Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Obrazek

Archiwum nieaktualnych tematów.


Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 09 lut 2023, 14:28

Obrazek
Lament Thomasa nie robił na orku wrażenia większego, niż lekkie tylko ukłucie satysfakcji. Grzmot dość uważnie wysłuchał człowieka, na tyle, aby później składnie przekazać informację pozostałym, znaczącym cokolwiek w Ściankach istotom.
— Skoro była ich tylko garstka, należało zebrać resztę hołoty i powstrzymać Frederica. Ostrzegałem was wczoraj, teraz za późno na lojalność, a twoje ciągłe skamlenie zaczyna mnie wkurwiać. Będziecie żyć, Thomasie. Ty i twoi kopacze będziecie żyć i służyć tym, których zdradziliście. Na nic więcej nie licz. — Croll wprowadził plan w życie, zagonił ludzi do roboty, część pozamykał jak bydło w oborach. Grzmot nie sądził, że w ten sposób dokona się zemsta na górnikach, wszak należał do zwolenników dekapitacji i nabijania dupska na pal.
Uzyskawszy zarówno informacje jak i towarzystwo cennych dla czegoś z głębi tunelu dzieci, Grzmot zamierzał wynieść się z jaskiń, pozostawiając sprawę górników rozwiązaną raz na zawsze, lecz nim to uczynił, wyrwał jedną z nóg z uścisku mężczyzny, wziął zamach i zwyczajnie zasadził mu kopa z czuba w brzuch, twarz, czy też gdziekolwiek trafił. Tak zamierzał dać znać Thomasowi, że z nim skończył na dziś.
Już po opuszczeniu kopalni ork dojrzał niecodzienne zbiegowisko – brodatych kurdupli z brodami uzbrojonych po zęby. Krasnoludy gestykulowały, pluły w brody we własnym języku, wskazywały jego ludziom, mieszkańcom Ścianek, gdzie mają złożyć broń.
— Kijka się boisz, kurwi synu? Zawszony kundel. — Warknął na delegację, kostura nie oddał. Wpadł za to z pełnym impetem do lecznicy, w której to Gnark opatrywać miał Erikę.
— ERIKA! Wstawaj, do kurwy matki. Twoim krasnoludom mało wrażeń. Cała zasrana delegacja Pękniętej Tarczy czeka na zewnątrz. Chodź, będziesz tłumaczyć! Erika? Erika, wstawaj żesz do kurwy nędzy! — Rozdarł się Grzmot od progu, żądając towarzystwa brodatej krasnoludki u swego boku. Kiedy już wychodzili, dodał jeszcze, że nie zabroni jej zadawać pytań, jeśli wpadnie na coś błyskotliwego. Nade wszystko, co oczywiste, musieli się dowiedzieć w jakim celu w ogóle Pęknięta Tarcza przybyła do Ścianek, skoro kwestia trybutu została ustalona poprzedniego dnia.
— Gadać mi tu zaraz, czego szukacie w Ściankach, brudasy, i kto was tak urządził? To objazdowa trupa kaleków? Popatrz, Erika, skurwysyny, jak mówiłaś, z czymś się tam tłuką. Oby się durnie pozabijali nawzajem. — Grzmot wyszczerzył się paskudnie, ku czemu silić się nie musiał. I tak stał, wyglądając groteskowo z pejczykiem do ostrzejszych zabaw przy pasie i w ćwiekowanej obroży na szyi. Stał i patrzył im na ręce, co nie było trudne, po patrzył z góry — zarówno dosłownie jak i w przenośni.
— A, wyjaśnij im jeszcze, że grubas odwalił kitę. Teraz ja tu rządzę. —
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 315
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 11 lut 2023, 11:38

Obrazek
Kolejnych obelg — zarówno pod adresem swoim, jak i jego nowego pupila — cierpliwie wysłuchiwał, pozwalając by te spływały po nim jak woda po kaczce. Nawet na „zupełnie przypadkowy” łupniak po nodze, Dante nie zareagował inaczej niż cichym sykiem, odzywając się dopiero wtedy, gdy Locha skończyła torturowanie biednego zwierzęcia, które to tortury były jednak konieczne do dalszej rekonwalescencji małego drapieżnika.
— Nie chciałem zamieniać twojego szczytnego aktu altruizmu w ordynarne kupczenie przysługami... — zaironizował, choć ciągle bez zgryzoty — ...ale skoro tak, to pamiętaj, dobra kobieto, że lecznica stoi tylko dlatego, że postawiliśmy się Frederickowi. Wychodzi na to, że jesteśmy kwita. Dziękuję za pomoc.
Znalazł następnie ptakowi jakieś ciche, miłe i ciepłe miejsce w grocie Daniela, w którym ten mógłby regenerować z czasem siły, jednocześnie karmiąc go czymś ze swoich zapasów, po czym sokół miał najmniejszą szansę na pochorowanie się. Z braku innych alternatyw do świeżo upolowanej padliny innych ptaków, którą takie zwierzęta się na ogół żywią — chwilowo musiało to wystarczyć.
Nieszczęsny tunel miał w środku takie same glify jak choćby te widziane w dawnym lokum Maksymiliana, co jasno dawało do zrozumienia, że cały ten bajzel jest ze sobą powiązany. Kto wie — siatka tuneli równie dobrze mogła sięgać już na ten moment do każdego wydrążonego w litej skale domostwa. Na chłopski rozum — oznaczało to mniej więcej tyle, że żeby ochronić dzieci, należało zasypać i — dla pewności — dodatkowo zabarykadować tunele w wybranym miejscu, umieścić tam bachory... a potem modlić się, by zmechanizowane ustrojstwa nie zdołały przedostały się od zewnątrz, ani przebić się jeszcze raz od wewnątrz.
Jeśli Aza zdążyła wtenczas wrócić, chętnie pokazał jej glify przed zatarasowaniem przejścia. A potem zrobił dokładnie to — poprosił Daniela o pozwolenie na działanie, a zakładając, że je otrzymał — pożyczył kilof albo kilka, skrzyknął paru mieszkających razem z nim chłopaków, po czym trzymając narzędzie za drewniany trzonek, obruszył skałę dookoła podkopu, pozwalając by ta się zawaliła. Jeśli starczyło czasu i mebli — dodatkowo zatarasował tymi ostatnimi zawalone przejście, nie zamierzając ułatwiać zadania mechanicznym poczwarom, które pewnikiem miały tej nocy ponowić atak.
Z samym Danielem też miał do pogadania, więc udał się do niego od razu po skończonej pracy.
— Jak się czujesz? — spytał kurującego się staruszka. — Słuchaj... słyszałem jak wrzeszczeliście na siebie z Frederickiem w nocy. I rozumiesz pewnie, że przez cały ten bałagan muszę zapytać — o co tam chodziło, z tym hańbieniem historii? Nawet nie wiedziałem, że macie z nim jakąś wspólną historię. I — jeśli wolno mi wiedzieć — kim był ten trzeci człowiek z twojej ryciny...? Wiesz której...
Był może przy tym trochę nazbyt obcesowy, ale sytuacja nie pozwalała na dłuższą opowieść czy drążenie tematu — potrzebował konkretów tu i teraz. Podniesione przez pojawienie się krasnoludów z Pękniętej Tarczy larum tylko ten fakt potwierdzało — zwyczajnie nie było czasu na rozczulanie się.
— Zaraza by to...! Wiedziałem, że nie należy ufać krasnalicy. Najpierw kradnie mi naszyjnik, żeby go przehandlować na odroczenie terminu, a teraz okazuje się, że gówno odroczyła. Oszukała nas wszystkich... Bądźcie gotowi, nie wiemy jakie mają zamiary! — rzekł do tej połowy mieszkańców, która jeszcze żyła po nocnej batalii. Wiedział, że jeśli zacznie robić się gorąco, Daniel nie będzie w stanie poprowadzić kolejnego starcia i Dante będzie musiał zrobić to osobiście. Wiedział też, że jeśli do walki dojdzie — nie będą mieli praktycznie żadnych szans z ciężko opancerzonymi krasnoludami.
Ostatnio zmieniony 12 lut 2023, 11:16 przez Arbalest, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0
Obrazek

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 294
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 11 lut 2023, 15:29

Obrazek

Świat Ścianek przeobrażał się, stawał się coraz bardziej mroczny i okrutny, podobnie jak czerniała dusza Crolla. Ciała zmarłych w bitwie były rozczłonkowywane, bez żadnego szacunku przeznaczone na materie dla jadalnych grzybów – głównego pożywienia mieszkańców o niespotykanej nigdzie indziej wartości odżywczej. Wnętrzności skrzętnie wyjmowane, te bardziej drogocenne jak wątroby, serca, ozory i nerki przekazane do jadalni uroczej Lochy, reszta przerabiane na nawóz. Proces przemiany trwał, a radosne goblinie pieśni rozchodziły się echem po całym rozpadlisku. Oblicze kamiennej pramatki, trawionej przez porosty i pleśń, wydawało się, jakby delikatnie uśmiechać. Natomiast zielone pokurcze przejmowały w Ściankach władzę, choć w zupełnie niewidoczny sposób – przez głód i strach. Ci, którzy wykonywali swoje zadania, podporządkowywali się do nowego rytmu, mieli pełne żołądki. Jedynym problemem był klan Pękniętej Tarczy.
Milczący posępny pielgrzym dał błogosławieństwo swoim podopiecznym, zostawiając ich przy pracach w hodowli grzybów, zadowolony opuszczając nowopowstałą plantację w dawnych jaskiniach mieszkalnych górników. Nie czuł wyrzutów sumienia, że masowo zamknął ludzi jak bydło. Spotkała ich zasłużona kara. Za śmierć niewinnych, za poświęcenie dzieci potwornym konstruktor, za zdradę. Ich talizmany były splugawione i nie ochroniły ich ciał i dusz. Croll zamierzał dalej przysłużyć się dla społeczności, tym razem nie doprowadzając do żadnej makabry.
Musieli przygotować miejsce bezpieczne, gdzie skryć mogły się pozostałe dzieciaki – jedyna nadzieja Ścianek. Skrzętnie więc przeszukał warsztat Izajasza, miejsce które wcześniej cała obecna rada uznała za najbardziej bezpieczne. Sprawdzał, każdy zakamarek, każdą wyrwę i pęknięcie, zwracał uwagę na ewentualne glify na ścianach czy niedokończonych konstruktach, przy okazji przeglądając cały złom pozostawiony tutaj przez otępiałego inżyniera.
Wybacz przyjacielu – zaczął do gospodarza nie będąc przekonany czy ten cokolwiek będzie pamiętać – potrzebujemy waszej siedziby do ukrycia dzieci. Czy powinniśmy wiedzieć coś ważnego o waszym domu? Czy istnieje tutaj jakieś tylne wyjście lub ukryte przejście? – oczywiście sprawdził informacje przekazane przez Izajasza, nawet najbardziej absurdalne. Nawet w jego szaleństwie można było doszukiwać się cennych wskazówek.
Ilość słów: 0
Obrazek

Michu
Awatar użytkownika
Posty: 36
Rejestracja: 28 lis 2021, 12:52
Miano: Voron
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Michu » 11 lut 2023, 18:57

Spokojny sen z całą pewnością nie zregenerował Eriki, bo ani nie był spokojny, ani specjalnie regenerujący. Krasnoludka zerwała się na równe nogi i odruchowo machnęła ściskanym w dłoniach kosturem, grzmotnąwszy Grzmota po piszczelach.
— Ja im, kurwa mać, dam zaraz prawdziwe wrażenia...
Nie marudziła jednak zbyt długo, bo żywy wkurw zagrzał ją do walki z każdym, kto przerwał jej święty spoczynek. Obudziwszy się w trymiga, przeczesała palcami brodę i w bojowym nastroju ruszyła do pertraktacji.

Owszem, niektórzy z pobratymców być może i nosili na hełmach maski brodatych, wkurwionych demonów, ale niedawno wybudzona krasnoludka wcale nie była lepsza od wspomnianych złych duchów. Z tą różnicą, że jej broda wciąż była piękna, mimo nocnej szarpaniny.
— Banda durnych pojebów. Szkoda, że ich to gówno nie zeżarło, czymkolwiek jest — warknęła w trakcie tyrady Grzmota i zaczęła tłumaczyć. Słowo w słowo, by przekaz słów orka dotarł do zakutych łbów w czystej, niezmienionej formie. Nie sądziła, że półmózgi domyślą się, o jakiego grubasa konkretnie chodziło, wspomniała więc o Maksymilianie.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 179
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 12 lut 2023, 0:33

Obrazek
Tego ranka Aza wspierała młodego łowcę we wszystkim, w czym mogła, sumiennie wypełniając jego instrukcje. Nie zamierzała jednak przejmować się sceptyczną reakcją łowczyni na jej więź z basztą. Trudno było wymagać od śmiertelników, by pochwalali coś, czego sami nie rozumieli. Dla osiągnięcia doskonałości inżynier powinien sam stać się częścią dzieła, które naprawia i tworzy, a choć ona sama nie śmiałaby się równać z Nieśmiertelnym mistrzem baszty, zjednoczenie z jego tworem pozwalało jej odkrywać niezbadane dotąd lądy inżynierii.
Modyfikacja automatonki w baszcie nie zmieniła głównych elementów pierwotnego projektu formy, tj. sylwetki kobiety czy twarzy. I dobrze, bo miała do niej mechaniczny sentyment z racji faktu, iż zaprojektował ją jej tragicznie zmarły twórca-technomanta. Różnica polegała na tym, że teraz była po prostu normalnego wzrostu i mieniła się oślepiającym złotem oraz pięknem glifów. Żałowała trochę utraty skrzydeł, gdyż w inżynieryjnych robotach możliwość latania bywała niezastąpiona, ale przecież mogła tu wrócić następnego dnia i odzyskać swój skarb.
Naprawienie windy w obecnych okolicznościach zajęło niedługą chwilę, toteż rychło potem podążyli z Hirvo do wioski w dół, by na dzień dobry zostać powitanymi najgorszymi wieściami i relacjami z poprzedniej nocy.
Aza w reakcji na to postanowiła nie marnować ani chwili i wezwana przez Dantego, podążyła do tuneli w domu Daniela, z których wyszły mechaniczne pająki. Przyjrzała się glifom, a potem dotknęła ich, by ujrzeć, co kryje się w ich zakamarkach. Poświęciła także chwilę na obejrzenie samych konstruktów.
Następnie postanowiła zająć się mechanicznym Maksymilianem, do którego miała kilka pytań. Najpierw jednak rozmontowała jego kończyny, tak by nie miał możliwości poruszania się i kombinowania czegoś głupiego. Nie pozwoliła nikomu innemu uczestniczyć w tej konwersacji, zamierzała porozmawiać z nim jak automaton z automatonem.
- Mieszkańcy Ścianek chcą cię zniszczyć, ale nie pozwolę im na to - poinformowała w pierwszych słowach po nakręceniu gubernatora. - Wiem, przez co przechodzisz, też przechodziłam to piekło. Porozmawiajmy.
Po przekonaniu do siebie Maksymiliana chciała wypytać go o wszystko, co się działo od momentu uruchomienia go, kto go stworzył, jakie praktyki wyprawiały się w podziemiach, do czego potrzebne były dzieci i wszystko inne, co smar przyniesienie mu na język. A także gdzie podział się klucz do jego skarbca.
Jeśli metoda polubowna nie przyniosłaby skutku, w ostateczności dopiero zamierzała użyć gróźb. Wszak był teraz tylko Maksymilianem Kadłubkiem pozbawionym możliwości ruchu, a perspektywa wrzucenia go w piaski albo inne parszywe miejsce, gdzie pozostawałby nieruchomy, ale świadomy i katowałby swój umysł w samotności przez dziesiątki lat, nie rysowała się kusząco.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 804
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 12 lut 2023, 2:01

Obrazek
Hirvo, podobnie jak Aza, nie podzielał sceptycyzmu swojej mistrzyni. Podobnie jak Aza nie zamierzał go również komentować. Może przez szacunek do nauczycielki, a może z powodu wrodzonej małomówności. Myśl o tym, że jak dotąd połączenie automatonki z basztą przyniosło im obfite łupy zachował tedy dla siebie.
Nie był to bynajmniej koniec przydatności nowych, wszechwidzących zmysłów automatonki. Części potrzebne do nareperowania windy znaleźli sprawnie i bez złych przygód. Było też coś innego. Coś, przez co Hirvo był zmuszony częściej mrugać w drodze powrotnej. Nowo narodzona w świetle Aza stała się niepodobna do swej dawnej formy. Skrzydła w zamian za solidność. Wysoka to cena, ale kto wie, czy nie warta podobnej transakcji w tych trudnych dla Ścianek czasach. No i były jeszcze glify. Na magii i inżynierii wyrostek znał się jak kura na pieprzu, ale glify, które widniały teraz na jej powłoce ,zdawały się tymi samymi lub podobnymi do tych, które widzieli już po drodze. Co mogło oznaczać, że jej połączenie z basztą stało się jeszcze silniejsze.
Z zamyślenia wyrwały go poszukiwania toksyn, dokładnie przełom w tych pierwszych, kiedy natrafili na wyjątkiem jadowitą odmianę pewnego zielska. Hirvo nie pamiętał jego nazwy, ale wiedział czym jest i co potrafi. Łowcza, ucząc go kiedyś rozpoznawać owe zioła, raczyła określić, że ich toksyna jest „zabójcza jak jasny skurwysyn”. Łowcza nie miała tendencji do przesadyzmu, więc Hirvo wierzył jej na słowo. Zebrawszy zapas, który mieli dostarczyć do wioski, zabezpieczył też niewielką porcję, która dozwoli mu zatruć kilka strzał. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Wrócili do obozowiska. Młody łowca w milczeniu przełknął ślinę, patrząc na zdobycz swojej nauczycielki. Wczoraj wieczorem niewiele brakowało, aby to on sam znalazł się w łańcuchu pokarmowym gacków podobnych, do tych, które leżały teraz u ich stóp. Tylko trochę bardziej ruchliwych. Podziękował jej za pomoc. Szczerze, nawet jeżeli w duchu oczekiwał jakiegoś bardziej zjadliwego łupu niż krwiopijcze jaskiniowe drapieżniki. Nie wybrzydzał, jako człowiek ostępów sam wiedział jak jest. Czasami nie dało się inaczej.
Krótko po tym, jak spakowali się w drogę powrotną, przybył do nich Pryszczaty, w charakterze posłańca złej wieści. Wysłuchał relacji, zarówno jego, jak i pozostałych, już po tym, kiedy on i Aza dostali się z powrotem na dół.
Informacji do nadrobienia było niemało, w przeciwieństwie do czasu, jaki pozostał im potrzebny do kolejnej nocy. Jak zwykle w takich sytuacjach, Hirvo pracował, co pomagało mu uspokoić i uporządkować myśli. Zaczął od wizyty w lecznicy, gdzie wpadł na Grzmota i kilku pozostałych. Nie zatrzymując się na dłużej, pozbył się taszczonego od wieży balastu oraz przekazując truciznę goblinom, dla siebie zachowując tylko uzdrawiającą miksturę.
Znajdźcie coś, co na was pasuje — rzucił im na odchodne, zmierzając do górniczych kwater, aby zmajstrować tam kilka pułapek, które pomogłoby im przetrwać nadchodzącą noc. Ale przedtem zahaczył o Jackowsky’ego, niosąc mu sprezentowany przez łowczynię bimber, mający wspomóc jego profetyczny talent.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Wieczór II

Post autor: Lasota » 16 lut 2023, 3:48

Hirvo Nie umknęło ci przybycie uzbrojonych po zęby krasnoludów, na czele których stał brodacz z uszkodzonym, lecz pięknym toporkiem. Postanowiłeś podzielić się znalezionymi fantami z baszty, a potem zabrałeś się do zmajstrowania pułapek. Stworzyłeś pułapkę z olejem oraz niespodziankę pod postacią niebezpiecznego złomu i gówna, którego nawałnica miała spadać na sukinsynów. Majstrowałeś w warsztacie Izajasza, natomiast sam właściciel przytulał się do swej niesamowitej maszyny, uważnie obserwując wskazówki zegarów i mamrocząc coś pod nosem. Zupełnie cię zignorował. Rozstawiłeś pułapki po opuszczeniu budynku.
Znalazłeś Jackowsky’ego siedzącego przy przepaści, jego nogi zwisały nad mroczną nicością, wystarczyłoby lekko go popchnąć, aby spadł. Podchodziłeś do niego od lewego boku, natychmiast rzuciło ci się w oczy spuchnięcie na lewym ramieniu. Wyglądało paskudnie, jakoby złamane. Zanim się odezwałeś, jasnowidz przemówił pierwszy.
— Porobiło się, co? — zapytał, patrząc w odmęty przepaści. — Zobacz, co robi odcięcie od świata oraz nuda. Najpierw zaczęliście pić — mówił beznamiętnie. Być może planował obarczyć cię winą, jednak ton jego głosu był smutny, bez mocy, przez co brakowało mu wyrazu. Wzbudzał litość, niżeli gniew. — Potem zamordowaliście gubernatora, a teraz mordujecie siebie nawzajem. — Powstał na równe nogi.
Odwrócił się ku tobie. Spojrzał ci w oczy. Ujrzałeś trzeźwego człowieka, którego wejrzenie zdradzało zmęczenie. Człowiek ten nosił na barkach ciężar, który go wykańczał. Nie przypominał bohatera, raczej umierającego chorego na łożu śmierci, oddanego zupełnie nurtom przeznaczenia. Wątła budowa i wysoki wzrost wzmagały to wrażenie.
— A ja to wszystko przewidziałem — dodał. — I nie zrobiłem nic, żeby was powstrzymać. Jestem tak samo podły jak wy. Dlatego może się zabiję? Bo jestem bezwartościowym śmieciem I zasługuję... — spostrzegł na gorzałę, natychmiast zmienił mu się ton — na wódę. Dawaj to.
Oddalił się od przepaści. Zgarnął od ciebie butelczynę. Wyczuł, że jest lekka. Uniósł ją, potrząsnął, zamieszał ciecz w środku, a ta zadźwięczała, wirując.
— Istotnie, jesteśmy żałośni. Nawet taki pijak jak ja nie może już dostać całej butelki. — Odkorkował naczynie. — Ażebyśmy zdechli, Hirvo. Niechaj świat się kończy, bo my na niego nie zasługujemy! Naszej zguby! — Zaczął pić duszkiem. Wlał w siebie na raz to, co pozostało.
Nie musiałeś czekać długo. Jackowsky skutecznie się upodlił. Raz nawet rzygnął, wprost na ciebie, niemniej uniknąłeś wielobarwnego strumienia. Pijak wyłożył się na ziemi. Zaczął drżeć i się tarzać. Próbowałeś mu pomóc, a ten nagle cię złapał za barki. Jego szaleńcze spojrzenie niemal dotykało twojego, stykaliście się czołami.
Już przybyło! Klan z klanów znów ucieka. Tak jak zostało przepowiedziane, nigdy nie utrzymają własnej fortecy. Ich następne dziecko karleć w duchu będzie, albowiem pozbawieni macierzy, nie trwają w tradycji. Wygnańcy nie pogodzą się z tym, bo już uciekają, nieumarli ich wypierają. Płyną pod prąd nurtom losu, a wy, jeśli oddacie się temu, dołączycie do nich. Pan potrzebuje swojego sługi. Dopiero razem, gdy niebo i ziemia są połączone, wzniesiecie królestwo. Wtedy pojawi się król. Poprowadzi swe figury ku zwycięstwu. Ale to sługa nosi, i ginie, kiedy pan widzi porażkę. Jeśli wygnańców odprawicie, ostatnią przeszkodą nieumarłych będziecie wy! WY!
Gorszy od wywróżonych smętów wymierzonych prosto w ryj, był zapach wymierzony prosto w nos. Ale byłeś przyzwyczajony do zapachu gówna. Wytrzymałeś to i usłyszałeś wizję pijaka. Ten na moment odzyskał świadomość.
— Izajasz. — Po wymówieniu imienia, stracił przytomność. Zdałeś sobie sprawę, że Jackowsky długo tak nie pociągnie, jeśli będzie dalej pił. Z drugiej, przeczuwałeś, że nadchodziło rozstrzygnięcie sprawy Ścianek. Czy zdrowie tego człowieka było warte zachowania, kiedy jego wartość sprowadzała się do chlania i udzielania informacji?
Po wszystkim musiałeś przygotować się na noc.
► Pokaż Spoiler
Croll Wkroczyłeś do środka warsztatu, po drodze mijając młodego ucznia łowczyni.
Nie od razu spostrzegłeś Izajasza. Byłeś niską istotą, górki metalowych gratów przesłaniały ci widok. Rzadko tutaj zaglądałeś, ale kiedy zrobiłeś to ostatni raz, dawno temu, jeszcze przed ostatecznym przeobrażeniem, warsztat był uporządkowanym miejscem. Aza i Izajasz znali każdy zakamarek i każda śrubka, blaszka, sprężyna i linka miały swoje miejsce. Chaos wdarł się tutaj, ale różnił się od chaosu przyrody. Bowiem w pozornym nieładzie natury odnajdowało się perfekcyjną równowagę, natomiast nieład umysłu człowieka przynosił wyłącznie zgubę.
Omijając bajzel, omijałeś w istocie skupisko chorego mózgu, którego kreacja pokazywała, iż Izajasz stał się własnym cieniem.
Nie znalazłeś użytecznych fantów. Jeśli miałbyś czas, mógłbyś takie tutaj stworzyć, wykorzystując złom. Natomiast wydawało ci się, że znalazłeś ukryte przejście. Nurkując w złomie jak w wodzie, rozrzucając śrubki na lewo i prawo, dopłynąłeś do blachy zasłaniającej dziurę. Odsłoniwszy ją, wylałeś się wraz z złomem do sieci tuneli naznaczonych glifami. Zdałeś sobie sprawę, że była to sieć, dzięki której dotarły tutaj mechaniczne pająki. Istoty twojego rozmiaru winny się tu zmieść. Pojąłeś, że dzięki temu mogłeś dotrzeć do każdej lokacji, jeżeli posiadała ukryte tunele.
Usłyszałeś w oddali odgłos zawalenia. Jeden z końców sieci został zawalony. Wróciłeś na górę, wspinając się po korpusach maszyn, każdej naznaczonej znakiem Nieśmiertelnego.
W końcu postanowiłeś porozmawiać z samym Izajaszem. Widziałeś jego plecy. Klęczał nad przedziwną maszynerią. Ta, wedle opowieści i plotek, wskazywała kres konceptów. Oznaczało to, iż mógłbyś zadać maszynie pytanie, a ona precyzyjnie określiłaby kres istnienia tego, o co zapytałeś. Trudno było ustalić, w jakim celu Izajasz to zbudował. Konstrukcja wydawała się tak samo stara, jak sam warsztat.
— ...potrzebuje czasu, wymaga ponownego nastawienia — odezwało się coś metalicznego za twoimi plecami.
Przyrządy podłączone do kotłów zaczęły parować.
— Sssszzzzzuuuuum nieeee suuuuuuu— wysyczała para wydobywająca się z nieszczelnych rur.
Wśród kupek wylazły pająki. Były małe i podobne do tych, które was zaatakowały. Przedziwne podobieństwo pomiędzy jednymi i drugimi.
Poczęły uderzać rytmicznie nóżkami o podłoże.
W tym samym czasie zębaki w rozbebeszonych urządzeniach ruszyły się.
Żelazne sprężyny naciągały się gwałtownie i zwijały.
— Po-łą-cz-yyyyyyy — kakofonia zrodziła głos.
Izajasz klęczał i milczał.
-- Trz-e-b. A-k-t-yyyyyy-w. — wyklekotały pająki wraz z parą.
Mosiężne ośmiopiki wychodziły z każdej strony, różnych rozmiarów, wszystkie zmierzały w synchronicznym ruchu w twym kierunku. Za tobą, przed tobą, nad tobą.
Wyczułeś smar w powietrzu, a sekundę później cały warsztat zagrał. Głos dobiegł zewsząd.
— KONIECZŁADUNKIEMNATYCHMIASTODRAZUCIEKAJ.
Nagle pająki rozpadły się w złom.
Woda w kotłach przestała wrzeć.
Zegarowe elementy zatrzymały się.
Izajasz odwrócił się ku tobie.
— Przepraszam, ale gdzieś zgubiłem prezent Azy — zaczął technomanta zakłopotanym głosem. — Dzisiaj jest rocznica jej terminu — mówił w zdziwieniu, jakby orientował się sekwencyjnie, co się działo wokół niego. — Gdzie ja to położyłem? Chcę docenić jej pracę.
Westchnął. Zmierzał do ciebie, ale zauważyłeś, że po chwili jego wyraz twarzy ponownie się zmienił.
Zatrzymał się.
Zakłopotanie. Kolejny raz zorientował się o twej obecności.
— Wybaczcie. Nie usłyszałem, kiedy pan wchodził. Kim pan jest? Miałem właśnie iść do akademii... — powiedział lekkim, ale zestresowanym głosem. Zaczynał się bać. — Nie poznaję tego miejsca. Czy jesteśmy w piwnicy uczelni? — Rozglądał się gwałtowniej.
Zapomniał.
Dante z Rosenburga — Jak żółtodziób po pierwszej bitwie — wyjawił z syknięciem Dante leżący w łóżku. Obok niego, w obszernym koszu wyłożonym kocem, spoczywał sokół z rannym lewym skrzydłem.
— Zanim zaczniemy rozmawiać — mówił z wysiłkiem — wyjmij proszę z szafeczki piersiówkę. Boli strasznie, a ja już nie mam na to nerwów. Jestem za stary.
W szafeczce znajdowała się srebrna piersiówka. Wygrawerowano na niej liczbę dwanaście. Osadzono ją w kole zębatym, które połączone z mniejszymi, tworzyło skomplikowane rozstawienie mechanizmów zegarowych. Była stara, ale pomimo lat, zadbana. Po odkorkowaniu czuć było aromat karmelu, dębówki, gorzkiej czekolady.
— Quintus. Nazywa się Quintus. — Wyjawił imię nieznajomego z rysunku. Skrzywił się, jakoby rozdrapał stare rany. Zapijał ból podanym alkoholem.
— Frederic był przebrany za naszych przodków, którzy przypłynęli tutaj wieki temu. Nawet wtedy było trzynaście legionów. Kiedy podbili te ziemie, utworzyli Caecras. Mundury górników były żywcem wyrwane ze starożytnych czasów, dzisiaj nasi żołnierze nie noszą takich pancerzy — wytłumaczył, sapiąc. Raz na jakiś czas zwilżał gardło trunkiem.
— Żyjemy w ruinach Wczesnego Imperium. Pamięć jest zapisana w bibliotekach, ale i przekazywana ustnie, w tradycjach wszystkich legionów. Tutaj, na granicy z pustkowiami, leży nasze dziedzictwo. Stworzyliśmy je dawniej, żeby wieki później je ponownie odkryć, zbadać i odzyskać. Odległość do pustkowi również ma znaczenie. Tam, daleko na północy, żyją ci, których stąd wygnaliśmy.
Trzeci łyk. Weteran nabrał powietrza przez nos. Sokół na niego zerknął.
— Zdezerterowałem. Nie wykonaliśmy rozkazu, a dzięki wpływom Izajasza, oszukaliśmy nasz legion. A było to tak...
Odział zgrupował się przy moście prowadzącym do niższych poziomów. Przewodził nimi Izajasz, pod nim był już Daniel i Quintus. Trzydzieści osób mila po mili przemierzała cylindryczny tunel, odkrywając mroczne zakamarki. Tam, gdzie nie było to możliwe, magowie ziemi manipulowani skałą niczym gliną. Nieśmiertelny pozostawił po sobie wiele tajemnic, ale prędzej czy później nauczyliby się od nowa wykorzystywać jego dary. Dzieliły ich dziesiątki pokoleń, ale należeli do dwunastki.
Centralna sala była drugim z trzech węzłów. Ostatni znajdował się na dnie. Tam, gdzie duszę zaklinano w maszynę. Drugi węzeł służył jako próbnik. Wszelkie niedoskonałości były usuwane, a jeżeli automaton nie przeszedł próby, był niszczony i rekonstruowany. Później maszerowali wyżej, a biel wskazywała im drogę.
Ekspedycja zeszła na sam dół. W przestrzeni szerokiej na kilka kilometrów, gdzie niebo przypominało wąską kreskę, a mrok był gęsty niczym kurtyna, ujrzeli Świata Odbicie. Na jego ścianach ukrzyżowano półmartwych. Ich rasa odeszła z tego świata, odnalezienie ich było przełomem. Skazani na agonię, przebici do ścian w równych odstępach, mogli odnowić Świata Odbicie. Wystarczyło jedynie ich przebudzić, żeby świadomie przeżywając ból, otworzyli ranę.
Prawda okazała się powodem rozłamu. Daniel i Izajasz nie zamierzali przebudzać uśpionych, ale Quintus pragnął poznać tajemnice. Doszło do bratobójczej walki, której przywódcy nie wygrali. Uciekali na górę. W drugim węźle Izajasz pozostawił pułapkę, lecz nie zdołał jej dokończyć. Urządzenie zdolne wykorzystać potęgę baszty przeciw niej.
Patrzyli na most, który zniszczyli. Ci, którzy wrócili razem z nimi, zostali zabici. Nie mogli pozostawić świadków, legion nie mógł się dowiedzieć. Izajasz utkał intrygę. Okłamywał legion, dzięki czemu zyskali czas, którego nie wykorzystali. Postanowili trwać na posterunku.

— To cała moja historia, Dante. — Stary żołnierz wyglądał na wykończonego, niewiele pozostało mu sił. — Czuję, że niedługo umrę. Chciałbym cię o coś poprosić — spojrzał ci prosto w oczy. — Chciałbym porozmawiać z córką. A kiedy odejdę, proszę, pochowajcie mnie godnie. Mam swoje za uszami, ale nie chcę być pożywką dla grzybów. Spalcie mnie, a prochy oddajcie mojej córeczce.
Podał ci piersiówkę.
— Pamiętaj o tym, kiedy przyjdzie wam rozstrzygać los. Jak zapamiętają nas dzieci.
Przez moment patrzył na ciebie. Po jakimś czasie zasnął głęboko.
Musiałeś przygotować się na noc, żywiąc nadzieję, że zawalony tunel nie sprowadzi kolejnych niespodzianek.
Aza Oczywistym było, że wśród prostaków i starców ścisły umysł stanowił niezbędny klucz do otwarcia zamków tajemnicy. Nie znałaś się na magii, Aza, ale zdołałaś ustalić, że glify w ciasnych tunelach nie należały do znaków Nieśmiertelnego, ani nie miały związku z technomancją. Niemniej, domyśliłaś się, iż znaki oddziaływały na powierzchnię, którą obejmowały. Wydawały się one wyblakłe, pozbawione mocy w przeciwieństwie do symboli Nieśmiertelnego. Jednak nie miałaś pewności czy glify były zdezaktywowane na zawsze.
Kolejnym krokiem było przesłuchanie Maksymiliana kadłubka, zdanego na twoją łaskę. Wyczułaś pewną szczyptę sadyzmu w swoich obietnicach, albowiem pozbawiwszy go kończyn, teraz snułaś przed nim obietnicę wykaraskania się z tragicznej dla niego sytuacji. Gubernator zamiast twarzy posiadał blachę z jednym przyrządem optycznym niczym cyklop. Bez organicznego ciała, nie zdradzał zmęczenia, strachu, podziwu czy fascynacji. Tak jak ty, mógłby trwać w bezruchu całą wieczność. Jedynie poruszający się kluczyk zdradzał fakt, że Maks był aktywny.
— Rozumiem swoją sytuację. Dziękuję za sposobność przeprowadzenia rozmowy — zaczął elokwentnie, ale głos miał dziwny, jakby przepuszczony przez tubę; zaszumiony oraz zniekształcony przez wewnętrzne usterki. — Będę współpracował. Nie chcę sprawiać kłopotów — kontynuował, a pomimo bycia istotą nieorganiczną, stres wkradł się w jego głos. — Czego, Azo, chciałabyś się dowiedzieć, hm?
Po wysłuchaniu pytań, Maksymilian zamyślił się. Odezwał się dopiero po jakimś czasie.
— Źle to zapamiętałem. Mój powrót... — wyciszył aparat głosowy. Skrzywił nagle głowę. Człowiek wykonałby to subtelnie, ale Maks był ograniczony do mosiężnych stawów pozbawianych szerokiego zakresu ruchowego. — Obudziłem się w ciemności. W tym ciele. Nie byłem sam. Wszyscy, którzy tutaj zginęli. Ludzie, krasnoludy, gobliny byli tutaj wraz ze mną. Przetrzymywali nas. Zabierali po kolei. W końcu nastała moja kolej.
Znów na ciebie zerknął.
— Zorientowałem się, że byłem na samym dole. Później zauważyłem, że za mną znajdował się magazyn automatonów, przede mną również. W koncentrycznym planie wydrążyli pomieszczenia, gdzie trwaliśmy do momentu przebudzenia. Na środku, w centrum... Było to coś.
Zaczął się bać.
— Tam... Zawieszona w powietrzu kropla, jakby rtęci. Gigantyczna, olbrzymia, oko boga czy księżyc. Powierzchnia tej kropli była perfekcyjnie gładka, a na jej ścianach — przerwał. Znów milczał, albowiem zorientował się, że nie panował nad swoim głosem. Doprowadziwszy się do porządku, kontynuował. — Na jej ścianach poprzebijano istoty. Ich korpusy ciągnęły się po sferze, tworzyły makabryczny wzór siatki. Kazano mi czekać. Później wyłonił się On z kropli. Geomanta, stary znajomy Izajasza.
— Moja misja składała się z dwóch etapów. Pierw stworzyliśmy sieć tuneli wraz pająkami. Odbijały znaki na skałach, żeby Quintus mógł czarować na odległość, formując skały wedle własnego zamysłu. Gdy zakończyłem ten punkt, rozkazali mi zorganizować wypad na Ścianki. Miałem zdobyć dzieciaki. Pierwszy był Daruś.
Cyklopie szkło skoncentrowało się teraz na podłodze.
— Łatwo było przekonać Frederica. W końcu rządziłem wami przez długi okres, znam wasze potrzeby. Po mojej śmierci nie poradziliście sobie najlepiej. Zamiast się zorganizować, popadliście w pijaństwo i desperację. Frederic chciał się wydostać, więc obiecałem mu to. W zamian za dzieci. Cóż, mówiąc szczerze, byłem w podobnej sytuacji jak on, ale to, co mnie wyróżnia, to fakt, że mam olej w głowie w przeciwieństwie do tego gbura. Udało nam się zdobyć jeszcze jedno dziecko, ale koniec końców powstrzymaliście uderzenie.
Nagle spojrzał na ciebie.
— W głębinach, na samym dnie, jest nas legion. Prędzej czy później będą następni tacy jak ja. Zdesperowani. Być może Frederic? Nie wiem po cholerę potrzebne są im dzieci, ale już mnie to nie obchodzi. Zamiast tego mam do zaoferowania układ. Widzisz, Azo, jestem w stanie przeprowadzić was przez tunele na sam dół. W zamian za to chcę odzyskać swoje kończyny, a potem chcę opuścić Ścianki. To miejsce nas zabiło.
— Ach, zapomniałbym, skarbiec. Cóż, nie ma klucza tutaj i nie wiem, gdzie się on znajduje. Być może trzeba inaczej je otworzyć?
Lekko się schylił w twoim kierunku. Skrzywił głowę w prawo.
— Zreperujesz mnie, proszę? Swoją drogą, co ci się stało? Jakim cudem zmieniłaś formę?
Gnark Pierw zapoznałeś się z trucizną dostarczoną przez łowczego. Okazała się silną toksyną zdolną bez większego problemu uśmiercić człowieka, goblina, być może nawet orka. Wystarczyło, aby substancja dostała się do organizmu ofiary. Problemem było jedynie odporność krasnoludów na trucizny, ich rasa znana była z legendarnej odporności. Tak czy siak miałeś w rękach broń oraz antidotum, a przeczucie podpowiadało ci, że nawet jeśli trucizna nie zabiłaby brodaczy, z całą pewnością osłabiłaby ich.
Pęknięta Tarcza i Erika Krasnoludy zareagowały gwałtownie.
— Zajebać, skurwieli! — wyryczał Keren. — Zajebać orka!
Wszystkie kusze wymierzano w jego kierunku ze snajperską precyzją.
Nagle przywódca bandy uniósł dłoń. Nie wystrzelono bełtów.
Czarne żyły kreśliły jego bladą niczym stary pergamin skórę. Był łysy, jego broda była przerzedzona, gdzieniegdzie ziały ubytki odsłaniające krzywy i niby kanciasty podbródek. Patrzył oczami zalanymi bielmem, dziwna wypustka kostna przebiła jego czoło, jakby wyrastał mu róg. Smoliste pryszcze szpeciły jego cerę.
Uśmiechnął się. Brakowało mu zębów.
Zawiesił toporek na pasku. Wyciągnął fajkę drewnianą. Jej trzon był gruby i długi, natomiast kominek zdołałby pomieścić wiele tytoniu. Nabił sobie fajkę z udawaną dumą. Keren wyciągnął zapałki i mu rozpalił.
Zaciągnął się, wnętrze komina rozjarzyło się żarem. Po chwili krasnolud wypuścił śmierdzący dym.
— Niespokojne czasy nastały. Bardzo nerwowe. Stresujące — mówił w swoim ojczystym języku, dla większości brzmiał on jak potok skał — dni. Bardzo łatwo jest się... urazić. A ja się poczułem urażony.
Skinął głową.
Dźwięk nagle zwolnionych cięciw, wystrzały. Mlask przeszytego ciała.
Grzmot padł trupem.
— Przychodzę do was jak ojciec do swoich dzieci, a wy tak mnie witacie niegodnie? — mówił, pykając sobie z fajeczki.
W tym samym czasie krasnoludy sprawnie przeładowywali kusze nowymi pociskami.
— Rozczarowałem się. To zmienia sytuację — rzekł z przekąsem. Pomimo niskiego wzrostu patrzył na was z góry, w szczególności na ciebie, Eriko. — Nie mamy szacunku i zaufania względem siebie. Czas to zmienić. Widzicie, wasza walka nas zainteresowała. Oznacza to, ze macie, dzieciaki, broń. Oj, oj, oj. Niedobrze. — cmoknął i pokiwał palcem w przekornym geście.
— Dzieci nie powinny się bawić takimi zabawkami, Eriko. Pierwsza sprawa jest taka. Oddajecie cały swój oręż. W zamian to my będziemy was chronić i dopilnujemy, żeby wasz ogródek sprawnie nas wszystkich wykarmił. Do jego uprawy są potrzebne sprawne dzieciaki, a nie martwe. Damy wam trochę czasu. Zbierzecie broń i załadujecie na wózek.
Poruszył uszkodzoną ręką. Pojawiła się nowa plama krwi, ale krasnolud zdawał się niewzruszony.
— Po drugie, teraz potrzebujemy gwarancji. Wygląda na to, że musimy ponownie zbudować relacje, a one wymagają szacunku. Oddacie nam jednego z waszych szczeniaków albo... Poczujemy się urażeni. Później zbudujemy tutaj placówkę i pomożecie nam w tym. Trzeba już przestać bawić się w piaskownicy i zacząć robić poważne sprawy.
Wysypał resztki palonych ziół na glebę.
— Oczekuję, Eriko, że zorganizujesz swoich ludzi i wypełnisz moje polecenia. Czas leci, kochana. Taś, taś, do dzieła!
W tym momencie czekał na twoją odpowiedź. Zdałaś sobie sprawę, że stanęłaś przed wyzwaniem. Od twoich słów zależała przyszłość Ścianek i wszystkich jej mieszkańców. To, co wypowiesz, stworzy przestrzeń do dalszych interakcji z Pękniętą Tarczą. Mogłaś po prostu zaakceptować warunki... Albo wywalczyć swoje.
W tym czasie reszta drużynników mogłaby ci pomóc, wykonując swoje posunięcia. Tej nocy przyszło wam się zmierzyć z krasnoludami.
Grzmot Ustrzelili cię, a zorientowałeś się po eksplozji bólu w klatce piersiowej. Flaki, serce, bark i muśniecie po żebrach. Wiele w życiu wycierpiałeś, zniosłeś to godnie, ale świadomość opuszczała cię niczym woda przez sito. Zamiast tego zalewała cię nicość. Usłyszałeś krzyk swoich kobiet, śmiech krasnoludów i własne sapanie.
Padłeś na ryj.
Nie wiedziałeś, ile to trwało, ale powstałeś w miejscu, w którym umarłeś. Byłeś absolutnie sam, a otoczenie wykrzywiło się w niesamowitych kątach. Nie czułeś niczego poza ukuciem.
Natarczywa potrzeba zmusiła cię do popatrzenia na niebo.
Płonęło ognistym morzem. Pomyliłeś rozwścieczone wody z falą cierpiących grzeszników, których las powyginanych kończyn wskazywał wprost na ciebie. Kakofonia krzyków kaźni zaatakowały twoje uszy, niemal rozdzierając twą jaźń na strzępy. Krzyk potępionych wyniszczał cię, a to był dopiero początek.
Niebo spadało. Sklepienie grzeszników w powolnym, jednostajnym tempie opadało, pochłaniając materię. Niespodziewanie wynurzyły się inne istoty. Upiorni rycerze na ognistych pegazach wylecieli, unosząc swoje zakrzywione miecze. Wściekłe ogary, cerbery, wynurzały się, przeżerając sobie drogę. Zastępy złych duchów postanowiło na ciebie zapolować, i wiedziałeś, że staniesz się mizerną papką, kolejnym straceńcem w kotle, jeśli cię dopadną.
Wyczułeś zew. W głębinach znajdowało się łono. Emanowało potęgą, ciepłem, wybawieniem. Chciałeś w nie wejść, spenetrować, ażeby przetrwać. Zorientowałeś się także, że temu wszystkiemu przyglądała się Obecność. Istniała pomiędzy, trwała za zasłoną, patrząc na światy. Jej Cień stał się widoczny, padł na Ścianki, na piekło, na cały świat ci znany.
Długo się nie zastanawiałeś. Byłeś martwy, więc po prostu skoczyłeś w przepaść. Spadałeś, a ścigało cię niebo. W pewnym momencie poczułeś jak aura łona cię objęła. W tym momencie ujrzałeś rozcięcie w materiale gobelinu wszechrzeczy. Przeszedłeś przez niego.
A potem zakuto cię w tryby, zamknięto w blachach, ograniczono kluczem.
Urodziłeś się na nowo w ciemnościach.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 804
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 23 lut 2023, 22:36

Obrazek
Z mieszaniną fascynacji i obrzydzenia patrzył jak siedzący na skraju otchłani, pijaczyna wlewa przyniesioną mu resztkę bimbru w drugą, zdawałoby się bezdenną, otchłań własnej gardzieli. W pierwszej chwili młody łowca obawiał się, że wyduldana na hejnał odpita berbelucha okaże się dla zaprawionego chlora ledwie antypastem, lecz wystarczyła do obudzenia jego wieszczego talentu.
Torsja wstrząsnęła pijakiem, Jackowsky plunął womitem, którego Hirvo uniknął ani o chwilę za późno. Jasnowidz padł na ziemię, trzęsąc się w poprzedzających trans konwulsjach. Kierowany odruchem łowca przyklęknął, by pomóc mu wstać i natychmiast pożałował tej decyzji. Pijany przyciągnął go ku sobie, zaś Hirvo starał znaleźć się jak najdalej od wionącego mu w twarz smrodu i świdrującego go obłąkanego wejrzenia. Kiedy tak pasowali się w tej parodii tańca, prorok zaczął wieszczyć. Łowca słuchał, starając się przy tym oddychać jak najrzadziej.
Z imieniem Izajasza na ustach Jackowsky padł bez czucia na ziemię. Wlokąc go w kierunku wioski i legowiska, w którym pijak zwykł spędzać większość dnia, Hirvo powtarzał i zapamiętywał objawioną mu treść przepowiedni, która to — wzorem większości proroctw — miała zyskać na jasności dopiero z upływem czasu. Jednak już teraz napełniła go przeczuciem, że najbliższa noc okaże się tą przełomową. Jego myśli obróciły się ku sprawom bieżącym oraz dotyczącym niedalekiej przyszłości. Przypominał sobie o dwóch otwartych tunelach w domu górników zabezpieczonych pułapkami, a które chciał dodatkowo obstawić kilkoma ochotnikami z wioski, którzy obserwowaliby je w stosownym oddaleniu. Jednak dopiero druga myśl, ta o przekazanej Gnarkowi truciźnie, sprawiła, że po krótkiej chwili zastanowienia przyspieszył kroku, kierując się w stronę lecznicy.
Wstrzymajmy się z doprawianiem trybutu — argumentował już na miejscu do goblińskiego medyka i każdego spotkanego po drodze towarzysza. — Jackowsky powiedział więcej. Karły zmagają się z czymś w tunelach. Z czymś, co być może już wkrótce zacznie zagrażać wszystkim.
Nie omieszkał także wspomnieć, że owo zagrożenie zostało nazwane przez jasnowidza „nieumarłymi”. Powtórzył też, możliwie dokładnie, treść przekazanego mu proroctwa, ze szczególnym uwzględnieniem fragmentu o wzniesieniu królestwa. Wzmianka o połączeniu nieba i ziemi, choć pozbawiona szczegółów nasuwała oczywiste skojarzenie. Owocem mariażu tych dwóch mogły być zarówno wertykalna baszta, jak i horyzontalny most. Obydwie konstrukcje, byłyby więc w jego mniemaniu kluczowe dla rozwikłania tajemnicy Ścianek.
Podzieliwszy się swoimi spostrzeżeniami, zaczął szykować się do nocnej warcie, którą zamierzał spędzić w stanowisku na dachu domu Daniela.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 315
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 26 lut 2023, 20:28

Obrazek
Cała opowieść zaczynała powoli rzucać światło na to co w tym momencie działo się w Ściankach, a przynajmniej tak się Dantemu wydawało. Popełniony przed laty błąd jednych, stawał się przekleństwem drugich. Jak bomba z opóźnionym zapłonem, albo ironia losu wracająca, żeby skopać komuś rzyć. Mimo to nie chciał go osądzać. Nie było go tam, nie wiedział jak sam by postąpił na jego miejscu, a historia była pełna niedomówień, jak gdyby sama w sobie była zbyt potworna, by Daniel mógł opowiedzieć ją w prostszych słowach.
Nie znaczyło to, że nie dopytał o co ważniejsze szczegóły — musiał to wszystko jakoś zredagować reszcie drużyny. Musieli dokończyć to, co przed laty zaczęli Izajasz z Danielem. I Quintus, nieszczęsny Quintus, pozostawiony dawno temu w głębokich tunelach. Najpewniej martwy, bo nie wyobrażał sobie, by ktoś mógł przeżyć tyle czasu w miejscu tak odosobnionym, tak niegościnnym, a jeśli w relacji gospodarza było chociaż ziarno prawdy — także przepełnionym szaleństwem.
— Nadchodzi noc, ale gdy tylko wzejdzie słońce — i jeśli sami tej chwili dożyjemy — wejdę do baszty i sprowadzę tu twoją córkę. Przekażę jej to i powiem jakie jest twoje... życzenie — obiecał mu, odbierając jednocześnie piersiówkę, a po chwilowej inspekcji przedmiotu, schował go do swojego tobołka.
Jedno spojrzenie na staruszka i zrozumiał, że odejście jego przyjaciela jest kwestią nawet nie miesięcy czy tygodni, a dni. Może nawet godzin. W obliczu kryzysu z krasnoludami należało jednak zadać sobie pytanie — czy podobny los nie spotka niedługo reszty mieszkańców wioski?
Jak dowiedział się wyglądając na zewnątrz — Grzmota spotkał. Ork padł trupem, powalony bełtem z jednej z krasnoludzkich kusz. Dante zaklął — za jednym pociągnięciem języka spustowego, królestwo zostało bez króla, choć brak dalszych mordów sugerował, że negocjacje przy lazarecie Lochy dalej trwają. Rzecz w tym, że były najemnik powątpiewał w pokojowe rozwiązanie sporu przez krasnoludkę. Żądanie złożenia broni... i dzieci — zwłaszcza dzieci — stanowiło jasny sygnał do działania — mogli zgodzić się na ten dyktat, albo wypowiedzieć karzełkom wojnę.
Licząc się z tą drugą opcją — Dante złapał za używany do tej pory kilof i jeden z pancerzy pozostałych po chłopcach Fredericka. Schowawszy je w swoich klamotach i ubrany tak jak zwykle, ruszył marszowym tempem w kierunku warsztatu Izajasza, starając się ominąć stojących na środku platformy krasnoludów szerokim łukiem.
— Wszystko idzie w diabły. Przygotuję parę butelek z oliwą... gdyby nie było innej opcji. Wypalimy podziemne karzełki jak będzie trzeba — rzucił do idącego w przeciwną stronę Hirvo. Jako znający się na taktyce najemnik przeczuwał, że ogień byłby dobrą kontrą na kuszników stojących w zwartej formacji. A że nie miał pod ręką nic lepszego — trzeba było improwizować.
— Izajaszu — zwrócił się do niespełna rozumu mężczyzny, gdy był już na miejscu. — Potrzebuję oliwy, szmat i butelek. Rozejrzę się, w porządku?
Nie spodziewając się żadnej koherentnej odpowiedzi — Dante zaczął rozglądać się za wspomnianymi elementami, a gdy już je znalazł — schował się w głębszych zakamarkach izajaszowego domostwa i wypełnił oleistą cieczą wszechobecne po niedawnych libacjach butelki.
— Croll, pomóż mi jak nie masz nic do roboty. Jak krasnalica spierdoli sprawę, to musimy mieć się jak bronić. Albo zacznij rozdawać je naszym na bieżąco — twój wybór.
Ilość słów: 0
Obrazek

Michu
Awatar użytkownika
Posty: 36
Rejestracja: 28 lis 2021, 12:52
Miano: Voron
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Michu » 26 lut 2023, 21:56

Wiadome było nie od dziś, że krasnoludy nienawidziły orków. Nienawidziła ich także Erika, więc wykorzystała moment, by pogrążyć Grzmota. Koncertowo i bardzo prosto, tłumacząc jego słowa wprost. Splunęła na ciało, gdy padło obok, po czym powzięła:
— Dobrze że sczezł, uzupator i skurwysyn. Tylko psuł powietrze — zawyrokowała, patrząc po rodakach zmęczonym spojrzeniem.
— Walczymy z tym samym wrogiem, moi drodzy. Mamy wspólnego przeciwnika, który lada chwila wylezie z wydrążonych tunelów. Musimy w tej sytuacji zostawić animozje za sobą i współpracować. Rozporządzajcie wioską, ale nie odbierajcie nam broni, bo nas wszystkich, łącznie z wami, spotka zagłada — westchnęła, rozmasowując skronie.
— Przygotowujemy trybut z jedzeniem dla was. Wszystko idzie zgodnie z planem, po prostu ten parszywiec-uzurpator zaczął szarogęsić i udawać ważnego. Wszyscy mieszkańcy byli zastraszeni i bali się postawić. Sami zresztą widzieliście, jaki był. Poza tym, zawsze przecież dochodziliśmy do porozumienia, czyż nie? — spytała, próbując nawiązać próbę dialogu. I była na wskroś szczera, mogli być tego pewni.
Ilość słów: 0

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 273
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 27 lut 2023, 0:39

Obrazek
Rozmasowywał obolały od używania moździerza nadgarstek. Spowitym zmęczeniem wzrokiem, spoglądał na sterty zużytego ziela, które teraz nadawało się na kompost. Spod bulgoczącej jeszcze aparatury wyglądała wstydliwie pękata menzurka, a w niej niemal przezroczysta ciecz, przypominająca dobrze wydestylowany bimber. Tuż obok, w nieco mniejszym naczyniu stała druga mikstura, antidotum, które sporządził na zaś, w razie, gdyby. Gnark wierzył w jego właściwości, w końcu sam je sporządził, ale nie potrafił zwalczyć w sobie odrazy, jaką i to budziło w zespół z zabójczą trucizną, której opary były gotowe zwalić go z nóg.
Zmrużył oczy, kiedy do namiotu wpadło światło wraz z przyjściem Hirvo. Pozdrowił go skinieniem głowy.
Jak uważasz — odparł lakonicznie, gryząc się w język na wieść o kolejnych wizjach pijaka Jackowskiego. Wciąż miał o nich niezmienną opinię, stek bzdur wydukanych przez starego menela. Na szczęście samemu Gnarkowi nieśpieszno było do zatruwania żywności, z ulgą przyjął zatem możliwość odpoczynku od parujących toksyn, na których skutek piekły go już oczy.
Wyszedł na zewnątrz. Podążył do domu Izajasza. Kierował się właściwie czystym przeczuciem, mechanicznie stawiając kroki po platformie Ścianek. Być może chciał zobaczyć jak Izajasz się sprawuje? Czy trawiąca jego mózg demencja pogarszała się, tak jak mówili w wiosce?
Kiedy wszedł do środka, zastał pozostałych towarzyszy, tych, z którymi walczył ubiegłej nocy. Nie zdziwił go ten fakt, wszakże od niedawna każdy błąkał się i chodził po domostwach wedle uznania. Widocznie każdy już dał sobie spokój z zamykaniem się na klucz.
Zaś znowu te przeklęte tunele! — warknął, długimi susami przemierzając warsztat. — Niczego nie nauczyła was ostatnia noc? Co tym razem stamtąd wypełznie? Nie pozwolę…
Gnark chwycił za kilof, wpełzł w przedsionek dziury i zamaszystymi, wściekłymi ruchami, zaczął zawalać jej ściany.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 179
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 27 lut 2023, 2:08

Obrazek
Aza spojrzała bezemocjonalnie niebieskimi ślepiami na niedoskonałą formę Maksymiliana, ubogą i niedokończoną, pozbawioną finezji i serca włożonego weń przez twórcę. Maszynową powłokę tak daleką od dzieł Nieśmiertelnego, a nawet ręki technomantów z Caercas, dawnej stolicy Imperium. Biednego nadętego gubernatora, który nawet w tak okropnej formie i z rozmontowanymi kończynami nie wyzbył się urzędniczej elokwencji, a któremu nie pozwolono nawet w spokoju odejść do zaświatów, by tam wymazano mu z pamięci wrażenia bólu i wspomnienia śmierci. Gdyby żyła, poświęciłaby mu więcej czasu i empatii. Ale nie żyła i była tylko maszyną, a trudne czasy wymagały twardych środków.
Zapomnij o tym, nie wrócisz już do tych tuneli, Maksymilianie — odrzuciła ofertę układu, nie bardzo wierząc w szczere intencje gubernatora.
Zreperuję cię i wypuszczę — potwierdziła pierwotną obietnicę, która przekonała go do współpracy. W tamtej umowie jednak nie sprecyzowała czasu, kiedy to nastąpi. — Ale nie teraz, gdy wioska jest zajęta walką o przetrwanie. Wyłączę cię jednak, żeby twoja świadomość nie cierpiała.
Przekręciła kluczyk, a kiedy już go unieruchomiła, wzięła kadłub gubernatora pod rękę i zaniosła do swojego domu, gdzie dobrze ukryła Maksymiliana pod stertami złomu. W warsztacie Izajasza panowało najwyraźniej spore poruszenie, bowiem w środku zastała Dantego, Gnarka i Crolla. Wsparła poszukiwania potrzebnych im elementów, wskazując, gdzie mogą je odszukać. Następnie zajęła się technomantą, ostatnią najbliższą jej osobą w tym życiu, której zły stan pogarszał także jej stan psychiczny, napełniając ją jeszcze większym przygnębieniem.
Izajaszu, to ja Aza — powiedziała łagodnie do swojego mentora, łapiąc go pod rękę. — Nie możesz tutaj sam zostać na noc, pójdziemy do domu Daniela. Połączyłam się przez glify z Basztą, wiesz? Wszystko przez nie widzę i pozwalają mi sterować maszynami. Odnalazłam też ukrytą komnatę Nieśmiertelnego, ale teraz muszę odbudować Biały Szlak i most łączący Basztę z dołem.
Opowiadała mu dalej po drodze swoje ostatnie odkrycia w temacie Nieśmiertelnego i doświadczenia z Baszty, a także to, jak przemieniła swoją formę. Liczyła na wzbudzenie lucida intervalla u technomanty, to jest że dzięki tym opowieściom i znajomej mu metalowej twarzy złapie na jakiś czas kontakt z rzeczywistością. Zostawiła go w domu Daniela, prosząc Hirva, by się nim zajął.
Potem automatonka powróciła do warsztatu po złom, nie próbując nawet zbliżać się do miejsca trwających negocjacji z krasnoludami. Widząc martwego orka przemknęło jej tylko przez myśl, że Grzmotowi zapewne też ten sadysta z podziemi zgotuje piekło natychmiastowego powrotu po śmierci. Wybrała właściwe części z warsztatu i natychmiast udała się z nimi do urwanego mostu, by z inżynieryjną precyzją jeszcze tej nocy rozpocząć odbudowę Białego Szlaku.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 294
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 27 lut 2023, 8:34

Obrazek

Warsztat Izajasza przypominał mu zupełnie inną krainę, nie dawną uporządkowaną siedzibę uczonego. Lśniące w świetle palonych lamp naftowych szczyty metalowych gór, doliny śrubek, nakrętek i podkładek, rdzawe płaskowyże nieprzydatnego złomu, skupiska niedokończonych tworów i zagubionych części. Zupełnie jak dzika natura wdziera się do opuszczonych zabudowań ludzkich, tak i szaleństwo mężczyzny odzwierciedlane było w chaosie przestrzeni dookoła niego. Biedny obłąkany starzec został opuszczony przez swojego boga – umysł.
Przechodził między stertami żelastwa rozrzuconego w nieładzie, nieraz nieostrożnie wchodząc w jakiś odstający z ziemi kawałek metalu, zahaczając o skrawek blachy, czy wplątując się w pozostawiony niby przypadkiem drut, za każdym razem klnąc siarczyście. Nie było tutaj nic przydatnego w tym momencie, ale w wolnej chwili mógłby stworzyć tutaj urządzenia przydatne w rolnictwie. Oczyma wyobraźni widział już taśmy produkcyjne, urządzenia szatkujące resztki i mięso — ułatwiający prace oraz złożony system irygacyjny i piece zwiększające temperaturę w jaskiniach — przyśpieszające porost grzybów. Teraz jednak musieli się martwić czymś innym niż głodem. Musieli przetrwać następną noc.
O odnalezionej sieci jaskiń za jedną z blach poinformował towarzyszy. Nie wiedział zbyt dużo o tutejszych tunelach. Przypuszczał jednak, że to z nich wychodziły mechaniczne pająki. Z wnętrza ziemi musiał pochodzić również przeobrażony gubernator. Ten sam, który został wyłączony przez zielone, obślizgłe goblinie ręce.
Źle z tobą Izajaszu, jeśli nie poznajesz Crolla, syna Crolda i Mioll. Dwójki goblinów przyjętych przez Ścianki właśnie przez ciebie. Z twoją pomocą założyliśmy największą hodowlę grzybów. Pamiętasz mnie? – Wspiął się na górkę szmalcu, aby spojrzeć starcowi prosto w oczy. – Twój umysł odpływa, ale może uda Ci się połączyć Ścianki i wzmocnić goblini ród, tworząc maszynę – uosobienie Pramatki i Twojego geniusza?
Rozmowę z gospodarzem warsztatu przerwał mu Dante zagadując o oliwie, szmatach i butelkach. Zamierzał przyrządzić wybuchowe koktajle. Drobne dłonie goblina sprawnie poradziłyby sobie z napełnianiem flaszek łatwopalnym płynem, ale jedna para rąk do pomocy to zbyt mało. Croll zaś stał się duchowym przywódcą wszystkich zielonych istot w Ściankach. Zebrał wszystkich swoich wiernych i rozdał polecenia. Część z goblinów miała pomóc wioskowemu łowczemu, część przekazywała przygotowaną przez nich broń ludziom gotowym do walki, inne miały zebrać dzieci do domu Dantego, a reszta poszła pomagać Azdzie przy odbudowie mostu.
Ilość słów: 0
Obrazek

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 282
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Noc II (a)

Post autor: Lasota » 05 mar 2023, 14:33

Grzmot Urodziłeś się na nowo w ciemnościach. Twoją wizję zalewał mrok, ale odczuwałeś. Pierwszą potrzebą było powstanie na swoje nogi. Wtedy odczułeś dziwny środek ciężkości w sobie, które prawie sprowadził cię z powrotem na deski. lecz po chwili złapałeś równowagę. Pierw oparłeś ciężar swego ciała na swoich rękach i nogach... A było ich osiem. Dotarło do ciebie gwałtownie, iż posiadałeś więcej kończyn i nie zachowywały się one normalnie. Były inne.
Później każdemu twemu ruchowi towarzyszył klekot zegarowych mechanizmów wraz z tarciem blechy o blachę. Nie czułeś ani zimna, ani ciepła, po chwili zrozumiałeś, iż nie oddychałeś. Fala nowych doznań przyniosła również bodźce z gęstej nicości, w której się przebudziłeś.
— Chcę. Chcę. Do. Do. Moich. Moich. Cioci. Cioci — wybrzmiały zniekształcone, piskliwe szumy ożywionego mechanizmu.
Wyczułeś szarpnięcia z każdej strony, a gdy próbowałeś się przemieścić, błądząc po omacku, zdałeś sobie sprawę, że byłeś wśród poruszających się kadłubów, kończyn, manipulatorów oraz łańcuchów.
— Nie ma nas! Nie ma! — krzyczał ktoś w oddali. W wysokich, nieprzyjemnie dźwięcznych tonacjach.
— Zabijcie mnie! ZABIJCIE! — odezwało się wiele głosów jednocześnie, sycząc.
Wraz z nimi dołączył agonalny chór maszyn. Kiedy zaklinali kaźń w słowa, wygłaszając je niczym potępieńcy, poruszali się. Energiczniej, żwawiej, gdy odzywały się nowe wcielenia.
— Do. Do. Moich. Moich. Cioci. Cioci.
— NIE MA NAS!!! NIE ISTNIEJEMY!!!
— Gdzie jesteś, kochanie?!
— Thomas?! THOMAS?!
— ...dlaczego nic nie czuję?!
Światło.
Gwałtownie mrok rozproszył się, oddając miejsce srebrnej iluminacji wpływającej z rozszerzającego się wylotu. Olbrzymia śluza rozwarła się, tworząc przejście tak ogromne, jakoby miały przez nie przekroczyć olbrzymy. Ujrzałeś, że znajdujesz się w górze ożywionych automatonów, którzy ledwo mieścili się w środku gigantycznej przestrzeni. Zdałeś sobie sprawę, że byłeś jednym z dziesięciu, jak nie setek tysięcy zagnieżdżonych istot. Żadne z nich niezdolne do samodzielnego poruszania, popychali pozostałych, dzięki temu makabryczne, żywe złomowisko sunęło po powierzchni. Z jego stóp wyczołgały się najmniejsze konstrukty, niezwykle stare i pordzewiałe, żeby zostać zgniecionymi przez następnych potępieńców zaklętych w tryby.
— PRZEJŚCIE!
— ZNOWU NAS POTRZEBUJĄ, RUSZAJMY!!!
— Ja nie chcę, nie chcę...
— Bogowie... Nie!
Niczym metalowy pasożyt, część zgromadzonych maszyn brutalnie rozdzieliła się od pozostałych, tworząc w ten sposób rozstęp, w którym leżały wciąż nakręcane korpusy pierwszych i najstarszych, którzy nie wygrali potyczki o miejsce. Ci, którzy się bali, dalej tkwili w zmiażdżeniu, ale zdesperowani próbowali uciec do źródła srebrnego światła, wlewającego się przez ogromny otwór.
Wykorzystałeś moment. Odepchnąłeś się kończynami od kilku ględzących głów, przeszyłeś na wylot czyjąś pierś i zniszczyłeś ręce. W nowej formie stanąłeś na żywych ciałach, a dzięki wielu kończynom, utrzymywałeś równowagę. Próbowali cię wciągnąć z powrotem w siebie, ale nie pozwoliłeś im na to. Twój rozgniewany duch i wewnętrzne pokłady determinacji przezwyciężały niemoc powłoki, w jakiej cię zamknięto. Nawet śmierć nie mogła odebrać ci zaciekłości.
— Cioci. Cioci. Boję się. Boję się.
Rozejrzałeś się po tym pierdolniku, tym razem uważniej. Zdałeś sobie sprawę, że nad tobą ziała ledwo widoczna dziura, do której byłbyś w stanie się zmieścić. Spostrzegłeś również uszkodzony kawałek ściany po swojej prawie, popękany fragment znajdował się kilka metrów nad ziemią. Mogłeś także ruszyć na wprost do światła, do bramy.
Nagle srebrne światło wzmocniło swoje natężenie, a potem... Potem z ledwością utrzymałeś zdrowe zmysły. Piękny głos nieznanych istot zaśpiewał, zmuszając do ciszy wszystko wokół. Nigdy nie słyszałeś tego języka, ale brzmiał on podobnie do mrocznej mowy, jaką opanowałeś. Częściowa znajomość sprawiła, że zrozumiałeś parę zdań. Śpiewacy przywoływali Głód Pustki.
Co zamierzałeś zrobić?
Maksymilian Dawny gubernator, usłyszawszy twoje słowa, Azo, napędził tryby w pobliżu stawów kończyn, ale tych brakowało, więc trwał on w miejscu, uruchamiając ubytki.
— Proszę. Naprawdę się wam przydam. — Spróbował ostatni raz, jednak spostrzegłszy brak pozytywnej reakcji na zastosowaną retorykę, powstrzymał się od dalszych słów.
Wszystkie trybiki przestały się ruszać, poza kluczykiem poruszającym rdzeniem konstruktu.
Opuścił on głowę i już nie walczył. Spoglądał w punkt na ziemi, jakoby poniżony oraz zdany na Twoją łaskę... Albo akceptował spotkanie z nicością z godnością, ten ostatni raz zachowując się jak człowiek. Trudno było stwierdzić, albowiem jego twarz pozbawiona rysów nie była zdolna wyrażać jakichkolwiek emocji.
Zatrzymałaś kluczyk.
Rdzeń stanął.
Światło w oku maszyny zgasło.
W warsztacie Izajasza Zawaliliście tunele, przygotowaliście bomby, poinstruowaliście gobliny do pomocy. Izajasz zdawał się ignorować wasze poczynania, nawet po dotknięciu jego najukochańszych narzędzi. Ten jedynie spoglądał na zegar swojej konstrukcji. Na waszych oczach zasoby złomu malały, wynoszone kawałek po kawałku na zewnątrz. Wkrótce pozostaną jedynie pojedyncze śrubki, niedolne zaopatrzyć was w surowce.
Azo, kiedy wyprowadzałaś mistrza do siedziby Daniela, starzec wydawał się głuchy na twoje słowa. Jego umysł, przynajmniej dzisiejszej nocy, zapadł się, utrzymując jedynie najistotniejsze jego elementy. Zatem wielki technomanta, członek XII legionu, jego trybun, teraz niewiele odchodził od obrazu dwunożnego zwierzaka, posłusznie kierującego się do wskazanego miejsca. W schronieniu dowiedziałaś się, że stan Daniela był również lichy. Ciało i umysł dowódców legionu dogorywały.
Hirvo Po wykonaniu swoich posunięć, wkrótce ulokowałeś się na dachu cudownego domostwa Daniela. Z obecnej pozycji miałeś wgląd na całe Ścianki. Spostrzegłeś opuszczenie Azy z budynku, kierującej się do mostu. Przyuważyłeś gobliny wykonujące rozkazy swego kapłana, a potem zwróciłeś wzrok na teren negocjacji Eriki z krasnoludami.
Widziałeś ten brzydki ryj dowódcy Pękniętej Tarczy.
Widziałeś precyzyjnie, z idealnej pozycji, żeby go ustrzelić.
Pojąłeś, że mogłeś zabić go tutaj i teraz, wykorzystując wysokość i dobry pogląd na cel. Wystarczyło podjąć decyzję.
Erika i Pęknięta Tarcza Siwobrody uniósł dumnie głowę, kiedy słuchał swej krewniaczki, pykając przy okazji z fajki. Wypuszczał tedy gęste obłoki śmierdzącego dymu kreujące spiralne kształty.
Jego przyboczni ani na moment się nie rozluźnili, gotowi zamordować całą populację wioski, potrzebowali wyłącznie rozkazu.
— Być może nigdy wcześniej ze sobą nie rozmawialiśmy — zaczął wódz głosem ciepłym, prawie przyjemnym dla ucha, albowiem świszczało mu z gardła, jakby zżerała go od środka choroba. — Ale słyszałem o tobie — spojrzał na ciebie z nieukrywaną aprobatą. — Jesteś uzdolnioną rzemieślniczką, a również masz pogląd na osoby. Cieszy mnie, że załatwiłaś orka. Skoro stanowił dla was przeszkodę i zagrożenie, to była słuszna decyzja. Naprawdę, życzyłbym sobie taką córkę u boku.
Rozejrzał się po okolicy z miną zmartwioną i przejętą. Poruszyły się ciemne żyłki pod cerą jego facjaty, a róg przesunął się o stopień w górę.
Wykonał okrężny gest dłonią trzymającą fajkę, z której ciągle ulatywał dym.
— Jestem zadowolony, że dotrzymujecie słowa. Dobrze wiedzieć, że prowiant jest dla nas przygotowany, chociaż nie nazywałbym go teraz... Trybutem. Niefortunny dobór słów. Ciężkie czasy sprawiają, że zaczyna nas obchodzić wyłącznie czubek naszego nosa.
Zerknął niepocieszony na Kerena, który, niczym wierny sługa, skulił się pod ciężarem wzroku przywódcy. Trudno było stwierdzić, ile było w tym teatralności, a ile szczerości.
— Wy pomagacie nam, a my chcemy pomóc wam. Pomożemy wam stanąć na nogi, dorosnąć, dzieciaki. Zamierzamy zbudować tutaj posterunek i przemieścić część doborowej gwardii. Dzięki temu nie będziecie musieli obawiać się o własne bezpieczeństwo, gdyż to my je zapewnimy.
Zaciągnął dymem z fajki. Wypuścił obłoki poprzez nos.
— Ale, kiedy chcemy wyciągnąć do was pomocną rękę, co widzę? Sami siebie zabijacie. Nas źle nazywacie. Tak nie można, oj nie można tak — podsumował stanowczo. — To zachowanie dzieci, a takie muszą być pod opieką. Niemniej nie przekreślamy was. Oddajcie broń i przekażcie dziecko w imię gwarancji pokoju pomiędzy nami. Kiedy zakończymy budowę posterunku, dostaniecie swoją ochronę, a dziecko wam oddamy.
Uśmiechnął się, ukazując poczerniałe zęby. Jeden z kłów był nienaturalnie dłuższy, a drugi był ułamany.
— Widziałaś przecież, z czym walczymy. Każdego dnia jest ich coraz więcej, nacierają na nas, ale dajemy radę — kwestię poruszył bardzo szybko, potem jego głos zwolnił — walczyć. Razem, wspólną pracą, pokonamy maszyny. A potem wykorzystamy wieżę, głębiny i wszystko wokół ku naszym celon!
Podał fajkę przybocznemu, a ku tobie wyciągnął rękę.
— Wystarczy tylko się dogadać. Przybij sztamę Hagrima. Przecież wiesz, że warunki są doskonałe. Córko.
Keren przyuważył przemieszczające się gobliny i ogólny spory ruch w wiosce.
— Żwawo dziś macie... Hm? — odezwał się gwałtownie, tryskając ślinę we własną brodę. — A czemuż to tylko wy z nami gadacie, hę? Gdzie reszta twojej kompaniji? Coś knujecie?!
Hagrim spojrzał na ciebie, Eriko, z uniesioną lewą brwią niczym rodzic słuchający o psotach dzieci. Spojrzał z zainteresowaniem.
Aza i most Szybko zebrałaś się do pracy wraz z zielonymi pokurczami, które odpowiednio ukierunkowane, bystro wykonywały powierzone im zadanie. Wykorzystaliście części z warsztatu, żeby połączyć pomost z tunelem. Na twoich oczach, kawałek po kawałku, godzina po godzinie zrekonstruowano przejście. Mostowy kikut, który jeszcze niedawno służył jako rytualne miejsce pochówku i zjednoczenia z ziemią, teraz połączył was z drogą do głębin, która prowadziła przez tajemniczy tunel.
Twój wzrok bynajmniej nie ograniczał się wyłącznie do oczywistej materii. Widziałaś białą linię wyraźniej, niżeli kiedykolwiek. Teraz, w nowej formie, zorientowałaś się czym istotnie była. Kanałem przekazującym wolę oraz pamięć, prowadzącym i rozszerzającym świadomość.
Uczyniłaś to tak, jakbyś zawsze to potrafiła. Było to naturalne niczym myśl.
Scaliłaś ponownie Biały Szlak, a gdy ten zjednoczył niebo i ziemię, twoja świadomość rozszerzyła się, podróżując linią do baszty oraz głębin jednocześnie. Przyswajałaś bodźce naraz i natychmiast. W nowym ciele, stworzonym na podobieństwo władcy, informacja nie znalazła już przeszkody, a twoja jaźń nie walczyła z obłędem. Powstała idealna synchronizacja.
Pierw doświadczyłaś przepływu energii z dołu na górę. Moc powędrowała do baszty, a ta zyskawszy zasilanie, przywróciła część utraconych funkcji. Starożytne fabryki ruszyły, a gdyby nie zniszczenie dokonane przez natrę, poczęłyby produkować opancerzenie i oręż. Kryjówka łowczyni poruszyła się, ta w ostatniej chwili uniknęła zderzenia z gigantycznym trybem. Gdzieniegdzie wybuchły pożary, ale wiedziałaś instynktownie, że ogień nie był w stanie strawić baszty. Spostrzegłaś bramy do komnaty Nieśmiertelnego. Magiczny portal otworzył się, budząc olbrzymiego węża, pilnującego przejścia od strony kondygnacji. Ścieżka do filakterium stała otworem.
W tym samym czasie powędrowałaś na dół. Pierw, błyskawicznie, przemieściłaś się walcowym tunelem, gdzie oczekiwała konstrukcja przerobiona przez Izajasza. Powstała z ciebie, więc prześwietliłaś ją i zrozumiałaś w mgnieniu oka. Dostrzegłaś, że twój mistrz zdołał połączyć pułapkę z Białym Szlakiem, ale nie poprowadził go do końca. A ten znajdował się w maszynie wskazującej kres konceptów wszechrzeczy. Połączenie obu urządzeń doprowadziłoby do uruchomienia nieuniknionego procesu przeładowania glifów, a następnie ich wysadzenia. Głębiny, baszta i wioska zostałyby w ten sposób zniszczone.
Na miejscu również trwał automaton dzierżący kostur geomanty.
Schodziłaś głębiej, spiralnym traktem, pędziłaś niczym światło, przyswajając rzeczywistość w chwilę.
Dotarłaś do końca, gdzie Biała Droga rozpraszała się w siatkę, łącząc się w ukrzyżowanymi istotami. Te nie były ludźmi, blade i długouche, nawet tobie wydawały się nieludzko piękne. Wiekowe rasy nie pochodziły z tego świata, ale wiedziałaś, że nim rządziły przez tysiące lat. Wróg Imperium Caercas, piersi pokonani, wygnańcy. Faerie. Twoje myśli dotykały każdego z nich, a te scalone z żywym metalem, raniły rzeczywistość, która rozcięta, prowadziła za kurtynę znanych tobie materiom.
Wewnątrz idealnej sfery płynnego metalu, zdolnej pomieścić kilka rozmiarów podobnych do baszty, stanowiło serce. To tutaj z płynnego metalu powstawały automatony, a nieznana ci świadomość wcielała ducha w maszynę. Nawet teraz, chociaż niedoskonałe i źle projektowane, wyłaniały się setkami z rtęciowej substancji.
Świadomość cię zauważyła. Również wykorzystywała Biały Szlak, lecz czyniła to nieperfekcyjnie, nie potrafiła w pełni poświęcić się procesowi, ale z całą pewnością miała większą wprawę od ciebie.
Powitała cię i natychmiast rozpoznała.
— Wreszcie.
Momentalnie poczułaś tęsknotę, jakbyś musnęła żywą skórą tkankę swej przeszłości. A być może miejsce, którego poszukiwałaś? To ciepło cię zaprosiło. Pragnęło z tobą porozmawiać.
W sercu.
Utraciłaś połączenie, wyrzucona przez obcą świadomość. Nie wiedziałaś, w jaki sposób wykorzysta połączenie Białego Szlaku, ale zdałaś sobie sprawę, że mogłaś w każdej chwili połączyć maszynę Izajasza z jego bombą.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 181
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 05 mar 2023, 18:51

Obrazek
Śmierć nadeszła nagle, niespodziewanie i gawałtownie, była niemal dokładnie taka, jak charakter i dotychczasowe życie Grzmota. Krztusząc się własną krwią, ork upadł najpierw na kolana, a potem na twarz. Ostatkiem sił zwrócił wzrok na tłumaczącą jego mowę krasnoludkę, lecz słowa “parszywy zdrajca” uwięzły mu w gardle, nie zdołał ich wypowiedzieć. Życie odpłynęło z ciała na dobre.
Kiedy już wydawało mu się, że nadeszło wyczekiwane ukojenie, demoniczni jeźdźcy i piekielne ogary spadły nań z płonącego nieba grzeszników. Nie mając nic do stracenia, Grzmot rzucił się w przepaść, niemal namacalnie wyczuwając dobroć i ciepło znajdujące się na jej dnie. Jak szybko się okazało, bardziej pomylić się nie mógł, lecz to co go spotkało i tak wydawało się lepsze, niż dołączenie do nieskończonej liczby potępieńców zalewających sklepienie nieba.
Świadomość powróciła równie szybko, jak się ulotniła. Do niedawna jeszcze zbudowana z krwi i kości istota, a teraz już zakuta w blachę maszyna zdała sobie sprawę z jedynego istotnego faktu… Ja… Ja żyję! Niezdarnie próbując podnieść się z całej góry na wpół żywego złomu, Grzmot zrozumiał, że nie jest już tym, kim był dotychczas. Efektywnie, z każdą sekundą pojmował zależności swej nowej formy. Niezwykle użyteczna mnogość rąk i nóg. Brak jakiegokolwiek tętna, to zastąpione zostało klikaniem trybików. Zupełny brak czucia temperatur – nie wiedział, czy miejsce, w którym się znalazł było gorącą sauną, czy też panował w nim przeszywający chłód. Nie wiedział i było mu to zupełnie obojętne. Co równie istotne, nie postradał rozumu. Dochodził do tego stopniowo, a w całym procesie pomogło otoczenie.
Oko, czerwone, przypominające nieszlifowany, nieregularny rubin przykręcono do dwóch koślawych, metalowych łuków wychodzących z tułowia. Było ono najwyżej ulokowaną częścią metalowego pająka. Grzmot zrozumiał, że aby rozejrzeć się dookoła, wystarczyło nim obracać, nie musiał się odwracać. Złapawszy już równowagę, pospiesznie otaksował otoczenie, mniej więcej w tej chwili góra złomu poruszyła się.
Uderzyła go mnogość głosów, spośród których część rozpoznawał. Frederic nawołujący Thomasa. Daruś, pragnący wrócić do swych ciotek Furii. Cała masa nieszczęśników, którym nie dane było wygrzebać się z makabrycznej masy śrub, prętów, kawałków blach, niesprawnych mechanizmów. Niegdyś ork, a teraz już maszyna, zachowała pamięć z całego dotychczasowego życia. To zmusiło ją do podjęcia działań. Zginął raz i choć tak w istocie rzeczy nie był już żyw, zechciał z całych sił utrzymać palącą się w nim osobowość i wspomnienia.
Zawzięty pająk, przebijając rozgadane łby, miażdżąc torsy, niszcząc miotające się w bezładzie ręce parł przed siebie, czy może bardziej starał utrzymać swą lekką, zwinną formę na powierzchni ruchomej góry. Nie pozwolił się powstrzymać.
Fala światła z otwierającej się bramy zalała pomieszczenie, pozwoliła lepiej przyjrzeć się temu, co w ciemnej dotąd otchłani wydawało się nieregularną masą bez ładu i składu. Poza samą bramą, ogromną, szczególnie dla kogoś, kto dotąd spoglądał na świat z wysokości dwóch metrów, udało odnaleźć się jeszcze dwie drogi ucieczki.
A potem był ostry błysk i śpiew. Przez dłuższą chwilę był pewien, że odchodzi od zmysłów drugi raz, tym razem na zawsze. Choć język, w którym wołały nieznane mu istoty był podobny do mrocznej mowy, to jednak Grzmot nie zrozumiał z tego zbyt wiele, a jednocześnie na tyle dużo, by pojąć iż głos ten wzywa demony, albo modli się do nich, a może błaga o ich przybycie… Musiał zdecydować co zrobić i dokonał tej decyzji błyskawicznie. Podążając za innym głosem, starał się zlokalizować dziecko, to wołające ciotkę. W pierwszej chwili nie wiedział jak ma wyrazić swoje myśli, wszak nie posiadał ust, lecz wyraził intencję, a trybiki, śrubki i blaszki same znalazły sposób, by wyartykułować myśli. Spomiędzy licznych kończyn, gdzie zamontowane były liczne, lecz niewielkie głośniki wydobył się metaliczny głos w ułamku przypominający głos zmarłego niedawno orka.
— Darek? — Jedna z kończyn trąciła maszynę wzywającą ciotkę, wyrażającą strach. — Wiem, gdzie są twoje ciotki, mogę cię tam zabrać, ale powiedz mi, co się z tobą stało? Kto cię zabrał? Jak ty tu skończyłeś? Całe Ścianki cię szukają, a teraz jesteśmy tu razem. Twoje ciotki żyją, nawet mają się dobrze. Mówże, co zaszło w tunelach, co stało się z twoim ciałem? —
Pajęczak wyczekał na odpowiedź dzieciaka, ale nie bezczynnie. Przebierając sześcioma z ośmiu kończyn wygrzebywał Darka z kupy otaczającego go złomu. Zamierzał go wydostać, a potem – o ile by się tam zmieścił – zabrać ze go sobą, lecz nie do bramy z której biło oślepiające światło, a do góry, do szczeliny w suficie. Wydawało mu się, że jest to jedyna bezpieczna droga ucieczki. Jeśli jednak dzieciak nie miał szans się tam zmieścić, pająk uciekłby sam, dając wcześniej Darkowi możliwie dużą swobodę w samodzielnym przemierzeniu góry złomu.
— Frederic, skurwysynie, a żebyś tu zardzewiał i rozpadł się w pył. — Dało się jeszcze usłyszeć, gdy maszyna sprawnie wspinała się po ścianie ku wyjściu z tego opuszczonego przez bogów miejsca.
Ilość słów: 0

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław