Cisza wśród drzew

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2397
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 06 sty 2024, 16:14

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Nie będziecie chyba twierdzić — mówi Trencavel, uśmiechając się krzywo — Że osiemset sztuk złota to mało?
Nie, żadne z was nie będzie twierdzić, że osiemset sztuk złota to mało. Po pierwsze, to nie jest mało. Po drugie, wynagrodzenie, które otrzymaliście za wasze ostatnie zlecenie, rozeszło się niespodziewanie szybko w zajazdach i oberżach Wronej Twierdzy zwanej niekiedy Vorongradem i słynącej z drożyzny. Z tego też powodu nie kryliście gotowości wynajęcia waszych mieczy kolejnemu zleceniodawcy. Nie czekaliście długo na ofertę, właściwie powiedziawszy, praca znalazła was sama. Za sprawą znajomego znajomych kilkorga z was.
Peko, bo tak się nazywał, był naturalizowanym Dzikim, przewodnikiem zatrudnionym jako goniec pod tutejszą Gildią Kupiecką do spółki z kilkunastoma innymi tropicielami. Pozwalało mu to być na bieżąco z wieściami — jeśli nie z pierwszej ręki, to przynajmniej z pewnego źródła. Co potwierdziło się również i tym razem.
Tak się składa — zdradził wam nad kuflem. — Że Gildia pilnie poszukuje kogoś, kto rozwiąże dla niej jeden problem, ano tak. Mam w tym swój interes, tedy zadbam, by i wam się opłaciło. Jeśli się piszecie, skrzyknijta czeredę rezunów i jutro z rana stawcie się w osadzie Brysta, dziesięć mil na południe od Wronej.
I oto siedzieliście w obwieszonej tapiseriami sali z kominkiem w siedzibie zarządu osady Brysta dziesięć mil na południe od Wronej. Naprzeciw was, za zastawionym powitalnym poczęstunkiem stołem z dębiny stało dwóch Midlanczyków — trzymający się z boku chudy wąsacz, alderman Brysty oraz dostatnio odziany przedstawiciel Gildii i wystawca zlecenia, Ludwig Trencavel.
Tyle właśnie — podjął Ludwig, gdy zadane przezeń retoryczne pytanie spotkało się z waszym wymownym milczeniem. — Mogę wam zaproponować do podziału za uporanie się z bestią, która zdążyła napaść dwie karawany i zmasakrować miejsce wycinki. Osiemset, uczciwych, nieoberżniętych guldenów za tego tutaj ludożernego…
Obrazek
Kupiec urwał w pół zdania, zapomniawszy właściwego słowa. Próbował jeszcze zakląć pamięć, kilkukrotnie dźgając palcem rozłożony na blacie pergamin z ogłoszeniem i nieudaną ryciną czegoś, co przywodziło na myśl kalekiego gryfa. Kiedy ten zabieg nie pomógł, obejrzał się na siedzącego z boku stołu Peko, również uczestniczącego w rozmowie, dotychczas w roli słuchacza.
Sowoniedźwiedzia — dokończył za Trencavela Dziki, zwracając się bezpośrednio do awanturników. Długowłosy, ubrany w wyprawione skóry tropiciel pasował do przytulnego, mieszczańskiego wystroju jak odyniec do klaczy. — Nazywamy go, znaczy się my, tropiciele… Nazywamy go Staruchem, ano tak. To wiekowy samiec, pieruńsko zajadły i teryto...rialny. Urządził sobie żerowisko przy Żywicznym Trakcie, niedaleko starej pustelni, będzie ze dwa-trzy dni drogi w głąb lasu. Samemu nie odejdzie, a jeżeli cudem uda się go wypłoszyć, wróci.
Tropiciel zgarbił się na siedzisku, nachyliwszy do przodu, zmierzył drużynę bystrym wejrzeniem ciemnych, blisko osadzonych oczu. Jego twarz, zwykle poważna i niezdradzająca emocji spoważniała jeszcze bardziej.
Lza znaleźć jego gawrę i utłuc. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Dwunastu naszych wyruszyło z tą misją i mija tydzień, odkąd nie wracają. Ich rodziny, a część z nich mieszka tu, w Bryście, potrzebują wiedzieć, co z nimi. Ano tak. Jeżeli uważacie, że osiemset to mało, wiedzcie, że za zabicie bestii i odnalezienie zaginionych, zrzeszeni tropiciele dopłacą dwieście monet do sumy, którą daje Gildia. Dodatkowo przez rok będziemy służyć wam jako przewodnicy. Bez zapłaty.
Nie muszę też dodawać — wtrącił się Ludwig, natychmiast wyczuwający popyt i koniunkturę. — Że przysporzycie sobie sławy i zjednacie wdzięczność wpływowych ludzi, co z pewnością zaowocuje podobnie lukratywnymi zleceniami w przyszłości, a może nawet stałą współpracą.
Nie, Trencavel nie musiał tego dodawać. Już i bez jego zachęt zdążyliście się zorientować, że owa zesłana wam przez los eskapada jest wszystkim, czego potrzebujecie, aby rozpocząć awanturniczą karierę z prawdziwego zdarzenia.
Obrazek
Ilość słów: 0

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 182
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Joreg » 15 sty 2024, 20:13

Gulo w kompanii był od niedawna. Kompania ta, choć ekscentryczna, stanowiła jego opokę przed niegościnną cywilizacją traktującą z góry podobnych jemu dziwaków. Bo niby co to miało być? Zgarbiony jak dziad, choć jeszcze nie stary, mężczyzna oczy miał jakby spowite mgłą, a jednak widział całkiem normalnie. Nosił się w długiej, ciężkiej szacie uszytej z futer dzikich zwierząt, w najprostszych, ciepłych butach. Naszyjnik z drobnych, pustych w środku kości klekotał na szyi, kiedy poruszał się zbyt gwałtownie co akurat rzadko miało miejsce.
Gdy potakiwał na słowa Peko o sowoniedźwiedziu, tatuaże na jego twarzy zdawały się ożywać, bezgłośnie zadrżały barwne pióra sójki - kolczyki, poroże uczepione głowy zakołysało się. Tyki stuknęły o siebie, w reakcji na co Dziki kapłan zdjął jedną dłoń z czaszki tryka osadzonej na szczycie zgniłozielonego, grabowego kostura, by poprawić ozdobę uczepioną gdzieś pod niemal całkowicie siwymi już włosami.
— Gulo chętnie pomoże. — Zwrócił się do różnorodnej zbieraniny stanowiącej od pewnego czasu coś więcej, niż tylko losowe postacie napotkane za sprawą zrządzenia losu.
— Zakr spogląda na nas przychylnie, czuję to. Czuję, że… — Mężczyzna zamilkł w pół zdania, jakby rozproszony tylko jemu znanymi wibracjami. Gulo przemieścił dłoń z ozdoby głowy, na łeb pstrokatego, bojowego ogara spokojnie siedzącego mu pod nogami. Pies wabił się Pica, o czym wiedzieli ci, z którymi podróżował Dziki. Wiedzieli też, że permanentnie zgarbiony szaman miał słabość do swego rodzaju symboliki, dlatego w psią obrożę wtykał ptasie pióra - coraz to nowe, bowiem penetrujący knieje lub przydrożne krzaki pupil gubił je notorycznie, zupełnie nie pojmując starań ni motywów właściciela.
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 283
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Lasota » 15 sty 2024, 23:08

W lesie jest spokój
Drzewa szumią, ptaki śpiewają
Dusza się raduje.

Obok Gula stał pogrążony w myślach osobnik o nietypowej prezencji. Ogolony do skóry, łysy, noszący spuszczony habit w taki sposób, aby jego górna część opadała na biodra i nogi. Chodził boso, prawie nagi, bezwstydnie prezentując odsłonięte górne partie ciała. Pokryty brudem, pyłem i popiołem błądził po przestrzeni wzrokiem o czerwonych tęczówkach, jakoby stworzonych do patrzenia w głębokiej ciemności. Przez moment dziwak zerknął na swoje ramiona. Te, jak i pozostałe części ciała, były naznaczone rytualnymi bliznami: precyzyjnymi nacięciami czy znakami, które mogłyby wywołać przestrach we wrażliwszych obserwatorach. Osobnik ten nie był wysoki. Zazwyczaj nie spuszczał głowy, aby spojrzeć kobietom w oczy, jednak prawie zawsze unosił głowę, żeby zawiązać kontakt wzrokowy z mężczyznami. Jedynie czerwone korale w formie naszyjnika zaburzały obraz kogoś, kto miał wiele wspólnego z ascetami i pustelnikami.
— Jesteśmy zdolni podołać temu wyzwaniu — powiedział wyraźnie, dobitnie, zaznaczając sprawność. Albinos mówił jak czarodziej inkantujący zaklęcie, z determinacją oraz absolutną pewnością wyraził każde słowo swojej krótkiej wypowiedzi, zaklinając wszechrzecz swojej woli.
— Złoto jest siłą, lecz tylko znaną człowiekowi. Natura. Pazury i kły. Ziemia i woda. Drzewa. Przyrodzie nie są potrzebne monety — zaczął enigmatycznie. — Przywódco. — Zaczepił przywódcę Baliana i zerknął nań z powagą.
Później zerknął z powagą na pozostałych członków drużyny. Kapłan Gulo powierzył swoje życie bogom i jak Nowicjusz nosił z dumą symbole swojej potęgi. Gulo przemierzał niebiosa oraz powierzchnie, smakując oba światy. Uratowany z potrzasku, związał się z drużyną niedawno jak sam albinos.
Tak jak Nowicjusz, jego krajan Pyrhos znaczył swoją skórę historią. Barwa potęgi przystojnego brodacza nie dotykała niebios, lecz emanowała z czeluści głębin duszy. Człowiek poznający prawdę o przyrodzie poznawał prawdę również o sobie. Małomówny łowca znał siebie, jednak czy to wystarczyło do osiągnięcia oświecenia?
Nawet sam przywódca kompani dzielił cechę wspólną z Nowicjuszem, albowiem obaj doceniali wyrażanie siebie za sprawą tańca bitewnego. Gdy ten pierwszy dokonywał ekspresji za sprawą oręża, drugi natomiast ukazywał potęgę pięściami twardymi niczym stal. Obaj czerpali siłę z każdej cząstki swego ciała, wyzwalając z nich czysty potencjał.
— Hmm... — Ponownie zadumał Nowicjusz, bowiem dostrzegł potęgę również w pięknie swoich kompanów. Byli zaprawdę przystojnymi mężczyznami. Lekki, ulotny jak dym uśmiech pojawił się na ustach Nowicjusza, gdy z aprobatą i kiwnięciami głowy afirmował widok towarzyszy. — Wiatr zesłał nowy liść, gdyż ciebie nie kojarzę — Dodał po chwili, gdy ujrzał niepasujący obraz, ponieważ kobietę podobną Gulo, lecz nie tak stylową. Uśmiech zniknął z twarzy Nowicjusza tak szybko, jak się pojawił.
Czyżby wyrósł piąty palec niezbędny, coby dłoń stała się pięścią? A może palec niechciany, który trza uciąć? Czas pokaże.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Heliotrop
Awatar użytkownika
Posty: 47
Rejestracja: 28 kwie 2023, 14:34
Miano: Rita Fahari Lukokian
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Heliotrop » 16 sty 2024, 11:44

Sen. Głos. Droga.
Próba wiary.
Bezwzględne posłuszeństwo, niezłomność, wytrwałość. Nie ulegnie wygodnemu zwątpieniu. Nie zgrzeszy pychą i arogancją. Krople mądrości Utopionego, które w bezmiarze Jego łaski zraszały jej jaźń, obejmowały tylko tyle, ile jej niedoskonały umysł mógł pojąć. Bóg-tyran nie dbał o ludzkie słabości i ograniczenia. Sama musiała je pokonać, aby pokazać się godną w Jego wszystkowidzących oczach. Aby pojąć, czego Przepotężny od niej oczekiwał i wypełnić Jego wolę.
Wszyscy bez jednego — wymamrotała pod nosem, wchodząc do budynku za grupą obserwowanych od momentu pojawienia się ich w Bryście najemników. — Jeden bez wszystkich. Digitus minimus manus... amputowany?
Jak gdyby nigdy nic przystanęła z tyłu grupy, mrużąc niesamowicie jasne oczy w półmroku sali, ich sztych wymierzając w osoby kolejno mówiące. Z racji wzrostu, nikt ani nic nie zasłaniało jej widoku. Zaś jeśli ktoś szukał jakichkolwiek oznak zażenowania czy niezręczności w jej postawie czy na wytatuowanej w klanowe znaki twarzy, również mógł wyraźnie zobaczyć, że takowych nie było.
Odosobnienie — odezwała się, gdy biały, żylasty i bezwłosy niczym lodowy węgorz mężczyzna zwrócił się do przewodnika stada. — Stara pustelnia... Czyli opuszczona? Może wcale nie... Kto tam przebywał? Z własnej woli? Dlaczego?
Wypluwała z siebie słowa, patrząc na Peko, ale sprawiała wrażenie niezainteresowanej odpowiedziami Dzikiego. Gonitwę myśli znamionowało jedynie lekkie podrygiwanie i podzwanianie pozawieszanych na rozłożystym czepcu fetyszy, blada twarz pozostawała niewzruszona. Przynajmniej do czasu, aż łysy Karok zwrócił się bezpośrednio do niej. Wówczas znieruchomiała zupełnie i wpatrzyła się w mnicha, jakby liczyła mu kości pod skórą.
To minie — odrzekła mu w końcu, a jej sine wargi rozciągnęły się w krótkim, niepokojącym uśmiechu. — Przepotężny zlał nasze nurty w jedność. W siłę, Wskazicielu. Jednak siłę niepełną bez Piątego. — Rozejrzała się uważnie po sali i pokiwała głową na potwierdzenie swych enigmatycznych przekonań. — Kawałka brakuje.
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 317
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Arbalest » 18 sty 2024, 14:57

Zakapturzony mężczyzna stał oparty o drewnianą ścianę pomieszczenia, w przeciwieństwie do reszty nie trudząc się występowaniem z wygodnego kurwidołu pobliskiego półcienia, po części nasłuchując trwającej wymiany zdań, a po części zastanawiając się — dlaczego do takich zadań ściągają zawsze największe dziwadła? Biali jak śnieg Karokowie, wyższe od przeciętnego chłopa Varnorki, czy po prostu naturalizowani Dzicy — a wszyscy jak jeden mąż gadali niepojętym dla niego, spirytualistycznym szyfrem. No, może z wyjątkiem Dzikiego Peko, którego dało się nawet składnie zrozumieć. I nawet jeśli jeszcze jeden z ich grupy był, tak jak on, Midlanczykiem, to tamten z kolei wydawał mu się aż nadto znajomy, co wcale mężczyzny nie uspokajało. Może nie trzeba było brać tej roboty...
Z drugiej strony — potrzebował pieniędzy do swoich własnych celów, a za bestię dobrze płacili. Może nawet aż za dobrze. Nie mógł pozwolić, żeby takie pieniądze przeleciały mu koło nosa ze względu na jakieś tam dawne dzieje. Tych łowów nie odpuści.
— Osiemset to niemało, jak sami przyznaliście, nawet do podziału. Nie mówiąc już o premii za znalezienie tamtych i całą resztę... — zgodził się po chwili namysłu.
— To ja się zapytam — co właściwie taki sowoniedźwiedź potrafi? Lata? Zieje ogniem? Ma pazury co tną płytową blachę? Czy jest jeno tak twardy jak i zwykły niedźwiedź, a bystry jak ta sowa i stąd problem, by bestię ubić? Jak to jest, tropicielu? Skąd się w ogóle bierze takie coś? Jakaś magia plugawa? Bo chyba nie stąd, że sowa z niedźwiedziem po krzakach lazła, hę? — zagaił ze swojego stanowiska łotr, szurając piętą o stojący u jego nóg plecak, wyładowany zapasami do granic możliwości. Zdradzający niechybnie, że nie idzie w głuszę po raz pierwszy.
Ilość słów: 0
Obrazek

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 180
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Vespera » 19 sty 2024, 2:41

Niewiele rzeczy było jeszcze w stanie w życiu zadziwić Baliana z Brax, a już na pewno nie nazbyt konfesyjne podejście do rzeczywistości bądź związana z tym cudaczna powierzchowność jego towarzyszy. Wielu spotykał na swej drodze, których los wbrew ich woli kierował niekiedy w nieoczywiste rozwidlenia rzeki fortuny, tedy egzaltowana religijność naprawę mu nie przeszkadzała – a przynajmniej dopóty, dopóki nie objawiała się porywaniem niewinnych ludzi z wioski ani składaniem ich w krwawej ofierze jakiegoś wiecznie nienażartego bóstwa.
Medytacje o liściach na wietrze i szumiących drzewach nie leżały w jego atrybucjach, tedy gdy Nowicjusz zrealizował tę część introdukcji, postawny wojownik zupełnie przyziemnie przywitał nieznaną mu Varnorkę, ustrojoną w koźle parostki czy tam inne poroża, o których regularnie smęcił mu Gulo.
Witajcie, pani. Jam Balian — wyrzekł na powitanie po varnorsku, jak gdyby wcale nie zaczęła znajomości z nimi od profetycznych zagadek. Szczegóły jej dołączenia do zlecenia postanowił zostawić na później, tedy dodał jeszcze już we wspólnym: — Miło cię będzie gościć z nami w kompanii.
W sali znajdował się jeszcze jeden jegomość z kategorii „muszę mieć kaptur, bo jestem tajemniczym typem spod ciemnej gwiazdy”, który nie uznał za stosowne zadośćuczynić podstawowym zasadom kurtuazji w postaci przedstawienia się nieznanym sobie ludziom z przyszłej drużyny. Jednak dopiero gdy się odezwał, wojownik zaczął nabierać podejrzeń. Natłok pytań przywołał wreszcie wspomnienie brzmienia tego głosu, a uważne zerknięcie w tamtą stronę ostatecznie rozstrzygnęło wątpliwą kwestię, mianowicie: bogowie znowu pluli Balianowi w twarz. Albo podsyłali mu prezent do wyrównania dawnych rachunków.
Midlandczyk jednakże na razie zignorował detal w postaci niestosowności przeżycia przez Dratwę do czasu ustalenia wszystkich kwestii praktycznych, co zwykle spadało na niego i Pyrhosa. Lubił swych wszystkich kompanionów, ale to łowcę cenił najbardziej za jego rady i pragmatyzm w trakcie wypraw, pozbawiony metafizycznych aspektów liści i poroży.
— Podejmiemy się tego zlecenia za wskazaną stawkę — potwierdził Balian, jeśli nie wybrzmiało to do tej pory dostatecznie jednoznacznie. — Peko, wsparlibyście nas przewodnikiem, który zaprowadziłby nas możliwie najbliżej gawry bestii? Utłuczenie Starucha to całkowicie nasza działka, ale nie chcielibyśmy tracić czasu na błądzenie po lesie w drodze do niego, tym bardziej że wspomniany czas może być kluczowy dla zaginionych.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 296
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Asteral von Carlina » 20 sty 2024, 14:22

Na początku stał w cieniu Baliana, nie odzywając się, ale bacznie obserwując wszystko dookoła. Rejestrując kpiący wyraz na twarzy Trencavela, typowy dla zamożnego kupca. Nie poważał ich, ale był zdesperowany. Oferowana przez gildię suma złota nie była mała. Dawno nie mieli podobnie przyzwoitego zlecenia. Wyłapując brak biegłości języka łowcy, w którym żyły nadal dzikie instynkty. Nigdy nie wiadomo, gdy przebudzą się na nowo. Słuchał go uważnie, ale zdawało się mu, że wiedział więcej, niż zostało powiedziane. Zatrzymując swoje spojrzenie na chwilę na napiętej skórze Gulo, jakby ożywionych tatuażach, falujących piórach sójki i kołyszącym się porożu. Ocalony z niewoli dziki szaman znał owy świat lepiej od nich. Pyrhos słuchał go uważnie, przyglądał się jego zwyczajom i praktykom, podziwiając znajomość właściwości ziół i zwierzęcych ingredientów, ale nigdy wprost nie wyraził swojego zainteresowania, nigdy też nie zagaił go bezpośrednio o posiadaną wiedzę. Dostrzegając delikatne drżenie prawej powieki na niewzruszonej twarzy mnicha, tym samym odkrywając gonitwę myśli, niejasnych i enigmatycznych. Dla prostego umysłu łowcy, większości wypowiedzi Nowicjusza były niezrozumiałym bełkotem. Był jednak przydatny, gdy przychodziło do walki. Wyłapując każdy podejrzany ruch zakapturzonego. Tak już ludzie mają, że oceniają nieufnie każdego kto nie ujawnia swojej twarzy. Gadał jednak mądrze. Bezpośrednio. Bez zbędnych metafor i wysublimowanych słów.
Splunął przez lewe ramie na podłogę, gdy przez próg przeszła osobliwa wysoka kobieta, której spojrzenie jasnych oczu, świdrowało każdego z obecnych, a której obecność mogło zwiastować niedolę, katastrofę czy klęskę. Przy jej wypowiedziach, słowa Nowicjusza wydawały się jasnymi i klarownymi komunikatami. Nie rozumiał niczego z obłąkanych mamrotów wieszczki. Poczuł jak zjeżyły mu się włosy na skórze przedramienia. Poczuł dziwny zapach mułu i wodorostów… zapach topielca. Poczuł niepokój i szybsze bicie serca. Będzie miał na nią oko, bardziej niż na zakapturzonego typa.
Pyrhos był dla kompanów psem tropiącym, sokolim wzrokiem, mistrzem pułapek i zasadzek, żywicielem, Duchem Gór. Był przydatny, gdy trzeba było odnaleźć kryjówkę bandytów, czy zagubioną karawanę kupiecką. Nie raz naprowadził ich na szlak, gdy zbłądzili z głównego traktu. Wypatrywał zasadzek, zastawiał sidła i polował na zwierzynę. Nie raz przeprowadził ich przez górskie szczyty, czy uratował życie. Sam zawdzięczał kompanii wiele – a za bycie jej członkiem szczególnie był wdzięczny Balianowi, któremu wielokrotnie zawierzył swoje życie.
Doświadczeni jesteście łowco, dlaczego więc nie ruszyłeś z tamtymi? – Zaczął, gdy wszyscy już swoje powiedzieli. Stanął pewnie, ale nie prowokacyjnie. Zwrócił się do Peko, pomijając zupełnie obecność Midlanczyków. — Co jeszcze wiecie o tych sowoniedźwiedziach? Nigdym się nie natknął na takowe osobniki na szczytach Żelaznych Gór, ni w otaczających je puszczach. Zasadzaliście się na niego wcześniej? Nastawiliście na niego pułapki? Grube to ma futro i fałdy tłuszczu – bełt je spokojnie przeszyje po lotkę? Serce centralnie w klatce miedzy płucami? Jest na coś szczególnie wrażliwy? Mapy okolicznych ziem macie, abyśmy nie błądzili, a żebym zaznajomił się z terenem?
Ilość słów: 0
Obrazek

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2397
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 22 sty 2024, 21:11

Obrazek Ludwig Trencavel, dwukrotnie z rzędu pełniący zaszczytną funkcję skarbnika gildii, a od bez mała dziesięciu jej licencjonowanego importera, miał okazję siadać do stołu z nydysjańskimi inkwizytorami, karockimi patriarchami i varnorskimi watażkami. Jedząc chleb z niejednego pieca, nauczył się tolerancji i robienia dobrej miny do złej gry — umiejętności szczególnie przydatnych podczas negocjacji oraz w sytuacjach takich jak ta. O nie, Ludwigowi Trencavelowi nie drgnęła nawet powieka, choć towarzystwo sprowadzone przez tego kontraktowanego dzikusa zasługiwało na wysokie uniesienie obydwu. Taktownym skinieniem głowy przyjął dyspozycję przystrojonego w rogi i grzechocące kości wytatuowanego, siwowłosego raroga o mętnym wejrzeniu. Nie zdążył zapytać, czym miały być owe diabelstwa zwane Gulo i Zakr, na które rzeczony raróg się powoływał, bo siwowłosy odpłynął w połowie zdania, a drzemiący u jego stóp posokowiec zmierzył Trencavela spojrzeniem, które zmusiło go do przeniesienia uwagi na kolejnego, kto wie, czy nie większego cudaka. Ogolony na łyso, rozdziany do pasa, nie nosił widocznej broni, lecz mimo to nie sprawiał wrażenia bezbronnego. Raczej obłąkanego, co wyłącznie potęgowało otaczającą go aurę tajemnicy i zagrożenia. Mimo tolerancji i obycia, Ludwigowi trudno było wyobrazić sobie kogoś odleglejszego od wszystkiego, co znał i w co wierzył. Złoto było jedyną siłą, jaką znał, ale on, w przeciwieństwie do popielatego, był tylko człowiekiem. W przeciwieństwie do popielatego i jego następczyni — mówiącą szaradami zagadkę. Kupiec nie był przesadnie bojaźliwy, ale widząc pojawiającą się znikąd kobietę o przenikliwym wejrzeniu, której do powały było bliżej niż dalej, chwilowo zapomniał języka w gębie. Od blamażu wyratował go Dziki Peko, który przyszedł z odpowiedzią na zadane przez nią pytanie.
Stara pustelnia, ano tak — potwierdził, odruchowym ruchem sięgając po coś za kołnierzem wyprawionej skóry. — Kilka starych chat otoczonych szczerbatym ostrokołem. Zbudowali go myśliwi tacy jak my, kawałek czasu temu. Chyba wynieśli się sami, kiedy spostrzegli się, że okolica zrobiła się niebezpieczna. Obozowaliśmy tam parę razy. Toć zawsze lepiej niż pod gołym niebem. Obrazek Ludwig Trencavel nigdy nie przypuszczałby, że obecność cholernego Braxanina (a, że był to Braxanin zmiarkował po akcencie) przyniesie mu tyle ulgi. Zakapturzony tajemniczy typ spod ciemnej gwiazdy wyglądał jak knajak, śmierdział knajakiem i mówił z knajacka, ale przy tym wcale zrozumiale i do rzeczy. Również i tym razem Dziki pokazał swoją przydatność, adresując pytania oprycha.
Łazi po ziemi jak niedźwiedź. Ma pazury jak niedźwiedź. W ogóle jest silny jak niedźwiedź — stwierdził. — Tylko trzy razy bardziej zaciekły. Jak mówiłem, nie lza go przepłoszyć, za to łatwo rozdrażnić. Wtedy zabija, bardzo szybko i paskudnie. Pazurami blachy nie przetnie, ale dumam, że dziobem już by mógł. Pono jest diabelnie twardy i poszarpany na krawędziach. Samemum nie widział i nie pilno mi zoczyć. Tak samo, jak weźmie kogo w uścisk. Bo jak nie pazurami i dziobem, to potrafi wykończyć ofiarę gniotąc na śmierć, ano tak. A jak nie na śmierć to i tak z górki. Dziobem do bebecha, flaki na wierch i dookoła. Potrafi rozwleczyć na trzy strzelenia z łuku i to tak, że znajduje się je potem na gałęziach...
Radym słyszeć, że podejmiecie się zadania, mości Balianie — Trencavel, dziwnie blady, a miejscami zielonkawy uczepił się obecności wojownika niby światła w tunelu, ostatniego kaganka zdrowego rozsądku w osobliwym i w większości niepojętnym dla niego towarzystwie. Mężczyzna budził zaufanie, zwłaszcza w kontraście z przedmówcami. — Gwarantuję, że eskapada opłaci się wam...
O pobłądzenie bym się nie martwił. Traficie bez ochyby — zapewnił zbrojnego Peko, nim Trencavel zdążył się rozgadać. Dziki, nie mający w sobie ułamka dyplomacji kupca, mówił prosto i bez ogródek, nie szczędząc im faktów, nawet tych, które mogły okazać się nieładne i potencjalnie zniechęcić do niebezpiecznej wyprawy. — Mamy straty, reszta jest zajęta, a inni nie pójdą. Boją się. To dla nich za duże ryzyko.
Pytanie zadane przez milczącego albinosa zwróciło uwagę Dzikiego. Zresztą, nie tylko jego. Na tle pozostałych członków kompanii łowca nie prezentował się może szczególnie dystynktywnie, jednak wzbudzał uzasadnioną ciekawość. W końcu widział ktoś kiedyś Karoka, który porzuca bezpieczną głębię ziemi, by szukać swobody na otwartej przestrzeni? Nie Trencavel, który miał okazję podróżować w interesach z głową wpływowego rodu z Dol Karok. Wpływowa głowa, ubrana w inkrustowaną szlachetnymi kamieniami złotą maskę, całą podróż do Wronej spędziła w zamkniętym powozie, doznając mąk ostrej agorafobii.
Doświadczony, ale nie jak wy — odrzekł mu Dziki, szczerze, bez fałszywej skromności, ale i obłudnego pochlebstwa. Bądź co bądź zdążył już poznać swoje ograniczenia, a i wieści o czynach niektórych z członków drużyny dotarły do jego uszu. — Byłem wtedy na innej wyprawie, ale nawet jakbym nie był, to nie wiem, czy bym poszedł. Z paściami też nie odważyłbym się na niego zasadzać. Lza próbować, ale mówię, że prędzej wyczuje intruza, niż da mu się zaskoczyć na swoim terytorium. Same wnyki to za mało, żeby go ubić. Ma serce w klatce i krwawi, kiedy go zranić. Szyp i żelazo da radę, byle celnie wymierzone. Nie widzę u niego słabych punktów, poza jednym. To samotniki. Nie zdarzają się stada, co najwyżej pary. A Staruch jest sam.
Dziki zamilknął na moment, po czym podjął wątek, przypominając sobie o czymś.
Jeżeli wykończył naszych — oznajmił beznamiętnie i rzeczowo, jak gdyby wskazywał im kierunek. Nawykli do śmierci Dzicy, zahartowani trudnymi warunkami, rzadko kiedy pozwalali sobie na sentymenty — Zawlecze ich do leża i będzie żarł. Nażarty będzie mniej czujny i ruchliwy. Im szybciej wyruszycie, tym lepiej — dla nich i dla was.
Obrazek
Ilość słów: 0

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 283
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Lasota » 24 sty 2024, 11:04

Nowicjusz zdał sobie sprawę, iż jego zachowanie wzbudzało kontrowersję, natomiast sposób mówienia nie skłaniał do refleksji, a do niepochlebnych skojarzeń. Zatem uciszył się, przyswajając słowa pozostałych, bo nie nadeszła pora na jego mądrość. Uważnym spojrzeniem lustrował każdego rozmówcę, próbując zrozumieć jego usposobienie.
— Hmm... Mmmm... — reagował mrukliwe, gdy się zastanawiał, masując i rozcierając pył na podbródku.
W pewnym momencie zrozumiał, że rozmowa dobiegała ku końcowi, więc postanowił wykorzystać chwilę na poruszenie pewnej kwestii. Wystąpił przed grupę, żeby zostać zauważonym.
— Sowoniedźwiedź brzmi jak godne wyzwanie, jednakże takie, które wymaga sprytu, niżeli bezpośredniej siły — zaczął powoli, spokojnym tonem zaczynając wypowiedź od podsumowania słów zleceniodawców. — Nawet stado wilków ryzykuje życiem, gdy rzuca się na starą maruchę, lecz my wilkami nie jesteśmy — rozwijał i nagle zorientował się, iż znów wybiera błędną figurę retoryczną. — Wybaczcie, przejdę do rzeczy — lekko się ukłonił w geście przeprosin. — Nasza grupa jest skłonna wykorzystać nagrodę już teraz, żeby zwiększyć swoje szanse na walkę z bestią. Zaoferujcie nam żywy inwentarz i dostęp do spiżarki w zamian za część nagrody. Potrzebujemy przynęty zanim... — Zmrużył oczy i przerwał niespodziewanie wypowiedź, w jego spojrzeniu odbił się blask inspiracji i spontaniczności.
Lasowy taniec,
Wilków spryt w kroki tkwi,
Niedźwiedź zmylony.
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 317
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Arbalest » 27 sty 2024, 19:52

Postępując niemal zgodnie z niewypowiedzianym życzeniem Baliana, Dratwa zrzucił kaptur, okazując lico o nieco zdrowszym wyrazie niż gdy widzieli się ostatnio, wciąż przy tym niezaprzeczalnie należące do wyżej wspomnianego. I on zdawał się rozpoznać „starego druha”, gdy tylko tamten otwarcie przedstawił się Varnorce, czego wyraz dał ledwie zauważalnym przerzuceniem źrenic, uchodzącym w większości sytuacji za wyraz zmęczenia. Trwało to krótko, bo — podobnie zresztą jak i Balian — nie zamierzał chwilowo zaprzątać sobie głowy starymi znajomościami. Co innego zajmowało teraz jego, przykrytą dla odmiany krótką fryzurą, łepetynę.
— Tedy rozumiem, że jakbyśmy stąd teraz wszyscy, jak jeden mąż, wyszli — wtedy mielibyście związane ręce? — słowa mogły brzmieć jak punkt wejściowy do negocjacji... i częściowo faktycznie tak było. Częściowo, bo wcale nie chodziło o wywindowanie ceny, oferta tak czy inaczej była intratna. Chodziło o coś innego.
— Nie żebym w istocie planował, ale robota niebezpieczna, żywi możemy nie wrócić, sami to mówicie. Co w takiej sytuacji z naszymi rodzinami? O jakiejkolwiek wypłacie mogą zapomnieć, czy gildia... zadba o nich? Przynajmniej przez jakiś czas...
Nie mógł spodziewać się, że wiele ugra na tym polu, ale gra warta była świeczki. Najwyżej odmówią. Wtedy po prostu będzie musiał wrócić, bez względu na wszystko. Kontynuował zaraz temat polowania na zwierza.
— Mam wnyki, jedne. Poza tym kolczatkę, linę... może da się wykopać wilcze doły, jak będzie czas się przygotować. Jak go to nie zatrzyma, to najmniej zmiękczy na pewno. Strzelców też mamy... kilku, dobrze widzę? Ja i Karok na pewno. Co będzie potem — to się zoczy — wzruszył ramionami, kątem oka zerkając co o jego słowach myśli reszta drużyny.
Siedziba aldermana to nie było najlepsze miejsce na teoretyczne planowanie łowów, ale lepiej było iść na miejsce z jakimś planem niż żadnym, nawet jeśli miał się on zacząć walić sekundy po pierwszym zetknięciu z celem wyprawy. Lepiej się wtedy improwizuje.
— Z tym, że jest sam — to aby pewne? Bo z chłopem to różnie bywa, co sami pewno wiecie — baba zrobi cap i był chłop — nie ma chłopa. To jest — bez urazy dla pani Varnorki, po prostu mówię jak jest. Czasem ledwie dzień wystarczy. To może i tak jest z sowoniedźwiedziami...
Nie przejawiał szczególnego entuzjazmu co do uszczuplania swojej puli nagrody na kurę czy świniaka, ale z drugiej strony — jeśli miało to im pomóc przy wykonaniu zadania, to — czemu nie? Lepsze to niż samemu biegać jako zanęta.
— Otóż to, my nie wilki — mamy broń i podstęp. To i ich użyjemy.
Ilość słów: 0
Obrazek

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 296
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Asteral von Carlina » 28 sty 2024, 11:39

Słuchając uważnie słów dzikiego, analizował w głowie scenariusze wydarzeń. Wyobrażając sobie jego barwne opisy — chrupot łamanych kości i przeraźliwy skowyt, złapanych w morderczym uścisku sowoniedźwiedzia; rozwleczone po zagaju wątpia jego ofiar, strojące okoliczne drzewa i gęstwę; atakujący w szale dziób bestii, zupełnie nie przystający jego korpusowi. Planował już podróż, wytropienie i zasiadkę na drapieżnika. Znał zdolności i zwady swoich towarzyszy, ale potrzebował jeszcze poznać bliżej pozostałych członków eskapady — nawiedzonej strzelistej kapłanki, która mogła przynieść im pecha, a po której niczego nie można było się spodziewać, prowadzonej obłędem mętnych wód jej boga oraz cholernego Braxanina, po którym można było się spodziewać samych złych intencji. Tego drugiego w ostateczności zabiją lub odrąbią mu rękę, jak sięgnie po cudzą własność, ale z czarownicą będzie problem – rozpalenie stosu wymaga dużo opału.
Karok był przeciwieństwem swoich rodaków – nie bał się otwartych przestrzeni, a z natury był samotnikiem. Wiele lat spędził w odosobnieniu w leśnej chacie, dostarczając do stolicy mięso i futra, strzegąc przed dzikimi zwierzętami traktów, polując na panoszące się po okolicach bestie. Ludziom nie ufał. W ich kompanii większość darzył suchą estymą, ale dalej bacznie ich obserwował. Wyjątkiem był Balian, którego traktował jak przyjaciela, choć jego rozumienie tego słowa, było dalekie od powszechnego.
Słuchajmy słów Peko i ruszajmy, póki istnieje szansa przewagi. Pierwszy raz zasadzimy się na sowoniedźwiedzia, więc warto ważyć rady bardziej wprawionych w tej sprawie. Pierwej do Starej Pustelni, gdzie przygotujemy i odpoczniemy. A następnego dnia zapolujemy. – Podszedł bliżej tutejszego łowcy, ale nie zbyt blisko, biorąc go na bok od pozostałych. – Powiedz mi bratu łacie, czy sowoniedźwiedzie jak niedźwiedzie aktywne za dnia, czy żerują nocą jak sowy. Lepiej zasadzić się rano czy wieczorem? Wiecie coś, co mogłoby się nam się przydać – to również wasz interes, żebyśmy wyszli z tego cało i ubili bestię. I czy macie mapę okolicy?
Ilość słów: 0
Obrazek

Heliotrop
Awatar użytkownika
Posty: 47
Rejestracja: 28 kwie 2023, 14:34
Miano: Rita Fahari Lukokian
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Heliotrop » 28 sty 2024, 22:07

Kiedy cienie przemówiły głosem, Varnorka poczuła lodowaty, opływający jej czaszkę dreszcz i ucisk w piersi. Dotyk boga. Upomnienie. Zmrużyła jasne oczy jeszcze bardziej, lecz jej ułomny ludzki wzrok daleki był od doskonałości, a zakapturzony mężczyzna, którego wcześniej zignorowała, gdyż nie przybył z resztą kompanii, nie kwapił się, by ujawniać swe oblicze.
Seidra — odpowiedziała Balianowi, gdy ten zwrócił na siebie jej uwagę oficjalnym powitaniem. Podeszła do niego z cichym szelestem i stukotem wszystkiego, co na sobie nosiła. — Primus — oznajmiła, kiwnąwszy sobie głową. — Ten, Który Zapewnia Chwyt. Przewaga rozumnych. Witaj i ty.
Kiedy głos ponownie zabrali białoskórzy, próbując ustalać nieważne drobiazgi, miast zawierzyć Przepotężnemu i Jego boskim zamysłom, zapatrzyła się w nieokreśloną dal, mamrocząc coś pod nosem, lecz nawet znający język jej ludu uczestnicy spotkania nie byli w stanie dosłyszeć w tym żadnego sensu.
Z transu ocknęła się, gdy ukryty w cieniu głos odrzucił zasłonę.
Quintus, pozornie Brakujący — powiedziała głośno, lecz do nikogo w szczególności. — Nieprzeniknione są nurty, którymi płyną sny Utopionego. Chwała Jego mądrości!
Cokolwiek przyszykował dla niej Przedwieczny, cokolwiek czekało na nich w Lesie — teraz byli gotowi.
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 180
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Vespera » 29 sty 2024, 1:59

Balian nie wyglądał na speszonego dziwną mową Varnorki. Nowo przybyła wyglądała i pachniała mu kapłanką, ale choć zwyczaje jej ludu bywały niekiedy niezrozumiałe dla innych kultur, on sam zdążył się w życiu nieco z nimi oswoić. Tedy po prostu odkłonił się uprzejmie w odpowiedzi na jej introdukcję i skupił się na tym, co chwilowo wymagało większej koncentracji, a mianowicie podążanie za tokiem myślenia Nowicjusza.
Innymi słowy, mój kompan chciałby podłożyć świnię sowoniedźwiedziowi — poparł dosłownie i metaforycznie postulat mnicha, któremu nigdy nie brakowało sprytu i błyskotliwości, ale czasem trzeba było prostszym umysłom, w tym samego wojownika, odpakowywać przekaz z woalki niejednoznaczności.
Nie będziemy dłużej zabierać cennego czasu naszych gospodarzy dyskusjami o ekwipunku czy ustalaniem strategii, bo nasza już w tym sprawa i pomyślunek — przeciął krótko i dyplomatycznie dywagacje Dratwy wymagające reakcji drużyny, gdyż nie uznawał, by był to stosowny moment na przedłużanie rozmowy tymi kwestiami z osobami pokroju aldermana i przedstawiciela Gildii, których interesuje przede wszystkich efekt końcowy i jego cena. Doprecyzują to między sobą po spotkaniu.
Wyruszymy czym prędzej, Peko — przychylił się do rady zarówno Dzikiego, jak i Pyrhosa, który jak zwykle wykazywał się pragmatyzmem i na koniec zdążył jeszcze dopytać o kwestie praktyczne.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2397
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 29 sty 2024, 21:21

Obrazek Ludwig zasiadł za stołem naprzeciwko, słuchając słów popielatego, tym razem pojmując z nich więcej niż ostatnio. Kiedy mnich skończył przemawiać, kupiec skorzystał z kolejnego uśmiechu ze swojego bogatego repertuaru. Ten był przepraszający.
W przypadku tego zlecenia, Gildia nie przewiduje zaliczek — w przeciwieństwie do kokieteryjnego grymasu, odpowiedź kupca była stanowcza i wyzuta z zakłopotania. — Odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z zawodowcami, dysponującymi stosownymi środkami i umiejętnościami, by podołać przedsięwzięciu. A ewentualne nieprzewidziane ekspensa, pokryć we własnym zakresie.
Odnoszonemu wrażeniu towarzyszyło uważne spojrzenie Trencevela prześlizgujące się po wypchanych sakwach i błyszczących w ogniach kominka klingach śmiałków.
Inwentarz może was spowolnić — zgodził się niechętnie Peko, choć z innego niż przedmówca powodu. — A po drodze zostać zeżarty. Wilki.
Pytanie Dratwy zostało przez Trencavela zaadresowane równie płynnie i rzeczowo, co poprzednie.
Jeżeli nie podejmiecie się zadania — rzekł kupiec, opierając łokcie na blacie, z palcami złączonymi na wysokości twarzy. — Gildia będzie musiała zorganizować zastępstwo. Z pewnością znajdą się następni chętni. Osiemset sztuk złota, jak wspominałem, to niemało.
A opóźnienie zadziała na szkodę tych, którzy mogą żyć. Ano. — dodał Dziki, patrząc nie na odkapturzonego łotrzyka, lecz na wieszczącą kobietę z północy. Nie potrafił zdecydować czy jej obecność w grupie jest złym czy dobrym omenem. Wiedział jedynie, że tam, gdzie nie podołały spryt i bezpośrednia siła, zadziałać mogło tylko gish. Stara siła, którą wędzący się za murami klękacze zwali czarostwem lub magią.
Kolejne pytanie o bestię wybiło go z zamyślenia.
Ano tak, ale te stwory nie łączą się w pary na długo. A Staruch od wielu lat jest sam, tyle to wiemy na pewno.

Dziki nieczęsto był nazywany bratem. A już nigdy przez Karoków, z którymi w swoim życiu prawie nie zdarzyło się mieć do czynienia. Zagajony, odszedł z kusznikiem na stronę, na ile pozwalało na to wnętrze wioskowej świetlicy służące im teraz za salę narad. Prowadzana przez nich rozmowa i tak miała być słyszana przez pozostałych.
Jak niedźwiedzie, za dnia — odparł. — Ale mogą widzieć po zmroku jak sowy. Jeżeli będzie wybudzony, w ciemnościach, to on może zaskoczyć was.
Mapy? — zdziwił się spytany po raz kolejny. — My ich nie używamy. Wam też nie będą potrzebne. Pustelnia leży nieopodal traktu, dwa-trzy dni marszu stąd, ano tak. Nie zbłądzicie.
Potwierdzenie przez Baliana gotowości drużyny do jak najszybszego wyruszenia w drogę, spotkało się z kontentnością ich głównego zleceniodawcy. Ludwig Trencavel wyjął zza pazuchy przygotowane zawczasu poręczenie wypłacenia stosownej sumy za wykonanie zadania, opatrzone gildyjną pieczęcią i dla formalności wręczył je dawnemu gorzelnikowi, kopię przekazując aldermanowi, który przyglądał się całemu spotkaniu jak dziecko pierwszemu ujrzanemu w życiu teatrzykowi — w pełnym milczenia zdumieniu.
Peko zrazu nie powiedział nic, skinął tylko głową, patrząc z ulgą i wdzięcznością.
Gdyby trzeba było wam zapasów — dodał po namyśle — Kupicie tu, we wiosce. Mieszkają tu rodziny zaginionych. Wiedzą, gdzie idziecie. Pomogą.


Obrazek
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 180
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Vespera » 01 lut 2024, 2:05

Zobaczymy się za kilka dni, jeśli bogowie pozwolą. Bywajcie, panowie — rzucił Balian na pożegnanie, odbierając poręczenie od Ludwiga Trencavela. Nie znajdując powodu dla dalszego przedłużania obecności w przybytku przedstawicielstwa lokalnej władzy, opuścili go, zgarnąwszy wcześniej swój ekwipunek. Kiedy stanęli w niedalekiej odległości od wejścia do siedziby zarządu, przyszedł czas na wymianę zdań we własnym gronie.
Słyszeliście wszystko, co mówił Peko. Ruszamy bez mitrężenia — zasugerował drużynie, przewieszając miecz na plecach i mocując się chwilę z podtrzymującym go rzemieniem. — Przyjdzie czas na świętowanie w tutejszej karczmie po wykonaniu zlecenia.
Seidra, poznaj Pyrhosa, Nowicjusza i Gulo — przerwał na chwilę dalsze rychtowanie ekwipunku do drogi, tym razem z udziałem sztyletu oraz kuszy, i przedstawił resztę członków kompanii, wskazując na każdego z nich z osobna.
Na sam koniec zostawił wisienkę na torcie, znamienitego antybohatera tej przygody.
Seidra, chłopaki. Poznajcie Dratwę — dodał pozornie niefrasobliwie, jak gdyby chodziło o pierwszą lepszą poznaną właśnie osobę, ale dobrze znali ten ton, by wychwycić pobrzmiewające w nim ostrzeżenie. — Zasłynął z tego, że podczas znanej wam z opowieści tragicznej karawany do Krańca Therga skupił się na rabowaniu ekwipunku ocalałych, za co został wygnany z drużyny. Jak widać każdy ma swoje priorytety. Wpadłeś polować na sowoniedźwiedzia czy na sakiewki polujących na sowoniedźwiedzia, Dratwa? — Balian zmierzył złodzieja pełnym surowości i pogardy spojrzeniem.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław