również. Beznamiętnie ze swojego ciepłego kąta, w którym obracał swój pogrzebacz i szpikulec w jednym, dając wiarygodny pozór, że nic poza owym szpikulcem i pogrzebaczem w jednym nie interesuje go w najmniejszym stopniu. Ale krótkie, ukradkowe i kryjące w sobie nieco zawodu potaknięcie głową wyrażało potwierdzenie jego obaw, a podejrzeń Elspeth.
Przesłuchiwany był szczery aż do bólu. A przede wszystkim ze strachu przed nim. Karząca ręka pana Hubera miała przez jakiś czas pozostać wyłącznie ręką świerzbiącą. Chyba że Elspeth uczyni mu tę satysfakcję i poleci przyżegać lub łamać prewencyjnie.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 24 sty 2022, 21:06

Gdy dowie się, kto go pyta, zapewne nie będzie nawet pamiętał, że kiedykolwiek cię spotkał — krótką dygresją strzaskała nadzieje więźnia na poświadczenie prawdy ze strony niejakiego szefa Rosi. Postanowiła jednak nie karać go za złą i interesowną naturę ludzką osób innych niż on sam. Dopóki śpiewał wszystko szczerze, dopóty nie zamierzała zaburzać tego procesu nadprogramowym katowaniem. Bert musiał na razie obejść się smakiem.
Na jego pocieszenie – kata, nie przesłuchiwanego – stan ten raczej nie potrwa długo, biorąc pod uwagę typowy przebieg interrogacji.
Wróćmy do Hulaja. Gadaj, jak wygląda, gdzie mieszka i gdzie zwykle bywa. Rusz łbem i pomyśl, gdzie byś go szukał, gdybyś chciał go odnaleźć. W twoim interesie jest, żeby leżał tu zamiast ciebie — zagrzała wystraszony rozumek Garvana do skomplikowanej czynności myślenia, nim Dużodobry zagrzeje go w inny sposób. Osobiście uważała, iż obie łajzy powinny skwierczeć tu na równi, a nie któraś „zamiast” którejś, niemniej jednak w tym momencie nie zabrzmiałoby to dostatecznie motywująco dla przesłuchiwanego.
Hulaj mówił ci, skąd wziął ten błękitny szajs? Kiedy dokładnie ci go pokazywał? Kiedy dokładnie widziałeś go po raz ostatni?
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 26 sty 2022, 22:49

Nie-niewysoki, rozczochrany, włosy ciemne, sza-szankier na lewym… Nie, prawym, prawym! Poliku… Śmiesznie gada, jakby był z wioski jakiej, nie wiem skąd. A co coś powie, to splunie. Jja go już szukał i po knajpach i po placach między portem a starym, gdzie zawsze bywał… Ale ka-kamień we wwwodę.
Oskarżony przerwał na krótki moment, by przełknąć ślinę, co przy jego obecnie ściśniętym ze strachu gardle było wyczynem na miarę pochłonięcia harbuza w całości. Po przełknięciu napięcie nieco uszło, dając dzwoniący mu jak kastaniety zębom większe pole do popisu.
Zze trzy temu i od tych trz-trzech nnic gom nie widział. Miał skołować to o-od swoich. Od Fefe…Fesfestak…
Ów Hulaj — włączył się Dużodobry, niespodziewanie dla Elspeth, ale przede wszystkim dla samego przesłuchiwanego. — Nie miał czasem meliny na Placu Ludów?
Miał! — wykrzyknął oskarżony, biorąc nagłe zainteresowanie ze strony kata za zapowiedź rychłego ziszczenia się wiszącego nad nim bólu i cierpienia. — Byłem tam nawet! Ale nic, nikoguśko! Sam skopany barłóg i pusta chawira!
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 27 sty 2022, 19:47

Przesłuchanie nabierało rozmachu, lecz choć na pozór zdawałoby się, że przestrach stanowi jego spiritus movens, to w nadmiarze powodował dystrakcję i dezorganizację procesu indagowania. Więzień pomału zbliżał się do tego stadium, w którym trwoga zaczynała przesłaniać mu wszystko inne, w tym klarowność wypowiedzi. Elspeth zamierzała z pomocą Berta docisnąć go i wyciągnąć sedno, a potem dać chwilę na ochłonięcie przed kolejną rundą interrogacji. Szkopuł w tym, że utknęła w mule niewiedzy Garvana, z którego nagle i niespodziewanie wyrwał ją Dużodobry.
Nie dała po sobie poznać, że kat ją zaskoczył swoim precyzyjnym pytaniem. Wyszło tak, jak winno zawsze wyglądać przed oskarżonymi, to jest tak, jakby śledczy wiedzieli więcej niż w rzeczywistości, a aresztowanego wyłącznie sprawdzali.
Dość. Przerwa — zarządziła Elspeth, bynajmniej nie z litości dla aresztowanego. Szczytem braku profesjonalizmu było rozmawianie na służbowe tematy przy interrogowanych, a dodatkowo groziło zburzeniem mitu, jakoby przesłuchujący byli wszechwiedzący. A Dużodobry najwyraźniej wiedział więcej. Coś, co zapewne usłyszał przy torturowaniu kogoś innego, a teraz mogło ruszyć jej śledztwo do przodu.
Poprosiła go, by wyszli na chwilę z celi przesłuchań, a kiedy stanęli na korytarzu, zwróciła się doń o wyjaśnienia w tej sprawie.
Zdaje się, że wiesz coś więcej na temat tego gońca, Bertram. — Spojrzała nań wyczekująco. — To jest najlepszy moment, by się tą wiedzą podzielić.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 29 sty 2022, 23:39

Garvan jęknął, lecz było w tym jęku więcej niepewności niż ulgi. Selektywna nadzieja także potrafiła być torturą. Dużodobry wyszedł za Elspeth, nie zasypiając gruszek w popiele, wyłącznie swój pogrzebacz w żarze.
Wybaczcie mi samowolność, panno Favres. — Ani ton, ani niemrugające, niepokojąco uśmiechnięte oblicze Dużodobrego nie wskazywały na szczerą skruchę czy ekspiację. Po wieloletniej praktyce w zawodzie mało który kat wierzył zresztą w autentyczność jednego bądź drugiego. — Mistrzu Bertram, jeśli łaska. I nie ja, ale pan Ernst.
Wymienione przez Dużodobrego imię należało do kolejnego zamkowego oprawcy, także znanego jej głównie ze słyszenia.
Wiadomo mi — podjął niespiesznie mistrz Bertram. — Że ów goniec Hulaj grzeszył kiedyś zatajaniem świadectwa w innej sprawie. Chodziło o przemyt, zdaje się, że alkoholu. Nie wydobyto z niego zbyt wiele, głównie domysły i nieprawdy po czym szybko wypuszczono w świetle nowych dowodów oraz pewniejszych świadków. Ale ktoś taki faktycznie istnieje i pasuje do rysopisu przesłuchiwanego. Panowie pachołkowie z pewnością będą potrafili doprowadzić do miejsca jego domniemanego pobytu. Ale pozwolicie, to nie ja jestem tu przesłuchiwanym.
Dużodobry zakończył swą relację, uśmiechając się szerzej samymi wargami. Jego puste spojrzenie na moment stało się znaczące, kiedy skierował je na zawarte drzwi, za którymi oczekiwał Garvan, tymczasowo osierocony przez sprawiedliwość, a usynowiony przez matkę wszystkich głupców. Tę, którą w tym mieście zwykło się niekiedy zwać Wiecznym Ogniem.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 07 lut 2022, 1:12

Bert zwany Dużodobrym nie musiał czynić szczególnych starań, by wzbudzać antypatię do swej pełnej węgielnego ciepła osoby – Elspeth i tak od początku nie zapałała do niego sympatią. Różnica między nimi polegała na tym, że ona nie wysilała się na uśmiech. Nie zamierzała jednak poddawać się jakimkolwiek animozjom – był wszakże małodobrym, na Wiecznie Nieistniejący Ogień, a tych mało kto lubił nawet wśród ich własnych komilitonów.
Dziękuję za te cenne informacje, mistrzu Huberze — wyrzekła tytuł z równie wielką estymą, jaką miałaby zapewne dla „Hrabiego Fafika” albo innego irytującego kundelka, którego zblazowane arystokratki mianowały szlacheckimi godnościami. — Indagacja w tej materii zostanie zatem skierowana do właściwszych osób. Mnie zaś pozwolicie, że przed powrotem do przesłuchiwanego pro forma poproszę Was o to, by następną razą nie zaskakiwać mnie w podobny sposób. Tego typu nieuzgodnione interferencje narażają proces inkwirowania na jego dezorganizację. Przerwa w interrogacji jest stosowniejszym czasem do wygłaszania wszelkich spostrzeżeń i asocjacji.
Zakończywszy swój wywód wystosowany najwyraźniej jedynym językiem, który przemawiał do osobliwego kata, powróciła do celi przesłuchań, by zdruzgotać nadzieje dilera od siedmiu boleści. Ani chybi łajza zdążyła sobie już uroić wizje, jak to w cudowny sposób zostaje ocalona przed ciągiem dalszym nieziszczonych cierpień. Niedoczekanie.
Powtórz wszystko, co Hulaj mówił ci o towarze — zaczęła bezceremonialnie, przystając ponownie z założonymi rękami w półcieniu i nie siląc się na jakikolwiek wstęp. — Skąd Festaki go biorą, gdzie rozprowadzają, od kiedy się tym parają. I wszystko inne, co sobie przypomnisz. Hulaj nie trząsł portkami, że gang dorwie się wam do rzyci, jak dowie się, że dorabiacie na boku ich kosztem?
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 09 lut 2022, 23:42

Mistrz Bert nie musiał się wysilać. Uśmiech przychodził mu naturalnie. Uśmiech, a raczej niepokojący grymas zaciśniętych do bladości warg rozciągający się od ucha do ucha i nieobejmujący oczu.
Miał go na twarzy, kiedy bez słowa repliki i komentarza przytrzymał drzwi dla powracającej na salę tortur Elspeth. Stęskniony Garvan, podczas ich absencji zajęty głównie nasłuchiwaniem czy nie nadchodzą, zaszczękał zębami i okowami. Dokarmiona nadzieja uleciała od niego naraz jak napity giez. Dużodobry, na eksplicytną prośbę panny Favres, powściągnął inobediecję, miast nieuzgodnionymi inferferencjami i asocjacjami imając się relewantnego dla siebie zajęcia, to jest doglądania rozżarzonych prętów i cęgów.
Swoje obowiązki podjął również interrogowany, momentalnie wpadając w rolę galarety i plotkary w jednym.
Mówił, że jest taki, o! — Ulicznik usiłował zademonstrować cmoknięciem, jaki o, ale przy zupełnie wysuszonych i spękanych wargach, rezultat przywodził na myśl raczej asortyment rybnego targu. — Nnnie wiedział skąd, chciał wykminić, to znaczy dowiedzieć się, bo to tajemnica wielka i połufna. Od niedawna musi być, że się parają, bo wcześniej się o tym nie słyszało. Trząsł! Trząsł! Dlatego na oriencie… Był bardzo czujny, tylko m-małe daawki, nie odkrawałby za dużo, co by się nie zwiedzieli. On wiedziałby jak, uuumiał, mmmiał te swoje spo-sposoby. Festaki mieli dojścia na pewno, ale nie tylko oni, bo teraz dużo grup chce to mieć albo udaje, że ma. Klientela zawsze się najdzie, b-bo jest na to popyt i ta, koniun… Koniunktura jest na to! Koniunktura!
Dużodobry przyglądający się właśnie parze zwieńczonych ostrymi kleszczami obcęgów, zastrzygł uchem, łowiąc ostatnie słowo przesłuchiwanego. Dzisiejszego dnia nauczył się już tylu nowych wyrazów.
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław