Grzechy naszych ojców

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 61
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Grzechy naszych ojców

Post autor: Bajarz » 01 sie 2021, 1:14

Obrazek

Rok 1270, pięć dni do święta Saovine
Hołopole



„Kłamstwo jest początkiem wszystkich grzechów”

A kogóż tam znowu diab... — Zakonnik zatknął się, otworzywszy furtę przed Cyprianem i wybałuszył oczy. Były nieco skośne, barwy palonego żyta i — być może ku zaskoczeniu przybysza — sprawiały wrażenie mile rozczarowanych zastanym widokiem.
A niech mnie diabli porwą — podjął, w okamgnieniu odzyskując kontenans i język w gębie — jeśli to nie nasz Cudotwórca z Ujścia, o którym cała Północ huczy! Wejdź, bracie, wejdź! — Machnął zapraszająco ręką i usunął się na bok, by wpuścić młodego kapłana za próg hołopolskiej świątyni Kreve. Był w trudnym do oszacowania wieku, gdzieś między dwudziestką a czterdziestką, zażywny i wysoki, smagły i łysy jak kolano, za to z gęstą, ryżawą brodą.
Zamknąwszy bramę, przypiął gargantuiczny pęk kluczy do pasa i czym prędzej wrócił do gościa.
Czcigodny Prokop wspominał coś przed wyjazdem, że nowicjusz jaki na Posłusznicę lada dzień przybędzie, ale ni słóweczkiem nie zdradził, że to o taką personę się rozchodzi! A niech mnie diabli, samego wybrańca Pana naszego móc gościć! — Mnich wzniósł dłonie i dziękczynny wzrok ku niebu. — Zaprawdę, radosny dzień nam nastał!
Na przekór jego niekłamanemu rozmiłowaniu, aura była wyjątkowo nieciekawa, a w ślad za nią również firmament — szarobury, płaski, powleczony gęstymi chmurami, zza których nie przedostawał się ku ziemi nawet najlichszy promień słońca, choć właśnie mijało południe. Na domiar złego wiało i wyło odkąd Cyprian minął Hengfors i nic nie wskazywało na to, by stan ów miał ulec poprawie.
Ale! — Ocknąwszy się, furtian zagarnął go ramieniem i pokierował w stronę krużganków. — Ja tu gadam jak najęty, a tyś, bracie Cyprianie, z pewnością głodny? Spragniony? O strudzenie nie pytam, droga wszak niełatwa ani przyjemna, zwłaszcza w taką pogodę, niech ją diabli porwą... Z daleka do nas przybywasz?

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Medale: 8
Miano: Cyprian de Nogaret
Rasa: Człowiek
Wiek: 25
Złoto: 0
Stan zdrowia: Okaleczona twarz.
Karta Postaci: viewtopic.php?p=4013#p4013
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=538

Re: Grzechy naszych ojców

Post autor: Wulf » 01 sie 2021, 17:43

Z samego Novigradu — odpowiedział kapłan, zsuwając z głowy kaptur, który obnażył blady skalp. Mężczyzna rozejrzał się badawczo po podwórzu, pozwalając się prowadzić mnichowi, choć dla postronnej osoby to kapłan był tym, który wyznaczał tempo spaceru.
Pogoda była iście cierpka. Z cieżkiego nieba padało bure światło, a twarz i członki smagały podmuchy natarczywego wiatru. Szata Nogareta wzdymała się i trzepotała, poruszana żywiołem, a duchowny niemo dumał, czy aby sam Kreve nie zsyła omenu na hołopolszczański klasztor.
Lada moment spadnie deszcz, pomyślał, marszcząc brwi. Ruszył dalej, w stronę krużganków, chętnie przyjmując azyl kamiennych murów.
Pierwej chcę poznać wasze imię, dobry człowieku. W drugiej kolejności odmówić modły, nie godzi się przeto nie podziękować Najwyższemu za protekcję w podróży. Prowadźcie zatem do ołtarza, a w międzyczasie donieście jak idą przygotowania do obchodów.
Niech wiedzą, że jestem konkretny, a w sercu mym nie znajdą niczego poza bezgranicznym uwielbieniem Kreve. Tak jak przy poprzednich pielgrzymkach, Cyprianowi zależało na dobrym, pierwszym wrażeniu. Jak cię widzą, tak cię piszą, mawiał brat Antoni, sędziwy preceptor, kąśliwie dodając: i niech nie zwiedzie was to, że na prowincji to ostatnie jest ludziom obce.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 61
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Grzechy naszych ojców

Post autor: Bajarz » 06 sie 2021, 13:33

Ho, ho! — Mnich uniósł krzaczaste brwi. — Kawał drogi! Chwała Kreve, że cię zła przygoda na trakcie ominęła, bracie!
Mężczyzna ponownie spojrzał w niebo, wykonując dziękczynny gest. Cyprian tymczasem wywieszczył deszcz, który grubą, lodowatą kroplą najpierw namaścił czoło mnicha, a zaraz potem jemu samemu wpadł za kołnierz. Zdążyli jednak przeciąć pusty, sporych rozmiarów, prostokątny podwórzec i wejść w rozciągające się naprzeciw muru z furtą krużganki dokładnie w momencie, gdy kłębowisko chmur nad ich głowami pękło, rodząc sążnistą ulewę.
Ajajaj! — kwiknął zakonnik, zatrzymując się pod dachem i ocierając czoło rękawem habitu. — Diabli nadali!
Nierówności i koleiny udeptanego placu momentalnie wypełniła woda i rzadkie błocko, powietrze — jednostajny szum. Deszcz lał się grubymi strugami, spływał z dachów ograniczającą widoczność kurtyną. Gdzieś w oddali przetoczył się grom.
Ach, wybacz! — Mnich zaśmiał się, bynajmniej zakłopotany. — Jam jest brat Gregorius! Furtian — doprecyzował zupełnie zbędnie, potrząsając pękiem kluczy. — Tedy mnie nijak posterunek opuszczać, ale do kaplicy łacno sam utrafisz, bracie! Ona tam — Gregorius wskazał ręką — po drugiej stronie wirydarza!
Rzeczywiście, Cyprian dostrzegał przez wodną zasłonę coś pomarańczowawego, co mogło być płonącymi przy ołtarzu świecami.
Przygotowania... — Mnich zawahał się, szarpiąc kosmatą brodę i po raz pierwszy w obecności gościa wyzbywając się właściwego mu chronicznego podekscytowania. Rozejrzał się i zniżył głos, choć krużganki były równie opustoszałe, co podwórze. — Przygotowania, po prawdzie, leżą i kwiczą, bracie Cyprianie. Nie dostarczono jeszcze zapasu świec na uroczystości, z tuzina zamówionych lampionów w transporcie wytłukła się połowa, a święte proporce myszy zeżarły… By je diabli porwali, plagę zatraconą!

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 141
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Medale: 8
Miano: Cyprian de Nogaret
Rasa: Człowiek
Wiek: 25
Złoto: 0
Stan zdrowia: Okaleczona twarz.
Karta Postaci: viewtopic.php?p=4013#p4013
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=538

Re: Grzechy naszych ojców

Post autor: Wulf » 07 lis 2021, 1:49

Cyprian zgarnął palcami grubą kroplę deszczu, która rozbiła się na jego czole. Roztarł ją między opuszkami, bacznie się jej przyglądając.
Jakże to, bracie — zwrócił się do furtiana — bluźnicie tak otwarcie, w domu Pańskim? Przeto deszcz, tak jak i burza, są domeną Najwspanialszego. Biada tedy wszelkim bluźniercom, którzy nie zdążyli się uchować ani zażyć azylu, albowiem ziarno zasiane przez Pana dojrzało i ten gotów swe żniwo zebrać. A wtenczas słudzy w grzmotach słyszeć będą cięcie sierpa, ku ich radości, bo ten ich nie dosięgnie. Potępieńcy wszelako — Nogaret wzniósł jeszcze wilgotny palec — pierzchać będą na podobieństwo myszy. Daremnie.
Twarz kapłana wykrzywiła się cudacznie.
Nie obawiajcie się, bracie Gregoriusie, i czyńcie swe powinności. Jako i wy, ja też jestem tylko sługą i takoż chcę być traktowany.
I gdy kątem oka ujrzał ciepłą barwę płonących świec oświetlających ołtarz, jego serce się szczerze uradowało. Ale tylko na chwilę.
Błahe rzeczy powiadacie, bracie Gregoriusie. Świece, lampiony, proporce… I cóż jeśli ich zabraknie? Próżność ludzka nie zostanie zaspokojona, ot co. On nie oczekuje ozdób, bibelotów, ani pieścideł, Gregoriusie, a szczerej intencji. I tę, zrobię wszystko co w mojej mocy, aby tak było, otrzyma. Zaś cała reszta… — machnął niedbale ręką. — A teraz pozwólcie, że się pomodlę.
Zadowolony z własnej postawy i łatwości z jaką przyszło mu ją objąć, skierował się w stronę ołtarza, gdzie, jeśli mu pozwolono, upadł majestatycznie na kolana i przytknął pobliźnione czoło do posadzki. W tej samej chwili jego usta zaczęły się bezdźwięcznie poruszać.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 61
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Grzechy naszych ojców

Post autor: Bajarz » 14 lis 2021, 15:48

Furtian skurczył się pod wpływem słów Cypriana. Zmieszany i spocony jął przebąkiwać coś o wybaczeniu, starych nawykach i pogardzie dla samego siebie. Z jego nieskładnej mamlaniny kapłan wyłuskał głównie to, że Gregorius był najprawdopodobniej świeckim, a na pewno mało lotnym, posługaczem.
Gdy pobliźnione i sine oblicze gościa wykrzywiło się w makabrycznym grymasie, furtian zbladł jak twaróg i cofnął się pół kroku, zaciskając dłoń na wielkim pęku kluczy. Chłodne żelazo i cichy brzęk ewidentnie podziałały nań pokrzepiająco, może uprzytomniły mu, iż był tu kimś ważnym, przynajmniej we własnym mniemaniu. Mało skomplikowany umysł furtiana odbił więc od pełnego gromów rozdroża, na które wepchnęła go mowa kapłana, i nie oglądając się za siebie, wrócił na dobrze znane mu tory.
Nabrawszy oddechu, z ulgą i samozadowoleniem zmienił temat, podkreślając, jak ważna jest pełniona przezeń posługa. Cień strachu jednak pozostał, bo Gregoriusowi naraz zaczęło być bardzo śpieszno, by opuścić towarzystwo Cudotwórcy z Ujścia. Szczęściem, ten ostatni nie oponował, a jedynie obsztorcował mnicha raz jeszcze na do widzenia.
Tak, tak, macie rację bracie — pokiwał skwapliwie łysą głową, przechodząc nagle z per „ty” na „wy”. — Macie rację! Czym są dobra doczesne, niech je diab... Eee, to znaczy chciałem rzec, że... tego no... Jest jak powiadacie! Ni chybi sam Pan przez was przemawia! Chwała Kreve, że was do nas sprowadził bracie Cyprianie!
Furtian powtarzał za młodym kapłanem podobne świątobliwe frazesy i wykrzykniki póki ten nie zniknął mu z oczu za załomem wirydarza. Cyprian być może z ulgą przywitał jednostajny szum ulewy i zakłócone nim echo własnych kroków — poza tymi dwoma dźwiękami w klasztorze panowała bowiem niczym niezmącona cisza, nigdzie nie było widać też żywej duszy. Przynajmniej do momentu, gdy znalazł się niedaleko płonących maźnic, których pomarańczowy blask widział z naprzeciwka.
Jak się okazało, były to ognie płonące przy drzwiach w istocie prowadzących do kaplicy. W ich świetle, na progu oratorium, Cyprian zobaczył postawnego, tęgawego mężczyznę w szatach kapłańskich, trzymającego za koszulę na piersi dziewczynę w czepku służącej, która ni to klęczała, ni wisiała w powietrzu. Za nimi, w głębi sklepionej półkoliście, mroczniejącej sali, stał upstrzony niezliczoną ilością modlitewnych patyczków i świec w rozmaitym stadium stopienia ołtarz Kreve.
To, że igumen chędoży was po kątach — warczał jej w twarz zduszonym od wściekłości głosem — nie znaczy, że możecie się tu kręcić kiedy wam się żywnie podoba, rozumiesz? Pytam — uniósł wolną dłoń do ciosu — czy rozumiesz, bezczelna kurwo!

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław