Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Lasota » 10 lis 2022, 12:40

Dzień I Sokół trzymał w szponach ofiarę, wracał z polowania do domu. Będąc w przestworzach, zaczął szybować w kierunku gigantycznej rozpadliny, jakoby blizny samej planety pozostawionej po starciu bogów. Z niemałą prędkością ptak przekroczył granicę powierzchni, opadając w czeluść. Nie bał się ciemności, bowiem wkrótce ujrzał jasne punkty w mroku, które obrał sobie za kierunek. Niedługo później wynurzył się z przenikającej czerni, piszcząc dumnie i pozdrawiając przykute do ziemi istoty swym majestatem. Drapieżnik zwinnie uniknął rzuconych ku niemu kamieni. Wylądował na swoim gnieździe, żeby spożyć śniadanie oraz patrzeć z ciekawością na zmagania sąsiadów.
— Auaaaa! — krzyknął z bólu Marek, jeden z dzieciaków.
— Co ty?! Do domu, ale już! — Mama Marka złapawszy na ucho urwisa rzucającego kamieniami, odprowadziła go z powrotem do jaskiń mieszkalnych. Chłopiec myślał, że naskrobał, ale reakcja matki wynikała z innego powodu.
Zebranie się niedawno zakończyło.
Siedzieliście wszyscy razem przy jednym stole na kółkach, w jadalni, i popijaliście napar grzybowy. Niedawno skończyliście naradę z jedynymi mieszkańcami, którzy jeszcze nie przepili swojego życia i nie byli na tyle obojętni, żeby patrzeć bezczynnie na nadciągającą tragedię. Chodziło bowiem o Darusia, sierotkę, którym opiekowały się mordercze siostry. Zaginął i jeszcze się nie znalazł, co niezwykle denerwowało furiatki. Czarę goryczy przelał również komentarz Jackowsky'ego.
— Będą następne.
Oprócz tego brakowało wam jedzenia przeznaczonego na trybut i wiedzieliście, że trzeba było zmobilizować ludzi do pomocy kapłanom, ponieważ sami nie mieli szans się wyrobić na termin upływający w przeciągu dwóch dni. Na domiar złego winda się popsuła z niewiadomych przyczyn i nie mogliście liczyć na pomoc Izajasza w tej sprawie, gdyż kiedy ostatnio robił jej przegląd, zaczął recytować wiersze miłosne w imię pokrzepieniu serc. Byliście jedynymi sprawczymi jednostkami, więc to na was spadła odpowiedzialność rozwiązania tychże problemów.
Posiadaliście ludzi i zasoby do zrealizowania swoich planów, a płaciliście za to wyłącznie czasem, który uciekał jak piasek przez palce. Jak zamierzaliście rozpocząć swój dzień?
Pozostała szóstka dzieci.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 176
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 13 lis 2022, 17:06

Obrazek
W trakcie obrad przy jadalnianym stole, około czterdziestoletni, brodaty mężczyzna ludzkiego pochodzenia, znany tutejszej społeczności pod mianem Dante z Rosenburga — rzekomo były imperialny najemnik, a aktualnie wioskowy łowczy — nie odzywał się prawie wcale, co zresztą nie odstawało w żaden sposób od ogółu jego zachowania. To jest, poza momentem gdy spytano go o jego własną opinię, co skwitował krótko i obojętnie, przedstawiając fakty:
— Póki ktoś nie naprawi windy, o polowaniach można zapomnieć, tak i więcej jedzenia nie będzie. To powinien być priorytet. A z dzieciakiem stać się mogły różne rzeczy — mam nadzieję, że nie spadł z urwiska... — przedstawił sprawę krótko, powściągając język, nim dane mu było wysnuć dalsze teorie, nieważne jak logiczne i sensowne. Siedzący naprzeciw ork, którego — niezależnie od stopnia zażyłości — z chłopakiem łączyły „rodzinne” więzi, mógł nie przyjąć najlepiej kolejnych spekulacji na temat tego jak protegowany jego „partnerek” rozpłynął się jak kamfora. W przepowiednię Jackowsky'ego z kolei wątpił. Miał prawo wątpić, bo u starego Daniela pomieszkiwał w wiosce raptem od miesiąca, a wiara w gusła jakiegoś pijaczka brzmiała trochę jak lokalny folklor.
— Najważniejsze to nie popadać w panikę. Mamy sporo osób w domostwie, ktoś mógł coś widzieć. Popytam — wyszedł w końcu z konkretną propozycją.
— Rozejrzę się też w okolicy mostu za tymi częściami, jak będę zaglądał do sokoła — tego samego który uwił sobie gniazdo u szczytu dźwigary mostu. Dante najwyraźniej postawił sobie oswojenie zwierzęcia za punkt honoru, a próbował uparcie od kilka dni. Póki co bez wielkich sukcesów, choć zarzekał się, że na tych ptakach zna się jak na mało czym. Nawet jeśli niektórzy tubylcy uznawali to za dziwactwo, to przynajmniej za stosunkowo nieszkodliwe.
— I powiedzcie bachorom, żeby przestały w niego rzucać kamieniami! — zakończył, mówiąc to do każdego, kogo mogło dotyczyć. — Trochę odpowiedzialności, ludzie...!
Zanim jednak wybył z lecznicy, zaczepił przy wyjściu krasnoludkę mieszkającą w przedsionku kopalni. Tej samej, do której on, ani nikt inny z wioski prócz rzeczonej kobiety, wstępu nie mieli.
— Sprawę mam, do tych krasnoludów z kopalni — zaczął bez zbędnych grzeczności. — A więc też i do Ciebie. Łuku mi trza i szypów do niego, bo ostatni połamałem na polowaniu. Tych ostatnich — z dziesięć, może piętnaście. I liny, albo chociaż porządnego sznura. A na wymianę mam... o, cosik takiego.
Mężczyzna wyjął z kieszeni zawiniątko, rozwinął je. A w środku — wykonany ze srebra naszyjnik z równie srebrnym, niewielkim medalionem. Może nic szczególnie imponującego, ale w Ściankach trudno było o nawet tego typu luksusy.
— Wystarczy? Jeśli tak to cokolwiek utargujesz ponad to co powiedziałem jest twoje. Jeśli nie — powiedz co byś chciała. Niewiele mam, ale jakoś się dogadamy. Da radę?
Niezależnie od wyniku rozmowy, udał się w miejsce swojego aktualnego pomieszkiwania. Dom Daniela był, bez dwóch zdań, jedną z bardziej okazałych budowli w wiosce. Pewnie skonstruował go dla niego ten stary piernik Izajasz, zanim jeszcze dostał pomieszania zmysłów. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, piętrowe okno na kształt zegara wieży stanowiłoby świetny punkt obserwacyjny, z którego byłoby widać większą część wioski. O ile oko obserwatora potrafiło przeniknąć otaczającą każdy zakamarek ciemność...
— Witaj, Danielu. Dobrze wyglądasz — przywitał u progu osiemdziesięciolatka. — Wysłali mnie, żebym popytał naszych o cały ten bałagan z zeszłej nocy. I o windę, bo w niej też brakuje ponoć jakichś części i chwilowo jesteśmy tu uziemieni, póki ta automatonka od Izajasza nie poskłada jej do kupy. Słyszeliście może coś w nocy? Jakieś hałasy, wołania? Ktoś nie zabrał przez przypadek części od wyciągu, myśląc, że to zwykły złom? — to ostatnie pytanie było skierowane bardziej do reszty domowników, niż samego gospodarza. W każdym razie, Dante planował spędzić resztę dnia na przysłuchiwaniu się opowieści domowników, jeśli ci mieli coś ciekawego do powiedzenia.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 110
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 14 lis 2022, 22:39

Obrazek
Aza opierała się na metalowych łokciach na blacie stołu i spoglądała nieruchomo na napar grzybowy, który ktoś nieopatrznie postawił przed naradą także na jej miejscu, prawdopodobnie nie zastanawiając się zawczasu, kto gdzie zasiądzie. Patrzyła usilnie i próbowała sobie wyobrazić jego aromat, podczas gdy wszyscy możni wioski ustalali plan działania. Ze swoją opinią się nie wychylała, trudno bowiem, by problemy braku pożywienia przejmowały metalową maszynę wielkości zaledwie metra, która w locie przypominała przerośniętego owada. Jej poprzedni mistrz, a zarazem stwórca zadbał o to, by jej forma jak najbardziej przypominała kształt człowieka, dopracowując nawet takie detale, jak metalowe włosy, naszyjnik z zębatki, ornamenty na skrzydłach czy coś na kształt ubioru. Może kunszt zdobień zyskiwał niegdyś aprobatę w Caercas, stolicy Imperium, ale ciężko, by przydawał jej autorytetu w miejscu tak zapyziałym jak (Za)Ścianki.
Gdy skończyli deliberować, ostatecznie się poddała. Aza martwo skonstatowała, że już nie pamięta smaku grzybów.
Istniało jednak coś, w czym wciąż mogła wykazać celowość swojego istnienia w tej społeczności. Jasnym było, że Izajasz nadawał się wyłącznie na wysypisko automatonów, zatem problem techniczny spoczywał teraz na jej błyszczących barkach. I właśnie tą usterką czym prędzej postanowiła się zająć, zamiast robić za opiekunkę tej steranej i niemożliwej do naprawy ludzkiej maszyny, która nie nadawała się już do czegokolwiek.
Zajmę się naprawą windy — poinformowała bezemocjonalnie zgromadzonych. — Ale potrzebuję pozyskać brakujące części, najlepiej ze starych maszyn z baszty. Hirvo, nie zechciałbyś być moim przewodnikiem? — zwróciła głowę w strony łowcy, który jako jedyny gwarantował brak błądzenia po mrocznych odmętach wieży. — Jeśli złapiesz się mocno za moje ręce, dolecimy do baszty bez turbulencji.
Zwróćcie też uwagę, czy gdzieś w wiosce nie leżą stare elementy windy. Jeśli je odnajdziecie, dostarczcie mi je — dodała jeszcze na zakończenie do całego konsylium, opisując pokrótce i w sposób dla profanów, jak wyglądają brakujące, być może skradzione elementy mechanizmu do wertykalnego przemieszczania się.
Aza była nakierowana na cel techniczny, ale oprócz odnalezienia części zamierzała też po raz kolejny skorzystać z okazji, by dowiedzieć się czegoś więcej o Nieśmiertelnym, którego dzieła nieodmiennie ją fascynowały. Miała nadzieję, że któregoś dnia zbliży się do rozwiązania zagadki mistrza automatonów i odkryje nieuchronne nadejście ery metalu w świecie, w którym od momentu stworzenia czuła się źle i obco.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 159
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 16 lis 2022, 20:20

Obrazek
Od codziennych obowiązków, przekopywania ziemi mieszając ją z obornikiem pochodzenia zwierzęcego i ludzkiego; wzruszania kompostu z resztek jedzenia, gdzie hodował między innymi rzadką odmianę pleśni, która odpowiednio spreparowana nadawała się przeciwko pasożytom; zasadzania prawdopodobnie jedynych hodowanych na ściankach warzyw tj. brukiew, rzepa, pasternak, skorzonera czy groch; wspieraniu goblińskich kapłanów w produkcji grzybów na poćwiartowanych ciałach zmarłych i zwierzęcych truchłach, które toczyły już białe robaki (które w sumie były bardzo wartościowym źródłem białka), wykrzykując przy tym razem z nimi Śmierć! Rozkład! Rozkwit!; kłaniania się wykutemu w skale posągowi Pramatki, przedstawiającemu niekształtną uśmiechniętą ciężarną kobietę, którą pokrywały porosty, mech, rzadkie odmiany niejadalnych grzybów, powoli krusząc jej strukturę, oderwała go narada przy stole na kółkach przy naparze grzybowym.
Croll, posępny goblini pielgrzym jako pierwszy wprowadził na obradach temat niedoboru żywności, wskazując problem z produkcją grzybów, które stanowią główne źródło ich pożywienia. Hodowane przez niego warzywa stanowiły jedynie dodatkiem do ich diety lecz nie jej podstawę. Trochę zbyt żywo i gwałtownie dyskutując, roztaczając nie tylko wizję głodu i napadu krasnoludów z powodu braku produktów do zapłaty trybutu, ale również potworny smród rozkładu i odchodów. Zawsze unosiła się nad nim chmura robactwa.
Wszystko byłoby prościej, gdybyśmy pozbyli się tych zawszonych krasnoludów … — zerknął na Erikę, która zasiadała miejsce po jego prawej. Mógł jej ufać — … albo następnym razem ich wytrujemy, albo zginiemy z głodu. Teraz przydałby się nam dzień, czy dwa, aby przygotować trybut. Mogłabyś przekonać ich do przesunięcie terminu tym razem – później spojrzał na pozostałych — Nasza wioska jest jednym ciałem, które musi działać wspólnie.
Ludzie w wiosce musieli jeść. Pozbycie się krasnoludów było jedynym rozwiązaniem. Przez moment przemknęła mu myśl, że mógłby wykorzystać pleśń rosnącą w kompoście, ale na wyhodowanie odpowiedniej ilości, aby wytruć cały klan, musieliby wykorzystać zbyt dużo zdatnego do spożycia jedzenia. Chwilowo byli w kropce. W głowie pokracznego goblina pojawił się już jednak mroczny pomysł. Tym jednak zajmie się później.
Stary Jackowsky rzadko się myli – wtrącił swoje dwa miedziaki do wypowiedzi łowcy, który był tutaj nowy. Wszyscy Starościankowicze wiedzieli, że słowa Ochlaptusa miały prawdziwie magiczną moc, im więcej wypił. A ostatniej nocy wypił naprawdę sporo.
Azo – wziął automatona na bok, nim opuścił zebranie — rozejrzyj się na górze za czymś, co wykończy klan Pękatej Tarczy – zupełnie przypadkiem przekręcając nazwę rodową brodatych górników, jak to zwykle mu się zdarzało.
Powróciwszy do swoich obowiązków pod mosiężnym mostem, zwrócił się do kapłanów i wszystkich goblinów zajmujących się hodowlą grzybów. Wypytywał ich o zdarzenie zeszłej nocy, czy któryś z nich może widział Darusia lub cokolwiek podejrzanego. Przy okazji wyciągał informację na temat zagubionych elementów windy lub czegokolwiek co mogłoby okazać się przydatne do naprawy mechanizmu. Podstępnie przyglądał się również goblinom pod względem ich zdrowia, sprawności fizycznej i użyteczności dla Ścianek.
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 91
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Potłuczone jajca
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 17 lis 2022, 18:28

Obrazek
Ledwie rozwiązał jeden problem, mianowicie z grubasem, który uważał się tutaj za szefa, dyrygował pozostałymi, nawet śmiał pobierać od mieszkańców podatki, a już pojawił się kolejny. Ciało nie zdążyło jeszcze dobrze spuchnąć, przegnić i zsunąć z ufundowanego przez Grzmota i jego zwolenników pala, pozostali mieszkańcy wciąż jeszcze nie zaznali swobód wolności w pełnym znaczeniu tego słowa, i zaś się coś wydarzyło. Brakowała żarcia na trybut, jakiś gówniarz zginął. W ogóle niewiele by się przejął tym temat, gdyby nie fakt, że wojownicze babska, te same, którym uratował rzycie, teraz uprzykrzały mu byt jęczeniem i utyskiwaniem. Jakby nie można było wziąć sprawy w swoje ręce. Nim jeszcze się odezwał, wyciągnął brązowo-czarny paznokieć spomiędzy żółtych, wystających zębisk, by następnie zlizać zeń jakiś niezidentyfikowany kawałek pożywienia. Obecnie w Ściankach nie marnowało się nic, no, może poza umysłami niezdolnych do podjęcia jakiejkolwiek inicjatywy mieszkańców.
— Pierdolisz. — Podjął temat Dantego z Rosenburga.
— Ochlej może mieć rację, trza go wykąpać we spirytusie i niech gada. Baby mówią, że dobrze gada. — Zdolności Jakowskyego nie budziły wątpliwości u istoty, która najpierw została zrodzona z magii, a później sama studiowała pokrewne sztuki. Można było się spodziewać już po samej mordzie Grzmota, że nie należy do przyjemniaczków, wypadałoby go kwalifikować raczej jako nieprzewidywalnego maniaka. Przypominały o tym jego oczy.
Niewielkie ślepia orka osadzone były nienaturalnie głęboko w czaszce, jakby wyglądały na świat z jaskini. Białka oczu, jak dla draki, były zupełnie białe, bez cienia czerwonych żyłek, co w połączeniu z brakiem tęczówki, wyglądało dosyć niepokojąco. Dwie białe jak śnieg kulki z czarnymi punkcikami, nerwowo przeskakujące od jednego mówiącego, przez kolejną, na następnego. Pozostała część twarzy nie była lepsza. Szerokie jak szafa czoło zdawało się niknąć przy jeszcze szerszej żuchwie najeżonej wystającymi, nierównymi kłami. Grzmot nigdy nie zamykał mordy, ale nie dlatego, że ciągle gadał, działo się tak z powodu wybitnie paskudnego zgryzu. Obrazu facjaty dopełniał krótki, zadarty nos, a tło stanowiło to, co u orków wręcz charakterystyczne – blizny, kratery i bąble okalały całą twarz, czyniąc z orka najbardziej paskudnego skurwiela w okolicy. Z jakiegoś powodu Grzmot stracił wszelkie owłosienie na twarzy, nie miał rzęs, brwi, ani włosów, przez co mógł wyglądać na starszego niż był rzeczywiście. Niewiele ponad dwa metry i dobrze ponad sto pięćdziesiąt kilogramów żywej, zgniłozielonej wagi, opadło łokciami na stół.
Po tym jak już zanotował uwagę Azy odnośnie części do naprawy windy oraz mostu, żywiej zainteresował go nieco inny temat.
— Zapluty klan pękniętej dupy, zapierdole każdego karła, który wylezie z jaskini, żeby mi grozić. Poobcinam kutasy i powpycham do gardeł. — Rzeczywiście, krasnoludy stały im na drodze do dobrobytu. Okopali się w skale, wydrążyli tunele i tak po prawdzie, to wytrucie ich wydawało się jedynym rozsądnym rozwiązaniem. We wsi brakowało rąk do pracy, a co dopiero do walki. Co prawda, ork byłby w stanie wyszkolić ochotników, problem w tym, że ochotników nie było zbyt wielu, a on – ku swemu wielkiemu zdziwieniu – nie cieszył się obecnie dobrą reputacją.
— Ja pogadam z babskami, w końcu to ich dzieciak, może coś widziały. I jeszcze ten… — Zawahał się, wszkaże chętnie sam przygarnąłby wszelkie profity, jednak sytuacja w Ściankach była trudna, a on nie wiedział nawet, czy w pojedynkę zdoła sforsować wrota.
— W moim domu stoi skarbiec. Wielkie, wykute w skale drzwi z rzeźbionymi ludzkimi mordami. Nieważne, co ten kurwi syn i jego śmierdzący poprzednicy tam poupychali, na pewno się przyda. Może uda mi się znaleźć klucz. Albo to rozpieprzymy w drobny mak. —
Po dokonaniu uzgodnień, zielone bydlę podniosło zad od stołu. Zaciśnięta na szyi ćwiekowana obroża rzucała się w oczy. I pejcz. I kleszcze do skóry. Wyglądało na to, że zamierzał do rozmowy z ‘matkami’ Darusia podejść poważnie. Tak też zrobił, o ile ich lament nie wpędził go w głębsze czeluście obłąkania niż wykazywał do tej pory.
Szczęściem dla orka, kobiety były piekielnie silnie zmotywowane, by odnaleźć swoje dziecko i szybko wyjawiły mu ostatnie miejsce, w którym najpewniej był. Jaskinie górników, to już coś. Gnojek równie dobrze mógł się tam zgubić.
Pomimo uzyskanych informacji, zielonoskóry nie zmienił swoich planów i postanowił przeszukać okolice domu, po to tylko, by stwierdzić, że wszystko jest w najlepszym porządku. Trupa pożera proces gnilny, stertę czaszek przed chałupą obsiadły tabuny niebiesko-zielonych much plujek, a powietrze wypełnia krzepiący zapach rozkładu.
Zanim jeszcze Grzmot po raz kolejny przekroczył próg swego nowego domostwa, spostrzegł, że wykonano je z innej skały niż pozostałe. Albo jakiejś gliny? Mieszanki? Nie znał się na tym, a jednak różnica była wyraźna nawet dla laika. Nie wiedział jednak, z czym może się wiązać ta odmienność i czy w ogóle była ważna. Normalnie poszedłby do lokalnego technomanty i zażądał wyjaśnień, lecz w obecnej sytuacji odpowiedzi mogła mu udzielić wyłącznie Aza, tak sądził.
Jeśli tylko była ku temu okazja, podzielił się nowymi informacjami z pozostałymi istotami, tymi, z którymi obradował przy stole siorbiąc grzybowy napar.
Ilość słów: 0

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 199
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 17 lis 2022, 19:32

Obrazek
Siedział i łypał na zebranych przeżółkniętymi ślepiami, wybijając sześcioma palcami u dłoni nerwowy, złowieszczy rytm, o blat stołu. Nienawidził ich wszystkich, każdego z osobna, ostatkiem dyscypliny dzierżąc obecność tych przemądrzałych mord w jego i mateńki przybytku. Czasami wzrok goblina odstępował ich na krótką chwilę i błądził gdzieś po powale, jakby próbował ją prześwidrować samą wolą i ujrzeć zań raz jeszcze jedwab imperialnego proporca, za którym tęsknił jak zbity pies za starą budą. Na próżno, oczywiście, albowiem Imperium upadło, z jękiem i nieodwracalnie, tak jak i cały porządek w Ściankach, a kanalia za to odpowiedzialna siedziała teraz naprzeciw, racząc się mateńki naparem i świecąc swą ogrzą, paskudną mordą, jak gdyby nigdy nic.
Gnark sam padł ofiarą wirusa zgnuśnienia, który szybko opanował tę zapyziałą wioskę po upadku Imperatora, i oddał się chuci, chlejąc na umór, byłby zatem skończył jak kolejny zatraceniec w tym przeklętym wąwozie, gdyby nie kochana mateńka, która niegodnym jego głowy kułakiem, wybiła mu pijaństwo i zamiłowanie do używek z czerepu, cudotwórczo przywracając pasję do profesji. Ponownie zaczął leczyć, korzystając z tego, że nie stracił nawet jednego klienta na rzecz konkurencji. W przeciwieństwie do reszty, pił, bardziej żałując Maksymiliana niżeli celebrując jego obalenie, pił, bo rozkładająca się twarz byłego gubernatora, nabita na pal i odziobana przez wrony, była ponurym zwiastunem jego własnego losu. Pomimo tego, nie potrafił się w pełni wyzbyć afekcji do dawnej, dobrej władzy.
A teraz, zgubił się ten przeklęty dzieciak i nagle, w tłumie, który jeszcze niedawno przyzwolił na zamordowanie z zimną krwią urzędnika państwowego, odezwała się moralność. Gnark nie dbał o szczeniaka. Jeżeli miałby zgadywać, mały cwel zsunął się pewnie z platformy i zleciał w dół kanionu. Nie raz widział jak gnojki się tam kręcą, bez niczyjej opieki. Taki wypadek był tylko kwestią czasu. Goblin nie rozumiał zatem, dlaczego wszyscy, jak jeden mąż, wzięli na poważnie bełkotliwe słowa Jackowskiego, starego, obszczanego dykciarza.
Jackowsky, Jackowsky… — zaintonował, spoglądając na mateńkę, czy aby ta aprobuje jego włączenie się do rozmowy. Wrośnięty palec w dupie lekko go ukuł i czuł silną potrzebę aby go poprawić. Postanowił jednak, że poczeka, aż wszyscy wyjdą. — Trzęsie się jak osika, kałmuk, i nie odróżniłby tych dzieciaków od Pękniętych zasrańców. Zważyłbym na to, czy warto mu ufać. Biednego Darusia żałuję jak każdy, ale musimy zadbać też o inne, równie istotne kwestie. Przede wszystkim, jak wspomniał mój brat Croll, należy raz na zawsze rozwiązać kwestię krasnoludzką. Nie godzi się, byśmy byli zastraszani przez ten prymitywny związek przerośniętych kretów, którzy traktują nas jak darmowy spichlerz. Trochę godności! Wytrujmy, przemielmy na kompost i sami najedzmy się do syta pysznych grzybków mojej mateńki. Inaczej, kto wie, jak długo będziemy mogli raczyć się jeszcze jej wspaniałą kuchnią.
Spojrzał na Lochę pełnym miłości wyrazem.
O tego biednego chłopca, a także części do windy, popytam gości naszej jadalni, oraz moich pacjentów. Może ktoś będzie coś wiedział.
Kiedy spotkanie dobiegło końca, przeszedł do obiecanych czynności, najsampierw sprawdzając, czy złoty palec jest na swoim miejscu.
Ilość słów: 0
Obrazek

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 778
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 17 lis 2022, 20:51

Obrazek
Hirvo, szczupły wyrostek o półdługich, brązowych włosach i sypiącą się pod nosem i na brodzie szczeciną rzadkiego zarostu, kiwał się nad blatem, od dłuższego czasu w milczeniu przysłuchując się toczonej na wiecu rozmowy. Popielata bladość szarząca mu jego zwykle ogorzałą twarz oraz podkrążone oczy o bolesnym wejrzeniu zdradzały popularną ostatnio w Ściankach kondycję alkoholowego wyczerpania.
Po wbiciu na pal gubernatora i nastaniu bezhołowia Hirvo z innymi mieszkańcami przyłączył się do postępującej w osadzie nad urwiskiem dekadencji. Tak jak pozostali przepijał i przegrywał w kości uciułane przez lata oszczędności, a tydzień temu stracił prawictwo z pomocą jednej z tutejszych kurew. Był mężczyzną, miał już siedemnaście lat. Razem z innymi mieszkańcami brał udział w zebraniach. I zabierał na nich głos. Hirvo lubił zabierać głos, a jeszcze bardziej być słuchanym. Ostatnie kilka lat swojego życia spędził na badaniu zapuszczonej wieży razem ze swoją mistrzynią, która nauczyła go wszystkiego, co sama potrafiła. Podczas ich wypraw widział i poznał rzeczy, których pozostali mieszkańcy, może poza starym jasnowidzem, nie wyśniliby nawet po pijaku.
Usłyszawszy swoje imię wypowiedziane na zgromadzeniu, wrócił do teraźniejszości, napotykając spojrzenie Azy.
Pójdę — odpowiedział, odkaszlnąwszy chrypę i odsuwając ze wstrętem parujący kubek z dala od siebie. Jego dochodzący do siebie żołądek nie myślał jeszcze zgadzać się z mdlącym, grzybowym naparem. — Przy okazji rozmówię się z wartą. Może udało im się zauważyć coś, co będzie nam poszlaką.
A w drodze powrotnej — dodał, podłapując propozycję Grzmota. — Skołuję jakiś bimber dla jasnowidza. Schlany powie więcej niż dotychczas.
W ponurym zamyśleniu wysłuchał podjętej przez zielonoskórych kwestii krasnoludzkiej. Istotnie, obecny układ nie był korzystnym dla Ścianek i kosztował ich cenne zasoby i jeszcze cenniejszy czas, który winni poświęcić śledztwu. Informacja o porzuconym skarbcu podjęta przez orka, choć interesująca, chwilowo zeszła na dalszy plan jego uwagi.
Z krasnoludami pójdzie trudniej niż z gubernatorem — odrzekł na słowa orka. — Skurwysyny zadekowały się w swojej kopalni jak w oblężonej twierdzy. Możemy im nie sprostać w otwartej walce.
Trucizna — powtórzył w zastanowieniu, unosząc wejrzenie orzechowych oczu na otyłego goblina, a zaraz potem na jego ziomka, posępnego pielgrzyma. — Znajdzie się w baszcie. Tamtejsze grzyby i rośliny mają odpowiednie właściwości. Zobaczę, ile uda się znaleźć.
Nie uznając dalszej mitręgi za stosowną, po zakończeniu zebrania odszedł od stołu jako jeden z pierwszych. Zamierzał zrobić, to co powiedział, zaczynając od dostania się na górę z pomocą Azy, a skończywszy na rozejrzeniu się za zapasami i źródłem trucizny.
Ilość słów: 0
Obrazek

Michu
Awatar użytkownika
Posty: 21
Rejestracja: 28 lis 2021, 12:52
Miano: Voron
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Michu » 17 lis 2022, 21:40

Obrazek
Erika miała ogromne ambicje, proporcjonalne do wybujałego mniemania o sobie i swej rasie. Była w końcu wyjątkowo uzdolnioną rzemieślniczką, jedyną córką i dziedziczką rodzinnej spuścizny w postaci talentu i wyrachowania. Niegdyś uduchowiona, teraz zgorzkniała przez bolesne dupnięcie w rzeczywistość — porzuciwszy kaznodziejskie zapędy, osiadła na skraju społeczności, nie pasując w pełni do żadnej grupy.


A jednak kobieta łatwo i szybko się nudziła, a szczerze nienawidziła tego stanu. Ludzie jej pokroju — niegdyś do cna oddani pewnej idei — nie mogli mieć zbyt wiele czasu na myślenie, bo niespokojne roztrząsanie pewnych kwestii wprowadzało wątpliwości. Może jej zgorzknienie tkwiło w tym, że myślała za dużo jak na człowieka swojego pokroju? A może wreszcie dostrzegła obłudę i nadaremność swoich celów?


Świeżo upieczona najemniczka miała więc zupełnie nowy cel — zabezpieczyć swój dotychczasowy majątek, zwinąć podupadający warsztat i poszukać szczęścia w fachu najemniczki.


Choć wolałaby zasiadać przy cieszącej krasnoludzkie oko, błyszczącej Azie, Erice przypadło miejsce przy żywej gnojowicy. Szczerze mówiąc, z dwojga złego milszy był jej goblin niż ork o świńskich oczkach...
— Zajmę się tematem trybutu. Nie gwarantuję jednak powodzenia — nawet dla mnie, tłumaczki z dziada pradziada, dialog z Pękniętą Tarczą przypomina rozmowę ze ścianą. Wykorzystam dawne zaszłości i moją nieposzlakowaną opinię rzemieślniczki, która dotrzymuje słowa i terminów. Niewykluczone, że zarządca będzie wymagał odsetek lub zaciągnięcia długu — Erika przystała na plan, nie czyniąc dodatkowych uwag i zachowując dla siebie własną niechęć do rodaków. Za wszystkie słowa świadczyły jej czyny. Miała dość stania okrakiem między Ściankami a Pękniętą Tarczą. Przyszedł czas wybrania strony.


Po naradzie Erika przyjęła więc naszyjnik od Dantego. Bez zbędnej niechęci, dość uczciwie kasując mężczyznę za swe pośrednicze usługi i dodatkowe nadstawianie karku. Zanim wyruszyła na negocjacje, starannie zaplotła brodę, uczerniła rzęsy i użyła barwiczki. Uzbrojona w urok osobisty, solidne gadane oraz zapas fantów, udała się do sumiastowąsatego zarządcy.


Po powrocie zamierzała podzielić się szczęśliwą nowiną z resztą ekipy. Jeśli zaczepił ją Dante, Erika powiedziała mu szczerze, że próbowała wynegocjować dla niego łuk, lecz oddanie amuletu chciwym krasnoludom było o b l i g a t o r y j n e — czyli konieczne, tłumacząc na jego chłopski rozum — do przesunięcia trybutu.


Jeśli mężczyzna podał w wątpliwość wiarygodność kobiety, Erika pokazała mu międzyrasowy, uniwersalny gest, który grzecznie — a dosadnie — sugerował, by waćpan się odpierdolił.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 145
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dzień I

Post autor: Lasota » 20 lis 2022, 23:49

Aza i Hirvo Postanowiliście opuścić Ścianki i wylecieć do baszty.
Lecznica wydawała się pokraczną ziemią niczyją Ścianek, neutralną umieralnią i jądrem pijactwa, do którego zbierali się ludzie z obu stron. Przyjęło się nieformalnie, że prawa strona wsi należała do Izajasza i Daniela, natomiast lewa do Gubernatora. Po nabiciu go na pal wyglądało na to, że przywództwo objął Frederic. Zarządzał górnikami oraz tymi, którym nie odpowiadało życie obok zdziadziałego technomanty.
Przechodząc lewą stroną, mijaliście naprutych ludzi. Tylko łowca wyczuł smród podrzędnej gorzały zmieszany z kwaśnym odorem potu, ale wizualne atrakcje nie ominęły inżyniera, bo zdążyła zarejestrować swą optyką brudne od świeżego pyłu twarze, zakrwawione oczy, przeżółkniętą karnację skóry i niepełne komplety zębów. Jeden z pijaczków podlazł do skraju przepaści, a potem wysypał do niej żwir z wora. Azo, pomimo ciała składającego się z sprężyn, zębatek i blach, wyczułaś jak górnicy patrzyli na ciebie z ukosa. W oddali, bliżej wejścia do ich jaskiń, mieszkańcy złowieszczo odprowadzali was wzrokiem. Zatrzymaliście się na Placu Wymiany. Dawno temu, kiedy jeszcze Hirvo ssał matczyni sutek, raz na kwartał okolica windy przemieniała się w miasteczko bazarów, gdzie imperialne dobra, usługi, wieści płynęły wartkim strumieniem przez kiesy osadników aż do Pękniętej Tarczy. Potężne załadunki złomu i żelaza umieszczano na paletach później transportowanych do cywilizacji. Stopniowo i nieubłaganie, jeszcze za czasów panowania imperatora, handel podupadał, jakoby los zmusił go do uświadczenia nadchodzącej katastrofy przed nagłą śmiercią.
Wylecieliście, a lot był szczególnym przeżyciem dla ciebie, Hirvo. Towarzyszka mocno cię złapała, żeby moment później oderwać od ziemi. Brak gruntu pod nagami mogło przyśpieszyć tętno, przyprawić o zawroty głowy. Lecieliście szybko, dźwięk trzepotania skrzydeł odbijał się od skał wąwozu, niebo stawało się większe. Dostaliście się na parter baszty od jej dupy strony, wlatując przez otwór windy, której platforma znajdowała się w Ściankach.
Wartownicy natychmiast wzięli was na cel i jedną muszkę, kiedy wylecieliście. Wychudzeni, wystraszeni i najpewniej podpici poczęli rozpędzać pociski na osranych procach, ale przywódca piątki, zwany Pryszczatym, wystawił przeciw wam wysłużoną flintę. Ponoć dzierżyciel nadał jej żeńskie imię, a po wypaleniu lubił rzucać tekstem: już dawno tutaj nie mieszka. Po zorientowaniu się z kim mieli do czynienia, pozdrowieniach i reakcją wielkiego szoku na wieści o zepsutym transporcie, średniego wzrostu mężczyzna o twarzy przeoranej trądzikiem zaprosił was na ostatki bimberku. Azo, symbolicznie dostałaś blaszany kubeczek, żeby stuknąć naczynia kompanów.
Wypiliście, pogadaliście. Wartownicy nie widzieli nic szczególnego, życie na górze trwało po staremu, poza jedną zmianą, która zaniepokoiła strażników tak samo jak wieści o niesprawnej windzie i zaginionym dzieciaku. Kilka godzin temu przybył tutaj nieznajomy. Twierdził, że był zwiadowcą karawany handlowej. Ta rozbiła obóz kilka dni drogi stąd, w oazie, a na czas obozowania wysłała ludzi na rekonesanse. Planem było zorientowanie się czy punkty handlowe istniały po buncie orków. Kiedy zwiadowca przybył do baszty, wypytał o stan Ścianek, potencjał handlowy i liczbę ludności. Pryszczaty, niewiele myśląc, odpowiedział pozytywnie na wszystkie pytania. Przybysz obiecał, że powróci wraz z handlarzami. Niemniej jedna rzecz zaniepokoiła Pryszczatego. Zwiadowca pod szatami nosił podniszczony mundur. Widniała na nim wyszyta liczba dwanaście. Mieliście okazję jeszcze dogonić nieznajomego, jeżeli wyruszylibyście natychmiast.
Strażnicy nie mieli bladego pojęcia o Nieśmiertelnym poza tym, że plotki o kimś takim krążyły wśród miejscowych, często będące podstawą dla strasznych bajek opowiadanych dzieciom. Taka odpowiedź z całą pewnością cię nie zadowoliła, Azo.
Przyglądając się pijącemu siedemnastolatkowi wraz z starym bykiem, oddałaś się introwersji. Wyciszyłaś zmysły pod postacią odbiorników i małych tubek nasyconych magią. Najpierw wytłumiłaś dźwięk rozmowy ludzi. Przemienił się w oddalający w nicość szum. Później rozciągałaś fale mające swe źródło wśród pozostałych obozowiczów, a na samym końcu zamazałaś odgłosy przyrody wdzierającej się do wnętrza wieży.
Pozostałaś sama z jej majestatem.
Wsłuchiwałaś się w melodię słabego tykania, przypominało bicie serca starca. Odczułaś fantomowe ukucie w klatce piersiowej. Praca twych zegarów działała sprawnie, w przeciwieństwie do sieci baszty funkcjonowałaś z maksymalną wydajnością. Pomimo tego, po chwili zdałaś sobie sprawę, że twe zębatki zwalniały, a pustka jaką zazwyczaj odczuwałaś, pogłębiła się. Każdy element wieży miał jakiś cel, skonstruowany w imię konkretnego zamierzenia, a ty? Po co istniałaś?
Tykanie wieży ustało.
W tercjach działania trybików zrodziły się myśli. Zapragnęłaś sensu. Wyobraziłaś sobie scalenie z elementami wieży, zrównanie się w jednię procesu i taktowań. Być może oznaczałoby to dezaktywację, albowiem pustynia wyniszczała dzieło Nieśmiertelnego, lecz integracja nadałaby upragnioną funkcję. Wydawało ci się, iż tykanie ustało, bowiem w istocie twe zegary rozpoczęły pracę w jednym rytmie z wieżą.
Po chwili powróciłaś do rzeczywistości, z dziwną pewnością, że część wymagana do naprawy windy czekała na ciebie, o ile wyruszyłabyś dalej. Przeczuwałaś, że na swej drodze coś jeszcze na ciebie czekało, lecz nie potrafiłaś tego określić.
Hirvo, znałeś piętra baszty niczym własną kieszeń. Prowadziliście z mistrzynią koczowniczy tryb życia, bowiem nie istniało jedno bezpieczne miejsce. Wyszukiwaliście go jak wody na piskach pustyni. Nieustanne wędrówki sprawiły, że poznałeś te tereny, a także rozpoznawałaś znaki ostrzegawcze natury. Jeżeli wasze plany się nie uległy zmianie, po rozmowie z Pryszczatym mogłeś rozpocząć drogę na wyższe kondygnacje, do kryjówki.
Dante z Rosenburga Magiczny dom Daniela zachwycał wizualnym urokiem, gdyż pulsowało światło w wydrążonych na elewacji liniach, których wzory tworzyły zaklęte glify. Zdałeś sobie sprawę, że było to jedyne dzieło technomancji w okolicy nieprzypominające ruiny. Przekroczyłeś próg, w środku zastałeś hol, a nieopodal niego izbę Daniela. On sam siedział przed wejściem na ławeczce wyklepanej ze złomu. Intensywnie przeglądał treść papieru trzymanego w swoich rękach. Twoje nadejście nie wyrwało go ze wspominek, a kiedy usiadłeś obok niego, zdałeś sobie sprawę, że nie spoglądałeś na dokument, a na rysunek wykonany ołówkami. Przedstawiał wizerunek trzech mężczyzn: pośrodku stał siłacz o radosnym spojrzeniu. Był to Daniel za młodu. Swymi łapami jak u niedźwiedzia obejmował dwie postacie. Pierwszą był Izajasz, wtedy jeszcze był przystojniakiem o koziej bródce. Roztrzepanym spojrzeniem patrzył na kompana, jednocześnie przekręcając śrubkę jakiegoś urządzenia. Drugi osobnik stał niby naburmuszony, ze skrzyżowanymi ramionami, lecz jego oczy zdradzały życzliwość. Jego uroda przynosiła na myśl aroganckiego intelektualistę. Styl odzienia kompanów był bardzo do siebie podobny. Izajasz i intelektualista ubrani byli w szaty, natomiast żołnierz miał na sobie pancerz. Zbroję i szaty łączyły podobne symbole, oznaczenia, ale rysownik nie skupił uwagi na ich jakości, koncentrując się głównie na twarzach przedstawionych.
Po chwili weteran wyczuł twoją obecność, Dante. Staruszek gwałtownym ruchem schował do kieszeni pamiątkę i z pretensją zapytał, dlaczego mu przeszkadzasz. Po wyjaśnieniu powodu wizyty, irytacja opuściła Daniela. Zamierzał ci pomóc, ale poprosił również o przysługę.
— Przejdźmy się w parę miejsc. Trzeba dokonać naprawy. — Powiedział, trzymającej skrzynkę z narzędziami, z której wystawała butelka bimbru.
Najpierw dokończyliście uszkodzony stół. Wyszlifowaliście blat i jak dżentelmeni piliście z dwudziestek piątek. Kosztowaliście specjał goblińskiego doktora, przyjemnie palił gardło, chociaż podobno palił dwa razy. Doprowadziwszy do porządku mebel, Daniel napomknął, że Darusia tutaj nie było i nie wiedział, co się z nim działo. Później ostrzyliście nożyce gosposi. Były stępione jak jasny skurwysyn, dlatego trzeba było sobie pomóc gorzałką laną do pięćdziesiątek. Wypalone alkoholem struny głosowe żołnierza wypruwały z siebie zachrypnięty głos, gdy ten mówił o dziwnych hałasach w ślepym zaułku jego enklawy, na jakie rezydenci wczoraj narzekali. Postanowiliście to sprawdzić, więc po naostrzeniu nożyc udaliście się tam, aby dokonać oględzin. W drodze, Daniel przypomniał sobie, że kilka lat temu Izajasz zbudował elementy zastępcze windy. Przekazał je gubernatorowi. Na miejscu okazało się, że urywek podłoża zapadł się w warstwę żwiru pod spodem. Daniel nie miał bladego pojęcia, jakim cudem, ale nie myśląc za długo, zaczęliście nadmiar kruszywa wsypywać do worków, a potem postawiliście kładki z blach. Przy tej robocie piliście już z gwinta. Zwróciłeś uwagę na to, że skały ściany przy podłodze wydawały się jakieś dziwne, jakby zlepione czy scalone. Wzruszywszy ramionami, opuściłeś dom Daniela, żeby opróżnić wór.
Po wykonaniu porannej roboty, dałeś sobie czas na wytrzeźwienie, żeby odzyskać siły na wieczór. Niepodziewanie udałeś się za potrzebną. Istotnie, bimber palił dwa razy.
Croll Przybyłeś do spichlerza i świątyni Ścianek, kiedy dokonywał się rytuał pogrzebowy. Śmierć! Rozkład! Rozkwit! Kapłani za pomocą tasaków ćwiartowali zwłoki zmarłego ze starości człowieka oraz goblina. Zdawałeś sobie sprawę, jak zakończy się proces uświęconego użyźniania. Na porąbanych ciałach wyrosną grzybki, roślinki i korzonki, które trafią do lecznicy, żeby Ścianki miały, co jeść i jak się leczyć.
Wiedziałeś, że czasami należy wspomóc naturalne procesy. Tak jak ogrodnik pozbywał się chwastów wraz ze szkodnikami z ogrodu, tak ty zaplanowałeś wycięcie w pień starych i chorowitych goblinów. Pierw jednak dokonałeś przeglądu. Odnalazłeś ponad dwudziestu niedołężnych, pięć kalek, jednego niedorozwiniętego dzieciaka w ciele dorosłego. Przetworzenie ich na kompost sprawiłoby, że owoce pramatki trafiłby do silnych. Oni zawsze żerowali na słabych, taka była naturalna kolej rzeczy. Niemniej serce twe płakało, wiedząc, że wspaniała myśl selekcji ograniczyłaby się jeno do braci twych. Rozwaga nakazywała rozszerzyć plan na ludzkich mieszkańców Ścianek, ażeby łaska Rozkwitu trafiła na najgodniejszych. Cóż, wszystko zaczynało się od małych kroczków, czyż nie?
Uświęceni grzybiarze, przewodnicy cyklu pramatki nie interesowali się problemami ludzi, bowiem na ich barkach spoczywała brzmię tak wielkie, tak ciężkie, iż nie pozwalali sobie na rozpraszanie uwagi. Chociaż i tak była ona zmącona, bowiem młodsze gobliny mniej pracowały, niż zazwyczaj, a to rozgoryczyło starszyznę. Okazało się, że ciekawskie skurczybyki za pomocą lin, tyczek i haków dostały się do następnego, niższej położonego przyczółka mostu. Kilku z odkrywców zginęła poprzez upadek z wysokości w przepaść, lecz ci, którym udało się przeżyć ekspedycję, odnaleźli stary tunel. Jego wnętrze przypominało środek mosiężnego walca, z białym traktem, obok którego postawiono tory kolejowe. Gobliny, choć ciekawskie i brawurowe, postanowiły wrócić, balansując na napiętych linach i prawie się przy tym zabijając. Najsprytniejsi z nich sądzili, że na upartego można byłoby odbudować most do odcinka tunelowego... O ile zdobyliby surowce na jego rekonstrukcję.
► Pokaż Spoiler
Grzmot Byłeś dzieckiem eksperymentów magicznych. Twoi przodkowie pochodzili z dalekiego mroźnego południa. Byli zwani jotunami, a Imperium walczyło z nimi zaciekle. Dumna rasa, pokonana i pojmana, za sprawą rytuałów przekształciła się w orków. Wasze ciała nosiły znamiona zgnilizny, zepsucia, zła. Napędzani gniewem, walczyliście z własną naturą, aby fale nienawiści nie zmiotły was ku zgubie. Szał, krew i ogień kusiło, a ty nieustannie balansowałeś na linie zwaną poczytalnością.
Twoje kobiety, brzydkie jak noc i wkurwione niczym niedźwiedzice, potrafiły walczyć. Przybyły tutaj jeszcze za panowania gubernatora. Uciekały przed prawem, albowiem były poszukiwanymi morderczyniami, a w Ściankach ukryły się pod fałszywą tożsamością. Ich mordercze popędy sprawiły, że dopuściły się kolejnej zbrodni. W dniu, kiedy planowałeś nabić chuja na pal, uwolniłeś je z lochów. Teraz stanowiły przedłużenie twojej siły, a także jedyną efektywną tarczę wobec potencjalnych nieprzyjaciół. Mieszkańcy upodlali się alkoholem, jednakże twoje kobiety cierpiały na inne schorzenia i uzależniania, które zaspokoić mogła wyłącznie przemoc. Trzymałeś je za mordy, poskromiłeś. Teraz, kiedy Daruś zniknął, jedyne pozytywne światełko w ich sercach zgasło, zdenerwowały się nie na żarty.
Zanim wyciągnąłeś jakiekolwiek informacje, musiałeś ukrócić mordercze zapędy furiatek, ale na szczęście posiadłeś odpowiednie wyposażenie. Grałeś ostro i nie bałeś się tego pokazywać. Uspokoiwszy baby, dowiedziałeś się, że Daruś bawił się z rówieśnikami w jaskini Thomasa, prawej ręki Frederica. Przedwczoraj, chłopak jak zwykle wrócił o ustalonej porze i przekazał swoim mamom, że panowie machali błyszczącymi kilofami, łupiąc w skale.
Przeszukiwania okolicy wokół siedziby wydawały się chybionym pomysłem, ale przynajmniej widziałeś postępujące opadanie cielska trupa na palu. Muchy poczęły ucztować, białe larwy wylazły z lewego oczodołu i śmierdziało gorzej od ruszonego gówna. Każdy, kto był zmuszony przejść obok twojej rezydencji, robił to szybszym krokiem. Poszukiwałeś jakichkolwiek śladów, aż zauważyłeś wreszcie coś dziwnego na naturalnych skałach. Wydawały się one zlepione ze sobą w taki sposób, jakby były gliną. Wiedziałeś jak wyglądała struktura tutejszych formacji i ta anomalia przykuła twoje oko. Na ziemi także widziałeś małą kupkę żwiru. Mając na uwadze fakt, że znalezisko było w pobliżu tego domu, podświadomie zwiększyłeś czujność.
Gnark Złoty palec wygiął się tak, że smyrał cię po rowie. Posmyrała cię również inna kończyna, nie należąca do ciebie, a twojej matuli. Mógłbyś przysiąc, że podrapała cię za uszkiem moment przed tym, jak boleśnie je wykręciła.
— Popytasz?! Romeczek wije się z bólu i obsrał mi pościel, więc weźmiesz się za niego. A potem... — Zaczęła wyliczankę obowiązków melodyjnym, chociaż niezwykle zirytowanym głosem. Dla twojej kochanej mamy nie istniał czas wolny. Cały czas pracowała, stresowała się i kurwiła, bo narzekała, że nie miała na nic czasu, A chociaż od wielu tygodni było go w nadmiarze, to zachowywała się tak, jakby terminy ścigały ją bezlitośnie.
— Połataj mu te zafajdane flaki albo niech spierdala. Nie będziemy ślęczeć nad księciuniem zajebanym. Zużyłam na nim ostatnią czystą chustę, a ten bydlak mi ją obsrał. Teraz muszę zrobić pranie! — zapłonęły gniewnie jej oczy, łupiła w każdym kierunku opętańczo, aż w końcu skoncentrowała spojrzenie na tobie. — I myślisz, że co? Że potem fajerancik i leżenie do góry chujem? Trzeba Stefanowi prostatę sprawdzić. Na co czekasz?! Do roboty!
Jelito cienkie miało jakieś sześć metrów długości, a ty właśnie operowałeś na otwartej komorze brzusznej i sprawdzałeś centymetr po centymetrze tkankę jelita, bo żałosny kretyn musiał wpierdalać zupkę twojej mamy brudnymi łapami. Nie byłeś taki jak oni. Wiedziałeś, że trzeba myć ręce. Wiedziałeś, jak ważna była higiena osobista, a także słynąłeś z głęboko skrywanej w sobie kultury osobistej oraz obycia, gdyż za młodu zaznałeś wyrafinowanego smaku cywilizacji. Na nic krzyki cierpienia Romeczka, na nic wyciąganie z niego pasożytów, bo to było niczym w porównaniu z twoją tęsknotą za starym porządkiem. Kiedy zjawiały się karawany z towarami, zjawiali się również medycy i wyedukowani lekarze. Udało ci się ich poznać, o oni rok w rok wracali i wpajali ci teorię, która wzbogacała praktykę przekazaną przez matulę. Ba, nawet zostawili ci parę pamiątek, na przykład pod postacią ostrych jak skurwysyn skalpelów czy szklane bańki do detoksykacji. To było życie, a nie to, co teraz.
Nauczyli cię także tego, że wszędzie należało szukać okazji, dlatego połączyłeś operację Romeczka z przesłuchaniem go, gdyż był jednym z górników Frederica. Kroiłeś mu jelita i zadawałeś pytania. W krzykach w mig się wywiedziałeś, iż Frederic skoordynował pracę górników i kopał wedle jasno określonych planów. Podkop do twierdzy krasnoludów okazał się prawdziwy, jednak to nie baza brodaczy była celem. Zanim dowiedziałeś się sedna, Romeczek stracił przytomność, a ty w ciszy mogłeś zadecydować o jego losie.
Umiałeś wpychać palce w rzyć, bo wielu biedaków cierpiało na hemoroidy albo na zapalenia. Tym razem stan zapalny objął prostatę młodego sukinsyna. Wielokrotnie się upewniłaś. Dwudziestoparoletniemu pijaczkowi będą się śniły koszmary po tej wizycie. Przeczuwałeś, że mogłeś coś wyniuchać w tej interakcji, dlatego zaoferowałeś prostatektomię jako najlepsze rozwiązanie, bo szkoda było surowców na inne metody. Gość zaczął cię błagać o litość, wtedy już wiedziałeś, że był twój. Chłopak zdradził, że Frederic nawiązał z kimś kontakt i przeprowadzał o określonych porach negocjacje. Chodziły słuchy, że odkrył przejście na powierzchnię, a jeszcze inni plotkowali, iż dogadał się z krasnoludami. Szef górników miał wspólnika, ale sam pacjent nie znał szczegółów.
Łezka spłynęła mu po policzku, gdyż chciał, aby jego prostatę spotkał lepszy los.
Erika Grałaś w bardzo niebezpieczną grę, która nie była ani bezpieczna, ani gwarantująca przeżycie. Mieszkałaś w przedsionku kopalni, w swojej pracowni jubilerskiej, ale nie byłaś jedną z Pękniętych Tarcz, a osadniczką Ścianek. W oczach krasnoludów byłaś kimś w rodzaju reprezentanta, który miał dopilnować terminów trybutów. Krasnoludzi Pękniętej Tarczy różnili się od swoich kuzynów. Jak wszyscy, byli chciwi, niemniej nie byli dumni. Wydawali się wyjątkowo zgorzkniali, zaniedbani i gardzili nawet sobą. Tajemniczy wódz sprawiał, że klan się jeszcze nie rozpadł, a ty nie miałaś jeszcze zaszczytu, aby się z nim spotkać. Zamiast niego skazano cię na interakcje z Kerenem, dla którego byłaś mięsem z piękną brodą.
Przynajmniej mogłaś pożytecznie spędzać czas, szlifując surowe kamienie szlachetne oraz rzeźbić w miękkim kamieniu. Ale jak długo mogłaś pracować dla kogoś? Byłaś ambitna i wiedziałeś, że jeżeli czegoś nie zrobisz ze swoim życiem, sama wykopiesz się na powierzchnię. Dosłownie, bowiem kopać potrafiłaś doskonale. Teraz twoją uwagę zajął problem Darusia oraz rozpamiętywanie tego, co właściwie widziałaś u nadzorcy Kerena.
Był ranny, nosił gips i coś przeorało mu mordę. Z całą pewnością goblin ze złotym palcem potrafiłby stwierdzić, co go tak urządziło. Poza tym, w czasie rozmowy, zaważyłaś paru uzbrojonych po zęby siepaczy. Ich zbroje były odkształcone od uderzeń oraz rozdarte. Niechętnie wracali z powrotem ku głębinom, przeklinając swój los. Zorientowałaś się również, że zazwyczaj czterech ciężkozbrojnych strażników pilnowało głównego wejścia. Teraz było ich dwóch, nosili grube skórznie, dzierżyli kusze oraz przy pasach zawiesili rogi do alarmowania.
Udało ci się wywalczyć dodatkowe dni, chociaż wydawało ci się, że Keren w pewnym momencie rozmowy planował urwać ci łeb. Zwycięstwo przynosiło satysfakcję, jednakże teraz Ścianki musiały dotrzymać terminu albo zostaną całkowicie zniszczone. Kto wie, jeżeli udało ci się wynegocjować przesunięcia terminu zapłaty, to być może istniał cień szansy na następne porozumienia z krasnoludami? Zależało to wyłącznie od ciebie... O ile chciałaś użerać się z tymi brudasami.
Tak czy siak należało zaplanować kolejne posunięcia na porę wieczorną. Czas na nikogo nie czekał.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 176
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 23 lis 2022, 19:55

Obrazek
Widok Dantego zmierzającego w stronę mosiężnej rezydencji nie uchodził raczej za nic szczególnie niezwykłego, podobnie jak obecność starego Daniela na zmontowanej ze złomu ławce przed owym domostwem. Pierwszy był tu zwyczajowym rezydentem, a o tym drugim śmiało można było powiedzieć tyle, że w jego wieku raczej się może niż musi cokolwiek robić, nawet jeśli mężczyzna uchodził za bezsprzeczny autorytet wśród tych mieszkającej po prawej krawędzi platformy.
Rycina przedstawiająca trójkę mężczyzn przykuła uwagę byłego najemnika na krótko. Staruszek bez wątpienia miał talent do rysowania twarzy — łowczy nie miał najmniejszych trudności z rozpoznaniem na szkicu facjat dwóch najstarszych mieszkańców Ścianek. Ostatnie lico nie było mu znajome, ale podejrzewał, że był to ktoś z jego niezliczonych opowieści z czasów służby w XII Legionie. Dante nawet nie próbował ich wszystkich spamiętać, ale dobrze się ich słuchało i gdy już zaczynał bajać, weteran niemal zawsze przyciągał do siebie niemałe audytorium. Łowczy nie spytał jednak o tego trzeciego, uznając, że na ten moment nie jest to jego interes. Zawsze, bowiem, w miarę możliwości pilnował własnego nosa i tego samego wymagał od innych.
Prace naprawcze może nie były — według niego — idealnym sposobem na spędzenie popołudnia, ale czas ten na pewno nie określiłby zmarnowanym, tym bardziej, że można było przy okazji zwilżyć gardło. Odkrycia zapadliska w tylnej części jaskini, za to, nie miał prawa się spodziewać.
— Dziwne... nie wygląda na naturalne. Może te plotki o próbach zrobienia przekopu u Fredericka to jednak nie aż takie bajki. Albo krasnale coś kombinują, co jest chyba jeszcze gorsze — dywagował czterdziestolatek, choć oczywiście nie chciałby mieć racji. Oznaczałoby to bowiem tylko kolejny z napiętrzających się problemów, obok znikających bachorów, braków w żywności i pazernych na ich krwawicę krasnoludów. O niedziałającej windzie i braku „narzędzia pracy” nie wspominając.
À propos narzędzia pracy — po wyniesieniu ostatniego worka żwiru w przepaść i przetrzeźwieniu paskudnej siwuchy, którą zaoferował mu gospodarz, nadszedł czas by rozmówić się z krasnoludką, która wróciła w międzyczasie z kopalni...
Rozmówienie miało charakter wyjątkowo burzliwy i głośny, bo skończyło się na wyzwiskach, oskarżeniach i wzajemnej animozji. Dante nie dostał nic z tego co chciał uhandlować, stracił swój naszyjnik, a na domiar złego karlica wzięła jeszcze za to pieniądze, twierdząc że w swoim matactwie ma słuszność. Kto był blisko, ten pewnie mógł usłyszeć o co poszło. Kto był dalej, pewnie usłyszy z czasem od tych co byli bliżej. Wydawało mu się, że Erice było wszystko jedno, ale Dante miał nadzieję, że „nieposzkalowana” opinia co do działalności krasnoludki zostanie choć trochę zachwiana po tym incydencie. Pewności jednak nie mógł mieć żadnej, biorąc pod uwagę, że na otrzymanym w zamian za naszyjnik odroczeniu terminu wymiany korzystała cała wioska. Z drugiej strony — chyba mało kto byłby zadowolony, gdyby to ich szpej przehandlowano w ten sposób, a oni zostali z niczym...
Pierdolone krasnale.
Nie pozwalając by emocje przesadnie nim zawładnęły i z jednym tylko zwróconym mu miedziakiem, a także przekazując reszcie drużyny informacje o możliwym podkopie, mężczyzna zdecydował się zaczepić orka, który w międzyczasie wspomniał coś o sejfie w jego nowej siedzibie. Mając, mimo wieku, dość sprawne oczy, Dante zgłosił się na ochotnika do poszukiwań klucza. Miał zresztą po drodze, bo według Daniela, gubernator posiadał zapasowe części do mechanizmu windy. Te mieli załatwić też Aza i Hirvo, ale wszak nierozważnie byłoby pokładać całą swoją nadzieję w siedemnastoletnim młokosie i towarzyszącym mu metrowym automatonie ze skrzydłami, którego natury wciąż do końca nie rozumiał.
Co zaś do Maksymiliana, rzeczonego gubernatora, jego rozkładający się trup dalej stał, nabity rzycią na pal, który wychodził mu z drugiej strony, z ust... albo ich okolic. Ciężko było powiedzieć na tym etapie. Powstrzymując obrzydzenie, Dante przetrzepał dokładnie truchło, od góry do dołu, pomagając sobie miejscami trzymanym w rękawicy nożem, by rozdzielić zlepioną od dawno zaschłej krwi tkankę czy tkaninę. Zwłaszcza w tych ostatnich mogło kryć się coś czego ork, jego Erynie, ani nikt inny do tej pory nie znalazł. Potem poszukiwania kontynuował już w samym domostwie, korzystając z nieobecności zarówno tego pierwszego, jak i tych drugich — a nuż, widelec trafi mu się coś, czym będzie mógł się odkuć na nieudanym interesie z krasnalicą.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 110
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 27 lis 2022, 2:29

Obrazek
Aza symbolicznie stuknęła się kubkiem na zdrowie z kompanami w jednym z tych gestów, który raz na jakiś czas przypominał jej o tym, że kiedyś sama była żywym człowiekiem. Jednak zaraz potem, kiedy towarzystwo raczyło się alkoholowym trunkiem, Aza zsynchronizowała swoje zegary z maszynerią baszty w jednej z tych czynności, przez które zapominała o stwarzaniu pozorów życia i stawała się tylko metalową maszyną, poszukującą swojej funkcji. To zawieszenie między dwoma światami tylko pogarszało już i tak niezbyt dobry stan psychiczny małego automatona.
Zdawało jej się, że udało jej się wreszcie osiągnąć jedność z basztą i wyczuć pulsujące tykanie metalowej konstrukcji, kiedy z tego stanu wyrwała ją sugestia wyruszenia za zwiadowcą z XII legionu. Aza chciała podążyć za wołaniem magicznej wieży i ją eksplorować, ale perspektywa rozdzielenia się z towarzyszem nie brzmiała rozsądnie, toteż bez entuzjazmu, ale ruszyła, czy też precyzyjniej poleciała za Hirvo palącym się do działania na słońcu pustyni.
Pomimo umiejętności młodego łowcy i jej asysty z powietrza przy wypatrywaniu, nie udało im się dogonić nieznajomego podszywającego się pod karawaniarza. Wreszcie poddali się i przystanęli pośrodku pustkowia, by zastanowić się, co dalej.
Może to lepiej, że nie udało nam się dogonić tamtego legionisty – wyraziła spóźnioną refleksję, trzepocząc skrzydłami tak, by utrzymać się w tym samym miejscu w powietrzu. – Nie wiadomo, jak by zareagował, a doświadczony żołnierz mógłby się okazać trudnym przeciwnikiem w walce. Wracajmy do baszty.
Po powrocie na noc do wieży, który fortunnie obył się bez przypadkowych spotkań z wszelkimi poczwarami pustyni, czekała na nich jeszcze rozmowa w kryjówce z łowczynią. Po niej automatonka powzięła zamiar, by spróbować wyciągnąć chociaż strzępki informacji o Nieśmiertelnym od Daniela oraz Izajasza w jego rzadkich przebłyskach kontaktowania z rzeczywistością. Nakręcała ją wewnętrznie możliwość odkrycia przeznaczenia baszty i Ścianek, a także dawała coś więcej - złudzenie dążenia do czegoś w tej symulacji życia, jaką było uwięzienie jej duszy w metalowej formie.
Kiedy łowczyni poszła spać, Aza usadowiła się pod ścianą, opierając o nią plecy. W pozycji, która nie miała żadnego funkcjonalnego znaczenia, gdyż automaton nie odczuwał zmęczenia, ale była po prostu starym przyzwyczajeniem z egzystencji w ludzkiej postaci.
Legionowi XII przyświeca postęp, więc nie martwiłabym się nimi, gdyby to była tylko kwestia przejęcia przez nich Ścianek. Nie jest w ich interesie zniszczenie tego miejsca – skomentowała rewelacje łowczyni do Hirvo. – Problem leży w tym, z kim się ułożyli. Jeśli z zazdrosnymi górnikami, obawiam się, że wykorzystają to przejęcie do krwawego rozprawienia się z Danielem, Izajaszem i resztą sprzyjającej im wioski. Legion na to przyzwoli, biorąc pod uwagę dawne oszustwa protoplastów Ścianek. Mam już dość śmierci – powiedziała ponuro, dodając na koniec lakonicznie: – Wyśpij się.
I znieruchomiała, utkwiwszy wzrok w magicznym glifie pobłyskującym na ścianie. Miała przed sobą wiele dłużących się godzin, w trakcie których mogła znów zintegrować się z basztą i jej tykającym pulsem, rozważać swoje życie w stolicy przed przybyciem do Ścianek, analizować zapamiętane przebłyski z poprzedniej egzystencji, rozwiązywać problemy technologiczne wioski, a także znacznie więcej.
Jak co noc czasu było sporo, a Aza czuwała. I dumała.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Michu
Awatar użytkownika
Posty: 21
Rejestracja: 28 lis 2021, 12:52
Miano: Voron
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Michu » 27 lis 2022, 19:25

Obrazek
Po wizycie u swych rodaków, jeszcze przed zapadnięciem zmroku, Erika zamierzała zebrać wioskową dziatwę i ulokować drobnicę u Izajasza. Zaczęła swą następną misję od jaskiń. Od początku miała przeczucie, że wizyta w kopalni może skończyć się źle, lecz z drugiej strony — jak każdy krasnolud, który urodził się pesymistą — rzadko kiedy miewała przeczucia dobre. Odgoniwszy więc wszystkie natrętne myśli, kobieta poszła jak w dym, nie bacząc na animozje i zatargi z górnikami. Może była zbyt pewna swego? A może raz jeszcze chciała skorzystać z przelotnego uśmiechu losu?

Niedługo później pierwsze sukcesy ustąpiły pasmu nieszczęść, mimo iż na początku szło całkiem dobrze. Zbyt dobrze — podpowiadał krasnoludzki głosik w głowie. Małoletni dowódca Kubuś i sierżantka Marysia z radością ruszyli wraz z nową opiekunką, która dla odmiany nie trąciła przetrawionym alkoholem, roztaczając przyjemny zapach olejków do pielęgnacji bujnej brody.

Później zaś... później była zasadzka, darcie gęby, widmo roztrzaskania czaszki kilofem, wrzask, płacz niewiniątek i zgrzytanie zębami. Obita rzyć, kilka siniaków, zadrapań i stłuczeń było jednak całkiem słuszną ceną za chwilę bezrefleksyjnego działania. Erika wyleciała z jaskini dosłownie na kopach. Obolała, bez dzieci, za to z jedną myślą, która wciąż grzała ją od środka:
— Jeszcze pożałują, chore pojeby — wymruczała pod wąsem, werbalizując jeszcze kilka innych nienawistnych myśli, po czym pokuśtykała w stronę chaty Gubernatora, do której to miała najbliżej.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 159
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 27 lis 2022, 20:49

Obrazek
Los Ścianek zależał nie tylko od tego, czy enigmatyczne zniknięcia dzieci zostaną zatrzymane, czy winda prowadząca na górę zostanie naprawiona, czy między mieszkańcami będzie panowała ogólna zgoda, ale przede wszystkim od pełnych żołądków. Śmierć z głodu to dziwne umieranie. Bezsilne odchodzenie. Powolne znikanie, aż w bezsilności przewrócisz się i skonasz w miejscu, w którym Cię zostawiono. Croll widział śmierć głodową. Karawany martwych pielgrzymów. Musiał podjąć radykalną decyzję. Równowaga wymagała pozbycia się tych, którym nie będą mogli pomóc. Którzy byli ciężarem dla społeczności, a mogli się stać darem. Przekazał swoją idee najbardziej oddanym wyznawcom. Musieli złożyć na ołtarzu niepotrzebnych członków społeczności.
Pramatka wskazała mi drogę – wykrzyknął, gdy poderżnął gardło niedołężnego starca, a jego krew zrosiła uprawy grzybów – musimy wszyscy złożyć ofiarę, aby przetrwać. Słabi i niedołężni oddadzą swoje życia, aby ktoś inny mógł żyć. Będą naszymi bohaterami. Odrodzą się w nas! Śmierć!
Ciało starca padło na posadzkę bezwładnie. Za nimi pozostali wytypowani podczas oględzin. Umazany krwią posępny pielgrzym przedzierał się między swoimi braćmi i siostrami wskazując im drogę do zbawienia i oświecenia. Naznaczając każdego z nich krwią braci.
Rozkład! Rozkwit! Odrodzenie! – ostatnie hasło zostało wielokrotnie powtórzone przez najżarliwszych z kapłanów. Był to nowy rozdział. Prozaiczny akt zbrodni został przekształcony w boską wolę. W kult reinkarnacji.
Ilość słów: 0

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 778
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 27 lis 2022, 21:56

Obrazek
Chociaż spostrzeżenie Azy na temat zwiadowcy było trafne, Hirvo nadal czuł się rozczarowany, kiedy po kilku godzinach wędrówki przez pustynię odnaleźli jedynie piasek i hulający po wydmach wiatr. Chłopak zabluźnił i nie splunął tylko dlatego, żeby oszczędzać wilgoć. Przez cały powrotny lot do baszty pozostawał ponury i zamyślony, chociaż ten niecodzienny rodzaj transportu powinien być dla niego rozrywką samą w sobie.
Jego nastrój polepszył się nieco, kiedy odnaleźli łowczynię i udało mu się zrealizować pozostałe cele, jakimi było zdobycie przyzwoitej broni oraz alkoholu dla jasnowidza. Jednakże kwestia zwiadowcy i koczującego w oazie legionu nadal nie dawała mu spokoju. Podczas biesiady przy ognisku milczał, pozwalając automatonce na zadawanie pytań, zaś samemu zachęcał mistrzynię do zwierzeń swoją szczerą uwagą oraz podlewaniem jej świeżo zdobytym bimbrem.
Skrycie odetchnął z ulgą, kiedy Mattia zaprzeczyła jakoby w ostatnim czasie coś miało opuścić basztę. Wysłuchawszy jej dalszego wykładu z historii wioski, powziął w duchu postanowienie, że kiedy upora się z pozostałymi obowiązkami, złoży wizytę Danielowi, by zasięgnąć informacji bezpośrednio od źródła pamiętającego dawne czasy.
Po całym pracowitym dniu młody tropiciel nie miał problemu z uśnięciem, ale zanim to uczynił, dobrą chwilę leżał w milczeniu, rozważając słowa towarzyszki i sytuację, w której przyszło znaleźć się całej wiosce.
Postęp – powtórzył, moszcząc sobie posłanie przy ognisku. – Pytanie, czy oznaczający lepsze, czy tylko nowe porządki. Nie, nie zniszczą. Przynajmniej tego miejsca. Dobranoc.
Hirvo zasnął. Mieli przed sobą kolejny zajęty dzień.
Ilość słów: 0
Obrazek

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 199
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 27 lis 2022, 23:46

Obrazek
Gnark w milczeniu pracował nad trzewiami Romeczka, wsłuchując się w jego zeznania. Szył czerwone z czerwonym, pomny na ewentualny krwotok. Stan pacjenta nie był krytyczny, goblin wiedział, że jego warsztat był wystarczający, aby postawić go ponownie na nogi. Niestety, zdawał sobie też sprawę z tego, że okupiłby to długim czasem rehabilitacji i znaczącą częścią kurczących się zapasów. Zważywszy na to, że nie miał ich jak teraz uzupełniać, stanął przed trudnym wyborem; etyką a zimnym cynizmem. Zatem kiedy Romeczek stracił przytomność, Gnark westchnął głęboko, pochmurniejąc, boleśnie uświadomiony, iż los Ścianek jest bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, zależny od jego precyzyjnych działań. W jego głowie wybrzmiewały gorzko słowa prymitywnych braci: Śmierć, Rozkład, Rozkwit…
Odłożył narzędzia, opadając ciężko na krzesło obok. Bezczynnie obserwował, jak wewnętrzne narządy przechodzą w letarg, powoli nieruchomiejąc, aż wreszcie całkowicie zamierają. A wraz nimi Romeczek, niczego nieświadom, o niezmiennym, bladym wyrazie twarzy. Zanim jeszcze Gnark go porzucił, górnik już wyglądał jak nieboszczyk.
Wstał, ruszywszy zaraz ciężkim krokiem do meblościanki wypełnionej farmaceutykami. Szybko znalazł małą, niepozorną buteleczkę, zapieczętowaną tłustym korkiem. Na poszarzałej etykiecie widniał koślawy symbol żmii, ktoś niżej posilił się na krótką, zwięzłą notkę o toksyczności substancji. Małą, specjalistyczną pipetą nabierał z buteleczki żółtą, kleistą substancję, nakładając ją punktowo na skórę górnika. Natychmiast wywołał atopowe zapalenie. Na twarz goblina wypełzł mimowolny, paskudny uśmiech; nie potrafił ukryć satysfakcji płynącej z osiągniętego celu. A także tego, że ongiś zakupił jad od handlarzy za niewybredną sumkę, bardziej jako ciekawostkę niżeli suplement małej apteki. Owszem, jad mógł służyć równie dobrze jako element niezbędny do stworzenia sterydów na wrzody. Ale na to schorzenie były insze, znacznie tańsze specyfiki. Jad, samojeden stanowił silnie toksyczny środek. I był piekielnie skuteczny.
Po odkażeniu rąk, przeszedł do drugiego pacjenta. Po sprawdzeniu prostaty, fachowo stwierdził, że to nic poważnego. Nałożył na zapalenie maść i powiedział Stefanowi, że wszystko będzie dobrze, a on zaraz będzie zdrów jak ryba, jeśli tylko nie złapie wirusa, który zabrał Romeczka na drugą stronę tęczy...
Żal chłopaka, taki młody i jeszcze niedawno pełen wigoru. Ah...
Przywdziawszy posępny wyraz twarzy oraz stary, znoszony kitel, Gnark wyszedł chyłkiem z lecznicy, udając się do miejsca, gdzie, jak sądził przebywały pozostałe dzieci. Znalazłszy się u celu, w krętych górniczych tunelach skąd łypano na niego wrogim wzrokiem, poprosił o wydanie mu dzieci, albowiem potrzebował ich wyłączności w lecznicy aby wykonać nań kilka dogłębnych badań.
Dopiero co Romeczek opuścił ten świat. Nieborak, zjadł nietoperza i tym samym zaraził się jakimś paskudztwem. Muszę czym prędzej sprawdzić, czy przy tym jej nie rozprzestrzenił… Nie chcę panikować, ale możemy być u progu strasznej pandemii.
Potem dodaje, że musi jak najszybciej wszystkich przebadać, inaczej zginą jak górnik, srając i rzygając pod siebie. Dzieci są priorytetem, a mówiąc to, ze srogą miną upomina, że czas gra tu niezwykle ważną rolę.
W całej, pozostałej w nim samym, szczerości, nie przypuszczał, że sprawy obiorą tak dramatyczny bieg.
Gnark starał się deeskalować powstały znikąd konflikt. Oskarżony o współpracę z krasnoludami, oburzył się i odpowiedział, że nie współpracuje z nimi, wręcz przeciwnie, byłby bardzo szczęśliwy, gdyby ktoś z Pękniętymi nareszcie zrobił porządek i zaoferował swą pomoc. Wspomniał o ogromnym problemie z przygotowaniem jedzenia na trybut i jeżeli zabraknie go w pracy, całe Ścianki czeka zagłada ze strony złośliwych karłów. Frederic mógłby zatem z tym pomóc, zauważył, jako że jest również mieszkańcem wioski.
Choć jestem z natury pacyfistą, kwestię krasnoludzką i zagrożenie z ich strony potraktowałbym jak lekarz, czyli ich własnym lekiem. Odpowiednio przyprawiony trybut rozwiązałby sprawę raz na zawsze!
Gnark jasno zaznaczył otwartość na współpracę z górnikami i możliwość ich wsparcia, natomiast porwanie i ubezwłasnowolnienie jedynego lekarza w Ściankach, uznał za głupotę.
Moja matula, znana wszem i wobec jako Locha, będzie bardzo nieukontentowana, tak samo jak i pozostałe gobliny. Oznaczać to będzie nikomu niepotrzebny konflikt i duże problemy w zaopatrzeniu żywności, z czym mierzymy się już teraz. Podkreślam, lecznica od zawsze, tak jak i teraz, otwarta jest dla górników, a dzieci chciałem przebadać dla ich i waszego dobra.
Ilość słów: 0
Obrazek

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław