Sortownia i warsztaty

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 29 lis 2018, 14:14

Obrazek


Osiedle drewnianych baraków zorganizowanych wokół błotnistego placu dna kamieniołomu, gdzie sortuje się rudę i pozostały urobek. Tuż przy rampie przeładunkowej, pomiędzy krytymi korą chatami, znajduje się stolarnia wyrabiająca rusztowania do kamieniołomu oraz szalunki do szybów. Otacza ją kilka mniejszych szop, w których składuje się górnicze parafernalia. Jedynym kamienny budynkiem jest murowana siedziba gwarectwa z zarządem rudokopu na skraju samego kotła. Pomiędzy budynkami rzadko kiedy panuje spokój, jeszcze rzadziej porządek i nigdy przed fajrantem. Wagony tłuką się na szynach, warsztaty hałasują, a ludzie i nieludzie spieszą z kopalni i nazad, by wyrobić z normami za wczoraj. Terminy, w przeciwieństwie do kopalni, nie mogą zostać zawalone.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 21 mar 2020, 17:42

Baldo podał jej grube, upstrzone czarnymi plamami po węglowych wżerach łapsko, wycierając je uprzednio w spodnie. Gestem drugiego, swobodnego wstrzymał ją od przesunięcia korony po blacie.
Pogadajmy, ale zostaw — wychrypiał. — Niech nie polewa. Nie tego. — Nosem wskazał kufel, z którego ewidentnie pito coś przewidzianego na kielich. Albo kałużę. — Wstyd przed gośćmi tylko.
Karczmarz, stary grzyb spojrzał niepewnie na naraz wstydliwego Baldo, oblizał i podziwował na złotą monetę na blacie.
Piwa ci zostało. Wiem, że masz. Tego daj. — Stary odburknął mu coś i przyjął zamówienie, nie myśląc się kłócić z nosaczem. Ani tym bardziej z porządną walutą na blacie.
Do rozmowy wrócili przy piwie i kawałek dalej. Baldo, choć pierwszą trzeźwość miał już za sobą, okazał się być słuchaczem nadto przytomnym i uważnym, nie tylko rozumiejącym co się doń mówi, ale odpowiadając. Często nad wyraz składnie.
Jako dwa a dwa cztery — potwierdził oczywistość, jaką była chęć odkorkowania kopalni i powrotu do rycia w litej skale za chlebem. Jednak na następne stwierdzenie białowłosej miał obruszyć się wyraźnie, tak że nos poczerwieniał mu ze złości.
Jak żadnych dowodów?! To co, myśmy zarzucili robotę dla krotochwili, wystraszywszy się tąpnięcia? Co to kurw… Kurewka, ma być, jeśli nie monstrum? — W ciszy jaka zapadła w udającej knajpie budzie z wódą i słabym piwem, ucichli nawet perorujący opodal górnicy. Rozlegało się wyłącznie chrapanie, które słyszała tu, wchodząc. — A ino, że potrafimy. I poradzilibymy, gdybymy wiedzieli jak.
Po drugim łyku nastała dłuższa chwila milczenia ze strony jej krasnoludzkiego interlokutora, ani chybi zagospodarowana przyswajaniem informacji, wyłuskanej z potoczystej i kwiecistej mowy cudzoziemki. Baldo słuchał, marszcząc brwi i wyłapując wszystko, co potrzebne. I zgadzając intensywnym potakiwaniem na przyrównanie Adolfa do fiuta. Nie ulegało wątpliwości, że spostrzeżenie przydało jej wiele wiarygodności w oczach karła.
Jasne — zamlaskał, kiedy skończyła. — Uzora. Już, już. — Gestem dłoni dając jej znać, żeby nie ruszała się z drobnego zydelka, ruszył w kąt budy, z którego dobiegało chrapanie. Jego źródło, w postaci drzemiącego krasnoluda, o nieludzko usmolonej sadzą twarzy i brodzie, zostało złapane przez Balda za bety i wytrzęsione, podczas gdy trzęsący próbował doń dotrzeć treściwymi ochrypniętymi słowy, których strzępy docierały do niej nawet z końca „Fajrantu”.
Barani flaku… Z demonstryzacji… Pytać będą… Wstowej, mówię!
Na poły go wlekąc, a za poły trzymając, doprowadził smolucha do stołu i usadził go przy nim, na wpół przytomnego, kiwającego się i bełkocącego coś pod nosem jak czarownik nad warzoną konkokcją. Dwa połyskujące punkty w czarnej masce były otwarte, ale próżno było szukać w nich śladu rozgarnięcia.
Baldo zacharkał, zajmując opuszczone wcześniej stanowisko.
Wiem jak ta swołocz wygląda — zaadresował mastodonta w komorze. — Ale ręczę, że zdołam się z nim dogadać. I przetłumaczyć.
Ugor, z właściwym wyczuciem czasu zabulgotał się cały od wewnątrz i wyciągnął trzęsącą się rękę w kierunku naczynia Baldo, które tamten roztropnie usunął mu z zasięgu. Spod osmolonej warstwy krasnoluda będącego myślami w innej Sferze wydobył się kolejny gulgot. Brzmiący jakby wyrzutem.
Za dużo nie widzieliśmy, panienko — zaczął swą opowieść nosaty. — Nadto byliśmy zajęci spierdalaniem, za przeproszeniem, przed walącym się nam na łby szybem. Bo widzicie, rzecz w tym, że babok nie tylko zżera i zabija górników, ale i wali szyby. Połowę chłopaków, ale tego co z nich zostało, trzeba było wygrzebywać.
Szłoboch wtemugo szyszy, zul — wtrącił Uzor.
Ano, nie inaczej — zgodził się z kompanem wielkonos. — Stemple były porozwalane. Popękane, przecięte, ale nie tak czysto jak narzędziem. Gdybym wiedział lepiej, rzekłbym wam, że przeżarte… Ale też, kurewka, nie tak jak czynią to bobry, równiuśko, tylko całkiem inakszy. Pojmujecie?

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 28 mar 2020, 20:09

Alsvid przestała bawić się monetą. Wysłuchała relacji Baldo oraz jego przekładu Uzora uważnie, jeszcze uważniej. Wpatrując się w niską powałę speluny, postukała z zamyślenieniem paznokciami o blat, skinęła głowę. — Pojmuję. Ciekawe… A wcześniej? W tygodniach poprzedzających wypadek? — Splotła ramiona na piersi i popatrzyła po obydwu krasnoludach, skupiając się na bardziej przytomnym z druhów. Choć cierpliwość cudzoziemki do ciągnięcia przed nimi przyjacielskiej maskarady topniała szybciej niż piana na szczycie jej kufla, musiała dopytać. — Zaobserwowaliście coś nietypowego, podejrzanego? Może jakichś niecodziennych gości albo nowych inwestorów odwiedzających kamieniołom? Czyjeś dziwne zachowanie? Pomyślcie dobrze.
Wierzyła w rewelacje gwarków. Jeżeli obaj łgali w żywe oczy, to ukartowali sobie wyjątkowo zawoalowane i upstrzone szczegółami łgarstwo, a nie posądziłaby ich o takie zdolności, przynajmniej nie Uzora, którego co jakiś czas Baldo musiał powstrzymać przed osunięciem się pod stół. Wyłuskała z nich jednak więcej pytań niźli odpowiedzi. Nie miała pojęcia, co mogło tak rozrabiać w kopalni. Nie byle gremlin czy inny kobold, z całą pewnością, chyba że cała ich bojówka i to z wyjątkowo przerośniętymi siekaczami. Jakiś wściekły bobrołak?
Bloede arse, podsumowała w duchu. Oby wiedźmin wiedział. O ile reszta szybu nie zdążyła zawalić mu się na łeb.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 30 mar 2020, 18:27

Nie panienko — odrzekł jej poważnie Baldo, trzęsąc przecząco wielkim nosem i skulfoniałą twarzą z której wyrastał. — Cichuśko jak we karczmie w poniedziałek rano. Ni szmeru, ni szustu, nic się nie osuwało, robota kręciła się aż miło.
Karzeł popił czegoś z kufla, ocierając po wszystkim wąsa i szturchając swojego na wpół kontaktującego kompana, który zdążył się rozchrapać w najlepsze.
Oglądać infestorów na oczy to nam się nie zdarzyło, najlepiej pytać wam o nich u mości podżpunika we zarządzie. Ale my sami słyszelimy od Zaretana, że dużo tu takich synów się kręciło ostatniego czasu. Bo zanim zdarzył się ten cały bordel pod ziemia, to jakem mówił — robota kręciła się aż miło. Kamieniuchy też miały co robić, bo miasto robi se remont murów, to i szefi przytulili duże zlecenie od wiarygodnego płatnika. A gdzie dobrobyt, tam i sępy. Zleciało się ich trochę, wielu takich co uwierało, że my tu samorządni. I dawaj, każdy inwestować, podkupywać, przekupywać i wiązać te, no… Transakcje.
Mlf.
Otóż to, Uzorku. A robić nie ma komu! — Baldo przytaknął gorliwie, tak że nieomal nie zarył nosem w blat. — Ale Aurelio posyłał wszystkich w diabły jak zawsze.
Na jej ostatnią wątpliwość Baldo nie musiał się zastanawiać, co poznała po tym, że jego koślawe oblicze nie skalało się odrobiną wysiłku, a słowa razem ze śliną od razu wyleciały mu z gęby.
Dziwne zachowanie? A to z przeproszeniem, panienko, wystarczy się rozejrzeć, żeby zobaczyć, jaki u nas pierdolnik. Nie ma roboty to głupieją ze szczętem. Żupnik nasz Aurelio dałby radę tego jeszcze upilnować, ale on wybył do siebie do Tretogoru, pono zawezwany rodzinnymi sprawami, detalu nie znam. Zaretan też umiałby utrzymać rygor, ale on poprztykał się z Adolem pod nieobecność Aurelia i też wybył, samotrzeć szukać ekipy coby poradziła coś na złe co się w kopalni ulęgło. Z kolei Adol… — Krasnolud namyślił się chwilę, obejrzał na chwiejącego obok Uzora, jak gdyby spodziewał się, że ten przyjdzie mu w sukurs. — Jest Adol — dokończył odkrywczo. — Bojący dudek i buchalter. Jako pierwszy wołał zamykać szyby, o co zresztą poróżnił się z pozostałymi w zarządzie, ale w sumie wyszło na jego i całkiem niegłupio, bo sprawa jest poważna, tedy wyszło, że jego krakanie nie bez nijakiej podstawy. Ale gówno nam po jego zapobiegliwości. Wydobycie stoi, lza łupać tylko kamień, a przydziałów do tego ostatniego nam skąpi, bo rąk do pracy więcej jak roboty.
Tedyśmy się tu ostali — podjął ponuro, wieńcząc cały wywód. — Jak te sieroty na przednówku. Czekając lepszego. Ale ja dumam, że ono już minęło.
W czasie kiedy Baldo kończył swoją odpowiedź, drzwi do karczemnej budy rozklekotały się, wpuszczając tarabaniącego się do środka górnika w oporządzeniu i ciężkich butach. Był to pomylony Filio, ten sam, który zawiadywał pustymi wagonami przed kopalnią. Nie witając się z towarzystwem, podszedł prosto do szynkwasu i polecił się nakarmić.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 31 mar 2020, 22:32

Ładny zbieg okoliczności, podzieliła się uwagą już tylko z własnymi myślami. Że akurat w porze kryzysu obaj rzekomo najbardziej kompetentni decydenci zmuszeni byli opuścić kopalnię. Iście ładny. Ciekawe, czy i szczęśliwy, i dla kogo…
Rzępolenie zawiasów w drzwiach do speluny na chwilę odwróciło uwagę Alsvid od zagadkowych zbiegów okoliczności oraz od psienia rozgoryczonego Baldo. Rozpoznała krasnoluda gramolącego się na stołek przy szynkwasie, przepychającego wózki po szynach kołowatego pechowca, o którym w drodze do biura podżupnika opowiadał im Goric. Nie licząc ochrony i urzędników, był jedynym członkiem gwareckiej załogi, który mimo zamkniętych szybów wydawał się nadal pochłonięty robotą. Alsvid nie zastanawiała się długo. Wstała z zydla, chwytając w dłoń swój kufel. Do stracenia miała już tylko czas.
Panie Baldo, panie Uzorze, dziękuję wam za pomoc — pożegnała obu górników. — Na pewno okaże się nieoceniona.
Wróciła pod szynk, gdzie najpierw poleciła gospodarzowi dolać sobie piwa, choć nie zdążyła wypić nawet połowy. Dopiero wtedy zwróciła się do czekającego na strawę Filio, nie siląc się na umizgi, ale nadal nieźle gimnastykując, by zabrzmieć przyjaźnie. Albo przynajmniej uprzejmie. — Witajcie. — Uśmiech. Uśmiechaj się, głupia krowo. — Widziałam was wcześniej na zewnątrz. Filio, tak? Goric opowiadał o was mi i mojemu towarzyszowi. Nadal pracujecie? Nie lękacie się monstrum?
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 01 kwie 2020, 21:53

„Panie” — parsknął jej interlokutor, jak zdecydowana większość krasnoludów nieprzepadający za oficjalnymi formami i wszelkimi formami nadmiernej grzeczności czy pretensjonalności, będące w krasnoludzkim rozumieniu i zgodnie z ich starym idiomem „owijaniem gówna w bawełnę”.
Bardzo prosimy, radziśmy pomog… — zaczął i urwał, widząc, że dziewczyna zbiera się za stołu i do porzucenia ich towarzystwa. — To kiedy kopalnia będzie czynna, a? — Zdążył zawołać za nią jeszcze na odchodne, nieco skonfundowany nagłym obrotem spraw. Uzor jego kompan wydawał się być nie mniej zaskoczony, albo właśnie spadł ze swojego stołka z przyczyn zupełnie od zaskoczenia niezależnych.
Filio, starszawy krasnolud, który przed wejściem do knajpy nie zrobił nic, by pozbyć się z butów przyniesionego z placu błota, ani nie pozbył swojego górniczego oporządzenia, wliczając w to swój roboczy hełm ze świeczką. Tego ostatniego zaś dopiero, gdy usłyszał swoje imię.
Ściągając je z głowy, rozejrzał się wokół zdziwiony, z uchylonymi lekko ustami i bez jednego oka, które znosiło nieco na bok. To patrzące prosto zagapiło się zaś dal. Z grubsza w kierunku wołającej go dziewczyny, w praktyce — przez nią, jakby była transparentną zjawą.
Dzisiaj będęm jadł zalewajkę. Bo wtorek — oświadczył jej z namaszczeniem godnym rewelacji wypowiadanej z ust proroka. — We wtorek Bogusz zawsze leje zalewajkę. Jak moja oma, ona zawsze robiła sposobem domowym, najlepszym ze szystkich! Bez zabielania — przytaknął poważnie, przekrzywiając głowę. — Tak, jak trza.
Kręcący się za szynkwasem siwy i lekko szczerbaty chłop w szelkach, wyciągający spod lady równie wyszczerbioną michę, odchrząknął pod adresem białowłosej.
Z nim nie gadajcie panienko, on pomieszany na łbie. Cięgiem głupstwa gada i trochę psoci, ale jest nieszkodliwy. My się nim tu opiekujem, nieborakiem, bo już stary, bez rodziny i nie ma komu innemu się nim zająć.
A pracujem, pracujem — plótł dalej zagadnięty Filio, niepomny wchodzącego mu w słowo polewacza. — Robota tu jest na kopalni! Robota, robota, cały czas robota! — wyłożył, kilka razy uderzając otwartą dłonią o rozchybotany i prowizoryczny szynkwas, przy wtórze łagodnych zaklinań starszego nad kuflami, które nie przynosiły jednak rezultatów. Filio, nieubłagany jak każdy żywioł, przestał dopiero wtedy, gdy zechciał. Nie trwało to jednak długo.
Monstrum, tfu, tfu — podjął szeptem, opluwając sobie brodę. — Posiali. Tym na przodku to strach, nie Filiowi. Filio, nieboraczek, nie chadza na przodek. Oczęta już nie te, chłopcze — odrzekł poważnie i ewidentnie bez kłamu.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 04 kwie 2020, 20:50

Podczas gdy pomylony krasnolud nawijał o jedynej słusznej naturze i postaci zalewajki — specjału, do którego pomimo spędzenia na Północy prawie tylu lat, co na ojczyźnie Alsvid nie potrafiła się przekonać w żadnej naturze ani postaci — ona w pełni wykorzystała okazję na przećwiczenie kilku głębokich, długich wdechów i jeszcze dłuższych wydechów, dla uspokojenia myśli niezbyt miłych ani niezbyt życzliwych ducha winnemu bogom Filio oraz reszcie równie pożytecznej braci gwareckiej odliczając coś pod nosem. Kończyny i głowy. Zwieńczone szłomami, a urywane kolejno przez bardzo terytorialnego kaczerba. Niby korki odciągane z butelek.
Jednym niecierpliwym łypnięciem Alsvid przenicowała wtrącającego się szynkarza tak, że tego, co mu miała do powiedzenia nie musiała powtarzać na głos.
Poczuwając się całkiem zwolniona przynajmniej z konieczności podtrzymywania na twarzy uprzejmego uśmiechu, podjęła ostatnią męczeńską próbę wyłuskania jakiejś wartościowej informacji dosyć konwersacji między nią a Filiem.
Pojmuję — odparła, nie wyprowadzając stukniętego górnika z błędu ani nie siląc się na fałszywą troskę. — Założę się jednak, że słuch u was wciąż jak u lisa. Słyszeliście coś tedy, kiedy tak pracujecie? Coś o tym straszącym na przodku potworze? — Splatając dłonie na szynkwasie, lustrowała go wzrokiem nawet jeśli nieco znudzonym, to w pełni bystrym i sprawnym.
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 05 kwie 2020, 20:17

Zdrajcy. — Filio odwzajemnił powagę, która odmalowała się naraz na jego pomylonej, niewidzącej gębie. — Skurwysyny gnoje — wyłożył z przekonaniem.
Chuje pierdolone — dodał konspiracyjnym tonem, pochyliwszy się do przodu, ku dziewczynie, która w tej chwili jeszcze nie wiedziała jak bardzo proroczymi okażą się słowa słabującego na głowie krasnoluda.
Miała przekonać się o tym w chwili następnej, czasowo nieodległej od poprzedniej. W tej, w której drzwi gospody zajęczały ponownie, wpuszczając do środka grupkę mężczyzn.
Pochylając grube, pobrużdżone czoła pod niską framugą wejścia i krzywiąc małpio znajdujące się pod nimi gęby, tarabanili się pojedynczo do dusznego wnętrza gospody, by summa summarum znaleźć się w nim jako trójka. Trójka powalanych wapiennym pyłem i tak podobnych z postawy i wejrzenia, że gdyby nie dyndające im u pasów oskardy, szłoby ich wziąć za rodzeństwo młynarzy. Przynajmniej dwóch z nich kojarzyła jako bezczynnych łupaczy przyglądających im się kiedy schodzili w dół kotła w towarzystwie Gorica.
Która to taka ciekawska? — zahuczał otwierający awangardą całe trio wyraziciel opinii ogółu, którego facjaty nie mogła sobie przypomnieć, biorąc się hardo pod boki i mrużąc oczy po panującym wewnątrz półmroku. Pytanie, rzecz jasna było tendencyjne i pretensjonalne. Prócz Alsvid, nie było w „Fajrancie” żadnej innej „jej”, a ją samą, odkąd przysiadła się do szynkwasu, nie sposób było przeoczyć na wejściu.
Ucichła jedyna toczona jeszcze w środku rozmowa, ktoś z głośnym stukiem odstawił kufel na stół lub wypuścił go z rąk. Uwijający się przy podgrzewanej zalewajce za szynkwasem szczerbaty gospodarz z łaski boskiej i gwareckiej, zamarł, oglądając się przez ramię i nabierając głośno powietrza. Niepomny tego, co dzieje się wokół niego Filio, zrujnował cały dramatyzm sytuacji, skrzekliwie opierdalając tamtego za to, że trzyma chochlę jak elfka kutasa.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 08 kwie 2020, 22:56

Alsvid odwróciła się wolno i spojrzała na grupkę skalników, jej policzek drgnął w lekkim uśmiechu, kiedy wśród pełnej napięcia ciszy wybrzmiała wulgarna reprymenda Filia. Pojawienie się gburowatej trójki wzbudziło nagłą i zauważalną nerwowość we wszystkich gościach „Fajrantu”, poza beztroskim pomyleńcem oraz dziewczyną, która nie denerwowała się w ogóle. Ale zaczynała się coraz bardziej niecierpliwić.
Ja. Nie zadawajcie pytań, na które znacie odpowiedź, to pretensjonalne i niegrzeczne — odparła prowodyrowi kompanii, mrużąc oczy bazyliszkowato. Opierała się o kontuar lewą ręką, kciuk prawej zatknęła za pas, obok przytroczonego do biodra puginału. — Przyszliście zaspokoić moją ciekawość? Do rzeczy tedy. Przerwaliście mi rozmowę i to w interesującym momencie, Filio wspominał właśnie o zdrajcach, gnojach oraz skurwysynach. Macie sposobność nie okazać się żadnym z powyższych i odpowiedzieć na kilka pytań. Albo wynosić się stąd. Niepokoicie swoich kolegów.
Nie kładła dłoni na rękojeści miecza ani nie stroiła groźnej miny. Nie musiała. Głos dziewczyny brzmiał lodowato, kojarzył się jednak z czymś zgoła innym, czymś gorącym — z gorącem pożogi, blaskiem płomieni odbijających się w powalanej krwią stali i liżących ściany budynków pośród huku oraz zawodzenia.
Pozwoliła, by brzmienie jej głosu wypowiedziało za nią to, czego wypowiadanie byłoby wyjątkowo pretensjonalne i niegrzeczne.
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 11 kwie 2020, 22:12

Trójka łupaczy, nienawykła do tego, by od baby słyszeć więcej niż pisk albo groźbę sprania ścierą po uszczypnięciu w tyłek, wyraźnie zmieszała się na słowa przybyszki. Zmieszanie objawiało się przedłużającym milczeniem oraz bezruchem, w których zamarli, krótko po przekroczeniu progu. W końcu złamał je, razem z szykiem, stojący po prawej kamieniarz — żylasty i pozbawiony przedniego zęba. Rozejrzawszy się — najpierw po wnętrzu, a potem po kamratach, chrząknął w ciszy:
Chopaki, mówiłem, że muszę się odkasztanić. Zaczynajta beze mnie!
Gdzie — zawarczał na niego najbardziej umorusany i wąsaty, ten stojący na czele, więc ani chybi prowodyr grupy. — Stój tu, kurwa! — Napominając kompana, popełniał jednak jeden zasadniczy błąd. Nie patrzył w jego kierunku. Miast tego obserwował broń u pasa cudzoziemki. Chociaż ta nie zdradziła jej słowem i gestem, również i to zmieściło się w jej nadto wymownym, nawet dla otaczających ją prostaczków, głosie. Spuszczony ze spojrzenia kompana niby burek ze smyczy, żylasty wyśliznął się z wnętrza. A Alsvid w całym swoim życiu już nigdy więcej nie musiała już oglądać ani jego, ani jego ubytku w jedynce.
Ech, wy gównozjady! — zabeczał na to basowo w odpowiedzi ostatni z przybyszów, ten, który w przeciwieństwie do pozostałych był krasnoludem. Choć nie tak zgrzybiałym jak siedzący przy szynkwasie Filio, jego broda była popielatoszara, niemal w tym samym odcieniu co sypiący się z niej przy każdym poruszeniu skalny pył. — Miętkie kutasy na kaczych łapach. Dużo chędożenia, mało robienia… Niczego nie potraficie wyłożyć jak trzeba, suń się no, Jukacz, ja będę gadał.
Popluwszy sobie na zapiaszczoną dłoń i wycierając ją sobie o robocze portki, karzeł podszedł z wolna do baru, wymownym spojrzeniem uciszając szykującego się do załagodzenia sprawy gospodarza. Zamilknął nawet Filio, przestając dopominać się zupy, a poprzestając na kiwaniu się na swoim krześle.
Krasnolud zbywający Jukacza i biorący sprawy w swoje ręce zatrzymał się tuż przed nią, głową nie wychylając ponad zbity z próchniejących desek blat. Również nie obrażając jej strojeniem min ani macaniem rękojeści, podniósł głowę i zajrzał jej w twarz uważnie, choć bez przestrachu. Sposobem bycia zdradzanym mimiką i zachowaniem różnił się od typowych krasnoludów, które zdarzało jej się spotykać — na przemian rubasznych albo ponurych, lecz w gruncie rzeczy dobrotliwych na swój prostolinijny sposób. Ten, który właśnie podszedł, miał w sobie wszystko, lecz przy najlepszych chęciach nie szło doszukać się w nim uncji dobrotliwości.
Wypierdalasz stąd, kurwo — oświadczył spokojnie, lecz dobitnie, nie spuszczając wzroku. — Sama albo na taczce. Decyduj się szybko.
Jukacz, podążający za karłem jak wydłużony cień, wychylił się zza niego, zmarszczoną miną chcąc nadrobić niedawny blamaż. Poruszając wąsami na usmolonej twarzy niby ogromny zając, łypał zza pleców nowego mówcy i oczekująco splatając ręce na brzuchu.

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 12 kwie 2020, 10:25

Sama — mruknęła dziewczyna okrutnie spokojnym głosem. — Wyjdę sama.
W „Fajrancie” zrobiło się cicho, ciszej nawet niźli po wejściu trójki kamieniarzy, teraz już parki. Goście wyraźnie słyszeli skrzypienie zydelka, na którym kołysał się Filio oraz pojękiwanie starych, drewnianych krokwi pod powałą. A potem usłyszeli krótki, świszczący w powietrzu dźwięk. Dźwięk zasyczał niczym żmija, gwizdnął jak wiatr, płomień topiących się w oknach i na stolikach woskowych świec zamigotał, odbity od klingi, tańczący na krawędzi ostrza.
Alsvid słyszała głos Kota.
Siedział przy ognisku, ostrząc miecz i mrużąc żółtawe, kocie oczy. Potrzebujesz tylko jednego, tylko stalowego. Viroleda to dobra stal. „Nie dobywaj bez przyczyny, nie chowaj bez honoru”. Gówno. Nie dobywaj, jeśli nie musisz. Rozumiesz, dziewczyno? Nie jesteś bohaterką, nie jesteś wiedźminką. Jesteś czym jesteś. Dziewczyną, którą nauczyłem, jak trzymać miecz. Reszta zależy od ciebie. Nie dobywaj…
Musiała.
Ten brudny, prostacki skurwysyn ją obraził.
Alsvid cięła od razu, z bliska, na odlew. Wykorzystując impet ze skręconego barku, nie obracając nadgarstka, mierzyła w wysmarowany pyłem, zakrzewiony szarymi kołtunami pysk.
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 13 kwie 2020, 13:50

Siwobrody, nawet jeżeli liczył się z podobną reakcją ze strony postawionej przed ultimatum dziewczyny, to nie spodziewał się jej równie szybko. Nieroztropność miała go kosztować pierwszą krew — cięcie przez prawe udo rozrywające mu nogawkę portek, a płytko również skórę i mięso pod nimi.
Wielu świadkujących zdarzeniu gapiów zachodziło później w głowę, jakim kuriozalnym zrządzeniem szykowana mu w pysk klinga finalnie spotkała się z jego nogą. Stojący najbliżej widzieli jak powodowany spóźnionym odruchem karzeł, próbując uskoczyć przed zbliżającym się żelazem, spotyka niełamiące swej trajektorii ostrze, spadające, by ukąsić go w udo.
Próbując ripostować natychmiast dobytym zza pleców czekanem, karzeł przenosi ciężar na zakroczną, lecz świeżo cięta noga lub brak pola do manewru udaremnia mu atak — karzeł zderza się z szynkwasem. Bar trzęsie się od impetu, z jakim przydzwonił weń ranny, zadzwoniły również wszystkie stojące na nim naczynia, a jedno z nich — wgnieciony blaszany kufel, obala z łoskotem na ziemię. Chwytając się blatu, by utrzymać równowagę, trafiony krasnolud bluźni szpetnie w ojczystym języku, z trudem utrzymując się na nogach po nieprzewidzianej kolizji.
Wąsaty i usmolony towarzysz tamtego, widząc upadek kompana, zwleka, choć nie dłużej niż to konieczne. Pokonując zaskoczenie, forsuje się naprzód, sięgając za zatknięte za pasek niby oręż górnicze narzędzie, którego paskudny, nieodległy nadziakowi kształt nieładnie sugeruje, że użycie go niezgodnie z przeznaczeniem może okazać się nad wyraz owocne. Dla dzierżącego.
Dzierżący nie ma jeszcze jednak okazji się o tym przekonać. Niespodziewanie chyba dla wszystkich, pomylony Filio, skrzecząc na całe gardło jak ogromna wrona albo gargantuiczny papug, jednym szybkim zamachem chlusta mu w gębę zalewajką sposobem domowym, bez zabielania jak trza.
Potraktowany zupą kamieniarz włącza się do ogólnego harmidru, ocierając oparzoną i oślepioną gębę z gęstego wywaru i klejących się do niej kurek i boczku. Naraz z tyłu karczmy podnoszą się dalsze klątwy, do spółki z szuraniem odsuwnych w pośpiechu zydli i krzeseł, w tym jednego przewracanego. Filio, już nie siedzący, ale stojący w miejscu obok swojego zydla nie przestaje skrzeczeć, górując nad hałasem jak dyrygent nad orkiestrą.
Prawie nie sposób uwierzyć, jak cicho potrafiło tu być jeszcze do niedawna.


► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 14 kwie 2020, 23:55

Speluna wybuchła kakofonią dźwięków prawie każdego tonu, natężenia i gatunku, na tle których jeden dźwięk zdecydowanie wyróżniał się i odcinał, niczym rozpirzona piszczałka w organach. To był Filio, tylko nie brzmiał już jak rozumne stworzenie, ani nawet, w jego szczególnym przypadku, jak półrozumne. Wydzierał się jak koza do księżyca, jak ptaszysko, jak mordowane dudy. Jeżąc wszystkim włosy na głowach, karkach i ramionach oraz na…
Niuanse. Niuanse nie były ważne, ważny był efekt.
Alsvid jako jedyna wydawała się pozostawać na ten efekt głucha — na hałas, wrzask, bluzgi, szuranie krzeseł. W uszach miała wyłącznie jednostajny szum krwi i jak koń w poskromie, z klapami na oczach, widziała tylko do przodu. Nie zwróciła uwagi, albo nie umiała zwrócić, na otrzepującego się gorączkowo z polewki Jukacza, który jeszcze przed chwilą przymierzał się do niej z oskardą, ani na gardłującego Filio, który swą ofensywą całkiem prawdopodobnie wybawił ją od nie lada kłopotu. Ostrze viroledanki jakimś cudem — i bez ochyby, po części za sprawą jej miernej techniki — zamiast rozpłatać gębę krasnoluda, dosłownie go podcięło. Ale o tym Alsvid również nie myślała. O niczym nie myślała.
Kropelki ciepłego szkarłatu rozbryznęły się po bladej skórze dziewczyny jak po śniegu i od tamtego ułamka chwili już nie potrafiła przestać. Nawet gdyby chciała. Odwinęła się sprężystym, żmijowym ruchem, brzeszczot świstnął w jej ręce złowrogo.
Tym razem krwi było więcej.
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Kościej
Awatar użytkownika
Posty: 39
Rejestracja: 23 mar 2018, 22:55

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Kościej » 15 kwie 2020, 21:24

► Pokaż Spoiler

Dziki Gon
Awatar użytkownika
Posty: 1180
Rejestracja: 18 mar 2018, 4:22

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Dziki Gon » 15 kwie 2020, 21:45

Tym razem trafiła tam, gdzie chciała. Ostrze rąbnęło w bok twardego łba krasnoluda, kość czaszki łysnęła bielą pod pękającą skórą, gęsta i gęsto płynąca krew zalała mu oczy i twarz. Karzeł, wypluwając chrapliwe bluzgi oraz posokę z ust, rozpłaszczył się o przód szynkwasu jak rozdeptany karaluch. I sam równie żywotny jak jeden — ustał, nie wypuszczając z ręki dobytego wcześniej czekanu.
Zajebię… — wybełkotał, ledwie zrozumiały i straszny, spod juchy klejącej mu się do upylonej wcześniej brody. — Zajebię.
Jego zamiar próbował, póki co wcielić w życie towarzyszący mu podlany zalewajka smoluch zwany Jukaczem. Próbował nieudolnie, w panice, z rozlatanymi na widok krwi oczami i łapami, być może pierwszy raz w swoim życiu biorący udział w burdzie idącej na ostre.
Próba, choć nieudolna, nie była całkiem bezowocna. Gdyby Jukacz nie obawiał się tak bardzo skrócić dystansu, jego uderzenie mogłoby okazać się zdecydowanie niebezpiecznym. Dokonane z niewprawnego i bardzo zachowawczego zamachu przebiło tylko materiał koszuli na wysokości jej dolnych żeber. Tępe i stare narzędzie zakłuło ją żelaznym kolcem w boku, pozbawiając oddechu oraz pozostawiając w jej ciele drugi — kolec czystego bólu, który miała ze sobą nosić jeszcze długo po zakończeniu tej walki.
Przyglądającym się dotychczas starciu gapiom, nie trzeba było czekać na dalszy rozwój wypadków. Pijący w milczeniu i w rogu sali robotnicy zaskakująco szybko zmienili róg na przeciwległy, gracko lawirując pomiędzy zagradzającymi im drogę meblami, a stamtąd — już ostatnią prostą rzucili się w kierunku drzwi i omal nie pozabijali, zderzając ze sobą w biegu. Czyniąc rumor i tak niezauważalny na przepełnionej nim sali, ten, któremu udało poderwać się z desek jako pierwszemu, przypadał właśnie do klamki, chwytając się jej niby nadziei na zbawienie obiecywanej przez Proroka Lebiodę.
W końcu też krwi i hałasu zrobiło się dosyć, by poczynający przysypiać wzorem kompana Baldo, ocknął się przytomnie i zeskoczył ze swojego siedziska.
Banda chuja! — wyraził na głos swoje oburzenie, dostatecznie gromko, by dało słyszeć się je pośród hałasów z przodu gospody i coraz bardziej wątłego, przechodzącego w skrzek fonicznego ewenementu Filia. — Banda chuja! We dwóch i to jeszcze na babę! Dawaj Uzor!
Zagrzewany do boju Uzor wyłącznie zachrapał w odpowiedzi. Ale jakby bojowo.
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler
► Pokaż Spoiler

Licho
Awatar użytkownika
Posty: 326
Rejestracja: 16 mar 2018, 15:39
Medale: 18
Miano: Alsvid
Rasa: Człowiek
Wiek: 20 - 25 lat
Złoto: 23 korony
Stan zdrowia: szaszłyk z grilla
Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=10&t=309
Szczegółowa Karta Postaci: http://vattghern.com/viewtopic.php?f=25&t=70

Re: Sortownia i warsztaty

Post autor: Licho » 16 kwie 2020, 0:03

Gdy znów zaczęła widzieć, Alsvid zobaczyła wymachującego nadziakiem Jukacza, ale tylko kątem oka. Chciała się zasłonić, nie zdążyła. Zdążyła się tylko obrócić.
Uderzył ją jak taran, jak młody byczek, aż dziw, że nie przedziurawił jej tym paskudnym narzędziem na wylot, nie pogruchotał jej żeber. Alsvid nie krzyknęła z jednego tylko powodu: nie miała czym. Walnięta prosto w kadłub, wypuściła z płuc powietrze, wzdychając głęboko i głucho, i długo nie mogąc zaczerpnąć go ponownie. Zatoczyła się, zakolebała na długich, chudych nogach. Potrzaskana czy nie, jej klatka piersiowa sprawiała wrażenie drastycznie skurczonej, jakby ktoś ją ścisnął gigantycznym imadłem. Bok bolał okropnie. Bolał i krwawił. Najchętniej uległaby potrzebie, by zgiąć się wpół, ale nie mogła, bo krasnolud, którego cięła nad uchem i przez skroń, jakimś cudem stał wciąż na nogach, wsparty o szynkwas i rozciągnięty jak przybity pinezkami do kawałka deski chrabąszcz. Albo jak karaluch.
A tego, bez względu na ból, bez względu na Jukacza i też wcale nie ze względem na bulgotane przez karła groźby albo na dzierżony przez niego w łapie czekan, dziewczyna podarować mu nie mogła. Ukąsiła jeszcze raz, wrednie i zdradliwie. Markując mrożące krew w żyłach, pionowe cięcie od krocza po pępek, bez skrupułów wykorzystała zalane krwią oczy i opóźniony refleks przeciwnika, by go okrutnie zwieść.
Przytomniejąc na chwilę, krzyknęła do Baldo i Uzora, którzy na awanturę pobudzili się — a przynajmniej jeden się obudził — jak hołopolscy zagrodnicy na rokosz wojewody Nurzyboba. — Bierzcie tedy, psiakrew, jednego! Chyba, że i wam nagle na dwór spieszno!
► Pokaż Spoiler
Obrazek

Dhu Feain, moen Feain.

Odpowiedz
meble kuchenne na wymiar cennik warszawa kraków wrocław