Zamek

Obrazek

Komandoria namiestnika Novigradu i schronienie hierarchy na czas wojny lub politycznego niepokoju. Najbardziej zmilitaryzowany punkt w mieście, mieści on trzon novigradzkiej straży i nie szczędzi środków na utrzymanie grodu w pokoju. Oraz pokoju w grodzie.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Zamek

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 19:00

Obrazek
„Panowie ziemscy w Twierdzach zamknęli swoje dusze! Z dala od narodu, co ziemię karmi, co gwiazdy zapala! Bliżej im do chmur niźli nas! Hen w górze brak głodu, powodzi, nieurodzaju. Nasz płomień rozpaczliwy niby iskra młoda, niby nietrwały motyl! Nie obawiajcie się, bracia! Wytrwajcie w nadziei, bowiem dusze Panów, im dalej nas, tym bliżej nieba i gniewu bożego!”
— Pierwsze Kazanie Vidiusza

Zimne, kamienne mury zamku pochylają się nad miastem wyniosłym masywem, wystrzeliwują w błękitne niebo, rozrywają basztami chmury. Dokoła nich czuwa potężny, warowny kompleks. Jego główny dziedziniec wypełnia szarość bruku i kępy równo przystrzyżonej zieleni oraz mnogość świętych posągów. Bruk prowadzi prostą drogą ku miejskim murom — od wewnętrznej bramy, przez kordegardę, potem zamkową kaplicę Wiecznego Ognia, aż wreszcie do donżonu, serca całej twierdzy. Zaszczyt przebywania w tej części miasta, co dopiero zaszczyt zawitania w progach donżonu, nie jest często przyznawany. Nie byle komu. Jedynie wysocy dostojnicy, polityczni przyjaciele oraz najbardziej wpływowi interesanci otrzymuję prawo audiencji. Paradny, zdobiony marmurowym nadprożem łuk prowadzi do bastionu, chroni go oddział najzdolniejszych gwardzistów. Następnie twierdza wita wachlarzem kamiennych schodów. Za głównym wejściem czeka sala audiencyjna rady Wolnego Miasta, na górnych piętrach mieszczą się zaś zielone salony, gdzie przyjmowani są prominentni goście. Do sypialni królewskich wstępu nie ma nikt. Miękkie dywany, mahoniowe meble, drogocenne popiersia i malowidła oraz alabastrowe posągi nadają świetności komnatom, a tym gościom, którzy sycić lubią nie tylko oczy, służy oferująca najwykwintniejsze potrawy zamkowa kuchnia. Wszędy panuje delikatna, niby utkana srebrną nicią cisza. Służba ma w zwyczaju przemykać od pomieszczenia do pomieszczenia, straż czuwa w milczeniu. Wielkim przywilejem jest znaleźć się na tych salonach, jeszcze większym ponoć — nie powędrować z nich prosto na salony Baszty Więziennej za sprawą jednego nieostrożnego gestu lub słowa.
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 15 wrz 2021, 22:06

Rześkie poranne powietrze oraz cisza przelotnie zmącona dobiegającą końca poranną musztrą na zamkowym placu były tyleż miłą co diametralną odmianą po warunkach ich niedawnej rozmowy. Spacerowali murami twierdzy, wzdłuż blanek, mając przed sobą rozciągającą się panoramę na Nowe Miasto — wnioskując po naprzemiennie bielonych i obrośniętych układanym bluszczem frontach widocznych nawet z daleka — była to dzielnica wielmożów.
Byli sami, nie licząc ubranego w polerowany hełm i napierśnik gwardzisty-halabardnika, który widząc ich, wyminął czym prędzej bez salutowania i przyspieszywszy kroku. Przywilej obecności oficera wywiadu.
Karakalis zatrzymał się pomiędzy dwoma blankami, spoglądając w dal, na miasto. Bez patrzenia wyciągnął w jej stronę dłoń z niewielkim okrągłym pudełeczkiem.
Nie rozsyp — przestrzegł ją, pozwalając jej z miejsca domyślić się potencjalnej zawartości, którą — zgodnie z oczekiwaniami, był dobrze jej znany produkt w postaci drobnego białego proszku, popularny na całym Kontynencie, zarówno wśród ludzkiej, jak i elfiej młodzieży. A zwłaszcza w środowiskach akademickich.
Zanim zdążyła zdziwić się, dlaczego Karakurt zajmuje jej czas i uwagę dobrem, które w Wolnym Mieście powszechnością mogło konkurować z dewocjonaliami, promienie słońca wyciągnęły z towaru coś, co dało jej do myślenia. Narkotyk, nawet jeśli sporadycznie występujący w formie kryształków, był niemal całkowicie matowy. A na pewno nie miał w zwyczaju skrzyć się w świetle na modłę świeżego śniegu, w dodatku podbarwionego błękitnawym odcieniem.
Masz w ręku jakieś osiemdziesiąt koron czystego, nieopodatkowanego zysku. Jedna działka kosztuje średnio od piętnastu do dwudziestu. Odpowiednio dwukrotnie i trzykrotnie drożej niż średnio płacisz za zwyczajowy towar. Działanie intensywne, krótkotrwałe, silnie uzależniające, za to o łagodniejszych symptomach przy ustaniu haju. Poza, rzecz jasna, niedosytem.
W mieście pojawiło się niedawno. Nie udało nam się jeszcze ustalić głównego dystrybutora, jak dotąd łapiemy samych detalistów.

Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 19 wrz 2021, 19:44

Przechadzka po murach, w warunkach pozbawionych belcanto o tembrze zarzynanej kuropatwy, sprzyjała jasności myślenia i percepcji. Miasto z tej perspektywy zdawało się pulsować niczym żywy organizm, w którym współpraca tkanek miejskich determinowała jego sprawne funkcjonowanie. Miasto z tej perspektywy, tj. zamku będącego sercem służb porządkowych, mogło wspaniałomyślnie rozgrzeszyć nawet duchową degrengoladę płynącą z zażywania używek, ale nigdy nie wybaczało grzechu czystego zysku bez uiszczania podatku.
Cenią się — przyznała z uznaniem Elspeth, którą najmniej zajmowały w tym momencie organicystyczne metafory na temat Novigradu, a to dlatego, iż kompletnie ignorując wedutę przed sobą, pełnię uwagi koncentrowała na studiowaniu enigmatycznego proszku z puzderka. — Ma już jakąś nazwę, czy funkcjonuje jako „fisstech nie dla hołoty” uwydatniający wyższość majątkową możnych tego miasta?
Nigdy nie mogła wyjść z podziwu dla bezmyślności rzekomo rozumnych istot, które poświęcały wolną wolę, zdrowie i własną kieszeń dla tego syfu. Zwróciła uwagę na cechy odróżniające nowinkę od klasycznego narkotyku, ale nie miała w zwyczaju snuć domysłów na głos bez empirycznego dowodu.
Po nitce do kłębka. Zobaczymy, co nam zdradzi analiza alchemiczna — odparła, licząc na to, iż w składzie proszku odnajdzie coś, co może chociaż pośrednio nakieruje ich na głównego dystrybutora. — Nie wierzę, że nie wiemy zupełnie nic, nawet od detalistów. Nie przy skuteczności naszych przesłuchujących. Co dokładnie mówią złapani dilerzy?
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 20 wrz 2021, 17:44

Nie ma. Jeden nazwał to „skrzakiem”, ale nie sugerowałbym się. Margines ma tendencję do wybujałego słowotwórstwa.
Kurt odwrócił się, opierając plecami o blankę, nienachalnie obserwując Elspeth obserwującą przekazaną jej partię narkotyku. Przytaknąwszy jej na niewypowiedzianą jeszcze na głos prośbę, którą przyobiecała mu spełnić.
Sam jestem ciekaw — wyrzekł. — Zatrzymaj pudełko i postaraj się nie zmarnować jego zawartości. Chwilowo nie dysponuję większą ilością próbek, które mogę ci udostępnić. Powinno ci wystarczyć na kilka analiz.
Problemem nie jest nasza skuteczność — potwierdził jej przypuszczenia, unosząc spojrzenie na wieżę i mrużąc oczy od porannego słońca. — Ale sami zatrzymani. Dokładnie? Nic. Albo to samo, co smarkacze przyłapani z pierwszym gramem proszku na własny. „Kupiłem na Starówce, nie znam typa, widziałem go raz. Ała, ała, mniejszy płomień” albo „Jakiś metys opchnął mi to w zaułku, proszę tylko nie na Zająca”. Wskazują nam same płotki. Narybek, którego nie mamy w kartotekach.
Kurt pokręcił głową, uśmiechając się z gorzkim politowaniem.
Po analizie zezwalam ci na samodzielne śledztwo. Jeżeli potrzebujesz konsultacji z drugim biegłym, będę w stanie ci pomóc. Interrogację załatwię najwcześniej, jak zwolni się jakiś małodobry. Nie wiem kiedy dokładnie, bo wszyscy mają pełne ręce roboty.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 02 paź 2021, 1:59

Jak ładnie — podsumowała przydomek skrzaka, łapiąc wzrokiem jego onomatopeiczne skrzenie w słońcu. Zawodową ciekawość lustrowania proszku pomiarkowała dopiero wtenczas, gdy jej pryncypał jął naświetlać źródło braku wiedzy wynikające z samych zatrzymanych. Wtedy to zamknęła ostrożnie pudełko, schowała je do torby i spojrzała na swojego szefa z lekkim zamyśleniem, słuchając go uważnie.
— Wpadnięcie rekinów to kwestia czasu. Ale przyspieszę ich trafienie na nasz ruszt — obiecała Karakurtowi tonem wzorowego bezpieczniaka. Wieści o konieczności odczekania na oprawcę nie przyjęła zbyt pozytywnie, co odbiło się na wyrazie niezadowolenia, który krótko przemknął po jej twarzy. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby na przesłuchanie oskarżeni mieli czekać w kolejkach jak do chędożonych medyków. Cholerne braki kadrowe.
Na razie zacznę od samodzielnego przyjrzenia się temu cudactwu w laboratorium, ale małodobrego rzeczywiście zacznij już załatwiać, bo bez twojej zachęty to z tym ich tempem zapewne do samego Lammas nie do czekam się żadnego „wolnego”. Coś jeszcze winnam wiedzieć, nim wezmę się do roboty?
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 10 paź 2021, 22:16

Nie spodziewałem się po tobie niczego innego — przytaknął jej Kurt, w ostatniej chwili maskując wdzierającą się w jego beznamiętny, służbowy ton nutę aprobaty dla jej natychmiastowej dyspozycji.
Załatwię — skonstatował, nie obiecał. — Nie. Nie będę karmił cię niesprawdzonym bełkotem, żeby nie naprowadzać cię na fałszywy trop. Na ten moment mogę powiedzieć wyłącznie tyle, że informacja o Starówce wydaje mi się tą najbardziej prawdopodobną. Dowody i podejrzani wypływali w różnych częściach miasta, ale tam najczęściej. Zabierzesz robotę do domu, czy mam zapowiedzieć cię we fraterni?
Karakalis miał na myśli kapłańskie laboratorium Wielkiej Szpicy, mieszczące nieopodal skryptorium sąsiadującego z Wielką Biblioteką. Kojarzyła je jako niezgorzej wyposażone i zaopatrzone, a jeśli przeprowadzenie prób alchemicznych miałoby się jej nie przedłużyć, istniała spora szansa, że miałaby je wyłącznie dla siebie. Kapłani schodzili się tam pracować dopiero w południe, po odprawieniu wszystkich modłów.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 11 paź 2021, 22:40

Starówka? Enigmatyczni sprawcy byli nader uprzejmi w swym procederze, dbając o to, by Elspeth nie musiała trudzić się za daleko od własnego mieszkania. Jeszcze tylko powinna zabrać robotę alchemiczną do domu, pomachać im z okienka na strychu i czekać, aż zapukają do drzwi i sami poproszą o interrogację.
Przejdę się do nich. Możesz mnie zaanonsować — odpowiedziała, pomimo przemożnej ochoty do wzięcia jak zwykle pracy do „Podedzwonów”, co ani chybi było wygodniejsze.
Pomyślała jednak, że skoro raczej nikogo nie będzie o tej godzinie w laboratorium, to nikt poza opornymi próbkami nie zdąży jej tam zirytować. Nie zapominając o zawodowej ciekawości, co kto ostawił w tym miejscu, a także obietnicy danej bratu, równie regularnie składanej co łamanej, iż przestanie wreszcie narażać kamienicę na pożary i wszelkiego rodzaju zniszczenia. Argument, że nie każda przyrządzana przez nią substancja puści budynek z dymem, zwykle nie trafiał na grunt zrozumienia.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 26 gru 2021, 22:18

Komnata całkowicie pozbawiona okien, skąpana w gęstej czerni. Płonące na ścianach łuczywa, mrugający na blacie kaganek. W powietrzu jucha i smoła. Za blatem Karakalis czytający kolejne pismo. Jej raport.
Déjà vu, już zobaczone. To samo, ale nie tak samo, bo w sali tortur powyżej nie rośnie już sobie kwiateczek. Nie obsiadają go setki pszczółeczek. Dzieweczka z rodzinnych stron już nie tęskni i nie płacze, nie płacze i nie wyje także torturowany więzień, zapewne przeniesiony do przejściowej celi. Leży w oczekiwaniu, by pogrążyć się w czymś, co jest snem, z czego zbudzi go i poderwie na nogi w przeciwległy kąt celi najlżejszy szmer na korytarzu, a najmniejszy szczęk przy zamku zmusi do zapełznięcia pod samą ścianę.
Kurt przegląda raport niespiesznie, dając sobie czas, zupełnie niespeszony oczekującą po drugiej stronie Elspeth. Z doskonale opanowanej twarzy starego bezpieka jak zawsze trudno wyczytać cokolwiek poza skupieniem. Poruszają się w niej wyłącznie chodzące na boki oczy, niespiesznie śledzące kolejne paragrafy.
Dobrze. Bardzo dobrze. — Zaskakuje ją tymi słowami. Nie pamiętała kiedy ostatnio pochwalił jej pracę w równie otwarty i niezawoalowany sposób. W dodatku za pracę, która uważała za cokolwiek bezowocną. Odłożywszy raport na bok, nie mówi nic więcej, czym zaskakuje ją nawet bardziej.
Mam kogoś, kogo możesz przesłuchać — informuje, pozwalając sobie odchylić się do tyłu na tyle, na ile pozwala mu niewygodne i wysokie oparcie inkwizytorskiego krzesła, w którym siedział. Krzywi się przy tym lekko, ale tym razem nie żartuje (jak ma w zwyczaju), o tym, że siadanie po tej stronie to istna tortura.
I kogoś, kto pomoże ci przesłuchiwać — dodaje powoli, nie od razu. Przedłuża dla efektu, mogła z miejsca domyślić się Elspeth. W mowie i naturze Kurta nie było dość na miejsca na wahanie. — Dużodobry wrócił się z urlopu. Jest do naszej dyspozycji.
O „Dużodobrym”, oprawcy przezwanym tym iście dowcipnym kalamburem, miała już okazję usłyszeć. Przelotnie, bo przelotnie i raczej mity, kłamstwa i półprawdy. Towarzyszyła mu reputacja najbardziej znienawidzonego kata w całym garnizonie. Fenomenem było to, że poza osadzonymi, Dużodobrego obdzielali swą niechęcią także inni oprawcy, koledzy po fachu. Nikt, nawet inni przedstawiciele napiętnowanego infamią zawodu, nie pijali nigdy z Dużodobrym. Krążyły zresztą plotki, że Dużodobry nie pijał nawet do lustra jako zdeklarowany abstynent. Nic tedy dziwnego, że powszechny konsensus oprawców miał go za niepokojącego dziwaka i sadystę. Chór nieprzychylnych głosów wzmacniała również zwykła, ludzka zazdrość — pomawiany kat w oczach przełożonych uchodził za jednego z lepszych, jeśli nie najlepszego w całej załodze.
Alchemika z niego nie zrobisz — wyrzekł Karakalis, mając na myśli przesłuchiwanego in spe. — I w tym względzie też niewiele z niego wyciągniesz. Ale jakiś użyteczny trop, może. Pozwolę ci go napocząć. Zdążyłaś pojeść?
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 28 gru 2021, 0:54

Klimat tego urokliwego miejsca i atmosfera wyczekiwania na dyspozycje Kurta sprzyjały wielu ważnym życiowym przemyśleniom, które przewyższały głębią refleksje nieszczęśników delektujących się w tej komnacie ostatkami swego życia. Rozważania Elspeth płynęły niespiesznie jak kontemplacja jej raportu przez szefa, pojawiając się i przeplatając przypadkowo jak mary senne, i chybocząc równie niestabilnie co płomienie z łuczywa.
Chyba skończyło się masło, czas iść na targ. I butelkować wreszcie „favresówkę”ze strychu. Cholera, czy wychodząc z mieszkania na pewno zgasiła ten pieprzony palnik pod alembikiem? A co, jeśli odkryty niedawno na pustyni Korath gatunek skorpiona wcale nie należy do rodzaju Leiurus, ponieważ jego szczękoczułki...
Pochwała pryncypała gwałtownie wyrwała ją z natłoku myśli i sprawiła, że lekko przymrużyła oczy z podejrzliwości. Nie, nie przyjmowała tych wyrazów zadowolenia. Może Kurtowi jako profanowi alchemii to wystarczało, ale dopóki jej ambicja nie ustali brakującego ogniwa w procesie tworzenia tych prochów, dopóty temat nie jest dla niej zakończony, a wszelkie pochwały nietrafione.
Zawsze imponowały mi twoje nadzwyczajne umiejętności perswazji — skomentowała zawrócenie z urlopu jednego z oprawców. Zaiste, znała nazbyt dobrze z autopsji owy prawdziwy dar przekonywania Karakurta, na który nie działały żadne „nie mogę”, „może w przyszłym tygodniu” albo „spróbuj u Stasia”. Informacja o „Dużodobrym” była mało dobra dla zatrzymanego, a dużo dobra dla jej śledztwa. Znaczyło to ni mniej ni więcej jak to, że zatrzymany będzie wyciśnięty jak cytrynka.
Zdążyłam. Nie lubię przesłuchiwać na głodniaka, robię się wtedy nerwowa — oznajmiła najzwyczajniejszym tonem. — W porządku, nie będę go katować alchemią. Poznęcam się czym innym. Kto nam wpadł w sidła? — zapytała dla wstępnego rozeznania.
Potem i tak zamierzała się przygotować bardziej szczegółowo do interrogacji przed jej rozpoczęciem. Tylko dyletanci myśleli, że przesłuchujący wpadał do tortorni na rympał i strzelał pytaniami na ślepo jak pijany strażnik miejski w „Passiflorze”. Fakt, nieszczęśnik prędzej czy później i tak wszystko sypał, ale dobrze było oszczędzić sobie czasu i skrócić ten proces. Sprawdzić kartoteki, bliskie osoby, dowiedzieć się, jak wywrzeć szybko presję, po prostu – wiedzieć, o co pytać.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 30 gru 2021, 18:05

Dobrze się składa — wyraził swą aprobatę Karakurt, szykując się również do wyrażenia swej troski. — Niezdrowo rzygać z pustym żołądkiem. Dużodobry lubi pomęczyć.
Kiedy Elspeth zadała swoje pytanie dla wstępnego rozeznania, Karakurt zabębnił palcami o blat stołu, co zazwyczaj oznaczało u niego namysł lub westchnięcie. Miast odpowiedzi podrzucił jej na skraj biurka niewielki sznurowany woreczek z poszarzałego płótna. Elspeth nie potrzebowała więcej niż poblasku świecy, by z miejsca rozpoznać chrzczone, zagęszczone „ścierwo”, którym raczyli się najmniej wybredni lub najbardziej nieświadomi konsumenci. Słabe światło wystarczyło także do tego, by pomóc jej ujawnić szczególną właściwość podanej właśnie do oględzin partii towaru.
Był niebieskawy. Ale zupełnie inaczej niż próbka, która przysporzyła jej frustracji w laboratorium. Tamta oddawała subtelny, lazurowy błękit podczas ekspozycji na światło, podła mieszanka z kolei przez cały czas miała nieładny, sinoniebieskawy odcień, miejscami niejednolity i jaśniejszy. Alkanna barwierska. Lub zwykła jagoda — przyszło jej na myśl na pierwszy rzut oka.
Miał to ze sobą i próbował sprzedawać. W normalnych warunkach kazałbym go posłać pod pręgierz albo wydeptywać okrążenia pod żurawiem, ale… Reklamował to z takim zapałem i okraszając detalem, zupełnie jakby miał w ręku oryginał. Albo kontakt z kimś, kto miał.
Kurt uśmiechnął się lekko, zabębnił palcami o blat.
Nasz przesłuchiwany to człowiek, chyba kwarteron lub inny kostrouch. Nie ma to większego znaczenia, bo bez powiązań z „upiorami” z Czerwonej. Twierdzi, że nazywa się Garvan. Jest z Przedmieścia, dowiedzieliśmy się, że kiedyś robił u Sprengela w manufakturze ciżem. Wyrzucili go za drobne kradzieże, przedtem obili. Wschodzący alkoholik. Ma dwie siostry, z żadną nie utrzymuje kontaktu. Jedna to dziwka z burdelu „Jeszcze Raz”.
Niewiele, wiem — skwitował szczerze, bo rzadko kiedy miewał w zwyczaju inaczej, zwłaszcza przed podwładnymi. — Ale zawsze coś, by przetrzeć szlaki.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 02 sty 2022, 21:43

Szef Elspeth był czasem subtelny jak Nilfgaardczycy w trakcie Rzezi Cintry. A najgorsze było to, że przy tym zwykle miał rację. Ceniła jego pragmatyzm, ale może niekoniecznie chciała słuchać tego typu mądrości teraz, tuż przed przesłuchaniem. No trudno, każda praca miała swoje uroki, a robota sama się nie zrobi. Będzie walczyła ze wszystkich sił z fluktuacjami żołądkowymi. Może nie będzie tak źle.  
Co za fuszerka — skrzywiła się ze zniesmaczenia Elspeth na widok syfu podbarwionego tak amatorsko, że mieszanka nie została nawet jednolicie pokryta kolorem. Już samo to dawało wystarczające świadectwo o fałszerzu lub jego wspólnikach. — Mogę to zabrać?
Szczątkowe informacje na temat zatrzymanego również nie napawały optymizmem co do jakości przyszłych uzyskanych informacji, niemniej jednak pajęczyna bezpieczeństwa namiestnika Chappelle nikomu nie odpuszczała, nawet złapanej muszce. I z każdego wyciskała.
Niewiele — potwierdziła słowa Kurta Elspeth. — Ale spróbuję znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Jeszcze jedno. Kiedy i gdzie został zgarnięty? — zapytała, by ustalić, czy złapany również poważył się bezcześcić swoim procederem Starówkę.
A także w jakich okolicznościach? Ktoś doniósł czy zwykły przypadek? — indagowała dalej dla uzyskania pełnego obrazu sytuacji, gdyż czasem nawet sposób wpadnięcia aresztowanych potrafił kryć jakąś wymowną informację.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 04 sty 2022, 19:17

Jest twoje. — Karakurt wskazał woreczek z fuszerką zapraszającym gestem, wolną dłonią zagarniając spisany przez nią na świeżo raport, by zwinąć go w rulon i schować za pazuchą.
Wczoraj na odwieczerz, na Starówce za „Pręgierzem”. Speluną, nie słupem do chłosty. — przyszedł jej z odpowiedzią na temat cyrkumstancji pojmania inkryminowanego. — W ujęciu pomógł donos zaniepokojonych obywateli. Zaniepokojonych tym, że ktoś robi im konkurencję, jak mniemam. Ale to już moja hipoteza.
Noc spędził w areszcie. — kontynuował, bez nadwyrężania pamięci. — Kazałem go wyłowić i przenieść do nas, na „wyższy standard”, kiedy polecono mej uwadze raport z zatrzymania. Zaordynowałem także przekazanie dowodów rzeczowych.
Oczy pryncypała prześlizgnęły się po powierzony jej właśnie woreczku z farbowanym towarem.
Notabene, dotarły nieuszczuplone. Klawiszom nie podobał się kolor. — Twarz Kurta nie zmieniła się, ale Elspeth znała go dosyć długo, by wiedzieć, że kiedy zwykł i raczył żartować, robił to będąc poważnym jak Rzeź Cintry. I niemal nigdy nie rozmijając się w swych facecjach z prawdą.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 06 sty 2022, 16:32

Ciekawe, że w przypadku taniego, skażonego alkoholu jakoś nie przeszkadza im dziwny kolor — skomentowała nie bez złośliwości wybiórczą nieufność strażników do konfiskowanych „dowodów rzeczowych”, chowając woreczek z chrzczonym towarem do swojej torby.
Fakt, że nawet klawisze nie chcieli tykać tego szajsu również wystawiało odpowiedni certyfikat jakości dla umiejętności dilera od siedmiu boleści. Iście wymarzonego obiektu do przesłuchiwania. Nieudolnego krętacza, który nie potrafił nawet ustrzec się od donosu i zamiast teraz obrywać cięgi w gównianej ciupie, najwyraźniej nieświadomie wpadł w tryby czegoś większego. Acz czy aby na pewno akcydentalnie – miało się okazać w przeciągu następnych, dłużących się dlań jak udręka godzin.
Nie ma co dłużej zwłóczyć. Jeśli to wszystko z twojej strony, idę powitać tego nieudacznika na naszych salonach — zapowiedziała niczym gospodyni nieuchybiająca świętym prawom gościny, z zamiarem rychłego przekonania inkryminowanego o szczęściu bycia podejmowanym w „wyższym standardzie”.
I z nadzieją w sercu, że Dużodobry jest tak dobry, jak o nim mówili. Nie miała ochoty marnować całego popołudnia przez jakiegoś podmiejskiego śmiecia społecznego.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1970
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Zamek

Post autor: Dziki Gon » 08 sty 2022, 17:46

Dużodobry był niewysoki jak na męża i poprzedzającą go reputację. Od wysokiej jak na białogłowę Elspeth zdawał się na oko niższy o niecałą głowę. Ubrany w roboczy fartuch i rękawice oprawcy niewysoki i jasnowłosy, o jeszcze jaśniejszych, niemal przezroczystych brwiach nad błękitnymi oczami o dziwnym, nieco niepokojącym wejrzeniu.
Nieduży oprawca powitał ją uprzejmie, krótkim ukłonem, w dodatku z uśmiechem. Użyczywszy płonącej żagwi, poprowadził ją do celi przesłuchań, przestrzegając przed wszelkimi zdradliwymi stopniami i niskimi stropami po drodze. Nie śmierdziało od niego gorzałą, a maniery, zważywszy na miejsce, w którym się znajdowali, miał nienaganne. Pomimo tego, trudno było go lubić i czuć się swobodnie w jego towarzystwie. Nie miało to nic wspólnego z jego zachowaniem — było to po prostu jedno z podskórnych wrażeń, trudnych do jednoznacznego wyjaśnienia i umykających ujęciu w ramy jakiejkolwiek racjonalności.
Przybyłem, kiedy mogłem — zagaił swobodnie, przystając naprzeciw grubych, drewnianych drzwi z okratowanym żelaznym okienkiem, sięgając po zawieszony u pasa pęk kluczy. — Mieliśmy z małżonką plany, by wyjechać do Srebrnego Brzegu, ale te wieści o zarazie i oczekiwanie na bramach… Źle się dzieje. Tedy jestem tu, gdzie potrzeba. Proszę.
Jeden z dobytych kluczy szczęknął w zamku. Dużodobry poruszył ciężkie, skrzypiące drzwi. Przytrzymawszy je dla Elspeth stanął obok, bez słowa patrząc się i uśmiechając.
Wnętrze pomieszczenia było bliźniaczo podobne do tego, w którym niedawno spotkała się z Kurtem. Bliźniaczo cuchnące smołą i strachem, straszliwe najeżone kształty bliźniaczo kładły na ścianach długie cienie wszędzie tam, gdzie skierowała swą żagiew. Ale zamiast biurka i żelaznego, niewygodnego krzesła z zatrzaskami na ręce i nogi, środek pomieszczenia wyposażony był w długą, drewnianą ławę z rozciągniętym na niej rozdzianym do pasa i rozbutym facetem. Kwarteronem lub innym kostrouchem, twierdzącym, że nazywa się Garvan, wschodzącym alkoholikiem, bratem siostry-kurwy z burdelu „Jeszcze Raz”.
Osobnik był umorusany na twarzy, potargany na głowie i wyraźnie poruszony pojawieniem się odwiedzających go gości. Bez ustanku wiercił się w swoich więzach, zmuszając leciwą ławę do trzeszczenia. Dużodobry zamknął za nimi drzwi, skinął krótko Elspeth, kierując się w kąt pomieszczenia, by rozpalić ogień i oczekiwać jej znaków, ilekroć interrogacja miałaby napotkać trudności w postaci oporu interrogowanego.
Wszystko powiem — zapewnił ją z miejsca przyszły przesłuchiwany, głosem cienkim i zachrypłym jednocześnie, blednąc nawet w świetle pomarańczowego płomienia, który rozjaśnił nieco przyciasną celę. — Wszystko, co wiem, jak matulę kocham.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 87
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Zamek

Post autor: Vespera » 10 sty 2022, 1:54

Elspeth podążyła za jasnowłosym oprawcą, zmuszona do przeprowadzenia niezobowiązującej wymiany zdań o niczym, gdyż małodobry niespodziewanie okazał się dobrze wychowanym dyplomatą. Rzecz na swój sposób niezręczna, biorąc pod uwagę fakt, iż za chwilę mieli przypiekać ulicznego frajera, któremu wydawało się, że jest szczwany.
Jeszcze zdarzy się dogodniejsza okazja do wyjazdu. O tej porze komary tną tam na potęgę, więc może dobrze się stało, że przełożyliście wywczas — odpowiedziała kurtuazyjnie, bo coś wypadało odrzec. Jednocześnie intensywnie i podświadomie próbowała ustalić, co jest nie tak z tym człowiekiem. I chyba nie chodziło tylko o to, że kat z taką reputacją miał małżonkę, z którą tak po prostu planował urlop. — Jestem przekonana, że przełożeni docenią twoją dyspozycyjność.
Paradoksalnie z ulgą weszła do celi przesłuchań, gdyż to niwelowało ryzyko dalszego konwersowania z tym przedziwnym osobnikiem w tematach innych niż służbowe. Krótko otaksowała wzrokiem przesłuchiwanego, by skonstatować z niechęcią, że nie spodziewała się niczego więcej. Stanęła dość blisko, by ją słyszał i nie musiała się nań wydzierać, ale dostatecznie daleko, by nie czuć za bardzo woni jego parszywej osoby.
Jeszcze przed rozpoczęciem interrogacji wyglądał nietęgo i deklarował współpracę, toteż wstępny rytuał podporządkowania i ustalania hierarchii dla bardziej butnych chyba mogli sobie odpuścić.
Tak, wyśpiewasz wszystko. Tedy daruj sobie stwierdzanie oczywistości — powiedziała zimnym tonem człowieka, w którego głosie ostentacyjnie wybrzmiewała niewzruszona pewność, że w obecnych cyrkumstancjach interrogowany w istocie powie nie tylko wszystko, co wie, ale nawet więcej.
W tym mieście za błękitny towar idzie się na dno Pontaru albo do katowni novigradzkich służb. Skoro miałeś szczęście trafić do nas, dla własnego dobra lepiej wykaż się na tyle, by nasze zainteresowanie twoją nędzną osobą ani przez chwilę nie słabło.
Założyła ręce na piersi i spojrzała z pogardą na chudopachołka.
Na początek coś prostego — zaczęła chłodno i niespiesznie. — Gadaj, kto produkuje ten niebieski szajs i dystrybuuje go w Novigradzie.
Favresówna należała do pragmatycznych ludzi, toteż zaczęła od razu od sedna, dając gnidzie szansę do swobodnej wypowiedzi przed konkretnymi pytaniami. I tak na swój sposób miał szczęście. Elspeth najpierw pytała, dopiero potem kazała katować. W przeciwieństwie do bardziej konserwatywnych bezpieczniaków, którzy preferowali odwrotną kolejność.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław