Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Lasota » 10 lis 2022, 12:40

Dzień I Sokół trzymał w szponach ofiarę, wracał z polowania do domu. Będąc w przestworzach, zaczął szybować w kierunku gigantycznej rozpadliny, jakoby blizny samej planety pozostawionej po starciu bogów. Z niemałą prędkością ptak przekroczył granicę powierzchni, opadając w czeluść. Nie bał się ciemności, bowiem wkrótce ujrzał jasne punkty w mroku, które obrał sobie za kierunek. Niedługo później wynurzył się z przenikającej czerni, piszcząc dumnie i pozdrawiając przykute do ziemi istoty swym majestatem. Drapieżnik zwinnie uniknął rzuconych ku niemu kamieni. Wylądował na swoim gnieździe, żeby spożyć śniadanie oraz patrzeć z ciekawością na zmagania sąsiadów.
— Auaaaa! — krzyknął z bólu Marek, jeden z dzieciaków.
— Co ty?! Do domu, ale już! — Mama Marka złapawszy na ucho urwisa rzucającego kamieniami, odprowadziła go z powrotem do jaskiń mieszkalnych. Chłopiec myślał, że naskrobał, ale reakcja matki wynikała z innego powodu.
Zebranie się niedawno zakończyło.
Siedzieliście wszyscy razem przy jednym stole na kółkach, w jadalni, i popijaliście napar grzybowy. Niedawno skończyliście naradę z jedynymi mieszkańcami, którzy jeszcze nie przepili swojego życia i nie byli na tyle obojętni, żeby patrzeć bezczynnie na nadciągającą tragedię. Chodziło bowiem o Darusia, sierotkę, którym opiekowały się mordercze siostry. Zaginął i jeszcze się nie znalazł, co niezwykle denerwowało furiatki. Czarę goryczy przelał również komentarz Jackowsky'ego.
— Będą następne.
Oprócz tego brakowało wam jedzenia przeznaczonego na trybut i wiedzieliście, że trzeba było zmobilizować ludzi do pomocy kapłanom, ponieważ sami nie mieli szans się wyrobić na termin upływający w przeciągu dwóch dni. Na domiar złego winda się popsuła z niewiadomych przyczyn i nie mogliście liczyć na pomoc Izajasza w tej sprawie, gdyż kiedy ostatnio robił jej przegląd, zaczął recytować wiersze miłosne w imię pokrzepieniu serc. Byliście jedynymi sprawczymi jednostkami, więc to na was spadła odpowiedzialność rozwiązania tychże problemów.
Posiadaliście ludzi i zasoby do zrealizowania swoich planów, a płaciliście za to wyłącznie czasem, który uciekał jak piasek przez palce. Jak zamierzaliście rozpocząć swój dzień?
Pozostała szóstka dzieci.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 112
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Potłuczone jajca
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 28 lis 2022, 16:28

Obrazek
Ork wciąż nie zdążył sobie wyrobić zdania na temat rzeczonego porwania, choć w pijackie wizje tutejszego jasnowidza nie wątpił. Ponadto nie potrzebował specjalnych umiejętności, żeby stwierdzić iż wieś jest w ruinie, a do pracy brakuje zarówno rąk, jak i chęci. Mając dwie do dyspozycji - swoje własne - ork wziął się do pracy.
— Nie jęczeć mi tu i nie stękać, od tego można się co najwyżej zesrać, a od srania pod siebie nie znajdziemy 'waszego' dziecka. — Tłumaczył rozwścieczonym zaginięciem Darusia furiom, ale to w późniejszym etapie. Najpierw musiał solidnie pierdolnąć w stół, pozamykać im gęby oraz przypomnieć, że stoją po jednej stronie barykady. Udało się.
Mniejszym sukcesem były oględziny zewnętrznej części domostwa. Poza muchami ucztującymi na trupach udało mu się tylko dostrzec różnicę w materiale użytym do budowy domu gubernatora. Fragment, który przykuł wzrok różnił się od reszty. Dziwna była też kupka żwiru. Ork rozejrzał się raz jeszcze, lecz pojęcia nie miał skąd to się mogło wziąć. Przez myśl przemknęło mu, że może ktoś drąży w skale sekretne tunele, co przez dłuższy czas nie dawało Grzmotowi spokoju. A jeśli karły Pękniętej Tarczy łażą nam nad głowami? Może już jutro wysypią się ze ściany jak jakaś zaraza…
Nim nadeszła noc sprawy w wiosce skomplikowały się jeszcze bardziej. Wyłączając brak powrotu maszyny i młodego łowcy na noc, Erice nie udało się zgromadzić dzieciarni na noc w ustalonym miejscu, a co gorsze, zdziczałe krety poturbowały ją, jedyną osobę, która miała podstawy by negocjować z demonicznymi kurduplami.
— Skurwiałe syny… — Skomentował krótko, kiedy przestawiono mu cały zarys sprawy, a mianowicie taki, że jedyny medyk w Ścianiach, Gnark, miał właśnie dużą szansę zostać jedynym medykiem w jaskiniach skretyniałych górników. Grzmot wkurwił się nie na żarty, w końcu nie po to ustanowił bezprawie, żeby teraz bez jego zgody robiono więźniów z porządnych goblinów.
Kilka minut później, zielonoskóry z wiernymi furiami u boku, wparował do jaskiń, gdzie natknął się wprost na Gnarka oraz Frederica i jego wychudzoną, żałosną obstawę. Grzmot zjadał ich na śniadanie samym tylko wyrazem twarzy. Właściwie odniósł wrażenie, że zapach w jaskini uległ zmianie, kiedy tylko go dostrzeżono.
— Popierdoliło się wam do reszty? Cała ta dziura zaraz zapadnie się pod własnym ciężarem, a wy, kurwa, samosądy mi tu urządzacie? Krasnoludka nie pozwoliła się pobawić wąsem? Ona jedyna ma jakiekolwiek szanse przekonać Pękniętą Tarczę, żeby nie zrzucili nas w przepaść, a wy ją na kopach stąd wyrzucacie?! A ten, on? Bando idiotów, jakbyśmy nie mieli dość problemów, to chcecie sobie zawłaszczyć jedynego lekarza. W dupach się przewróciło, po moim trupie. — Chwilę później ork zrozumiał w jaki sposób Gnark zamierza wystraszyć górników i dorzucił od siebie kilka mglistych wizji traktujących o śmierci w męczarniach.
— Radzę zacząć wam współpracować, inaczej zaprowadzę w tej jaskini nowy porządek, a zacznę od wyprucia flaków buntowników na wierzch. Czy to, kurwa, jasne? — Oczywiście, poza groźbami, ork starał się przedstawić argument słabej kondycji Ścianek i konieczności zawarcia współpracy, by przetrwać i ochronić tutejsze dzieci, bo (może poza nieśmiertelną humanoidalną maszyną) to właśnie one miały stanowić przyszłość Ścianek.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Wieczór I

Post autor: Lasota » 30 lis 2022, 12:34

Dante z Rosenburga Tłusta larwa wystawała z oczodołu śmierdzących zwłok gubernatora. Rozkład zebrał swoje żniwo, przyciągając muchy. Przeszyte palem ciało osunęło się na nim, pozostawiając ciemnoczerwony ślad na pociemniałym drewnie. Klatka piersiowa zapadła się, kończyny zastygły w mocnym wykręceniu, jakoby przed śmiercią ktoś wyłamał im stawy. Dante, znosiłeś trudy życia i potrafiłeś zapłacić każdą cenę, żeby przetrwać, ale nawet dla kogoś takiego jak ty przeszukiwanie tego truchła było wyzwaniem. Trzymałeś nerwy na wodzy i uważnie prowadziłeś swoje ręce, aby przypadkiem nie styknęły się z legowiskami robaków lub nie przebiły kluskowatych pęcherzy. Fragmenty tkaniny zdążyły się scalić ze strupami, a proces przeszukiwania naruszył owe strupy, skazując cię na nielichy smród. W pierwszej kolejności zdjąłeś buty z wysoką cholewą. Uporawszy się z sensacjami zapachowymi oraz emocjami towarzyszącymi przy tym, znalazłeś srebrną monetę.
Przekroczyłeś próg wejścia, zawitałeś w krasnoludzkiej konstrukcji. Nie wiedziałeś czy Pęknięta Tarcza postawiła ten dom czy inna nacja brodatej braci pozostawiła tutaj świadectwo swojej smykałki do podziemnej architektury, natomiast zdawałeś sobie sprawę, że żadna ludzka ręka nie zbudowała tego kamiennego i częściowo wyrzeźbionego w skale domostwa. Wykorzystałeś nieobecność gospodarzy, aby w spokoju się rozejrzeć.
Myszkowałeś kilka godzin. Udało ci się odnaleźć wysokiej klasy stroje, które ewidentnie były przeznaczone dla majętnej i wysoko postawionej w hierarchii społecznej osoby. Wiele z tych ubrań pasowało na ciebie. Odnalazłeś również osobisty dziennik Maksymiliana w szufladzie, ale nie potrafiłeś czytać. Opukawszy spód szuflady, wykryłeś drugie dno, w którym ukryto piękny imperialny pistolet. W małym woreczku był proch strzelniczy oraz pięć kul. Zatrzymałeś oba znaleziska.
W zadumę wprawiły cię potężne, kamienne wrota, na których wyrzeźbiono płaskorzeźby poprzednika Maksymiliana. Dostrzegłeś na budulcu skrzydeł bramy znajomą cechę: kamień był scalony i zniekształcony na poziomie strukturalnym. Podobną anomalię widziałeś u Daniela, kiedy stawialiście kładki z blach, ale wrota skarbca nosiły znamiona na całej swej powierzchni, również wynurzające się z kamiennej tafli bliźniacze twarze poprzednika zdały się być naruszone przez te charakterystyczne procesy. Same płaskorzeźby były absurdalnie wręcz szczegółowe, jakby to dłonie uformowały ich kształt, nie młotek i dłuto. Rysy wydawały się podobne do facjaty mężczyzny z rysunku Daniela. Pomimo usilnych starań, nie odnalazłeś klucza.
Opuściłeś dom orka, próbując zapomnieć o dekoracjach jego kobiet: rozwieszonych na ścianach niby gobelinach z ludzkich skór.
Aza i Hirvo Pustynia zawsze odbierała. Poznałeś to na własnej skórze, łowco, gdy prowadziłeś towarzyszkę poprzez zdradliwie piaski. Silne podmuchy wiatru sprawiały, że zasłaniałeś oczy. Rozpędzone drobinki już wielokrotnie cię raniły, po pewnym czasie przyzwyczaiłeś się do tych niedogodności i małych ranek na policzkach. Najważniejszy był wzrok, dlatego ochraniałeś go. Trop zaprowadził was donikąd, nie dogoniliście tajemniczego przybysza, ale natura osłodziła wam tę porażkę za sprawą pięknego zachodu słońca. W drodze powrotnej, lecąc nad jasnymi jak platyna wydmami, spostrzegliście siedlisko ogromnych skorpionów, których toksyna powalała najmocniejsze stworzenia na świecie. Był okres rozrodczy tych pajęczaków, więc zapewne szybko nie opuszczą legowiska.
Po rozmowie z mistrzynią, w obozowisku pod trybami wiekowej maszyny, udaliście się na spoczynek. Aza, nie mogłaś spać, więc musiałaś czymś zająć umysł, żeby nie oszaleć. Skupiłaś spojrzenie na glifie, jednym z wielu tysięcy rozsianych po baszcie. Przypomniałaś sobie prowadzone dawniej oględziny z Izajaszem. Gdy razem badaliście złom oraz znaki Nieśmiertelnego, tłumaczył, że architektura wieży sięgała setek lat wstecz. Zorientowaliście się również, że część pozyskanych elementów wydała się młodsza, jakby zdarzały się w historii okresy renowacji baszty. Nieśmiertelny zawsze naprawiał swoje dziecko, tak przynajmniej zgadywaliście, ale teraz? Gdzie on był, kiedy wieża wymagała naprawy, a natura zarażała ją zarodnikami niczym chorobą? Wieża potrzebowała następnego cyklu. Byłaś w stanie świadomie synchronizować się z nią, ale przeczuwałaś, że utrzymywanie stanu powolnej kontemplacji narażało twoje zegary na zatrzymanie, lecz balansowanie na granicy unicestwienia jaźni kusiło. Doświadczenie snu w istocie, która nie mogła zasnąć.
Symbol emanował jasnoniebieskim światłem. Wpatrywanie się na niego uspokajało, a także wywoływało uczucie nostalgii, jakoby kojarzył się z czymś przyjemnym za czasów dzieciństwa. Pomimo odległości dzielącej was, wiedziałaś z pewnością, że magiczny znak pulsował rytmicznie, uwalniając ciepło. Nie wydawał ci się także obcy, przeciwnie, zapraszał do interakcji niczym bliski serca przyjaciel, którego nie widziało się całe lata. Nie potrafiłaś rozczytać znaczenia samego wzoru, przy czym gnębiło cię poczucie, że owe znaczenie było czymś zupełnie oczywistym i banalnym do odkrycia.
Wystarczyło jedynie poświęcić na to więcej czasu. W swym bezruchu zorientowałaś się, że twoje ślepia przyciągnęły ćmę, która właśnie po nich kroczyła, ruszając skrzydełkami.
Erika Po porażce w wyprowadzeniu dzieci do bezpiecznej przystani, miałaś czas na poukładanie w głowie, co właściwie zobaczyłaś w jaskiniach górników. Przede wszystkim społeczność enklawy była zorganizowana, a nawet pomimo stanu hardego upojenia alkoholowego, pracowali. Zanim dotarłaś do dzieci, mijałaś ludzi z urazami wywołanymi nierozważną pracą oraz kaleki, na których stopy spadły głazy. Penetrowanie skały kilofami rodziło pieśń, która poruszyła twoje serce. W przeciwieństwie do tych pijaków, byłaś córką podziemi, a zew nakazywał ci śledzić korzenie gór, ażeby wykraść ich bogactwa. Twoja intuicja podpowiadała ci, obserwując prace ludzi, że musieli drążyć w głąb, a nie na powierzchnię. Wskazywał na to rodzaj wynoszonego gruzu, który występował w niższych warstwach skał. Język człowieka mógł cię oszukać, ale penetracja wnętrza mamuśki ziemi nigdy. Wyłupane fragmenty jasno pokazywały kierunek.
Także zastanawiały cię mundury ludzi. Górnicy narzucili na siebie uniformy legionistów wyrwane z poprzednich epok, obecnie żaden żołnierz Imperium nie ubierał się na taką modłę, jedynie artyści teatralni zakładali na siebie relikty przeszłości albo znawcy historyczni, którzy nie mogli się powstrzymać i rekonstruowali dawne dzieje. Górnicy także nie umieli poprawnie nosić uniformów, widać było jak na dłoni, że nie byli do nich przyzwyczajeni. Sama tkanina natomiast była świeża, jakby niedawno opuściła wykańczalnię. Nie wszyscy byli przebrani za legionistów, niektórzy ubrani byli normalnie. Jedynie względnie zdrowi, młodzi i silni mężczyźni bawili się w wojaków, pozostali albo umierali od marskości wątrób, albo kopali.
Z przemyśleniami dotarłaś do domu gubernatora.
Croll Śmierć! Rozkład! Rozkwit!
Czymże było jedno, stare życie? Nadzieją. Użyźnieniem. Krew starca spływała po twej dłoni, a kiedy pobłogosławiłeś wiernych krwawym sakramentem, ci ruszyli nakarmić Pramatkę.
Odrodzenie!
Użyźnienie przyszło z poderżniętymi gardłami starszyzny. W grzybowym kręgu zebraliście ich, pozbawiliście strojów, rozdając je młodszym osobnikom, ażeby później zutylizować słabych ubiciem dokonanym zakrzywionymi ostrzami sierpów. Pomimo pięknej idei, słusznej w swym pragmatyzmie, jedynie pierwsza ofiara dobrowolnie się oddała. Pozostali, pomimo słabości i wieku, chcieli żyć, albowiem pragnienie przetrwania tliło się w każdym życiu. Ta wola, manifestowana walką nawet pod postacią błagania o życie, spłynęła wraz z posoką ku waszej ziemi. Biedny, upośledzony goblin o umyśle dzieciak łkał o litość. Obiecywał, że uczyni absolutnie wszystko, abyście tylko dali mu szansę na życie. Jakie to było piękne, patrząc na dzieło stworzenia, które pomimo swej nieperfekcyjnej formy, łapało się każdej metody, aby mu podarowano. Osobiście go ubiłeś, ostrze przyjemnie zagłębiło się w szyi.
Dzieci ukryte u Daniela przytulały się do swoich mam, albowiem gardła cierpiących wydzierały z siebie wołania o pomoc. Kiedy ostatnie z nich zgasło, trwał jeno śpiew silnych, gdyż słabych już nie było wśród goblinów. Dzieci zapłakały.
Croll, zabiłeś ich wszystkich. Teraz sam byłeś starszyzną.
► Pokaż Spoiler
Gnark i Grzmot Doktorze, pomimo małego wzrostu, posiadałeś jaja ze stali, ponieważ otwarcie wszedłeś do jaskini, w której mieszkańcy wymierzali w ciebie nienawistne spojrzenia. Nigdy cię nie lubili, lecz ani razu nie gromili cię w taki sposób. Twoje chytre uszy wyłapały znaczenie szeptów odprowadzających cię do świetlicy. Jest z nimi. Był na naradzie. Chce naszych dzieci. Dorwiemy go pierwsi!
Frederic wyglądał tak, jakby wyrwał się z innych czasów. Nosił na sobie pancerz centuriona z starożytności, z piękną dwunastką na napierśniku imitującym męską klatkę piersiową. Obok stali jego legioniści, a za nimi kobiety trzymały dzieci. Spostrzegłeś, że były czyste. Dziewczynkom uczesano włosy, wplątano w kosmyki ładne spinki, na szyjach nosiły amulety z zębatkami. Chłopców ubrano w mundurki żołnierzy, podarowano im noże oraz miedziane puklerze.
Szybko zdałeś sobie sprawę, że przywódca jaskini miał w dupie twoje argumenty. Kiedy nawijałeś makaron na uszy, postać gospodarza zdawała się rosnąć ci w oczach. Z każdym wypowiedzianym słowem poszerzał się jego uśmiech, jak gdyby bawiły go twoje starania. Momentalnie zorientowałeś się, jakie nastawienie żywił wobec ciebie. Zamierzał cię wykorzystać, aby pozbyć się całej drużyny. Nie miałeś już wątpliwości, kto był waszym wrogiem.
Przybyłeś w samą porę. Górnicy pochowali się w swoich norach, kiedy wparowałaś wraz z furiami do środka. Jeden z mężczyzn, nie mogąc się ukryć, padł na ziemię, popuszczając w gacie ze strachu. Ludzie się was bali, stanowiliście argument siły, któremu nie sposób odmówić. Wbiłeś się do świetlicy.
Ujrzałeś symbol niewoli twej rasy. Frederic nosił pancerz osobników, którzy wieki temu walczyli z twoimi przodkami. Poczułeś jak ogień zastąpił ci krew, z ledwością kontrolowałeś szał, potencja rozrywała cię od środka, a podniecenie wywołane perspektywą walki niemal strzaskało zmysły. Jedna z twoich kobiet lizała ostrze noża, gdy intensywnie spoglądała na jednego z legionistów. Zadrżały mu kolana.
Nie czekaliście długo, jak kolejni legioniści dołączyli do negocjacji. Niezdolni zmieścić się w świetlicy, odcięli wam drogę powrotną. Dzierżyli żelazne kilofy. Bali się, ale także byli zdesperowani. Szykował się srogi wpierdol. A kiedy ork dodał po moim trupie, zadzwoniły im zęby ze strachu.
— Dosyć! — odezwał się znajomy wam głos. Thomas przecisnął się za obstawę przybyłych agresorów. — Nie pisaliśmy się na rzeź we własnym domu! Nie tak to planowałeś, Frederic!
Centurionowi górników zadrżała powieka.
— Nie będziemy dyskutować. Dzieli nas jeden krok! Zbawienie jest na wyciągnięcie ręki, wyrwiemy się z tej beznadziei — patrzył na Thomasa, ale tak naprawdę mówił do swoich ludzi. — Obiecali nam, że do nich dołączymy. Ich nadejście będzie naszą szansą!
Twarz Thomasa się skrzywiła się pod wpływem wściekłości.
— Chłopy nam giną! Są wykończeni, a ty dokręciłeś jeszcze śrubę. Zgodziłem się na to, ale miałeś trzymać Grzmota z dala od nas. Nie pozwolę na to, żebyś nas pozabijał. Pozwól im odejść! Albo oni nie będą twoim jedynym problemem!
Dowódca wrogo spojrzał na przybocznego. Zanim podjął decyzję, zerknął na matki dzieci. Były przerażone.
— Odejdźcie. Niedługo i tak się zobaczymy.
Przepuszczono was. Wyszliście cali, choć bez dzieci.
Noc Z nadejściem nocy poczuliście się nieswojo. Wiedzieliście, że coś wisiało w powietrzu, a ci, którzy postanowili zostać w wiosce, przeczuwali najgorsze. Wraz z mrokiem przybyło zagrożenie, jakoby świat skąpany w nocy stał się śmiertelnie niebezpieczny. Pozostało wam wybrać odpowiednie pozycję i przetrwać noc.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 112
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Potłuczone jajca
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 02 gru 2022, 11:09

Obrazek
Jeszcze w jaskini górników ork niemal nie odszedł od zmysłów. W kącikach szerokich, nierównych ust pojawiła się gęsta ślina, jak wścieklizna, piana w paszczy dzikiego zwierzęcia. Grzmot pamiętał o korzeniach, o dumnych i bitnych jotunach, od których się wywodził. Butny lud sprzeciwił się Imperium, w konsekwencji padł pod naporem legionów, został zniewolony i magicznie przemieniony w bestie, w orków. Okrutne potwory stworzone do zabijania, mięso armatnie wykorzystywane do podbijania kolejnych społeczności.
Symbole na pancerzach i ubraniach górników przypomniały mu kim w istocie był przez większość swego życia - niewolnikiem. Psem na usługach znienawidzonego ludu, trzymanym przy życiu wyłącznie z uwagi na swoją użyteczność, a tą się wykazał.
Grzmot szybko pojmował taktyki stosowane w walce na otwartym polu, w zamkniętych przestrzeniach, podczas oblężeń. Z czasem został oficerem, a nawet pozwolono mu zgłębiać wiedzę okultystyczną. Starał się poznawać niezwykle interesujące rytuały powiązane z magicznymi mocami, istotami z innych wymiarów.
Z czasem, ze względu na zasługi i umiejętności został dowódcą oddziału ochraniającego jednego z Imperialnych możnych, ważniaka, którego dupsko było cenniejsze niż tuzin takich jak on. I zrobił to, powstrzymał zamach. Najpierw zatrzymał tnący powietrze bełt własną piersią, a potem osobiście dokonał widowiskowej egzekucji na zamachowcu - została mu nawet blizna po tym wydarzeniu, lecz dziś nie potrafił jej nawet wskazać, wszak całe jego ciało nosiło ślady spaczenia. W konsekwencji, w uznaniu zasług, Imperium postanowiło oddać mu wolność. I tutaj skurwysyny popełniły błąd. Grzmot zniknął następnego dnia, opuścił armię. Żaden z jego przełożonych, ani podwładnych nie był w stanie go odnaleźć. Po pewnym czasie trafił do Ścianek i tutaj osiadł.
W głowie wciąż kołatała mu melodia krwawej zemsty, wyrównania rachunków. Znów trafił pod Imperialne rządy, choć tym razem już nie jako niewolnik.
Pewnego dnia usłyszał o Katorżniku, o wyzwolicielu zdolnym powalić kolosa na kolana i rozbić mu ryj. Nie minęło długo od tamtego czasu, do nabicia na pal gubernatora i wyrżnięcia jego popleczników.
A teraz stał tutaj, spoglądał na Frederica z ledwością powstrzymując się od popadnięcia w absolutny szał. Furie mu tego nie ułatwiały w najmniejszym stopniu, były gotowe zabijać dla niego, wszak wyzwolił je, tak jak Katrożnik miał wyzwolić niegdyś dumny lud jotunów.
— Rozliczę was, każdego zasranego imperialnego skurwysyna! — Groził, zmierzając z Gnarkiem do wyjścia z jaskini. Tak niewiele zabrakło, wystarczyło, aby któryś z tych brudasów choćby na centymetr wyciągnął miecz z pochwy i pękła by cieniutka lina poczytalności, po której stąpał ork.
Tego wieczora Grzmot nie pożegnał się z Gnarkiem, lecz zanim odszedł do domu gubernatora, przekazał mu swoje wątpliwości co do górniczej hołoty, wyraził się przy tym jasno — należy się ich pozbyć, stanowili problem. Mogliby zakuć ich w kajdany i zatrudnić do pracy przy grzybach, lecz wyrżnięcie nieposłusznej hołoty zmniejszyłoby zapotrzebowanie wioski na jedzenie i poprawiło morale - jeśli nie wszystkich, to na pewno jego własne. Swoją dorgą, Croll z pewnością byłby zachwycony, mogąc przerobić ich na nawóz.
Minąwszy osuwające się z wolna na palu zwłoki Maksymiliana, zielonoskóry wkroczył do swego nowego domostwa, gdzie – co nie było zaskoczeniem – spotkał Dantego. Wymiana zdań z człowiekiem była poniekąd rozczarowująca, wszak najmocniej ze wszystkiego, ork liczył na to, iż człowiek odnajdzie klucz do skarbca. Nie odnalazł, lecz i tak okazał się bardzo przydatny. Wyłączając pistolet, który orka w ogóle nie interesował, znalazł on dziennik. Niestety i z tego Grzmot nie potrafił skorzystać. Dziwnie przekształcona ściana w domostwie przykuła jego uwagę, szybko wyszło też na jaw, że to nie anomalia domu gubernatora. Dante wyjaśnił, że podobnie wyglądające skały znajdują się także w domu Daniela, tam, gdzie przebywały dzieci. Po wymianie informacji, także i na temat samych górników, ork decyduje się zebrać furie i wyruszyć do Daniela.

Przygotowania do nocy.
— Być może właśnie tej nocy któraś z was będzie miała okazję pomścić porwanie waszego Darka, nie przegapcie tej chwili. — Czwórka postaci maszerowała, bynajmniej w ciszy, w stronę domu Daniela. Trzy kobiety prowadzone były przez orka, a celem grupy było zapewnienie bezpieczeństwa tej niewielkiej twierdzy.
— Ty masz czuwać przy dzieciach, siedź z nimi w sypialni i nie wyłaź pod żadnym pozorem. Jesteś ich tarczą, wilczycą. Zabijesz każdego podejrzanego skurwysyna, który tam wlezie.— Kiedy cała czwórka przekroczyła próg, ork zrobił krótki rekonesans, a następnie zwrócił się do drugiej z bab.
— Ty masz pilnować tej ściany. Coś tu jest nie tak, w naszym domu i przed nim też jest coś podobnego. To brzmi debilnie, ale uważaj, żeby nic z tej ściany nie wylazło. Patrz, czy nie osupuje się żwir. Słuchaj, czy ktoś nocą nie łupie kilofem w tej okolicy. Nie zdziwię się, jak te przeklęte karły zrobią tu podkop. — Trzecią z furii zabrał ze sobą przed domostwo. Miała mu pomóc odeprzeć zagrożenie z zewnątrz, jeśli takie się pojawi.
— Widzę w nocy lepiej, ostrzegę cię w razie niebezpieczeństwa. Masz być gotowa. — Chwilę później Grzmot nakazał jej zamknąć jadaczkę. Zawsze mogła próbować nasłuchiwać niebezpieczeństwa, podczas gdy on przez całą noc zamierzał lustrować najbliższą okolicę.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 03 gru 2022, 8:49

Obrazek
Wola Pramatki ziściła się w akcie poświęcenia słabych i schorowanych, a krew ofiar w większości wsiąkła w mizerną ziemię, na której hodowali grzyby i nieliczne warzywa. Miejscami jeszcze pozostały czerwone kałuże. Ciała zamordowanych przestały należeć do nich, a przemieniły się w źródło życia – grzybów i porostów. Jęki i krzyki zostały przemienione w śpiew odrodzenia młodych i silnych, aż nastała zupełna cisza.
W tej ciszy przyszedł czas na wspomnienia i rozmyślanie. Croll urodził się w Ściankach jako jeden z potomków założycieli. Wygnani ze świata fearie, zastąpieni kimś innym, świetnie odnaleźli się w ludzkim świecie, zajmując własną niszę. Hodowla grzybów w wąwozie jest istotnym źródłem żywności, kiedyś jedynie uzupełniając dietę z upolowanego mięsa i produktów od imperialnych kupców. U ludzie chcących pomóc w uprawach często występowały różnego rodzaju grzybice, alergie i schorzenia płuc, a więc owe zajęcie pozostało specjalnością małych pokracznych istot. Grzyby były wspaniałe, wykorzystywane na wszelakie sposoby głównie jako składniki dań — sosu grzybowego, grzybowej polewki, naparu grzybowego, farszu grzybowego wypełniającego pieczony drób; ale również w postaci drożdży niezbędnych do placków czy alkoholu, a w lecznicy Gnarka niektóre ze strzępkowców nadawały się na przyrządzanie leków.
Był to jednak dar od najważniejszej bogini Starej Wiary – źródła wszelkiego życia. Posępny pielgrzym wybudował w jednej z naturalnie wyżłobionych jaskiń świątynie poświęconą właśnie Pramatce na wzór tych widzianych w innych miejscach kultu. Zamiast porastać ją mech, bluszcz, kwitnące rośliny, wonne zioła, jej kamienne ciało trawiły grzyby, przez co jej wizerunek był coraz mniej rozpoznawalny. Budowa świątyni nastąpiła w dniu, gdy Croll wrócił z trzeciej pielgrzymki. Był przerażony. Niektórzy uważają, że wtedy postradał zmysły, a hodowla grzybów przemieniła się w kult Pramatki. Ciała zmarłych zaczęły stawać się nawozem, zamiast zostać wyrzucane w przepaść. Wtedy też powstała modlitwa, której głos rozchodził się po rozpadlinie „Śmierć! Rozkład! Rozkwit!” Croll nigdy więcej nie opuścił Ścianek. Co wydarzyło się podczas pielgrzymki, zostało przemilczane.
Przygotowania do nocy.
Tej nocy Croll czuł się nieswojo, tak jak wielu z jego towarzyszy niedoli. Od rozmowy z Ochlaptusem Jackowsky’m wiedział, że coś złego czyha w mroku. W swoim niedługim życiu widział niejedną przerażającą istotę wynurzającą się z ciemności. Nie mógł kryć się w swojej jaskini. Musiał chronić dzieci i społeczność.
Jako najważniejszy z goblińskiej starszyzny, bo jedyny pozostały przy życiu, wezwał do siebie grupkę wiernych wyznawców Pramatki. Młodzi i zwinni uzbrojeni w sierpy i noże kuchenne, niezauważeni, jak karaluchy rozpełzli się po osadzie, patrolując siedzibę gubernatora i okolice. Zawsze w parze, w ukryciu, w odległości umożliwiającej im widzenia siebie nawzajem, czekali na niebezpieczeństwo. Nie mieli walczyć, ale alarmować, gdyby zauważyli coś niepokojącego. Każda z par dysponowała krzesiwem i pochodnią, nasączoną związkiem miedziowym, który dawała jasny zielono-niebieski kolor.
Eng – zwrócił się do młodego goblina o wielkim owrzodzonym nosie, który razem z nim trzymał wartę przy jednej ze skał — możesz przymknąć oczy i odpocząć, gdy ja będę wypatrywał potencjalnego zagrożenia. Jeśli coś będzie się działo, obudzę Cię. Tam jest Ubnot i Keebiek, koło chat Frederica, a bliżej gubernatora siedzi Cork z Viss – wskazał palcem w kierunku stróżów, w której znajdowała się najładniejsza z goblinic w całych Ściankach, ale o tak paskudnych charakterze, że nie potrafiła znaleźć partnera.
Ilość słów: 0
Obrazek

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 782
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 06 gru 2022, 22:54

Obrazek
Hirvo spał płytkim, niespokojnym snem, kogoś, nawykłego do częstego czuwania. Wydarzenia minionego dnia rozbudziły w nim wiele pytań na temat przyszłości osady, jak i swojej własnej, utrzymując go na pograniczu jawy i snu.
Sen odbieżał go zupełnie, kiedy Aza dokonała przełomu. Synchronizując się z wieżą i jej wciąż aktywnymi po latach mechanizmami, automatontka zyskała dostęp do wszystkich zakamarków konstrukcji. Co w połączeniu z jego własną wiedzą dawało im ogrom nowych możliwości. Początkowo wyrostek zasypywał ją pytaniami i prośbami, lecz szybko zamilknął i zaczął słuchać opisywanych przez konstrukt wizji, czasem uzupełniając je krótkim komentarzem lub potwierdzeniem, gdy uznał to za stosowne.
Mając bieżący podgląd zakamarków baszty, ich przyszła eskapada zapowiadała się jako dużo mniej czasochłonna, niż zakładali. A także jako bardziej owocna, po tym, kiedy Azie udało się wypatrzyć na jednym z pięter ciała niefortunnych awanturników oraz pozostawiony przez nich rynsztunek.
Wiedząc, że tej nocy i tak będzie miał problemy z zaśnięciem, wybudzony łowca przygotował się na krótką wyprawę. Wyruszyli bez zwłoki, znajdując drogę pośród zarośniętych przestrzeni wieży, docierając do lasu fosforyzujących grzybów. Hirvo zwlekał z działaniem, lecz bynajmniej nie marnował czasu — obserwując otoczenie, starannie analizował sytuację, rozpoznając potencjalne zagrożenia, które mogłyby towarzyszyć próbom rekuperacji ekwipunku. Wieża nie wybaczała. Wystarczyła chwila nieuwagi, by samemu stać się częścią jej wypaczonego ekosystemu.
Obserwując osuszone do cna ciała nieszczęśników, chłopak skonkludował, że musi starannie ważyć swoje ruchy, jeżeli sam nie zechce podzielić ich niewesołego losu. Rdzawe nietoperze-wampiry, kryjące się w tej części wieży miały paskudny zwyczaj polowania w grupach, przy czym mogły dorastać nawet do rozmiarów porównywalnych z jego towarzyszką.
Wstrzymując oddech, bezszelestnie skradał się po zarośniętym podłożu, powoli zbliżając się w kierunku rozkładających się zwłok i ich wyposażenia. Najłatwiejsze zadanie miał już za sobą. Wyjmując kolejne sztuki oręża ze zmartwiałych dłoni oraz wyplątując wysuszone, rozpadające się ciała z pancerzy, Hirvo gotował się na najtrudniejszą część — powrót do obozu pod obciążeniem. Zbroje ciążyły mu cokolwiek, grożąc podzwanianiem, które z całą pewnością zwróciłoby uwagę drapieżników. Tym razem jednak, poza swoimi umiejętnościami miał też nieco szczęścia. Dziękując w myślach Rogatemu Królowi, staremu bóstwu patronującemu jego profesji, wycofał się, nie uroniwszy ani jednego dźwięku.
Z nocnej wycieczki do wrócili do obozu, niosąc łupy bogate w baszcie i na poległych zdobyte. Hirvo mógł położyć się i spędzić resztę nocy przynajmniej w częściowym poczuciu zrekompensowania wcześniejszego fiaska przy tropieniu zwiadowcy. Jednak zanim to zrobił, pozwolił sobie na moment czuwania, przeglądając znaleziony ekwipunek i oczyszczając go z pozostałości jego poprzednich właścicieli.
Ilość słów: 0
Obrazek

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 215
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: W pełni sił; cuchnie apteką i gnojem
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 07 gru 2022, 13:24

Obrazek
Oba przeszukania bez wątpienia można było uznać za owocne.
Sprawdzanie trupa Maksymiliana mogłoby być całkiem traumatyczne dla kogoś bez życiowych doświadczeń, ale Dante miał tą przewagę, że widział już niejednego rozkładającego się trupa. I w niejednym rozkładającym się trupie musiał grzebać. Pojedynczy srebrnik można było uznać za, bez wątpienia, wystarczającą rekompensatę za babranie się w jadzie trupim i innych płynach, w przeszłości ustrojowych.
Przy pierwszej sposobności umył ręce i pomaszerował prosto do domu zajmowanego przez Grzmota i jego Harpie. Tego samego, który stał aktualnie pusty, bowiem ork „dyscyplinował” właśnie górników ze swoimi harpiami, jak mu się zdawało. Kątem oka widział chwilę wcześniej, jak wykopują stamtąd poobijaną krasnoludkę, co oznaczało, że próba przejęcia dzieciaków zakończyła się niepowodzeniem. Trudno. Przynajmniej babsztyl dostał to na co zasługiwał, i to bez jego ingerencji.
Tymczasem, choć upiorny, dom był pusty i Dante zamierzał skrzętnie skorzystać z oferowanego mu spokoju, bez Furii patrzących mu na ręce. Ubrania nie były zbyt ciekawym znaleziskiem, ale namierzył jeden, względnie wytrzymały komplet, który przydałby mu się jako zastępcze odzienie. Nie zabrał go jednak, planował najsampierw spytać orka o pozwolenie. Dziennik Maksymiliana leżał odłogiem w jednej z szuflad biurka. Nie było to aż takie dziwne, w końcu mało kto w tym zawszonym miejscu potrafił czytać. Szybciej miał prawo się spodziewać, że ktoś przeznaczy wolumin na opał, ale nikt przecież nie odważyłby się nawet zakraść na teren lokalnego watażki bez pozwolenia...
To nie było wszystko. Ta sama szuflada, wydająca przy opukiwaniu dna dziwny odgłos, kryła coś co gubernator trzymał chyba na czarną godzinę. Pokryta rękawicą dłoń sięgnęła po kapiszonowy pistolet z zapasem prochu i amunicji. Rzadka nowinka technologiczna, musiała być warta co najmniej kilku łuków. To definitywnie chciał zabrać ze sobą, a orkowi przecież nawet palec by się w kabłąk nie zmieścił, to po co mu takie barachło...
No i wywołał wilka z lasu. Ork się zjawił, wkurwiony jak nigdy. Dante nawet nie zauważył, że minęło parę godzin od kiedy rozpoczął przeszukanie, a widok wpienionego, zielonoskórego — bądź co bądź — potwora, potrafił zasiać strach nawet w jego sercu, mimo, że starał się tego nie okazywać. Szybko przedstawił mu po kolei rezultaty przeszukania, dodając jeszcze wzmiankę o dziwnych śladach zniekształconego kamienia w rejonie płaskorzeźb. Udobruchał orka na tyle, że ten pozwolił mu zatrzymać pistolet, do tego jeden komplet stroju, a dziennik polecił zanieść do kogoś, kto da radę go rozczytać. Co oznaczało Daniela, Lochę, albo jej gobliniego synalka. Przemilczał tylko znalezionego szylinga, będąc pewnym, że ork nie udowodni mu, że jeszcze kilka godzin temu nie miał go w kieszeni, nawet jeśli kazałby mu je opróżnić. Myśliwy się nie pomylił.
Gdy już przybył do lecznicy Lochy, w pierwszej kolejności trafił na Gnarka. Po początkowej sprzeczce, Dante zdecydował się, mimo wszystko, pozostawić dziennik u goblina, a potem zaczepił samą Lochę.
— Poprosiłem waszego syna, żeby odczytał jedną rzecz. To ważna dla wioski sprawa, zwłoki nie cierpiąca, więc niech postara się nie wyrzucić tego dziennika co mu dałem w przepaść. A, i jeśli nie macie nic przeciwko, to zasiądę tu u was. Dobry macie widok, a jeśli coś przyjdzie w nocy to musimy być gotowi. Oczy otwarte, dobrodziejko.
Z tą „dobrodziejką” to może i przesadził, ale lepiej było pozostać z kobietą w dobrej komitywie. Choćby dlatego, że ona i jej syn byli jedynymi w okolicy medykusami.
Przygotowania do nocy
W jego przypadku trudno było o takowych mówić. Mężczyzna zasiadł w pierwszym lepszym miejscu, z widokiem na północny zachód platformy, tak by mieć na oku spory fragment lewej części wioski, począwszy od wejścia do domu Thomasa, aż do otworu kopalni. Obok niego spoczywał naładowany kapiszon, na której to broni przez większość czasu, Dante trzymał dłoń w rękawicy. Mimo zmroku, widział co najmniej poprawnie, co mogło być niebywałe jak na jego widoczny wiek. Nikt jednak nie pytał go o to co je, by pozostać w takim zdrowiu. I tak by nie powiedział...
Swoich sekretów strzegł pilnie, a reszcie wioski wiadomo było tylko tyle, że przybył do nich niewiele ponad miesiąc temu. Jednak nie z Rosenburga, skąd rzekomo pochodził, a ze stolicy Imperium, z której ponoć uciekł jeszcze zanim Katorżnik zaczął oblegać miasto. Wcześniej przez wiele lat był najemnikiem, a jeszcze wcześniej — synem łowczego-sokolnika. Reszta to nie był niczyj interes. Niczyj, poza nim samym.
Z braku lepszego zajęcia, pełniąc wartę, zaczął rozmyślać na temat własnej przeszłości, by zająć czymś myśli. Przed nim cała noc...
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 136
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 08 gru 2022, 1:19

Obrazek
To miała być kolejna przytłaczająca i przedłużająca się noc dla istoty, która cierpiała na brak możliwości zaznania ukojenia w postaci pozbawiającego świadomości snu. Czy coś mogło pójść nie tak? W zasadzie to wszystko. Automatonkę ciągnęło do migoczącego światła glifu jak ćmę do jej układu optycznego. Odgoniwszy mechaniczną ręką nocnego motyla ze ślepi, zbliżyła się do pulsującej emanacji Tradycji Technomancji. Czuła symbol w każdym z trybików mechanicznego ciała, przyciągał ją niezrozumiałym determinizmem tej samej magii, która także ją powołała do istnienia.
Niewiele myśląc, przyłożyła dłoń do glifu i przez chwilę absorbowała ciepło magicznego symbolu. Błogostan jednakże nie trwał długo, a maszyna zbyt późno zorientowała się, że coś brutalnie chce wpakować jej się do świadomości. Koszmarne uczucie nasilało się, a Baszta coraz mocniej wdzierała jej się do umysłu, jak gdyby próbując roztrzaskać jej jaźń na setki małych kawałków. Eskalowanie do skraju obłędu postępowało tak błyskawicznie, że w pierwszym momencie automatonka poczuła czyste przerażenie. Stan ten jednak szybko ustąpił uczuciu gniewu. Maszyna niczym człowiek gwałtownie wyraziła sprzeciw wobec intruza, a siła jej woli sprawiła, że spacyfikowana Baszta ustąpiła. Po tym nastąpiła już tylko cisza, przerwana jedynie zrywem Hirvo ze snu.
Przekucie. Absolutna równowaga. Nie było już melancholii, pustki, zbędnych myśli, wspomnień. Aza zjednoczyła się z basztą i zmuszała wieżę do posłuszeństwa. W jednej sekundzie spoglądała przez setki jej glifów, rozkazywała jej zardzewiałym trybikom. Szukała Nieśmiertelnego, przepatrywała jego komnatę, kohorty starożytnych automatonów. Podążała dalej, w dół, na dno przepaści, w stronę skarbu Baszty. Zatrzymała się na moście grzybiarzy goblinów, gdzie Biały Szlak został przecięty i uniemożliwiał kontrolę nad dalszymi elementami maszynerii. Chciała iść dalej, lecz nie mogła, bo ktoś dokonał tam sabotażu. Gdyby nie fakt, że dominowała w niej teraz maszynowa, a nie ludzka część osobowości, byłaby nawet przeklęła.
To Hirvo był tym, który przywrócił ją do świadomości konieczności rozwiązania bardziej przyziemnych problemów. Po wsparciu jej uprzednio w nawigowaniu, tym razem chłopak chciał wyrwać rynsztunek wypatrzonym przez nią trupom. Aza znów nie podzielała jego zewu przygody i wrażeń, woląc kontemplować sobie metalową rzeczywistość, ale lojalnie wsparła go w sprawdzaniu przez glify fragmentów trasy, gotowa interweniować w razie potrzeby wedle podanych przezeń instrukcji. Na szczęście obyło się bez komplikacji, a łowca prześlizgnął się przez przeszkody ślisko jak wąż, którego przegoniła z glifu otwierającego kwaterę Nieśmiertelnego.
Dobra robota – automatonka skomentowała z uznaniem jego popisowy numer, kiedy wracali nocą do kryjówki.
W obozowisku, kiedy łowca oczyszczał ekwipunek i szykował się do snu, na resztę nocy Aza ponownie zjednoczyła się z Basztą i studiowała ją przez glif. Nie dawało jej spokoju, dlaczego Imperium w dawnych czasach zrezygnowało z eksploatacji tak przemyślanego konstruktu technologicznego, który dostarczał mu broni i bojowych automatonów. Pozostawienie tak produktywnej Baszty kłóciło się z militarnym pragmatyzmem legionistów, zatem musiał kryć się za tym jakiś poważny powód. W tym kontekście zastanawiał ją także sabotaż mostu. Niestety zaspokojenie ciekawości musiało poczekać jeszcze trochę, do czasu powrotu do Ścianek i rozmowy z Izajaszem oraz wyprawy do drugiej, odłączonej od Baszty części konstrukcji.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Noc I

Post autor: Lasota » 11 gru 2022, 21:20

Jackowsky złapał się za głowę, kiedy ujrzał wizję tego, co miało się wydarzyć. Nie panował nad serią migoczących scen następujących jedna za drugą. Cierpienie i śmierć wypełniło jego świadomość. W ciszy przeżywał istne szaleństwo, sparaliżowany własnym darem. Jedno z dzieci opuściło dom.
Jaskinie Frederica Zapłonęły zielone ognie.
Wyszli noszący starożytne mundury legionu dwunastego. Było ich pięciu. Trzech legionistów na czele z centurionem Fredericem dzierżyli żelazne kilofy. Za nimi szła odziana w ciemne szaty zakapturzona postać, nienaturalnie chuda i rosła. Niektórzy z żołnierzy trzymali pochodnie, rozświetlając płomieniami mrok nocy.
Niespodziewanie tajemnicza postać wyprzedziła oddział, który ewidentnie kierował się ku jadalni Lochy. Zamierzali zaatakować centrum.
— GRZMOT!!! — tubalny ryk, zniekształcony szumem i pękającymi strunami z mosiądzu, poniósł się po Ściankach. — Idę po ciebie! ZDECHNIESZ!!! — Głos wydawał ci się dziwnie znajomy. Instynktownie wiedziałeś, kto zapragnął twojej śmierci.
Dom rodziny Daniela Kiedy krzyk tajemniczego przeszył wasze uszy, w tym samym czasie stopiona skała zaśpiewała rytmiczną pieśń stukania. Pierw co kilka odbić serca. Potem co trzy. Potem co jedno. A potem w rytmie kolibra rdzawoczerwone pajęczaki przebiły się, wydostając się z tunelów wprost do wnętrza enklawy weterana. Dwa stworzenia z miedzi, trybików, sprężyn oraz pneumatycznych młotów wypełzło, ruszając natychmiast w kierunku pomieszczenia, gdzie skrywały się dzieci. Pomimo małych rozmiarów, zaciekle pokonywały dystans.
Rozpoczęła się walka.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 183
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Dzień II

Post autor: Lasota » 17 sty 2023, 14:08

Dzień II Zielone iskierki odbijały się w ślepiach sokoła, gdy obserwował on zielone płomienie w mroku. Przemieszczały się w ciemności niczym błędne ogniki, żwawo, ale chaotycznie. Zwiastuny niechybnego, krwawego losu. Później zaryczał mechaniczny głos, obiecując zgubę, a w tym samym czasie sokół zawył. Rozprostował skrzydła, wyleciał z gniazda na dźwigarze zerwanego mostu, pikował wprost na lecznicę.
Wyhamował szaleńczy zryw ku ziemi, kiedy po raz pierwszy wystrzelił pistolet. Leciał nad ukrytym w cieniu myśliwym, ominął procarza, aby gwałtownie zawrócić i przelecieć obok górników podpalających namiot Lochy. Kierował się do chaty starego legionisty, z której wypadli na zewnątrz mieszkańcy, niektórzy z nich byli ranni, lecz pomimo miernego stanu zamierzali odeprzeć atak. Napędzani strachem czy determinacją patrzyli, jak nadciągała gniewna dusza gubernatora zaklęta w miedzianą skorupę. Automaton zaszarżował, wdzierając się w sam środek obrońców. Sokół wylądował na dachu. Przekręcił łebek na bok i śledził wzrokiem potyczkę, w której ginęli ludzie z rąk mechanicznego stworzenia. Zabijało ono bez litości, znosząc wiele ciosów, a nawet nabój prosto w głowę. Drugi raz wystrzelono, w ułamku sekundy zdradził pozycję strzelec w błysku wyplutego z lufy ognia, żeby ponownie zlać się z ciemnością. Skrzydlaty obserwator, spostrzegłszy bieg górników, wzniósł się ponownie. Leciał nisko, zwinnie unikając ciosów sąsiada przeciw sąsiadowi, pocisków z proc wymierzonych w tych, z którymi pito alkohol. W tej walce nie było chwały, niczego szczytnego, krew i flaki rozpryskały się na kamiennym podłożu.
Jackowsky się wzdrygnął, skulony w pozycji narodzonego dziecka. W konwulsjach przeżywał koszmarną wizję.
Sokół oberwał pociskiem w skrzydło. Boleśnie zderzył się z ziemią, pisnął żałośnie.
Zraniona Furia stanęła naprzeciw Maksymilianowi. Wiedziała, co należało uczynić, żeby go powstrzymać. Wykorzystała zamieszanie, żeby odnaleźć jego klucz, którego zatrzymanie spowodowałoby unieruchomienie maszyny. Słaby punkt mechanizmu znajdował się z tyłu głowy, więc wojowniczka zwinnymi ruchami skróciła dystans. Umknęła przed pierwszymi zamachami kończyn nakręconego człowieka, ale kiedy zamierzała wykonać ostateczny ruch, gubernator pochwycił ją oburącz. W żelaznym uścisku zamknął ją w ramionach. Żebra pękały, zaś morderczyni zdzierała gardło w krzyku. Twarz Maksymiliana nie posiadała żadnych rys, poza jednym okiem niczym u cyklopa, które namiętnie oglądało wydzierane z ofiary życie. Ta w końcu się poddała, a kiedy zginęła, została porzucona niczym szmaciana lalka, żeby sekundę później być zdeptaną przez uczestników walki. Zwycięstwo maszyny było chwilowe, ponieważ znienacka zaatakowały gobliny. Croll wraz z Gnarkiem wspięli się na Maksymiliana, przy okazji go okładając czym popadnie. Olbrzym próbował zrzucić z siebie napastników, jednak poniósł porażkę w starciu z sprytnymi pokurczami. Ręka o sześciu palcach złapała za klucz i zatrzymała mechanizm. Automaton stanął, przekształcając się w posąg z blach, sprężyn i trybików.
Frederic, uczestnicząc w kotle brutalnej potyczki, wymieniał się razami z Danielem. Weteran znał technikę walki, ale starość odebrała mu siły, więc pomimo starań, oddał pole młodszemu mężczyźnie. Ten, metodycznie, wyłupując fragment po fragmencie tarczy żołnierza za sprawą dzierżonego kilofa, zdobywał przewagę, aż powalił przeciwnika. Daniel spojrzał na górującego nad nim przywódcę górników.
— Agh! Skończ wreszcie ten teatrzyk! Hańbisz naszą historię! — przemówił chwilę przed śmiercią Daniel. Nie odwrócił wzroku od swego zabójcy, chciał widzieć, w jaki sposób odejdzie z tego świata.
Frederic jedynie się uśmiechnął. Uniósł kilof nad głowę, a potem dziura zionęła z jego czoła, zawartość czaszki ubarwiła weterana. Szaleńczym spojrzeniem Daniel próbował wyłapać, co się stało. Kiedy ciało górnika opadło na brzuch, odkryło stojącego za nim Dantego. Lufa pistoletu leniwie dymiła.
Po śmierci przywódców, pozostali przy życiu żołnierze rzucili w cholerę kilofy. Od was zależał ich dalszy los.
Zielone płomienie zgasły, albowiem cień rozpadliny oddawał pole promieniom słonecznym. Wschód słońca odkrył pokonanych, w pomarańczowym świetle skąpał zwłoki poległych, ale ujawnił również zwycięzców. Podopieczni Crolla, kiedy ich mistrz walczył, pobiegli po wiadra z wodą, żeby ugasić pożar w lecznicy. Niedługo później zostało po nim wspomnienie, płachty namiotów jeszcze lekko dymiły.
Wygraliście potyczkę. Przeżyliście pierwszą noc.
Rozpoczął się kolejny dzień, a wraz z nim przewagi się odwróciły. Jak zamierzaliście to wykorzystać?
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 112
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: Potłuczone jajca
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 23 sty 2023, 20:49

Obrazek
Pierwsze promienie słońca ujawniły tożsamość zwłok zaległych na placu po ledwie skończonej bitwie, a wraz z nimi przestrzeń wypełnił triumfalny ryk orka. Głos odbił się echem od ścian wąwozu, oświadczając wszem i wobec, że plan górników spalił na panewce, a zarządcą Ścianek wciąż pozostaje Grzmot. W prawdzie poobijany, ale i zadowolony z szybkiej zemsty jakiej dokonał na jednym z konstruktów – wszak nie spodziewał się takiej zaciekłości po pająkowatych maszynach – ork ocenił straty.
W odparciu napastnika ogromne zasługi mieli zarówno Dante, którego celne oko przechyliło szalę zwycięstwa, jak i przewagi psychologicznej wobec napastników na ich stronę, lecz także gobliny, które wspólnymi siłami zdołały wyłączyć coś, co przypominało mechaniczną wersję poprzedniego gubernatora. Grzmot dobrze to sobie zapamiętał.
— Spisałyście się. Zwłoki naszej towarzyszki spalcie, nie chce, żeby mi tu kolejnej nocy wróciła zza grobu, jak ten w rzyć dźgany grubas. Pozostałych do Crolla, na nawóz, skurwysynów, ale najpierw przeszukać. — Zwrócił się do dwu pozostałych furii nie znoszącym sprzeciwu tonem, a następnie oddalił bez wyjaśnień.
Niedługo później, Grzmot przekroczył wejście do jaskini górników, teraz pozbawionych dowództwa i zapału, którym wykazywali się jeszcze wczoraj, wykopując na zbity ryj krasnoludkę i próbując uprowadzić gobliniego medyka.
— Thomas! THOMAS!! — Wrzasnął już na wejściu zaznaczając swą obecność oraz zamiar spotkania z człowiekiem, który jako jedyny z całej buntowniczej bandy wykazywał skłonność do współpracy. W obecnej sytuacji nie miał już Frederica zacięcie stawającego okoniem, ani górników, którzy rozpierzchli się jak szczury po utracie swego dowódcy. Jak tylko Grzmot skonfrontował się z wywołanym człekiem, tak szybko zaczął wyjaśniać mu nową sytuację, w której się znaleźli.
— Myśleliście, zakute krecie łby, że tak łatwo będzie się nas pozbyć?! Hę? HĘ?!! To żeście się przeliczyli. Ten skurwysyn… — Splunął. — Frederic leży z dziurą we łbie na placu, a wasza maszyna jest wyłączona. Gówno warte, ślepe skurwysyny. Próbowaliśmy wam wyjaśnić, że to nie my stanowimy zagrożenie. Ale teraz… — Ork wyszczerzył się możliwie paskudnie, a ku temu nie musiał się nawet trudzić, wyrżnął pięścią w ścianę i kontynuował.
— Teraz powinno się was wszystkich skrócić o te puste łby, ale możecie tego uniknąć. Los ich wszystkich, każdego zasranego kopacza leży w twoich rękach Thomas, a twój, należy do mnie, dlatego zrobimy tak. Wydasz mi gówniarzy, tylko MY jesteśmy w stanie zapewnić im ochronę. Przed mechanicznymi pająkami, robo-ludźmi i zwykłymi ścierwami, takimi jak. — Splunął ponownie. — Frederic. —
— Jeszcze nie skończyłem. Oprócz dzieci, opowiesz mi o wszystkim, co się tutaj działo pod zarządem tego pierdolniętego pseudo-legionisty. Skąd wziął się u was konstrukt ludzkich rozmiarów? Za czym tam ryjecie, jak głęboko już zeszliście i skąd wzięliście rynsztunek Legionów? Opowiesz mi ze szczegółami o nocy, w której zaginął ten smark Darek, bo wiem, że zaginął u was. Tylko wtedy, pod warunkiem, że wyjaśnisz mi wszystkie wątpliwości, pozwolę wam żyć i służyć Ściankom, czyli mnie. To twoja i ich ostatnia szansa, nie zmarnuj jej. —
Thomas, choć nie mógł o tym wiedzieć, nie był pierwszym, którego ork zdecydował wypytać. Dokładnie te same pytania odnośnie głębokości i celu wykopu, uzbrojenia oraz okoliczności zniknięcia pierwszego z dzieci usłyszeli pokonani w bitwie górnicy, a przynajmniej ci, którzy dożyli świtu i sami złożyli broń.
Ilość słów: 0

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 24 sty 2023, 19:44

Obrazek

Zapalił niewielką lampkę oliwną przed ołtarzem Pramatki, a jej nieśmiały, migoczący płomień, pobudzający cienie do szalonego tańca, przyniósł wspomnienie poprzedniej nocy. Symbol wdzięczności za poświęcenie poległych. Symbol wdzięczności za opatrzność i przetrwanie aż do świtu. Symbol wdzięczności za uwolnienie części tej złej energii, zaległej w starych skałach wąwozu. Zielone płomienie spadły w nocy na Ścianki i oczyściły ziemię, tę ziemię. Wypalając piętno na tych, którzy przetrwali. Wiele urazów i bruzd zdobiło już ich dusze. Ostatnie wydarzenia nie odmieniły ich, ale dalej hartowały.
Starcie z wrogo nastawionymi górnikami, kierowanymi przez Frederica i mrocznego automatona, stworzyło potężną wyrwę w ich jedności. Jednak przetrwali. Z pewnością gobliny, które uciekły przed natarciem, mocno by oberwały za niesubordynację i strach, ale dzięki nim lecznica została ugaszona. Niewielkie straty – będą w stanie naprawić te nieliczne zniszczenia, które zdążył wyrządzić ogień. Croll natomiast razem ze swoim paskudnym zielonym towarzyszem rzucili się na kupę wrogiego żelastwa. Nawet nie pamiętał, która z obślizgłych dłoni wyrwała mechanizm, jak serce z piersi bestii, unieruchamiając Maksymiliana. Jednak wygrali.
Nie było jednak czasu na odpoczynek. Kapłan bez słowa zabrał swoich wiernych. Ograbił ze wszelkich drogocenności ciała poległych. Tych po stronie wroga, jak i sojuszników. Ściągnął z nich uzbrojenie, zabierając dla siebie starożytny mundur legionistów, resztę oddając społeczności. Przeszukał razem z goblinami każdą kieszonkę w koszuli, każdy palec u ręki, każdy ząb w gębie – czy aby na pewno nie przegapili wartościowych przedmiotów. I stosy ciał poszły na przemianę. Nowa pożywka oznaczała zwiększoną produkcję grzybów. Śmierć przynosiła również nadzieję lepszego jutra dla tych, którzy przetrwali. Na nowo rozległy się chóralne krzyki w pobliżu mosiężnego mostu: Śmierć! Rozkład! Rozkwit! Tym razem nie słychać było nowego hasła o odrodzeniu. Nie wiedzieć dlaczego. Czy odradzać miały się tylko gobliny? Czy odrodzenie przyszługuje tym, którzy poświęcili swoje życie dla społeczności? Czy wybór tego, który dostąpi odrodzenia, zależał jedynie od kaprysu posępnego pielgrzyma?
Nim skończyli sprzątać pobojowisko, niczym mrówki oczyszczające las, a potężny ork zajął się sprawami „dyplomacji”, zdążyli zagonić do pracy żołnierzy, którzy poddali się po śmierci swojego przywódcy. Instruowani przez niewyrosłych kapłanów mieli zagospodarować jaskinie mieszkalne, których właściciele nie powrócą już więcej do swoich domów. Pozostałych natomiast stłoczyli w mniejszej liczbie izb. Przegrani nie mieli już prawa do wygód i decydowania o swoim losie. Dzięki temu miejscowi hodowcy mieli nową plantację grzybów. Croll wykorzystał ten moment na przejrzenie rzeczy zmarłych. A może odnajdzie tam coś cennego?
Ilość słów: 0
Obrazek

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 215
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: W pełni sił; cuchnie apteką i gnojem
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 29 sty 2023, 20:45

Obrazek
Tą noc pamiętał jak przez mgłę. Wiedział tylko, że zaczęło się od drużyny kopaczy Fredericka, maszerującej by podpalić lecznicę Lochy. Cała reszta była gonitwą przez półmrok, połączoną z próbami odparcia ataku z użyciem pistoletu. Gdy metalowy upiór Maksymiliana rzucił się na niego pod domem Daniela... to równie dobrze mógł być koniec. Tylko fart i wsparcie jednej z orkowych furii sprawiły, że posłana z kapiszonu kula wleciała między tryby przeklętej maszynerii, uszkadzając automatona na tyle, by ułatwić dwójce goblinów dostanie się do mechanizmu na jego plecach. Rychło w czas.
Samego Fredericka zabił przez przypadek. Był we właściwym miejscu i czasie, gdy młodszy i silniejszy przywódca powalił tego, którego nazywał przyjacielem. Miał w końcu czysty strzał, więc ściągnął spust, ratując Daniela przed otrzymaniem ostatecznego ciosu. Niczego nie żałował, mimo że wcześniej żywił Fredericka co najwyżej niechęcią. Nigdy nienawiścią. Co zaś do dziewięćdziesięciolatka — ktoś kto tyle przeżył na tym łez padole nie powinien zdychać w beznadziejnej walce na jakiejś zapomnianej przez opatrzność platformie na krańcu świata. Tak się po prostu nie godziło. Po wszystkim, pomógł mężczyźnie wstać i wyprowadził ze środka bitewnej zawieruchy, w której w ogóle nie powinien się znaleźć w tym wieku, do lazaretu lub jego domu. Tam gdzie staruszek sobie życzył.
Walka potrwała jeszcze trochę, a potem przyszedł ranek. Przeważyli. Wygrali potyczkę, mimo ogromnych strat w ludziach Daniela. Dante posnuł się trochę po pobojowisku, pomagając przenosić trupy i rannych. Zauważył, że tych drugich było zdecydowanie mniej niż tych pierwszych. Ekwipunek pseudolegionistów mógł stanowić łakomy kąsek, na który były najemnik się jednak nie połasił. Był natomiast za tym, by niedawnych agresorów nie zabijać, przynajmniej nie od razu. Był przekonany, że będzie można znaleźć dla nich lepsze „zastosowanie”, ponadto ślepa zemsta utrudni tylko pertraktacje z pozostałym przy życiu Thomasem.
Utrudnić mogło je też pojawienie się zabójcy byłego przywódcy po lewej stronie platformy, więc Dante celowo odstąpił od asystowania w zamiarach Grzmota. Spomiędzy pozostałego bałaganu wyłowił wzrokiem sokoła — tego samego, którego od dłuższego czasu starał się skłonić do współpracy. Ranny w skrzydło ptak nie był w stanie odlecieć o własnych siłach. Oceniając, że alternatywami są albo szybkie dobicie zwierzęcia, albo pozostawienie go samemu sobie, by zdechł z głodu lub odniesionych ran, łowczy spróbował ostrożnie podnieść ptaka i zanieść go do lecznicy Lochy, by poprosić ją o przysługę. Miał nadzieję, że goblinka znajdzie moment, między zajmowaniem się faktycznymi pacjentami, by połatać mu skrzydło. Koniec końców — gdyby nie udział Dantego, to cała lecznica mogłaby dziś nie stać tam gdzie stoi, nawet jeśli ostatecznie gasił ją ktoś inny.
Po wszystkim, jeśli starczyło poranka, ponownie udał się w kazamaty domu Daniela, by zerknąć bystrym okiem na miejsce, z którego — według relacji jego pilnujących porządku w Ściankach towarzyszy — wylazły w nocy mechaniczne pająki, które usiłowały porwać zgromadzoną tam dzieciarnię. Skoro mogły stamtąd wyjść, to może dało się tam również wejść...? Tudzież zakopać przejście, odcinając możliwość powrotu maszyn kolejnej nocy akurat przez to miejsce.
Ilość słów: 0

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 782
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » wczoraj, 23:58

Obrazek
Poranek zastał młodego łowcę na przygotowaniach. Hirvo sprawdził strzały w kołczanie i naciąg swojego łuku. Przykucnąwszy, upewnił się, czy nóż wysuwa się gładko z pokrowca w cholewie, poprawił kamuflaż, po czym zabrał się za przygotowywanie zapasów na wyprawę. Hubka i krzesiwo, prowiant, lina, pochodnia, narzędzia, odzyskany wczorajszej nocy eliksir leczniczy. Wszystko w komplecie i na swoich miejscach. Gotowe do użycia, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Chłopak spakował dobytek, ściągnął paski i rzemienie plecaka, by sprzączki nie podzwaniały podczas marszu. Podnosząc się z przyklęku, w którym spędził większą część preparacji, spojrzał ku sklepieniu, oddychając zapachem baszty i wsłuchując się w odległe dźwięki niesione echem po wiekowych ścianach. Jeżeli kilkuletnia praktyka łowcy nauczyła go czegoś, to na pewno tego, że życie zawsze znajdowało drogę. Każdy kolejny dzień w wieży pożeranej przez kwitnącą i tętniącą życiem entropię był potwierdzeniem tej wiekowej jak Starzy Bogowie prawdy.
Przygotowania do wypadu zakończył krótką toaletą i nasyceniem porannego głodu śniadaniem z suchego prowiantu. Przeżuwając twarde jak podeszwa solone mięso, myślał o tym, co ich dziś czeka. Poszukiwania części zdatnych do naprawy windy lub usprawnienia Azy. Szukanie grzybów lub innego źródła toksyn, które pozwolą im się uwolnić od krasnoludzkich rekieterów. W końcu dodatkowe zapasy pożywienia dla wioski, o których znalezienie zamierzał poprosić mistrzynię. Zaiste, zapowiadał się pracowity dzień.
Wkrótce potem zwrócił się do starszej łowczyni, streszczając jej wydarzenia minionej nocy oraz odkrył przed nią rewelację na temat nieomal profetycznej więzi, którą małej automatonce udało nawiązać się z basztą. Opowiedział, jak dzięki jej wizjom udało im się pozyskać rynsztunek poległych awanturników i wtajemniczył ją w ich dzisiejsze plany, oszczędzając przy tym szczegółów na temat wytrucia krasnoludów.
Ilość słów: 0
Obrazek

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 241
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » dzisiaj, 0:47

Obrazek
Dziś był bohaterem. Jednym z tych, z których po cichu się naigrawał. Tej nocy siekał wrogów niczym szaleńczy berserker, bił z procy kamień za kamieniem, a na koniec, samojeden rozprawił się z gargantuiczną maszyną. Tą samą, co ułamek sekundy wcześniej powaliła orczą Furię, miażdżąc ją jak łupinę orzecha wciśniętą między zawiasy otwieranych drzwi. Tak, dziś Gnark był bohaterem. A stał się nim, zamordowawszy pozostałość jestestwa jedynego człowieka, którego darzył w tej dziurze jakimkolwiek szacunkiem.
Z zaciekawieniem patrzył na drżące, pokaleczone palce, zmęczone wysiłkiem i stygnące w pobitewnych przykurczach. Łypał na poległych, momentalnie rozpoznając sylwetki zdatnych do uratowania. Tych zimnych raczył równie adekwatnym spojrzeniem. Nie żałował ich, wszak oddali się słusznej sprawie. Jednocześnie, goblin cieszył się, że nie leży pośród nich.
Przetrwanie lecznicy zgasiło jego wewnętrzny niepokój. Nie żałował samego miejsca, wbrew pozorom, nie był do niego tak przywiązany, jak pozwalał innym w to wierzyć. Lecznica była jednakże symbolem jego statusu, bez niej, brudne łapska tubylców dużo łacniej sięgałyby po jego szyję, tylko dlatego, że miał dłuższe uszy i był cięty z metra.
Zemsta za każdy ten czyn nadejdzie, uznał. Tylko jeszcze nie teraz.
Także na później odłożył konfrontację ze swoją matką. Zbyt zmęczony na potyczkę słowną postanowił wykorzystać okoliczności i spożytkować czas na połatanie weteranów. Rozpoczął od krasnoludzicy, z którą ramię w ramię toczył walkę z blaszanymi pokrakami. Niezdarne dziewczę zrobiło mniej niż on sam.
Zrobił jej szybką obdukcję, sprawdził stan ran, odkaził i zaszył te otwarte, natłuścił potłuczenia, a na koniec zajrzał jej głęboko w oczy, szukając objawów wstrząsu.
— Będziesz żyć — oznajmił, chowając przybory do torby.
Ilość słów: 0
Obrazek

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław