Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Obrazek

Archiwum nieaktualnych tematów.


Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 18 maja 2023, 17:18

Obrazek
Powrót do Ścianek okazał się trudnym zadaniem i tylko dzięki nowej strukturze ciała stał się możliwy. W innym wypadku z pewnością jego kości chrupałyby już w zębach monstrum zamieszkującego tunele.
Gdy tylko zorientował się, że dotarł do warsztatu Izajasza, natychmiast skontaktował się z kimkolwiek o zdrowych zmysłach i wyjaśnił mu swoją sytuację. Przypomniał kim był nim umarł i wyjaśnił, że wrócił by pozamykać pewne sprawy. W całym zamieszaniu pająk rozglądał się gorączkowo za Eriką, lecz obecny bieg wydarzeń sprawił, że zemsta musiała jeszcze zaczekać.
— Potrzebują tych dzieci, jestem niemal pewny, że przywołują za ich sprawą demony z otchłani. Nie mogą wpaść w ręce tych zwyrodniałych kurdupli z brodami. Musimy się rozdzielić, zabiorę dwójkę z nich na górę. — Grzmot nie zamierzał tracić czasu, zgodnie ze wskazówką odnalazł w ukryciu dwoje dzieci. Znalazłszy je, rozkazał ulokować się na jego grzbiecie, chwycić mocno rękami i nie puszczać.
Grzmot obszedł krasnoludy możliwie najbardziej oddaloną ścieżką, zbliżył się do ściany i rozpoczął wspinaczkę z balastem w postaci dwojga młokosów. Zamierzał dostać się w okolice posterunku u góry, najlepiej poza zasięg wzroku tamtejszych strażników. Wolał uniknąć niepotrzebnych pytań.
Ilość słów: 0

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 804
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 20 maja 2023, 1:39

Obrazek
Jechał do góry, zostawiając w dole Ścianki oraz Hirva. Z każdym przejechanym przez windę metrem wydawało mu się, że bezpowrotnie zanika w nim jakaś cząstka młodego łowcy.
Młodość w starość.
Tradycja w naukę.
Natura w cywilizację.
W ostatnim zabobonnym odruchu dawnego ja, zechciał uczcić odchodzącego po raz drugi chłopaka krótką modlitwą do Rogatego Króla. Nie zdołał, zapomniał słów. Został już tylko Izajasz. On i jego przeznaczenie, nierozerwalnie splecione z losami Odmieńca Szmera.
Pomimo wagi sytuacji, nie spędził podróży w ciszy jak swoja uczennica. Mówił do niej, opowiadając jej historię baszty, jej pochodzenia oraz roli, którą przyjdzie jej odegrać. Wiedział, że tak trzeba. Chciał wierzyć, że i ona postąpi właściwie, gdy nadejdzie czas.
Nasi się bronią. Trzeba spuścić im windę, pomóc w ewakuacji i transporcie zapasów. — zawtórował natychmiast Azie po wjechaniu na górę, nie dając Pryszczatemu czasu na otrząśnięcie się z zaskoczenia. — Jeżeli dacie im zginąć, będziecie następni. Pęknięta Tarcza przyjdzie i po was. Z pomocą naszych macie szansę przeżyć do nadejścia posiłków.
Wydając polecenia, wiedział, jak rozmawiać z dowódcą warty. Pamiętał, żeby w pierwszej kolejności odwoływać się do jego przyrodzonego tchórzostwa niż poczucia przyzwoitości. Znał go wszak od dawna, od czasu, kiedy tamten był jeszcze moczącym łóżko otrokiem, zakradającym się do jego warsztatu, by wybierać złom do swoich dziecinnych zabaw, a kilka lat później, żebrać o naprawy szwankującej rusznicy.
Zostawiając dyspozycje, nie mitrężąc, wkroczyli do wieży. Odnalazłszy drogę, wkroczyli w otwarty połączeniem Szlaku portal i znaleźli się w samym sercu Baszty. Miejsca pamiętającego wszystkie pokolenia Legionu, a nawet czasy, zanim ludzka stopa stanęła na kontynencie. Filakterium wyczuło ich obecność. Glify na powierzchni dwunastościaniu rozjarzyły się oczekująco. Powrócili do źródła. To, co nie dokonało się za żywota Izajasza, miało dopełnić się w obecnym wcieleniu. Nie tylko Aza pragnęła odpowiedzi, sam pragnął ją poznać ponad wszystko na świecie. Wszystko ponad jego własne pragnienie, którego nie zagłuszyła nawet nowa tożsamość. Uratować Ścianki.
Jego ręka dotknęła tefilinu w tym samym momencie co automatonka.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 315
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 22 maja 2023, 0:29

Obrazek
Homunkulus rzeczywiście miał jakieś „usta”, nawet jeśli lepiej pasowałoby do nich określenie „otwór gębowy”. Żłopał podawaną mu przez gobliniego medyka miksturę, a ta zdawała się działać, bo strzęp pozostały po bełcie momentalnie zaczął się zasklepiać na oczach wszystkich obecnych w kamiennej izbie gapiów. Niestety, tylko częściowo, choć na tyle by mógł względnie funkcjonować.
— Jestem fae, tak jak wy. Tylko... innego rodzaju. A przynajmniej tak mi powiedzieli — wytrzaskał paszczą pomiędzy łykami stwór, jednocześnie pozwalając sobie wstać na nogi. Uczynił to powoli. — Ale pomagam wam i osadzie, to się nie zmienia. Potem wszystko wyjaśnię, jak będzie...
Urwał w połowie zdania, bo jak na potwierdzenie niewypowiedzianych jeszcze przez niego słów, do środka weszła wyglądająca jak pająk maszyna. Wyglądem musiała przypominać te, z którymi część z nich walczyła jeszcze wczoraj, broniąc dzieciaków, ale zanim tłumek w warsztacie Izajasza rzucił się na kupę żelaza, ta przemówiła. A gdy mówiła, tłumaczyła swoją sytuację, Dante nie mógł przez chwilę robić nic poza słuchaniem. Jeśli w tamtym momencie nie stracił statusu największej abominacji w pomieszczeniu, to przynajmniej nie był już jedyną. Nie on był tu w pozycji, by decydować czy zaufać maszynie. Z drugiej strony — nie był też w pozycji, by przed czymkolwiek ją powstrzymywać. Daniel już nie żył, nie zdoławszy zobaczyć się z córką, a wszystko i tak sypało się w diabły, więc jeśli istniała szansa na ocalenie choć dwójki dzieciaków, to czemu nie spróbować...?
— Nie ma nic do stracenia, niech je weźmie. Zróbcie mi miejsce. Szykujcie się do walki! Damy odpór ile możem, a potem do windy! — wypowiedział, ignorując kolejną serię zdziwionych i nieprzychylnych zarazem spojrzeń. Pozwalając drapieżnemu ptaszydłu pozostać na swoim ramieniu, wyszedł z warsztatu i złapał pierwszego-lepszego trupa leżącego przed wejściem, zaciągając go z powrotem do środka. Okoliczni mogli to widzieć, albo i nie — liczył, że Ścianki znajdują się już teraz w stanie wystarczającego chaosu, by nie miało to żadnego znaczenia.
Ciało należało do zastrzelonego chwilę wcześniej goblina, wyjątkowo paskudnego, garbatego, o niezdrowo różowawym zabarwieniu skóry. Był jeszcze bardziej odrażający niż obecna forma Dantego, ale na ten moment musiał się zadowolić tym co miał pod ręką. Wszystko było lepsze niż nieznany ludziom ulep z badyli i gliny, który równie dobrze mogli wziąć za demona. Miał szczęście, że nie wzięli już teraz.
Schował się więc razem z ciałem w jednej z wnęk warsztatu, przemienił swoją formę po raz kolejny. Pozostawało mieć nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie mógł transformować w coś bardziej... przystępnego. Dziewczynę, albo kobietę, podobną do tej, którą kiedyś był. Jeśli nie zginie w tej bitwie, jak pies.
Z powrotem pokierował swe kroki na zewnątrz, próbując rozeznać się w sytuacji. Widząc krasnoludy przepychające się przez barykadę, uznał, że jego najlepszą szansą będzie grupa goblinów Crolla, do której sam nieboszczyk zresztą przed odejściem należał.
— Hrrrr... W łeb chhhhryba dostahhhem. Gdzie... hrrrr... gdzie przywhhhódca? Gdzie... Hhhrol? — chrypiał przemieniec, który w spadku po brzydalu przejął nie tylko garb, ale chyba też i jakąś paskudną mutację krtani. — Jhhhrakie rozkazhy? Omharrrr? — imię zastępcy kultu pamiętał tylko dlatego, że wcześniej dzień w dzień wędrował w okolice zwodzonego mostu, gdzie próbował przekonać sokoła do współpracy.
W międzyczasie pochwycił jedną z trzech przejętych kusz, razem z bełtami, od tego ze zgrai, który wydawał się najsłabszy. Nie znał ich zwyczajów, ale spróbował mu jakoś wytłumaczyć, że zrobi z samostrzału lepszy użytek, choć tak naprawdę miał zielonoskórego głęboko w rzyci. Chciał mieć jeno coś lepszego do walki na dystans niż zafajdaną procę. Poczęstował też sokoła odrobiną pokarmu ze swoich zapasów, jeśli ten w ogóle raczył przyjąć taki podarek. Nadchodząca walka miała być ciężka i jeśli mógł go jakoś przekonać do pomocy, to był to dobry moment...
A potem stanął gdzieś na tyłach formacji goblinów, czekając na rozwój wypadków i licząc, że reszta jego towarzyszy sprowadzi na platformę jak najwięcej mieszkańców osady. Potem planował do nich dołączyć.
Ilość słów: 0
Obrazek

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 24 maja 2023, 1:54

Obrazek
Niech mu ziemia lekką będzie — skwitował żal po Dante. Nigdy go nie lubił. — Każdy może być użyteczny, jeśli go dobrze pokierować. To żadna zaleta. A po nim kompost będzie równie wartościowy jak po reszcie, ba, może nawet lepszy, bo więcej niż z goblinów, których Croll tak łatwo wytracił. Nie słyszałem, żeby ktoś po nich płakał.
Świadomie wystawiał się na łomot od matki, ale miał już dosyć tej farsy. Poza tym wiedział, że Dante żyje, ma się dobrze i tak właściwie nie jest ani tępym młotem, ani pijakiem za jakiego uważała go Locha, a kreaturą ulepioną z gówna i patyków. Co za dzień.
Podskoczył, gdy Jackowsky złapał go za chabety i począł tarmosić w pijackim amoku. Znowu coś bredził. Kiedy matka zdzieliła go po łbie, Gnark poprawił mu kopem w rzyć dla kurażu.
Tego zachlanego capa zaś nie przebije dziesięciu Dante. A masz, stary dziadygo, tfu! — Poprawił kopem po szóstym żebrze, ważąc w porę siłę, aby nie zrobić mu rzeczywistej krzywdy i nie dodawać sobie tym samym roboty. Wciąż nie dowierzał, że w czasach gdzie jawnie ćwiartowano gubernatorów, nikt nie poważył się na zrzucenie obłąkańca Jackowskiego w ciemną przepaść.
Tak, czuł jak ziemia wibruje. Nawet nie w samych kolanach, które kołysały się pod wątpliwą wagą lekarza. Usłyszał brzęk menzurek, naczyń, dudnienie i skrzypienie mebli, które poruszały się samowolnie. Ale przede wszystkim dosięgły go krzyki, pełne rozpaczy wobec nieuchronnej nadciągającej potęgi.
W głowie wykluł mu się plan. Ryzykowny i trudny do zrealizowania, zainspirowany słowami Lochy. Jednak co mógł stracić w obliczu tej wszechogarniającej grozy i rozpaczy? Kto mógłby go wtedy ocenić?
Mateńko moja, najpiękniejsza, najwspanialsza, mam ja i coś między tymi uszami i mordą, cożem odziedziczył po tobie, mówię ci to ja, syn twój, krew z krwi, gil z gila, a przysięgam, że skonam nim nie spróbuję szaleństwu pierwej w ślepia zajrzeć. Obaczysz! Pierwszym goblinem będę, co go w marmurze uwiecznią!
Wybiegł z namiotu i larum wszczynać począł, nawołując wszystek cywili, tych dużych i małych, starych i młodych, w stronę windy, gdzie ku górze chciał się udać. Upewniwszy się wcześniej, że towarzyszą mu pozostałe dzieci.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Wielki Cień

Post autor: Lasota » 04 cze 2023, 22:00

Dotknęliście filakterium, które w reakcji na wasz dotyk zareagowało światłem. Iluminacja wydobywała się z krawędzi wielościanu, zalała pomieszczenie niby fala, pochłaniając nie tylko materię. Nie określiliście momentu, w którym straciliście wzrok, a potem pozostałe zmysły. Nie wyłapaliście chwili, w której wasza świadomość przestała obejmować ciała. Nie było wam dane ujrzeć upadania doczesnych powłok, bowiem te nie zderzyły się z zimnymi kamieniami. Żaden dźwięk się nie rozległ, gdyż pozostało jedynie światło.
Przebudziły się wszystkie glify, aktywowały nieużywane od wieków ścieżki, ruszyły maszyny, rozległ się pisk i wrzask zębatek, śrubka upadła w nieoświetlonym zakątku, jednak wiedzieliście o niej. Wiedzieliście o wszystkim i każdym jednym elemencie. Szliście jako armia nieperfekcyjnych automatonów ku zagładzie; czuwaliście nieopodal wynalazku Izajasza, ściskając palcami kostur; staliście się złotą kohortą na szczycie. Było was dwoje, ale jednią zarazem. Czas przestał być linearny, na nowo zdefiniowaliście przestrzeń wraz z jej horyzontami. Zdążyliście poznać siebie na wskroś, przeniknąć niezliczoną ilość razy, skomunikować na sposoby niepojęte śmiertelnikom. W perfekcyjnej sferze zdarzeń, gdzie przypadek nie istniał, dokonaliście wyboru. Postanowiliście podjąć próbę anihilacji drugiego.
Dokonało się.
Chłonąc czarną powozu woń,
wokół którego skrycie pogoń stała
i groza,
poczuła: mróz
wyściela wnętrze powozu.

Wycofywaliście się do windy, gdzie jeden z was zaklęty w ciało pająka wspinał się ku ocaleniu, utrzymując na grzbiecie ściankowe pociechy. Bełty odbijały się od skał, o włos nie trafiając automatona. Dotarliście na miejsce. Widok wolno snującej na dół platformy prawie wywołał szaleństwo wśród niektórych z was, bowiem armia przeklętych krasnoludów zbliżała się szybciej od wybawienia. Magiczne płomienie oraz wystrzelane pociski trafiały w waszą kupę. Usłyszeliście krzyki kobiet i mężczyzn, część z nich w akcie desperacji zrzucała się w przepaść, część popuściła w gacie, niektórzy rwali włosy z głowy. Sami ledwo się trzymaliście własnych nerwów, płaty poczytalności pękały pod wpływem presji oraz ognia. Nie rozumieliście, dlaczego temu szaleństwu towarzyszył piękny śpiew istot, których nie zdołaliście wyłapać okiem. Wwiercał się waszą czaszkę niby ostatnia modlitwa przed grobem.
Rubaszny śmiech krasnoludów rezonował wraz ze śpiewem niewidocznych, jakby łączyła ich nić porozumienia, która wam wydawała się niepojęta. Natomiast pasterza, co zielonym światłem dawał nadzieję, znikł. Nie było go wśród was, zaś jego wybrany uczeń rzucił się w szarży straceńca wprost na Pękniętą Tarczę.
Winda nieśpiesznym tempem spuszczała się po szynach. Pod nią rozegrała się masakra, ale windy nie oceniały. Windy jedynie przewoziły.

I czerń i chłód przyjęła dreszczem ciała.
I wtuliła w kołnierz płaszcza skroń,
i do włosów wzniosła ręce obie,
jakby tu było to... I w jej uchu
głos Nieznajomego brzmiał głucho:
Kim jesteś?

Zapytał pierwszy Legat, gdy spojrzawszy na istotę, nie rozpoznał w niej przyjaciela. Przybyłeś samotnie, dezintegrując każdą cząstkę Nieśmiertelnego. Otoczyłeś niewielką świadomość w swej pełni i wprawiony misterną wolą ukrzyżowanych, wymazałeś z istnienia ostatniego członka zdolnego władać Wyrwą. Wypełniłeś swoje przeznaczenie. W chwili, w której zrzuciłeś okowy cielesności na rzecz opanowania mocy portalu, poddałeś się swoim panom, wypełniając ich wolę.
Zanim jeszcze ludzie nauczyli się krzesać ogień, twoi panowie stworzyli na Urth przejścia, dzięki którym mogliby powrócić do swoich pierwotnych krain. Wyrwa u swego początku nie była niczym innym jak portalem prowadzącym do domu, gdzie żyły podobne panom istoty. Jednak pewnego dnia dotarło tutaj Imperium, rozpoczynając krwawą walkę z elfami. Legat wraz z Nieśmiertelnym pojmali znamienitych mistrzów sztuk tajemnych. Torturami wyciągnęli z nich tajemnice oraz potencjał portalu, a potem skazali ich na wieczną udrękę, aby móc sięgać mocy z drugiej strony. Ukrzyżowani, nieustannie cierpiący, zsyłali szaleństwo na ludzkich magów, którzy próbowali kontrolować ich umysły. Nieśmiertelny wiedział, że słabość ciała z krwi i kości nie pozwalała na ujarzmienie elfów, wiec postanowił poświęcić swoje życie, aby strzec Wyrwy oraz jej więźniów. Pierwszy Legat znał sposób na komunikację z Nieśmiertelnym, dzięki czemu zbudowali basztę, wykorzystując energię z innego świata, byli zdolni tworzyć niepokonaną armię.
Każda iteracja Nieśmiertelnego pozbawiała go świadomości do punktu, w którym stał się niczym innym jak mechanizmem. Twórca baszty nasycał Złotą Kohortę sobą, a kiedy ta spełniała swoją rolę, wracał do filakterium. Pierw za wszelką cenę starał się utrzymywać własną świadomością, lecz wkrótce porzucił ego, aby lepiej pełnić służbę.
Kaźń elfów miała swoją cenę. Cierpienie, złość, ból przywołały obecność, która bacznie obserwowała Wyrwę. Wielkie Zło patrzyło uważnie i nie zrobił nic, bowiem przyciągnięte mrokiem, wiedziało, jak się to zakończy. Pożeracz Światów czekał cierpliwie, gdy splugawione istoty wypełnią jego wolę. Nastąpiły przełomowe dzieje. Katorżnik zabił imperatora na alabastrowym tronie, wyzwalając orków z niewoli i dając im wolną ręką w mordzie. Klan z klanów, Pęknięta Tarcza, wyczuła emanację swego pana i dokopała się do punktu przełomu. Ukrzyżowani mistrzowie, żywe klucze, poddani woli Nieśmiertelnego pozostawiły przejście niedomknięte, a żądny wiedzy Quintus otworzył je na oścież. Religijny fanatyk poprowadził swoje owieczki, trzymając zielony płomyczek, dopełniając czarę zepsucia.
Dokonało się.
Pustka spojrzała na ciebie, a ty, pomimo ogromnej potęgi, ledwie ogarnąłeś cząstkę tego, co skupiło na tobie uwagę. Błyskawicznie udałeś się ku źródłowi, ku Wyrwie, a gdy znalazłeś się w niej, rozpoczęła się twoja ostatnia transformacja. Pomiędzy światami, w Pustce, nasycały cię mroczne energie, jednocześnie karmiąc się całą mocą zgromadzoną w glifach baszty. Pożarłeś dusze ukrzyżowanych, później wchłonąłeś esencja każdego członka Pękniętej Tarczy, a na samym końcu, jakoby na deser, pożarłeś czcicieli Wszechmatki.
Opuściłeś Wyrwę jako awatar Głodu na tym żałosnym padole. Twój cel był jasny i prosty: splugawić wszelkie dusze na tym świecie, żeby sprowadzić zagładę na Urth. Wyczuwałeś robaczki na górze, zastanawiałeś się, co mógłbyś z nimi uczynić. Wyruszyłeś na podbój jako:
Cień Władcy Demonów.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 315
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 13 cze 2023, 10:34

Obrazek
Gdy nadeszła eksplozja, szykował się właśnie do pokierowania ostatnią linią obrony. Czy też raczej — wyczekiwał aż owa ostatnia linia obrony zwiąże krasnoludy walką, by on sam mógł wyłamać się na tyłach szeregu, uciec w stronę windy. Nawet jeśli przez moment mogło być mu szkoda kultystów Crolla, to wiedział przy tym, że każdy jeden z nich ma wyprany mózg. Teraz, gdy główny kapłan kultu Wszechmatki gdzieś zniknął, ich przyszłość i tak stałaby pod znakiem zapytania, nawet gdyby cudem część z nich ocalała. Być może śmierć była dla nich formą łaski...?
Nawet jeśli taki miał być ich los, to promieniująca z baszty siła rozpoznała w jednym z nich kogoś więcej. Zauważyła jego odmienność, jego... potencjał. Nie oznaczało to, bynajmniej, że był mu pisany lepszy los. Łatwo zapomnieć, że w świecie są rzeczy gorsze od śmierci.
Coś targnęło jego ciałem, cisnęło nim na ziemię, nie pozwalając utrzymać się na nogach. Goblini kształt począł się rozpadać, ponownie przemieniać w bezkształtną masę, która powracała do pierwotnych proporcji odmieńca. Nikt nie zwrócił uwagi. Każdy z otaczających go goblinów i ludzi zajęty był umieraniem, asymilacją przez uwolnioną istotę, albo bogowie wiedzą czym jeszcze.
Konstrukt otworzył oczy, które przybrały teraz czerwonawy odcień. Razem z nim, obudziła się świadomość. Dante powstał, spojrzał na obraz zniszczonej falą platformy... gdy z przestrachem zdał sobie sprawę, że to nie on poruszał spróchniałymi członkami, nie on myślał, nie on planował...
Dante mógł już tylko patrzeć jak nienazwana dusza kieruje jego ciałem i wykonuje polecenia bez jego woli. Patrzeć jak jego powłoka dokonuje rzeczy, których on nigdy by się nie dopuścił, które w przeszłości wywołałyby jeno skurcz jego glinianego żołądka. Teraz nie wywoływały, bo już nawet żołądek nie należał do niego. Ponownie stał się niewolnikiem. I będzie nim już po wsze czasy, póki jego nowy Pan nie zwolni go ze służby. Być może już nigdy.
Chciałby krzyczeć, ale nie miał ust...
Ilość słów: 0
Obrazek

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 13 cze 2023, 19:48

Obrazek
Udało mu się uciec, wdrapać po skalnej ścianie wąwozu w pobliże posterunku, a przy tym uniknąć pościgu. Nie mogąc doczekać się któregokolwiek z towarzyszy, mechaniczny pająk zabrał dziatki do wnętrza Baszty.
Dni mijały, pająk, który niegdyś był orkiem, nie mogąc zrealizować zemsty na brodatej kobiecie, ani zaprowadzić porządku w miejscu, które przecież mógł nazwać domem, zrezygnował nawet ze zwiadowczych wypraw do odciętych od świata Ścianek. Motywacje niegdyś żywej istoty słabły i zacierały się z każdym dniem, pozostała jedynie wola przetrwania i licha więź jaką siłą rzeczy począł budować z małymi uciekinierami.
Później, wiele miesięcy, a może i lat później, grzejący się przy płomieniach ogniska, skryci w jednej z nielicznych oaz nomadzi, z zaciekawieniem słuchali najbardziej doświadczonego z ich konfraterni. Mówił on o dwójce młodych obdartusów, chłopcu i dziewczynce przemierzających bezkresne piaski. Dzieci były uzbrojone, jedno w toporek i kawał metalu z dorobionym uchwytem, mającym służyć za tarczę, drugie dzierżyło łuk i kołczan lichych, starych strzał o stępionych grotach. Stary nomad opowiadał, że wraz z dziećmi pustynię przemierzał mechaniczny, gadający pająk. Chcieli dostać się do najbliższej ostoi cywilizacji, a ponoć zbiegli z opanowanej przez Demona Baszty, przed wyprawą do której srogo przestrzegał konstrukt. Stary nomad nie znał dalszych losów dziwacznej trójcy przemierzającej bezkresne morze piasków, co nie przeszkadzało mu snuć dalszej części opowieści.
A co stało się naprawdę? Nikt nie potrafił odpowiedzieć precyzyjnie, bowiem w trakcie pustynnej przeprawy piach wgryzł się w tryby maszyny, unieruchomił ją i wyrwał resztkę woli walki o przetrwanie. Z czasem metalowe truchło zaległo głęboko w wydmie, w grobie. I nikt już nie potrafił rzec, co było prawdą, a co nie. Nikt, z wyjątkiem dwójki młodych obdartusów, którym rzekomo udało się przetrwać.
Ilość słów: 0

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław