Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Obrazek

Archiwum nieaktualnych tematów.


Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 804
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 10 mar 2023, 19:20

Obrazek
Hirvo, zupełnie jak kot lub większość znanych mu drapieżników lubił ciemne, wysoko położone miejsca. Takie, które dawały mu szerokie pole obserwacji przy jednoczesnej możliwości bycia niewidocznym. Przyczajony na swym stanowisku czuł się jak w kilku miejscach naraz. Chłonął wieczorne powietrze i atmosferę przygotowującej się do kolejnej nocy wioski.
Aza udająca się w stronę mostu. Gobliny posłuszne woli kapłana. Erika w dole negocjująca ze swoimi ziomkami, praktycznie nad nieostygłym jeszcze trupem Grzmota. Brzydki ryj dowódcy Pękniętej Tarczy. Twarz naznaczona chorobą lub innego rodzaju zepsuciem, którego proweniencji mógł się wyłącznie domyślać.
Mimowolnie pogładził łęczysko trzymanego w rękach łuku, w myślach ocenił odległość. Wiele myśli przemknęło mu w tym momencie przez głowę. Ale tą, która pozwoliła mu podjąć decyzję, był odległy śpiew.
Łowca ocknął się, zrozumiawszy, że pojął przepowiednię jasnowidza opacznie. „Klan z klanów” i „wygnani” nie dotyczyło krasnoludów. Krasnoludów, które rosnąc w siłę lub desperację, posuwały się w swych żądaniach coraz dalej. Których warunki były w istocie kiepsko zawoalowaną groźbą.
Nie pamiętał kiedy osadził strzałę na cięciwie, ale grot szypu wycelował w herszta już całkiem świadomie. Powoli, stopniowo, by nie skrewić przedwcześnie, zwiększał naciąg broni, wyczekując dogodnego momentu. Obserwowany czubek szypu rozmył mu się lekko w oczach, znajdujący się po drugiej stronie cel nieznacznie wyostrzył. Naciągana cięciwa powoli stawiała coraz większy opór. Czuł jak pomimo rękawicy. zaczyna mu się wżynać w palce.
Na trzy uderzenie serca wstrzymał oddech. Po czym zwolnił cięciwę.
Leć, pomyślał, zanim pocisk syknął w locie i poleciał w dół. Leć i zabij skurwysyna.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 337
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 12 mar 2023, 14:22

Obrazek
Dante potrząsnął głową, wyrywając się z krótkiego stuporu, w którym to przez chwilę zdawał się utknąć. Znowu znalazł się w warsztacie Izajasza, otoczony czterema butelkami ostrożnie przelanej oliwy, gotowymi do spełnienia swojego przeznaczenia — wypalenia roszczeniowych pokurczów, póki nie zostanie nic poza bialutkimi kośćmi.
Jakkolwiek chciałby poświęcić się teraz dalszej refleksji, znowu nie było na to czasu. Mógł tylko zgadywać o czym w tym momencie Erika rozmawia z ich podziemnymi ciemiężycielami, w tym ich przeklętym języku. Wiedział za to doskonale, że rozchodziło się o dzieciaki i całe żelastwo jakie w Ściankach trzymali.
Oddanie tych pierwszych byłoby zwykłym skurwysyństwem. A gdyby oddali to drugie — równie dobrze mogli sobie już teraz poderżnąć gardła i oszczędzić zachodu każdemu, kto chciał ich krzywdy.
Z tym przekonaniem, najemnik ruszył z powrotem do jaskini Daniela. Ruszył, nadmienić należy, niespiesznie i starając się nie rzucać w oczy. Stojącemu na warcie Hirvo oddał jedną z przygotowanych butelek zapalających.
— Jeśli tej nocy zdechnę, to sprowadź Łowczynię do Daniela. Kończy mu się czas, a chciałby jeszcze zdążyć z nią porozmawiać. Mogę na ciebie liczyć? — zaczepił go jeszcze pospiesznie, zanim nie zszedł z powrotem na dół, by porozmawiać z pozostałymi rezydentami domostwa.
— Nie wiem co planujecie, ale pokurcza przyszyły tu po nasze dzieci i naszą broń. Chcą wprowadzić tu swoje porządki. Pewnie będą traktować nas jak niewolników, póki nie zdechniemy z głodu, żeby mogli przyprowadzić więcej swoich. Mi to nie w smak, więc razem z kilkoma naszymi idę ich pozabijać. Albo zginąć próbując. Wybór jest wasz.
Nigdy nie miał drygu do górnolotnych przemów, ale po tym co stało się zeszłej nocy nie mógł zmusić reszty mieszkańców, by złożyli swoje życia na ołtarzu „wolnych Ścianek”. Uznał więc, że prościej będzie jeśli to każdy z nich samemu zdecyduje, czy woli spróbować się postawić, czy poczekać na to co gotują im krasnale. Dante czekać nie chciał, więc wrócił już szybszym tempem do warsztatu, gdzie założył na siebie zabrany wcześniej mundur legionisty. A gdy padł sygnał, w postaci wystrzelonej przez Hirvo strzały, mężczyzna odpalił lont od swojego krzesiwa.
— Gotowi?! BIJ, ZABIJ!
Pierwsza butelka poleciała w wielką jak stodoła, pełną kuszników formację krasnoludów.
Ilość słów: 0
Obrazek

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 316
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 13 mar 2023, 8:20

Obrazek

Wpierw snobistyczny gubernator na usługach imperium rządził ściankami, zarzynając ich horrendalnymi podatkami. Później postrach wprowadził potężny i okrutny ork, uprzednio nabijając głowę poprzednika na pal przed jego siedzibą. Teraz krasnoludzki tyran z zawszawioną brodą uśmiercił Grzmota jednym bełtem, chcąc wyrwać Ściankom ostatnie krople życia, zmuszając ich do katorżniczej pracy. Nieprzerwanie król zabijał króla w drodze o władzę.
Zielone gobliny przemykające między skałkami, zabudowaniami i maszynami nie zamierzały ukłonić się przed siwobrodym. To one dzierżyły prawdziwą władzę w Ściankach. Bez nich żaden człowiek, ork czy krasnolud nie przeżyje. Ich hodowla była jedynym miejscem dostarczającym żywność na tym pustkowiu. Gobliny już wiedziały, że władza powinna przypaść im. Przecież Pramatka była przychylna właśni goblinom. Mieli po swojej stronie mądrego kapłana, wiele małych zielonych rączek i prastare bóstwo. Determinacja małych pokurczów nie była nigdy większa. Dłonie goblina zatrzymały potwornego Maksymiliana. To goblinów obawiali się górnicy, gdy stłoczono ich w małych podziemnych izbach. To dzięki goblinom zamknął się cykl – Śmierć! Rozkład! Rozkwit! Odrodzenie! To gobliny miały odwagę poświęcić się na ołtarzu. Przynajmniej tak to wszystko teraz pamiętały, słuchając kazań Crolla.
Hasłem do działania była strzała wystrzelona przez Hirvo. Następnie w stronę krasnoludów poleciały butelki wypełnione oliwą z jarzącymi się zielonym ogniem szmatami, wepchniętymi w szyjki. Później poleciały kamienie wyrzucane z procy. Gobliny jednak jeszcze nie zwróciły się do bezpośredniego starcia. Od razu skryły się, czekając na rozwój wypadków. Działając jak jeden organizm.
Ilość słów: 0
Obrazek

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 274
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 14 mar 2023, 1:15

Obrazek
Nim sytuacja na placu zdążyła się na dobre zagotować, Gnark w pracowni Izajasza spoczął na jednym z ocalałych, nieprzewróconych w amoku taboretów, łapiąc oddech. Spoglądał na popękaną skórę wewnątrz nienawykłych do ciężkiej, fizycznej pracy, dłoni. Dzierżony kilof oparł tuż obok.
Mimowolnie poświęcił kilka sekund lepkiej i tłumionej od czasów porwania Darusia, refleksji. Czemu nie odejść, myślał. Wszystko, czego potrzebował, aby przetrwać w tym świecie, mieściło się w małej skórzanej torbie. Z jego fachem, przetrwałby. Wystarczyłoby dotrzeć do pierwszej, lepszej osady, kto wie, a być może szczęście uśmiechnęłoby się do niego po raz pierwszy od bardzo dawna i sprowadziłoby w pobliże Ścianek karawanę kupiecką, pod którą mógłby się podczepić. Przecież był tylko goblinem. Nikt nie widziałby w nim zagrożenia. Szczególnie gdyby dał znać o swoim wykształceniu. Kto nie chciałby mieć przy sobie doktora, kiedy wkoło mnogość zagrożeń? Wystarczyłoby wymknąć się, tu i teraz teraz kiedy każdy ledwie pilnował czubka swojego nosa, gdzie znaleźć obcego można było w domu gospodarza, a tajemnicze zaginięcia nikogo nie dziwiły.
Sięgnął po zakurzoną butelkę z mętnym płynem. Przetarł rękawem powierzchnie szkła, ukazując oblicze ziemistej, zmęczonej twarzy. W zapadniętych, paskudnych oczach widział postać, którą już ledwie poznawał.
Zważył w ręku naczynie. Odetchnął.
Golug krythak urthak yzgul zhakan. — Wypowiedziane słowa pochodziły z pradawnej, goblińskiej mowy. Nie znał ich znaczenia, po prawdzie słyszał je tylko raz, z ust swojej dawno nieżyjącej babki. Z jakiegoś powodu czuł potrzebę ich inkantacji.
To my nadajemy słowom ich znaczenie, pomyślał, wychodząc. W ręku wciąż dzierżył butelkę.

***

Do swojego gabinetu wszedł tylko na chwilę, chcąc wziąć truciznę. Gdy miał już wyjść, zastygł w progu, jakby niepewny następnego kroku, po czym odwrócił się i poszedł na tył kantyny. Locha spała na pryczy, jej wylewające się sadło tworzyło iluzję ciała ulepionego z rozmokłej gliny. Podszedł do niej, niemal się skradając. Pocałował wnętrze swojej dłoni, którą potem przytknął do czoła matki.
Żegnaj — powiedział.
Locha pierdnęła przez sen.

***

Wrócił do pracowni Izajasza, zebrawszy wcześniej oręż od swojej drużyny. Każde ostrze natarł trucizną, nie szczędząc zawartości menzurki, nacierając stal, póki nie cuchnęła na metr kwaśnym odorem. Swój kilof również zwilżył w klarownej cieczy.

***

Jakiś czas po tym, gdy wszyscy odebrali swoją broń, usłyszał rumor na placu Ścianek. Wybiegł z pracowni. W jednym ręku dzierżył kilof, w drugiej zabójczy koktajl. Ujrzał ciało orka, poprzebijane sterczącymi bełtami. Szkliste oczy wpatrywały się w wąską szczelinę nieba. Oczy mordercy Maksymiliana, tego samego, którego Gnark zgładził powtórnie. Mordercy, który się za nim wstawił i uratował mu życie.
Być może w Gnarku coś by pękło, gdyby nie stało się to już jakiś czas temu.
Bij, ZABIJ! — ryknął, wtórując reszcie.
Cisnął koktajlem, celując w parszywe mordy krasnoludów.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 16 mar 2023, 2:24

Obrazek
Aza tkwiła przez chwilę w bezruchu, kontemplując to, co ujrzała i poczuła poprzez Basztę. Zrozumiała, że choć czysto inżynieryjnie rozumiała strukturę pułapki zastawionej przez mistrza, nie potrafiła tak po prostu zniszczyć tego cudu mechanicznej precyzji, który po latach przestoju ożył za sprawą odbudowy Białego Szlaku. Nie była zdolna tego uczynić, dopóki nie pojmie zagadki Nieśmiertelnego i automatonów z przepaści - celu, który po tragicznej śmierci jej mistrza ze Stolicy zdeterminował jej przybycie do Ścianek i mógł nadać sens jej własnemu istnieniu.
Zapragnęła porozmawiać z bytem, który wydał jej się znajomym. Wyruszyć natychmiast do komnaty Nieśmiertelnego. Zrozumieć. Gdyby tylko na drodze ku temu celowi nie stała hałastra pazernych krasnoludów i kolejny bezsensowny rozlew krwi...
Aza nie miała duszy wojownika – była typem naukowca, a jej ścisły umysł pochłaniały kwestie techniczne. Napatrzyła się dość na śmierć, ale nigdy nie zadała jej żadnej istocie żywej, ani w tym życiu, ani w poprzednim. Tym bardziej nie paliła się do bitki, która rozgrywała się na jej oczach. Kiedy jednak zobaczyła strzałę, która powędrowała w stronę herszta, a następnie płonące butelki wyrzucone w stronę zgrai krasnoludów dotarło do niej, że tym razem prawdopodobnie nie będzie miała wyboru.
Automatonka bez dalszego namysłu chwyciła za kilof i ruszyła do walki. Może nie miała natury wojskowego stratega, ale zdrowy rozsądek skutecznie odradzał jej pakowanie się w pojedynkę na największą zgraję wrogów, toteż czaiła się na pojedyncze krasnoludy, które odłączały się od grupy na fali paniki i płonięcia. Gdyby zaś w trakcie starcia zwycięstwo miało zacząć kategorycznie i beznadziejnie przechylać się na stronę wrogów, zamierzała zaprzestać walki, biec po dzieciaki i ewakuować się z nimi windą na górę Baszty.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Zabij skurwysyna 1 (noc b)

Post autor: Lasota » 08 kwie 2023, 13:59

Bitwa Żałosne kundle nie mają wyjścia, muszą się podporządkować. Założymy im kaganiec na pysk, zagonimy do roboty, bo lepsze to, niżeli śmierć od blaszaków. Hagrim, ty stary sukinsynie, znowu to zrobiłeś! Ustawiłeś pajaców, a jutro będziemy się dzielić Eriką jak bracia, cha! Już czuję, jak łechta mnie jej piękna broda! Teraz milczy, ale będzie stękać. Będzie!
Hagrim, obserwując ciche zachowanie rozmówczyni, paskudnie się uśmiechnął. Uniósł zwycięskim gestem fajkę, żeby zaciągnąć się dymem. Oblizał ustnik zanim zacisnął na nim swoje zęby. Wciągnął opary. Wypuścił.
Wypuszczona strzała momentalnie spenetrowała ucho wodza Pękniętej Tarczy, zwalając go z nóg.
— Jasna cholera...
Keren nie dokończył. Jeszcze przed chwilą patrzył na upadek przywódcy, ale w ostatniej chwili spostrzegł nadlatującą butelkę z płonącą szmatą.
Rzucił się na bok, ratując się przed wybuchem kuli ognistej. Zanim ujrzał skutki, pierw usłyszał wrzaski żywcem palonych pobratymców, a później bojowe krzyknięcia tubylców. Uniósł łeb.
— KURWA MAĆ! KURWA! — ryczał w panice i gniewie. Był zupełnie zdezorientowany atakiem, zupełnie się tego nie spodziewał. Patrzył na śmierć swoich ziomków, którzy ginęli od poparzeń albo byli dobijani przez nagłą szarżę wieśniaków. W ten przyuważył ocalałych.
— BRACIA!!! ZA BROŃ. COFAMY SIĘ DO SZYBU!!! — wykrzyczał, zgarniając po drodze kuszę po swoim kompanie. — ZABIERZMY ZE SOBĄ TYLU, ILU SIĘ DA!
Keren zauważył poruszenie na dachu. Wycelował sprawnie, ale nie zdążył, bowiem snajper zatopił się w cieniach. Krasnolud paskudnie przeklął pod nosem, podirytowany, jednakże wyłapał widok jednego z ludzi.
— Zabij skurwysyna — Wyszeptał do bełtu, który wystrzelony z kuszy, celnie dorwał cel. — Mam cię, gnoju!
W tym samym czasie ciężkozbrojny kusznik, z maską demona na hełmie, wycelował na oślep w chmarę goblinów. Wydawało mu się, że ustrzelił jednego o ciemnej, węglowej barwie, lecz trafił w innego pokurcza. Nie przeładował, odrzucił kuszę, żeby wyciągnął jednoręczny topór bojowy. Od jego zbroi rykoszetowały pociski proc. Tych, którzy mieli odwagę walczyć w zwarciu, odganiał toporzyskiem.
Wojownik Pękniętej Tarczy zacisnął palce na stylisku dwuręcznego młota. Furia opanowała jego serce, nie zamierzał się wycofywać. Ruszył na największego wroga, złotą maszynę. W biegu odpychał od siebie niegodnych i słabych. Moment przed zderzeniem wyprowadził potężny zamach, napędzając obuch. Maszyna uniknęła, młot trafił w powietrze. Automaton zawtórował szybkim atakiem. Cios odłupał kawałek naramiennika, ale nie ukąsił ciała.
Kerenowi udało się opuścił pole bitwy, ale jego towarzyszom los zgotował inne rozwiązanie. Ognie pożerały wóz i ciała. Pieczeni żywcem brodacze nie umierali od razu, albowiem ich legendarna wytrzymałość wraz z solidną zbroją sprawiły, że każdy z nich ginął w stalowym więzieniu. Wy nie znaliście litości. Zmotywowani przemową Dantego ludzie, rozkazem kapłana gobliny i poczuciem determinacji wy wszyscy wykańczaliście podpalonych. Kilof rozkruszał blachy oraz kości; odłupywał maski wraz z fragmentami czaszek; spalenizna, krew, mocz i gówno nasyciły powietrze Ścianek. Rozszarpaliście na strzępy dwie ostatnie puszki, pierw ich powalając, a potem atakując z każdej strony.
Jednemu z nich się udało wydostać z kotła. Przeczuwaliście, że był to dopiero początek bitwy o Ścianki. Kupiliście sobie chwilę albo dwie, co zamierzaliście zrobić?
Grzmot Nie od razu opanowałeś swoje wszystkie kończyny, lecz z każdym następnym pokonanym metrem zyskiwałeś większej pewności siebie, gdy stopniowo przyśpieszałeś. Twoje ciało nie odczuwało niczego, było zupełnie martwe, nieczułe. Jedynie dusza mogła zradzać psychologiczne doznania, takie jak fantomowy ból po stracie ciepłokrwistej powłoki. Zapewne, gdybyś miał czas pomyśleć, zaznałbyś szaleństwa wynikającego z nowej formy egzystencji, lecz nie miałeś tego czasu. Działałeś, zajmując myśli realnymi problemami. Śpiew umęczonych nie pomagał.
Dotarłeś do dzieciaka. Daruś, zaklęty w uszkodzonej powłoce, buczał i trejkotał w reakcji na twoje pytania.
— Wujku...? Wujku! — rozpędzał się. — Nie dam rady, wujku. Nic nie czuję. Nie wiem, gdzie jestem. Chcę do cioci, proszę! Wujku, błagam, pomóż! — słowa wydobywały się z jego licznych aparatów mowy. W tle wzrastało buczenie, przez co niektóre głoski w nim ginęły. — Pan Frederic mnie zabrał. Powiedział, że Zosia chciała się pobawić, a ja tak rzadko bawiłem się z nimi. Potem zabrało mnie coś wielkiego. Potem byliśmy w ciemnościach. Potem byliśmy... — Próbował płakać, ale nie potrafił. Pozbawiony tej fizjologicznej właściwości, zamarł. Umysł odniósł porażkę w uwolnieniu bólu. Ten, zamknięty w środku, niemal doprowadził do zapaści jaźni. Daruś cierpiał katusze, bo w przeciwieństwie do ciebie, miał czas. I czas go pokonał.
— Potem byłem w środku. Wyławiali innych. Byli tacy płynni, tacy srebrni, a później kuli ich i wypalali ogniem, którego nie widać. Zobaczyłem go. Był ze złota. Nazywał się legatem, jakoś tak
— A później on był mną! Podziękował mi, zamknął tutaj! — nagle zmienił temat, buczenie niemal połykało w całości jego słowa, ale ostatnie z nich przebiły się w przestrzeń. — Wujku, byłem grzeczny! Wujku, zabierz mnie stąd, proszę!
Nagle został wciągnięty przez inne maszyny, które próbowały wydostać się z wysypiska. Na twoich oczach Daruś topił się w złomie niczym w wodzie. Ostatnim co usłyszałeś, nim zniknął na dobre: przecież byłem grzeczny.
Zanim zniknąłeś w tunelach powyżej, zawołałeś Frederica, a ten odwrócił się w twoim kierunku. Ewidentnie pokazał ci wulgarny znak, lecz nie ruszył na ciebie. Wraz z innymi opuścił wysypisko, żeby dołączyć do pochodu. Armia podniszczonych, źle skonstruowanych automatonów wyruszyła.
Rozpoznałeś ślady na skałach. Do złudzenia podobne do tych, na które patrzyłeś przed swoją śmiercią, kiedy prowadziliście śledztwo. Pojąłeś, że przejścia zostały nie tylko wykopane, ale również wytopione, jakby zimne ściany na moment przekształciły się w plastelinę, którą ktoś odkształcił palcem. Przemieszczając się, zanurzyłeś się w nicość. Pomimo bycia maszyną, nie potrafiłeś widzieć w ciemności. Brak organicznego ciała ograniczył przyswajanie innych bodźców. Po pewnym czasie zorientowałeś się, że znalazłeś się w sieci korytarzy.
Zgubiłeś się.
Mogłeś spróbować raz jeszcze poszukać drogi powrotnej do domu, wycofać się do wysypiska albo...
Albo podążyć za dźwiękiem, bowiem usłyszałeś dziwne kliknięcia w mroku. Były specyficzne, nie wiedziałeś do końca, co wydawało te odgłosy. Wysokie, krótkie tonacje, ale nie piski. Głos mógł się okazać jedyną wskazówką w tym labiryncie.
Ostatnio zmieniony 06 maja 2023, 23:12 przez Lasota, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 193
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Joreg » 14 kwie 2023, 12:14

Obrazek
Wędrując ciemnym tunelem, mechaniczny pająk wciąż rozmyślał o słowach Darusia. Ostatecznie nie udało się go wyciągnąć, czego żałował, bo mechaniczny chłopiec stanowiłby świetne źródło informacji. Analizując jego słowa, Grzmot parł przed siebie. W duszy kołatały mu się tuziny pytań, a każde z nich, miast kierować go na tory rozwiązania zagadki, rodziło kolejne wątpliwości. Tylko jedno było pewne, legion nigdy nie opuścił Baszty. Legat znajdował się gdzieś w trzewiach gigantycznego tworu, coś planował, czegoś szukał. Czego?
W końcu Grzmot zdał sobie sprawę z tego, że zgubił drogę. Zatrzymał się, próbując wywnioskować kto mógłby mieć na tyle sił, by kształtować skałę, topić w niej tunele, formować niczym gliniany kubek na kole garncarskim. Mnogość problemów z jakimi się zmagał pomogła mu zapomnieć o jednym, najważniejszym. Czym się stał i jak właściwie do tego doszło? Nowe ciało miało swe plusy, miało też wiele wad, spośród których najbardziej brakowało mu swej dawnej, potężnej postury.
Przerwa przeciągała się, z tunelu dobiegło dziwne klikanie. Pająk obrócił rubinowe, koślawe oczko w stronę, z której dochodził dźwięk. Musiał decydować tu i teraz, a jedyną słuszną decyzją była ta, o powrocie do Ścianek. Zamierzał rozliczyć Erikę, tak jak niedawno Gubernator próbował rozliczyć jego samego. Pod blaszaną powłoką wezbrał gniew. Oddał im Ścianki, swobodę i życie bez danin płaconych grubemu gryzipiórkowi, a jak mu się odwdzięczono? Zdradą. Nie powinien był ufać krasnoludom, ani tym mieszkającym w tunelach, ani tej, która osiadła w Ściankach. Gdzieś tam, na górze, przeklęte karły planowały uczynić z nich niewolników. Pozostało mu wierzyć w to, że pozostali nie postradali rozumu i sami posprzątali to brodate gówno.
Maszyna ruszyła bez szczególnego planu, bez większego namysłu. Pająk parł tunelami, próbując dostać się jak najwyżej. Wyjść na jakiś oświetlony korytarz, a najlepiej dotrzeć do samych Ścianek. W tej niepozornej formie może byłby zdolny przekraść się między okupantami i wydrzeć życie z tej, która okazała się kretem? Zamierzał się o tym przekonać.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 337
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Arbalest » 14 kwie 2023, 13:56

Obrazek
Cisnąwszy swoją butelką, mężczyzna obserwował lecącą w stronę krasnoludów „przesyłkę”, czy też raczej trzy, po tym jak towarzysząca mu dwójka goblinów przyłączyła się do należytego witania nieproszonych gości. Efekt był spektakularny i przebił z nawiązką jakiekolwiek oczekiwania. Najpierw pozbawieni przywódcy przez Hirvo, a potem skalani płonącą oliwą, krasnale albo zaczynali gotować się w swoich płytowych pancerzach, albo kompletnie tracili tak ważną dla taktyk wojskowych organizację. Ze wsparciem reszty wioski, pokonanie tych ostatnich niedobitków nie jawiło się jako szczególny problem, nawet jeśli trzeba będzie zaraz szykować się na kolejne następstwa otwartego wypowiedzenia wojny mieszkańcom podziemi.
Na swoje nieszczęście, zaślepiony wizją Dante w ostatnim momencie zauważył celującą w jego stronę sylwetkę. W półmroku widział krasnoluda całkiem wyraźnie... ale on jego również. Było za późno. Amatorski błąd. Nieomal w zwolnionym tempie dane mu było podziwiać lecący w stronę jego okna bełt, przed którym nijak nie miał już czasu się uchylić. Tego ostatniego nawet nie spróbował — ciężki pocisk z żelazną grotem wbił mu się w klatkę piersiową z chrzęstem, zastygając dopiero w połowie swojej długości, odrzucając przy tym byłego najemnika prawie sążeń w tył i miotając nim na ziemię, jak szmacianą lalkę.
Zamroczyło go, zajęczał.
To nie był normalny jęk. Niski, gardłowy, w swoim brzmieniu ledwie ludzki. Tak samo ledwie ludzka była sylwetka, która znalazła się na podłodze warsztatu Izajasza. Bo na ziemi nie leżał już Dante, a rozlewająca się, antropomorficzna masa. Chwilę później, ta sama masa ukształtowała się w karykaturalny ulep, wykonany z gliny, badyli, listowia i wszelakiego innego badziewia, które na ogół znaleźć można w lesie. Oczy zaświeciły się jasną zielenią, gdy ta stęknęła jeszcze raz.
— Kurwaaa... Przeklęte żelazo, niech je zaraza...! — wychrypiał basowy głos z niewidczonych — bądź w ogóle nieistniejących — ust, zdradzając jednocześnie, że to co przed chwilą było jeszcze ich kamratem, ostatecznie nie zatraciło wraz z transformacją ani inteligencji, ani charakteru.
Draństwo podniosło najpierw głowę, a potem kawałek tułowia, by oprzeć się plecami o ścianę budynku, po czym zaczęło ostrożnie sprawdzać wbity w swoją pierś bełt, który po chwili wyjęło spomiędzy wyrwy z powyłamywanych gałęzi. Nie zostawiło za sobą ani kropli krwi — jeno ślad z połamanych gałązek i oprószonego listowia, jak i fragmenty postrzępionego odzienia, które dalej miało na sobie. Nie znaczyło to, bynajmniej, że trafienie nie zasiało spustoszenia — humanoid wyglądał na ledwie żywego i względnie niezdolnego do dalszej walki.
— To ciągle ja... Dante — odezwał się obojętnie do dwójki towarzyszących mu goblinów; oczywiście zakładając, że ci jeszcze nie wzięli nóg za pas, ani nie podjęli drastyczniejszych kroków. — To... co teraz? — zapytał z takim spokojem, jakby jego życie nie było teraz na łasce pary zielonoskórych. Jakby był pogodzony z losem. Uciekać nie miał siły, a do tej walki też przystępował ze świadomością, że może to jego ostatnia.
Ostatnio zmieniony 15 kwie 2023, 14:34 przez Arbalest, łącznie zmieniany 1 raz. Ilość słów: 0
Obrazek

Ivan
Awatar użytkownika
Posty: 804
Rejestracja: 16 mar 2018, 12:47
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Ivan » 15 kwie 2023, 2:33

Obrazek
To dobry dzień na ogień. To dobry dzień na gniew. — pomyślał Hirvo, patrząc na dogasające płomienie i trupy ścielące pobojowisko.
Łowca schował łuk, zwiesiwszy się z dachu, zwinnie wylądował na ziemi. Razem z pozostałymi dorżnął tych, którzy jeszcze żyli po czym wzrokiem odszukał automatonkę Azę. Nie potrzebował nic mówić. Obydwoje wiedzieli, że zyskali tylko chwilę czasu. Teraz lub nigdy.
Potrzebny na ponowną wyprawę do Baszty ekwipunek kompletował i wymieniał w ruchu. Dla siebie wziął tylko trochę amunicji, którą znalazł przy martwych. Zdobytą podczas ostatniej eskapady miksturę zamierzał oddać najbardziej potrzebującemu członkowi drużyny. W nadchodzącej bitwie potrzebowali jak najwięcej sprawnych obrońców, a za tę, którą właśnie zakończyli, czuł się odpowiedzialny. Nie miał czasu na ekspiację, nie miał jej też w zwyczaju, więc bez zbędnej zwłoki zdecydował to, co uznał za słuszne.
Wracał do domostwa Daniela, gdzie zamierzał się z kimś spotkać. Ryzykował wiele, ale ryzyko było skalkulowane. Teraz lub nigdy.
Przekroczył próg jaskini, rozglądając się po jej wnętrzu. Panujący w niej półmrok podsycony zapadającym wkoło wieczorem nie przeszkadzał mu w wypatrzeniu Izajasza. Widział w cieniach nie gorzej niż za dnia.
Nadchodzi kres, starcze — powiedział spokojnie, zbliżając się do zgarbionej wiekiem sylwetki technomanty. Wszystkiego tego, co niegdyś tliło się w błyskotliwym niegdyś umyśle. Czegoś, co miało szansę zapłonąć ponownie. — Skończę, co zacząłeś.
Ściągając rękawicę, dotknął pobrużdżonego zmarszczkami czoła wynalazcy. Popatrzył mu w oczy, sięgając do swojej pamięci. Tej pierwszej, z czasów przed przybyciem do wioski nad przepaścią.
Nazywał się Hirvo, Hirvo ze Ścianek. Nie zawsze. Rok i cztery miesiące temu patrzy na swoje własne oblicze, blade jak wykrochmalone płótno. Chłopak, nie więcej niż szesnaście lat. Wykrwawił się z tętnicy na udzie od rany zadanej zębami. Założony opatrunek był niewystarczający — podczas pospiesznego marszu w kierunku obozu rana otworzyła się ponownie, krew przesiąknęła przez bandaż.
W pobliżu nie było nikogo. Tylko oni dwaj, którzy wkrótce mieli być tym samym. Obce myśli, urwane reminiscencje minionego żywota zawirowały w jego głowie, a on zachłysnął się nimi, jak gdyby wlano mu morze do gardła. Strzępy — zdarzeń, odczuć, osób zmieniały się jak w kalejdoskopie, nabierały kształtu dających się zrozumieć sekwencji trwale wypalonych w jego (jego?) pamięci.
Nazywał się Hirvo. Hirvo ze Ścianek i pierwszą rzeczą, którą zrobił przed powrotem (przybyciem) do nich, był prowizoryczny pogrzeb, który urządził (sobie samemu) młodemu łowczemu, by nikt nie znalazł jego (JEGO) ciała przed robakami.
Dzisiejszego dnia Hirvo umierał po raz drugi.
Obrazek
Stojący naprzeciw starca chłopak posiwiał i zgarbił się. Rzadki młodzieńczy zarost wydłużył się w białą skołtunioną brodę. Skóra zbladła i wysuszyła się, nabierając zmarszczek i starczych plam. Jednak na jeden krótki moment, zanim to nastąpiło, twarz chłopaka w ogóle nie przypominała ludzkiej. Była maską zdrewniałych kłączy — ruchliwych, zmieniających się z każdą sekundą. Z szerokim pęknięciem w miejscu ust i dwoma dymiącymi zieloną poświatą punktami oczu. To one zmieniły się jako ostatnie, kiedy obydwie stojące naprzeciw siebie postacie przestały różnić się czymkolwiek poza strojem.
Zamknął je w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić chwilę później. Przygotowywał na krótką eksplozję szaleństwa, z którego miało wyłonić się zrozumienie. Ale nie szukał tylko odpowiedzi.
Przede wszystkim chciał poznać pytanie.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 19 kwie 2023, 1:47

Obrazek
Kilof dzierżony przez metalowe dłonie z hukiem opadł na ziemię. Ostatni niedobitek z bandy samozwańczych uzurpatorów uciekł w popłochu. Przejąwszy bojowy młot jednego z martwych krasnoludów, Aza bezwiednie podążyła za Hirvo i przystanęła przed wejściem do domu Daniela, oczekując na powrót młodego łowcy.
Nie było czasu do stracenia. Czuła, że coraz bardziej zbliża się do odkrycia zagadki Nieśmiertelnego. Jego komnata otworzyła swe podwoje, oferując nieznane dotąd odpowiedzi. Dotrzeć tam, porozmawiać z nieznaną świadomością, zrozumieć. Te trzy zadania zapętliły się w umyśle uwięzionym w metalowej powłoce, gdy mijały kolejne minuty, a chłopak wciąż nie opuszczał domostwa.
W końcu ze środka wychynął Izajasz, tak jak zwykle, gdy błądził w swych ostrych napadach demencji. Pospieszyła ku niemu, by odprowadzić go z powrotem do domu Daniela, ale mistrz niespodziewanie odezwał się całkowicie przytomnym głosem. I mianował się niegdysiejszym Hirvem ze Ścianek.
Automatonka znieruchomiała, a jej metal, gdyby tylko mógł, stałby się jeszcze zimniejszy. Lodowata fala zrozumienia uświadomiła jej, że ten bystry chłopak ze Ścianek, którego darzyła sympatią, wcale nie istniał, a był wyłącznie kolejną tożsamością skradzioną ofierze przez odmieńca. Odmieńca, który teraz poważył się udawać jej mistrza – bo choć wyglądał i zachowywał się jak Izajasz, nie był wcale tym Izajaszem, z którym wspólnie godzinami ślęczeli nad inżynieryjnymi projektami.
Aza zareagowała niewzruszenie tylko dlatego, że przyświecał im wspólny cel. Ruszyli zatem czym prędzej do Komnaty Nieśmiertelnego, a w trakcie drogi wspomagali się mijanymi po drodze glifami - dzięki nim miała pogląd na to, jak unikać zagrożeń bądź sama usuwała z przejścia przeszkody, zmuszając maszynerię do ruchu. Czasem zadawała Hirvo - bo wciąż tak nazywała roboczo tę istotę w myślach - pytania dotyczące wspomnień Izajasza. W głębi duszy jednak nie miała już pewności, kim tak naprawdę jest jej towarzysz. Być może tacy jak on sami tego nie wiedzieli.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 316
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 19 kwie 2023, 11:28

Obrazek

Ogień rozjaśniający bladozieloną poświatą ciemności. Strach. Krzyki przeszywające panującą w Ściankach ciszę. Cierpienie. Krew bryzgająca z ciał dobijanych przeciwników. Śmierć.
Po walce pozostał jedynie smród palonego ciała i włosów, który wsiąkł głęboko w ich ubrania i skórę. Zielone pokurcze dokonały wraz z resztą mieszkańców sprawiedliwego mordu w obronie siebie i swoich rodzin. Odparli dumnie atak, choć wiedzieli, że nie jest to koniec. Teraz zaś część goblinów zebrała ciała z pola bitwy – rozebrali do naga krasnoludzkie truchła, przerabiając je na pożywkę dla grzybów. Zostało tylko ciało przywódcy Pękatej Tarczy . Miało zostać jako ostatnie przerobione na kompost. Uporządkowała znalezione po napastnikach uzbrojenie, skrzętnie sortując. Część z nich została uposażona w topory i młoty. Ich przywódca i jeden najbardziej zaufani w kusze.
W czerwonej tafli kałuży Croll ujrzał swoje oblicze. Ponure. Spoglądały na niego bezlitosne oczy, w których źrenicach krył się mrok. Ten sam, który uwolnił dawno temu z wiecznego snu. Demoniczne spojrzenie. Wcześniej te wspomnienie wywoływało niepokój. Uciekał przed nim. Nie wspominał. Wypierał. Coś jednak w nim pękło. Był w stanie poświęcić każde życie. Zdeptać każdą zasadę. Zbrukać każdą przyzwoitość.
Nie zatrzymał się jednak, aby zadumać się nad swoim losem. Nie zatrzymał się nawet na sekundę, by zapaść się we własnej ciemności. Musiał działać. Był duchowym przewodnikiem wszystkich goblinów mieszkających na skraju wyrwy ziemi. Na pulsującej, jątrzącej się ranie. Musiał kierować. Nadawać rytm tej zielonej tkance. Był sercem i umysłem wspólnego goblińskiego ciała. Ich Odrodzeniem. Przynajmniej w to wierzył.
Rozkazy były proste. Połowa goblinów nie zajmująca się produkcją żywności, przygotowywała się do następnego starcia. Przyrządzali kolejne butelki z łatwopalnym płynem. Tworzyły prowizoryczne pułapki – spadający gruz na głowę, lepka substancja oblepiająca podłogę, spadające sieci. Budowały zasieki ze złomu i wyciągniętych z domostw mebli, oddzielające Ścianki od miejsc, z których mogą spodziewać się krasnoludów lub innych koszmarnych potworów. Byli gotowi.
Ilość słów: 0
Obrazek

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 274
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Miano: Cyprian de Nogaret
Zdrowie: Okaleczona twarz.
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Wulf » 01 maja 2023, 6:50

Obrazek
Tłusta powierzchnia butelki omal nie wyślizgnęła się spomiędzy jego palców, nim zdążył ją ślepo cisnąć w tłum. Poczuł gwałtowne szarpnięcie w okolicy łopatki. Kolano osunęło się pod ciężarem zachwianej sylwetki. Upadł, w ostatniej chwili amortyzując się wolną ręką. Usłyszał jeszcze czyjeś przekleństwo, spóźniony sygnał ostrzegawczy. Wkrótce utonął wraz z całą resztą w oranżowej pożodze.
Rozjuszony ogień zaryczał gniewnie jak sam Demon wypluty z otchłani.
Gnark przywarł do ziemi, wiedziony instynktem. Na tyle bystro, aby nie sięgnęły go płomienie. Na tyle długo, aby uniknąć serii kuszników, która położyła pokotem goblina obok, a zaraz później Dantego. Następnie przetoczył się, umiejętnie zmieniając pozycję. Słyszał brzęk broni, krzyk i skowyt walczących. Do broni! Do broni! — nawoływał ktoś tuż obok, lecz Gnark nie wiele widział w kłębach gryzącego dymu. Ściskał panicznie stylisko kilofa, koncentrując wszystek woli, aby tylko go nie zgubić.
Po chwili chyżość bitwy osłabła i goblin uznał, że to idealny moment na przejście do finalnej kontrofensywy. Zerwał się z gleby i ruszył, w szaleńczej szarży rozłupując głową kilofa kudłate, niedopalone łby jaskiniowych czupiradeł. Ledwie zauważył ich brak oporu, uwięzionych w skurczonych od żaru zbrojach. On jednak nie czuł litości. Nie dzisiaj. Oskard świszczał w powietrzu, rozbryzgując brunatne strzępy mózgów, kąpiąc ściany w lepkim osoczu.
Bij, zabij!
Wkrótce zaczął trzeźwieć. Adrenalina powoli ustępowała, na nowo wpuszczając do uszu pełną kakofonię dźwięków, oraz przypominając o istnieniu całej gamy innych organów. Czuł jak kręci mu się w głowie i że zaraz, prawdopodobnie, straci przytomność.
Pomocy! — czyjś zduszony krzyk zbudził go niczym wierzch obcego kułaka. Gnark zerwał się, biegnąc natychmiast do źródła. Zastał na miejscu krasnoluda, który magicznie nauczył się komunikować bez Eriki.
Gnark pozwolił mu skapieć.
Sprawdził pozostałych rannych. Znalezienie drzewo podobnej istoty podającej się za Dantego nie zajęło mu długo. Szybko dołączył do małego kółka, które zebrało się nad dziwolągiem.
Gówno — odparł lakonicznie na pytanie o to, co dalej. Podniósł z ziemi bezpański rewolwer. Sprawdził bębenek. Jeden nabój. — Idealnie. Wystarczy, aby zobaczyć, czy nie masz, aby przypadkiem we łbie korników. Coś za jeden, co? Kolejny wynalazek. Coraz tu więcej takich. Na kompost was tylko, uh, wy cudaki, świry i hochsztaplerzy! Na kompost, do Crolla, powiadam!
Chciał się zdobyć na odjebanie stworzenia, ale jedyne, do czego zdołał się zmusić, to chwiejne celowanie między gasnące oczy.
Kurwa.
Pij. Pij, zanim zmienię zdanie. Bogowie…
Gnark klął, wlewając zawartość dobytej mikstury między spróchniałe usta.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Zabij skurwysyna 2 (noc c, finał)

Post autor: Lasota » 07 maja 2023, 3:26

Erika i Croll Odrodziliście się w ranach pokonanych, jak larwy wypełźliście z ciał, przecisnęliście się przez szpary pancerza. Natury nie dało się pokonać, nikt nie mógł jej zatrzymać, nawet baszta uległa wobec nieuniknionej mocy. Kiedy podjąłeś decyzję pokierowania trzodą niczym pasterz, gdy odmówiłeś sobie introwersji, a skupiłeś się na obronie pastwiska, zaznałeś niebywałej trzeźwości. Przez moment widziałeś i całą ziemię, i każdy jej kamyczek. Zasmakowałeś całej potrawy stworzenia, jednocześnie każdy ze smaków oddzielnie. W krótkiej chwili, w oku cyklonu, dosięgnąłeś początku.
Stwórz idola.
A potem wydałeś rozkazy, gobliny stawiały obronę.
Erika, pomogłaś z garstką zdolnych do pracy ludzi i natchnionymi zielonoskórymi pokurczami w zorganizowaniu defensywy. Wasze zasoby były żałosne, bowiem niemal cały złom poszedł na odbudowę mostu, jego ostatki na ogniste koktajle. Zatem wynieśliście meble zdrajców, bowiem odebraliście im prawo do własnych łóżek, stolików czy zbutwiałych skrzyneczek. Przytargaliście głazy, w pośpiechu zmajstrowaliście barykadę, która oddzieliła wejścia sztolni na teren Ścianek. Ustawiliście pułapki.
Waszej pracy towarzyszyło drżenie skał, jego źródło biegło z otchłań, w które zanurzył się uciekający Keren.
Nadchodzili.

Gnark i Dante Wlewałeś w spróchniałe usta miksturę, której cudowne właściwości sprawiły, że na twoich oczach patyki, pnącza i listki wyrastały z błota i gówna kreujące wspólnie obraz twojego towarzysza. Słyszałeś opowieści swojej matki, wiedziałeś czym była ta istota. Przed wygnaniem twoi przodkowie pomagali zbierać panom tworzywa na lalki, które później zastępowały porwane przez nich dzieci. Magia użyta do tego celu pochodziła z krain panów, a jej szczególna cecha sprawiała, że łączyła was wszystkich: władców i sługi.
Retrospekcja nie okazała się tak ciekawa, jak pokusa zbadania osobnika, więc mimochodem dokonałeś oględzin. W przeciwieństwie do zdecydowanej większości sąsiadów zdobyłeś wykształcenie, a nawet jeśli w tym momencie wytworzyłeś z nimi więź, zawiązała to wspólna sprawa. Nie myślałeś jak oni, twoje horyzonty myślowe wykraczały poza zadupie w rozpadlinie, na którą zostałeś skazany. Jednak coś wisiało w powietrzu, napięcie.
Ziemia drżała, ale jeszcze tego nie wykryłeś.
— Daniel zmarł. — Powitał cię głos Lochy wchodzącej do środka wraz ze smrodem. Oderwałeś wzrok od kompana, ujrzałeś starą i jasnowidza. Jego broda była zafajdana rzygowinami, a sokół siedzący na jego ramieniu akurat wydziobał pluskwę osadzoną pomiędzy włosami pijaka.
Nastąpiła niezręczna cisza. O ile ochlaptus zupełnie nie przejął się widokiem animowanej lalki wielkości dorosłego mężczyzny, to kobieta straciła impet, z jakim chciała tutaj wejść. Przez moment biła się z myślami, lecz po chwili pokonała lęk. Musiała.
— To był tępy młot, pijak, ale był użyteczny — pomimo wystosowanych złośliwości, były one wyjątkowo sztuczne, natomiast niesiony w głosie przekaz zdradzał żal. — Na tyle, żeby nie skończył jak kompost — dokończyła zrezygnowana, zupełnie tak, kiedy zaklinało się rzeczywistość, bo szkoda było gadać o ponurej oczywistości.
— Legion jest blisko. Wkrótce tutaj przybędą — zajadle zmienił temat Jackowsky, ledwie trzymając się poczytalności. — Przyjdą, oj przyjdą, bo myśmy w swym idiotyzmie odpuściliśmy szansę, kiedy dało się ich jeszcze dogonić — kontynuował z coraz większą wściekłością. Głos stawał się gwałtowniejszy. — I mają rację, bo zasługujemy na surowy sąd – srogą karę. Przespaliśmy szanse, niechaj nas ukrzyżują. — Niemal połykał sylaby, niemal się krztusił, mówiąc. Ominął Lochę, stanął u twojego boku, Gnark — Niechaj spalą! — Szaleńczy wzrok utkwił na tobie, Dante.
— Ach, jak ty pierdolisz!
Locha podskoczyła, żeby pierdolnąć jasnowidza w łeb. Grzmotnęła go swoją torbą lekarską, coś pękło, nie wiadomo czy w torbie, czy w czaszce. Wróż upadł na jedno kolano, a sokół wykorzystawszy sytuację, zwinnie zeskoczył. Przycupnął sobie na twojej gałęzi, Dante. Ptak obdarował cię bystrym wejrzeniem ślepi.
— Do rzeczy, kurwa, bo nie mamy czasu — pogoniła człowieka, zdenerwowana nie na żarty. — Gadaj, albo zaraz wywróżę ci z prostaty! — Uniosła swoją zmarszczoną piąstkę.
— Idźcie do nich. — ochlaptus zogniskował swoją uwagę na goblinie. Czułeś nie tylko odór gorzały wymieszanej z fluidami, lecz także przeszywający na wskroś wzrok. — Idźcie... Przemierzcie pustynię... Zdechnijcie na krzyżu.
Jasnowidz opadł z sił. Zgarbił się, oparł oburącz o ziemię, jakoby pogrążył się we śnie, mamrocząc pod nosem słowa, których nikt z was nie rozumiał.
— Odleciał zupełnie, ech. Może i to lepiej! — stwierdziła Locha, a potem spojrzała na was. — Czujecie? Glebia się trzęsie, brodate chujki zaraz tu będą — zaczęła przemowę od stwierdzenia faktu, który wam umknął. — Synku, pokaż mamusie, że coś tam masz pomiędzy uszami. Kiedy tutaj bawimy się w chędożonych bohaterów, prawdziwy żołnierze tutaj idą, a ty, pomimo tej parszywej mordy, najlepiej gadasz. Więc, proszę cię, przegadaj trepów jebanych, żebyśmy po tym całym gównie mieli, jak żyć. Synku, jak żyć! — W swoim pierwszym odruchu wyprostowała ręce, jakby chciała cię przytulić, bo w następnym lekko uderzyła cię w łeb. Tak z miłości.
— DO ROBOTY, LENIUCHU! — Wrzasnęła wściekle, zupełnie tak, jak dawniej, kiedy poganiała cię do pracy w namiocie.

Grzmot Przemieszczając się w mroku czarnym i nieprzeniknionym, udało ci się przywyknąć do nowej formy. Przyzwyczaiłeś się do nieoddychania, łażenia po każdej płaszczyźnie, braku zapotrzebowania na sen, wodę i strawę, ale dalej napędzały cię ognie rasowego wkurwienia. Jednym z nasycającym ognie paliwem było zagubienie w tunelach. Straciłeś mnóstwo czasu. A na dodatek wlazłeś tam, gdzie nie trzeba.
Charakterystyczne kliknięcia, jakoby żuwaczek, a później energiczna praca odnóży sprawiła, że pojąłeś, co się stało. Jakieś ogromne bydle wdało się w pościg za tobą. Brzmiało jak żywa istota, sprawna, żyjąca tutaj od dawna. Gnałeś, ile fabryka dała, ale nie uniknąłeś ciosu. Odnóże, przypominające pikę, przeszyło twoją strukturę. Przewróciłeś się. Powstałbyś w mgnieniu oka, jednak wszystkie odnóża potwora cię unieruchomiły. Masywne żuwaczki zmniejszyły dystans do rdzenia twej formy.
Sekunda trwała jak wieczność. Coś cię wywąchało oraz polizało, przynajmniej tak brzmiały ohydne mlaski.
Ciężar cię opuścił. Stwór najwidoczniej nie gustował w zębatkach.
Wznowiłeś wędrówkę. Po jakimś czasie odnalazłeś drogę powrotną. Stworzony do kopania, w mig przekopałeś się do warsztatu Izajasza. Znalazłeś się w Ściankach. Usłyszałeś krzyki od strony kopalni.

Aza i Izajasz Śpieszyło się wam, lecz nawet twoja uczennica nie była zdolna przyspieszyć platformy leniwie napędzanej przez starożytny mechanizm. Czas wraz z przyrodą przeżarły basztę, lecz wy wykorzystaliście dany wam czas, kiedy sunęliście się w górę na oswojenie się z nową sytuacją. Za wami były skały, obok was – wy sami. Przed – obserwowaliście Ścianki z wysokości, powolutku dom stawał się mniejszy i mniejszy.
Wiedziałeś, że byłeś od zawsze Izajaszem i nie wyobrażałeś sobie momentu, kiedy mógłbyś nim nie być. Przeszłość poprzedniego wcielenia była niepewna. Wspomnienia oddały miejsce nowej pamięci, a wszelkie próby wyłowienia Hirva sprowadzało się do wymyślania go niczym historyjkę. Bardzo trudno było ci zdystansować się od tego, co zostało w ciebie wcielone. Przejawem tego była zdecydowanie nieobojętna postawa wobec uczennicy, której obecność wywoływała w tobie emocje. Mniej oczywistymi sygnałami były nowe manieryzmy, nowe tiki czy odruchy. Sprawny umysł w starym i niesprawnym ciele.
Powrót na powierzchnię był słodkogorzki.
Aza, czułaś się dziwacznie, albowiem razem z sobowtórem mistrza wracaliście na wyższe piętra. Pomimo świadomości obcowania z kopią mimowolnie dochodziło do ciebie, że faktycznie obaj mężczyźni różnią się tylko tym, że jeden z nich nie cierpiał na demencję. Izajasz, z którym przyszło ci teraz dzielić przestrzeń widny, przejawiał te same ruchy, co twój właściwy mentor. Znałaś prawdę, bo widziałaś, co opuściło pracownię, niemniej kopia okazała się zupełnie prawdziwa. W obliczu świata i ludzi, nie było tak naprawdę różnicy, ponieważ obie tożsamości były prawdziwe. W obliczy pragmatyzmu – tylko jeden z nich się nadawał do użytku.
Zanim dotarliście do punktu docelowego, dostrzegliście czerwono–pomarańczowy punkcik, a potem malutkie płomyczki. Byliście za wysoko, ale nie musieliście być. Krasnoludy kontratakowały.
— Izajasz?! To ty kontaktujesz?! — Zdziwił się Pryszczaty, kiedy ujrzał przybycie technomanty. — Co się tam dzieje, na dole? — zapytał, a potem wyszczerzył gały w kierunku mrocznej przepaści. — Cholera... Chyba będzie lepiej dalej strzec posterunku, co nie, chłopaki? — Zwrócił się, zesrany ze strachu, do swych ziomków. Ci, jak jeden mąż, pokiwali łbami z aprobatą na sugestię dowódcy.
Po interakcji z Pryszczatym, czym prędzej udaliście się do aktywnej runy, której energia magiczna otwarła portal do komnaty Nieśmiertelnego. Aza, z łatwością połączyłaś się z basztą. Tym razem nie potrzebowałaś skupienia, przychodziło ci to niczym oddychanie. Zlokalizowałaś miejsce, tak jak wcześniej ustaliliście, było ono strzeżone przez ogromnego węża oraz rozpylone zarodniki. Toksyczne grzyby wam nie zagrażały z racji rasowych cech, natomiast wąż znów nabrał się na sztuczkę. Pobudzona do pracy fabryka przegnała go. Wkrótce, przedzierając się przez rdzawe porosty i ruiny wiekowych zautomatyzowanych warsztatów, stanęliście przed unoszącym się bąblem. W jego wnętrzu znajdował się widok na komnatę. Była to jedyna znana wam droga, więc wskoczyliście w portal. Zetknięcie z nim przypominało wynurzenie się z lodowatej wody, nawet nie zdążyliście poczuć szoku termicznego, bo przechodzenie trwało ułamek sekundy.
Pokój nie zareagował. W przeciwieństwie do gigantycznych przestrzeni każdych z pięter nie wydawał się imponujący. Na planie kwadratu wykonanego z marmurowych bloków stał na środku piedestał, na którym spoczywał dwunastościan. Pokryty glifami, trwał, jakoby czekając, aby spełnić swoją funkcję raz jeszcze. Rozpędzić nowy cykl. Postawiliście ostrożnie krok do przodu, a w reakcji na wasz ruch rozbłysnęły glify na filakterium. Zareagowały na was obojga lub jednego z was, witając przyjemną, błękitną niczym spokojne niebo barwą.
Aza, patrząc na światło, poczułaś potrzebę dotknięcia artefaktu. Jeden dotyk wystarczył, żeby wypełnić pustkę gnębiącą cię od początku istnienia. Wystarczyło pokonać parę kroków, żeby znów stać się całością. Blask przywoływał cię niczym latarnia rodzimego portu, a czas błądzenia właśnie się kończył. Jedno dotknięcie, by powrócić.
Powrócić do baszty.
Pęknięta Tarcza Najpierw zorganizowani pomocnicy poczuli ciepło, gdy kończyliście barykadę. Potem, zupełnie naturalnie, jakby to zjawisko występowało od zawsze, pojawił się w powietrzu glif obejmujący w sobie pracowników. Erika, odskoczyłaś o ostatniej chwili, bo później ludzie i gobliny zapłonęły żywym ogniem, gdy linie glifu przywołały pożogę. Drewno momentalnie stanęło w płomieniach. Gardła znów wydarły z siebie wrzaski, szaleńcza melodia kaźni znów zawitała w Ściankach.
Krzyki podpalonych zagłuszyło bicie w róg. Dudnienie poniosło się podziemiami, zagłuszając wszelkie inne dźwięki. Ziemia drgała w rytmie kroku ciężkozbrojnej armii, której potęga za moment miała uderzyć w wioskę. Gardłowe okrzyki bojowe, rytmiczny pochód, bębny było preludium do nieuniknionego.
Byliście przez moment w oku cyklonu. Po spokoju przyszła pora na sztorm.
Barykada z śmieci padła szybko. Ze środka sztolni wyłaniali się uzbrojeni po zęby krasnoludy w pełnych płytach. Niektórzy z nich wydawali się zniekształceni, podobni do zabitego wodza. Było ich wiele dziesiątek, zorganizowani, gotowi do wyrżnięcia każdego z was. Gdzieś na tyłach czaił się mag.
Nie mieliście szans w walce z całą armią. Tym razem musieliście znaleźć sposób na to, aby przetrwać falę.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Vespera » 13 maja 2023, 23:19

Obrazek
Droga ku górze mechanizmem windy przebiegała w milczeniu gęstym od poczucia obowiązku do wypełnienia. Milczeniu słów, ale nie kłębiących się ostrych jak brzytwa myśli. Aza z ponurym i przytłaczającym poczuciem zgrozy obserwowała oddalające się symptomaty kolejnego etapu wojny domowej w Ściankach. Przez całe swoje istnienie w wiosce zdążyła się zasymilować z jej mieszkańcami, nauczyła się współodczuwać ciążące im problemy, a przede wszystkim czuła się częścią tej wspólnoty żyjącej dosłownie i w przenośni na skraju przepaści. Ich los nie był jej obojętny.
Świadomość maszyny wibrowała wręcz od determinacji, by zapobiec kolejnemu bezsensownemu rozlewowi krwi, by odnaleźć sposób na obudzenie armii automatonów i obecnością złotego legionu powstrzymać narastający chaos.
Zaraz będą tędy uciekać bezbronni mieszkańcy wioski. Pomóżcie im – wybrzmiał do Pryszczatego z zimną metalicznością rozkaz z wnętrza maszyny. Mający mało wspólnego ze znaną im dotychczas Azą, melancholijną i nastawioną ugodowo do wszystkich mieszkańców.
Ruszyli bez zwłoki dalej, a automatonka bezkompromisowo wydawała Baszcie polecenia. Było to łatwe, coraz łatwiejsze z każdym krokiem przybliżającym ich do Komnaty Nieśmiertelnego. Wprawione w ruch mechanizmy przegoniły paskudnego gada, który z innymi elementami dzikiej natury bezcześcił wieżę. Należało wreszcie zrobić z tym porządek i zadbać o maszynerię, pomyślała gwałtownie i autorytatywnie. Nie mitrężąc, przeszli przez portal i znaleźli się w sercu Baszty, a świadomość Azy wciąż wibrowała od determinacji werbalizującej się w dwóch słowach: uratować Ścianki.
Wreszcie poczuła coś, czego brakowało jej duszy, odkąd sięgała pamięcią. Niewzruszony spokój i tęsknotę, jak gdyby powróciła do domu. Cel istnienia, który zawsze gdzieś majaczył, ale wciąż umykał.
Bez wahania dotknęła filakterium, którego glify zachęcająco zapraszały do środka znanym blaskiem. Blaskiem, który pozwalał powrócić do Baszty, zrozumieć i okiełznać otaczający ich chaos.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 316
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Porwania w Ściankach! [Cień Władcy Demonów, gra]

Post autor: Asteral von Carlina » 18 maja 2023, 15:14

Obrazek

Ogień trawił barykady. Pożerał żywcem górników i gobliny. Śmierć była potworna. Podobna do tej, którą zgotowali poprzednio krasnoludom, gotując ich w żelaznych zbrojach. Zemsta przyszła szybko. Nie zdążyli się dobrze przygotować do natarcia brodatych karłów. Byli bezsilni przeciwko tej armii.
Nie czekał na wprowadzenie zmyślnej taktyki, nie rozkazał przegrupowania, nie zamierzał chronić Ścianek. Zarządził odwrót zielonych pokurczy, które wykonywały wszystkie jego polecenia jak idealnie zsynchronizowany mechanizm. Mieli prędko skierować się ku windzie, wykorzystując najszybsza i najbezpieczniejszą w danym momencie drogę. Część zabrała zapasy żywności, ale większość mknęła ku jedynej drodze ucieczki. Przeciskając się przez wąskie tunele, wspinając się po ścianach, biegnąc ile sił mieli w nogach. Ci, którzy mieli kusze mieli nadzorować ucieczkę. Strzelali do krasnoludów, którzy byli zbyt blisko goblińskiego odwrotu. Kierował nimi Omraar młody o zgniłozielonym odcieniu skóry i licznych wypryskach, szpecących jego twarz. Był od czystki prawą ręką Crolla, choć nie był zbyt bystry. Był jednak w niego wpatrzony jak w obrazek. Słuchał wszystkich jego poleceń. Gdyby kazał mu wskoczyć w płonące barykady, bezmyślnie wykonałby to polecenie.
Posępnego pielgrzyma jednak nigdzie nie było. Zniknął. Nie wycofał się razem ze swoim ludem. Może zginął, jak kilkanaście jego pobratymców. Mrok otulił go skrzętnie swoim całunem w krzyku i zgrzycie broni w straconych Ściankach.
Ilość słów: 0
Obrazek

Zablokowany
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław