Dukt

Obrazek

Sąsiadująca z Novigradem puszcza jest starsza nawet od samego miasta, a przy tym nie mniej tętniąca życiem. Stanowi największą ostoję nieskażonej człowiekiem przyrody w całej Delcie Pontaru.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Dukt

Post autor: Dziki Gon » 11 lis 2018, 0:06

Obrazek


Kręta ścieżka wśród drzew przecinająca zagajnik i obrzeża lasu pasmem wąwozów. Zjeżdżając z północnego traktu, można skrócić nią sobie drogę na Novigrad. Albo życie, jak dopowiadają najprzezorniejsi z podróżnych. Chociaż leśny dukt jest powszechnie uczęszczany i nie sposób na nim pobłądzić, niejeden woli nadłożyć drogi niż ryzykować choćby niewielką szansę spotkania z wilkami lub bandycką strzałą w przydrożnych zaroślach.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 30 gru 2018, 4:20

O łuku nawet teraz nie myślała. Sprawność ruchów ograniczał trochę ból po upadku, ale z kolei wzmagał ją strach, dodający sił. Gwałtowność, nawet jeśli trochę babska w ruchach, przynosiła jednak skutek; Aith robiła co mogła, a względnie efektywne drapanie ustąpiło skutecznością kopniakowi w jaja: wyrwała się, dysząc – niemal rzężąc – jak potrafiła najsprawniej. Udało się! Nawet nie uszkodził jej odzienia (druga, zapasowa koszula tkwiła sobie w jukach, a drugiej pelerynki Aith nie posiadała). Myśli wybuchnęły jeszcze ułamkowym pomysłem, czy nie odpowiedzieć atakiem, ale ciało rozpędzone tuż po zwycięskim zwarciu dyktowało reakcje: przed siebie, przed siebie, poza zasięg wrażych łap. Odpechnęła się potężnie stopą, nie bacząc na drobiazgi (jak to, czy śliskość nie spowoduje przewrócenia się w zbyt gwałtownym, bo go w pełni kontrolować, zrywie), zmusiła do jak najszybszego wstania. Nie myśłała nawet, dokąd lepiej uciekać – część jej nie chciała uciekać wcale, nie tyle niepomna niebezpieczeństwa, co żałująca straty wszystkiego co miała.
Nogi niosły w las, w ukrycie, ale do zmysłów właśnie dotarło znaczenie słów wykrzyczanych przez tego z łukiem... "Nie rób jej teraz krzywdy!"... – rozterka, w połączeniu z imperatywem działania jak najbłyskawiczniej, była pioronującą mieszanką. Jakie z niej mogły się zrodzić decyzje? Na pewno błyskawiczne i bardzo emocjonalne. Zatrzyma się – strzelą. Da nura w las – straci dobytek...
Nie – nie strzelą. Idioto! Nie zrób jej teraz krzywdy! – rozbrzmiało znów w zamroczonej napięciem świadomości.
Nie las, idiotko! Łuk i Ruta!
Kwestia sekund, być może... Można rzec, że mózg podjął decyzję za nią: łuk i Ruta. Może uda się w mgnieniu oka wypatrzeć przepadły w chaszczach łuk? A wtedy capnąć go w biegu i jakoś dotzeć bezpiecznie do konia? Kto nie spróbuje, ten się nie dowie – a Aith, choć słabsza od napastników i gorzej wyszkolona, ducha miała silnego i motywacji jej nie brakowało. Znaleźć łuk (i nie dać się złapać ponownie), i znim w garści dopaść Ruty...
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 13 sty 2019, 4:00

Dzikie zwierzęta w chwili zagrożenia reagują dwojako. Uciekają lub odpowiadają na atak agresją płynącą prosto z trzewi. Ryczą w okrzyku wojennym lub mkną ku czarnym otchłaniom lasu, który melodią nocnych ptaków zaprasza prosto w czarne ramiona. Spłoszone, dzikie zwierzęta, zazwyczaj miotają się podczas próby spętania ich w sidła. Tych dwoje cienietników nie znało się na rzeczy. Może byłoby lepiej gdyby rozwarli żelazne paszcze. Wznieśli ponad głowy ostre rohatyny, lecz kto na wszystkie leśne dziwy, zasadza się na sarnę jak na mrownika?
Mężczyzna z zakrytą twarzą potknął się o wystający konar. Wpadł niemal na swojego towarzysza, który zwinął się w pętelkę i jęczał, rozmasowując epicentrum bólu. Nie dosięgnął jej, lecz w chwili, gdy zaczęła się kręcić po krzakach jak kurzysko w oborze, największym kijem który znalazł pod stopami zamachnął się aż miło i uderzył ją prosto w potylicę. Siła i duch nijak się miały do decyzji, za które w pełni świadomie odpowiadała. Co do tych nie było jeszcze pewności, bowiem na jakiś czas pod powiekami Aith nastała ciemność.

Jakiś czas później.

Obudził ją ostry ból z tyłu głowy. Rozchodził się pajęczyną neuronów na wszystkie możliwe strony, łącząc się na samym środku zmarszczonego czoła. W pozycji którą zajmowała nie czuła się z pewnością komfortowo. Leżała brzuchem do ziemi, coś pełzało jej po czole połowicznie tylko wspierającym się na podłożu. Nie miała władzy nad własnym ciałem, a przede wszystkim kończynami, które zostały związane. Leżała w pewnej odległości od paleniska. Z jednej strony prawy policzek zwiotczał jej już prawie od zimna i mokra, z drugiej zaś żar przyjemnie ogrzewał twarz zwróconą ku światłu. Ogień trzaskał między ładnie ułożonymi kamieniami. Ktokolwiek go rozpalał, znał się na rzeczy. Ponad językami ognia wystawał jakiś patyk z grubo nabitym — można się było domyślić po zapachu — mięsiwem. Majaczyła jakaś twarz, niewyraźna, zza płomieni. Las pozostał ciemny, lecz zamknął przed dziewczyną swoje bezpieczne ramiona.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 13 sty 2019, 12:05

Zgubiło ją wahanie. Dobra lekcja – gdyby nie to, że nie zaliczyła.
A dokładniej – zaliczyła, ale w łeb. Tępy ból wybuchł z tyłu czaszki i padając bezwładnie zdążyła tylko w myślach zakląć...

Zimno.
Otworzyła oczy i wróciła świadomość. Pierwszy odruch – krzyczeć i uwalniać się szamotaniem – zdołała zdusić, kiedy w pełni dotarły do niej okoliczności. Najpierw – ciało. Ból zdawał się przygniatać, wprasowując całe ciało w ziemię. Potem – konstatacja, że jest unieruchomiona w inny, zgoła materialny sposób: więzy. I wymuszona nimi pozycja. Miała ogromną nadzieję, że przecknąwszy się nie zwróciła na siebie uwagi jakimś niekontrolowanym odruchem – poruszeniem, jęknięciem, choćby przyśpieszeniem oddechu. Następnie – paraliżujący strach: zgwałcili ją. Mieli wszelką sposobność... Gorączkowo skanowało świadomością czucia stan newralgicznych miejsc, próbując wyłowić ten bólspod opuszczającego ją zwolna poczucia przygniecenia bólem ogólnym... Chyba nie. Chyba nie, mamuś... Nie było pewności – tylko przesłanki, tropy. Czy czuła na sobie spodnie w miejscu, w którym powinny być?... Na bogów, chyba tak...
Potem – stygnący ból przeciętego grotem strzały, jeszcze przed szarpaniną, lewego policzka, ogrzanego nadmiernie w kontraście do zlodowacialego, wprasowanego w mech i ziemię policzka prawego, i jakiś robal na czole... A to nadmierne ciepło? Ognisko. Suchy, paradoksalnie kojący trzask przywrócił wrażliwość słuchu i w pełni świadomą, zorientowaną na zewnątrz własnego ciała czujność. Poruszyć się nie mogła, skrępowana, pewnie sznurami. Ile dało się w tej pozycji, bez poruszania się, ogarnąć wzrokiem?
Mięso na kiju. Nagle pobudzony mechanizmami neuroasocjacji ruszył wilczy głód. Zajęczało jej w brzuchu, na to nie było rady, wnętrzności przekręciły się w tęsknocie... Ile minęło czasu od ostatniego posiłku w karczmie? Zbyt dużo...
A na ciemnym tle, za tańcem płomieni – twarz i sylwetka. Niewyraźna... czy to jeden z nich? No raczej tak. Idioto! Nie rób jej teraz krzywdy! – głos w głowie. To oni: mają ją, ale nie chcą jej teraz jeszcze robić krzywdy. Co więc dla niej zaplanowali na potem? Nie wiedzą o niej prawie nic – przeszukiwanie juków ujawniło tylko resztę pieniędzy, trochę ubrań i broń. Podróżując z "wujkiem" dzieweczka – tyle mogli powiedzieć na pewno. Resztę sobie dorysowali wedle własnych wyobrażeń i potrzeb. Tyle tego, że na razie nie groziło jej więcej, niż niedojedzenie i przeziębienie, kiedy tak leży sobie jesienną nocą w wilgotnej koszulinie (pelerynkę szlag trafił, czy po prostu nie czuje jej wrażliwością ciała?) na posłaniu z mchu, trawy, wbijających się w ciało patyczków i szyszek.
Więc – co teraz? Nie – nie odezwie się pierwsza. Nie – dopóki sytuacja się nie wyklaruje, dopóki nie podsłucha rozmowy, dopóki nie będzie jej dane ocenić, jakie ma szanse i jaki jest koszt przeżycia, a może i uwolnienia. Nie zdradzi się z przebudzeniem ani z żadnym dyskomfortem. Duch wytrzyma – to i ciało wytrzyma.
Oczywiście. Potwierdzając gotowość do wyzwań, duch wyprężył pierś. A brzuch, bezsilny zdrajca – zajęczał przeciągle żałosnym jękiem głodu...

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 22 sty 2019, 4:31

Ten koń wcale nie chce się słuchać. Wcale a wcale.
Odpowiedź nie nadeszła od razu. Słychać było łamanie się gałęzi, połączone w kroki kogoś, kto nadchodził. Zbliżał się do ciepłego kręgu przy ognisku, jednak usiadł w miejscu, które było poza wzrokiem Aith. Musiałaby przekręcić się mocno i zauważalnie na bok, aby mieć taką możliwość.
Jaka właścicielka taka klacz. — mruknął drugi z mężczyzn. Po głosie można było poznać, że niezadowolony z tego jak potoczyły się sprawy. Ten, który siedział naprzeciwko niej, zakryty językami płomieni, podniósł się i zanurkował spojrzeniem ku leżącej na ziemi zakładniczce. W lewej ręce trzymał patyk, na który nadział mięso. Zwierzę, które upolował tego wieczoru nie miało już skóry, a kształtem przypominało niewielkiego królika.
Próbowaliśmy dogonić twojego wujaszka, ale… cóż, przepadł gdzieś w głuszy. — odezwał się głos z prawej. Nie brzmiał już smętnie a zgryźliwie, z wyraźną ironią, która wydawała się mieszać z nieukrywaną odrazą.
Spróbuj się podnieść. Jesteś związana, ale będziesz musiała iść, wiec lepiej niech kości ci nie zmarzną. — powiedział zamaskowany, zagłębiając pieczeni białe jak śnieg zęby. Tłuszcz miło rozlał się pod śliskimi palcami.
Jak dobrze pójdzie to nie zdechnie. — rzucił drwiący. Dziewczyna, przezwyciężając uporczywy ból głowy, zdała sobie sprawę po pewnej chwili, że na pieńku obok mężczyzny rozłożone zostały jej rzeczy. Przeszukali juki. —Wstawaj, pójdziemy cię komuś przedstawic panienko.

Aith
Awatar użytkownika
Posty: 28
Rejestracja: 20 lip 2018, 19:05
Medale: 2
Miano: Aithoeri Ellearain
Rasa: Półelf
Wiek: 19
Złoto: 0,00 koron
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&p=920#p920

Re: Dukt

Post autor: Aith » 22 sty 2019, 22:17

Na odgłos zbliżających się kroków też starała się nie zdradzić z reakcją, ale po chwili coś ją tknęło, że tego rodzaju kamuflaż nie jest tu jakoś specjalnie niezbędny. Po sposobie mówienia nie potrafiła teraz określić, z jakiej są grupy społecznej czy rasy – a jeśłi chodzi o rasę...
Nie: niemożliwe – wytłumaczyła sobie. Z tego, co wiedziała o świecie, nie ma najmniejszych szans na spotkanie elfich bojowników na kilka godzin drogi konno od opuszczenia przedmieść samego Novigradu! Przecież oni działają w Dol Blathanna!... Aż się sama do siebie roześmiała z takiej naiwności...
Na razie pozostawała w poprzedniej pozycji, ale tego, że jest przytomna i wszystko słyszy, już dłużej nie było sensu ukrywać, odkąd jeden z nich zbliżył się do niej z króliczą pieczenią (wzbudzając nieprzyjemne ciągnięcie w głodnym brzuchu) i dodatkowo przemówił wprost do niej. I nie były to plugastwa ani wściekła obietnica rychłej egzekucji, lecz słowa, na których możńa było zacząć budować pewnego rodzaju wyobrażenie przyszłości.
Powstanie z pozycji leżącej na brzuchu z rękoma związanymi na plecach wymagało podsunięcia kolan wzwyż, klęknięcia i wsparcia się w punkcie przeciwwagi – czyli w tym przypadku na policzku. Po chwili nieprzyjemnego balansowania udało jej się wszak podnieść na klęczki i teraz w tej pozycji przypatrywała się opisanej blaskiem sferycznej okolicy, nieoczekiwanie stając do kolejnej walki – walki z panią Dumą.
Na końcu języka miała bowiem Aith prośbę o kilka strzępków cudownej, ociekającej tłuszczykiem pieczeni, zresztą zaraz potem – albo i przedtem – poprosiłaby o wodę, o tak: dużo wspaniałych, wypełniającyh usta łyków... ale Duma mówiła: "Nie. Nie będziesz tu prosić. To ludzie będą przychodzić po prośbie, kiedy pojmą, że siłą i determinacją elfy potrafią wywalczyć sobie należne im miejsce – i co: wtedy chcesz móc powiedzieć, że też tak prosiłaś, tyle że o kęs żarcia i trochę wody??"
Czy to duma była silniejsza od Aith, czy Aith od ataku głodu i pragnienia – nie odezwała się ani słowem, odrywając wilczy wzrok od pieczeni, rwanej zębiskami szczęśliwca w sposób, który jednak chyba sugerował, że tak właśnie zamierza się nad nią trochę popastwić. Pfff – wsadź sobie to mięso w dupę! – odwróciła się bokiem i, wpierw klękając na jedno kolano, wstała niepewnie, usztywniła zaraz nogi i stanęła wyprostowana i wyniosła, na ile się dało z igliwiem we włosach i mchem przylepionym do policzka. Rozejrzała się też wokół siebie, chcąc stwierdzić czy przeciwników jest faktycznie dwóch, jakiej rasy, gdzie dokładnie jest Rutka, gdzie pas z mieczem i gdzie pelerynka. Rzeczy dojrzała na pieńku obok – pozostałe zagadki czekały na rozwiązanie, ale musiała w tym momencie przerwać, bo następne słowa otwierały nowy akapit tej dziwnej nocy: "...komuś przedstawić"?...
– Komu – rzuciła cicho, niechając pytającej intonacji i przenosząc twardy wzrok na rozmówcę. – I kim jesteście.
O, miała jeszcze wiele pytań, ale coś kazało jej jednak na razie zmilczeć.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 18 lut 2019, 23:48

Noc była ciemna i pełna niebezpieczeństw. Wiatr, który chwilę temu ustał, zawył znów złowrogo na zapowiedź nieszczęsnej ulewy. Nie tylko ona, obdarzona błogosławieństwem elfich oczu, widziała to jak szpiczaste palce gałęzi drapią po zziębłych konarach starych drzew. Musieli być gdzieś w głębi lasu. Polana, przy której się zatrzymali nie była rozległa. Nie wyglądała też na zadbaną, gdyż stara trawa wyścieliła się żółcieniami u samego dołu czyniąc dla porwanej królewskie wygody, zaś roślinność wokół była przerośnięta i nic ponad nią nie można było żywego zobaczyć. Ogień strzelił suchym badylem, płomień buchnął wyżej a jeden z oprawców zdecydował się w końcu podejść. Na to, czym chciała ich obdarzyć w słowie, nie odpowiedzieli. Musiała się zadowolić kawałkiem szmaty wepchniętym w usta i ciemnością, która spadła nań w postaci worka. Śmierdział zawilgoconym zbożem, do którego dostała się nie tylko pleśń, ale i niezapomniane myszy. Poczuła jeszcze jak wokół szyi ktoś zawija jej sznur. Wydawałoby się, że koniec baśni nadejdzie szybko, zawieszony jak jej ugrzęzłe w gardle słowa, lecz zamiast tego pojawił się dziwny zapach i wkrótce po nim, sen.
Przespała noc i dzień. Południe witało świat ostrymi promieniami słońca. Pierwszym, co mogła dostrzec po otwarciu oczu, były nierówne kocie łby na jednej z głównych ulic, widoczne z oddali. Wilgoć i zimno weszło w końcówki jej palców u rąk i stóp. Pod brodą, która jeszcze przed chwilą opierała się o obierki, majaczyło coś lepkiego i cuchnącego. Odór własnych wymiocin postawił dziewczynę na nogi. Nie miała przy sobie nic. Ani konia, ani łuku, ani juków. Znajdowała się w ślepym zaułku, na tyle jakiegoś zakładu. Prędko wysnuła, że obudziła się nigdzie indziej jak w Novigradzie.

|| Koniec przygody.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 31 lip 2020, 1:43

Cyprian szedł zatopiony w refleksji, bez pośpiechu, chłonąc bezwiednie wzrokiem to czubki swoich wysłużonych chodaków, to mieniący się wszystkimi odcieniami lata oszyjek wąwozu: porowate pnie drzew, chruśniaki, paprocie, poskręcane, guzowate korzenie wyrastające z piaszczystych skarp, splecione w gęstą zieloną powałę gałęzie młodej dąbrowy.
Biegnący dnem parowu dukt był całkiem pusty i całkiem cichy, nawet orzeźwiające poranne podmuchy wiatru ledwie poruszały liście, ich szelest zagłuszało rytmiczne chrzęszczenie ziemi pod chodakami Cypriana. Cyprian nie lękał się. Był bożym człowiekiem, do Novigradu zmierzał sam, samotrzeć, za dobytek mając jeno swą świętą księgę, medalik oraz pustą już sakwę, którą mieszkańcy Posady zwyczajowo napełnili za dobre słowo wiktem, nim wyprawił się w drogę powrotną. Tylko bestia ważyłaby się zagrozić pielgrzymującemu samotnemu kapłanowi, ale bestii nie lękał się żaden wierny sługa Gromowładnego.
Spokój na trakcie również nie dziwował Cypriana. Godzina była wczesna, za wczesna dla kupców i podróżników, tedy dla leśnych zbójów też. Dla drwali maszerujących na robotę było z kolei za późno — niebo już szarzało, na wyrębach od dawna stukały siekiery i zgrzytały piły. Za wschodnim horyzontem słońce pewnie właśnie gramoliło się ku górze, tu wiecznie przysłonięte przez gęstą ścianę matecznika. Ptaki trelowały w zaroślach namiętnie, tylko że… Nie teraz. Nie tutaj. Cyprian zdał sobie sprawę, że od przeszło stajania nie usłyszał nawet ćwierknięcia. Wyłącznie cichy szum liści oraz szuranie swoich własnych kroków. Wtedy, całkiem niespodziewanie, gdzieś w oddali, przed sobą, zaczął słyszeć zbliżającego się leniwym kłusem pojedynczego konia.
Podniósłszy wzrok, zobaczył na swojej drodze pierwszą rozbryzganą plamę krwi, którą nasiąknął piach. Wyglądało to, jakby ktoś chlusnął z cebrzyka. Kolejna kałuża, napotkana kilka stóp dalej, była jeszcze większa, a w niej, pomiędzy dwoma wyżłobionymi przez koła korytami, leżał na boku duży, szary pies z sierścią posklejaną juchą.
Za psem leżał wóz.



Bułanek — stary, brzuchaty, a do tego przyzwyczajony do kieratu i furmanki, nie do jeźdźca — niósł wolno, niechętnie, za nic sobie mając zarówno ponaglające kuksańce, jak i nahajkę z brzozowej witki. Ani myślał wysilić się na coś więcej niż mozolny trucht, aż w końcu jadący oklep metys przestał próbować go do tego zmusić. Zresztą, nie mieli potrzeby gonić naprzód. Pora była wciąż bardzo wczesna, a jeśli wierzyć wskazówkom majstra i tartacznych chłopów, to zbliżali się właśnie do niedużego rozgałęzienia na szlaku, gdzie mus było skręcić w wyjeżdżoną drogę pnącą się po łagodniejszym zboczu parowu. Stamtąd na wyrąb nie było daleko.
Ale Pająk nigdy do rozwidlenia nie dotarł.
Jako pierwszy zaobserwował nienaturalną ciszę i spostrzegł w oddali ciemny kształt dziwnego, kanciastego wiatrołomu położonego w poprzek duktu. Bułanek za to, jeszcze nim przez głowę półelfa przemknęła myśl, że nie widział po drodze innych śladów wichury, jako pierwszy wyczuł wiszący w powietrzu zapach. Krew i śmierć. Przystanął, szarpnął uczepionym kantara powrozem, z wizgiem wciągnął powietrze, chrapiąc, przebierając w miejscu nogami. Na nahajkę odpowiedział zaskakująco żywym bryknięciem.
Zmuszając parskającego i rzucającego łbem wierzchowca do kilku chwiejnych kroków naprzód, Pająk zrozumiał, że to co tarasowało środek gościńca, nie było wcale wiatrołomem.
Wywrócony na bok drabiniasty wóz był cały potrzaskany, jego ładunek wytoczył się na drogę w spiętrzonym masywie, zaiste przypominającym powalone przez burzę drzewa. Świeżo wycięty tartaczny dąb, metys umiał już poznać się na takim widoku. Nie dostrzegł ani woźnicy, ani zwierząt, wyłącznie porytą kopytami ziemię, połamany dyszel, wyrwane koła, sterczące ostre kawałki zmasakrowanej konstrukcji. To na nich zauważył brunatne plamki i zacieki krwi.
Ludzką sylwetkę stojącą po drugiej stronie pobojowiska spostrzegł na końcu.

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 107
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Medale: 8
Miano: Cyprian de Nogaret
Rasa: Człowiek
Wiek: 25
Złoto: 0
Stan zdrowia: Okaleczona twarz.
Karta Postaci: viewtopic.php?p=4013#p4013
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=538

Re: Dukt

Post autor: Wulf » 01 sie 2020, 0:14

Zmówil modlitwę przed obliczem pańskim kilka uderzeń serca przed wzejściem słońca i pierwsze promienie oświetliły wkrótce jego okaleczoną, pogrążoną w zadumie twarz. Przepełniające go spełnienie dodawało mu werwy i nie mogąc całą noc zasnąć, wstał kiedy na zewnątrz było jeszcze ciemno.
Mijał drugi rok jego posługi i kolegium wysłało go na misję do Posady, wcale nieodległej wsi od Novigradu, przepełnionej grzechem bałwochwalstwa, z którym świętobliwy Stobra staczał nierówny pojedynek. Pójdziesz, wesprzesz brata i wraz z nim bezeceństwo zwalczysz, a jeżeli Słowo Boże i majestat Kreve nie starczy, do sroższych metod podejść lza, wszystko aby lud prosty stropić i nawrócić. Z tym poleceniem wyruszył na pielgrzymkę, samopas, bez tabołów, na łaskę ludzką zdany i tak zaufał Bogu, a ten wynagrodził go krasną pogodą, oraz bezpieczną podróżą. Żarliwą modlitwą i śpiewanymi suplikacjami wybłagał Pana o moc i wraz ze Stobrą chłopstwa Świętego Słowa poczęli uczyć. Bożki i bałwany nie zostały porzucone od razu, ale okazana cierpliwość szybko przyniosła pierwsze owoce. Nie przelała się krew, nie ucierpiała żadna dusza ludzka, a płonął stos fałszywych totemów i idoli. A wraz z nimi skwierczał delikt, snopem iskier żegnając się z wioską.
Pan odniósł zwycięstwo, a napełniony Boskim Słowem lud począł wynagradzać jego i Stobrę, lecz Cyprian do rzeczy cielesnych nie miał przywiązania, takoż wszystko zawierzył kaplicy, odmawiając też wieczerzy, gdyż dobrodziejstwo Kreve postem pragnął celebrować. Kazał sobie tylko zostawić coś na śniadanie, albowiem nadszedł czas powrotu, a wraz z nim długa podróż do której potrzebował sił. I tak właśnie, dnia następnego, po nabożeństwie posilił się trzema gotowanymi jajami, pajdą chleba i rozcieńcznym winem, pożegnał się ze Stobrą, długo i rzewnie, albowiem zdążył się zaprzyjaźnić z tym wspaniałym mężem, tak różnym od jego novigradzkich braci. Obiecawszy kiedyś tu jeszcze wrócić, wyruszył, zatrzymując się jeszcze na chwilę przed świeżo postawioną kapliczką Kreve w Posadzie i dotknąwszy medalika przedstawiającego błyskawicę, podziękował Panu i prośbę o bezpieczną podróż zawierzył.
I wracał teraz, ani lżejszy ani cięższy, równie ubogi, sadząc długie kroki w schodzonych sandałach, doceniając wspaniałe okoliczności pielgrzymki, wdychając rześkie, wiejskie powietrze, być może po raz ostatni zanim znowu przekroczy bramy Novigradu. Jednakowoż, miejskie znoje nie wadziły mu, bo choć powietrze nie pachniało tam tak wyśmienicie, to świadczyło o ludzkiej przedsiębiorczości, ciężkiej pracy i doskonałym rzemiośle, które Kreve miłował.
Zatopiony we własnych myślach nie od razu zauważył pierwsze oznaki nadchodzącej grozy, której miał być świadkiem. Nie śpiewał ptak, oniemiało robactwo, a wraz z nimi, zdawało się kapłanowi, zamarł też wiatr. To ostatnie było tylko wyobraźnią, bo za chwilę usłyszał znajomy szelest liści, lecz w tych okolicznościach wydawał się być on jeszcze bardziej złowieszczy.
Parsknięcie konia, delikatnie wibrujący, piaszczysty trakt. Cyprian podniósł wzrok i na tle wszechobecnej czerwieni ukazał się kłusujący jeździec. Koszmarny obraz uderzył w jego jestestwo z pełną mocą, tak bardzo kontrastujący z jeszcze niedawnymi przemyśleniami i dobrym nastrojem. Masakra ukazała się mu jakby znikąd i nie zdążywszy zaczerpnąć otuchy w Słowie, ludzki instynkt zwyciężył, a on sam wzdrygnął się lekko i zrobił krok do tyłu. Od razu też się począł rozglądać, szybko i odruchowo, nie wiedząc tak naprawdę ile czasu mu na to pozostało.
Bezpośrednie nieszczęście nie nadchodziło wprawdzie i nim kapłan odezwał się do jeźdźca, poprosił Pana o siłę i męstwo. I niech spoczywają w pokoju biedne dusze, do których ta krew przynależała; spokój wiekuisty racz dać im Panie.
Dobry człowieku! — zawołał, podnosząc zachrypnięty głos, a wraz z nim medalik z błyskawicą. — To wasz dobytek? Zostaliście napadnięci?

Piet Dankert
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 20 lip 2020, 18:25
Medale: 1
Miano: Pająk
Rasa: Półelf
Wiek: Około 30
Złoto: 00,00
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=540

Re: Dukt

Post autor: Piet Dankert » 01 sie 2020, 14:47

Nakaz wyruszenia na wyrąb, podobnie jak wszystkie inne polecenia w ostatnich dniach, Pająk przyjął bez emocji. Ważne było to, że ktoś wskazał mu cel na najbliższe godziny. Skoro świt wskoczył na konia i… I poczuł się jakoś inaczej. Może nawet lepiej? Tak, jakby spoglądanie na świat z końskiego grzbietu, a nie stojąc na własnych nogach, było dla niego czymś bardziej normalnym. Zaskoczony tym nowym wrażeniem ruszył w drogę.
Chwilę zajęło im ustalenie zasad współpracy, ale już po kilku stajaniach bułanek, niepomny na ponaglenia i straszenie nahajką, wybrał dogodne dla siebie tempo. Pająk zaakceptował tę decyzję i skupił się na wrażeniach, jakie wywoływała na nim jazda.
Nagle wszystkie pozytywne odczucia uleciały, a Pająk, zdezorientowany tym, zaczął się rozglądać, szukając przyczyny. Szybko skonstatował, że świat dookoła jakby zamarł – nie słychać było żadnego dźwięku. W momencie, gdy jego wzrok padł na przecinające drogę pnie, koń przerwał ciszę chrapaniem i tupaniem w miejscu. Na raz brzozową witką zareagował bryknięciem, ale w końcu postąpił kilka kroków naprzód. Pająk zaczął lustrować z końskiego grzbietu wszystko, co tarasowało drogę, aż wreszcie natrafił na stojącą po drugiej stronie zawaliska ludzką postać. Odruchowo obrócił konia w poprzek drogi, stając do nieznajomego lewym bokiem, jednocześnie do tego boku sięgając prawą ręką … Co ja robię?! – pomyślał. Ale nie odpowiedział sobie na to pytanie, bo tok myśli przerwał mu głos napotkanego.
Nie, nie mój – odkrzyknął w odpowiedzi Pająk. – Mojego pryncypała…

Wulf
Awatar użytkownika
Posty: 107
Rejestracja: 15 mar 2018, 0:12
Medale: 8
Miano: Cyprian de Nogaret
Rasa: Człowiek
Wiek: 25
Złoto: 0
Stan zdrowia: Okaleczona twarz.
Karta Postaci: viewtopic.php?p=4013#p4013
Szczegółowa Karta Postaci: viewtopic.php?f=25&t=538

Re: Dukt

Post autor: Wulf » 02 sie 2020, 18:09

Cyprian, usłyszawszy odpowiedź, wszedł z wolna w krwawy krąg, ostrożnie stawiając kroki pośród wszystkiego co mogło być istotną poszlaką. Jego wrodzona dociekliwość kazała mu natychmiast zadać sobie pytanie: czy była to przewina elfiej magii? Im dłużej się przyglądał, tym bardziej nabierał przekonania, że drugi człowiek, nawet jeżeli leżało to w jego mocy, nie zdewastowałby zaprzęgu w tak bestialski sposób. On sam nigdy dotąd nie widział czegoś podobnego.
Pryncypał, lub osoba, której kazał jechać tym wozem, prawdopodobnie nie żyła. Krew, w takiej ilości, musiała z czegoś skapieć i wątpliwym było, aby pies leżący nieopodal mógł być jej wyłącznym źródłem.
Kapłan, przeświadczony że jeździec nie jest wrogiem, ani nie stanowi bezpośredniego zagrożenia, ukoił swoje własne nerwy, nabrał powietrza i wypuścił je głośno, marszcząc brwi. Cokolwiek się tu wydarzyło, było już po wszystkim. Podszedł do okaleczonego zwierzęcia, starając się z odległości jednego kroku zaobserwować jakiekolwiek oznaki życia.
Byliście świadkiem tego, co tu zaszło? Chcecie kogoś o tym zawiadomić? — zapytał nieznajomego.
Kreve nie wystawiał na próbę bez powodu. Nie igrał ze swoimi sługami dla humoru, a stawiał przed nimi wyzwania, które zbliżały ich do Prawdy. I w tym incydencie Cyprian dostrzegał palec boży. Co chcesz mi, nędznemu ślepcowi, pokazać, Praojcze? Zdejmij bielmo z mych oczu. Natchnij mnie swą mądrością.
I w tej samej chwili coś do niego dotarło.
Konie. Nie ma koni — powiedział do siebie.

Piet Dankert
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 20 lip 2020, 18:25
Medale: 1
Miano: Pająk
Rasa: Półelf
Wiek: Około 30
Złoto: 00,00
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=540

Re: Dukt

Post autor: Piet Dankert » 02 sie 2020, 21:25

Pająk przyglądał się uważnie nieznajomemu. Nie wzbudzał on w nim zaufania, ale nie wyglądało żeby był odpowiedzialny za to co tu zaszło.
Nie, nie widziałem co tu się stało. Tak jak wy, dopierom tu dotarł.
Widząc, że nieznajomy zbliżył się do pobojowiska, Pająk zaczął powoli podjeżdżać. Z końskiego grzbietu dokładnie lustrował otoczenie. Przede wszystkim szukał śladów, które mogłyby świadczyć o ataku – bełtów i strzał. Jak pękł dyszel, to pewnie konie poniosły. Ale przecież mnie nie mijały… To pomyślawszy, zaczął rozglądać się dokładnie za ewentualnymi śladami koni i ciągniętego ułomka dyszla. Swojego bułanka starał się zmusić do objechania rozbitego wozu dookoła.
Konie w powietrze nie uleciały – rzucił, nie wiadomo czy do nieznajomego, czy do siebie. – Może poszły w las. Mam nadzieję, że młody pobiegł za nimi…
Widząc jednak psi zewłok, Pająk nie łudził się, że znajdzie woźnicę żywego.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1147
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Dukt

Post autor: Dziki Gon » 09 sie 2020, 23:57

Scena domniemanego wypadku, choć obaj przybyli na miejsce świadkowie za wypadek zdecydowanie go nie uważali, prezentowała się zaiste zagadkowo, by nie powiedzieć: podejrzanie. Krwi, wbrew pierwszemu wrażeniu, nie było wcale dużo i nie była ona całkiem świeża, zwłaszcza maleńkie ślady otarć oraz bryzgnięć na tym, na ociosanych pniach i na tym, co pozostało z wozu. Zarówno klecha, jak i tartaczny najemnik potrzebowali dłuższej chwili, by połapać się w plątaninie połamanych elementów furmany oraz rozsypanego ładunku, zdołali jednak wypatrzyć między koleinami ślady dużych, okutych kopyt omijające wóz i ostro odbijające ku stromemu, rozkopanemu zboczu parowu. Spłoszone zaprzęgowce, potrzaskawszy dyszel, musiały faktycznie pójść galopem miast przed siebie, to nazad i bokiem, gdzieś w las. Kawałek solidnej skórzanej uprzęży zwisał smętnie ze złamanej belki, o którą pewnie zahaczył.
Potem, pośród odcisków kopyt, dostrzegli coś więcej: ślady stóp. Znacznie płytsze i mniej wyraźne, ale niewątpliwie należące do kogoś, kto biegł na oślep, w panice. Potknął się i to nie raz. Wyglądało na to, że uciekał w podobnym kierunku, co konie.
Półelfa zwanego Pająkiem coś ścisnęło w podbrzuszu, kark mrowił go ostrzegawczo. Sam nie mając pojęcia, czemu i skąd, jakimś cudem wiedział, pewny był, że coś w tym obrazku bardzo się nie zgadzało, czegoś w nim brakowało. Wzbudzał w nim dziwne uczucie. Uczucie, że oglądał już podobne obrazki — dziesiątki ich, setki, podobnych i różnych zarazem, jakby towarzyszył im jakiś stały wzór, którym tym razem został przełamany, budząc słuszną niepewność i niepokój. Jaki wzór? Co widział dziesiątki, setki razy, a co widział teraz? Nie wiedział, nie, nie pamiętał. Chyba nie. Bułanek odmawiał podejścia bliżej, tańczył i wspinał się na zadnich nogach, błyskając białkami pełnych strachu oczu. Gdyby mógł, bez wątpienia obróciłby się w miejscu i czym prędzej pogalopował z powrotem do swojego kieratu.
Zbliżywszy się do porzuconego we wsiąkniętej w piasek kałuży psa, Cyprian de Nogaret również poczuł w ciele mrowienie, lecz on wiedział od razu, co oznaczało. Zimny dreszcz odezwał się w plecach kapłana. Zło. Nic więcej, po prostu Zło, zagłuszające wszystkie myśli, przepędzające wszystkie sny. Pies, leżący na boku, był bez wątpienia martwy. Nie poruszał się i nie oddychał, to po pierwsze, po drugie: od wyrwanej żuchwy po rozprutą w pionie jamę brzuszną został chyba całkiem wypatroszony.

Piet Dankert
Awatar użytkownika
Posty: 10
Rejestracja: 20 lip 2020, 18:25
Medale: 1
Miano: Pająk
Rasa: Półelf
Wiek: Około 30
Złoto: 00,00
Stan zdrowia: Zdrowy
Karta Postaci: viewtopic.php?f=10&t=540

Re: Dukt

Post autor: Piet Dankert » 11 sie 2020, 7:45

Dokładne zbadanie miejsca, a zwłaszcza odnalezienie odcisków stóp, dały Pająkowi nadzieję, że cała sytuacja nie była tak tragiczna, jak się początkowo wydawało.
Zauważywszy ślady pozostawione przez konie i woźnicę, chciał od razu popędzić tym tropem. Plany pokrzyżował mu jednak wierzchowiec, który zdecydowanie nie miał ochoty podążać w tamtą stronę. Zbiegło się to z dziwnymi i niepokojącymi przeczuciami, które obudziły się w Pająku. Ale jednocześnie poczuł też coś, czego od, No właśnie, od ilu dni…? – pomyślał, nie czuł – prawdziwą motywację do działania, która pochodziła od niego samego, z jego wnętrza, a nie została wzbudzona przez czyjeś polecenie.
Tam uciekły konie i woźnica – rzucił do drugiego z obecnych, wskazując jednocześnie zbocze parowu. Zeskoczył z boczącego się konia i przywiązał go porządnie do jednej z leżących kłód.
Już chciał ruszać w tamta stronę, ale powracający niepokój spowodował, że powstrzymał się i zaczął rozglądać za jakimś kawałkiem drewna, który mógłby robić za pałkę.
Idę poszukać chłopaka – powiedział, kierując się powoli w stronę pozostawionych przez uciekającego ślady.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław