Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Obrazek

Archiwum nieaktualnych tematów.


Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 14 sie 2022, 19:55

Obrazek
Nie potrafiłam się przyzwyczaić do tego pędzącego, bezpośredniego, wulgarnego i betonowego świata neonów. Poukrywanych w podświadomości mrocznych tajemnic. Jednakowoż ten świat był nowym Ogrodem Rozkoszy, który był mi przeznaczony. Z niego zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów świat, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Rozkosz, jest to ta, która okrążała cały złoty kraj. A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony. Nazwa drugiej rzeki – Chwała; Nazwa rzeki trzeciej – Furia, płynie ona na wschód. Rzeka czwarta — to Żądza.
Po prostu zignorowałam Doyle’a. Pozwoliłam mu działać i zająć się furgonetką, gdy lisica sprawdzała drzwi frontowe, ja przeskoczyłam sprawnie przez siatkę. Przeszukałam teren przed zapleczem, a następnie zbadałam wejście. Wyostrzyłam swoje zmysły, aby dostrzec dźwięki dochodzące z korytarza, których nie usłyszałby śmiertelnik, dostrzec szczegóły otoczenia, których nie ujrzałby śmiertelnik, aby wyczuć charakterystyczne zapachy miejsca, których nie poczułby śmiertelnik.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

The Entrance

Post autor: Lasota » 14 sie 2022, 22:46

Muzyka

Chłopak zerknął z nieukrywanym przestrachem na ciebie, Tony, kiedy próbowałeś ustawić go do pionu. Dzieciak właśnie opuścił miejsce, które mogło stać się jego grobem; z jego perspektywy ludzie mordowali siebie nawzajem i wypijali krew. Desperacja zmusiła go do popełnienia czynów szaleńczych, nawet teraz nerwowo wydłubywał palcami ostatki włosków po kłakach, jakie znalazły się pomiędzy jego kłami po odgryzieniu szczurzego łba. Jeszcze sobie nie uświadomił czym był naprawdę, a nawet jeśli, dalej przejawiał zupełnie ludzkie emocje: strachu, niepewności. Potrzebował czasu, w bezpiecznej przystani, natomiast ty zaprowadziłeś go do siedliszcza zgnilizny.
— Serio? Gra O Tron w takim momencie? — Zareagował ze zdziwieniem na cytat, masując palcem wskazującym skórę na boku szyi. Pozwolił się poprowadzić, nawet objął twoje ramię, Ross. Lepiej znałaś się na uczuciach, niżeli weteran. Wczuwałaś w nastolatku pokłady nagromadzonego stresu, potrzebował odpoczynku. Być może pragmatyzm, jakim obecnie się kierowałaś, mógł cię zadziwić. Ilu ludzi było w stanie funkcjonować jak robot po wyjściu z klatki obłędu? Fakt, że ty potrafiłaś, sprawiał, że należałaś do nielicznego grona osób potrafiących odnaleźć się w ekstremalnie trudnej sytuacji. Niestety, Billy i jego siostra nie należeli do takich osób jak ty. Okazane ciepło pomogło chłopakowi na chwilę zapomnieć o koszmarze trwającym dalej.
— Naprawdę zamierzamy tutaj spędzić noc? — zrezygnowany zapytał retorycznie, bo znał odpowiedź.
Razem z nim zbliżyliście się do wejścia głównego.
Taśmy policyjne starły czas wraz z wilgocią, niemniej nie zostały one przerwane. Ekipa z paranormalnych tędy nie weszła do środka. Oszklone, dwuskrzydłowe drzwi z drewnianą ramą dawniej stwarzałyby podziw, jednak obecnie stwarzały jedynie przestrzeń dla kolonii pleśni.
Billy, niespodziewanie, odkleił się od ciebie, a potem podszedł nieco bliżej. W jego oczach pojawiło się skupienie, jakoby ewidentnie coś przejrzał przez oszklenie.
— Elizabeth poświęciła długie godziny, aby przyszykować się na premierę. Weszła tutaj przy oklaskach publiczności. Jej biała suknia ciągnęła się za nią. Pani Biel — wypalił nieprzytomnym głosem, tonem niższym, wypranym z emocji. — Świat miał być jej sceną. Śmiała się barwnie, lekko — kontynuował, powoli odwracając głowę ku tobie, Ross. Spojrzał ci prosto w oczy. — Powiedz mi, dlaczego wisi teraz na żyrandole? Nie rozumiem tego — dokończył z faktycznym niezrozumieniem.
Nie dało się zobaczyć niczego z zewnątrz do środka przez zabrudzone, pociemniałe okna.
Doyle, dostałeś się do środka vana. W kabinie kierowcy na wstecznym lusterku zwisała szara głowa ufoludka. Pachniało tutaj damskimi perfumami, w schowkach — poza okruszkami po orzeszkach i chipsach — znalazłeś prawo jazdy należące do Jessiki Curie. Na pace sytuacja pogłębiła się. Komputerowa konsola w zespole z kilka ekranami przychwytywała obrazy z kamer funkcjonujących. Amplitunery umożliwiały modyfikowanie czy wzmacnianie dźwięku, jeśli jakiekolwiek odbiorniki działały na terenie teatru. Miałeś o tym pojęcie tylko dlatego, że kiedyś ukradłeś pojazd transmisyjny, lecz nie miałeś bladego pojęcia, jak się tego używało. Brakowało wyłącznie masztu z anteną na dachu, więc ta Savana niczego nie nadawała. Na przeciwko konsoli przymocowano tablicę korkową z wycinkami gazet, notatkami czy zdjęciami. Brakowało jedynie gumek recepturek łączących poszlaki niczym w kryminałach. Poza tym walało się tutaj pełno sprzętu: mikroporty, kable, obiektywy do kamer czy mikrofony. Jednostką centralną był tutaj laptop podpięty do konsoli.
W samochodzie były cztery ekrany, gdzie dwa z nich nie odbierały żadnego obrazu. Na jednym ekranie wyświetlał się obraz skupiony na zamkniętych drzwiach pokoju dyrektora znajdującego się na pierwszym piętrze. Perspektywa była ukazana z niskiego poziomu podłogi, przez co wejście do pomieszczenia, ściany i sufit wydawały się nienaturalnie wysokie. Jedynym ruchem w kadrze był żuk, który badał czułkami obiektyw kamery.
W tym właśnie momencie do środka paki zawitała Cruz. Większość sprzętu elektrycznego był ci znany, więc ta mała żyła złota mogłaby zostać przez ciebie wykorzystana; z perspektywy twojego kompana całe to miejsce było wylęgarnią foliarzy. Kiedy oboje zbadaliście notatki na tablicy, pojęliście, że były one napisane nawiedzonym tonem. Co trzecie słowo wspominało o ektoplazmie, pomiarach temporalnych i zakłóceniach kwantowych; skalach Amortha czy modlitwach odpędzających. Mimowolnie zerwałaś, Ross, kartkę wypisaną psalmami obronnymi, w dziwny sposób irytowała cię nie na żarty. Bez okultystycznego zacięcia, wszelkie te informacje były dla was bełkotem.
Natomiast realnymi informacjami okazały się wycinki artykułów napisane przez nieznanych dziennikarzy, ukrywających się pod pseudonimami. Zdradzały one podstawowe personalia dzieciaków, które dawniej wkroczyły do teatru, ale nigdy już z niego nie wyszły. Pierwszą ofiarą zniknięcia był Will Stevens, jedenastoletni chłopak o wyjątkowo bojaźliwej naturze. Z nieznanych przyczyn postanowił zbadać tajemnice teatru październikową nocą. Pochodził z okolic i patologicznej rodziny, która na początku nie przejęła się jego zniknięciem. Dopiero jego koledzy, Noah Johnston i James Greer ruszyli za jego śladem... I ślad po nich również zaginął. Po kilku dniach rodzice zgłosili sprawę policji, ale ta nie zajęła się tym od razu. Zdesperowani rodzice sami zbadali teatr, kilkudziesięciu dorosłych spenetrowało zakamarki Loew’s State Palace, a kiedy odnaleźli ciała, natychmiast to zgłosili. Wtedy służby przyjechały, jednakże zbadawszy miejsce, nie stwierdziły obecności zwłok w środku budynku. Potraktowali to jako żart, ponieważ niczego nie znaleźli, jedynie utwierdzili się w przekonaniu, że mieszkańcy Wschodniego Orleanu nie traktowali poważnie obowiązków NOPD. Inny artykuł przedstawiał przygody samozwańczej drużyny poszukiwawczej, która nie uwierzyła sprawozdaniu policji. Kiedy spenetrowali zakamarki teatru, słuch po nich zaginął na tydzień. Znów pojawiła się policja, odkryła dwóch mężczyzn z rzekomo siedmioosobowej grupy; reszty nie odnaleziono. Mężczyźni trafili do zakładu psychiatrycznego, ponieważ gadali o niestworzonych rewelacjach. Kolejny dziennikarz przeprowadził z nimi wywiad, twierdzili, że nieustannie gnębiło ich robactwo w czasie poszukiwań, ale nie to było najgorsze. Stwierdzili, iż usłyszeli zawodzenie dzieci w różnych pokojach, więc z początku pomyśleli, że byli to zaginieni chłopcy. Wtedy właśnie drużyna się rozdzieliła, a dalszy wywiad przedstawiał chore, niespójne wizje na temat kobiety w bieli, krzyków potępionych oraz rytuałów tajnej sekty. Reszta informacji była podobna do tych, które usłyszeliście od swojego towarzysza.
Usłyszeliście szumy z głośników konsoli. Na drugim, całkowicie czarnym ekranie spostrzegliście poruszenie. Na obecnych ustawianiach kontrastu bieli i czerni, bez odpowiednich filtrów, z cudem zarejestrowaliście jakiekolwiek ruch. o ile był to rzeczywiście ruch. Trwał dalej, ale nie byliście pewni czy to nie była wasza wyobraźnia.
Michaldo, bez problemów dostałaś się na zaplecze. Zanim przekroczyłaś próg przejścia, zauważyłaś, że drzwi były uchylone, a pod nimi leżał wyłamany zamek wraz z okrągłą klamką.
Zawiał silny wiatr, drzwi otworzyły się na oścież, uderzyły o ścianę. W środku dojrzałaś magazyn z białymi manekinami, które były ustawione rzędami. Niektóre z nich nosiły zniszczone ubrania. Ze swojej perspektywy policzyłaś dwie skrzynie i półkę wypełnioną przeróżnymi akcesoriami; większość z nich stanowiły strawione przez czas i wilgoć. W skład inwentarza wchodziły przebrania oraz biżuterie. Musiałabyś wejść do środka, aby lepiej zbadać magazyn. Rzucił ci się w oczy dziecięcy plecak na podłodze, przy półce.
Nie widziałaś ich, ale słyszałaś szmer odnóży, żuwaczek, nibynóżek, czułek i uwalniających wydzieliny odwłoków. Roiło się w środku od robactwa. Wyostrzone zmysły nasiliły wszelkie dźwięki wydawane przez te stworzenia, komponowały nierytmiczny skowyt obrzydliwości. Wydawało ci się, że wśród tych głosów był jeszcze jakiś inny, ale nie potrafiłaś go dosięgnąć, nie ze swojej pozycji.
Zapach rozkładu wwiercał się w twoje nozdrza. Stęchlizna mieszała się z rozpadem materii organicznej i sztucznej; jakieś ciało przechodziło zaawansowane stadium dekompozycji, a domieszka pięknych perfum dopełniania paletę zepsucia, stanowiąc jedyną wyróżniającą się barwę zapachową.
Przy vanie znajdowało się rodzeństwo, siostra zajmowała się bratem mamroczącym coś do siebie.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 148
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Arbalest » 15 sie 2022, 13:15

Obrazek
— Grayjoye? To ci co im jaja poucinali? — zarechotał jednoprocentowiec, jednocześnie dowodząc, że coś tam tematu liznął. Jego była lubiła ten serial. Potem ją rzucił, bo nie okazywała klubowi wystarczającego szacunku, ale jak widać coś dobrego jednak z tej relacji wynikło, bo przynajmniej wiedział co oglądają w pudełku normalni ludzie.
Zaraz potem zarechotał raz jeszcze, tym razem głośniej, poznając się na aluzji rzuconej przez Rosario, choć tego już w żaden sposób nie skomentował, bo dziewczyna i tak odeszła w kierunku głównych drzwi. Ona miała swoje zadanie, a on miał swoje.
Wnętrze pojazdu stało przed nim, gotowe do spenetrowania, zupełnie jak naga, buntująca się przeciw rodzicom osiemnastolatka, chętna na przygodę z „niegrzecznym chłopcem”. Chociaż akurat prawo jazdy należało bez wątpienia do kobiety przynajmniej dziesięć, piętnaście lat starszej, jak nie więcej, która — ocenił po mocnych, piżmowych perfumach, zapewne z rodzaju tych tańszych — gust miała raczej podły. Jessica Curie... Zerknął przez moment na jej adres, próbując go zapamiętać. Ot, tak — jakby sprawy przybrały jakiś nieoczekiwany obrót. Albo potrzebował się kiedyś napić. Dokumentu jednak nie zabrał, przynajmniej jeszcze nie teraz.
Sprzęt znajdujący się na pace był mu znany tylko z widzenia, ale nie trzeba było handlarza z lombardu, żeby wiedzieć, że był najpewniej wart porządne dolary. Udźwignąć wszystkiego nie zdoła, ale to co nie było przytwierdzone do karoserii na amen wydawało się warte zabrania w celach zarobkowych. I ewentualnego sprawdzenia, jak choćby ten laptop...
Podobnie warte sprawdzenia wydawała się korkowa tablica. Anthony chwycił za leżący gdzieś w rogu zapasowy aparat cyfrowy i zrobił zdjęcia zarówno kobiecemu prawu jazdy jak i całej planszy.
— Żyła złota, kochanieńka... — rzucił do towarzyszki, gdy tylko ta wróciła, kiwając głową w kierunku całego osprzętu — Cały ten szmelc musi być trochę wart. Na pewno powinniśmy przynajmniej wziąć tego laptopa. A o co chodzi z tymi bazgrołami? — zapytał w końcu, widząc, że latynoska zrywa niezrozumiałą dla niego kartkę pełną tajemniczego tekstu.
Istotnie — wylęgarnia foliarzy. Z tym, że gdy zaczął wczytywać się w informacje, przynajmniej te dostępne od ręki, zaczął przeczuwać, że... może jednak nie do końca? Gdyby pokazano mu to wszystko dzień wcześniej — zdania by nie zmienił, ale w świecie, gdzie nagle wampiryzm (lub jakaś pokręcona jego pochodna) okazuje się prawdziwy... Przez myśl przeszło mu zapytanie — z jakimi innymi stworzeniami jego nowy „gatunek” dzieli noc?
Nagle cały ten teatr nie wydawał się aż takim dobrym pomysłem. Wciąż lepszym niż zadyma z bandą uzbrojonych po zęby Iroli, ale nagle zrozumiał, że trzeba będzie się mieć na baczności. Ta cała „biała dama” równie dobrze mogła być takim samym juchociągiem jak on i jego gromadka... albo czymś silniejszym, groźniejszym. Było jednak trochę za późno by zmienić zdanie. Mężczyzna zerknął na jeden z ekranów ukazujących zacienione pomieszczenie, zauważając ruch kątem oka. Potem spojrzał się na Rosario, jakby niepewny swoich zmysłów.
— Też to widziałaś...? Trzeba będzie mieć się na baczności. Chyba, że ciągle planujesz znaleźć inne miejsce. Budynek Irlandczyków to wciąż samobójstwo. Zwłaszcza z wami... — odezwał się do niej praktycznie szeptem, nie chcąc niepotrzebnie alarmować Billy'ego i jego siostry. I tak wydawali się mocno zdruzgotani perspektywą spędzenia tu dnia. — A gdzie wywiało tego twojego kumpla, blondasa?
Rzeczywiście, mądrala odszedł gdzieś, nawet ich o tym nie informując. Doyle zabrał tyle drobnej i jednocześnie jak najwartościowszej elektroniki ile tylko zdołał, pakując je przy tym do dowolnej znalezionej na miejscu torby, bądź też plecaka. Jeśli takich nie zastał — pokusił się przynajmniej o laptopa służącego za jednostkę centralną, oraz wspomniany już aparat cyfrowy.
Na koniec złapał jeszcze za walający się gdzieś w aucie długopis i napisał na pierwszej lepszej kartce, drukowanymi literami, a następnie przyczepił na środku korkowej tablicy:

WYPIERDALAĆ STOND BIAŁE ŚMIECIE!
NASTĘPNYM RAZEM SPALIMY WAM TĄ BUDE!
39-TKI NIE LECO W HUJA!


Miał w końcu interes w tym, żeby pozbyć się z tego miejsca jakichkolwiek wizytujących. Zarówno teraz jak i w najbliższej przyszłości. Jeśli to co zostało spisane przez ekipę paranormalnych było prawdą... cóż, tylko robił im w ten sposób przysługę.
— Dobra, kompania, zbiórka! Ktoś widział, do chuja wafla, gdzie poszedł Cedric?
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 485
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Juno » 17 sie 2022, 22:26

Obrazek
Ci sami — potwierdziłam rechot Doyle’a i uśmiechnęłam się pod nosem. — Pasuje jak ulał. Spróbuj zjechać na ręcznym. Idę o zakład, że nic z tego, złociutki.
Skoro do szczęścia potrzebowaliśmy teraz cudzej krwi, a na dokładkę nie mogliśmy odblokować smartfonów, podejrzewałam, że postawienie drąga, i seks w ogóle, również odpada. Korciło mnie, żeby obejrzeć się i sprawdzić, co na to nasz macho, czy aby nie ściąga w tej samej chwili gaci i nie bierze się do roboty, ale dałam sobie spokój. Ostatnie, na co miałam ochotę teraz patrzeć, to walący konia homofob z kompleksem władzy.
Podeszliśmy z młodym do drzwi frontowych, tak zasyfiałych, że nie widzieliśmy naszych odbić w szybie. Próbowałam pchnąć któreś ze skrzydeł, ale ani drgnęły. Najwyraźniej brud zapieczętował je lepiej niż magiczne sigile. I wtedy Billy zaczął coś bredzić. Nie, nie bredzić. Po prostu brzmiał inaczej, dziwnie. Jego słowa miały sens, ale skąd mu się wzięły?
Billy? — ujęłam delikatnie jego ramię, próbując go... ogarnąć? Ujarzmić? Sama nie wiem. On i ten drugi, Cedric, mieli w sobie coś niestabilnego. Z braku lepszego słowa. — Wszystko gra? Chodź, skarbie, nic tu po nas. Tędy nie wejdziemy.
Zgarnęłam młodego i wróciliśmy do reszty. Już z daleka widziałam, że wóz Paranormal TV stał się ofiarą soli tej ziemi. Niewiele myśląc, zostawiłam Billy’ego z Lattie i załadowałam się na pakę. Jaskinia foliarskiej rozpusty, oto czym była. Oprócz tego jednak wypełniona była też niezłym sprzętem. Mógł się przydać.
Bierzemy wszystko, złociutki — powiedziałam, rozglądając się po wnętrzu vana. Szukałam czegoś, choć nie wiedziałam czego. Czułam tylko, jakby coś mnie uwierało i wtedy dostrzegłam zapisany bzdurnymi modlitwami świstek. Szybciej niż zdążyłam się nad tym zastanowić i z niepojętą gwałtownością zerwałam go i podarłam na strzępy. Od razu zrobiło mi się lepiej. Spojrzałam na Doyle’a, który postanowił zabawić się w fotografa. — Zabobony i garbate wróżki. Ale czego można się spodziewać po Paranormal TV?
Z jakiegoś powodu moja wypowiedź nie wydała mi się przekonująca, ale nie chciałam się nad tym zastanawiać. Kiedy Hawk skończył robić zdjęcia, pomogłam mu zapakować to, co mogło się nam przydać, pod warunkiem, że będziemy mieli źródło prądu — zwłaszcza kamery i drobnicę potrzebną do podpięcia tego gówna. Z tym sprzętem mogliśmy sobie zorganizować mały system monitoringu w naszym nowym gniazdku.
Załatwiłam to miejsce w kwadrans — odpowiedziałam, wyskakując z vana. — Czego się spodziewałeś, czterogwiazdkowego hotelu? Na coś lepszego będziemy musieli poczekać do jutra, więc szykuj swoje wojskowe sztuczki, ptysiu.
Rozejrzałam się, gdy tylko z powrotem znalazłam się na zewnątrz. Było w tym odruchu coś obcego, niepodobnego do mnie. Skąd nagle ta chorobliwa czujność?
Mojego? — zdziwiłam się, kiedy Tony zapytał o Cedrica. — A twojego nie? Siedzimy w tym razem, jeśli jeszcze nie zauważyłeś. Lepiej zacznij się do tego przyzwyczajać, złotko. I nie drzyj się, tylko rusz tym swoim zakutym łbem.
Nie powiedziałam nic więcej, tylko ruszyłam w kierunku tylnego wejścia do teatru. Wydawało mi się oczywistym, że skoro front był zamknięty, a otwarte okno za wysoko, Cedric mógł pójść tylko tam. Zwłaszcza że był za tą opcją odkąd tylko stanęliśmy przed Loew’s State Palace.
Chodźcie, nie ma co sterczeć na widoku.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 27 sie 2022, 9:24

Obrazek
Drzwi były uchylone. Nie byłam pierwszym gościem białej damy, której spektakl nadal trwał. Mam nadzieję, że nie spóźniłam się na jej występ, że zostanę przyjęta. Nie czekałam na pozostałych. Z ostrożnością, delikatnie stawiając stopy na posadzce, wstąpiłam do wnętrza. Nie zamknęłam za sobą drzwi. Miałam ochotę krzyknąć wróciłam , bo czułam się jakbym przekroczyła Ma’rib, jakbym znów była w domu. Tutaj powstanie nowe królestwo. Srebrna tarcza Almaqah zawsze prowadziła mnie, aby dotrzeć do tego miejsca. Byłam o tym zupełnie przekonana.
Z wyostrzonym zmysłem wzroku wkroczyłam w ciemność magazynu, aby przyjrzeć się znajdującym się tutaj rzeczom. Wpierw kucnęłam przy dziecięcym plecaku. Byłam ciekawa, czy znajduje się na nim kurz, czy jego właściciel może żywy znajdować się jeszcze we wnętrzu teatru. Zawsze opiekowałam się dziećmi na dworze. Byłam ich królową. Zajrzałam do środka. Później przejrzałam manekiny, skrzynie i półkę w poszukiwaniu elementów garderoby, które mogłabym założyć na siebie. Może znajdowała się tutaj jakaś biżuteria. Ale ciągle byłam czujna, bo wiedziałam, że w tych ciemnościach kryje się coś niebezpiecznego. W takich miejscach zawsze skrywa się bestia, choćby była wyimaginowanym koszmarem z naszych głów.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Lasota » 28 sie 2022, 10:18

Wkroczyłaś do środka magazynu przez wyłamane drzwi. Kilkanaście robaków rozstąpiło się przed twoim krokiem, zostawiając po sobie śmierdzące wydzieliny. Kucnęłaś przed starym, dziecięcym plecakiem. Kiedy otworzyłaś zamek, błyskawicznie wypełzła ze środka stonoga z długi czułkami. Uciekła, znikając gdzieś w mroku.
W środku znalazłaś rysunek.
► Pokaż Spoiler
Przez moment odpłynęłaś. W tym samym czasie Ros i Doyle, zauważyliście pochylonego nad kartką papieru blondyna, który z nieuświadomionym sobie zdziwieniem lustrował treść. Dopiero, gdy przekroczyliście próg magazynu, zdał sobie sprawę o waszym przybyciu. Zebraliście się w drużynę. Billy i jego siostra znajdowali się obecnie na parkingu, przed wejściem do magazyny, dźwigając elektronikę z vana.
Stroje, bibeloty i rekwizyty zostały wyżarte przez czas, wilgoć i robactwo. Poza jednym. Piękna, niezwykle bogata spinka do włosów leżała na półce.
Przeszukanie tego miejsca pozwoliło wam odnaleźć dwa przejścia. Pierwsze prowadziło do garderoby aktorów, drugie do foyeru.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 148
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Arbalest » 28 sie 2022, 21:15

Obrazek
Przyznam, że przez moment faktycznie zastanowiłem się nad tym co powiedziała ścięta na „Karen” blondyna. Nagle dotarło do mnie, że laska miała rację. Nie czułem... nic, tam gdzie czuć powinienem. Nieważne jak wyuzdane stawały się moje myśli — „konar nie chciał zapłonąć”, jak to mówią w tych pierdolonych reklamach. Przez cały ten czas oczywiście nie dałem po sobie poznać o czym myślałem, dla niepoznaki szperając po pace furgonetki, zbierając sprzęt, który będzie można potem opchnąć z zyskiem. W pewnym momencie zerknąłem nawet Rosario na cycki. Nie kręciła mnie, zwłaszcza teraz, po tej całej „przemianie” (dalej nie znalazłem na to gówno lepszego wyrazu), ale jak mówił nasz klubowy skarbnik, Donnie — „w darowany cyc się zawsze zagląda”. No więc zajrzałem... i dalej nic, a zamiast tego mój wzrok po chwili pomknął w stronę jej gardła. Jakby to ono skrywało to czego najbardziej potrzebowałem. A najśmieszniejsza w tym wszystkim była świadomość, że nie robiło to na mnie wrażenia. Równie dobrze mogę już nigdy nie zaruchać, a juchę będę musiał żłopać aż po swój kres, jeśli kiedykolwiek nastąpi... i było mi wszystko jedno, jakby to był naturalny porządek wszechrzeczy.
— Cokolwiek, lala... — skwitowałem krótko. Odpowiedź, która mogła być równie dobrze zaprzeczeniem jak i potwierdzeniem. Nie chciało mi się o tym gadać. Nie teraz i nie z nią.
Pierdolona krew... no to się chłopaki uśmieją. A raczej uśmialiby się, gdybym planował im powiedzieć. Czułem w moczu, że nawet jeśli by mi uwierzyli — to z jakiegoś powodu był chujowy plan. Ale z nimi miałem się rozmówić najwcześniej jutrzejszej nocy, więc nie miałem czasu się zastanawiać nad tym co im nawinę. Może i prawdę...
— Chuj z Paranormal TV. Tylko pamiętaj, że jeszcze wczoraj wampiry nie istniały, a ty w nocy grzecznie chrapałaś, albo mniej grzecznie gździłaś się z jakimś fagasem w pościeli, a nie zwiedzałaś porzucone teatry na zadupiu NOLA — odparłem bez emocji, nawet nie próbując jej przekonać. Ale następne słowa wypowiedziałem już ciszej, tak żeby ta dwójka jej przydupasów nie słyszała. Chłopaczek ledwo się trzymał, a to co najgorsze równie dobrze mogło być jeszcze przed nami. Teraz stanowił bardziej balast niż pomoc — nie ma nic gorszego niż żołnierz na krawędzi załamania. Gdybym miał możliwość, może kazałbym tej dwójce radzić sobie samej, ale Ros by na to nie przystała. Na jej pomocy akurat mi zależało. Babka może nie napierdalała się jak jebana Sable na ringu w czasach świetności, ale potrafiła zrobić wiele rzeczy, których ja zrobić nie potrafiłem. Czasem trzeba ustąpić pola, nawet babie...
— To pewnie coś takiego jak my teraz. Może być agresywne, ale skoro mi siekiera wbita w plecy nie zrobiła przysługi, to i temu czemuś nie zrobi — dokończyłem, mając nadzieję, że w moich słowach faktycznie jest choć trochę prawdy. Tamten trzymetrowy skurwiel z ruską strzelbą tej samej siekierze mógł się już nie pokłonić...
— Hej, wy dwoje, zabierzcie stąd resztę tych gratów i spakujcie do jednej z toreb. Pójdziemy poszukać Cedrica i upewnimy się, że jest bezpiecznie. Tylko nie pękajcie, cokolwiek się stanie. Jest nas piątka i mamy niezłe szanse, ale jak ma się udać to potrzebujemy też was, kurwa mać. Jak skończycie to idźcie do bocznych drzwi, będziemy czekać — potrzebowali tego motywującego kopa w dupę, tak samo jak potrzebowali przynajmniej chwilowego zajęcia, żeby choć na chwilę zapomnieć. Tak mi podpowiadało doświadczenie — a przynajmniej ta jego część, której jeszcze nie zapomniałem po tylu latach.
Ruszyłem w stronę tych bocznych drzwi za Rosario, zastanawiając się nad tym co mi powiedziała. Zaczynałem powoli się przyzwyczajać, że cholera co chwila miała rację. Jechaliśmy na jednym wózku, nawet jeśli blondas wkurwiał mnie dwa razy bardziej niż blondyna. Pora nadeszła, żebym w końcu zaakceptował aktualny stan rzeczy...
Nie żeby powstrzymało mnie to przed skurwiałym wyrwaniem rysunku z jego łap, by samemu sobie pooglądać. Musiałem przejść kawałek pod światło, ale to wystarczyło. Zwykły, dziecięcy bazgroł, ale nie miałem dużego problemu z odczytaniem jego treści. Oczy pokryte robalami, jakaś kobieta trzymająca dziecko na łańcuchu, trupy — chyba też dziecięce. Bachor, który to rysował albo miał nasrane we łbie, albo widział coś o czym nie mógł zapomnieć. A możliwe, że i to i to.
— Weź chociaż, kurwa, powiedz jak gdzieś leziesz, żebyśmy cię szukać nie musieli — warknąłem na niego, oddając rysunek Rosario. Głupio by było jakby ta cała „biała dziwka” go zeżarła, tylko dlatego że zachciało mu się pierdolonej wycieczki krajoznawczej...
— Nie wiem co to ten „foyer”, ale ja tam lazłbym do garderoby. Możemy zostawić tam te wszystkie graty zajebane z furgonetki i poszukać jakiegoś miejsca, gdzie przeczekamy dzień — zagłosowałem, ciekawy co reszta towarzyszącej mi zgrai ma do powiedzenia. Nie wiedziałem czy Ros widziała plan tego miejsca, ale ja na teatrach za chuj się nie znałem. — Ktoś przeciw?
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 485
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Juno » 01 wrz 2022, 22:41

Obrazek
Uśmiechnęłam się pod nosem, słuchając gadaniny Doyle’a, bo zeszłej nocy gździłam się akurat z Betty. A po zadupiach i opuszczonych budynkach, nawet gorszych od tego, szwendałam się nie raz i nie dwa. Jak na ironię los kolorowego imigranta z biedaszybu kolorowy wcale nie był.
Drzesz się jak stare prześcieradło, skarbie — zauważyłam, kiedy przeleźliśmy przez zdezelowaną siatkę. — To wrodzone czy nabyte? Bo na pewno wkurwiające. Odpuść im, bo przegniesz pałę i coś się zesra. Wierz mi — dodałam, patrząc kolesiowi w oczy. Zdjęłam nawet okulary, żeby lepiej widział, że jestem poważna jak zawał. — Wiem, co mówię. Byłam kiedyś na ich miejscu. Może nie towarzyszyły temu zmartwychwstanie i wpiekłowstąpienie, ale to tylko dekoracja. Tak naprawdę wszystko kryje się tutaj — wskazałam palcem na skroń. — A nie zauważyłam, żeby nam się szczególnie pozmieniało, złociutki.
Miałam na myśli oczywiście jego homofobiczny światopogląd, wtłoczony mu pewnie za pomocą (bardzo twardego) kija wojskowy dryl i nieustanną potrzebę rozstawiania wszystkich po kątach w nieuświadomionej chęci odegrania się za swój parszywy los.
Wrzuć trochę na luz, dobra?
Klepnęłam go, jak sądziłam po kumpelsku, żeby się za bardzo nie spienił i nie napiął, po czym prześlizgnęłam się do wnętrza budynku bocznym wejściem. Słyszałam, że Tony pcha się za mną, a potem wyprzedził mnie i naskoczył na Cedrica.
To tyle w kwestii wrzucania na luz.
Sprawdzimy jedno i drugie — odezwałam się po chwili, którą zajęło mi przyjrzenie się rysunkowi. Był bardziej posrany od moich snów po opioidach. Oddałam bazgroł blondynowi, nie miałam czasu na recenzowanie dzieła sztuki naiwnej. — Musimy mieć pewność, że jest w miarę bezpiecznie, zanim sobie pościelimy.
Może idź do tej garderoby — zaproponowałam Tony’emu. — W końcu jesteś po woju, poradzisz sobie sam. A my z Cedriciem zrobimy mały rekonesans w holu. Bo tym jest „foyer”, złociutki. Dajmy sobie... kwadrans? Potem spotkamy się z powrotem tutaj.
Spojrzałam po twarzach towarzyszy z przypadku, czekając odpowiedzi, a potem zaczęłam grzebać w plecaku. Wydawało mi się, że coś tam gruchotało na dnie, ale nie było czasu tego sprawdzać. Liczyłam na latarkę, albo chociaż dezodorant.
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 08 wrz 2022, 14:36

Obrazek
Oniscus wypełzł z plecaka, gdy zakłóciłam spokój w jego wilgotnej i ciemnej norze. Był to jedynie mały niegroźny skorupiak, jeden z wielu lokatorów starego teatru. Następnym razem z ciemności może wyłonić się coś o wiele groźniejszego, coś z czym przyjdzie nam walczyć o życie lub śmierć. Zupełnie jak te postacie rysowane dziecięcą dłonią, jak te naszkicowane z niepokojem oczy wpatrujące się we mnie hipnotycznie z kawałka pożółkłej kartki. Gdy Doyle wyciągnął z moich dłoni świstek, dopiero ocknęłam się z jakiegoś zamyślenia. Spojrzałam w najgłębszą ciemność w pomieszczeniu, aby upewnić się, że nikt nas nie obserwuje. Przymrużyłam oczy. Nie… chyba nikogo tutaj nie było.
Nie odpowiedziałam na jego skargę. On zawsze był niezadowolony. Skrywał wewnątrz siebie tak wiele pragnień i lęków, których nie potrafił zaakceptować, że był szorstki i zgorzkniały. Jakby ciągle na nowo przeżuwał w ustach psią rutę. Wstałam by przejrzeć te wszystkie stare kostiumy. Musiały być niegdyś piękne, wzorzyste i drogie, a teraz były tylko brudnymi strzępkami szmat, wygryzionymi przez mole, w których miejscami odbijały światło samotne cekiny, perły i fragmenty opalizujących materiałów. Wyobrażałam sobie, jak przemykam po scenie w tych sukniach, tiulach i woalkach. Jak wszystkie spojrzenia osób z widowni są zwrócone na mnie. Lecz w mojej wizji nadal teatr był ciemny i mroczny, a oczy wpatrujące się we mnie podkrążone, szalone, z których wychodziły robaki.
Otrząsnęłam się. Wzięłam w dłoń pozłacaną spinkę do włosów z półki i wsunęłam we włosy. W oczach innych mogłam wyglądać dziwnie, byłam przecież w ciele mężczyzny, ale sama dla siebie czułam się piękną.
Chodźmy więc Rosario – nie protestowałam, kierując się w stronę korytarza jako pierwsze, wyostrzając swój zmysł wzroku. Gdy opuściliśmy przedsionek zaczęłam – Jak to się stało, że znalazłaś się właśnie tutaj. Nie. Nie wierzę w przypadki. Twoja historia nie opowiada o znudzonej życiem barmance. Z jakiegoś powodu nasze nici losu zaplotły się właśnie teraz, właśnie tutaj i właśnie w ten krwawy sposób.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Lasota » 08 wrz 2022, 20:24

Doyle:
Kiedy złapałeś za okrągłą klamkę drzwi i próbowałeś je otworzyć, musiałeś chwilę się z nimi szarpać. Coś blokowało je po drugiej stronie. Czym mocniej pchałeś, tym większy opór odczuwałeś. W pewnym momencie naparłeś na drzwi z dużą siłą. Udało ci się otworzyć przejście, lecz zanim do niego wkroczyłeś, moment przed postawieniem w nim stopy usłyszałeś dziecięce chlipanie, zaś później energiczny tupot po posadzce.
Pomieszczenie było skąpane w ciemności, a wraz z tobą weszły tutaj promienie księżyca, które z ledwością oświetliły obszar kilka stóp od ciebie. Źródłem światła w pokoju było stanowisko do charakteryzacji. Znajdowało się na nim lustro wraz z bocznymi zwierciadłami, dzięki którym aktor mógł obejrzeć siebie z każdego profilu. Na bocznych panelach świeciły jasno wystające, rtęciowe żarówki, lecz nawet one nie potrafiły pokonać gęstego jak smoła mroku przylegającego do ścian. Przy stanowisku stał manekin odziany w piękną, śnieżnobiałą suknię; pantofelki oraz koronkowe rękawiczki. Na samym blacie stołu do wizażu leżał otwarty na środku dziennik.
Wydawało ci się, że ktoś się ukrył pod stanowiskiem, ale nie byłeś tego pewien. Dostrzegłeś nieznacznie poruszenie w ciemności.
Także zadałeś sobie zasadnicze pytanie: jakim cudem świeciły tutaj żarówki? Dalej pracowały generatory?

Ros i Michalda:
Weszłyście razem do środka holu, gdzie jedna z was odpaliła znalezioną w plecaku latarkę. Gdy snop światła odkrył z ciemności przestrzeń, spostrzegłyście od razu niskiego wzrostu osobę odkrytą waszym światłem. W pośpiechu uciekła ona do klatki schodowej prowadzącej do piwnicy, a jej bieg był na tyle szybki, że nie zdążyłyście się przyjrzeć postaci.
Stąd mogłyście udać się, szatni, ubikacji, do sceny, na piętro do gabinetu dyrektora, do loży vipowskiej na antresoli sceny i głównego wyjścia z teatru.
Niespodziewanie, odkrywając za pomocą latarki całym czerni, wyłapaliście światłem dorosłą kobietę skuloną w rogu. Konwulsje przeszywały jej ciało. Czarne włosy zasłaniały jej twarz. Pierwsze myśli podpowiedziały wam, że kobieta potrzebowała natychmiastowej pomocy.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 148
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Arbalest » 09 wrz 2022, 12:44

Obrazek
Czy wspominałem już, że to całe rozdzielanie się to był poroniony pomysł? Jeśli nie — robię to teraz. Gotów byłem nawet sądzić, że tak zalazłem za skórę naszej małej Rosario, że próbuje mnie wygryźć z interesu. No i gdzie teraz podziało się to całe „jesteśmy drużyną”, o którym mówiła nie dawniej jak kilka minut temu?
Czego by nie powiedzieć — laska rozegrała to po mistrzowsku. Nadepnęła na moją męską dumę, sprawiając, że miałem do wyboru — albo się wycofać i powiedzieć, że sam nie pójdę, albo unieść się tą dumą, ruszyć do garderoby samemu i przyjąć na klatę wszystkie konsekwencje, które miała nieść ta decyzja.
— Niech będzie. Jeśli coś znajdziecie, albo na kogoś się natkniecie to krzyczcie i spotkamy się tutaj.
Wybrałem to drugie. Trudno, raz się żyje. Choć ja już chyba umarłem, kilka godzin temu. Jeśli mam zginąć drugi raz, tej samej nocy — to byłoby jak podsumowanie całego mojego życia — jedna, wielka, pierdolona ironia.
Drzwi początkowo ustąpić nie chciały. Napierałem na klamkę, waliłem barkiem, w końcu spróbowałem klasycznego frontkicka. Trochę się wkurwiłem, nie przeczę. Rozpędziłem się i wpierdoliłem w te drzwi jak nosorożec. Może nigdy nie był ze mnie Brock Lesnar, ale swoje ważyłem i to wystarczyło.
A potem usłyszałem te przeklęte dziecięce kroczki i szloch, na sekundy zanim wkroczyłem do tej garderoby. Kurwa mać, mało nie podskoczyłem... Niewielu rzeczy się w życiu bałem. Chyba tak się dzieje jak to samo życie da ci porządnie w kość — nagle to co przerasta zwykłych ludzi na co dzień staje się dla ciebie normą i nie robi już wrażenia. Brak prądu? Samochód się zepsuł? Kobieta cię rzuciła? Bitch, please... Problemy pierwszego świata.
Ale jakieś duchy...? Dzieciaki biegające boso bo opuszczonych teatrach? Tam w furgonetce byłem jeszcze sceptyczny... A teraz... teraz to już sam, kurwa, nie wiem. Wampiry są prawdziwe. Może duchy też. Chuj je wie.
Wyjąłem swojego Springfielda, którego fartem akurat miałem tamtego dnia przy dupie. Dodał mi trochę pewności siebie, chociaż pukawką za trzysta dolców krwiopijcy, czy innego kurestwa, raczej nie pokonam. Nawet człowiek po PCP potrafił wytrzymać magazynek z tej broni i dalej iść naprzód, więc miałem uzasadnione wątpliwości, czy powstrzyma coś tak twardego jak ja teraz.
No więc wlazłem tam, kompletna ciemnica, do środka wpada tylko światło księżyca, a na ścianie kilka żarówek, które niby świecą, a chuja to daje. Zastanowiło mnie jakim w ogóle cudem świecą, ale może po prostu miasto nie odłączyło budynku od prądu, nie znam się. Przez ten półmrok widzę tylko jakieś stoisko do charakteryzacji i... a nie, to tylko pierdolony manekin, kurwa jego mać. Umieszczony na nim strój poruszył się od przeciągu, powodując, że na moment wycelowałem do niego z broni i tak zamarłem. W tej pozycji zauważyłem kolejny ruch, tym razem pod stołem.
— Nie baw się ze mną w chowanego, gówniarzu... — warknąłem gniewnie, tłumiąc własny niepokój. Ale i tak podszedłem do tego blatu, żeby podnieść znajdujący się na nim notes, z bronią ciągle wycelowaną w ciemność pod nim. Wsunąłem dziennik za pasek i powoli wycofałem się do drzwi z których tu przyszedłem.
Tak jak myślałem — pójście samemu to był poroniony plan. Miałem to paskudne, żołnierskie przeczucie, że jeśli zacznę węszyć dalej to stanie się coś cholernie niedobrego. Więc posłuchałem instynktu, niezależnie od tego co pomyśli sobie moja drużynka. Zdecydowałem, że wrócę do początku i dołączę do nich. Garderobę sprawdzi się później.
Ilość słów: 0

Juno
Awatar użytkownika
Posty: 485
Rejestracja: 23 gru 2018, 17:44
Miano: Morgana Mavelle
Zdrowie: Suchotnica
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Juno » 11 wrz 2022, 23:06

Obrazek
Pierwsze myśli mogły pocałować mnie w dupę. Kiedy stanęłyśmy w tym obesranym holu, zatrzymałam gestem moją towarzyszkę w męskim ciele, której zebrało się na poznajamianie. Doskonałe wyczucie czasu. Oczywiście, że nie odpowiedziałam. Pokazałam jej tylko, by milczała. Coś tu było, lepiej, żeby nie poczuło się zaproszone do rozmowy.
Wracamy — szepnęłam, kodując w pamięci miejsca, do których mogliśmy się stąd dostać. Trochę tego było, zastanawiałam się, czy nie lepiej będzie odłożyć rekonesans na kolejną noc. — Zobaczyłam, co chciałam.
Kiedy znalazłyśmy z powrotem w korytarzu przy plecaku, Doyle prawie nas rozdeptał.
Uooo, zwolnij, złociutki! Co ci tak śpieszno, ducha zobaczyłeś? — Odruchowy tekst, zupełnie niezabawny w obecnej chwili i sytuacji. A może i w ogóle. Gdy dostrzegłam, że trzyma w łapie gnata, spojrzałam mu w twarz pytająco.
Znalazłeś coś? — zwerbalizowałam nurtującą mnie kwestię. — Bo z holu można iść do szatni, kibla, sceny, na piętro do gabinetu dyrektora, do loży vipowskiej na antresoli sceny i do głównego wyjścia z teatru. Ponadto coś małego uciekło do piwnicy, a pod ścianą siedziało coś. Nie jestem pewna, czy chcę sprawdzać, co. Gdzie młodzi?
Ilość słów: 0
To, co widzisz, co się zdaObrazekjak sen we śnie jeno trwa.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 130
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 13 wrz 2022, 9:56

Obrazek
Blask latarki rozświetlił mrok panujący w holu, dzieląc go na kotary ciemności – od bladej szarości po grubą warstwę nieprzeniknionej czerni. Coś niewielkiego przemknęło do klatki schodowej, coś przypominającego dziecko. Prawdopodobnie zniewolone przez gospodarza nadal pozostającego w ukryciu. Nie przywitał nas jadłem, ani jedną kroplą świeżej krwi. Najprawdopodobniej wiedział już o naszej obecności. Wtedy snop światła padł na tę kobietę, skuloną w kącie. Drżała. Ciemne gęste potargane włosy spadały jej na twarz. Czułam w sobie na przemian niepokój i zaciekawienie. Dziewczyna o malowanym ciele zatrzymała mnie gestem reki. Zawróciła. Była spięta ujrzanym obrazem. Bez słowa podążyłam za nią. Nie odpowiedziała na moje pytanie. Przypominała mi lisa, który nie zdradzał swoich sekretów, który był gotowy by polować lub uciekać przez drapieżnikiem usytuowanym wyżej w łańcuchu pokarmowym. Zabawne. Teraz my znajdowaliśmy się nad człowiekiem i nad każdym innym drapieżnikiem. Pozostałość ułomności człowieczeństwa. Zamknęłam za sobą drzwi na wszelki wypadek.
Ona już wie – stwierdziłam enigmatycznie, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami – kimkolwiek jest. Musimy oczyścić to leże, jeżeli chcemy w spokoju zasnąć. Tutaj jest wiele dzieci, albo czegoś co wcześniej było dziećmi. Ten plecak, przemykające po schodach, ten obrazek. One nas obserwują – dopiero teraz zwróciłam uwagę na przerażenie byłego żołnierza – co spotkałeś w tamtym pomieszczeniu? Nie wystrzeliłeś, więc Cię nie zaatakowało. Powinniśmy się martwić. Pamiętaj, że nie śnimy. To wszystko dzieje się naprawdę.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 95
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Lasota » 13 wrz 2022, 11:32

Doyle:
Podchodziłeś do stanowiska, a kiedy każdy twój krok zmniejszał do niego dystans, miałeś wrażenie, że mrok, który pokrywał ściany niczym gruba warstwa smoły, falował jak strumienie wodospadu.
Dotarłeś. Pod stołem nikogo nie było poza ciemnością. Pomimo stania się wampirem, źle się tutaj czułeś, gdyż nie potrafiłeś odpędzić od siebie przeświadczenia, iż cienie próbowały pochłonąć cię w nicość.
Dziennik był rozwarty na środku. Obie strony kreśliło pismo:
WYPIERDALAĆ STOND BIAŁE ŚMIECIE!
NASTĘPNYM RAZEM SPALĘ WAS TĄ BUDE!
39-TKI NIE LECO W HUJA!

Przeczytałeś własny, identycznie napisany tekst w dzienniku. Postanowiłeś zabrać go ze sobą, ale gdy niemal go dotknąłeś, nagle kartki zaczęły błyskawicznie się przewracać. Następna i następna.
Następna.
Następna. Kobiecy śmiech. Płacz dziecka. Próbowałem cię powstrzymać, ale nie chciałeś!!!
Następna. Lustra eksplodowały w tysiące odłamków, pędziły wprost na ciebie.
Następna. Przez mgnienie oka żarówki zaświeciły mocniej, aby sekundę później wybuchnąć w kaskadowych błyskach, które cię oślepiły. Niespodziewana biel wypełniła boleśnie twoją wizję. Bestia, przestraszona gwałtowną światłością, przejęła nad tobą kontrolę.
Stałeś się obserwatorem swojego ciała, które wybiegło w pośpiechu z garderoby.

Ros i Michalda:
Nie zbadaliście holu, lecz zawróciliście do magazynu. Gdy zamknęliście za sobą drzwi, ujrzeliście uciekającego w popłochu Tonego. Na moment na was zerknął i było to spojrzenie na wskroś przerażone, nieposiadające w sobie iskierki świadomości, a płomienie dzikości oceniające was. Myśleliście, że towarzysz was zaatakuje, niemniej zdecydował się w dwóch susach wydostać się na zewnątrz.
Krótki krzyk kobiety rozniósł się po okolicy. Kiedy wybiegliście za nim, spostrzegliście jak weteran w jednej ręce trzymał szyję Billy'ego, a drugą dłoń zamknął w żelazną pięść wycelowaną prosto w czaszkę nieletniego. Ten zwisał kilkanaście centymetrów nad ziemią, trzymając oburącz ramię napastnika.
Doyle, uciekłeś z miejsca, które wpędziło cię w Szał. Odzyskałeś kontrolę w momencie, w którym zamierzałeś zmasakrować nastolatka. Bolała cię również twarz.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 148
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: niewyspana, gojące się lewe ramię (zabandażowane)
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Noce Nowego Orleanu [Wampir Maskarada 5 edycja, gra]

Post autor: Arbalest » 13 wrz 2022, 12:58

Obrazek
Cóż... wyszło trochę inaczej niż wyjść miało.
Dziennik był pułapką. Chciałem go zabrać tylko dlatego, żeby nie wracać z pustymi rękoma. Większość mojej uwagi była przy tym poświęcona temu co siedziało w ciemności pod stołem. Już wcześniej czułem dziwną obecność, jakby całe to pomieszczenie chciało pożreć mnie żywcem, ale przecież nie jestem pizdą. Nawet wycofać się trzeba umieć z klasą, nie?
Błąd, kurwa. Błąd...
Powinienem był zabierać dupę w troki, kiedy jeszcze miałem okazję. Kiedy dziennik sam się wertował i usłyszałem głosy, po prostu zamarłem. Nie wiem, czy z przerażenia, czy próbując zrozumieć to co właśnie obserwowały moje oczy. Czy w ogóle mogłem jeszcze ufać swoim oczom?
A potem eksplozja. Zbyt duża bym mógł utrzymać w głębi siebie to co się tam czaiło. W jednej chwili zachowywałem jeszcze jakąś kontrolę. W drugiej straciłem ją zupełnie, a to co działo się dalej było raczej jak pokaz slajdów niż moja własna świadomość. Chyba minąłem Ceda i Ros. Chyba wybiegłem na zewnątrz. Za to już na pewno rzuciłem się na Billy'ego, bo gdy mogłem już podejmować jakiekolwiek decyzje, nastolatka trzymałem za szyję, nad asfaltem i opartego plecami o karoserię furgonetki, tak że zamiast oddychać — ledwie charczał, próbując jakkolwiek powstrzymać moją rękę.
W odmętach własnego umysłu czułem jeszcze Bestię i ostatnie, wydane przez jej instynkt polecenie.

JESTEŚ DRAPIEŻNIKIEM! ZABIJ GO! WYSSIJ DO SUCHA! STAŃ SIĘ SILNYM!

Może jestem pierdolonym socjopatą, ale są jakieś granice... Nie muszę chyba mówić, że nakazałem swojej ręce uwolnić dzieciaka ze swojego uścisku. Upadł na ziemię, a ja skryłem twarz w dłoniach, starając się opanować do końca i pogodzić z faktem, że nie jestem już jedynym panem tej trupiej powłoki, w którą niedawno mnie zamieniono. Na twarzy miałem sito, przemieszane z powbijanymi w nią kawałkami szkła. Dopiero teraz zaczynało boleć, ale dało się to wytrzymać. W końcu byłem stworzeniem nocy...
— Co do kurwy...? Co to było, kurwa mać?!
Byłem głodny. Głodniejszy niż przed chwilą, w garderobie, ale wciąż mogłem to kontrolować. Nie miałem też w dłoni pistoletu, a jakoś nie wierzyłem, że w swoim poprzednim stanie dałbym radę wsadzić go za pasek, gdzie było jego miejsce.
Ilość słów: 0

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław