Kuźnia

Obrazek

Tłusty sołtys, marudni chłopi, plotkujące baby, rumiane podlotki i rozwrzeszczana smarkateria, na wygonach zaś głównie rogacizna. Ot, wieś jak malowana nieopodal miejskich murów.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1296
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Kuźnia

Post autor: Dziki Gon » 18 mar 2018, 19:11

Obrazek


Co dla wielu jest niespodzianką, w ustronnej części Vizimbory znajduje się niebywale dobrze wyposażona i zadbana kuźnia, a włodarzy tam iście biegły cechmistrz. Wielu znajomków oraz stałych klientów upiera się, że z palcem w rzyci sprawia lepszą robotę niźli pół novigradzkiego Przedmieścia. Sam mistrz plotek nie potwierdza.
Plotki takoż mówią, że kowal mieszkał swego czasu w Novigradzie, terminował u najlepszych, brał w czeladź i wychował niejednego zręcznego rzemieślnika. Warsztat wyniósł do Vizimbory na kilka lat przed wojną. Mieszka tam, jada, sypia, od świtu do zmierzchu pracuje w pocie czoła, nadal kując jedne z lepszych oręży w okolicy, vizimborskich chłopów i pobliski tartak zaopatrując w narzędzia. Jego dom a kuźnia mieści się częściowo pod ziemią. Nakrywa je pagórek, spod którego spozierają skrawki murowanego lica oraz wybite w sklepieniu warsztatu kominy. Wieczorami, gdy kominy dymią, czernią się od sadzy, plują w niebo iskrami, pagórek wygląda, jakby kopcił fajkę.

Aarchangelss
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 23 sie 2019, 19:30
Medale: 1
Miano: Xavier Moris
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 40
Złoto: 25
Stan zdrowia: Zdrowy
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2391#p2391

Re: Kuźnia

Post autor: Aarchangelss » 25 wrz 2019, 21:03

Pogoda dopisywała, a przynajmniej w tej chwili, w której Xavier kroczył sobie drogą, czy być może raczej wydeptanym szlakiem, zmierzając w stronę wsi. Właściwie do wsi to już wlazł i w jej granicach buty sobie brudził błotem, a przynajmniej nadziei jak dzieciak matczynej spódnicy się uczepił, że to co na ziemi się pławiło w Słońca świetle, było właśnie błotem, a nie czymś, co pijany wieśniak zgubił po drodze, gdzieś ze spodni nogawki...
Ostrouch do kowala zmierzał, a znaleźć mu go trudno nie było, wszak zazwyczaj budynek taki kuźnią zwany wyróżniał się na innych tle przysposobieniem do prowadzenia działalności swojej. Co prawda były i inne specyficzne budowle, chociażby zajazd wielgachny, jak trolowa żyć i równie się wyróżnia. Może niekoniecznie smrodem i skórą grubą na pół łokcia, ale swoim rozmiarem i rozpoznawalnością. Wszako chata sołtysa, czy innego wójta tej dziury mniejsza była, a ta przecie, jako zapewne człeka najbogatszego we wsi, się wyróżniać musiała. Na elfie oko, w przeciwności stojąc z resztą osady, wizerunek ogrodzenia dobrze świadczył o gospodarzu, oraz jego przybytku. Toteż nieludź na uśmiech sobie pozwolił, a do karczmy następnie pamiętał, żeby zajść. Tym czasem jednak obowiązki wzywały go, bo droga jego daleka, a wpierwiej do kowala. Przed progiem buty z błota (wciąż nadzieję mając, że błotem brud parszywy był) wyczyścił, a potem grzecznie we drzwi walnął razów siedem i na zaproszenie czekał, coby nie przeszkadzać za szybko, a jak długo zaproszenia nie posłyszał, to klamkę nacisnął i jak oporu drzwi nie stawiały, to do środka wparował.
Jak zaś ten nowy obecny wyglądał? A no wyglądał, jakby miał w sobie coś z rycerza... Łeb ino zakuty. Maskę pancerną na mordzie nosił, przeto poznać po gębie, czy baba to czy chłop się dać nie dało, dopiero postura pomagała, chociaż jak kto pijany, to za babę bez atrybutów odpowiednich wziąć mógł, a co dopiero stwierdzić, czy ylf to, czy człek. Kaptur na głowie i płaszcz na plecach, pod plecakiem ukryty, chronił jegomościa od biczów wiatru, a i jego warkocz długi chował, coby nie dyndał jak jęzor psa, co gorąc za duży poczuwał. Tunika prosta, z kurtą ze skóry rozpiętą, rękawice i spodnie podobnie ze skóry wykonane, a te ostatnie pasem z kaletkami dwiema umocowane. Przy pasie dynda sobie dumnie w pochwie mieczysko schowane, co to nie wyróżnia się, póki wyjąć go nie trza. Ino buty jeszcze istotne, nie bardzo ale wciąż, co to dobrej roboty są. Warto wspomnieć jeszcze, że jako elf pracujący, co to żadnej pracy się nie bał, rozejrzał się pierwiej, to jest przed zajściem do kowala, tablicą ogłoszeń, bo kto wie? Może jaka robota była, do której przytulić by się mógł?

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1296
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kuźnia

Post autor: Dziki Gon » 26 wrz 2019, 1:01

We wsi było spokojnie. Ostatnie, przelotne opadły upstrzyły drogi i podwórza nieregularnych rozmiarów kałużami, w których smarkateria figlowała ochoczo i gwarno. Pochłonięci obowiązkami dnia powszedniego mieszkańcy wioski poruszali się żwawo, a wśród nich Xavier widzieć mógł płeć dwojaką, nikt bowiem w Vizimborze po próżnicy siedzieć nie lubił. Toteż baby wyplatały kosze, wygrzewając się na dopiero co wyjrzałym słońcu, dziewczęta wtórowały im albo akuratnie pieliły grządki, lub wywieszały wykrochmalony dezabil, póki znowu nie kropiło. Chłopów ledwie uświadczył, większość okupowała obecnie tereny rolnicze, gdzie doglądali pól albo wypasali rogaciznę.
Xavier zwracał na siebie uwagę. Bo i wyglądał cudacznie. Gdy tylko pojawił się na horyzoncie i szczeniactwo go zauważyło, natychmiast porzucili babranie się w błocie i poczęli wytykać przybysza palcami. Młodzi nie pamiętali, aby ktoś podobny kiedykolwiek postawił nogę w ich wsi. Starsi zaś obserwowali w milczeniu, bo zdążyli już widzieć niejedno.
Elf rzeczywiście nie miał trudności ze znalezieniem kuźni. Vizimbora nie była duża, a warsztat w istocie wyróżniał się na tle reszty chałup. Cel obrał zatem prężnie i tak do niego zmierzał, obskakiwany przez dziatwę, która trzymała się nieco na dystans, na równi obawiając się przybysza co i apoteozując. Kiedy zakuty jegomość zatrzymał się przy tablicy, dzieci natychmiast się rozbiegły, chichocząc.
Do tablicy przybite były zaledwie dwa pergaminy, a i oba doszczętnie przemoczone po minionej ulewie. Nie mogąc za nic w świecie ich rozczytać, Xavier ruszył prosto do kuźni.
Drzwi nie otworzył mu nikt, tak więc Aen Seidhe zdecydował się zrobić to samemu, wchodząc do środka. Zastał przestrzenną, jak na standardy warsztatowe, pracownię, w której samotny mężczyzna ubrany w szary od sadzy fartuch, hartował akurat stal. Usłyszawszy trzeszczące zawiasy, kowal o srogim wyrazie zmierzył gościa wzrokiem, wycierając sękate kułaki w kawałek tkaniny.
— Ki diabeł? — warknął, ściągając brwi.

Aarchangelss
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 23 sie 2019, 19:30
Medale: 1
Miano: Xavier Moris
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 40
Złoto: 25
Stan zdrowia: Zdrowy
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2391#p2391

Re: Kuźnia

Post autor: Aarchangelss » 26 wrz 2019, 23:16

Elf nie zaskoczył fakt, że spojrzenia wszelakie się jego osoby jak rzepy czepiały. Ino najciekawszą postacią w okolicy był, bo jako enigma się pojawił znikąd i ni wiedzieć gdzie lazł. Ludzkim nawykiem było patrzeć w paszcze nieznanego, gdy już zrozumiało się, że kły widoczne we włościach nocnej pani, to tak na prawdę skały, które nie mogą nikomu zaszkodzić, jeśli zostawi się je w spokoju. To jednak, to ostanie, pozostawienie czegoś w spokoju, w ludzkiej naturze już nie było spotykane... Nawet podczas najbardziej dokładnych sekcji... Dlatego też wytykanie palcami ostrouch z niewidzialnym uśmiechem witał. Niewidzialnym dlatego, że maska nie była przeźroczysta, ale metalicznie ciemna, nie czarna, tylko... Ciemna... Dzieci mu nie przeszkadzały, a niech ciekawskie się kręcą, ino łba im przecież ukręcać nie zamierzał. Może jeno raz czy dwa warknie, albo w rzyć klepnie, ale krzywdy? Nie zwykł tego porabiać...
Xavier do mikrych nie należał, ale też ogromnej muskulatury zarzucić mu nie było można. Toteż raczej nie imponował kowalowi posturą, który to latami pracy i waleniem młota, wyrobił sobie mięśnie jak ze stali, z którą mógłby pracować. Cóż zatem elf zrobił, pierwiej, jako tylko się we zasięgu oczu pańskich znalazł, postarał się ukłon wykonać niewielki, lekko nogę jedną cofając w tył, na piersi jedną z rąk oparłszy, drugą powiódł szeroko i uważnie tak, coby niczego nie uwadzić. Trwał tak sekundy pół w pozie, po czym do wyprostowanej wrócił i ino wtedy głos jego zabrzmiał, a przez maskę był deformowany tak, że metalicznie wybrzmiewał, jakoby struny głosowe gościa tego właśnie z metalu a nie mięsa robione były.
-Pokój wam, zacny panie. Darujcie, że tak bez zaproszenia, ale nikt do drzwi nie podszedł. Pozwólcie, panie, że się przedstawię. Xavier, wędrowny rzemieślnik i najemnik, do usług, jeśli takowe są w potrzebie. Do rzeczy więc przechodząc sedna, proszę o pozwolenie na osełki użycie, coby narzędzie po pracy przygotować. - Tutaj poklepał się po pochwie swego miecza, nie kładąc później na nim ręki, właściwie, to całą rozmowę trzymał ręce skrzyżowane na piersi. - I jeśli panu nie wadzi, to spytać bym chciał, czy o jakiej pracy w okolicy pan nie słyszał, która pomogłaby trochę budżet załatać i na dalszą podróż lepiej się przysposobić? - Elf zapytał się grzecznie, a mówił spokojnie i niespiesznie, starając się zachować przyjazną atmosferę, nawet pomimo swojej zakutej łepetyny.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1296
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kuźnia

Post autor: Dziki Gon » 06 paź 2019, 19:00

Gdy Xavier jął mówić, kowal jeszcze mocniej zmarszczył brwi, próbując zrozumieć co ten chce mu przekazać. Przybysz zaczynał działać mu na nerwy, bowiem zachowywał się jakby celowo pragnął uprzykrzyć mu dzień. Pierw wszedł nieproszony, czego gospodarz nie lubił. Każden we wsi wiedział, że gdy drzwi warsztatu są zamknięte znaczy to nic innego, jak to, że stary Pomruk akuratnie pracuje nad zleceniem. Następnie przybysz raczył dworować sobie z niego, prezentując pańskie ukłony, a mówił z żelastwem na twarzy, które zniekształcało głos i dudniło od echa, przez co ledwie dało się zrozumieć co chce przekazać. W samym warsztacie, który do tej pory był zamknięty, było bardzo gorąco; ciepło i żar miało ujście jedynie przez komin. Tym samym, Pomruk dodał jedno z drugim, uznając, że gość zadaje sobie w tym wszystkim fizyczny trud, tylko po to by go wkurwić.
Na pytanie o osełkę kowal odpowiedział zatem z opóźnieniem, łypiąc na Xaviera i wciąż mieląc w palcach ścierę. Odpowiedział, naturalnie, gestem, zwykłym kiwnięciem w stronę drugiej strony warsztatu, gdzie leżały narzędzia do ostrzenia. Nie lubiąc, gdy ktoś obcy używał ich samemu, dodał:
Pięć denarów.
Wyjął z wiaderka z wodą zahartowaną stal, którą bacznie przestudiował w dziennym świetle przy małym okienku.
Nie słyszał — mruknął, wracając do pracy.

Aarchangelss
Awatar użytkownika
Posty: 6
Rejestracja: 23 sie 2019, 19:30
Medale: 1
Miano: Xavier Moris
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 40
Złoto: 25
Stan zdrowia: Zdrowy
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2391#p2391

Re: Kuźnia

Post autor: Aarchangelss » 25 paź 2019, 14:25

Gorąc buchał w kuźni, jak to w kuźni, gdy tylko elf wstąpił w progi gospodarza, któremu to z miejsca do gustu przypaść mu się nie udało. Jeno problem był taki, że ino przed drzwiami informacji żadnej nie uraczył, że zamknięte i rzyci nie zawracać bo chłop zarobiony po uszy. Ino przecie jakby napisane było, albo znak jakowy obrazowo informujący, żeby nie włazić, to ino ostroucha by tutaj nie było...
Słysząc jednakowoż cenę, jaka się pojawiła za używanie, UŻYWANIE, samo jedyne w sobie i to jeszcze pod nadzorem, pół korony? Przecież to rozbój w dzień słoneczny i to na środku placu targowego! Przecie to się nie godzi, żeby takie ceny narzucać i to jeszcze na prowincji, gdzie pieniądz jest mniej popularny niż baba wrzeszcząca na pijanego chłopa! Toteż Xavier łapy swoje do maski podniósł i narzędzie bardzo przydatne w pracy ściągnął, kilkorgiem ruchów zgrabnych i pod pachę ustrojstwo wpakował. Jeno wtedy paszczę rozwarł, coby się grzecznie do kowala zwrócić tymi oto słowy:
-Ceni się pan szanowny, pół korony dla mojej osoby skromnej, to jeno potężny obrót gotówkowy. Nie wiem przecież, czy jutro jakiego grosza miedzianego chociaż zarobię... Ale cóż, za dobre narzędzie do pracy warto zapłacić, coby się na następnym Ghulu nie pierdykło. Swoją drogą, raczcie wybaczyć zainteresowanie panie, ale czy nie lepiej byłoby hartowanie w oleju robić?
Olej znosił wyższe temperatury niż woda i fakt, czasami buchało ogniem ostrze po schłodzeniu, ale mniej się wyginało po zanurzeniu i mniej się zdarzało, że stal pękała, a ważne to było, przynajmniej dla Mortisa, coby pracy sobie podwójnej nie robić. Jeno nie będzie wszak ojca dzieci robić uczył, bo kto wie? Może kowal umiejętności i wiedzę takowe posiadał, co mu pozwalało bez oleju pracować? Zresztą, coby nie być też ciemnym, elf okiem rzucił po zakładzie, ciekawym będąc właściwie wszystkiego, a i zakłady rzemieślnicze się na liście tejże znajdować musiały.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1296
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Kuźnia

Post autor: Dziki Gon » 04 lis 2019, 23:26

Pomruk westchnął, widząc że intruz nie ma zamiaru odejść, niespławiony wysoką ceną najmu narzędzi. Uznał zatem, że bez gadania się tym razem nie obejdzie. Jeszcze raz zlustrował Xaviera, bacząc na jego ubiór i fizys, widząc w nim postać z opowiadań, które onegdaj snuła mu nieodżałowanej pamięci babka. Zdjęcie maski potraktował gospodarz niemą aprobatą, cenił sobie bowiem kontakt wzrokowy. Z wprawą ukrył zdziwienie, będąc jeszcze przed chwilą przekonanym, że przybysz nosił kamuflaż z powodu oparszywiałej gęby. Co się człowiekowi dziwić, jakżem jeszcze niedawno słyszał, że na południe chłopy upstrzeni w ospę chodzą, pomyślał.
Stal w oleju prędzej mierznie, prawdę gadacie — rzekł, siląc się na nieco milszy ton. — Ale to nie zwykła stal, a czarna, niby Nilfgaardczyk. A węglowe stale poci się w wodzie, bo to lepsze dlań studzenie.
Czy dobrze słyszał? Następnym ghulu? Pomruk wiedźminów znał jeno z opowiadań, nigdy żadnego nie goszcząc, ani na oczy nawet nie widząc. I dobrze, stwierdził w duchu. Wiedźmaki i im podobni przynosili jeno zgubę. Parszywi odmieńcy psuli i tak już kiepską opinie nieludziom, zapominając o swojej rasowej przynależności, kiedy ich wsparcie było rzeczywiście potrzebne. Ktoś mu kiedyś powiedział, że wiedźmin to też człowiek, tylko przeklęty, ale stary Pomruk znał swoją prawdę. Każden, kto do ludzi bezpośrednio nie przystawał, do nieludzi należał. I choć kowalstwo, nie semantyka, było jego atutem, nie miał żadnych wątpliwości co do prawdziwości tej zasady.
Nie myślał jednak, że wiedźmini wyglądają tak cudacznie. Nic dziwnego, że ich prześladują.
Przeklął się zaraz za tę myśl, wspominając zmarłą żonę.
Dacie dwa i będziem kwita. — Nie lubił się targować, ale uczciwy był z natury i nie przystało mu orżnąć gościa. Na dodatek coś mu się przypomniało. — Co do roboty. Sołtys coś ostatnio napomknął, że potrzebuje robotników, którzy ciężkiej pracy się nie boją. Szczegółów nie znam, dawno to żem słyszał, a i długo stąd żem nie wychodził. Może już nie szukają. Nie wiem.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław