Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 57
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Bajarz » 09 paź 2020, 9:36

Obrazek
Śnieg zaczął padać jeszcze przed Midinváerne i mimo, że do Imbaelk zostało ledwie kilka dni, biały puch wciąż płynął sennie z nieba. W Novigradzie, i wzdłuż całego wybrzeża, ciepły wiatr od morza szybko pozbywał się zalegającego śniegu. Ale z tego co mówili przyjezdni wynikało, że w głębi lądu zima nie jest tak łaskawa. Drożne były tylko główne trakty, a wiele wsi i miasteczek zostało całkowicie odciętych przez zwały śniegu. Wobec tego Lizie nie uśmiechało się opuszczanie Novigradu, miasta które dawało pracę, rozrywkę i względne bezpieczeństwo (niekoniecznie w tej kolejności). Niestety, jej (a w zasadzie Minou) ostatnia aktywność przyciągnęły uwagę stróżów prawa, na kontakt z którymi, nawet przelotny, ochoty nie miała.
Zanim strażnicy wpadli na jej trop, Luiza zdążyła przygotować się do podróży. Wszystko co było zbyteczne bądź zbyt nieporęczne, aby zabrać ze sobą, spieniężyła. Niestety ze względu na pośpiech, sprzedawała znacznie poniżej wartości, jednak jej własna skóra była jej cenniejsza niż parę dodatkowych kopperów. Ostatecznie pewnego pochmurnego, śnieżnego poranka wymknęła się z wynajmowanej izdebki i po dachach dotarła w pobliże Bramy Klasztornej, przez którą wymknęła się w grupie podrostków ruszających zbierać chrust. Zależało jej, aby ewentualni ścigający jak najpóźniej dowiedzieli się o jej ucieczce z miasta. Ruszyła na zachód, głównym, tretogorskim traktem, a prószący śnieg szybko przykrywał jej ślady.
Nie uszła nawet dwóch mil, gdy usłyszała za sobą tętent końskich kopyt. Już chciała umykać w przydrożne zarośla, ale rzut oka przez ramię uspokoił ją - pędził za nią zaprzężony w cztery konie wóz królewskiej poczty. Luiza nie zastanawiała się długo, bo też nie miała na to czasu, wóz pędził na prawdę szybko. Stanęła na skraju traktu i udając, że szuka czegoś w torbie, bacznie obserwowała pojazd. Woźnica również musiał ją zauważyć, bo lekko zwolnił i odjechał od krawędzi traktu, przy którym stała. Nie mógł oczywiście się zatrzymać żeby ją zabrać, królewskie prawo pozwalało wsiadać i wysiadać z wozów pocztowych jedynie w stacjach. Z resztą panna Tenebris nie byłaby sobą, gdyby pojechała "legalnie". Gdy pierwsza para koni zrównała się z Luizą, ta spięła się w sobie i skupiła wzrok w miejscu, gdzie za moment pojawić się miała burta wozu. Mgnienie oka później, gdy minęła ją już połowa wozu, wystrzeliła jak z procy w jego stronę. Prawą nogą trafiła na boczny stopień, z którego odbiła się w górę, a lewą ręką chwyciła się liny biegnącej wzdłuż dachu wozu, po chwili dołożyła drugą rękę i tak zwisając z pędzącego wozu przesunęła się na jego tył i siadła wygodnie na zamocowanym tam kufrze, wciskając nogi między niego, a tylną burtę pojazdu. Woźnica nie zareagował, więc albo nie spostrzegł jej akrobacji, albo zwyczajnie miał to w nosie. Tak czy inaczej, rada że swego wyczynu Luiza okutała się ciasno płaszczem i radował oczy szybko przesuwającym się krajobrazem.
Po jakimś czasie dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa. Wzdrygnęła się i zdała sobie sprawę, że już nie pada, a przez rzednące chmury nieśmiało przeziera słońce. Jego promienie padały jej na prawy policzek, więc musiało już być południe. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że musiała przysnąć. Na szczęście dobrze się umościła i nie spadła po drodze z kufra. Po chwili skonstatowała, że wóz zwalnia, a z oddali słychać było szczekanie psów. Zbliżali się do stacji pocztowej.
Aby nie dać się przyłapać na nielegalnej jeździe, zaczęła powoli gramolić się na kufer. Stanęła na nim i kiedy szczekania psów stały się naprawdę bliskie, a wóz jeszcze bardziej zwolnił, zeskoczyła zgrabnie na trakt. Szybko poprawiła ubranie i tobołek i jak gdyby nigdy nic ruszyła wesołym, choć nieco sztywnym krokiem w ślad za wozem. Jak się okazało, zeskoczyła w ostatniej chwili, bo zaledwie trzy staja przed sobą zobaczyła pierwsze zabudowania.
Luiza wiedziała, że wieś założona została ledwie kilka lat temu, a zwano ją Cintryjskim Siołem. Osada położona była na łagodnie opadającym i pokrytym teraz grubą śnieżną pierzyną zboczu pagórka. Jego szczy znajdował się na lewo od traktu, tam też stał wiatrak. Zarówno on, jak i wszystkie widoczne zabudowania wyglądały na solidne i dość nowe, deski i belki nie zdążyły jeszcze dobrze poszarzeć. W centrum wsi, u zbiegu pięciu dróg (z Novigradu, Tretogoru, Oxenfurtu, Rdestowej Łąki i Żurawiej Kępy), znajdował się duży, jedyny murowany tutaj budynek, do którego podjechał właśnie wóz pocztowy – stacja redańskiej poczty.
Delikatny podmuch wiatru od strony zabudowań przygnał dym z kominów, a z nim zapachy, które uzmysłowiły Luizie jak bardzo jest głodna i obolała. Z nadzieją, że we wsi jest jakaś gospoda, w której mogłaby się posilić i rozprostować kości przy piecu, ruszyła przed siebie.
Ostatnio zmieniony 12 paź 2020, 18:14 przez Bajarz, łącznie zmieniany 1 raz.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 336
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Juno » 24 lis 2020, 13:52

Obrazek
Podać, podać, a jakże! — zapewniła skwapliwie Luiza, zacierając ręce. — Grzane — dodała, odwracając się zaraz ku chudej służce. — Słyszałam, że…
Nie dane jej było wyjawić, co też słyszała, albowiem czarnowłosa dziewka oberwała właśnie śnieżką po głowie, a sama Tenebris — jadłem w twarz.
Niewiele myśląc akrobatka pokosztowała zaplątanej w kapustę kaszy, która wylądowała jej była na policzku i pokiwawszy głową z uznaniem dla talentów kulinarnych kucharki, jęła obserwować całe zajście, rechocząc pod nosem wespół z pozostałymi.
I chyba ździebko na końskie zaloty, widzi mi się, za stary — dorzuciła w odpowiedzi, parskając śmiechem. — Luiza Tenebris — odkłoniła się niziołce, mrugnąwszy filuternie. — Również do usług.
Jakie usługi miała na myśli — nie zdradziła. Strzepnąwszy z siebie resztki wystygłych krup, zajęła miejsce za stołem, oczekując na podanie pełnoprawnego jadła i napitku. Oraz na Avigdora, zbierającego się z podłogi.
Nie wiedziałam, że z waści taki żartowniś — zagaiła drwiąco, gdy już dopełzł do ławy. — Ale wiem już za to, czemu akurat tutaj nocleg najczęściej ci wypada. Wcale ładny ten twój powód. — Tenebris wyszczerzyła zęby w uśmiechu, widząc minę Erle i prewencyjnie schowała się za stojącym na blacie dzbanem.
A skoro już o noclegach mowa — podjęła po chwili, zwracając się do Cinii Biberveldt. — Można tu u was izbę jaką nająć, pani gospodarzowo? Wstępnie na parę dni, a potem — dziewczyna urwała i zamyśliła się na moment, po czym wzruszyła ramionami, uśmiechając się półgębkiem. — A potem się zobaczy, co los przyniesie.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 57
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Bajarz » 24 lis 2020, 18:39

Żeby to jeszcze zaloty były... — powiedziała Cinia w czasie, kiedy Avigdor zebrał swoje rzeczy z podłogi i dosiadł się do Luizy. — Ach, to już się znacie? — zapytała, nie ukrywając kwaśnej miny.
A znamy, znamy — powiedział woźnica, znów szczerząc połamane zęby. Gospodyni fuknęła pod nosem i odwróciła się tyłem, kontynuując przygotowywanie potraw. — A bez żartów to żyć się nie da! — To powiedział już do siedzącej obok, po czym poklepał się po udach z głośnym "Uch! Ha!". Widać było, że mimo porządnego lania, humor go nie opuszczał.
Na okrzyk Avigdora dziewki i Cinia wyraźnie się skrzywiły, a siedzący obok chłopi przerwali pasjonującą dyskusję o cenach wełny i zaczęli mruczeć pod nosami z irytacją. Jedynie dwaj siedzący przy drzwiach, którzy byli interesujący dla Minou, zdawali się nie reagować na otoczenie i zawzięcie, choć cicho, dyskutowali pochyleni nad rozłożonymi na stole przedmiotami.
Że jak? — odpowiedział pytaniem na pytanie Avigdor. — Gdzież ja, a gdzie Erle. A przecież i nie tu sypiam. Normalnie, w stacji.
Tym czasem na stole wylądowały dwa gliniane kubki parującego grzanego piwa. Na dwóch drewnianych talerzach pojawiły się grube pajdy bialutkiego chleba i plastry gorącej baraniny, która pokryta była czarnymi prążkami, pozostawionymi przez ruszt. Wreszcie na końcu wyższa z dziewek podała sporą miskę kapusty z kaszą. W tym momencie Avigdor oderwał od ust kufel i wyciągnął puste naczynie w kierunku podającej jedzenie. Ta bez słowa odebrała go i ruszyła na zaplecze.
Izby noclegowej nie mamy — powiedziała hobbitka w reakcji na pytanie Luizy. — Ale żebyś nie musiała w stacji spać — co mówiąc, patrzyła z niewyraźną miną na Avigdora — każę ci naszykować w czarnej. Tam nie zmarzniesz.
Na słowa Cinii Avigdor pokręcił tylko głową, po czym zabrał się za jedzenie.
No, czuć, że Hugo marynował — powiedział, machając kawałkiem nadgryzionej baraniny i patrząc jednocześnie wyzywająco na gospodynię. — Bo ci ostygnie, wsuwaj — ponaglił Luizę.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 336
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Juno » 27 lis 2020, 23:22

Obrazek
Luizy nie trzeba było ponaglać, choć istotnie zaliczyła drobny falstart względem Avigdora. Stało się tak za sprawą kolejnego kichnięcia oraz nazbyt wytężonej myśli, którą zaprzątnęły jej na moment tutejsze stosunki międzyludzkie. Albo, dumała sobie, pocztylion rzeczywiście jest ździebko przytrzymany, jak twierdzi niziołka, i przez to irytujący dla otoczenia, albo chodzi o co innego... O co?
Przyjrzała się badawczo woźnicy, nie łapiącemu tudzież nie podejmującemu zgodnie z jej intencją mało wyszukanych aluzji, potem dziewkom służebnym i samej Cinii Biberveldt, jednak jako istota natury niecierpliwej, a przy tym chwilowo wygłodzona, prędko poniechała dumania na rzecz wsuwania.
Solidną porcję mocno zaprawionej czosnkiem i ziołami baraniny zjadła ze smakiem, w milczeniu i mgnieniu oka, dopychając się jak nigdy chlebem i kaszą z kapustą. Zwykle bowiem wystarczało jej samo mięso, by się najeść, ale najwyraźniej zimowa podróż z Novigradu dała jej w kość bardziej, niż sądziła. Popiwszy całość już nie gorącym, ale wciąż ciepłym, słodko-gorzkim trunkiem o korzennym aromacie akrobatka otarła usta rękawem, nieudolnie stłumiła beknięcie i bezceremonialnie popuściła pasa.
Ach, niebo w gębie! — westchnęła z lubością Minou, czując rozlewające się po ciele ciepło i błogość.
Po chwili dźwignęła się z ławy zupełnie nie po kociemu i podeszła do Cinii pod pretekstem napełnienia kufla.
Pani gospodarzowo — zagaiła, zniżając głos, ale nie samą siebie, bo stojąca na taborecie hobbitka była jej niemal równa wzrostem. — Co za „czarna”, jeśli wolno spytać? Nie chcę wam kłopotu robić, a skoro w tej ichniej stacji można izbę wynająć... — Luiza urwała i obejrzała się ukradkiem na Avigdora.
Z nim coś nie tak? Jakoś krzywo nań spozieracie. Rada bym poznać powód, bośmy się co dopiero, w drodze tutaj, poznajomili. A mnie kłopoty niepotrzebne. — Dziewczyna konfidencjonalnie nachyliła się do niziołki i prawie bezgłośnie, samym ruchem warg zapytała: — To jakiś zboczeniec?
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 57
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Bajarz » 30 lis 2020, 13:44

Ba! Wiadomo! Nawet w Novigradzie nie łatwo tak dobrego jadła dostać! — Poparł zachwyt Luizy Avigdor. — A i piwo Hugo też przednie warzy... O właśnie!
Ostatnie słowa woźnica skierował do donoszącej właśnie pełne kufle blondynki. Odebrał swój i od razu opróżnił go do połowy, po czym sapną głośno, rozparł się na ławie i powoli zaczął skubać kolejny plaster baraniny. Wzrok wbił w ścianę gdzieś pod sufitem i zdawał się głęboko zamyślony. Nie zwrócił nawet uwagi, kiedy dziewczyna wstała od stołu.
A dajże spokój, nie będziesz w tej stajni spała! — Odpowiedziała Cinia na sugestię Luizy. — No w czarnej izbie kazałam ci pościelić, na przypiecku. O, tam. — Wypowiadając ostatnie słowa, wskazała głową na drzwi zaraz obok paleniska. — Avigdora bać się nie musisz, on nie z takich. A że go nie lubię... Moja to rzecz.
W międzyczasie liczba gości w karczmie znacznie zmalała. Pozostało już tylko pięciu chłopów przy jednym stole. Ich rozmowa była już mniej żywiołowa, za to coraz bardziej bełkotliwa. Zmieniła się również tematyka — teraz dominowała kwestia domysłów z kim córka niejakiego Landora chadzała do lasu, bo zaraz będzie rodzić, a po ojcu ani widu ani słychu.
Stół przy drzwiach nadal był zajęty, ale Minou zauważyła w trakcie rozmowy z Cinią, że mężczyzna siedzący tyłem do sali wyszedł na zewnątrz. Drugi, oparty o ścianę, zdawał się drzemać. Na stole leżał kawał sukna, przykrywający wszystko, oprócz dwóch talerzy i kufli oraz glinianego dzbana.
Nałożyć jeszcze? — Zapytała gospodyni, odrywając Luizę od lustrowania otoczenia.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 336
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Juno » 01 lut 2021, 12:39

Obrazek
Ano wasza — zgodziła się Luiza, nie drążąc tematu, by i jej nie dotknęła czasem antypatia Cinii, pozbawiając tym samym kąta do spania. — Wasza, gospodarzowo, niczyja więcej, tedy i więcej nie pytam. Za repetę dzięki, mus mi dbać o linię. — Akrobatka z uśmiechem poklepała się po upstrzonym śmieciem pasie i spojrzała na trzymany w dłoni kufel. — Ale chętnie bym jeszcze łyknęła… tylko zwolnię wprzódy trochę miejsca.
Odstawiwszy ze stuknięciem i czknięciem puste naczynie, Luiza zgarnęła z ławy swoją opończę i rozejrzała się. Widok osamotnionego jegomościa od arcyciekawej zastawy wywołał impuls, którego dziewczyna nie zdążyła nawet przemyśleć, nie mówiąc o powstrzymaniu. Ruszyła w kierunku drzwi, idąc tak, by trasa wypadła jej opodal interesującego ją stołu. Gdy była tuż obok, zamarkowała potknięcie i razem z trzymanym w rękach płaszczem poleciała niezdarnie na mebel, przy którym drzemał mężczyzna.
Uch… szlag… jasna... cholera, zaraza i... uch, trąd... — sapała, gramoląc się z blatu w akompaniamencie stękania i stukotu przewracanych naczyń. Nie omieszkała również niby mimochodem zahaczyć o zasłonięte suknem skarby. — Na bogów, ależ ze mnie niezdara! Najmocniej przepraszam, zaraz to wszystko pozbieram, poukładam, posprzątam…
Robiąc jeszcze więcej zamieszania i bałaganu, Luiza jęła krzątać się przy stole i zbierać z klepiska pozrzucane przedmioty, nie przestając miotać nieskładnymi przeprosiami w nieznajomego mężczyznę. Jeśli jakimś cudem udało jej się strącić również któryś z drogocennych przedmiotów, nie omieszkała, o ile było to możliwe, niepostrzeżenie skitrać go w fałdach opończy.
Bogowie, taka jestem roztrzepana… Ferdynand zawsze mi powtarzał, żem niezguła i puch marny… Mam nadzieję, że się pan na mnie nie gniewa…? — Podniosła głowę, spoglądając z kolan na nieznajomego wielkimi, zielonymi, szklistymi oczyma. To ostatnie spowodowało grzmotnięcie łokciem w nogę od stołu, ale jegomość wcale nie musiał tego wiedzieć. Otarłszy koniuszkiem opończy perlącą się w kąciku oka łzę bólu, akrobatka uśmiechnęła się do mężczyzny słodko i przepraszająco.
Dokładnie tak, jak nie lubiła najbardziej. Ale sztylecik o kościanej rękojeści i tajemnicza zawartość zdobnej szkatułki wydały jej się warte poświęcenia.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Bajarz
Awatar użytkownika
Posty: 57
Rejestracja: 29 lis 2018, 11:18

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Bajarz » 12 lut 2021, 11:56

Gracja i kunszt z jakimi Luiza zamarkowała potknięcie oraz to jaki rozpętała przy tym chaos, mogłyby zawstydzić niejednego nadwornego trefnisia, czy zawodowego kuglarza. Udało jej się zrzucić ze stołu wszystko, łącznie z kuflami i glinianym dzbanem. Ten ostatni rozbił się o podłogę, zalewając wszystko piwem.
Co jest kurwa!? — wykrzyknął wyrwany z drzemki mężczyzna. Próbował się zerwać zza stołu, jednak jego własne nogi zaplątały się w nogi zydla, na którym siedział. Więc jak tylko się uniósł, od razu padł płasko na ławę. Złorzeczył przy tym głośno i klął na czym świat stoi.
Zanim wreszcie udało mu się wstać na równe nogi, Luiza zdążyła zebrać wszystkie leżące na ziemi przedmioty. Zawinęła je w sukno, którym były wcześniej przykryte i odłożyła na stół w taki sposób, że nie można było spostrzec brakującego puzderka i sztylecika, które zniknęły w międzyczasie w fałdach opończy. Pośpiech z jakim to robiła spowodował, że lekko rozcięła sobie dłoń o fragmenty potłuczonego dzbanka. Jednak dzięki temu uwiarygodniła się jeszcze bardziej w roli niezdary, a jej dukane przeprosiny odniosły tym lepszy skutek.
Dobra już! — powiedział podniesionym głosem mężczyzna, gdy wreszcie podniósł się ze stołu i otrzepał przód kamizeli z resztek jedzenia i piwa, w których wylądował. — Wypierdalaj!
Ejże! — zakrzyknął na to Avigdor. — Może tak grzeczniej trochę!
A tyś co?! Rycerz chędożony, obrońca czci niewieściej?!
Zanim dyskusja się rozwinęła i zaogniła, wtrąciła się gospodyni:
Zamknąć mordy i siadać! Albo za drzwi! Mnie za jedno. Ale na pewno nie będziecie mi tu burd urządzać! — Mówiąc to, wymachiwała jednocześnie nożem, który w jej dłoniach wyglądał niczym miecz. — Erle, weźże tą podłogę sprzątnij…
Mężczyźni zmierzyli się jeszcze wzrokiem od stóp do głów, ale pod karcącymi spojrzeniami Cinii skapitulowali i usiedli przy swoich stołach.
Luiza wykorzystała moment i zanim obecni w izbie się zorientowali, ta już chwytała za klamkę drzwi wyjściowych.

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 336
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Medale: 17
Miano: Morgana Mavelle
Rasa: Człowiek
Wiek: Ćwierćwiecze +
Złoto: 33 korony 90 kp.
Stan zdrowia: Suchotnica
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=305
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=304

Re: Wiele hałasu o nic, albo nowe życie

Post autor: Juno » 16 lut 2021, 15:09

Obrazek
W normalnych okolicznościach dobitna sugestia natychmiastowego a rychłego oddalenia się zostałaby odebrana przez Tenebris jako co najmniej niegrzeczna, ale że w zaistniałej sytuacji była jej na rękę — akrobatka łaskawie darowała jegomościowi grubiaństwo, a nawet ochoczo zastosowała się do nieoględnej prośby. W momencie gdy Erle podeszła do stołu ze szmatą i wiadrem, Luiza mijała się już w drzwiach wyjściowych z drugim ex właścicielem zdobytego przed chwilą łupu.
Rozgrzana korzennym piwem, przygodną gimnastyką i adrenaliną czmychnęła w mróz, który chwilowo nie miał do niej przystępu. Jak kot z porwaną ze straganu rybą rozejrzała się czujnie, po czym ruszyła w stronę wskazanego jej przez Avigdora wychodka, by ukryć zdobycz. Bacząc czy nikt jej nie śledzi, Luiza obeszła bardaszkę i wybrawszy odpowiednio dorodną zaspę śnieżną, uklękła i zabrała się do kopania dołka.
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław