Cisza wśród drzew

Obrazek

„Chcę znowu widzieć gwiazdy nad traktem, chcę gwizdać wśród nocy balladę Jaskra. I pragnę walki, tańca z mieczem, pragnę ryzyka, pragnę rozkoszy, jaką daje zwycięstwo.”


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2403
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 06 sty 2024, 16:14

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Nie będziecie chyba twierdzić — mówi Trencavel, uśmiechając się krzywo — Że osiemset sztuk złota to mało?
Nie, żadne z was nie będzie twierdzić, że osiemset sztuk złota to mało. Po pierwsze, to nie jest mało. Po drugie, wynagrodzenie, które otrzymaliście za wasze ostatnie zlecenie, rozeszło się niespodziewanie szybko w zajazdach i oberżach Wronej Twierdzy zwanej niekiedy Vorongradem i słynącej z drożyzny. Z tego też powodu nie kryliście gotowości wynajęcia waszych mieczy kolejnemu zleceniodawcy. Nie czekaliście długo na ofertę, właściwie powiedziawszy, praca znalazła was sama. Za sprawą znajomego znajomych kilkorga z was.
Peko, bo tak się nazywał, był naturalizowanym Dzikim, przewodnikiem zatrudnionym jako goniec pod tutejszą Gildią Kupiecką do spółki z kilkunastoma innymi tropicielami. Pozwalało mu to być na bieżąco z wieściami — jeśli nie z pierwszej ręki, to przynajmniej z pewnego źródła. Co potwierdziło się również i tym razem.
Tak się składa — zdradził wam nad kuflem. — Że Gildia pilnie poszukuje kogoś, kto rozwiąże dla niej jeden problem, ano tak. Mam w tym swój interes, tedy zadbam, by i wam się opłaciło. Jeśli się piszecie, skrzyknijta czeredę rezunów i jutro z rana stawcie się w osadzie Brysta, dziesięć mil na południe od Wronej.
I oto siedzieliście w obwieszonej tapiseriami sali z kominkiem w siedzibie zarządu osady Brysta dziesięć mil na południe od Wronej. Naprzeciw was, za zastawionym powitalnym poczęstunkiem stołem z dębiny stało dwóch Midlanczyków — trzymający się z boku chudy wąsacz, alderman Brysty oraz dostatnio odziany przedstawiciel Gildii i wystawca zlecenia, Ludwig Trencavel.
Tyle właśnie — podjął Ludwig, gdy zadane przezeń retoryczne pytanie spotkało się z waszym wymownym milczeniem. — Mogę wam zaproponować do podziału za uporanie się z bestią, która zdążyła napaść dwie karawany i zmasakrować miejsce wycinki. Osiemset, uczciwych, nieoberżniętych guldenów za tego tutaj ludożernego…
Obrazek
Kupiec urwał w pół zdania, zapomniawszy właściwego słowa. Próbował jeszcze zakląć pamięć, kilkukrotnie dźgając palcem rozłożony na blacie pergamin z ogłoszeniem i nieudaną ryciną czegoś, co przywodziło na myśl kalekiego gryfa. Kiedy ten zabieg nie pomógł, obejrzał się na siedzącego z boku stołu Peko, również uczestniczącego w rozmowie, dotychczas w roli słuchacza.
Sowoniedźwiedzia — dokończył za Trencavela Dziki, zwracając się bezpośrednio do awanturników. Długowłosy, ubrany w wyprawione skóry tropiciel pasował do przytulnego, mieszczańskiego wystroju jak odyniec do klaczy. — Nazywamy go, znaczy się my, tropiciele… Nazywamy go Staruchem, ano tak. To wiekowy samiec, pieruńsko zajadły i teryto...rialny. Urządził sobie żerowisko przy Żywicznym Trakcie, niedaleko starej pustelni, będzie ze dwa-trzy dni drogi w głąb lasu. Samemu nie odejdzie, a jeżeli cudem uda się go wypłoszyć, wróci.
Tropiciel zgarbił się na siedzisku, nachyliwszy do przodu, zmierzył drużynę bystrym wejrzeniem ciemnych, blisko osadzonych oczu. Jego twarz, zwykle poważna i niezdradzająca emocji spoważniała jeszcze bardziej.
Lza znaleźć jego gawrę i utłuc. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Dwunastu naszych wyruszyło z tą misją i mija tydzień, odkąd nie wracają. Ich rodziny, a część z nich mieszka tu, w Bryście, potrzebują wiedzieć, co z nimi. Ano tak. Jeżeli uważacie, że osiemset to mało, wiedzcie, że za zabicie bestii i odnalezienie zaginionych, zrzeszeni tropiciele dopłacą dwieście monet do sumy, którą daje Gildia. Dodatkowo przez rok będziemy służyć wam jako przewodnicy. Bez zapłaty.
Nie muszę też dodawać — wtrącił się Ludwig, natychmiast wyczuwający popyt i koniunkturę. — Że przysporzycie sobie sławy i zjednacie wdzięczność wpływowych ludzi, co z pewnością zaowocuje podobnie lukratywnymi zleceniami w przyszłości, a może nawet stałą współpracą.
Nie, Trencavel nie musiał tego dodawać. Już i bez jego zachęt zdążyliście się zorientować, że owa zesłana wam przez los eskapada jest wszystkim, czego potrzebujecie, aby rozpocząć awanturniczą karierę z prawdziwego zdarzenia.
Obrazek
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2403
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 25 lut 2024, 18:01

Prowiant popielnego wojownika krążył między drużyną, która po rozbiciu obozu i zabezpieczeniu go przed dzikimi zwierzętami zasiadła przy ogniu. Wracający z obchodu Nowicjusz, ochotnik do pełnienia pierwszej warty zdążył na opowieść Pyrhosa wspominając zdarzenie pod Górą. Spoczywające przy strzelającym iskrami ogniu psy wygrzewały się rade, od czasu do czasu tylko unosząc łby — a to na rzucone im przez Baliana lub Gula resztki, a to na odległy krzyk puszczyka odbijającego się echem wśród drzew. Nic innego nie zwróciło więcej ich uwagi. Noc, w przeciwieństwie do nadchodzącego poranka, miała być spokojna i pozbawiona złych przygód. Jeżeli jakieś bestie znajdowały się w okolicy, musiały spać głęboko, bo nad ranem w sporządzonych przez Pyrhosa i Dratwę prowizorycznych paściach nie znaleźli śladów zwierzyny, choćby zbłąkanego jeża czy zająca. Ktoś bardziej przesądny czy bojaźliwy mógłby jeszcze przypuszczać, że nocne stwory zostały odpędzone od obozowiska gusłami, które Seidra uczyniła wokół swojego namiotu.
Jedynym, co krążyło w zaroślach wokół obozu, był szaman Gulo, który na krótko przed zapadnięciem zmierzchu postanowił poszukać w okolicy świeżych ziół. Wróciwszy ze zbierackiej eskapady, już po zachodzie słońca, mógł zająć się sprawami nie mniej pilnymi od zielarstwa, to jest werbowaniem potencjalnych prozelitów. Jego diatryba przy ogniu nie miała okazji się rozwinąć. Czujący wyzwanie Balian, nie bez wysiłku zrzucił z siebie kolczugę, którą zadzwoniła o ziemię, po czym odebrał toporek od Montierre’a, który w zgodzie z niepisanym kodeksem swego „cechu” był skarbnicą wszelakiego szmelcu, który frajerstwo zapomniało przybić do ziemi. Poskrzypujący skórami łowca-albinos z prawie identycznym toporkiem w jednej, a nożem w drugiej wyszedł mu dzielnie naprzeciw, spodziewając się okazji do odkucia po poprzednich sparingach.
W porównaniu z podobnymi ordaliami nawet najbardziej płomienne kazanie musiało zejść na dalszy plan. Walczący wstąpili w krąg światła, obserwowani przez pozostałych członków drużyny oraz skamlącą Zorzę przytrzymywaną przez rogatego brodatego.
Łowca roztropnie postanowił wykorzystać przewagę, jaką dała mu inicjatywa oddana przez broniącego się wojownika. Doskoczył szybko, uderzył celnie, ale nie dość celnie i silnie by wyrządzić przeciwnikowi znacząca szkodę. Balian wykaraskał się od wypadu zwinnym unikiem, tylko draśnięty ostrzem topora w ramię, które miało krwawić mu spod przerwanej koszuli do końca starcia, więc niedługo. Wspierającego pierwszy cios pchnięcia nożem uniknął już całkowicie i bez większego wysiłku, samemu przechodząc do kontry. Wyczekany moment i skrócony przez przeciwnika dystans dał mu niepowtarzalną okazję do wrednego, niskiego uderzenia — nie mający broni zdolnej sparować cios ani dosyć refleksu, Pyrhos przyjął uderzenie na udo. Siekiera warknęła w powietrzu i wgryzła się w nie głęboko, rozcinając warstwę pancerza, mięsień i prawie pozbawiając go równowagi. Ciepła krew buchnęła wartkim strumieniem z rany — cios zahaczył o tętnice. Niezależnie od dalszych ruchów myśliwego spod Góry, walka była skończona. Miał wykrwawić się w ciągu kilkudziesięciu następnych sekund. Utrzymywany przez zdrową nogę i wolę walki Karok zdążył się odciąć uderzeniem na odlew, bliźniaczym, lecz odwrotnym do poprzedniego, płytko drasnąwszy przeciwnika z drugiej strony. Tak jak poprzednio, chybił nożem, a były gorzelnik nie pozostał dłużny. Siekiera zawinęła w powietrzu i z bliska rąbnęła Karoka w facjatę, druzgocząc mu kości twarzoczaszki, siejąc wkoło zębami i białymi kłakami z przystrzyżonej brody. Krwawe mlaśnięcie i suchy trzask pękającego czerepu uleciały w noc, na moment przerywając ciszę wśród drzew.
Gdyby walka była prawdziwa, mogłaby potoczyć się właśnie w ten sposób. Ale obydwaj szrankowicze walczyli bez wrogości, a ciosy były tylko markowanymi uderzeniami, z których żadne nie doszło do skutku. Mogli wrócić do ogniska, zastępując przy nim zmierzających na wartę Gula i Nowicjusza, którzy jeszcze przed snem wyłożył im filozofię swego zakonu oraz jego genezę.
Obrazek Nim się spostrzegli, zastał ich poranek. Zwinęli obozowisko ze świtaniem, zabierając ze sobą wyposażenie i pozostawione w nocy pułapki. Pogoda nie przestawała dopisywać. Tak jak wczoraj, poranna szaruga ustąpiła słońcu i bezwietrznej pogodzie sprzyjającej wędrującej po leśnych ostępach grupie. Wędrowali blisko traktu, w cieniu drzew, mając dobry widok na czekającą ich drogę, zaś korzystając z częściowego ukrycia, jaki dawały im pobliskie zarośla. W obecnych warunkach, piesi i objuczeni, byli zdolni pokonywać około mili na każdą godzinę wędrówki. Cztery mile i cztery godziny później, weszli w bardziej zacienioną część lasu. Wysokie drzewa rosły gęsto przy sobie, pozostawiając niewiele słońca dla czegokolwiek poniżej ich szumiących od liści koron. Zrazu zdało im się spokojne, jakby porzucone, a gdyby właśnie planowali postój, idealnie nadałoby się na obozowisko.
Bardzo szybko przyszło im jednak zweryfikować te zamiary. Jako pierwsza zorientowała się Seidra. Wbrew sprawianemu wrażeniu wiecznie nieobecnej i oderwanej od rzeczywistości, dostrzegła zagrożenia niemal od razu. Jeszcze nim zdążyła podzielić się wieściami z pozostałymi, zawtórował jej Nowicjusz, łowiąc kątem oka ruch gdzieś pomiędzy pniami, w rozłożystym cieniu. Przeczucie nie pomyliło także Gula, który mimowolnie zwolnił kroku i wytężył czujność tknięty nienazwanym przeczuciem, które nagle wpełzło mu na kark. Ukryte zagrożenie zidentyfikował również Zenit, którego nietypowe zachowanie zaalarmowało jego pana, Pyrhosa.
W cieniu czterech rozłożystych konarów oddalonych od nich może o kilkanaście metrów spoczywało w sumie piętnaście osób. Zwykle drugi rzut oka wystarczał, by zorientować się, że bardziej niż osoby były to humanoidalne kreatury. Bladzi jak robaki, o grubych czaszkach i pokracznych, umięśnionych sylwetkach. Ich oblicza z pozoru tylko ludzkie, wykazywały silne cechy anatomicznych atawizmów, których proweniencji należało szukać raczej u bestii niż ludzi. Ostre kły wyrastające ze szczęk, oczy nietypowej barwy i budowy źrenic, spiczasto zakończone uszy i płaskie nosy pod szerokimi czołami. Protohumanoidy sprzed Kataklizmu, plaga pustkowi i niezamieszkałych okolic, określani przez midlanczyków „zwierzoludźmi” a przez Dzikich „urukami”. Nietrudno było się domyślić dlaczego. Z grubsza ludzki kształt i pozorna rozumność na szpetnych obliczach istot wywoływał u patrzących swoisty dysonans w konfrontacji z zachowaniem stworów. Pokładzeni pod drzewami, zagrzebani w podszycie jak zwierzęta, spali podkurczeni w embrionalnych pozach, wydając z siebie warkliwe dźwięki, których ludzki aparat mowy nie byłby w stanie wytworzyć. Ubrani w pozszywane dratwą skóry byli prawie nadzy, pozbawieni jakiegokolwiek dobytku innego niż ten, który mieli przy sobie. Obok każdego ze śpiących spoczywała zaś maczuga lub prymitywne, zakrzywione ostrze wykute z jednego kawałka żelaza. Pomiędzy śpiącymi dogasały popioły ogniska, wokół niego walały się zaś resztki i ogryzione gnaty dobitnie zdradzające kanibalizm stworów. Było powszechnie wiadomym, że zwierzoludy pożerali siebie nawzajem, ale jeszcze chętniej ludzi, którzy zapuścili się ich na ich tereny.
Tak jak pewna grupa awanturników zmierzająca do Starej Pustelni. Szczęściem w nieszczęściu, przyzwyczajeni do nocnego trybu życia urukowie w znacznej większości pozostawali pogrążeni we śnie i nieświadomości. Problemem był jeden z nich stojący najbliżej was. Trzymając nabijaną krzemieniami maczugę opartą na barku, wyszedł z pobliskich zarośli, powęszył wkoło, obnażając siekacze przy wtórze przeciągłego warkotu. Jego przekrwione oczy z dwiema czarnymi plamkami zatopionymi w mętnej gałce strzelały na boki, zmrużone od słońca poranka wdzierającego się pojedynczymi plamami między listowiem. Nie widział was, jeszcze nie. Było jednak kwestią kilku sekund, by wszczął larum i obudził pozostałych czternastu.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 329
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Arbalest » 27 lut 2024, 10:41

Ku nieokazywanemu niezadowoleniu Monty'ego, pojedynek Baliana z jego podopiecznym nie zakończył się urazem u któregokolwiek z nich. Wciąż nie przeszkadzało to jednak Złodziejowi obserwować, analizować i wyciągać wnioski, które — zgodnie ze swoim zwyczajem — zachował dla siebie. Nie wydawał się za to rozumieć czegokolwiek z bełkotu kapłanki Utopionego. Może właśnie dlatego, iż była kapłanką Utopionego... a może po prostu to Dratwa był niewyedukowanym idiotą, nieprzywykłym do bawienia się w pełne metafor zgadywanki. Cóż, trudno. Pozostawało mu pocieszać się tym, że to nie jemu przyjdzie odprawiać cały ten rhoint.
Jeśli wyruszyli z Pyrhosem na rekonesans, to raczej krótki, a już na pewno bezowocny. Robiło się ciemno, a w takich warunkach nawet wyczulony wzrok Dratwy był do niczego, jako że po całodniowym marszu ciężko było mu się skupić i go wytężyć. Strach było też odpalać pochodnie — pewnym było, że cokolwiek czai się w mroku, dostrzeże ich długo przed tym nim oni dostrzegą to coś. Od razu po powrocie do obozu, Łotr skierował się do swojego namiotu i skorzystał z życiodajnych właściwości zapewnianych przez sen.
Jeśli tak miał wyglądać każdy następny dzień, to może ta wyprawa nie będzie aż tak do rzyci, jak wyobraził to sobie po ponownym ujrzeniu dawnego Nemezis.
Obrazek Rano odebrał swój toporek i wykorzystał następny kwadrans, by starannie rozebrać tak swój namiot, jak i obozowe zabezpieczenia — wszystko to ponownie znalazło się w jego plecaku, gdy wyruszali. Nie siląc się na zbędne słowa, tym razem obrał sobie pozycję gdzieś na lewej flance swojej drużyny. Obrał niefortunnie, bo napotkane niedługo później zagrożenie nie nadeszło z lewej flanki. Ostrzeżony być może przez warkot psa, a być może przez któregoś z pozostałych kompanów, miał dosłownie sekundy na odnalezienie się w nowej sytuacji taktycznej, nim zacznie się jatka. Miało to tym większe znaczenie, że chyba tylko on miał w rękach broń dystansową, gotową do strzału tu i teraz.
Syknął cicho, przechodząc za plecami Nowicjusza i kryjąc się za pniakiem drzewa po swojej lewej, skąd wziął na cel okolice głowę wartownika, chwilę później wypuszczając w jego kierunku strzałę z krótkiego łuku. Palce miał zręczne, a odległość nie mogła być bardziej optymalna — nie za bliska, ni za daleka. Liczył, że uda mu się uciszyć zwierzoczłeka, nim ten zaalarmuje resztę towarzyszy.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Obrazek

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 287
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Lasota » 27 lut 2024, 22:11

Spokojna podróż została zakłócona niespodziewanym spotkaniem. Gdyby nie czujność uduchowionych, drużyna wpadłaby na bladolicych, kanibalistyczne potworności, które pod osłoną nocy pożerały siebie nawzajem i polowały na ludzi. Nowicjusz natychmiast zatrzymał drużynę gestem ręki, a potem wskazał kierunek, gdzie czaiło się zagrożenie.
Dratwa napiął cięciwę łuku wraz z strzałą. Rychtował strzał życia.
W tym samym czasie Nowicjusz złapał listek porwany przez wiatr. Zamknął oczy.
— Hm. Wykonam dywersję. Rekomenduję wysłanie za mną psów — zaproponował taktyczny debiut.
Strzelec wystrzelił.
Mnich wybiegł!
Pobiegł z szybkością pioruna, uderzył niczym grom! Zaatakował jeszcze podnoszącego się z ziemi przeciwnika! Pierw przednimi kopnięciami na brzuch!
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Joreg » 01 mar 2024, 17:21

Uczucie niepokoju nie opuszczało szamana. Nawet po dobrze spędzonym wieczorze i zupełnie spokojnej nocy, wciąż wyczuwał nieuchwytną nerwowość zawieszoną w powietrzu, z wolna przenikającą skórę, wwiercającą się w kości.
Podczas beztrosko upływającej podróży, Gulo puszczał psa wolno, pozwolił mu węszyć i szukać potencjalnych niebezpieczeństw, lecz przywoływał go, gdy tylko na dłużej ginął z zasięgu wzroku. Sam zajmował się obserwacją okolicy i choć spostrzegł niebezpieczeństwo, sekundę wcześniej został ostrzeżony przez czuwających nad nim bogów, otrzymał znak , dreszcz spływający po plecach. Brodata głowa zdobiona porożem zwróciła się za siebie, w kierunku drużyny, która zdawała się nie potrzebować zbyt wielu słów w tej sytuacji.
Celny, choć nie idealny strzał Dratwy w połączeniu z szaleńczym wypadem Nowicjusza zdradziły ich pozycje, należało więc działać szybko. Gulo przywołał psa, by nie odstępował go na krok i bronił przed nadchodzącymi urukami.
— Plugawcy, poznają gniew bogów! — orzekł drużynie, by następnie ruszyć przed siebie, w samą paszczę lwa, gdzie zagęszczenie przeciwników było największe. Będąc na miejscu, opuścił wolną rękę na wysokość biodra, dłonią uniesioną ku górze i oddał się krótkiej modlitwie, niezrozumiałej mantrze, mającej wywołać efekt wichury, uderzeniowej fali zdolnej zmiażdżyć przeciwników znajdujących się w jej zasięgu.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 184
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Vespera » 02 mar 2024, 1:48

Wśród rzeczy, które można było rzec o Balianie, na pewno znalazłoby się to, że w całym swoim życiu nigdy nie unikał przemocy ani walki. Dziś, w obliczu zagrożenia, jak zwykle również nie zamierzał od niej stronić. Tym jednak, od czego zwykle stronił Balian, była czysta głupota, i w pierwszym odruchu miał ochotę złoić skórę Nowicjuszowi za wybiegnięcie w samo centrum hordy, bez pomyślunku na temat jakiejkolwiek strategii minimalizującej obrażenia swoje i drużyny. Żeby jednak złoić skórę mnichowi, tenże musiał najpierw przeżyć, tedy Balian nie mitrężąc chwycił za miecz i ruszył za nim w wir walki, by mu w tym pomóc.
Szczęśliwie dla nich wszystkich, a zwłaszcza dla wyrywnego łysego, Gulo zareagował błyskawicznie i dosłownie zdmuchnął znaczną część humanoidów z tego ziemskiego padołu łez.
Wojownik zagwizdałby z niekłamanego uznania, gdyby nie to, że właśnie był zajęty wymierzaniem ciosu zwierzoczłowiekowi bezpośrednio zagrażającemu kapłanowi i mnichowi.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Asteral von Carlina » 03 mar 2024, 8:55

Niespokojność psiego towarzysza, który przybrał pozycję gotową do ataku, najeżył futro, spiął mięśnie i ostrożnie stawiając kroki, obnażył kły, zaalarmowała Pyrhosa. Wyczuł zagrożenie, nim zdążył je zobaczyć. Na zamieszkałych przez nich terenach, rzadko występowały zwierzoludzie. Nie zapuszczali się tak daleko. Słyszał jednak od innych łowców, że stworzenia te bardziej lubowały się w ludzkim i własnym mięsie, niż w dziczyźnie. Plugawe zniekształcone kurwie macierzy synowie. — Splunął przez ramię z przyzwyczajenia na odpędzenie zła i nieszczęścia, choć zupełnie w to nie wierzył. Jeszcze nigdy plwociny nie odczyniły uroku, ni przepłoszyły stado wygłodniałych człekokształtnych bestii. Żałował tylko, że nie były w stanie ułagodzić kompleksji mnicha, który w przypływie swady, rzucił się do boju, nim strzała wbiła się w krtań. Sprawnie szyje z łuku. — Zauważył. Bacznie obserwował Dratwę, zarówno podczas zakładania pułapek, rekonesansu, jak i w boju.
Nim ostrożnie wycofał się na dogodną pozycję, wykonał zaledwie jeden, niezauważalny gest dłonią, który wystarczył do posłania Zenita do ataku. Rozumieli się bez słów. Przeważnie spokojne i leniwe zwierze, które obserwuje świat ze znużeniem, opuściło zarośla jednym potężnym susem. Nie rzucił się na rannego humanoida od razu, lecz obiegł go i natarł z zaskoczenia. Próbując obalić i zagryźć, przy tym wydając z siebie przeraźliwe warczenie.
W tym czasie Duch Gór mógł załadować kuszę i uspokoić siedzącą w gąszczu Zorze, która cicho skomlała. Nawet wtedy nie był w stanie przeoczyć potężnego czaru, który wykrzesał z siebie stary Gulo. Oczy wszystkich na moment zatrzymały się na szamanie, który ujarzmił wiatr.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Obrazek

Heliotrop
Awatar użytkownika
Posty: 50
Rejestracja: 28 kwie 2023, 14:34
Miano: Rita Fahari Lukokian
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Heliotrop » 04 mar 2024, 19:07


Zgodnie z prośbą Baliana Seidra objęła z nim drugą wartę. Zgodnie z jej słowami nie było to konieczne. Rozumiała jednak potrzebę dmuchania na zimne, jak mawiali Midlandczycy i akceptowała sposób myślenia wojownika. W końcu był Kciukiem, ich przewagą nad nierozumnymi.
Wkrótce jednak okazać się miało, że posiadanie palca przeciwstawnego wcale nie determinowało pomyślunku. Nim Seidra zdołała wstrzymać Dłoń, Piąty wystrzelił z kuszy, a Wskaziciel jak z procy. Varnorka wyszczerzyła zęby, wydając z siebie gardłowy, stłumiony ryk. Wszystko działo się za szybko, zbyt pochopnie. Kątem oka dostrzegła grymas na twarzy Baliana. On też nie był zadowolony z obrotu sprawy.
Ale meyinn hefir spilt — miód się rozlał, a szaman skoczył na główkę do Praprzerębla. Villir vargar byli ropą sączącą się z rany świata po kataklizmie. Powołane do istnienia prawdopodobnie przez spaczoną magię relikty, instynktownie nienawidziły tego, co kazało im trwać w niekończącym się nienasyceniu. Nienawidziły też tych, którzy magią władali.
Środkowy jednak poradził sobie zaskakująco dobrze. Widząc, że powalił sporą część hordy, a reszta drużyny zajęła się lewą flanką wroga, Seidra przemknęła na drugą stronę. Szybkim ruchem wylała sobie na dłonie odrobinę wody z bukłaka. Skupiając wzrok na wybranym przeciwniku i mrucząc pod nosem obco brzmiące formuły, zaczęła gestykulować. W drżącym, załamującym się dziwacznie powietrzu formował się połyskliwy, ostry kształt.
LOF DRUKKNUM! — wrzasnęła nagle, a z jej czarnych, szponiastych dłoni wystrzelił kanciasty sopel lodu.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2403
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 04 mar 2024, 22:49

Obrazek Chwila, która poprzedziła pandemonium, zdawała się zastygnąć niby owad w żywicy. Na jeden moment otaczający ich świat zatrzymał się i umilknął, tylko po to, by przyspieszyć jak zwolniona cięciwa. Syknęło, szyp Dratwy świsnął w powietrzu, przebijając z krwawym mlaśnięciem bark wartownika. Uderzenie było celne, gładko przebiło skórę i mięśnie, lecz uderzyło zbyt daleko od serca, by okazać się śmiertelnym. Trafiony zawarczał nisko i skrzekliwie, budząc okoliczne ptaki oraz towarzyszy, którzy wyrwani z płytkiego snu, z próbującą nadążyć za ich ruchami świadomością zrywali się na nogi, łapiąc za leżący obok oręż. Postrzelony nie przestawał krzyczeć nawet wtedy, krew z przebitego barku zalewała mu obnażony, blady tors, a jego wściekły, błędny wzrost toczył wkoło, po okolicznych pniach i zaroślach, nadaremnie próbując odszukać nadawcę szypu kryjącego się w cieniu drzew.
Mnich wybiegł, nie wolniej od wystrzelonego chwilę wcześniej pocisku. Ze straceńczym lekceważeniem, prosto przeciw przeważającej liczebnie hordzie. Kopnął z wyskoku, chybiając podnoszącego się wroga o włos. Jego zahartowane dłonie, broń równie szybka i groźna, co niejeden oręż, rozmyły się w dwie smugi, które także minęły celu. Mimo zaskoczenia oponent był diabelnie szybki: instynkt i odruchy podejmowały decyzje za niego, pozwalając mu jeszcze chwilę poigrać ze swoim przeznaczeniem.
Nowicjusz nie walczył sam. Od razu przybyli mu w sukurs szaman Gulo oraz jego bogowie — tajemne, ukryte w żywiołach Moce, którym się kłaniał. Moce, które na przekór docinkom niedowiarków, miały objawić się równie efektownie, co niszczycielsko. Dziki wybiegł naprzeciw budzącemu się obozowisku zwierzoludów, wznosząc dłoń i krótką mantrę do niebios. Huknęło tak, że igliwie posypało się z drzew, a wszystkim, którzy przeżyli starcie, miało dzwonić w uszach przez dobrą godzinę po nim. Rodząca się w czubkach palców szamana fala uderzeniowa wstrząsnęła pobliską sosną, zmuszając ją do gubienia szyszek, fragmentów kory i owadów, które suchym deszczem zaczęły spadać na głowę najbliżej stojących. Fragmenty podszytu i leśnego runa razem z odpadkami obozowiska humanoidów wzbiły się w powietrze, dołączając do kurzawy. Razem z nimi — wychudłe ciała zdezorientowanych abominacji. Stojący najbliżej zwierzolud z wielkimi przekrwionymi oczami i wyraźnym przodozgryzem zdążył się wybałuszyć, nim niewidzialne uderzenie tarana cisnęło nim o pień, łamiąc kark z paskudnym trzaskiem. Głowa drugiego, stojącego zaraz po prawej odskoczyła jak trafiona fantomowym młotem, miażdżąc kości twarzoczaszki i przegrodę nosową, kiedy bezwładnie potoczył się po ziemi. Pozostali, nawet ci częściowo schowani za pniem, wystrzelili do góry w rozmaitych, zwykle poskręcanych i bolesnych od samego patrzenia konfiguracjach, po to, by wylądować kilka sążni dalej i nie podnieść się więcej. W locie zwykle gubili swoje bronie, czasem fragmenty ciała.
Balian nie kazał na siebie długo czekać. Jego gwizdnięcie, prawie niemal ginące w idącym przez las echo zlało się ze świstem brzeszczota, którym wywinął nad głową, rozcinając stojącą najbliżej mnicha kreaturę przez obojczyk. Warknęło, mlasnęło, chrupnęło a trafiony, przerąbany prawie na pół, nie zdążył krzyknąć — z otwartych ust wydostał się tylko krwawy womit, którym bluznął na ziemię i wpadł weń bezwładnie, zdolny już tylko do ostatniego, szczątkowego podrygu.
Pyrhos nie wyrywał się do przodu. Obserwował pole bitwy, oceniając sytuację, po czym rzucił się w przeciwnym kierunku, lecz bynajmniej, by zrejterować. Padając do wypraktykowanego setkami powtórzeń przyklęku, naciągnął kuszę, osadzając bełt na łożysku. Ramiona zwinęły się, mechanizm zablokował z satysfakcjonującym kliknięciem. W tym samym czasie cień Karoka oderwał się od niego i skoczył w przeciwnym kierunku — czarny, kudłaty kształt obnażył w locie parę kłów, która zatopiła się w gardle postrzelonego wartownika, rozrywając je jednym targnięciem grubego karku, siejąc wkoło kroplami krwi. Z krwią kapiącą z pyska, kudłata bestia rozglądała się po polu bitwy, czyhając kogo pożreć lub wyglądając kolejnego gestu pana, mającego wskazać kolejną ofiarę.
Seidra niby niksa lub leśny upiór, snuła się między pniami, zawiesiwszy złe oko na jednym ze stworów gotującym się do ataku na lewej flance. Słowa martwego języka razem z obłokiem zimowej pary opuściły jej usta, mrowiąca od mocy dłoń wskazała na cel. W powietrzu, przed jej dłonią, z kropli rozlanej wody materializował się krzepnący sopel, który wystrzelił bezgłośnie w stronę wroga. Ostry kształt w locie zmieniał się, sublimował do postaci jawiącej się jako coś między mgłą a białym światłem. Kiedy ta znalazła się już na wysokości celu, wydawała się wysysać z niego całe ciepło. Wychudłe blade ciało zbladło jeszcze bardziej, siniejąc jak u topielca. Stawy ramion i palców skurczyły się mimowolnie, kły zadzwoniły o siebie jak kastaniety, stworem wstrząsnęły niekontrolowane drgawki — na krótko, bo zaraz krew skrzepła mu w żyłach. Zakrzywione ostrze wypadło mu ze sztywnych palców, a jego właściciel padł na ziemię, pokryty cienką warstwą szronu, zupełnie stężały.
Przewaga zaskoczenia, nawet jeśli tylko częściowa, zakończyła się masakrą przeważających części wroga. Ale humanoidalne abominacje, z którymi przyszło im się mierzyć, nie pamiętały o strachu. Ich żyły wypełniał gniew, chęć odwetu, a nade wszystko nienawiść do plugawej siły, która posłała do piekieł większą część z nich. Kiedy echo uderzenia niedawnego telekinetycznego wybuchu ucichło, większość uruków rozryczała się wściekle, kierując swoje spojrzenia i odium przeciwko szamanowi. Ignorując pozostałych napastników, trójka zwierzoludzi rzuciła się prosto na Gula, wywijając maczugami. Bojowy ogar szamana przyszedł na pomoc swojemu panu, lecz jego kły tylko trzasnęły sucho w powietrzu koło nóg biegnących na spotkanie Dzikiego napastników. Bolesne razy posypały się na plecy i żebra dzikiego kaznodziei — uderzały o skryte pod szatą ciało, odbierając szamanowi dech i trochę krwi, którą wypluł po kolejnym, wrednym razie spadł na niego zaraz po pierwszym. Szczęśliwe na niego, nie było trzeciego — zapamiętały w szale ostatni napastnik zamachnął się tak mocno, że jego oręż przeleciał nad porożem Gula, lądując w pobliskich krzakach. Dwaj pozostali człekokształtni nie dołączyli do towarzyszy — jeden, będący świadkiem czarów Seidry rzucił się na varnorską wiedźmę z zamiarem rozrąbania jej czaszki, lecz tamta zdążyła mu się uchylić, poczuwszy na twarzy wyłącznie powiew przecinającego powietrze ostrza i zapach pokrywającej go rdzy. Drugi zawrzasnął, kiedy nieupilnowany szczeniak, drugi z psów karockiego łowczego, zatopił mu kły w udzie. Próbując uwolnić nogę, wywijał obuchem na wszystkie strony, bezskutecznie usiłując dosięgnąć krążącą wokół niego Zorzę wypatrującą ponownej okazji do ataku.
► Pokaż Spoiler
Obrazek
Ilość słów: 0

Vespera
Awatar użytkownika
Posty: 184
Rejestracja: 07 cze 2021, 15:44
Miano: Elspeth Favres
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Vespera » 05 mar 2024, 11:32

Czasem dziw brał niejednego przemyślnego, ile zdarzyć się mogło w ciągu zaledwie kilku sekund. W ferworze walki, w samym epicentrum latających, rozcinanych, gryzionych, a nawet zamrażanych ciał, Balian kątem oka starał się patrzeć na wszystko i oceniać. Spojrzał w jedną stronę - Seidra w starciu ze stworem, ale niedaleko w sukurs mógł jej przyjść Dratwa. Zerknął i w drugą, by z ulgą skonstatować, że Pyrhosowi nic nie grozi.
Groziło za to wiele ich szamanowi, który razem z nim i mnichem znajdował się w samym centrum krwawego ścisku. Balianem targnęła wściekłość, gdy ujrzał razy spadające na starego kapłana. Zbyt nagłe, by wojownik - zajęty innym przeciwnikiem - zdążył na nie zareagować. Sporą cenę płacił Gulo za przyjście na ratunek Nowicjuszowi w związku z jego bezmyślną szarżą.
- Gulo, dość, wycofaj się. Dokończymy z Nowicjuszem - zakrzyknął gromko do kapłana tonem niechcącym nawet słyszeć sprzeciwu.
Potem spojrzał znacząco na mnicha, by upewnić się, czy ten złapał jego ideę priorytetowego umożliwienia wycofania Gula i z całej siły zamachnął się na pokrakę, by utorować kapłanowi drogę wyjścia z niebezpiecznego ścisku.
Ilość słów: 0
Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Arbalest
Awatar użytkownika
Posty: 329
Rejestracja: 01 sty 2022, 21:49
Miano: Issaen Hiseerosh, zwana Istką
Zdrowie: Zdrowa, płytkie skaleczenie na szyi
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Arbalest » 05 mar 2024, 12:26

Cięciwa dratwiańskiego łuku puściła szyp, lecz nie był to dobry strzał. Pocisk zniosło trochę na lewo, przez co dosięgnął on co prawda celu, lecz nie osiągnął tego zamierzonego przez Łotra. Podniósł się raban, rozpętało się piekło.
— Zarrrraza... — zaklął pod nosem, kątem oka widząc po swojej prawej pędzącą sylwetkę, która przecięła trajektorię lotu jego strzały sekundy po niej. Nowicjusz.
— Stójże, kurwa...! Dokąd?! — wydarł się jeszcze, ale słowa okazały się niewystarczającymi, by zatrzymać skorego do bitki Karoka. Nawet jeśli jego celem była zgoła piętnastoosobowa grupa człekopodobnych dzikusów, gotowych rozerwać go na strzępy. Nie spróbował powstrzymać go drugi raz, ani werbalnie, ani siłą. Skoro Balian uważał się za ich przywódcę, to trzymanie w ryzach Nowicjusza było jego problemem i jego ewentualną porażką, jako lidera. Nie mógł jednak pozwolić, żeby problemy tej dwójki — a właściwie to już trójki, jeśli dodać Gula, który też przyszedł w sukurs — stały się nagle jego problemami. Sięgnął więc po kolejny szyp, wyczekując okazji do wsparcia drużyny z daleka, doskonale wiedząc co leży w jego interesie.
Powietrze huknęło od magii dwójki kapłanów, a Montierre spojrzał się najpierw na Gula, a potem na obecną zaraz obok Seidrę. Zwłaszcza ten pierwszy musiał zrobić na nim niemałe wrażenie, kładąc na raz kilku zwierzoludzi. Jednocześnie, kobieta stała znacznie ledwie parę sążni od niego, a przecież nie oglądał takich cudów dzień w dzień z bliska. Żeby nie powiedzieć, że jeszcze nigdy. Przez chwilę dosłownie stanął jak wryty, obudzony dopiero rykiem stwora, rzucającego się z pordzewiałym ostrzem na towarzyszkę. I jakkolwiek Gulo znajdował się teraz w potrzasku, zbierając razy od kilku atakujących naraz, to on przynajmniej miał już teraz wsparcie w postaci Baliana i Mnicha. Seidra musiała zaś radzić sobie sama. Wybór nie był trudny.
Łotr przerzucił łuk do swej lewicy, gotów nawet go odrzucić jeśli miał mu nadto wadzić. Jego prawica sięgnęła zaś do pasa, gdzie spoczywał przygotowany na właśnie takie wypadki kiścień. Obszedł miękkim krokiem pień dębu za którym skrył się wcześniej, wprawiając w ruch narzędzie mordu, jakim była kolczasta, żelazna kulka, zamontowana na łańcuchu. Łańcuch ten zaśpiewał bandycką pieśń zemsty, gdy bijak pomknąl w stronę odsłoniętych pleców uruka atakującego Seidrę.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Obrazek

Lasota
Awatar użytkownika
Posty: 287
Rejestracja: 21 kwie 2022, 12:02
Miano: Lasota z rodu Wielomirów
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Lasota » 05 mar 2024, 19:32

Nowicjusz był pewien swojego zwycięstwa i wyższości wobec zdegenerowanych istot, których istnienie polegało wyłącznie na uświęceniu celu, jakim było sięgnięcie Potęgi. Ciało popielnego mnicha było naostrzoną bronią zdolną przebić się przez każdy pancerz, jeśli tylko...
Umysł był w stanie nią zapanować.
Chybił. Noga nie przeszyła celu, pięści nie zmiażdżyły klatki piersiowej. Życie nie nasyciło płomienia potencjału mnicha niczym powietrze sycące paliwo. Szok ogarnął umysł, nie tego się spodziewał. Nie do tego został przygotowany.
Huk burzy! Przywołane wspomnienia w brzmieniu gromu, zapachu wnętrzności i krwi nieprzyjaciół, śmiertelne cierpienie ciała i kaźń duszy.
Staniecie naprzeciw śmierci, zawalczycie ze strachem. Dopóki ich nie pokonacie, Nowicjuszami pozostaniecie...
Słowa Wielkiego Mistrza zabrzmiały razem z gromem, kojarząc się z wybuchem odległego wulkanu. Nowicjusz poczuł zwątpienie. Poczuł karcące spojrzenia przyjaciół oraz zasmakował kwaśnego posmaku rosnącej paniki. Przerażenie i niemoc zatańczyły, niepokój przenikał bariery umysłowe mnicha. Wojna wewnętrzna i zewnętrzna. Wojna przeciw sobie, przeciw światu. Pokonać strach i śmierć!
Wypuścił trzymany listek. Dłonie przestały być obuchami. Wyprostowane i złączone palce przypominały teraz ostrza. Nowicjusz czuł, że był bliski erupcji, więc zamiast pochłonąć się emocjom, wykorzystał je w takiej formie, czym były w istocie. Energiami. Napiął wszystkie mięśnie, żyłki nabrzmiały na jego czole, gdy z ogromnym wysiłkiem przemieszczał mentalne moce kanałami swego ducha, nasycając ciało. Wytrenowany umysł Nowicjusza wiedział, iż emocje połączone z wysiłkiem ciała przełamywały pieczęcie ograniczeń. Pocił się, krople kradły pył z jego ciała, gdy spadały na ziemię.
Zerknął na przywódcę. Jego spojrzenie pozwoliło Nowicjuszowi ukierunkować swój atak.
Nagle posłał nawałnicę uderzeń w mutanta, wyzwalając całą siłę mnicha. Nowicjusz pragnął przebić się przez tkankę miękką, chciał spenetrować wnętrze plugawej istoty, pożreć jej jestestwo, nasycić się agonią, dotrzeć do tego, co ją napędzało. Ogień pochłaniał. Ogień pożerał, aby stać się silniejszym!
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Kill count:
  1. zaskroniec

Asteral von Carlina
Awatar użytkownika
Posty: 307
Rejestracja: 25 lis 2021, 9:05
Miano: Asteral von Carlina
Zdrowie: Zdrowy
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Asteral von Carlina » 06 mar 2024, 15:08

Kątem oka widział starcie po swojej lewej, kotłowaninę, krople krwi zraszające powietrze, naelektryzowane po ostatnio rzuconym zaklęciu i grupę zniekształconych stworów na pozór przypominających ludzi, napierającą na autora tej magicznej masakry. Nie mógł nic poradzić. Nade wszystko cenił swoich zwierzęcych towarzyszy, a Zorza była bezbronnym lecz charakternym szczeniakiem, odważnie rzucającym się na przeciwnika. Zagwizdał, by przywołać do siebie młodą, samemu zajmując stosowną pozyję. Psy nie zdradzają. Naciągnięta lina wydała charakterystyczny dźwięk. Psy darzą bezwzględną miłością. Podniósł kuszę, oparł jej kolbę na ramieniu i wycelował. Psy nie opuszczają. Nacisnął powoli lecz pewnie spust zwalniający, posyłając bełt w przeciwnika. W przeciwieństwie do ludzi.
W tym czasie Zenit, zasmakowawszy świeżej krwi, nie czekając na polecenie ze strony swojego pana, oderwał się od przegryzionego gardła zwierzoludzia, rzucając się na kolejnego stwora. Obnażając kły, nie przestraszywszy się pały, którą wywijał w powietrzu, zaczął drapać i kąsać. Teraz, gdy jego najeżona jasnobrązowa sierść z ciemniejszymi palonymi odbarwieniami, była zabarwiona w posoce wrogów, wydawał się przypominać rozwścieczonego, wygłodniałego wilka niż spolegliwego psa.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0
Obrazek

Joreg
Awatar użytkownika
Posty: 188
Rejestracja: 19 maja 2022, 20:23
Miano: Joreg Borgerd
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Joreg » 08 mar 2024, 20:12

Zamiarem Gulo nie było pójście w sukurs Nowicjuszowi, choć właśnie tak to wyglądało i dokładnie taką rolę spełniło. Pełen pogardy wobec podobnych ludziom wynaturzeń, szaman ruszył z zapałem, aby strącić to plugastwo w śmiertelną odchłań.
Ominięcie uruka ugodzonego strzałą domniemanego złodzieja nie należało do trudnych, ten bowiem ledwie trzymał się na nogach – Gulo zignorował go zupełnie, czując wybierający gniew, postanowił skupić się na licznej grupie znajdującej się za rannym stworem.
Stanąwszy w lekkim rozkroku, jedną dłoń zacisnął się na kosturze, drugą ułożył w odpowiedni sposób na wysokości biodra i powtórzył krótką modlitwę. Na odpowiedź bogów nie trzeba było długo czekać. Huk towarzyszący pojawieniu się niszczycielskiej fali sprawił, że Gulo przez krótką chwilę nie słyszał nic poza wysokim piskiem. Rogata czaszka tryka zatańczyła na szczycie kostura, zakołysało się poroże, zaklekotały kości naszyjnika, zawirowały pióra. Przeciwnicy rozlecieli się, rozbijani o drzewa, o siebie nawzajem, łamani siłą wiary i uporu rzucającego zaklęcie.
Satysfakcja szamana nie trwała jednakże zbyt długo, bowiem niedobitki całą kupą rzuciły się nań i choć Pica robił co w jego mocy, ani ogar, ani stojący przy nim towarzysze nie zdołali zasłonić go przed ciosami. Zgarbiony na co dzień Gulo, zgarbił się jeszcze bardziej, kiedy spadły na niego razy. Krew buchnęła z ust na ściołę, barwiąc ją karminem. “Nie poddawaj się woli wroga, zachowaj dumę i hart ducha…
— Nie wolno mi. Omkb szybszy jest od wichru, nie ja. Osłonię was. Pica!— W trakcie gdy mówił, palec szamana wskazał swemu ogarowi jednego z uruków. Sam kapłan zamierzał się oddalić, ale niezbyt daleko. Chciał stanąć za plecami Nowicjusza oraz Baliana, aby w razie potrzeby móc jeszcze wykonać zamach kosturem, by wspomóc broniących go wojowników.
Error— Jeden niech zostanie żyw, nie zabijajcie wszystkich! — Zagrzmiał na tyle głośno, na ile potrafił, a słowa swe kierował do każdego z towarzyszy, który zdolny był go usłyszeć. Wszyscy, poza Seidrą i Dratwą mogli mieć absolutną pewność odnośnie zamiarów Gulo, wymieniona dwójka z kolei, mogła się przynajmniej domyślać o co chodzi. Niejednokrotnie widywali go, składającego drobne ofiary swym idolom, oddającemu się modlitwie, spalającego w niewielkim ognisku na uboczu rozmaite zioła lub niejadalne wnętrzności zwierząt upolowane przez Pyrhosa. Szaman, o ile miał tego dożyć, zamierzał ofiarować jednego z przeciwników swym bogom.
Znalazł ledwie chwilę, by ogarnąć wzrokiem pole walki. Kącik ust drgnął pod siwym zarostem. Poczynania całej kompanii nie wróżyły dobrze przerośniętemu celowi kontraktu zawartego w Bryście. Odmrożona łapa, szyp, albo i dwa w rzyci, wybite zęby, rozdarta potężnym mieczem skóra. Tak widział przyszłość, tą odleglejszą. Skupić musiał się na tym co teraz, a właśnie próbował wywinąć się od kolejnych razów, by schować się za plecami towarzyszy. Zamierzał wyczekać tam na dogodną okazję do zdzielenia jeszcze choćby jednego z uruków, o ile zajdzie taka potrzeba.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Heliotrop
Awatar użytkownika
Posty: 50
Rejestracja: 28 kwie 2023, 14:34
Miano: Rita Fahari Lukokian
Zdrowie: W pełni sił
Profil Postaci: Profil Postaci
Karta Postaci: Karta Postaci

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Heliotrop » 09 mar 2024, 21:13


Łaska Utopionego spłynęła na nią lodowatą ekstazą. Wibrująca moc wypełniła każdą jej tkankę, zmroziła krew, ścisnęła kości. Przez krótką chwilę była czymś więcej, a jednocześnie czymś mniej. Stanem przejściowym. Kanałem dla niepojmowalnej, przenajświętszej Potęgi.
Magia wystrzeliła z jej palców, wrzask potoczył się po lesie. Była w nim wściekłość, uwielbienie, tęsknota, jęk rozkoszy. Ochrypły głos Varnorki przepadł w rozgwarze potyczki, wsiąknął w leśne ostępy. Niemal bez śladu, gdyby nie liczyć abominacji, która rzuciła się na nią w odwecie za powalonego towarzysza.
Uchyliła się przed ciosem, szczerząc zęby nie gorzej niż jej przeciwnik. Cofnęła się, spluwając pienistą śliną na dłoń. Nie miała czasu, by sięgać po bukłak. Woda to woda, pomyślała, ponownie wprowadzając się w płytki trans. Kierując modły do swego Boga. Błagając, by zechciał przyjąć na swe łono następnego niewiernego, ucałować go po ojcowsku, ukołysać do snu pod wodami.
Zapewne nie udałoby się jej skupić po raz kolejny na czarze, gdyby nie Piąty, który pojawił się za stworem, odwracając jego uwagę od Seidry atakiem.
► Pokaż Spoiler
Ilość słów: 0

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 2403
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cisza wśród drzew

Post autor: Dziki Gon » 10 mar 2024, 16:17

Obrazek Balian natychmiast ruszył na pomoc napadniętemu Gulowi, ale ciężki brzeszczot, dymiący jeszcze od świeżej posoki, ledwie wyrwany z rozpłatanego trupa nie rozpędził się dostatecznie, by zaskoczyć wroga. Wychudła, krwawooka pokraka okładająca szamana wściekłymi razami, uskoczyła przed ciężką klingą, która z wyciem przecięła zaledwie powietrze.
Przyczajony wśród listowia łotr Dratwa przeklinał felerny strzał, szacując sytuację na polu bitwy. Zdecydowany, by nie pchać się w kierunku kotłowaniny między drzewami, przekradł się na flankę, by ubezpieczać broniącą się tam Seidrę. Nie udało mu się zaskoczyć wroga — na dobre rozbudzony starciem uruk posłyszał zdradzający łotra brzęk łańcucha, który doleciał jego nieforemnych, ostrych małżowin jeszcze, nim tamten zamachnął się za wroga. Zwierzolud odwrócił się, zastawiając — krzywa szabla zaśpiewała czysto i metalicznie jak dzwon, odbijając lecącą ku niemu głowicę cepa.
Napięty na ciele, siejący kroplami potu Nowicjusz tańczył pośrodku bitewnego zgiełku, walcząc z własnymi słabościami i otaczającymi go nieprzyjaciółmi. Spinając mięśnie i skupiając wolę, tańczył zwinnie na nogach, czekając okazji do ataku. Pierwsze uderzenie, zadane błyskawicznie dłonią ze złączonymi palcami minęło celu, podobnie jak drugie, będące jego lustrzanym odbiciem wyprowadzonym z drugiej ręki. To jednak nie musiało trafiać, było elementem kombinacji, zwodem, który utorował drogę trzeciemu. Wyrobiony kułak mnicha zderzył się z wychudłym, bezwłosym bokiem stwora. Szkaradna gęba abominacji zeszkaradniała jeszcze bardziej, kiedy głuchemu odgłosowi uderzenia zawtórował nieładny trzask, wypuszczając z płuc całe zgromadzone powietrze, przy wtórze zduszonego jęku.
Trafiony uruk ustał na nogach, choć nie na długo. Kudłaty cień ze skrwawionym łbem wpadł prosto na humanoida, pozbawiając go resztek równowagi i temu również przegryzł gardło, zanim tamten zdążył w ogóle krzyknąć. Wszystko odbyło się w mgnieniu oka — skaczący Zenit był niewiele wolniejszy od wypuszczonego przez Karoka bełtu, którego świst zginął w bitewnej wrzawie, a sam pocisk gdzieś hen, w zaroślach. Jego adresat, walczący z dzielnym szczeniakiem zwierzoludź, nadal próbował odganiać się razami maczugi od skaczącego wokół niego psa, kąsającego powietrze przy jego nogach.
Po uwolnieniu mocy szaman krzyknął na ogara ponad hukiem wywołanej niedawną ewokacją eksplozji. Zwrócił się również do swych towarzyszy, próbując przedostać się w ich kierunku, by wydostać z najgorętszej kotłowaniny, która to skrupiła się właśnie na nim. Trafiani urukowie ryczeli z bólu i wściekłości, pełni złośliwej nienawiści zdecydowani odpłacić szamanowi za szkody, które poczynił w ich szeregach. Próbując oganiać się kosturem, Gulo sparował jeden z wrażych razów, lecz wtem, z drugiej strony zaskoczył go kolejny. Urucka maczuga uderzyła nadleciała z deksteru, z nisko mierzonego, wrednego zamachu, w który rozszalały zwierzolud włożył całą pozostałą mu w żylastych ramionach siłę. Trzasnęło, sucho i paskudnie. Prosto w bok rogatej głowy szamana, który momentalnie zgasł i opadł bezwładnie na ściółkę jak podcięta kukła. On sam nie zdążył zarejestrować tego inaczej jak nagłej eksplozji w czaszce i pisku w prawym uchu narastającym wraz z bólem, dopóki ciemność i nieświadomość litościwie nie wzięły go w swe objęcia.
Zwód Piątego kupił Seidrze nieco czasu, ale obdarzona łaską Utopionego Varnorka nie potrzebowała go wiele, by po raz kolejny móc sięgnąć poza zasłonę, by czerpać ze zdrojów Tego, co nie było umarłe, lecz zaledwie uśpione. Białe światło i białe zimno przesączyło się przez czarne, szponiaste palce kobiety, zmuszając kolejną jej ofiarę do tego, aby stężała i w miejscu, pokrywając się cienką warstwą szronu, która oblepiła go jak cienki całun, zamykając na zeszklonych oczach z rozszerzoną powieką zastygłych w niemej, pośmiertnej zgrozie. Przez kilka sekund ciało utrzymywało się w pionie, by w identycznej, zesztywniałej pozycji paść w liście i igliwo tuż pod nogami Dratwy.

Napadnięte humanoidy straciły swoją przewagę liczebną. Pochłonięci bitewnym wysiłkiem towarzysze nie zorientowali się od razu, lecz wzmagająca się po przejściu echa cisza i coraz gęściej pokrywające ściółkę ciała uświadomiły im, że na polu bitwy zostało już tylko dwóch żywych wrogów. Wrogów, którzy pomimo strat wcale nie wyglądali, jakby zamierzali przestać walczyć. Urukowie nigdy nie słynęli z koncyliacji, lecz w ich zapadniętych twarzach i zmęczonych spojrzeniach próżno było szukać nawet szczątkowej zachowawczości.
► Pokaż Spoiler
Obrazek
Ilość słów: 0

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław