Cichy zakątek

Obrazek

Sąsiadująca z Novigradem puszcza jest starsza nawet od samego miasta, a przy tym nie mniej tętniąca życiem. Stanowi największą ostoję nieskażonej człowiekiem przyrody w całej Delcie Pontaru.


Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 10 lis 2018, 23:30

Obrazek


Najstarsze zwierzęta w lesie znają to miejsce, ukryte na dnie samotnego wąwozu, gdzieś w sercu puszczy. Znużone chorobą lub długim życiem, przychodzą tu umierać, umościwszy sobie ostatnie posłanie wśród kości poprzedników. Nie rośnie tu wiele: cienkie grzyby o śliskich kapeluszach, drzewa o pokręconych konarach, ciemnych jak obsiadające je ptaki. Głodne i wyczekujące, jako jedyne ośmielające się przerywać tutejszą ciszą zniecierpliwionym krakaniem. Uzbrojone w groty i niosący śmierć metal dwunogi nazywają okolicę „cichym zakątkiem” i na przekór niewinnej nazwie, wystrzegają się go jako przeklętego uroczyska. Roztropnie, bowiem wszystko, co wkroczyło na wilgotną i parującą ziemię padołu, nie powinno go opuszczać.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 09 gru 2020, 22:25

Z oparu mgieł spowijającego poskręcany las, wyprowadził ją ku wąwozom. Tu opar był rzadszy, lecz wciąż obecny. W przeciwieństwie do poprzedniego uderzał w nozdrza niejasnym skojarzeniem zapachu. Parując znad ciemnej i wilgotnej ziemi, snuł się dnem rozciągającego się przed ich oczami płaskiego parowu, na którego skraj dostali się krótką, przetartą wśród paproci ścieżką.
Zachowaj ostrożność — nakazał jej. — I szacunek. Jesteśmy na cmentarzysku.
Jesteśmy tu — podjął, zatrzymując się na skraju niewysokiego, ziemistego zbocza, z którego wystawały macki uschniętych korzeni. — Bo sądzę, że znajduje się tutaj coś, czego być nie powinno. Coś żywego.
Mężczyzna zmilczał kolejne sekundy, zapatrzywszy się na wapor otaczający woalem wyrastające z dna bezlistne drzewa i krzewy. Na wyściełające wgłębienie drobne, białe kamienie, które po wnikliwszej obserwacji okazywały się nie być kamieniami. Dłoń elfa przesunęła się na rękojeść zakrzywionego miecza w paradnej pochwie zdobiącego jego pas.
Zrozumiem, jeżeli zechcesz zaczekać.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 122
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 10
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Cichy zakątek

Post autor: Aid » 18 gru 2020, 21:14

Przygoda mogła być pożądana. Mogła przynosić wiele. Instynkt parł nogi do przodu w poczuciu obietnicy jakiegoś łupu, z każdym krokiem jednak atmosfera zmieniała się. Gromki zapał zaczął się krztusić sam sobą w obliczu coraz to bardziej ponurej okolicy. Nie mając dłużej bodźca innego niż własne skojarzenia i chęci, brawura powoli uchodziła z wnętrza.
Elfka nie miała ani drobiny elegancji, czy wyniosłości Codraira. Jej chęci, obawy, czy intencje można było łatwo odczytać. Wystarczyło się nieco przyjrzeć zachowaniu. Wciąż ją pchało do akcji, ale cmentarzysko wywarło na niej wrażenie. Kroki przestała stawiać tak śmiało jak przez ostatnie kilkanaście minut. Czuła się zdecydowanie nieswojo zakłócając tutaj spokój swoją obecnością. Żywi nie powinni byli się tutaj kręcić, a tym bardziej nocą. Nie mówiła o tym, nie musiała, acz pozostawienia Codraira samemu sobie wedle jego "wyrozumiałości", nie wchodziło w rozpatrywanie.
— Jak razem to do końca — Odparła krótko. Był jedyną osobą, która była zdolna ją tutaj przyprowadzić i całkiem możliwe, że jedyną, która ją stąd wyprowadzi. — Będę pilnować twoich pleców, tuż za tobą, ewentualnie zareaguję. — zadeklarowała swoją rolę, chwytając pewniej łuk i wyciągając strzałę ponownie.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 29 gru 2020, 23:13

Codrair przytaknął z zagadkowym uśmiechem, rozwiązując zaciągnięty pod szyją rzemień płaszcza.
Okrycie spłynęło z niego miękko, spoczywając na wilgotnej trawie za jego plecami. Drobno plecione kółka misternej kolczugi zabłyszczały jak stal w świetle dogorywającego słońca. Codrair poruszył się w miejscu, pozwalając pancerzowi lepiej się ułożyć. A chwilę potem, nie zdejmując dłoni z rękojeści swej krzywej klingi, bezszelestnie zjechał w dół niewysokiego zbocza, zanurzając się we mgle na dole.
Podążająca jego śladem Aideen musiała stąpać ostrożnie. Drobne suche kości oraz martwe gałązki pokrywały dno płytkiego wgłębienia dość gęsto, by jej stopa z trudem trafiała na wolne miejsce. Owady roiły się pośród żyznej, wilgotnej ziemi i drobnych szczątków. Wielka brązowa skolopendra wychynęła zwinnie z oczodołu sarniej czaszki, kryjąc się pomiędzy zbiorowiskiem grzybów o oślizgłych, spiczastych kapeluszach skupionych wokół omszałego głazu. Potężne bezlistne drzewo, niby monstrualny pająk stopniowo wyłaniało się z mgły z każdym ich krokiem. Stłoczony na jego gałęziach czarnoskrzydły sejmik przyglądał im się w nienaturalnym milczeniu, przekrzywiając łby i wlepiając w przybyszów ciemne, połyskliwe jak antracyty guziki oczu. Zupełnie jak gdyby oczekiwał ich przybycia.
Codrair zwolnił kroku. Sam również stąpał z uwagą, wymijając skupiska drobnych kostek, przekraczał grożące zdradą samorodne kupy chrustu zrzucane przez konary nagich kolosów oraz skarlałych, kolczastych krzewin trzymających się na uboczu. Choć mgielny opar winien być ich sprzymierzeńcem przed postronnym i niepożądanym wzrokiem, starszy elf kilkukrotnie, z sobie tylko znanych powodów, prowadził ich z dala od mętnych zasłon ronionych przez ciemną, pulsującą ziemię. Wyminęli bezlistne, czarnopióre drzewo, zbliżając się do północnego skraju niecki. Tam Codrair zatrzymał się nagle.
Nie musiał zwracać jej uwagi. Zobaczyła to w tym samym momencie co on. Szczątki — zwierzęce lub istoty rozumnej, licznie rozproszone po okolicy. Rozczłonkowane na tyle drobno, by nie dało się zrazu stwierdzić, do kogo lub czego należały. Od pozostałych resztek odróżniające się w zasadniczym detalu, jakim był stopień ich rozkładu.
Były świeże. Posoka, czerwona nawet w cieniach i mgłach, zdawała się krzyczeć ku nim z odległości. Wsiąkająca w ziemię, znaczącą ją krwawymi plamami. Ją oraz kły i pazury, tego, co ujrzeli przed sobą.
Było wysokie pomimo pokracznej pozycji, którą przybrało, przykucnąwszy nad świeżą jeszcze stertą sinokarminowych wątpi, pożeranych przezeń w milczeniu i znanych elfce, ohydnych odgłosów podsuwanych przez wyobraźnię. Na pierwszy rzut oka zdawało się bardzo podobne do człowieka. Aideen wiedziała, że nie było nim nad wszelką wątpliwość.
Codrair powoli i cicho jak wiatr, odsunął się na bok, instynktownie lub przezornie schodząc jej z linii strzału. Ucztujący upiór był widać zbyt pochłonięty padliną, by zwrócić na nich uwagę. Myszołów obrócił kamienny profil w kierunku towarzyszącej mu elfki, posyłając jej nieme pytanie zawarte w insensywnym spojrzeniu. Chciał wiedzieć, co zamierza zrobić.
► Pokaż Spoiler

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 122
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 10
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Cichy zakątek

Post autor: Aid » 12 sty 2021, 0:09

Uprzednio wspomniana półszeptem reakcja miała nastąpić szybciej, niż się spodziewała. Nakryli potwora na żerowaniu. Żadnego tropienia, śledzenia. Myszołów najpewniej w jakiś sposób był przekonany o sytuacji. Przybyli najwidoczniej tylko zabić trupożercę, który wyłonił im się przed oczami. Ten pochłonięty w rozsmakowaniu, nie zorientował się jeszcze. Udało im się go podejść, a łowczyni stężała mina w skupieniu, jakby lada moment miało się coś wydarzyć nieoczekiwanego. Czy uważnie zapamiętała podłoże na którym stała? Gdzie jest najbliższa zasłona?
Chwilowe zagwozdki natury przezornej rozpłynęły się w umyśle, kiedy Codrair spojrzał na nią, chcąc się upewnić zamiarów i w pewnym sensie zaprosić do działania. A zamiary były proste. Dostrzegli drania pierwsi i skoro debiut należał do niej, nie miała zaprzepaścić przewagi. Swobodnym ruchem podjęła strzałę do cięciwy. Ruchem szybszym naciągnęła ją i wstępnie wymierzyła, ale nie zwolniła łuku. Ofiara była przed nią. Wzrokiem podjęła perspektywę grotu a potem z kolei truchła, które już wkrótce miało się nie ruszać wcale. Wzięła wdech. Smród śmierci popędził aż do żołądka. Obraz stwora napawał ją obrzydzeniem, pogardą. Zasługiwał na potępienie, stwierdziła krótko i myśl wzięła do serca. Celowała dłużej aby posłać strzałę głęboko w nogę, w domniemane udo stwora. Na samym końcu wydechu zwolniła cięciwę.
Wiedząc, że to nie polowanie na uciekającego jelenia, zrobiła od razu krok w bok, aby odejść jeszcze bardziej od linii Codrair-Potwór, chcąc zaraz zaatakować ponownie.

► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 12 sty 2021, 22:45

Podłoże, na którym stała było mieszaniną, użyźnionej, parującej gleby oraz drobnych kości. Najbliższą zasłoną była ta utkana z mgieł wokół nich, z bardziej materialnych — pień zakruczonego drzewa nieopodal.
Łowczyni osadziła szyp na cięciwie, przymierzając się do strzału. Skupienie jej wzroku balansowało od czubka grotu do odległego, posilającego się celu. To, że bestia nie zdążyła ich przyuważyć i nie zrobiła tego pierwsza, zawdzięczali wszechobecnemu oparowi oraz zachłanności, z jaką monstrum oddawało się pożeranym właśnie resztkom. Ghule, jak większość potworów miewały ostre zmysły, w tym wzrok, który potrafił niezgorzej obywać się bez światła. Wycofywanie się we mgle, narażało ich na ujawnienie i zmarnowanie szansy, którą dawał im zaskakujący wroga atak, nawet jeżeli przeprowadzony nagle i nieco pochopnie.
Aideen wypuściła oddech razem z cięciwą. Na ułamek sekundy strzała zniknęła jej z oczu w pędzie, cieniach i mgłach. Odnalazła ją w nagłym zrywie i bólu nekrofaga — stwór poderwał się zaskoczony, porzucając truchło. Nie wydał przy tym prawie żadnego dźwięku, a przynajmniej żadnego, do którego zdolny byłby człowiek. Dziwna, przejmująca dreszczem mieszanka ochrypłego wizgu, niby mezalians szeptu z wilczym warkotem opuściła gardło stwora, który w chwili uderzenia obnażył paszczękę pełną szpiczastych kłów, błyskając krwawo długim, oślizgłym jęzorem. Ghul był niezwykle chudy, o kościstej wręcz sylwetce. Widząc jego pokracznie prostującą się postać, przysięgłaby, że jest w stanie policzyć wszystkie kręgi jego kręgosłupa. Wiedziała, że jest to złudny pozór — cienkie i żylaste mięśnie trupojada pozwoliłyby mu na pasowanie się z największymi siłaczami. A w razie potrzeby na dognanie żywej zdobyczy. O czym miała wkrótce się przekonać.
W czasie nie dłuższym niż zajmuje zamknięcie powieki, stwór zlokalizował pośrednią sprawczynię swojego bólu. W czasie krótszym niż mgnienie, pomimo wyprostowanej sylwetki, opadł na czworaki, by ruszyć przed siebie w pokracznym, ni to małpim, ni to wilczym biegu, odciążając trafioną kończynę trzema pozostałymi. Z lewej dolnej sterczała mu lotka barwionej na żółto strzały, zatopiona przynajmniej do połowy. Myśl o tym, jak to możliwe, by tkwiła tak głęboko, pomimo niemal całkowitego braku mięsa na chudym stworze była jedną z ostatnich, jakie miała, nim biegnący w jej kierunku stwór spiął się do skoku z wyszczerzonymi kłami i rozczapierzonymi pazurami. Mimo ostatnich metrów odległości, Strażniczka poczuła jego oddech, odór samej śmierci, trudny do porównania z czymkolwiek innym.
Od szarżującego z zaskakującą sprawnością potwora dzielił ją może sążeń.
A także postać zwijającego się w półpiruecie z obnażoną klingą Codraira, który nieomal zderzył się z wyciągającą pazury w locie bestią.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 12 sty 2021, 23:18

Szerokie, wyglądające tępe pazury, zdatne przy rozgrzebywaniu mogił w sposób niepojęty i nieuchwytny dla jej percepcji minęły obracającego się tuż przed pyskiem ghula Codraira, żywego i nieuchwytnego niby żywe srebro. Niby żywe srebro, choć ognistym poblaskiem, błysnęła dzierżona przezeń klinga, którą sposobił do ciosu, jeszcze w obrocie, wymijając stojącego mu na drodze ghula. Zwód, choć pełen gracji i wprawy, nie przyszedł Myszołowowi z łatwością, ani nie ustawił go w dogodnej pozycji do ciosu względem oponenta. Elf uderzył praktycznie na ślepo, w bok, siłą odruchu i gubionego pędu. Zakrzywione ostrze przecięło powietrze po jego prawej stronie i z pewnością dosięgnęłoby celu, gdyby ten był tam w pozycji wyprostowanej. Jednakże, po niedawnym susie, ghul wciąż warował przy ziemi, z wolna unosząc swój ohydny, bezwłosy łeb, a ciało na przednich kończynach. Kończyste kły błysnęły sardonicznie w zniekształconej, z bliska coraz mniej ludzkiej paszczęce, z zapowiedzią najpaskudniejszej intencji.
Spar'le, va! — zakrzyknął, obracając się razem z kaskadą wzburzonych włosów, zwracając uwagę bestii wyjącą w młynku klingą, ponownie przecinającą powietrze nad jej głową.

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 122
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 10
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Cichy zakątek

Post autor: Aid » 21 sty 2021, 16:22

O ile do tej pory myślami można było wertować i przebierać w nastrojach i nastawieniach, tak ten czas dobiegł właśnie końca. Krew szumiała w głowie od tańczących dreszczy na ciele, a serce biło na potęgę mocy, jaką tylko potrafiło z siebie wydusić. Aparycja jak i gniew i żądza mordu stwora docierała do wnętrza, głęboko wdzierając się w trzewia, budząc w pełni to co miało się w środku i zalewając skórę potem.
Łowczyni rzadko miała okazję odczuwać coś tak silnego. Wolę przetrwania i życia, a ta nigdy nie bywała bardziej klarowna i intensywna, jak w chwilach śmiertelnego zagrożenia, które miała przed oczyma. Drogi były dwie, uciekać lub walczyć do samej śmierci. Strażniczce jednakże znana była tylko jedna droga.
W milczącym pośpiechu sięgała już po strzałę i wymierzyła kolejny raz. Poczyniła również kroki, aby zwiększyć dystans i chwycić szypem z innego kąta nekrofaga, aniżeli ryzykować trafienie Myszołowa. Grot ponownie znalazł się w dobrze znanej jej perspektywie, kiedy szybko naciągnęła łuk. Czuła, że stwora trzeba zabić jak najszybciej. Był po prostu za szybki, a zadana mu w nogę rana nie wywarła spodziewanego efektu. W ubiegłym przebłysku zdarzeń zdołała zauważyć. Mierzyła wnet w potwora ogniskując wzrok w punkt, który chciała przebić, i puściła strzałę.
► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 25 sty 2021, 21:16

Przesunąwszy się, by wykluczyć Codraira z linii strzału, ponownie obrała monstrum na cel, zwalniając napiętą cięciwę. Ghul, przypadłszy do ziemi, naprężył cherlawe, zwieńczone pazurami kończyny z zamiarem dosięgnięcia błyskającego klingą elfa. Rząd kłów w jego spotworniałym, z grubsza ludzkim obliczu odsłonił się ponownie z mrożącym krew warkotem.
Uwolniona przez Aideen strzała uderzyła go w chwili gdy prostował się do uderzenia. Uderzyła z mocą, obalając siłą bólu oraz nagłego impetu, przebijając nagie, blade ciało nieco poniżej wysokości kościstego barku. Wlokąc ze sobą na wylocie krwawy warkocz, który w srebrnym świetle nie wiedzieć kiedy wzeszłego na nieboskłon księżyca zdawał się być czarny niby onyks. Bestia upadła na bok. Słaniając i powarkując, niepodobnym u człowieka wysiłkiem, próbowała dźwignąć się na czworaki. Zamiar udaremniło jej pióro zakrzywionej klingi Myszołowa, sztychem miłosierdzia dosięgając chudej piersi potwora w miejscu, gdzie większość człekokształtnych istot zwykła miewać serce. Warkot przeszedł w bulgot, ślamazarne ruchy w spazmy, by w końcu stać się ledwie dostrzegalnymi podrygami. Nekrofag odchodził długo, niemal bluźnierczo nienaturalnie, gasząc blask ślepego głodu i wściekłości spod trzepocących powiek.
W końcu znieruchomiał, dołączając do tego, co niegdyś było mu żerem. Myszołów, przez cały ten czas nieruchomy niczym posąg, wyciągnął naznaczoną ciemną krwią klingę z martwego mięsa. Mgielny opar spowijał go wkoło, stężała twarz nie wyrażała niczego poza skupieniem. Aideen dostrzegała jednak, że nawet on z trudem maskuje przyspieszony oddech. Milczał, by dać mu się uspokoić. A może zwyczajnie, z przyzwyczajenia.
Ess deireádh — skonstatował, patrząc na przyszpilone niedawno ciało, rozciągnięte u jego stóp w niestężałej jeszcze pozie.
Elaine spar, luned — dodał, podnosząc na nią wzrok, spod opadającej mu na twarz kaskady włosów, szybkim ruchem nadgarstka strzepując nadmiar krwi z ostrza na parującą mgłami ziemię. — Ale następnym razem niech to właśnie taki jak ten będzie pierwszym.

Właśnie wtedy starszy elf zrobił coś zaskakującego. Jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się do niej oraz przybywających na ciemniejące niebo gwiazd, krótkim, zagadkowym uśmiechem, który w dziwny i niesprecyzowany sposób kojarzył się jej z wilkiem.
Nie zdążył cię drasnąć?



► Pokaż Spoiler

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 122
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 10
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Cichy zakątek

Post autor: Aid » 08 lut 2021, 10:27

Wywłoka w postaci rozciągniętego truchła posłusznie przylegała do ziemi. Żądza przygód u elfki szybko ostudziła się, mając czas, aby przyjrzeć się stworowi i otoczeniu szczególnie. Dostała czego chciała. A nawet niezmiernie lżej jej było, widząc, że jej chwilowe ambicje w postaci wymarzenia sobie kilku, a nie jednego stwora, nie uległy urzeczywistnieniu. To nie była zabawa, choć dreszcz i pęd był niezapomniany. Pewnie myślami do tego wróci, ale skarciła się w myślach, że nigdy nie powinna rozrywki w takich miejscach szukać.
Acz czy nie był to pierwszy położony potwór z jej udziałem? Tak na prawdę. Wcześniej ich tylko unikała, a to opowieści i wiedza przekazana czyniła figle w wyobraźni. Teraz zaś miała przed sobą realny obraz, jak to wygląda. Obrzydliwy, przerażający paszkwil obryzgany czarną mazią, która robiła za krew, leżał. A mogła być to ona, przedstawiając równie nieprzyjemny widok. Nie odpowiedziała słowem Codrairowi, ani na pochwały, pouczenia, czy zaczepkę, kiedy poszła spokojnym krokiem w milczeniu odebrać strzałę, co przebiła się na wylot. Podarowała mu tylko przedłużone spojrzenie w którym mógł dostrzec ulgę, ale i ciągłą niepewność. Przymierzyła się wnet do wyciągnięcia tej strzały, która wbiła się głęboko w kończynę potwora.
Pochylając się nad nekrofagiem, odór smrodu wykrzywił jej twarz w kwaśną minę i sprawił, że odwróciła głowę mimo woli. Zacisnęła jednak szczękę i zmusiła się, aby jednak zwrócić się ku trupowi, żeby widzieć jak tu się za to zabrać. Trzeba było to jednak zrobić umiejętnie, aby przypadkiem nie upaćkać się śmierdzącą i potencjalnie szkodliwą juchą.
— Na nasze pierwsze wyjście z Elagerem, polowaliśmy na lisa. Teraz jak lis, wymyka się mi i nie jest szczery. — Powiedziała z intencją, aby dotarło to uszu Myszołowa. Chwyciła za pióra i promień, powoli zacisnęła palce. Drugą dłonią przyłożyła niechętnie do niezakrwawionego ciała obok rany. — Mam nadzieję, że masz niewiele wspólnego z tym tutaj przyjemniaczkiem — Półżartem dodała już przez zęby, napierając siłą, aby odzyskać własność.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 09 lut 2021, 19:02

Mimo najlepszych chęci i ostrożnych prób udało jej się odzyskać tylko jedną strzałę, tę zatopioną w udzie. Druga i śmiertelna okazała się połamana, z drzazgami i częścią lotki wciąż tkwiącymi w tężejącym właśnie ciele nekrofaga. Mimo niewielkiego wlotu, tężejąca krew w nakłuciach po jej szypach roniła grube krwawe krople, niczym świeża, otwarta rana. Zwykły krzemienny grot nie byłby w stanie tego sprawić. Magia zaklinająca jej strzały ewidentnie działała.
Milczący Myszołów stanął u jej boku, z chłodnym zainteresowaniem taksując się ustrzelone właśnie monstrum, ale jego niedawny, wyglądający na niemal świeży żer. Półżartu nie zechciał skomentować. Jego piękna szablica, niepojona krwią spoczywała z powrotem u pasa w ozdobnej pochwie, kiedy przechadzał się wokół obnażonych szczątków.
Wasza obecność i dzisiejsze anomalie nie są przypadkiem — powiedział, obchodząc łukiem miejsce masakry, oddaliwszy się na tyle daleko, by mgły rozmyły jego sylwetkę, lecz wciąż jeszcze dość blisko nie zniknąć jej z widoku i być słyszanym. — Kim jest Elager?

Aid
Awatar użytkownika
Posty: 122
Rejestracja: 16 gru 2019, 12:35
Medale: 10
Miano: Aideen Floh'riha
Rasa: Aen Seidhe
Wiek: 43
Złoto: 240 denarów
Stan zdrowia: Daje radę
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2832#p2832
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?p=2838#p2838

Re: Cichy zakątek

Post autor: Aid » 11 lut 2021, 14:06

Starannie wytarła ocalałą strzałę o skrawek materiału trzymany na taką okazję w woreczku przy pasie. Wnet czternasta strzała powróciła do kołczanu. Piętnasta spełniła swoje przeznaczenie i miała pozostać z trupożercą, aż sama ziemia ją pochłonie. Wstała znad zwłok i powiodła wzrokiem po okolicy. Usłyszawszy pytanie od Myszołowa, nieco wahała się odpowiedzieć:
— To ten przez którego, a może raczej dzięki któremu jestem właśnie tutaj, a nie gdzie indziej. — Cyknęła dwa razy w udawanym podziwie wobec własnej wypowiedzi, jakaż to ona była olśniewająco wyjaśniająca. Cicho westchnęła jeszcze, jakby temat uporczywie i rzeczywiście najbardziej jej ciążył ze wszystkich problemów na świecie. — Mamy ze sobą wiele wspólnego. To jeden z seidhe pochodzących właśnie z okolic Novigradu, co przybył na ostatnie naście lat w moje strony, w góry. Przekonał mnie, że to istotne, aby wybrać się z powrotem w okolice jego miasta. Że tutaj można dokonać dobrej wymiany handlowej, dzięki której uda nam się lepiej przygotować na nadchodzącą zimę... Pech że trafiliśmy w czas panowania zarazy, a i okolicznych seidhe nęka zdecydowanie więcej goryczy, niż się spodziewałam. — Zawisnąwszy wzrok na okolicznym, spowitym mgłą martwym drzewie, szukała odpowiednich słów, jakby te wisiały na chudych gałęziach i czekały na zerwanie. Nie znalazła jednak nic, co można było zerwać. Po krótkiej pauzie odezwała się ponownie. — Wychowałam się z dala od dh'oine we wspólnocie koczującej w górach i lasach. Nie znam wojny jaką prowadzą Scoia'tael. Może jedynie ze słownego przekazu. Elager musiał wiele przeżyć, więcej niż mi opowiedział. Zachowuje się inaczej, jakby ktoś go zaklął, ukrywa coś. Próbuje mnie chronić, albo wykorzystuje. Sama nie wiem... — Chciała wierzyć, że to pierwsze, drugi scenariusz wydawał się być zbyt bolesny i upokarzający. — Mówisz, że nasze przybycie coś zwiastuje, co takiego? — Zapytała szukając jakiegoś ukrytego sensu w tej całej wyprawie i rozejrzawszy się, powolnym krokiem ruszyła, aby dołączyć do obchodów Codraira. Ten kręcąc się po cmentarzysku, niby cierpliwy, samotny wilk zwęszył jakiś trop i szukał dalej cennych wskazówek. Tak jej się kojarzył w tej swojej niezwykłej zbroi, z bronią i drapieżnym poniekąd, a z pewnością wciąż skupionym wzrokiem. Była niezmiernie ciekawa co ma jej do powiedzenia w związku z tym wszystkim co zaszło i co miało zajść dalej. I jaką rolę wedle jego mniemania miała tutaj odegrać. Póki co zaciukali ghoula w zakazanym dla niego miejscu.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1701
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Cichy zakątek

Post autor: Dziki Gon » 14 lut 2021, 21:42

Więc Elager to twoje przeznaczenie — dopowiedział sobie filozoficznie Codrair, niezrażony jej pierwszą, pozbawioną eksplicytności odpowiedzią. Elfka mogła ujrzeć jak starszy Seidhe pochyla się krótko nad ciemną, parującą powierzchnią, wyszukując w niej czegoś, czego nie była w stanie dostrzec przez gęstość oparu.
Macie za sobą daleką drogę. — Mężczyzna wyprostował się, otrzepując urękawiczoną dłoń z ziemi, podzwaniając lekko opatulającą go kolczugą. Słowo „gorycz” wypowiedziane przez Aideen zwróciło jego uwagę oraz wywołało trudną do odgadnięcia reakcję, która na krótko odmieniła jego oczy. — Tak. Dziwisz im się?
Na jej pytanie nie odpowiedział od razu. Odsunął się kawałek, wracając pod bezlistne drzewo, z którego kruczy sejmik przyglądał im się uważnie pośród nagich konarów, wlepiając w nich czarne, połyskliwe paciorki oczu.
Zwiastuje? Nie. Myślę, że jest czegoś przyczyną. Zamierzam się tego dowiedzieć czego dokładnie. — Codrair oddalił się kawałek od truchła, stając niemal pod samym pniem ciemnego, powykręcanego drzewa. Łagodnym gestem dłoni nakazał jej to samo. — Wiesz co czyni to miejsce niezwykłym?

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław